Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 00:08
    Osoba która napisała ten artykuł nie ma zielonego pojęcia o czym pisała i
    prawdopodobnie nigdy w Wielkiej Brytanii nie była. Właśnie wróciłem po 2
    tułaczce po tym zapyziałym kraju. Majac dobre wykształcenie oraz znając jezyk
    angielski zorjętowałem się jak tam są Polacy traktowani. 1. praca dla Polaka
    jest tam zawsze pracą niewolniczą za najniższe stawki 2. miszkają w obskórnych
    mieszkaniach gdzie zawsze można znaleźć pleśń 3. wynajem normalnego mieszkania
    lub domu kosztuje dosyć drogo więc najczęściej ich niestać (depozyt
    niejednokrotnie w wysokości dwóch miesiecznych rat + rozpatrzenie umowy +
    podatek to np w Northampton za 3 pokojowe mieszkanie lub dom to kwota około
    2000 funtów) 4. Polacy nie znają języka angielskiego (w jednym z miejsc w
    którym pracowałem na 30 osób znałem język tylko ja i robić mósiałem za
    tłumacza) 5. osoba z tego artykułu prawdopodobnie musiała by ukraść pieniądze
    na zakup domu bo pożyczki żaden bank nie udzielił by jej (dom na wsi kosztuje
    od 350 tys funtów) 6. wiekszoś polaków myśli o jak najszybszym powrocie do
    kraju ze względu na oszustwa jakie wobec nich stosują agencje pracy a także i
    sami anglicy 7. większość tych anglików z którymi miałem okazje pracować
    składa pieniądze na wyemigrowanie do australii lub stanów (nie stać ich mając
    stała pracę na zakup własnego nawet najmniejszego mieszkania) 8.większa grupa
    emigrantów z Polski to osoby uciekające przed wojskiem , policją lub też
    ciążącymi na nich pożyczkami w Polsce 9. w Anglii jest też wiele osób z bardzo
    niskim wykształceniem którzy pojechali tam aby kraść , oszukiwać oraz
    dewastować i tak nie wyglądające najlepiej miasta
    Obserwuj wątek
        • Gość: bart.ie Re: hehe IP: *.meteor.ie 10.07.07, 10:01
          NOO JEST W pOLSCE BOOM.. HEHE.. dzieki emigrantom.. bo kase wysylaja i jakos
          ten kraj napedzaja.. tu dla mamy tam dla brata, a tu kredyt na nieruchomosc w
          polsce bo zarabiajac w konkretnej walucie to i raty splaty sa smieszne jak i
          cena samej nieruchomosci..co noz bus przemknie ulicami wytatuowany reklama
          banku polskiego WBK. to jest tak troche nie fair bo wielu na wyjezdzie
          chcialoby zostac/wrocic do polski ale bedac realista(mowie o sobie) po porostu
          poki co nie ma sensu.. bo do poki sytuacja w polsce nie ulegnie stagnacji a te
          antypatyczne kaczory nie zgina w jakiejs kraksie albo zamachu to czarno to
          widze.. pozdrawiam..
            • nickfromdublin Spojrzenie emigranta 10.07.07, 12:30
              Prawdziwy patriotyzm

              Jestem architektem i mieszkam w Dublinie. Ta krótka informacja wielu rodakom
              pozwala na łatwe zaszufladkowanie mnie i mego patriotyzmu – sprzedał się za
              kasę. Zamiast wydajnie budować kapitalistyczną Ojczyznę, by spłacić dług
              bezpłatnego wykształcenia pracuje na dobrobyt zachodnich emerytów. Co
              poniektórzy dodadzą jeszcze, że na zmywaku.


              Prawda jest trochę inna. Nie planowałem wyjazdu, prawdę mówiąc dość długo się
              przed nim wzbraniałem. Jestem z pokolenia, które co prawda stan wojenny
              pamięta, ale czołgi, wyjeżdżające na ulice przypominały raczej Rudego 102, a
              żołnierze byli postrzegani jako bohaterscy pancerniacy. Tylko Szarika zostawili
              gdzieś w koszarach...
              PRL jawił mi się jako państwo, z którego władzy wszyscy się śmieją, a
              przewodniej roli PZPR w sojuszu z KPZR nikt nie traktuje poważnie. Nawet
              przemiany roku 1989 nie traktowałem jako czegoś wyjątkowego – byłem zbyt młody
              by spojrzeć na nie z dystansu, brakowało mi także kilku lat by głosować w
              wyborach. W przeciwieństwie do młodszych kolegów nie traktowałem piwa w puszce
              czy salonów samochodowych jako czegoś normalnego – dla mnie były to jeszcze
              ikony nowoczesności i tak upragnionego zachodniego stylu życia. A pierwsza
              wizyta w barze zwanym restauracją była długo oczekiwanym świętem.
              Nową rzeczywistość społeczno-polityczną potraktowałem jako dar od losu.
              Wierzyłem, że będzie coraz lepiej, wystarczy wziąć sprawy w swoje ręce. Nie
              zachłysnąłem się kierowniczym stanowiskiem, na jakie wyniosła mnie wakacyjna
              praca podjęta zaraz po maturze i postanowiłem pójść na studia. Zdawałem sobie
              sprawę, że nawet, jeśli teraz papier do niczego nie jest potrzebny i bez
              wykształcenia można robić karierę, to za kilka lat sytuacja się unormuje. W
              przyszłości wykształcenie może pomóc, a na pewno nie będzie przeszkodą.

              Bezpłatne studia

              Studia były bezpłatne, przynajmniej dla najlepszych. Za coś jednak w czasie
              studiów trzeba było żyć. Firma handlu bazarowego przynosiła mi spore zyski,
              przez to jednak moje studia trwały trochę dłużej niż pięć lat, zrobiły się też
              częściowo odpłatne. Na rynkowych zasadach podjąłem też dwuletnie studia
              podyplomowe.
              Burzliwe zmiany polityczne i zaniechanie reform miały wpływ na polską
              gospodarkę. Rezultat był taki, że moja działalność gospodarcza z roku na rok
              była coraz mniej dochodowa. Z sześciu pracowników zrobiło się dwóch, w końcu po
              podliczeniu wszystkich kosztów, z wyjątkiem mojej pracy, okazało się, że
              wychodzę na zero. Zaczęło się kombinowanie na podatkach i przechodzenie na pół
              etatu, żeby minimalizować koszty. Jak tylko jeden z pracowników dostał ofertę
              lepszej pracy skorzystałem z okazji i zlikwidowałem przedostatnie miejsce
              pracy. Pozostała pani Basia, ale jak ją zwolnić, skoro przepracowaliśmy razem
              osiem lat, a jej do emerytury brakuje pięć? Dopiero w momencie wyjazdu
              przedstawiłem ofertę nie do odrzucenia przekształcenia stosunku pracy w
              jednoosobową działalność, z której pani Basia skorzystała.

              Sprzedawca cegieł

              Wcześniej jednak musiałem z czegoś żyć. Własna firma dochodów nie przynosiła,
              zatrudniłem się więc jako sprzedawca cegieł. Myślałem oczywiście o pracy w
              zawodzie, nie miałem jednak żadnego doświadczenia. W czasie, gdy ja zarabiałem
              na życie podczas studiów moi koledzy, utrzymywani przez rodziców, nabierali
              doświadczenia pracując w pracowniach architektonicznych. Czasem bez
              wynagrodzenia, czasem za pieniądze, które wystarczały na kino i lody. Niektórym
              się udało i pracowali na etacie, dzięki czemu dokumentowali odbywaną praktykę,
              niezbędną do uzyskania uprawnień budowlanych.
              Pozostała mi więc praca przedstawiciela handlowego. Jest to stanowisko, na
              którym występuje dość duża rotacja. Pracowałem dla kilku firm (piąłem się po
              szczeblach kariery poczynając od pracy w hurtowni, poprzez dystrybucję wyrobów
              lokalnego producenta, a na reprezentowaniu światowego potentata kończąc),
              czasem zarabiałem lepiej, czasem gorzej, trafiały się też miesiące "pomiędzy
              pracami" spędzone na poszukiwaniach nowego zajęcia. Z przyczyn osobistych
              przeprowadziłem się z dużego miasta wojewódzkiego do małego miasteczka
              powiatowego. Okazało się, że nawet mając dość bogate doświadczenie w handlu
              materiałami budowlanymi nie jest tak łatwo o nową pracę. Zacząłem myśleć coraz
              poważniej o wyjeździe. Najpierw o stolicy. Wszak o etat tam łatwiej. Zawsze
              jednak traktowany byłbym tam jak człowiek z prowincji. Lepsze perspektywy
              rysowały się przy wyjeździe za granicę. Dublin wydawał się też miastem
              przyjaźniejszym dla przybyszy...

              Architekt

              I wtedy trafiła mi się okazja. W sąsiednim mieście młody architekt potrzebował
              pracownika. Na próbę wykonałem w domu kilka prac (oczywiście bez wynagrodzenia)
              i zostałem przyjęty. Jako że w międzyczasie zakończył się pozytywnie dla mnie
              proces rekrutacji na stanowisko przedstawiciela handlowego i miałem do wyboru
              dwie prace postawiłem sprawę na ostrzu noża: po dwóch tygodniach pracy u
              architekta poprosiłem o umowę o pracę. Szef przystał na moje niewygórowane
              warunki: umowa na czas określony, bez wpisania daty końcowej, wynagrodzenie
              równe minimalnej płacy. Pod stołem wyrównanie do tysiąca złotych na rękę. No i
              pierwsza praca, którą mogę zaliczyć do wymaganego trzyletniego stażu, by móc
              zdawać egzamin na uprawnienia budowlane, pozwalające mi samodzielnie pracować i
              podpisywać własne projekty. Czas pracy: dziesięć godzin dziennie od
              poniedziałku do piątku plus osiem w soboty. Czas dojazdu do pracy: trzy godziny
              w dwie strony. Koszt dojazdu: trzysta złotych miesięcznie. Stałem się członkiem
              pokolenia 1200 brutto pracującego w mieście powiatowym.
              Nie mam pretensji do mojego szefa. Niewiele ode mnie starszy, ledwie zrobił
              uprawnienia. By mieć pracę wygrywał przetargi, a by je wygrywać proponował ceny
              dumpingowe. Biuro miał w domu. Pracował nie krócej niż ja, często do późnej
              nocy. Spóźniał się z moją wypłatą, czasem nie miał z czego opłacić czynszu.

              Dublin

              Po kilku miesiącach pokończyły się wszystkie projekty, a na nowe większe, do
              których byłbym potrzebny się nie zanosiło. Coraz więcej kolegów ze studiów
              pisało maile z adresów z końcówkami .uk, czy .ie...
              Kupiłem bilet na autokar do Dublina. Samolot kosztował 1400 złotych, autokar
              400.
              A ja w portfelu miałem 1200. Podroż trwała ponad czterdzieści godzin.
              Zatrzymałem się u przyjaciela ze studiów. Antek powiedział: na razie możesz
              zamieszkać w livingu, a za dwa tygodnie zwalnia się pokój. W tym czasie
              znajdziesz pracę. Zapłacisz za wszystko, jak dostaniesz wypłatę. A gdybyś pracy
              nie znalazł, to pieniędzy nie musisz mi oddawać. Był pewny, że znajdę. Nie
              mylił się.

              Napisz maila

              Od pierwszego dnia pracuję w zawodzie. Zarabiam jak Irlandczyk na tym samym
              stanowisku. Szefowie i współpracownicy z wyrozumiałością traktują mój dziwny
              akcent. Rayowi na początku powiedziałem: Jak chcesz przekazać mi cos ważnego,
              to napisz maila. A siedzi przy biurku obok...
              Mimo początkowych trudności językowych wszyscy szanują moje wykształcenie i
              kompetencje. Byłem zdziwiony, jak bardzo liczą się z moim zdaniem. Koncepcje,
              które przedstawiam są realizowane. Ciekawe zadania i praca w międzynarodowym
              środowisku motywują mnie do ciągłego kształcenia. Spełniam się zawodowo.
              Wykonywany przeze mnie zawód cieszy się ogólnym szacunkiem.
              Płacę dość wysokie podatki – zahaczam o drugi próg podatkowy – 41%. Nie brakuje
              mi do pierwszego.

              Podatki

              Rodacy mieszkający w ojczyźnie oskarżają mnie, że studiowałem w Polsce za
              darmo, a podatki płacę w Irlandii. Podczas studiów płaciłem podatki w Polsce.
              Wyjeżdżając dostałem z ZUS-u rozliczenie. Przez kilka lat prowadzenia
              działalności gospodarczej wpłaciłem ponad 70.000 złotych tytułem składek. Do
              tego dochodzą składki płacone przez moich pracodawców, gdy pracowałem na
              etacie. Oraz podatki od prowadzonej działalności, VAT, akcyza
              • nickfromdublin Spojrzenie emigranta - c.d. 10.07.07, 12:40
                DOKONCZENIE:

                Podatki

                Rodacy mieszkający w ojczyźnie oskarżają mnie, że studiowałem w Polsce za
                darmo, a podatki płacę w Irlandii. Podczas studiów płaciłem podatki w Polsce.
                Wyjeżdżając dostałem z ZUS-u rozliczenie. Przez kilka lat prowadzenia
                działalności gospodarczej wpłaciłem ponad 70.000 złotych tytułem składek. Do
                tego dochodzą składki płacone przez moich pracodawców, gdy pracowałem na
                etacie. Oraz podatki od prowadzonej działalności, VAT, akcyza. Każda złotówka
                wydawana przeze mnie wspomagała budżetową kasę. A że były okresy, kiedy dość
                dużo zarabiałem i wydawałem, to i podatki były spore.
                Studiowałem po to, by pracować w zawodzie. Pracując jako architekt w Irlandii
                płacę w Polsce wyższe podatki, niż gdy pracowałem jako architekt w kraju.
                Zarabiając i wydając 1000 złotych miesięcznie płaciłem w Polsce kilkaset
                złotych podatków. Teraz kilkanaście razy w roku jestem w Polsce na weekend.
                Śpię w hotelu, biorę samochód z wypożyczalni, kupuję benzynę. Ubieram się w
                Polsce, alkohol kupuję w Polsce. W Polsce chodzę do kina i kupuję książki.
                Zakupy internetowe robię w polskich sklepach. Większość artykułów spożywczych w
                mojej lodówce to produkty polskie, przywożone samodzielnie, lub kupowane w
                Dublinie w polskich sklepach.

                Patriotyzm

                Mieszkam w Dublinie, ale jestem Polakiem. Czy większym patriotą byłbym
                mieszkając w Polsce, narzekając na brak pracy i biorąc zasiłek dla
                bezrobotnych?
                Chciałbym kiedyś mieszkać w Polsce. Otworzyć firmę i nie musieć kombinować na
                ZUS-ie i podatkach. Albo pracować jako przedstawiciel handlowy i nie czytać w
                gazetach, jak to firma, w której pracuję jest oskarżana o wysyłanie prezesów
                Spółdzielni Mieszkaniowych na "szkolenia" do Egiptu w zamian za lukratywne
                kontrakty.
                Obecna polska emigracja może dużo dać krajowi. Ale nie łudźmy się, że skruszeni
                emigranci będą wracali pod wpływem nawoływań ze strony polityków, że dla
                pieniędzy zdradzili ojczyznę. Wyjeżdżający to często ludzie z ponadprzeciętną
                inicjatywą, zrezygnowani warunkami, jakie dawała im ojczyzna. Na emigracji
                zobaczyli, że może być inaczej. Uczą się pracy w innych standardach, nabierają
                doświadczeń. Są wielkim kapitałem. Nie chciałbym, aby polscy politycy ten
                kapitał zmarnowali.
                Nam dużo nie potrzeba. Wystarczy trochę normalności...


                Mikołaj Lisowski
                Autor jest architektem i dziennikarzem,
                artykul ukazal sie w The Polish Herald –
                - polskim dodatku do najpopularniejszej
                irlandzkiej popoludniowki The Evening Herald.
                Oraz zostal przedrukowany w tygodniku Angora.
                  • Gość: Magdalenka Re: forumowicz "emigrant" ty nie znasz jez. polsk IP: *.autocom.pl 10.07.07, 16:43
                    Zgadzam sie. Niby wykształcony tylko po polsku jakos pisanie mu nie wychodzi.Co
                    do pracy w UK. W Londynie spedzialam ostatnie wakacje. Pracowalam za najnizsza
                    stawke. W pracy od pierwszego dnia wszyscy mi pomagali. Byli serdeczni i mili.
                    Po miesiacu nawet szef ktory ogolnie byl uznawany za gbura przekonal sie do
                    mnie. Nie oszczedzalam na jedzeniu imprezach i zakupach. Przywiozlam do domu
                    sporo zaoszczedzonych pieniedzy. Najciekawsze w tym wszystkim bylo to ze choc
                    pracowalam za najnizsza stawke i czesto bylam zmeczona to juz po miesiacu
                    pobytu odechcialo mi sie wracac do domu. Wrocialam bo jeszcze studiuje ale nie
                    dziwie sie ludziom ktorzy pracuja w UK i nie wracaja. Na wyspach kazdy kto sie
                    stara i pracuje uczciwie dostaje za to dobre wynagrodzenie. W Polsce wystarczy
                    pokombinowac, pooszukiwac aby sie dobrze "ustawic" a to niestety wiele osob
                    zraza... w Londynskim metrze widzisz rano ludzi ktorzy jada do pracy na
                    budowach i w biurach a po poludniu widzisz tych samych ludzi ktorzy sa
                    jednakowo zmeczeni. W Polsce cholota sie panoszy a ludzie ciezko pracujacy
                    niestety bieduja. Radze kazdemu wyjechac i sprobowac.
                  • Gość: driver Re: forumowicz "emigrant" ty nie znasz jez. polsk IP: *.dip0.t-ipconnect.de 10.07.07, 17:39
                    Gość portalu: Ja napisał(a):

                    > Chodzi mi o 1-szo wypowiedz na tym forum.
                    > Facet sie przechwala ze zna angielski i ze byl w Anglii. Ale w jego
                    wypowiedzi
                    > jest tyle bledow ortograficznych i gramatycznych ze watpie aby on znal
                    > jakikolwiek jezyk.

                    Tez tak mysle.Ale ten ostatni-mysle o rzekomym architekcie,tez sciemnia.
                    pisza wprawdzie duzo,ale bardzo nie na temat.I dlaczego sie tak przechwala.
                    Albo to jakis koles z kompleksami albo pacjent,ktory sie na moment uwolnil z
                    kaftanu i dopadl kompa.
                    Z> pierwszym postem sie nie zgadzam.Z "architekta" postem juz tak,ale tylko
                    dlatego,ze pisze prawdy oczywiste.
                    • nickfromdublin Spojrzenie emigranta 10.07.07, 18:15
                      Nie uwolnilem sie z kaftanu, a i kompleksow przesadnie duzych nie mam. Moj post
                      to wklejony artykul, dlatego tez taka jest jego forma. Zostal pierwotnie
                      opublikowany w serii opisujacej zycie imigrantow.
                      Ciesze sie, ze wzbudzil w Tobie emocje, nawet jesli czesc z nich to emocje
                      negatywne. Specjalnie dla Ciebie wkleje kolejny artykul majac nadzieje ze
                      rowniez nie pozostanie Ci obojetny (a takze innym czytelnikom).
                      Pozdrawiam
                      Mikolaj
                      NickFromDublin@gazeta.pl
                      • nickfromdublin Ania 10.07.07, 18:18
                        Nazywam się Ann. Nie Ania, ale właśnie Ann.

                        Urodziłam się gdzieś na rubieżach Europy, ale staram się tego nie
                        pamiętać. Jestem Europejką, mieszkam w Irlandii. Mówię po angielsku, myślę po
                        angielsku, marzę po angielsku. Na randki umawiam się tylko z Irlandczykami. W
                        sobotnie wieczory wstydzę się przyznać, że rozumiem o czym mówią ci zbyt głośno
                        zachowujący się ludzie. Zupełny brak wyczucia i dobrego wychowania.

                        Do biura, gdzie pracuję, przychodzą kurierzy. Roznosiciele pizzy.
                        Pracownicy do mycia okien. Nie potrafią się płynnie porozumieć. Dukają, że coś
                        przynieśli. Nie wiedzą co i dla kogo. Nie pomagam im. Raczej specjalnie mówię
                        szybko i niezbyt wyraźnie. Niech się uczą. A nie, przyjeżdżają tu bez
                        znajomości języka i pracując za najniższe stawki obniżają poziom wynagrodzeń.
                        Podejmują się każdej pracy. To przez nich wstydzę się przyznać, że jestem Polką.

                        Wielu z nich oszczędza na jedzeniu. Ja nie muszę. Zakupy spożywcze
                        robię tylko w delikatesach. Stać mnie, by zapłacić dużo za najwyższą jakość
                        towarów. No i nie paraduję po mieście z torbą, na której wielkimi literami
                        wydrukowana jest nazwa jakiegoś taniego sklepu. Jeszcze by mnie ktoś wziął za
                        imigrantkę ze wschodu. Tak bardzo staram się nią nie być...

                        Pewnego razu, na jakimś wieczornym spotkaniu firmowym spotkałam kolegę,
                        jeszcze z liceum. Lubiłam go, a nawet skrycie się w nim kochałam. Taka
                        szczenięca miłość. Teraz nie zamieniłam z nim nawet słowa. Był w pracy. Jako
                        kelner. Próbował się ze mną przywitać, ale udawałam, że go nie zauważam. A jak
                        nikt nie widział, to zmierzyłam go tak lodowatym spojrzeniem, że dał spokoj.
                        Dopiero przy wyjściu... Musiał zwolnić się wcześniej, bo czekał na mnie
                        nieopodal hotelu. Był już ubrany normalnie. Nawet ładnie i dość modnie, ale
                        przecież ktoś z moich nowych przyjaciół mógł go rozpoznać. No i odezwał się do
                        mnie po polsku. Coś tłumaczył, że ta praca to na razie, bo dopiero niedawno
                        przyjechał i szlifuje język. Skończył politechnikę i będzie szukał pracy w
                        zawodzie. Powiedziałam, że musiał mnie z kimś pomylić. Oczywiście po angielsku.

                        On przynajmniej pracował. Tłumy Polaków przesiadują całe dnie w
                        hostelach. Kombinują na czym tylko się da, naciągają swieżo przybyłych rodaków.
                        Handlują papierosami. Chodzą na darmowe obiady. Smażą frytki i pija wódkę.
                        Dopóki jeszcze ich stać. Niby szukają pracy, wysyłają CV, ale jakoś bez
                        przekonania. Nawet nie myślą, żeby nauczyć się języka. Zresztą... Zajęłoby im
                        to pewnie pół życia.

                        Mój angielski jest perfekcyjny. Dobrą podbudowę miałam w liceum.
                        Uczyłam się też przez całe studia. I to nie tylko na zajęciach. Moi rodzice
                        wydawali fortunę na prywatne lekcje i konwersacje. Żebym była Europejką. Sami z
                        języków obcych znają tylko trochę rosyjski. Chcieli, by ich jedyna córka nie
                        miała kompleksów. Warto było. Teraz są ze mnie dumni.

                        Nie odwiedzam ich zbyt często. I nigdy na święta. Najważniejsze dni w
                        roku spędzam w domu. A mój dom jest tutaj, w Dublinie. Do Polski jeżdżę na
                        wakacje. Ale nie chwalę się za bardzo dokąd lecę. Najczęściej łączę wyjazd do
                        Polski z wypoczynkiem w Grecji, czy Hiszpanii. Po powrocie pokazuję pełne
                        słońca zdjęcia z nadmorskich kurortów, wizyty w Polsce pomijam. Nie ma tam
                        niczego ciekawego do pokazania. Czym miałabym się chwalić? M3 w bloku moich
                        rodziców? Czy działką z rozpadającą się altaną? A może tramwajami, które po
                        wyeksploatowaniu w jakimś niemieckim miasteczku zamiast na złom trafiają na
                        tory mego rodzinnego miasta?

                        Dublin to zupełnie inny świat. Tu jest czym się pochwalić. Europejska
                        metropolia. Nowoczesne budynki ze stali i szkła, dopracowana w szczegółach sieć
                        komunikacyjna, sprawny transport. No właśnie. Najwyższy czas przestać jeździć
                        autobusami. Jaki to wstyd, jak któryś z kolegów z pracy zobaczy mnie czekającą
                        na przystanku. Specjalnie chodzę kawałek dalej, by uniknąć takich sytuacji. A
                        jak już się zdarzy kogoś spotkać to udaję, że właśnie wyszłam ze sklepu i łapię
                        taksówkę. Kierowcy każę zatrzymać się za pierwszym zakrętem. Płynną
                        angielszczyzną z dublinskim akcentem tłumaczę, że chowam się przed chłopakiem,
                        ale chcę dać mu szansę, żeby mnie znalazł. Tak... definitywnie mam dość takich
                        akcji. Muszę kupić samochód. I to nie byle jaki. Na pewno nie Fiat. Za bardzo
                        przypomina Polskę. W końcu zarabiam 30,000 srebrników rocznie, to mnie stać.

                        Irlandzkie prawo jazdy już mam. Moje nazwisko nie ma na szczęście
                        typowo polskiego brzmienia. Tylko to imię... Na formularzu wpisałam wersję po
                        angielsku, pominęłam –a na końcu mego imienia. Niestety urzędniczka poprawiła
                        pisownię na zgodną z paszportem. Nie udało się. A tak byłoby pięknie... Ann.


                        Notował
                        P. Mikołaj Lisowski
                            • nickfromdublin Re: Ania 11.07.07, 09:50
                              Artykul jako forma literacka rzadzi sie swoimi prawami. W przeciwienstwie do
                              prawdy procesowej, faktycznej, czy boskiej dopuszcza przejaskrawienia, by
                              problem pokazac i emocje wzbudzic. A i bohaterka troche poprowokowala - ale
                              swiadomie, by granicy zaszufladkowania do brukowca czy wyrobu prasopodobnego
                              nie przekroczyc.
                              Pozdrawiam,
                              Mikolaj
                        • darkuss Re: Ania 10.07.07, 21:13
                          Po przeczytaniu tego artukułu jest mi tym razem BARDZO WSTYD... Wstyd, że mamy
                          takich rodaków jak "Ann". NIe wiem czy nie jest gorsza od tych, co "szlifują"
                          angielski i nie mają tam pracy... oj nie wiem...
                          W każdym razie jest bardzo przykre, że nie dość, że wstydzi się rodaków w
                          Dublinie, to na domiar tego wstydzi się swojego pochodzenia. Oj jak jej
                          rodziców musi to boleć... Żal mi ich... :(
                            • darkuss Re: Ania 10.07.07, 23:21
                              Mimo wszystko ludziom żyje się tam lepiej... Nie wspominając pokazówek kultury brytyjskiej w Krakowie.... I tu właściwie "Ann" powinna się wstydzić, bo to w końcu jej prawdziwi ziomale rozrabiają w kraju jej rodziców.... nieprawdaż ???
                        • Gość: Przemek Re: Ania IP: *.iiu.ie 11.07.07, 18:17
                          Dziendobry,

                          Ja uwazam ze ten, niby prowokujacy i inteligentny artykul jest po prostu
                          jednostronny i nierealny.Przemawia przezen jakas uczulona duma Polskich
                          imigrantow ktorzy sa rozczarowani tym ze nie spotkali na Wyspach
                          kapitalistycznego raju w ktory wierzyli.

                          Autorka rzekomo pogardza immigrantami dlatego, ze oni znaja jezyka i tylko
                          dukaja cos niewyraznie, podczas gdy ona ``opanowala jezyk perfekcyjnie biorac
                          korepetycje w liceum''. Ja nie uwazam by jakiekolwiek korepetycje mogly pomoc
                          opanowac jezyk potoczny w tym kraju.
                          Prawda jest taka ze wiekszosc Irlandczykow mowi bardzo niewyraznie. Pozatym,
                          podobnie jak w innych krajach jest tu mnostwo lokalnych dialektow ktore sa
                          powszechnie w uzyciu i ktore, dla przyjezdnych sa niezrozumiale. Sami Anglicy
                          twierdza, trudno im ich zrozumiec ``gdy oni zaczynaja mruczec po swojemu''.
                          Jedynie Ci Irlandczycy co mieszkali dlugo za granica, np w Stanach mowia
                          wyrazniej. Mnie tez, mimo ze mieszkam na wyspach od ponad szesciu lat (i jestem
                          ``wyksztalciuchem'' jak to tu ujeto) czasem trudno jest zrozumiec jezyk
                          potoczny ludzi z ulicy.
                          Opanowanie jezyka to process ciagly; zna sie i rozumie ten jezyk ktorym mowia
                          ludzie w pracy i twoi znajomi. Jesli jednak przyjezdza sie na Wyspy razem z
                          kumplami z Polski, przebywa sie jedynie w ich towarzystwie, pracuje sie w
                          firmach w otoczeniu swoich rodakow i istotnie trudno ``nauczyc sie jezyka''.

                          I tu, wg mnie, dochodzimy do kwestii ktora zostala w tym artykule calkowicie
                          pominieta. Dublin to miasto kosmopolityczne. Tu mozna spotkac wszystkie mozliwe
                          nacje. Po ulicach spaceruja dzieci z wloch i Hiszpanii ktore przyjechaly na
                          nauke jezyka, bezplatne gazety rozdaja ludzie z roznych krajow Europejskich.
                          Oni tez ``nie znaja jezyka'' albo znaja go na swoj sposob. Jednak co jest
                          ciekawe te wszystkie nacje wspolpracuja ze soba nawzajem, a nie izoluja sie tak
                          jak niestety, jak zauwazylem, wielu moich rodakow czyni przebywajac tu na
                          imigracji.

                          Pamietam jak niedawno w porze lunchu poszedlem do banku by wyslac pieniadze do
                          Polski. Gdy dostalem sie do okienka okazala sie ze pracowniczka jest Polka,
                          zwrocila sie do mnie pretensjonalnym ``are you Polish'' i nie czekajac na
                          odpowiedz przeszla na Polski. Od razu znalazl sie tez ``pomocny rodak'' ktory
                          jal przysluchiwac sie z uwaga informacjom jakie podawala mi pracowniczka.
                          Widzialem reakcje innych klientow w kolejce na te farse; ja nie wiem czy oni
                          byli zadowowleni ze w Irlandzkim banku wszyscy cala obsluga mowi w obcym
                          jezyku..
                          Polacy sa tu wszedzie, robia kanapki w sklepie do ktorego chodze by kupic
                          kanapke na lunch, pracuja w silowni do ktorej chodze przed praca, sprzedaja w
                          Lidls czy (najtanszych supermarketach ktore pewnie dla autora tego szyderczego
                          artykulu sa delikatesami) do ktorych z sentymentu chodze robic zakupy. Wielu
                          Polakow zachowuje sie glosno i wyzywajaco. Chlopcy w silowni czy w sklepie
                          mowia do siebie glosno po polsku, przeklinajac saznistcie, zas dziewczyny za
                          lada w Lidls udaja ze mnie nie widza poniewaz chodze w garniturze i pod
                          krawatem. Na usmiech i mile slowo malo kto tam odpowiada.
                          Jak mozna sie tak zachowywac jesli sie jest gosciem w obcym kraju??
                          Irlandczycy juz teraz mowia, ze ``Polacy przejmuja ten kraj''. I co ja im
                          odpowiadac?

                          Naturalizowany egoista,
                        • Gość: marcin w. Re: Ania IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.08.07, 23:15
                          Nie pozostaje nic innego jak skomentować to w ten sposób: "mądraś Ty a głupia"
                          !!! Przemyśl to co mówisz (piszesz), robisz i jak myślisz tym swoim małym
                          móżdżkiem !!! Szkoda słów !!! Współczuję Twoim rodzicom, że nie udało im się
                          Ciebie wychować na porządnego człowieka.
                      • darkuss A ja powiem: DZiękuję Mikołaju !!! 10.07.07, 20:43
                        Ja natomiast nie uważam, by autor artukułu (postu) NIckfrom dublin się
                        przechwalał. Pierwszy raz przeczytałenm taki długi post w całości z
                        zainteresowaniem i zrozumieniem o co autorowi chodzi. Ten tekst rozumiem tak,
                        że nie można emigrantów nazywać "zdrajcami". Wątpię, że gdyby ludziom działo
                        się u Nas dobrze, to żeby wyjeżdżali. artykuł Mikołaja jest dla mnie silnym
                        argumentem za nienazywaniem Ich (emigrantów) tchórzami, czy jakkolwiek inaczej
                        ująć brak patriotyzmu w ich duszach. Docenił pomoc, którą jemu dano i daje
                        nadzieję innym na to, że można wyjechać i być, czuć się dalej Polakiem -
                        wartościowym Polakiem. Ja również jestem POlakiem, ale w POlsce i lubię
                        utrzymywac kontakt e-pocztowy (e-mailowy) z takimi właśnie ludźmi, którym się
                        udało, i mało tego - pragną się tym podzielić. Nie mozna więc tego nazwac
                        przechwalaniem.
                        Serdeczenie pozdrawiem Ciebie Mikołaju i Twoja Rodzinkę... ;) trzymaj tak dalej
                        i dalej sprawiaj, że można być dumnym z Ciebie i Tobie podobnym.
              • Gość: vera Re: Spojrzenie emigranta IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 11.07.07, 03:51
                Nick, to bylo bardzo dobrze napisane.
                Po przeczytaniu wszystkich (!) komentarzy nasunela mi sie ot taka refleksja:
                dlaczego Polacy sa tacy nietolerancyjni i agresywni? To czy ktos mieszka w
                Polsce czy poza jej granicami jest kwestia tylko i wylacznie osobistego
                wyboru. Dlaczego ci, ktorzy wyjechali sa obrazani przez tych, ktorzy wola
                zostac na miejscu? I vice versa, jezeli ktos woli zostac w kraju, to co w tym
                zlego, jezeli im z tym dobrze?
                Obelzywe wypowiedzi typu postu pani Ali nie wnosza nic do dyskusji poza tym, ze
                wskazuja na jej bezkrytyczne zadufanie w sobie, brak tolerancji i skrajna
                frustracje oraz agresje w stosunku do tych, ktorzy maja czelnosc myslec inaczej.
                Ja tez mieszkam poza granicami kraju. Dla Polski mam duzy sentyment. Z
                przyjemnoscia przyjezdzam na urlop co roku...i po 2 tygodniach zaczyna mi sie
                ulewac; wlasnie z powodu tego chamstwa, tego zfrustrowania i tej agresji, ktora
                pani Ala tak 'pieknie' nam przedstawila w swojej wypowiedzi. Ludzie zadowoleni
                z zycia, spelnieni i szczesliwi nie napadaja na innych - nawet werbalnie -
                potrafia ze zrozumieniem przyjac innosc cudzych pogladow.
                • nickfromdublin Re: Spojrzenie emigranta 11.07.07, 09:57
                  Napisalem to, Vero, jako obrone przed nagonka na emigrantow, jaka odczulem
                  kilka miesiecy temu. Zaczelo sie od prawicowych politykow, przylaczyla sie do
                  tego prasa taka jak Wyborcza, czy radiowa Trojka. Po serii artykulow jak to
                  dobrze i latwo na wyspach zaczely sie pokazywac teksty o ciemnych stronach
                  emigracji. Nie mowie, ze ich nie ma, ale jakos trudno bylo mi nie zauwazyc, ze
                  tezy na temat wspolczesnej Wielkiej Emigracji sa tendencyjne.
                  A sledze to dosc dokladnie, regularnie czytam i slucham polska prase, w kraju
                  jestem co kilka tygodni.
                  Pozdrawiam,
                  Mikolaj
          • Gość: tomek Re: hehe IP: 195.187.134.* 10.07.07, 13:53
            > poki co nie ma sensu.. bo do poki sytuacja w polsce nie ulegnie stagnacji a
            te
            > antypatyczne kaczory nie zgina w jakiejs kraksie albo zamachu to czarno to
            > widze.. pozdrawiam..

            i nie wracaj! nie trzeba tu debili!! a dzieki tym kaczorom nieuku jeden moze
            kiedys bedzie normalnie w tym kraju
            • Gość: STAGNACJA Re: hehe IP: *.sd.sd.cox.net 10.07.07, 15:53
              slow stagnacja STAGNATE znaczy zatrzymanie (w obecnym stanie)

              co chcesz zeby dalej nie dalo sie tyle zarobic w PL co w Irlandii?

              Chlopie, siedz na wyspach i ucz sie ANGIELSKIEGO :-)

              Rzad PISu nic nie moze zrobic od zaraz jak 1989-2000 kraj sie rozwalalo.
            • Gość: kamyk Re: Nie mam zamiaru. Za moja wyplate buduje piekn IP: *.range86-133.btcentralplus.com 10.07.07, 10:24
              Mieszkam w Wielkiej Brytanii juz przeszlo osiem lat. Studiuje fizyke. Nie
              zamierzam zostawac w UK poniewaz zycie jest tu zbyt drogie; nie bede pracowal
              polowy zycia na dom. Zamierzam przeniesc sie do Australii czy Kanady. Anglicy
              traktuja mnie tu dobrze; dostaje stypendia na nauke, dorabiam w wakacje gotujac.
              Do Polski wroce za kilkanascie lat, kiedy zdobede doswiadczenia i doktorat.
              Chcialbym wykladac fizyke i troszke etyki dla uczacych sie jak i dla
              zainteresowanych.
              Polecam mlodym Anglie, ale na krotka mete; sami zobaczcie. Powodzenia.
              • Gość: mbishop Po czym poznac Polaka na ulicy w Anglii? IP: 82.110.255.* 10.07.07, 11:08
                Kilka obserwacji (dotycza na oko 70-90% mlodych Polakow w Anglii):

                - przestraszone spojrzenie (zaleznie od dlugosci pobytu stopniowo zmienia sie w
                arogancko-zaczepne)
                - fryzura albo na lysa pale (NIKT oprocz Polakow sie tak nie czesze) albo na
                "czuba" (jesli sa dlugo i lykneli juz bakcyla bycia trendi)
                - dziewczyny zawsze chodza z "ochrona" (czyli przynajmniej 2 chlopakow, 2
                dziewczyny, ewentualnie przewaga chlopakow). To akurat zrozumiale biorac pod
                uwage "urode" Angielek
                - dziewczyny - mocna sztuczna opalenizna, nie zanotowana u zadnej innej nacji
                - kobiety w srednim wieku - jesli lyknely bakcyla mody beda wygladac jak
                podstarzale prostytutki, jesli nie, jak sprzataczki/sklepowe
                - Chlopaki albo w dresach, albo w ciuchach z Primarku zmieszanego z M&S i
                domieszka drozszych sklepow, ale dobrane na modle "male miasteczko, niedziela,
                kosciol"
                - dziewczyna idaca sama ulica w Centralnym Londynie albo sprzedajaca tandete na
                Camden bedzie CALY CZAS glosno rozmawiac przez komorke, nieraz glosno klnac
                - Polacy rozmawiajacy ze soba ZAWSZE mowia glosniej, niz to konieczne, by sie
                dobrze uslyszec, ma sie wrazenie, ze mysla, ze nikt ich nie slyszy/rozumie

                Dopisujcie swoje spostrzerzenia!
              • Gość: protopotow Re: Nie mam zamiaru. Za moja wyplate buduje piekn IP: *.ewe-ip-backbone.de 10.07.07, 11:29
                A moze najpierw korepetycje z polskiego?
                "Do Polski wroce za kilkanascie lat, kiedy zdobede doswiadczenia i doktorat.
                Chcialbym wykladac fizyke i troszke etyki dla uczacych sie jak i dla
                zainteresowanych."
                Zdobywa sie nie doswiadczeniA tylko doswiadczeniE
                Troszke etyki nie wykladaja nigdzie tylko jezeli, to juz na calego, bez troszke.
                Dodatkowo radze zrobic radykalny rachunek sumienia: a moze mierze z wysoko ...?
                • joachi nasza polska czepliwość? 10.07.07, 16:06
                  Doświadczenia można zdobyć przeróżne, nawet obrębie jednej branży, ba,
                  konkretnego stanowiska doświadczenia mogą być dość różnorodne, z tego się składa
                  doświadczenie. Po drugie, architekt może być (w przeciwieństwie do np.
                  nauczyciela, choć mieliśmy jednego takiego wykładowcę..., a pani od biologi była
                  wzrokowcem i po kilkunastu latach poprawiania błędów, zaczęły się jej troszkę
                  udzielać, co poprawiała od razu) średnio zaznajomiony z zasadami ortografii, co
                  powinno się, co prawda, ganić (błędy językowe wyłapuje intuicyjnie i nigdy nie
                  miałem z tym kłopotu, ale czy mierzyć tą, może trochę ostrą, miarą każdego?),
                  ale czy tak ostro? Byś ty widział atak dzieci neostrady, to 'nei kce sie cyztac' :)

              • Gość: protopotow Re: Nie mam zamiaru. Za moja wyplate buduje piekn IP: *.ewe-ip-backbone.de 10.07.07, 11:29
                A moze najpierw korepetycje z polskiego?
                "Do Polski wroce za kilkanascie lat, kiedy zdobede doswiadczenia i doktorat.
                Chcialbym wykladac fizyke i troszke etyki dla uczacych sie jak i dla
                zainteresowanych."
                Zdobywa sie nie doswiadczeniA tylko doswiadczeniE
                Troszke etyki nie wykladaja nigdzie tylko jezeli, to juz na calego, bez troszke.
                Dodatkowo radze zrobic radykalny rachunek sumienia: a moze mierze za
                wysoko ...?
                • Gość: Marcin Re: Nie mam zamiaru. Za moja wyplate buduje piekn IP: 199.4.27.* 10.07.07, 11:57
                  masz Panie P. jakis klopot z ocena swojej wartosci czy co? po co sie czlowieka
                  czepiac o takie bzdety - tez probuje tutaj zyc i rodzine utrzymac (wlaczajac
                  rodzicow) - jak tak bardzo Ci przeszkadza ze inni wyjechali to moze przestan
                  czytac posty - mniej nerwow i pozyjesz dluzej. Skoro Ci tak dobrze to albo
                  wkrecili Cie na kierownicze stanowisko (moze dobrze postawiony tatus) albo
                  przejadasz rodzinny majatek - na jedno wychodzi - czepiasz sie bez powodu a
                  robota poza krajem to nie byulka z maslem - ucz sie to moze wyrosniesz na
                  porzadnego czlowieka a nie na krytyka z mlekiem pod nosem...
            • jaras Re: Nie mam zamiaru. Za moja wyplate buduje piekn 10.07.07, 14:49
              augustus_germanicus_caligula napisał:

              > .. w Polsce. Nie zazdrosc a zakasaj rekawy.

              Hmmm... I co dalej? Co zrobisz jak już wrócisz i zamieszkasz w tym pięknym domu? Mam nadzieję, że masz jakiś plan w odróżnieniu od większości Polaków z Wysp, którzy marzą o tym samym. Inaczej skończy się tym, że po paru miesiącach lub latach jak przejesz całą zarobioną kaskę będziesz musiał znów pracować w UK.

              Obawiam się, że w Polsce może pojawić się zjawisko znane z cygańskich wiosek z Rumunii (czy może Słowacji, już nie pamiętam, może z obu?), gdzie zobaczyć można całe osiedla wypasionych rezydencji, które stoją puste bo właściciele pracują na Zachodzie. Zbierają tam na czarno owoce, zapieprzają na budowach i hurtowniach mieszkając w najtańszych zagrzybiałych klitkach. Ale co tam, w Rumunii są bogatymi ludźmi. Ale czy o to chodzi w życiu?
                • jaras Re: Dobrze ze o tym wspominasz. Juz teraz prowadz 10.07.07, 15:48
                  augustus_germanicus_caligula napisał:

                  > ... dzialalnosc w Polsce i UK. Zamierzam poprostu mieszkac w Polsce natomiast
                  > bede dalej robil interesy w UK. Mimo wszystko mieszkac wydaje mi sie jest
                  > lepiej w Polsce natomiast trudno byloby mi pracowac za Polska pensje. Dlatego
                  > tez sam sobie stworzylem miejsce pracy. Wszystko dziala zgodnie z planem.
                  > Pozdrawiam


                  Bardzo dobrze, cieszy mnie, że przynajmniej niektórzy z Polaków na Wyspach potrafią myśleć o przyszłości. Oby takich było więcej.

                  Pozdrawiam i powodzenia.
          • Gość: nicoletia Re: Zatem nie jest wyksztalciuchem IP: *.malbork.mm.pl 10.07.07, 09:46
            Kwestia jest taka ze wiele osob przyjezdza tam i na dzien dobry zalamuje rece bo
            praca do nich nie przyszla. Widzialam wielu ludzi, ktorzy po zapukaniu do drzwi
            pierwszego hotelu rozplakali sie i chcieli wracac do mamusi. Osobiscie szukalam
            pracy przez 3 tygodnie (w srodku sezonu) -codziennie gazety+internet+job centre
            no i ogloszenia na szybach. Nie bylo latwo ale nie bylo tez masakrycznie. Z
            niechcecia do Polakow sie nie spotkalam chodziaz chodzili sluchy ze taka sie
            zdaza. Nie mniej jednak uwazam, ze ten wyjazd mi pomogl i ze w pazdzierniku jest
            tyle roboty ze glowa mala...tylko ze niektorzy sa za wygodni
        • Gość: :-) Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: *.sd.sd.cox.net 10.07.07, 16:16
          mieszkam w Californii i nikz z nas tutaj (mi koledzy sa urodzeni w Los Angeles
          i San Francisco) nie moze ZROZUMIEC ANGLIKOW rodowitych. ONI BELKOCZA JAKBY
          angielski byl ich drugim jezykiem a pierwszym czeski.

          Wszysy sie w Californi smiejemy jak jakis Angol zaczyna z tym swoim AKCENTEM.

          Posluchajcie CNN i BBC i prownajcie sami. wiec sie NIE PRZJMUJCIE.
          wsluchujcie sie w akcent z USA to Anglicy beda was bardziej szanowac
          przynajmniej taka jest powszechan percepcja i stereotyp.



          ========
          dodaj mieszaknie do wynajecia w Angli lub Irlandii

          stuFFLiX.com/index.html?&xlat=51.50830173664056&xlong=-0.12483000755311247&xzoom=16&lid=apartment
      • Gość: Mylisz sie stary Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: 212.185.40.* 10.07.07, 09:43
        Jakos pracuje tu od ponad dwoch lat i jestem zywym przykladem tego, ze chciec to
        moc. Jezeli ktos nie chce pracowac, to bedzie narzekal na wszystko i wszystkich,
        a Polacy mysleli niestety, ze przyjada do Londynu i juz na Victoria Station
        powita ich grupa rozentuzjazmowanych Brytyjczykow z transparentami "Please, work
        for us! We beg you!" Przykro mi stary, ale nie znasz Anglii. Co prawda ten
        artykul jest lekko przesadzony, aczkolwiek rzuca swiatlo na problem emigracji.
        Ja nie wracam. Niebawem odbieram klucze do nowego mieszkania.
      • Gość: Once Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: *.ardo.com.pl 10.07.07, 09:45
        I dobrze, że wyjeżdżają. Nie będą musieli czekać na Godota, jak ich rodzice i
        dziadkowie. A dla tych, co zostają, będzie miejsce pracy. Okrutne to, ale jakaś
        selekcja naturalna musi być. Kiedy robi się ciasno na rynku pracy i bezrobocie
        rośnie, to albo wojna albo ucieczka z kraju może to rozwiązać. Tak było 200 i
        100 lat temu i tak będzie. A oni kiedyś wrócą tak, jak wracają ci, co kiedyś
        wyjechali. Nie wszyscy, ale wrócą. Będą mieli za co żyć, bo przywiozą kapitał i
        jeszcze innym dadzą pracę. W każdym razie, ZUS raczej nie będzie musiał ich
        utrzymywać.
      • Gość: spoks Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 09:51
        Tez nie jestes obiektywny w swojej relacji. Pamietaj, ze twoje wrazenia to
        promil faktycznej rzeczywistosci, bo taka masz skale porownawcza. Ze tobie nie
        wyszlo? Coz, life is brutal.Ostrozny bylbym tez z ta checia do US czy Australii.
        Oba kraje maja obowiazek wizowy, sa coraz bardziej restrykcjyne wobec
        przyjezdnych, tak ze nie jest to wylacznie chec szczera ktora pozwoli na
        przemieszczanie sie niezadowolonym.
          • Gość: nędzne polaczki Re: Debilizm wykształciucha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 12:11
            Bo Polak to takie stworzenie, które się za pieniądze zeszmaci, ku uciesze
            Angolów i innych leni europejskich. Których życie wygląda tak: praca na wysokich
            stanowiskach, bo ci akurat w przeciwieństwie do naszych, których jej brak, mają
            przerost ambicji, po pracy do domciu i tam "polaczek-niewolniczek -usługiwacz",
            przyniesie kawkę, zaopiekuje się bachorkiem, podetrze pupkę dzieciarowi i panu
            chlebodawcy również itd., a pan potem splunie dla niego samego nędzna kasą, a
            polaczek się cieszy, bo to dla niego ogromnaaa suma! I z radości jak ten wierne
            pies skłonny jest nawet panu buty wylizać hehe. Tak oto smutna prawda!
            • korkix78 Ku chwale Polski - do Polskich garow marsz !!!! 10.07.07, 20:37
              Heheh

              Oczywiscie w Polsce mamy wszedzie samoczyszczace sie kible, i samowsadzajace sie
              naczynia do zmywarek.
              Dzieci opiekuja sie soba same nawzajem, ulice zamiecie wiatr a kelnerow tez nie
              ma - dania serwowane sa przez wlascicieli restauracji na pilota.

              Zaden Polak w Polsce (ten lepszy) tak sie nie zeszmaci.

              Polakom zazdroscimy dumy narodowej
      • Gość: Mag Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: *.cable.ubr06.stav.blueyonder.co.uk 10.07.07, 09:54
        Oj nie potrafię się z tym zgodzić,ja jestem zadowolona z tego jak mnie traktują
        Brytyjczycy,mam w pracy większe możliwości niż moje angielskie koleżanki i
        jestem wysyłana na więcej szkoleń.Nie zarabiam najniższej stawki,pracuję za 7
        funtów na godzinę.Ponadto wynajmujemy z chłopakiem śliczne mieszkanko z dużym
        salonem i piękną sypialką,gdzie nawet gdybyś pranie w mieszkaniu suszyła nie
        ujrzysz tu wilgoci,bez przesady,Polacy sobie radzą i radzą coraz lepiej!!!
      • Gość: Halina Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: *.range81-153.btcentralplus.com 10.07.07, 09:57
        Tak naprawde to mi Ciebie zal. jezeli ktos spedzil tu dwa lata(na tulaczce jak
        piszesz) i niczego sie nie nauczyles to napewno nigdzie nie bedzie Ci dobrze.
        Byles tlumaczem angielskiego! Ciekawe! Skoro nawet po polsku piszesz z
        ogromnymi bledami ortograficznymi.
        Potwierdzam po 3 letnim pobycie ,ze Polacy czuja sie tu dobrze.
        -ze mozna dostac pozyczke
        -ze mozna kupic mieszkanie
        -ze mozna kupic samochos
        -ze niekoniecznie trzeba wynajmowac zaplesniale mieszkanie
        -ze w niedziele mozna z plecakiem wedrowac klifami i patrzec ,patrzec

        moj drogi (czy tez moja droga) do wszystkiego trzeba miec otwarty umysl,oczy i
        troche inteligencji..czego Ci zycze ,kiedy znowu wrocisz tu z pokora,czego
        jestem pewna
      • Gość: Meggy Ja tez jade do UK po studiach IP: *.rzuser.uni-heidelberg.de 10.07.07, 09:58
        I uwazam, ze wcale nie jest to taki glupi pomysl. Do Polski na pewno nie mam
        zamiaru wrocic z powodow finansowych, w Niemczech gdzie teraz jestem nie
        odpowiada mi wiele aspektow kulturowych, mysle, ze w UK czulabym sie lepiej.
        Chociaz jeszcze rozwazam kilka innych krajow m.in. Francje. Na pewno jesli
        wyjade do UK nie bede zmywala garow ani sprzatala, czy uda mi sie znalezc dobra
        prace okaze sie jak juz tam bede.

        Nie rozumiem tylko, dlaczego ludzie po studiach sprzataja albo zamiataja ulice.
        Czy nie ma tam chociaz troche bardziej ambitnej pracy? Czy chodzi o to, ze
        emigranci nie znaja jezyka i nic innego nie moga z tego powodu robic? Moze mi
        ktos to wytlumaczyc? Jak czlowiek po studiach z dobra znajomoscia angielskiego
        laduje przy myciu garow? Moze nie szuka lepszej pracy? Moze lepszej pracy nie
        ma? NIe chca go tam?
        • Gość: do Meggy Re: Ja tez jade do UK po studiach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 11:24
          Nie ma lepszej pracy i chcą go tam! Polak zawsze dla Angolów będzie nikim, z
          resztą nie tylko dla nich. Gdzie kolwiek będzie choćby nie wiadomo jak dobrze
          wykształcony był, będzie znaczył tam zero i odwalał taką robotę, co żaden Angol
          nie będzie chciał! Na całym świecie nikt nas nie lubi! Ci wykształceni co jadą
          tam i są śmieciarzami to kretyni do potęgi. Jak oni skończyli te studia?! Brak
          ambicji myślenie typowego prostaka, a papierek w kieszeni fuksem pewnie ehhh.
          Jadż dziewczynko jedż będziesz tam nikim z 7, 5 tys. przy pupie, ale pieniądze
          szczęścia nie dają..., ale ta maksyma już dawno przestała być aktualna...
          Dzisiaj ludzie są zaślepieni pięniądzem... to ich sprawa...szkodzą tylko sobie.
          Jak już będą emerytami i zrobią sobie rachunek sumienia to się przekonają czy
          zaliczą swoje życie do udanych...
        • Gość: Iza Re: Ja tez jade do UK po studiach IP: *.nsw01.dataco.com.au 10.07.07, 15:12
          Nie wiem jak to jest w Anglii, bo od prawie 10 lat mieszkam w Australii. Pracuje
          w finansach. Autralia to kraj w ktorym experyment wielokulturowy nalezy do
          najbardziej udanych. Nigdy nie czulam sie tu gorzej z powodu bycia Polka, nie
          spotkalam si tez dyskryminacja. Traktujesz ludzi z szacunkiem i dostajesz go z
          powrotem. Wszystko jest tu cywilizowane. Jesli sa jakes spiecia na tym punkcie
          to niestey o tym wiele nie wiem. Moje zarobki odnosza sie wylacznie do
          kwalifikacji, nie narodowosci. Znajomosc jezyka jest wazna, bo bez niego wielu
          prac emigrant nie bylby w stanie wykonac, nawet z odpowiednim wyksztalceniem.
          Dlatego pracuja w kawiarniach lub sprzatajac.
          Polacy nie sa tu odbierani negatywnie(jak np w US), ale ma to zwiazek z tym, ze
          niewielu Polakow tu przyjezdza. Rzadko slysze Polski na ulicach.Przed wejsciem
          to Unii bylo wiecej, ale nie teraz. Nie narzekam, bo przykro jest slyszec tych
          pare osob knlacych na czym swiat stoi. Poza tym, ci ktorzy tu przyjechali
          wczesniej ( z czasu stanu wojennego) to ludzie glownie wyksztalceni i przykladni
          obywatele. O Polakach tu sie generalnie dobrze mysli.
      • Gość: edyta Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: 194.159.181.* 10.07.07, 09:59
        Przykro mi stwierdzic ale ty tez przesadzasz i generalizujesz, mieszkam na
        wyspach od paru lat, od paru lat mam wlasny dom na wsi (zapewniam cie ze nie
        zaplacilam za niego 350 tys funtow)pracuje ja i moj partner. Wciaz nie na
        wymarzonych pozycjach ale to z czasem. Studiujemy, i chociaz jest ciezko dajemy
        rade. Mamy przyjaciol ktorzy maja wlasne domy, albo wynajmuja domy bez
        plesni...sa tutaj z dziecmi, ktore chodza do szkol, studiuja i swietnie sie
        maja. Na wszystko trzeba zapracowac na szacunek tez. tak jak pozwalasz sie
        traktowac tak jestes traktowany. Wyobrazcie sobie gdyby do Polski przyjechalo
        tak wielu obcokrajowcow...i tak Anglicy sa super tolerancyjni. Pozdrawiam
        wszystkich. Edyta
      • Gość: emigrantka Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: *.lei3.cable.ntl.com 10.07.07, 10:04
        witam, ja jestem wlasnie kims takim z artykulu wiec nie wiem o co chodzi Panu,
        ktoremu odpowiadam-moze mowi dobrze po angielsku(w co szczerze mowiac watpie )
        ale z polskim ma problemy wiec wyksztalcenie to chyba nie za bardzo dobre,
        ceny domow na wsi nie zaczynaja sie od 350 tysiecy funtow- to jeste cena za
        bardzo wysokiej jakosci dom-sredniej klasy lokum mozna kupic za polowe lub
        nieco mniej
        owszem przyjezdza duzo Polakow nie mowiacych po angielsku, ktorym ktos
        opowiedzial jak to w Anglii dostac prace latwo a jeszcze latwiej zasilek-i tacy
        ludzie rzeczywiscie szybko pakuja manatki i dziela sie obserwacjami w kraju
        (obserwacjami mniej wiecej na poziomie tej, na ktora odpowiadam)
        otoz prosze Pana-jestem tutaj z partnerem od lat dwoch i pieciu miesiecy-
        pracuje w biurze i nigdy zaden Anglik mnie ani nikogo kogo znam nie oszukal-
        owszem probowali, tak jak probuja ze wszystkimi, pracownicy agencji od ktorej
        zaczynalismy ale wystarczy poprosic o DARMOWA pomoc prawnika w Citizen Advice
        Bureau zeby sprawy natychmiast sie rozwiazaly,
        pracuje w biurze i nie spotkalam sie nigdy z jakakolwiek dyskryminacja za
        wzgledu na narodowosc i nie zarabiam bynajmniej najnizszej stawki,
        co wiecej po dwoch latach kupilismy mieszkanie i nie mielismy najmniejszych
        problemow z kredytem-proponowano nam w banku nawet wiekszy -na zakup domu ale
        rozsadnie pozostalismy przy mieszkaniu traktujac je jako pierwszy krok na rynku
        nieruchomosci,
        co do szybkiego powrotu do kraju to nastroje sa dokladnie przeciwne do tych o
        ktorych Pan pisze-ludzie przyjezdzaja i chca zarobic na samochod, mieszkanie
        czy wesele w Polse, zarabiaja...i zostaja
        nie wiem wiec naprawde co robil pan przez dwa lata Anglii ale na pewno nie
        staral sie zmienic czegokolwiek na lepsze
        a autorowi artykulu dziekuje za jeden z prawdziwszych obrazow polskiemj mlodej
        emigracji-oby wiecej takich a nie zaklamujacych obraz pseudo-opinii
      • Gość: elvisGT Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy IP: *.range86-147.btcentralplus.com 10.07.07, 10:09
        Posłuchaj wiec teraz Ty szanowny Panie - odnośnie Twojego wypunktowania jak to
        polacy są traktowani i jacy to oni nie są. Otóż sam mieszkam na wyspach ze swoją
        narzeczoną - okolice lotniska Heathrow i niedalej niz 15-20 mil od centrum
        londynu. Na pierwszy rzut oka "swieżak" łapie sie za głowe bo ceny są bardzo
        wysokie (mowa o lokum) ale to pozory , dlatego, że jeżeli na samym początku
        cxhcesz wynajmować wille z ogrodem tudziez mieszkanie 2 pokojowe - to rzeczą
        jasną jest, ze nie stac delikwenta co to dopiero przyjechał, na takie luksusy.
        Ale wystarczy sie dobrze zakrecic, żeby skombinować pokoj - tak na początek , w
        miare znalezienia dobrej pracy pozniej pokoj można zamienic na mieszkanie ze
        znajomym bądz bliską osobą lub jeśli masz odpowiednio dużą gaze - mieszkac
        samemu. Co do jężyka angielskiego moge sie zgodzic, że wiekszość mowi jezykiem
        coraz czesciej okreslanym jako PONGIELSKI, co jest dość przykre ale na nauke
        nigdy nie jest za pozno i znam ludzi, którzy przyjechali tutaj zupełnie bez
        anglika a teraz niejednemu co to anglieksim smiga - jest poprostu głupio.Sam
        cieżko tu pracuje bo taka była idea przyjazdu i z tego co widze, to anglicy
        rzeczywiscie zaniżyli ostatnimki czasy stawki -= ale to tylko polaków wina. Bo
        jak przyjeżdża jeden z drugim rzeczywiscie bez języka , bez kwalifikacji i
        konkretnych umiejetnosci - to bedzie zapylał za 3.5/h . Wiec pomyslele, ze
        skloro taki może to czemu nie dac reszcie . Rzecz załatwiają równiez przyjezdni
        sezonowi. Dorobić obojętne jak i za ile - byle dorobić. To niestety
        zniekształciło normalne stawki a co za tym idzie - odbija sie to na ludziach z
        kwalifikacjami , etc. Nie bede wiecej pisał bo to nie książka była moim
        zamierzeniem - ale Twoje sądy są niestety bardzo przejaskrawione. CIesz sie
        powrotem .
      • mark.pop Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy 10.07.07, 10:10
        Mialas poprostu pecha i nie generalizuj. Ja siedze za biurkiem, jestem
        dokladnie tak samo traktowany jak inni pracownicy, mam mozliwosc awansu. Nie
        wiem skad ty ta cene mieszkan wzielas. ja mam 3 pietrowy, 3 pokojowy dom za 800
        w Brighton (droga miejscowosc nadmorska) i nie znajdziesz u mnie grzyba.
        Jestes najwyrazniej rozgoryczona i dlatego przesadzasz.
        Mi sie udalo i nie wracam, poza tym do czego???
      • justynapolcul Re: Na Wyspy jeżdżą wykształciuchy 10.07.07, 10:15
        Wita kolejny wyksztalcioch :) Razem z mezem wyjechalismy 2 lata temu. Po dwoch
        latach czujemy sie tu, w Anglii, w domu, tyle ze rodzice i czesc przyjaciol
        daleko, ale gdybysmy mieszkali np.: w Suwalkach, to tez mieliby daleko :)
        Porady dla tych, co dopiero przyjada :)
        www.skarbonka.co.uk
        a dla tych, co szukaja atrakcji kulturalnych w UK i w Polsce,patrz podpis :)

        (czasem, nawet w pracy, troche sie nudzimy ;)
    Inne wątki na temat:

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka