Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      co z tym zrobić

    IP: *.chello.pl 11.06.07, 01:12
    Hej znalazłam się w trochę dziwnej i niekomfortowej sytuacji. Otóż złożyłam
    aplikację na stanowisko kierownicze i po kilku rozmowach otrzymałam propozycję
    pracy. Wstępnie miał być próbny okres (1-2 miesięczny) a potem albo umowa albo
    nic. Ponieważ właściciel firmy nie był do końca przekonany czy powierzyć mi
    stanowisko gł. managera zaproponował mi stanowisko osoby pełniącej obowiązki.
    Ostatnia rozmowa odbyła się w piątek. Praca miała dotyczyć nowej siedziby
    firmy, obecnie remontowanej. Pierwszym dniem mojej pracy miała być sobota. W
    moim nowym miejscu pracy kończony był bowiem remont i na sobotę zostali
    umówieni również inni pracownicy, aby pomóc w sprzątaniu. Niektóre osoby były
    umówione na 11.00, ja otrzymałam info, że mam być na 12.00. Do godziny 14.00
    wszyscy czekaliśmy na właściciela, bądź na osobę, która była głównym managerem
    wszystkich filii (z osobą tą miałam 2 pierwsze rozmowy w sprawie pracy). Ja
    próbowałam oczywiście przez ten czas dowiedzieć się od ekipy remontowej bądź
    od sprzątaczek co już jest zrobione i gdzie można zaczynać sprzątać a co nie
    jest jeszcze zrobione. Oczywiście nikt nic nie wiedział. Oprócz panów
    budowlanych były również inne ekipy - elektrycy, hydraulicy itp. Kiedy
    sytuacja się wyjaśniła wszyscy zabrali się do pracy. Oczywiście ja również ze
    wszystkimi pracowałam. Około godziny 15 miało dojść do podpisania umowy - i tu
    pierwsze ale.. nie zdążyłam w zeszłym tygodniu odebrać nowego dowodu a pani
    "główna manager" nie chciała ze mną podpisać umowy wpisując numer starego
    dowodu, bo cytując ją "trzeba będzie i tak umowę zmieniać". Na mój argument,
    że jest to umowa na okres próbny usłyszałam, że szefowa zdecydowała się
    zatrudnić mnie bez okresu próbnego. To było niezłe zagranie, ponieważ na
    okresie próbnym umawiałyśmy się na kwotę, za którą nie pracowałabym w
    późniejszym czasie. Nie podjęłam jednak dyskusji, gdyż planowałam w
    poniedziałek odebrać dowód a następnie, gdyby moje przewidywania okazały się
    słuszne a kwota na umowie (pewnie na czas określony - x lat) byłaby kwotą z
    okresu próbnego zamierzałam tą kwestię przedyskutować. Godzinę później, gdy
    cały lokal (około 400 metrów) był wysprzątany - co prawda było tyle kurzu a
    ekipa remontowa nie zakończyła jeszcze swoich prac, że w zasadzie połowa pracy
    poszła na marne, przyszła właścicielka która zrobiła mały wykład na temat
    braku zaangażowania w wykonywaną pracę. Wszystkie osoby faktycznie nie
    pracowały za "trzech", jednak sumiennie, widząc że ich praca jest pracą na
    marne która powinna być wykonywana po całkowitym zakończeniu prac remontowych,
    robiły tę syzyfową pracę. Bez motywacji większych jednak w fajnej, jak na
    grupę ludzi która wzajemnie się nie zna, atmosferze. Około godziny 18
    rozmawiałam z główną manager od której usłyszałam że w zasadzie to jeśli
    wszystko jest zrobione to możemy iść. Wcześniej umówiłyśmy się odnośnie
    poniedziałku. Ponieważ źle się czułam tamtego dnia - przestawały działać leki
    przeciwbólowe (zapalenie nerek - planowana wizyta u lekarza w poniedziałek),
    byłam cała w kurzu, głodna i w ogóle zniechęcona (podczas pracy pracodawca nie
    zapewnił nawet mimo 30 stopniowego upału nic do picia), pojechałam do domu. W
    drodze do domu otrzymałam telefon od gł. manager z zapytaniem dlaczego
    wyszłam? odpowiedziałam jej, zgodnie z prawdą, że przecież rozmawiałyśmy na
    temat końca pracy, wcześniej rozmawiałyśmy na temat poniedziałku, ja jeszcze
    dzień wcześniej wspominałam, że mam pilne sprawy w sobotę do załatwienia, więc
    to wszystko złożyło się na to że wyszłam. Spytałam czy jest z tym jakiś
    problem? Usłyszałam, że w zasadzie nie, ale ona chciała jeszcze jakieś sprawy
    przedyskutować itd. Spytałam więc czy mam przyjechać w poniedziałek szybciej,
    abyśmy mogły porozmawiać i usłyszałam.. że w zasadzie to nie, bo nie spełniłam
    oczekiwać szefowej.. Ha!! I powiem, tu zero pochwał pod swoim adresem, ze
    stoickim spokojem, podziękowałam za rozmowę i odłożyłam słuchawkę. Poczułam
    sie strasznie, jeszcze nikt mnie tak nie potraktował. Ja pracuję już około 10
    lat z małymi przerwami - na początku były to różne prace studenckie, potem
    zaczęło być bardziej odpowiedzialnie i poważnie, od kilku lat pracuję na
    stanowiskach kierowniczych, ale tak nigdy nikt i w ogóle. Mój partner namawia
    mnie na rozmowę z właścicielką, ja mam tak duży niesmak że najchętniej bym
    zapomniała. Z drugiej strony ktoś ocenił moje kompetencje podczas wykonywania
    obowiązków nie wchodzących w zakres moich obowiązków. Co robić??
      • Gość: wilk Re: co z tym zrobić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.07, 07:49
        To w tej chwili nowa moda,zatrudniać do sprzątania bez umowy aby udowodnić lub
        zdołować potencjalnego pracownika.Będzie miał niższe wymagania płacowe.
        Pytam się tylko gdzie jest PIP i inne urzędasy!Za co biorą kasę?
        • 0tdr0 Re: co z tym zrobić 11.06.07, 11:42
          Zanim urzedasy wezma sie za robote- to osoba pokrzywdzona musi zlozyc skarge.
          Jesli zdarzylo Ci sie kiedys byc pokrzywdzonym i tego nie zrobiles- to sam
          jestes sobie winien i nie miej do nikogo pretensji.
          Kontrola bez skargi to pozywka dla organizacji pracodawcow, ktore potem maja
          pretensje o "czepianie sie" urzedow i przeszkadzanie w prowadzeniu dzialalnosci.
          Stad prawdopodobnie takie wymogi.


          Podstawowa zasada nie tylko w Polsce- chcesz, zeby ktos Ci pomogl to nie liczy
          na wyreczanie. Wez sprawy w swoje rece. Z osoba apatyczna, ktora nie przejawia
          checi walki o swoje prawa nikt sie liczyc nie bedzie. Bo niby z jakiej racji?
          Uszczesliwiac kogos na sile?

          Co do zalozycielki watku: znajdz kontakt z innymi osobmi, ktore tak jak Ty
          zostaly oszukane. Zlozcie pozew w sadzie pracy i zarzadajcie zaplaty za prace i
          ewentualnych odszkodowan (np. jesli macie obietnice umow na papierze, albo umowa
          byla ostatecznie uzgodniona ustnie i macie na to swiadkow).

          • Gość: wilk Re: co z tym zrobić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.07, 13:25
            0tdr0 napisał:
            >Zanim urzedasy wezma sie za robote- to osoba pokrzywdzona musi zlozyc skarge

            To jest oczywiste, jak to że potem w okolicy masz tzw. "wilczy bilet"

            > Jesli zdarzylo Ci sie kiedys byc pokrzywdzonym i tego nie zrobiles- to sam
            > jestes sobie winien i nie miej do nikogo pretensji.

            Wręcz przeciwnie, potrafiłem doprowadzić sprawę do końca, ale to nie tak być
            powinno że każdy lata po urzędach i zgłasza po dziesiątki razy tego samego
            pracodawcę, a urzędnicy czekają aż znów ktoś przyjdzie i nic nie robią z własnej
            woli.
            Wystarczy?
            • 0tdr0 Re: co z tym zrobić 11.06.07, 14:31
              > To jest oczywiste, jak to że potem w okolicy masz tzw. "wilczy bilet"

              Jesli to mala miejscowosc to moze, choc niekoniecznie. Oczywiscie pewnie wszyscy
              urzednicy sa przekupieni przez wszystkich straganiarzy w okolicy.


              > Wręcz przeciwnie, potrafiłem doprowadzić sprawę do końca, ale to nie tak być
              > powinno że każdy lata po urzędach i zgłasza po dziesiątki razy tego samego
              > pracodawcę, a urzędnicy czekają aż znów ktoś przyjdzie i nic nie robią z
              własnej woli.
              > Wystarczy?

              Inspektorow w PIP jest kilkuset w skali calego kraju. W tym jest problem. To, ze
              nie nadarzaja robic dokladnych kontroli nie znaczy, ze nic nie robia.
              Przedewszytkim trezba dokladnie opisac co jest nie tak i gdzie moga znalezc
              nieprawidlowosci. Znacznie ulatwia to PIPowi prace.


    Pełna wersja