hadita
05.06.07, 18:04
Hej! Musze sie z Wami podzielic moja frustracja; moze ktos mnie podniesie na
duchu??? Pracuje od wrzesnia 2006 (moja pierwsza praca) w TZW. instytucji
kultury w duzym miescie. Moje zajecie podsumuje jedna fraza: JEST STRASZNIE!!!!
Jestem najlepiej wyksztalconym pracownikiem w dziale: mam dwa fakultety,
znajomosc jezykow etc. Do moich obowiazkow nalezy:
1. podlewanie cholernych kwiatow;
2. przepisywanie na komputerze cudzych tekstow (reszta załogi jest starszej
daty i nie umie obslugiwac Worda);
3. wysylanie wiadomosci e-mail z zalacznikami (tego tez nie umieja);
4. zmywanie naczyn;
5. przynoszenie roznych rzeczy z magazynu;
6. robienie herbaty gosciom
Sorry, nie zartuje, ale tak naprawde jest. Ambitniejsze zadania mnie nie
osiągaja, bo mam 69-letnia pania, ktora jest jakby moja przelozona i to ona
wszystko zalatwia. Czasem musze wykonac jakis telefon lub "od siebie" napisac
jakis tekst (ale zwykle wg szablonu). Moje czynnosci (wyzej wymienione)
zajmuja mi 1-2 godziny dziennie. Pracuje na caly etat. Reszte czasu spedzam na
papierosach lub na lekturze. Zaznaczam, ze nie jest to stanowisko ASYSTENCKIE,
tylko tzw wolny zawod, praca w kulturze.
Nie moge wprowadzic zadnej innowacji, wlasnego projektu, bo:
1. nie mam doswiadczenia;
2. j.w.
3. j.w.
4. nie ma pieniedzy na kulture (ta instytucja i moja zalosna pensja 960 netto
jest finansowana przez urzad. Nie powiem, jaki.)
Reszta moich ukochanych wspolpracownikow (pozdrawiam ich serdecznie, choc
obawiam sie, ze nikt z nich nie umialby wejsc na to forum) to ludzie sporo
starsi. Gdy chca mnie zgasic, mowia: NIE MASZ DOSWIADCZENIA!!!! Haha! NIc nie
umiesz! Nie przepracowalas jak my 25 (lub 45) lat w kulturze! (oczywiscie jest
to artykulowane w lagodniejszej formie).
Powiem Wam cos: mam juz dosc. Moj okres studiowania byl ciezki; intensywny.
Chce pracowac, a nie uslugiwac. Chce sie spelnic zawodowo, a nie robic za
sekretarke. Milo jest miec sekretareczke po dwoch kierunkach studiow, co nie?
Albo sprzataczke-absolwentke Sorbony? Jakis taki motyw byl w Monty-Pythonie....
Stokroc wolalabym pracowac nawet za mniejsza kase w mlodym zespole, gdzie
moglabym COS konkretnego robic, rozwijac sie albo chociaz doksztalcac.
Czy jestem az tak nienormalna, ze chce sie spelnic zawodowo i nie odpowiada mi
rola posługaczki? Czy mam za wysokie aspiracje? Jak sadzicie? Zmieszajcie mnie
z blotem albo podniescie na duchu. Czy macie podobne doswiadczenia?