Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki padół

    31.05.07, 09:18
    chciałabym, abyście się podzielili doświadczeniami na ww temat. czy też się
    spotkaliście z załatwianiem pracy po znajomości? u mojej koleżanki w firmie,
    szef otwarcie poinformował wszystkich, że gdy będzie nabór na jakieś
    stanowisko, to w pierwszej kolejności będą brani pod uwagę znajomi, rodzina,
    krewni pracowników - ogólnie protegowani.
    mieliście podobne doświadczenia?
      • gosiaialex Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad 31.05.07, 09:48
        czy nikt nie ma podobnych doświadczeń?
      • iberia.pl Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad 31.05.07, 14:37
        moja pierwsza praca - a bylo to ...dobre 9 lat temu -w firmie prywatnej, malej-
        szefowa, ksiegowa i ja, dostalam z polecenia wlasnie.Sasiad znal wlascicielke-
        ona szukala dziewczyny do biura a ja bylam pod reka:-).

        Praca w obecnej firmie -od 6 lat - tu akurat jestem z ulicy czyli z
        ogloszenia, ktore sama zamiescialam w lokalnym dzienniku.Reszta pracownikow -
        roznie,czesc z ogloszenia-normalna rekrutacja, a czesc tez po znajomosci czy z
        rodziny ale pod warunkiem, ze ma dana osoba kwalifikacje i umiejetnosci do
        danego stanowiska.Nie zdarzylo sie tak, ze zostal przyjety ktos ze znajomych
        tylko ze wzgledu na plecy, albo ze rekrutacja byla fikcyjna.
        • gosiaialex Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad 31.05.07, 14:56
          a ja powiem tak:
          niektóre instytucje, jeśli nie wszystkie, to większość gdy mają wolne
          stanowisko, postepuja w nastepujacy sposob: jest osobna dajmy na to córka,
          siostra, krewna... ma ukończone studia no powiedzmy matematyka, zna trochę j.
          francuski ma kurs windowsa. szukają osoby do sekretariatu. muszą rozpisać
          konkurs na to stanowisko. podają zatem jako wymagania, kwalifikacje osoby,
          ktora ma dostac ta prace. przychodzą osoby spelniajace wymogi, ale pod byle
          pretekstem nie zostaja zakwalifikowane do "drugiego etapu", potem organizuje
          sie "trzeci etap" itd. az wszyscy maja dosc i zostaje przyjeta wiadoma nam
          osoba, gdyz byla najcierpliwszym kandydatem, no i spelniala w 100% wszystkie
          warunki.
          fajowo, prawda?
          • anty.kreator Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad 31.05.07, 16:00
            Kiedyś bylem na szkoleniu, które prowadził ktoś z jobpilot.pl i jasno zaznaczył,
            że w 80 % na wolne wakaty zatrudniani są znajomi a te 20% to są dopiero
            ogłoszenia o prace i rekrutacje. U mnie w firmie jest podobnie, jeśli jest
            organizowany nabór to jednocześnie informowani są o tym fakcie pracownicy tak,
            aby można było zaproponować pracę znajomym.
          • Gość: ko brednie IP: *.chello.pl 31.05.07, 17:26
            a ja powiem tak:
            > niektóre instytucje, jeśli nie wszystkie, to większość gdy mają wolne
            > stanowisko, postepuja w nastepujacy sposob: jest osobna dajmy na to córka,
            > siostra, krewna... ma ukończone studia no powiedzmy matematyka, zna trochę j.
            > francuski ma kurs windowsa. szukają osoby do sekretariatu. muszą rozpisać
            > konkurs na to stanowisko. podają zatem jako wymagania, kwalifikacje osoby,
            > ktora ma dostac ta prace. przychodzą osoby spelniajace wymogi, ale pod byle
            > pretekstem nie zostaja zakwalifikowane do "drugiego etapu", potem organizuje
            > sie "trzeci etap" itd. az wszyscy maja dosc i zostaje przyjeta wiadoma nam
            > osoba, gdyz byla najcierpliwszym kandydatem, no i spelniala w 100% wszystkie
            > warunki.
            > fajowo, prawda?
      • seth.destructor Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad 31.05.07, 17:20
        Naturalne. Jako pracodawca tez predzej bym zatrudnil osobe z polecenia niz
        zupelnie nie znana. Poza tym ladna. Urode ciezej zmienic niz nauczyc kogos
        czegos.
        • Gość: tsa Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad IP: 194.146.250.* 31.05.07, 17:29
          w życiu bym nie chciał miec podwładnych z rodziny co za durny pomysł jak tu ich
          rozliczac 90% z nich bedzie miało gdzies wszystkie obowiazki i cała firme ktos
          kto przyjmuje osoby z rodziny do siebie , przyjaciól popełnia ogromny bład :raz
          szkodzi sobie dwa całemu społeczenstwu bo przez niego pracy nie maja osoby
          ktore powinny byc na tych stanowskach ze wzgledu na wykszt. i umiejetnosci trzy
          im tez szkodzi bo takie osoby maja nie wiele motywacji i wiedza ze sa tu po
          znajomosci a nie dzieki sobie.
          • iberia.pl Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad 31.05.07, 19:47
            Gość portalu: tsa napisał(a):

            > w życiu bym nie chciał miec podwładnych z rodziny

            to, ze ktos jest z polecenia czy ma plecy wcale nie musi oznaczac, ze twoj
            krewny bedzie twoim przelozonym...tudziez na odwrot.

            >co za durny pomysł jak tu ich rozliczac 90% z nich bedzie miało gdzies
            wszystkie obowiazki i cała firme

            bzdura.Mam w pracy wlasnie taka sytuacje:zona jest podwladna meza i nie ma
            taryfy ulgowej.Dodam, ze najpierw pracowali razem a dopiero potem byli para i w
            konsekwencji zostali malzenstwem.

            >ktos kto przyjmuje osoby z rodziny do siebie , przyjaciól popełnia ogromny
            bład :raz szkodzi sobie

            jakis dowod na to ?

            >dwa całemu społeczenstwu bo przez niego pracy nie maja osoby
            > ktore powinny byc na tych stanowskach ze wzgledu na wykszt. i umiejetnosci

            a jesli taka osoba tez spelnia te wymogi to co?


            >trzy im tez szkodzi bo takie osoby maja nie wiele motywacji i wiedza ze sa tu
            po znajomosci a nie dzieki sobie.

            to, ze ktos kogos zatrudnia po znajomosci wcale nie musi oznaczac taryfy
            ulgowej-potrafisz to zrozumiec?
      • Gość: as i co w tym dziwnego IP: *.chello.pl 31.05.07, 17:25
        a ty jak chcesz wynajac mieszkanie to tez szukasz wsrod znajomych podobnie jak
        szukasz opiekunki do dziecka albo hydraulika

        • Gość: Bibliotekarz Tak po prostu jest IP: *.tpl.toronto.on.ca 31.05.07, 17:59

          Juz to pisalem na tym forum chyba z 10 razy. Zalozmy ze jestes pracodawca i
          robisz rekrutacje. Dostajesz 100 ofert, 70 nie spelnia wymagan, 20 klamie w CV,
          z wybranej 10 na rozmowe przychodzi polowa, a ostatecznie wybrany kandydat
          przyjmuje inna oferte. Wydales kupe pieniedzy i nadal nie masz pracownika.

          Alternatywa: dajesz cynk wszystkim pracownikom i znajomym "Potrzebuje kogos z
          takimi a takimi kwalifikacjami, jesli znasz kogos kto bylby zainteresowany to
          daj mu prosze moj numer telefonu". Dostajesz np. 6 kandydatow, wszyscy rzetelni
          i (chocby minimalnie) spelniajacy wymogi - bo nikt nie bedzie sie chcial
          kompromitowac rekomendujac jakiegos matola. Oszczedzasz mnostwo czasu, a
          rekrutacje praktycznie przeprowadzaja za ciebie inni.

          Tak to dziala na calym swiecie, przy aprobacie i zadowoleniu obu stron. W wielu
          firmach, jesli polecisz kogos kto zostanie ostatecznie zweryfikowany i
          przyjety, dostajesz nagrode finansowa.

          Przyznaje oczywiscie ze zdarzaja sie wynaturzenia typu wpychanie na solki
          kuzynow-analfabetow, ale nie to mam na mysli.


          Bibliotekarz

          • gosiaialex zakłamanie i oszustwo jawne 01.06.07, 09:12
            wszyscy macie rację, nawet rozumiem pracodawców, którzy tak postępują, ale jak
            widzę osoby pracujące na wyższej uczelni, mające zawodowe wykształcenie (znam
            osobiście) osoby nawet bez matury zajmujące stanowiska kierownicze, to chyba
            coś jest nie tak.
            w kadrach siedzi cały klan pani kadrowej, która w nieuczciwy sposób korzystając
            ze swoich (moim zdaniem wątpliwych) wdzięków zdobyła ten stołek, po czym
            przyjęła ciocie, córkę cici, męża (też po pewnym czasie kierownik pewnego
            działu) i Bóg raczy jeszcze wiedzieć kogo. Całe rodziny, znajomi królika itp.
            poza tym większość ma na boku prywatne firmy, więc nie zawsze są w pracy, aby
            nie zaniedbać interesu, nic się nie zakupuje dla uczelni, bo nie ma środków, a
            pan x odpowiedzialny za rozpożadzanie finansami jeździ autem, na który
            wiekszość musi pracować kilka dobrych lat. nikt nikogo nie kontroluje, bo
            wszyscy mający jakiś dostęp do pieniędzy uczelni kombinują jak mogą kosztem
            innych. jeden drugiemu daje jakby ciche przyzwolenie i heja.
            do pracy przychodzą dwa, trzy razy w tygodniu, a zatrudnieni są na cały etat.
            to chyba jest coś nie tak? nie sadzicie?
      • Gość: jj Re: witamina "Z", czyli bez znajomości ciężki pad IP: 195.124.18.* 01.06.07, 09:32
        W mojej firmie w "wielkej" korporacji jest podobnie. Wprawdzie ja sam dostałem
        sie z ogłoszenia, ale widze, że dużo ogłoszeń o prace jest ogłaszanych tylko na
        wewnętrzej stronie firmowej (a przeglądam portale z praca i czytam dodatki -
        praca i nigdzie tych ogłoszeń nie ma). Są to ogłoszenia adresowane do obecnych
        pracowników. I wiadome, że ma to plusy takie jak to, że taka osoba zna firme
        wie co gdzie i jak. Ale z drugiej strony ogranicza sie dostęp dla nowych i
        często lepszych osób. Przede wszsytkim takie osoby sa uprzywilejowane
        podczas "niby rekrutacji" nawet jak jest ktoś z zewnątrz i te ich atuty nie
        przekonują mnie.
    Pełna wersja