Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia

    IP: *.bsb.vectranet.pl 16.07.07, 12:17
    Ja też pracuję w firmie której jest zakaz palenia. Ale nie stosuje się aż
    takich restrykcji wobec palaczy, palić można tylko w miejscach wyznaczonych.
    Ale i tak nieraz jak wejdzie do kibelka, to od zapachu papierosowego nie
    można wytrzymać. Dlatego niechce mi się wierzyć, aby palący nie wychodzili do
    kibelka na papierosa.
    Nierozumiem tego. Jak kto zadeklaruje że nie pali wogule dostaje rocznie
    1000zł, 83zł na miesiąc. Jak kto zadeklaruje że nie pali tylko w pracy
    dostaje rocznie 240zł, 20zł miesięcznie. Nie ma się co dziwić, że wszyscy
    zadeklarowali się nie palący w pracy.
    Pracownik, który zadeklarował się jako niepalący, przyłapany z papierosem na
    terenie zakładu pracy lub poza nim musi zwrócić wszystkie dodatki. Grozi mu
    też wyrzucenie z pracy.
    Czy nie jest to restrykcja i ogranicznie praw i wolności. Co to właściwie
    pracodawcę interesuje co pracownik robi w życiu prywatnym, ważne aby stawił
    się zdolnym do pracy.
    Tak dla wiadomości jestem nie palący, ale wiem, że takie restrykcje nie wiele
    dają. Może to jest dobre w firmie zatrudniającej ok. 200 pracowników, ale nie
    1000.
    Obserwuj wątek
      • Gość: woy Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: *.pl 17.07.07, 08:34
        ta Gab to musi być żenująco drętwa osoba. Cieszę się, że z nią nie mam
        kontaktu, ani z żadną inną, prezentującą podobne podejście do świata.

        A tak zupełnie poza tym... Jeśli ktoś pali przy mnie, to zmusza mnie do
        palenia. Jeśli ja piję piwko, to nikogo nie zmuszam do picia. Tylko że mi
        zabronili pić piwko w miejscach publicznych. Także niech palacze nie bredzą, bo
        będzie jak najbardziej na miejscu, jeśli zabronią im palić w miejscach, w
        których inni ludzie muszą palić razem z nimi.
        • Gość: Pewex Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.07, 09:28
          > A tak zupełnie poza tym... Jeśli ktoś pali przy mnie, to zmusza mnie do
          > palenia. Jeśli ja piję piwko, to nikogo nie zmuszam do picia. Tylko że mi
          > zabronili pić piwko w miejscach publicznych.

          Tylko że jest ISTOTNA RÓŻNICA, pomiędzy osobą pijącą a osobą palącą, ja rozumiem że te wszystkie agresywne żyle, i młode dresy pod monopolem i na ławką z piwem w ręku po papierosie bez piwa zachowają się identycznie jak po piwie bez papierosa tak?? no sorry, ale to że Ty potrafisz pić to fajnie, to że 2/3 polaków nie posiada kultury picia to inna sprawa. Co do palenia w pracy...skoro mam siedząc przed komputerem 5 minut przerwy, a na balkon mam jakieś 30 sekund drogi, a palę papierosa jakieś 4 minuty to mi jeszcze zostaje :) a swoją drogą są zawody gdzie np. obrabiasz plik ot powiedzmy 4GB, zapodajesz "filtr" lub "zapisz" i możesz sobie spokojnie iść na fajka, zrobić kawkę, i wrócić i jeszcze z dwa razy ziewnąć i się przeciągnąć czekając aż komputer wykona swoje zadanie.
          Inną sprawą są stosunki międzyludzkie, nic tak nie integruje nowych pracowników jak przerwa na papierosa, zresztą były badania, i osoby palące są na ogół bardziej otwarte komunikatywne i kreatywniejsze, więc...idę na fajka :) na szczęśccie zawsze miałem palące szefostwo, a teraz sam sobie jestem palącym szefem :)
          • Gość: woy Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: *.pl 17.07.07, 12:24
            Gość portalu: Pewex napisał(a):

            > Tylko że jest ISTOTNA RÓŻNICA, pomiędzy osobą pijącą a osobą palącą, ja
            rozumie
            > m że te wszystkie agresywne żyle, i młode dresy pod monopolem i na ławką z
            piwe
            > m w ręku po papierosie bez piwa zachowają się identycznie jak po piwie bez
            papi
            > erosa tak?? no sorry, ale to że Ty potrafisz pić to fajnie, to że 2/3 polaków
            n
            > ie posiada kultury picia to inna sprawa.

            No jest ISTOTNA RÓŻNICA. Palenie przeszkadza innym choćbyś się tylko raz
            zaciągnął. Picie - przy jednym łyku, czy jednym małym piwku nie przeszkadza
            raczej nikomu. Jeśli picie jest zabronione, to niech zabronią też palenia. Nie
            uważam, że Polacy nie posiadają kultury picia. Po prostu ci, którzy piją
            kulturalnie nie chodzą z piwem po ulicy. Jeśli widzisz człowieka z piwem na
            ulicy to jest to już jakiś śmierdzący obdartus. Jednak to nie jest większość.

            A kultura palenia? Stanie taki frajer z fajką w czasie deszczu pod wiatą
            przystankową i co? To jest kultura?
      • wesoly_siewca_pesymizmu Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia 17.07.07, 08:48
        Zauważyłem, że najgorsi są byli palacze, to już niemal Talibowie zdrowego stylu
        życia. Zdrowego? LOL Toksyczne żarcie nafaszerowane konserwantami, barwnikami,
        spaliny, miejski hałas, a w tym najbardziej przeszkadza maleńki papieros.
        BTW. GW przyjęła chyba najbardziej ekstremalny przypadek. Ja np. palę 2
        papierosy po 3min. Znacznie mniej czasu niż kawosze np.
      • Gość: naprawdetrzezwy Prawda jest tylko jedna: IP: *.axelspringer.pl 17.07.07, 08:53
        palacze smierdzą. Po prostu śmierdzą. Śmierdzą ich włosy, śmierdzi ich ubranie,
        śmierdzi ich oddech...
        Ciekawa sprawa - gdy przyjdzie do was gość i zapyta, czy może się wysr.. na
        środku dywanu, to zareagujecie z oburzeniem, ale gdy zapyta, czy może zapalić,
        to reakcja jest diametralnie inna - a przecież smród palonego tytoniu wchodzi w
        firanki, meble, dywany, zasłony, nie da się tego wywietrzyć. (tak, ekskrementy
        można uprzątnąć i po zapraniu dywanu wywietrzyć pokój - to wystarczy).
        Palacze uważają, że wszyscy wokół MUSZĄ się dostosować do ich śmierdzącego nałogu;
        MUSIMY tolerować niedopałki na ulicy, bo do kosza było za daleko,
        MUSIMY tolerować ostatnie zaciągnięcie się palacza przed wejściem do
        autobusu/tramwaju i wydmuchnięcie smrodliwego obłoku już wewnątrz pojazdu, bo
        szkoda wyrzucić, a czas już jechać,
        MUSIMY tolerować przerwy na papierosa: w pracy - zarabiają tyle samo, ale
        pracują mniej (jakąś godzinę dziennie mniej niż uczciwi pracownicy), w podróży:
        jeśli trafi się palacz z resztką kultury, to ŻĄDA zatrzymywania się co trochę,
        "...bo on chce zapalić...",
        MUSIMY przebijać się przez palaczy okupujących wejścia do budynków (bo w środku
        nie wolno, więc smrodzą i brudzą przed),
        MUSIMY w knajpkach siedzieć w chmurach dymu, bo tak chcą palacze
        MUSIMY wszędzie uważać, bo gdzieś obok nas jest palacz z papierosem w ręku i
        łatwo wypalić sobie dziurzę - wszak palacz nie zważa na inych tylko macha swym
        petem na około,
        MUSIMY wąchać smród wietrzonych mieszkań palaczy - choć nie życzymy sobie wąchać
        smrodu,
        MUSIMY wracając z knajpki wietrzyć nasze ubrania, które śmierdzą całymi dniami
        smrodem nikotynowego dymu
        Musimy jeszcze dokładać się na leczenie palaczy: tak, nawet na resekcje krtani
        palaczy czy ucinanie nóg bürgerowcom...


        A palacze w tym czasie pieprzą trzy po trzy o prawach człowieka i o tym, że oni
        mają innych gdzieś i smrodzić będą do końca świata i jeden dzień dłużej...






        BTW - dlaczego kodeks pracy nie nakazuje urządzać pijalni w pracy dla lubiących
        sobie wypić?
        BTW2 - skoro palenie to nie nałóg (taki sam jak narkotykowy), to dlaczego
        palacze nie potrafią:
        a/ rzucić
        b/ powstrzymać się z paleniem w pracy/na ulicy/poza swoim domem?
        BTW3 - palacze przez swój nałóg mają wypalone komórki odpowiedzialne za węch i
        smak - nie czują, że śmierdzą, a gdy jedzą, tonami dodają przypraw - by
        cokolwiek poczuć. Ba! Nawet nie potrafią wyczuć kiedy np. ich partner jest
        podniecony, co osoba niepaląca wyczuwa bezproblemowo...
        • ignispl Re: Prawda jest tylko jedna: 17.07.07, 11:14
          widzisz, wszystko jest kwestią wyboru. Jeżeli ci coś śmierdzi - odejdź. Jeżeli
          są niedopałki na ulicy - zwracaj uwagę. Jeżeli ktoś spyta czy może zapalić w
          twoim towarzystwie - wyślij na balkon. Przynajmniej w tym ostatnim przypadku
          zyskasz w czyichś oczach i załatwisz sprawę bez starcia. Konfrontacyjne
          podejście kolego niczego nie załatwia. Jeżeli palacze okupują wejście do budynku
          - spytaj dlaczego nikt nie postawił wiaty dla nich w miejscu oddalonym od
          wejścia. Może zyskałbyś nowych wdzięcznych znajomych malkontencie jeden. Znam
          gorsze zapachy nawiasem mówiąc: niemyte psy, niemyci ludzie, spaliny
          samochodowe, zsypy w blokach stanowczo za rzadko opróżniane latem. Z tym nie
          walczysz?
          Nie siadaj za blisko palacza, nie chodź do knajp gdzie nie ma wydzielonych stref
          dla palących. Nie dostosowuj całego świata do siebie.
          Musimy płacić za wypadki porąbańców w 15-letnich golfach mknących 150 na terenie
          zabudowanym i palantów którzy nie przestrzegają przepisów BHP w pracy. Pieszych
          wyłażących na ulicę w najmniej spodziewanych a nie przeznaczonych do tego
          miejscach. Za leczenie tych wszystkich ludzi też płacimy. I co? Nie burzysz się?
          Nie porównuj palaczy i pijących - jedni mają problem z zapachem i trochę z
          interakcjami z ludźmi niepalącymi, alkoholicy zaś z przestrzeganiem norm
          społecznych w stanie upojenia, ze śmieceniem bo wyrzucją często puszki i butelki
          byle gdzie itd. Nie wkurza cię to Torquemado?
          • Gość: eof Re: Prawda jest tylko jedna: IP: 217.153.207.* 17.07.07, 13:30
            to co piszesz to tylko część prawdy. Trudno się z tym niezgodzić - palacz śmierdzi równie
            mało fajnie jak niemyty robol w tramwaju i tak dalej. Od robola jednakowoż mogę się
            odsunąć (jeśli nie ma tłoku), ale z kolegami z pracy, których po powrocie z fajka muszę
            wąchać na spotkaniach, takiego wyboru już nie mam.
          • Gość: bardu Re: Prawda jest tylko jedna: IP: 83.238.100.* 17.07.07, 15:44
            etylkapl napisała:
            > gratuluję głupoty i braku kultury
            Tu nie ma co gratulować tylko sprawdzić w słowniku co te słowa znaczą,
            przeczytać jeszcze raz swój tekst i pomyśleć (chociaż pewnie nie każdemu się to
            udaje, ale może warto spróbować). A jeszcze polecam zajrzeć pod hasło "pisanie
            na temat" - może się przydać, bo widzę, że z tym też kłopot.
        • Gość: echtom Smród i przerwy IP: 153.19.98.* 17.07.07, 13:20
          Smród mi nie przeszkadza - u nas w pracy wolno palić tylko przed budynkiem, a
          wiatr od morza przewieje. Przerwy w pracy wkurzają mnie strasznie - kiedy
          wychodzę pół godziny wcześniej, by iść z dzieckiem do lekarza, muszę to potem w
          wolnym czasie odpracować, a palące panienki plotkują sobie codziennie godzinę
          przed wejściem i niczego odpracowywać nie muszą. Byłoby sprawiedliwie, gdyby
          każdy niepalący pracownik miał w tym układzie dodatkowy wolny czas na wyjście z
          budynku i załatwienie swoich spraw.
      • Gość: niuniuś Wymuszanie niepalenia to takie uszczęśliwianie ... IP: *.chello.pl 17.07.07, 08:59
        ... ludzi "na siłę". Traci to wręcz komunizmem , a na pewno megalomanią u
        ustawodawców. W wolnym świecie powinienem mieć prawo żyć jak uważam za stosowne,
        choćby ze szkodą dla własnego zdrowia. Bo najważniejszą rzeczą w życiu jest nie
        jego długość , stan zdrowia (jak non stop wciskają nam media)lecz poczucie
        spełnienia czy zwąc to prościej szczęścia.I być może niektórym ludziom głupi
        papieros jest do tego potrzebny.A tworzenie praw regulujących nasze każde
        zachowanie to patologia.
        • Gość: R. Re: jakie 5 minut od komputera? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.07.07, 09:17
          Właśnie, klarownie (Dz.U. nr 148, poz. 973):

          § 7. Pracodawca jest obowiązany zapewnić pracownikom:
          1) łączenie przemienne pracy związanej z obsługą monitora ekranowego z innymi rodzajami prac nie obciążającymi narządu wzroku i wykonywanymi w innych pozycjach ciała - przy nieprzekraczaniu godziny nieprzerwanej pracy przy obsłudze monitora ekranowego lub

          2) co najmniej 5-minutową przerwę, wliczaną do czasu pracy, po każdej godzinie pracy przy obsłudze monitora ekranowego.

          Nie kolejny dziennikarzyna, tylko kolejny internaucina... Oderwanie wzroku od monitora na 5 minut NIE JEST zmienianiem rodzaju pracy (jak sugerował ktoś wcześniej - że można w tym czasie np. dzwonić).
            • Gość: vortex Re: jakie 5 minut od komputera? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.07, 12:08
              Tak tak, szacun dla wszystkich umiejacych czytac i internautow sledczych
              dziennikarzy...
              Przepis powyzszy dotyczy tylko i wylacznie osob "przykutych" do kompa, 8h
              (wprowadzanie danych np).
              Natomiast osoby ktore uzywaja kompa, ale ich praca polega na wykonywaniu innych
              czynnosci rowniez (jak np telefony, obsluga Klienta itp itd) sa jak cytowane
              wyjete z tego przepisu. I to dotyczy 99% domagajacych sie tych przerw.
              Szacun ....
              • Gość: Bravo Re: jakie 5 minut od komputera? IP: *.aster.pl 17.07.07, 12:19
                Sorry, nie zauważyłem miejsca gdzie napisałeś "wszystkie osoby pokroju
                sekretarek, które na 3 minuty do kompa się obracają żeby maila napisać".. A poza
                tym wydaje mi się, że grono ludzi, dla których komputer jest narzędziem pracy
                szybko się powiększa. I teraz pytanie: czy jeśli komp jest twym narzędziem pracy
                i siedzisz cały czas przed monitorem mimo, że czasem robisz coś innego, to czy a
                jeśli tak to w jakim wymiarze się taka przerwa należy?
                Bo wiesz, podchodząc do tego w twój sposób pracodawca może zawsze powiedzieć:
                widziałem, jak na chwilę odwróciłeś wzrok od monitora i to już nie jest ciągła
                praca z komputerem..

                Chociaż może mam wypaczone spojrzenie na ten problem, gdyż jestem programistą ;)
                • Gość: vortex Re: jakie 5 minut od komputera? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.07, 12:46
                  ezeli jestes programista to OK - nie mam z tym problemu. Jest po prostu
                  wyraznie napisane ze Pracodawca musi Tak zorganizowac czas pracy zeby Pracownik
                  mogl sie oderwac od kompa
                  Wiekszosc pracownikow myslii ze jak maja komputer to ta przerwa sie nalezy.
                  Niestety, jezeli wykonujainne czynnosci - telefony, rozmowy z innymi
                  pracownikami, dokumenty papierowe - to niestety nie
              • Gość: R. Re: jakie 5 minut od komputera? IP: 217.153.4.* 17.07.07, 12:36
                > Natomiast osoby ktore uzywaja kompa, ale ich praca polega na wykonywaniu
                > innych czynnosci rowniez (jak np telefony, obsluga Klienta itp itd) sa jak
                > cytowane wyjete z tego przepisu.

                Oczywiście. Nie mówimy o osobach korzystających z kompa sporadycznie, typu
                sprzedawca w sklepie, który używa kompa raz na jakiś czas do wydrukowania
                faktury. Chodzi o osoby "przykute do kompa". Przecież autor wyraźnie napisał:
                "Dodatkowe przerwy przysługują za pracę przy komputerze: 5 min po każdej godz.
                pracy. Jeśli ktoś przez osiem godz. siedzi przed komputerem, ma prawo w sumie
                do 55 min przerwy".

                > Tak tak, szacun dla wszystkich umiejacych czytac

                Szacun...
                • Gość: vortex Re: jakie 5 minut od komputera? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.07.07, 13:11
                  byc moze niepotrzebnie wdajemy sie w drobiazgi, ale istotne sa one dla
                  zrozumienia zagadnienia. Wiekszosc z nas pracuje przy koputerze jak to napisal
                  autor. Ale rozporzedzenie mowi opracy ciaglej przy ekranie:
                  § 7. Pracodawca jest obowiązany zapewnić pracownikom:
                  1) łączenie przemienne pracy związanej z obsługą monitora ekranowego z innymi
                  rodzajami prac nie obciążającymi narządu wzroku i
                  wykonywanymi w innych pozycjach ciała - przy nieprzekraczaniu godziny
                  nieprzerwanej pracy przy obsłudze monitora ekranowego lub

                  2) co najmniej 5-minutową przerwę, wliczaną do czasu pracy, po każdej godzinie
                  pracy przy obsłudze monitora ekranowego.
                  Dziennikarz powinien rozwiazywac problem, a nie go gmatwac dalej
                  • Gość: R. Re: jakie 5 minut od komputera? IP: 217.153.4.* 17.07.07, 13:33
                    Niepotrzebnie sprzeczamy się o pierdoły. Ci, których przepis ten dotyczy,
                    wiedzą, że mają dodatkowe przerwy - musieli zostać o tym w pracy poinformowani
                    (a przynajmniej tego wymaga ustawodawca).

                    Ważne, żeby osoby tak szczekające, ile to palacze nie mają dodatkowo wolnego,
                    wiedzieli, że taki przepis istnieje i NIEKTÓRYM (a nie wszystkim, którzy czasem
                    dotykają komputera) to dodatkowe wolne po prostu się należy. Nie okradają oni w
                    ten sposób pracodawcy ani nie mają żadnych przywilejów z racji swojego nałogu.
                    Niepalący mają dokładnie tyle samo wolnego. Taki przepis obowiązuje i koniec.
                    Komu się należy i w jakim stopniu - to już specyfika wykonywanej pracy.
                    EOT.

                    Pozdrawiam!
      • pan_niemota co do Wielkiej Brytanii 17.07.07, 09:09
        oczywiście, ci co zarzadzaja w tym państwie wpadli na pomysł że nie można palić
        nigdzie. oki, uproszczenie, prawie nigdzie. poza własnym domem, samochodem, a
        zabronione jest także na kazdym public foot. tyle teoria.
        A w praktyce - wysiadam na stansted, mogę sobie zapalić przed budynkiem lotniska
        w co najmniej 3 miejscach. zmieniło sie o tyle, ze miejsca sa po prosu wyznaczone.

        Dojeżdżam do londynu, wychodzę na ulicę. pprzejeżdżają ze trzy, może cztery
        radiowozy a po chodnikach idzie co najmniej kilka osób alących. nie skrycie,
        tylko jawnie. Ide do pracy, wczesniej mozna było palić w firmowej stołówce (była
        wydzielona część w której pracowało więcej wentylatorów). teraz mamy do palenia
        miejsce na zewnątrz, pala dokładnie te same osoby co wcześniej.

        Takie sa fakty teoretycznie załozonego planu ograniczenia palenia.
        Zmieniło sie o tyle, że nie mozna palic w miejscach pubicznych, np. mnie
        denerwowało palenie na dworcach.

        a co do sporu palący - niepalący. Jezeli komuś przeszkadza, że ktoś inny pali to
        nie musi przebywać w jego towarzystwie. Z takiego własnie powodu uważam za
        uzasadnione zabranianie palenia w miejscach publicznych. A w miejscach typu
        kafejki,puby czy restauracje powinny być wydzielone miejsca, na pewno nie z
        przymusu ale własciciele powinni miec taka możliwość

        --
        zła wypowiedź? to tylko skróty myślowe
        • miauka Re: co do Wielkiej Brytanii 17.07.07, 11:02
          > A w miejscach typu
          > kafejki,puby czy restauracje powinny być wydzielone miejsca

          Sęk w tym, że wydzielają na przykład jeden stolik na sali dla palących. Toż to
          kpina i żenada takie wydzielenie! To ma sens tylko wtedy, kiedy jest oddzielne,
          zamykane pomieszczenie - ja w PL takiego czegoś nie uświadczyłam.
          Na szczęście powstaje coraz więcej knajp, w których w ogóle nie można palić, np.
          Biosfera w W-wie. Mają full klientów, w weekendy trudno o stolik.

          Inne wydzielanie - palenie przed wejściem do budynku. Zatem nie można wejść do
          pracy, nie będąc osmrodzonym i nie wdychając dymu. Uważam, że wszędzie powinny
          być palarnie - wydzielone, zamykane, dobrze wentylowane pomieszczenia dla
          palących. Wtedy wszyscy byliby uszanowani.

          Kolejne wydzielanie - przystanki autobusowe. Pomijam agresywnych buców, którzy
          na grzecznie zwróconą uwagę reagują chamstwem i mają przepisy w doopie i
          złośliwe malolaty, które oddalą się 2 cm od przystanku, ale przecież nawet jeśli
          ktoś (zwykle to nie jest jedna osoba) stoi 5 m od przystanku, dym jest wszędzie!
          Niepalący nie mogą się od niego schronić.

          Czekam, kiedy w PL będzie całkowity zakaz!!!
      • Gość: Ruda Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: *.chello.pl 17.07.07, 09:49
        Po 1: pracodawca nie ma obowiązku dawac pracownikowi dodatkowej przerwy na
        papierosa - moze stwierdzic, ze pracownik w czasie przerwy 15 minutowej ma
        zjesc i wypalic.
        2: 5 minutowa przerwa w pracy z komputerem nie oznacza, ze przez 5 minut
        pracownik nie robi nic. na te 5 minut co godzinę ma wykonac oprace nie
        wymagajacą obsługi komputera np: kopiowanie na ksero, układanie dokumentow w
        segregatorze - przy wyłączonym monitorze.
      • Gość: Gość Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: *.chello.pl 17.07.07, 12:46
        no tak, wnerwia... wolelibyście zapewne, aby pracownik kołkiem stał pełne 8 albo
        i więcej godzin przy swoim stanowisku pracy i jak mały smochodzik zasuwał...
        nie za te zarobki.
        Owszem, palę papierosy, wychodzę na chwilę na dwór - ale nie mam wcale gorszej
        wydajności pracy od niepalących. A bywało, że nawet taka chwilka przerwy dobrze
        robiła - jest moment na odprężenie, przemyślenie, a to zawsze się przydaje.
        Zawsze znajdzie się moment, kiedy można to zrobić, nie zatrzymując procesu. No,
        ale mam taką pracę. Lepszej wydajności - sam już nie chcę. Bo wiadomo - podwyżki
        i tak nie dostanę, a obowiązki wzrosną. Normalka.
      • rekmare Nie mam czasu czytac calego artykulu, ale... 17.07.07, 12:56
        ...w przedstawionych na poczatku wyliczeniach nie wzieto pod uwage prostego
        faktu, ze na dymku w 90% przypadkow rozmawia sie o... pracy. Zaryzykowalbym
        twierdzenie, ze nie tylko sie o niej rozmawia, ale w wiekszosci przypadkow
        mozna to traktowac wrecz jako prace. A cale wyliczenie dotyczace liczby
        godzin "traconych" na palenie jest o kant d... potluc. Chyba, ze ktos pracuje
        na tasmie (w szerokim tego sformulowania znaczeniu, czyli jego wydajnosc jest
        mierzona liczba wkreconych srub, liczba przybitych pieczatek, uderzen w
        klawiature, wypelnionych rubryczek, itp.)... Praca koncepcyjna w ktorej
        poszukuje sie rozwiazania problemu nie potrzebuje atrybutow w postaci siedzacej
        pozycji przy biurku ze wzrokiem wbitym w ekran.
        • Gość: rebjot Re: Nie mam czasu czytac calego artykulu, ale... IP: *.crowley.pl 17.07.07, 13:20
          Nic dodać nic ująć Jeśli ktoś myśli, że niepalący pracownik biurowy spędzi 8
          godzin "kamieniem" przed komputerem to się grubo myli i brak mu zarówno
          wyobraźni jak i wiedzy z zakresu Kodeksu Pracy (pracownik pracujący z
          komputerem ma prawo do przerw)Poza tym wydajność takiego pracownika nie zalezy
          od ilości przesiedzianych godzin tylko od "wydajności" zwojów mózgowych I kilka
          minut przerwy raczej pomaga niż przeszkadza w pracy
      • Gość: maya Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: *.de.ibm.com 17.07.07, 14:47
        wszyscy w kolo mnie maja zadaniowy tryb pracy, odpowiadamy za wyniki, wiec
        nikogo nie interesuje czy ktos poswieci 30 min dziennie na papierosa. Dla mnie
        najwazniejsze jest zeby nie robili tego przy mnie, bo nie chce byc biernym
        palaczem. Ktos sie chce truc - jego sprawa, ale niech nie truje innych. Dlatego
        sie ciesze na zupelny zakaz palenia np. w restauracjach, przynajmniej nie bede
        musiala oddawac do pralni marynarek po kazdym wyjsciu do kawiarni, restauracji
        czy klubu. A juz aktywna obrona przez palaczy zaslaniajacych sie ze miejsca
        wydzielone dla palaczy wystarcza - powiem tak, nie czujecie wlasnego smrodu. Mi
        to zupelnie odbiera apetyt.
        Natomiast rozumiem, ze jezeli prcuje sie w zespole przy obsludze klienta, to
        czeste wychodzenie kolegi palacza moze irytowac pozostalych.
        • Gość: echtom Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: 153.19.98.* 17.07.07, 14:58
          No ja właśnie pracuję przy obsłudze klienta - nie mam pracy zadaniowej, tylko
          muszę odsiedzieć od-do. I wściekam się, gdy nie mogę nawet wyjść do kibla, bo
          zmienniczka m u s i najpierw iść się odpalić. Też bym sobie chciała tak
          polatać co godzinę, zamiast tkwić bez ruchu 4 h przy biurku i prawie drugie
          tyle po przerwie śniadaniowej. Ale mi nie wolno się ruszyć ze stanowiska, a
          palaczom tak - i to jest niesprawiedliwe.
          • ewosia Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia 17.07.07, 15:52
            Gość portalu: echtom napisał(a):

            > No ja właśnie pracuję przy obsłudze klienta - nie mam pracy zadaniowej, tylko
            > muszę odsiedzieć od-do. I wściekam się, gdy nie mogę nawet wyjść do kibla, bo
            > zmienniczka m u s i najpierw iść się odpalić. Też bym sobie chciała tak
            > polatać co godzinę, zamiast tkwić bez ruchu 4 h przy biurku i prawie drugie
            > tyle po przerwie śniadaniowej. Ale mi nie wolno się ruszyć ze stanowiska, a
            > palaczom tak - i to jest niesprawiedliwe.

            ale po co się tak frustrować - możesz spokojnie kupić sobie paczkę fajek i
            udawać, że idziesz palić. Zainwestuj też w zapalniczkę. I wtedy możesz się
            ruszyć ze stanowiska, zamiast płakać, że nie możesz.
            Kompletny brak kreatywności.
      • a.hem Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia 17.07.07, 15:56
        Co do przerwy to się całkowicie zgadzam.
        Osoby, które palą nie liczą czasu spędzonego na przerwach. Sama dwa lata temu
        paliłam i wiem ile czasu byłam poza miejscem pracy. Wiem wiec co to jest nałóg.
        Ale ostatnio szlak mnie trafił jak mój kierownik, który pali cały czas i ciągle
        odchodzi od biurka zwrócił mi uwagę, ze chodzę do pokoju mojej koleżanki na
        ploteczki. Uzmysłowiłam jemu, że ja na ploteczki a on 10 razy po 15 minut na
        papieroska. Kij w mrowisko. Był totalnie zaskoczony.
        Proponuję idealne rozwiązanie sprawiedliwe choć kontrowersyjne (tak rozwiązuje
        problemy firma mojego męża, w której wliczona jest przerwa na obiad)
        Każdy pracownik ma kartę magnetyczną i idąc na papieroska, bądź wychodząc z
        firmy musi ją przeciągnąć przez czytnik. Tydzień pracy to 40 godzin. Jeśli ktoś
        często wychodzi musi siedzieć dłużej - dotyczy to wszystkich nie tylko palaczy!
        Takie to proste!!!
      • o90 8 h to 8 h 17.07.07, 18:26
        palarnie robimy poza obszarem monitorowanym karta pracy
        idziesz na fajke klik i czas przerwy leci
        wracasz z fajki klik i czas prasy leci

        od 7-17 masz byc 8 h w pracy

        po problemie

      • misio_patysio Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia 17.07.07, 19:29
        też palę w pracy, jednak gdyby prezes zaoferował by mi pieniądze za nie palenie
        było by to równoznaczne z wypłacaniem nadgodzin. w pracy siedzę niecałe 9
        godzin. Przychodzę jako pierwszy, z jednej strony wyjeżdżam wcześniej z domu
        żeby uniknąć korków z drugiej jestem kierownikiem i mam troszkę więcej
        obowiązków (odpalam serwer który musi się połączyć z równolegle pracującym na
        drugim końcu miasta, przygotowuje dokumentacje itp) wychodzę parę minut po
        czasie, czekam aż się wszystko zreplikuje. moje wychodzenie na papierosa jest
        "usprawiedliwione" przez nadgodziny, wychodzę wtedy kiedy mogę, nie koniecznie
        wtedy kiedy chce. Uogólnianie że każdy palacz powinien zostawać po godzinach
        jest moim zdaniem troszkę przesadzone. tak samo jak kazać zostawać pracownikowi
        z chorymi nerkami który częściej wychodzi do ubikacji zostawać dłużej w pracy.
      • Gość: dobrov Re: Dymek w pracy - ta przerwa mnie wnerwia IP: *.bethere.co.uk 17.07.07, 20:11
        Cała ta krucjata wobec palaczy jest po prostu bez sensu. Tak, jestem palaczem,
        ale jak nie paliłem, to nie rozpowszechniałem poglądów typu: "wszystkich palaczy
        do gazu" czy "niech sami zapłacą za swoje leczenie".

        Nie przyjmę do wiadomości argumentu, że palacze śmierdzą. Po pierwsze to czy w
        ogóle poczujecie czy paliliśmy czy nie, zależy m.in. od marki papierosów (są
        takie, które mają o wiele mniej intensywniejszy zapach; większość niepalących
        twierdzi, że każdy papieros śmierdzi tak samo, ale to nie prawda i udało mi się
        kilku z nich doświadczalnie to udowodnić), albo od tego czy palimy gdzieś gdzie
        jest suche powietrze (wilgotne powietrze powoduje, że zapach przywiera do
        wszystkich powierzchni). Czynników jest wiele i możecie mi wierzyć, że są
        sytuacje w których byście nie poczuli w ogóle, że wróciłem z "dymka" (zaznaczam,
        że ja nie palę dużo, więc nie jestem przesiąknięty tym zapachem jak ludzie
        palący po dwie paczki najtańszych papierosów dziennie).

        Pozostając przy temacie zapachu - załóżmy, że Wasz współpracownik ma problemy
        gastryczne, problemy z higieną osobistą/jamy ustnej, etc. Smród wtedy jest tak
        samo nieznośny jak zapach palonego tytoniu dla osoby niepalącej. Poza tym osoba,
        która wróciła świeżo z papierosa po jakimś czasie śmierdzieć przestaje, a osoba
        nieumyta śmierdzi cały czas tak samo. Tak samo Ci strasznie śmierdzący Wam
        palacze na ulicach mają do tego analogię.

        Kolejnym poronionym pomysłem są dodatkowe składki ubezpieczenia zdrowotnego dla
        palaczy, albo niepokrywanie kosztów leczenia chorób wywołanych przez palenie.
        Rozumiem, że skoro my się zabijamy, to niedoszli samobójcy z poprzecinanymi
        żyłami na ten przykład też powinni być obciążani kosztami leczenia? A co z
        wspomnianymi przez kogoś szczęśliwymi posiadaczami cudów niemieckiej motoryzacji
        sprzed ćwierćwiecza, którzy często też jeżdżą jak ostatni kretyni i jakoś mają
        leczenie za darmo?

        Co do przerw w pracy, to spotkałem się z tym tylko w poprzedniej pracy, gdzie
        supervisorzy wychodzili z biura "na ważną naradę". Pominę to, ze mieliśmy
        całkiem dobry pokój konferencyjny, gdzie te narady mogłyby się odbywać... Ja
        osobiście sobie nie wyobrażam wychodzenia z budynku na papierosa w czasie pracy,
        chociaż w sumie, to jeżeli ja wyjdę sobie na papierosa dwa razy na dzień
        (powiedzmy że jakieś 10 minut na jednego papierosa, ale ja muszę windą zjechać z
        ostatniego piętra i przez zabezpieczone wejście wyjść), a ktoś inny jest
        nałogowym kawoszem i idzie do kuchni dziennie po 4 kawy (znam takich ludzi) i
        zawsze w kuchni czeka, aż mu się woda zagotuje, to też mu tyle samo czasu na tym
        zejdzie. I tu też się zgodzę z czyimś stwierdzeniem, że jeżeli w danym momencie
        nie ma nic do zrobienia, bo czeka się np. na ukończenie danego procesu w
        komputerze, to czy wyjdziesz na fajkę czy nie, nie robi tu różnicy.

        Zgodzę się, że palacze to bardziej towarzyskie osoby. Znam nawet niepalących,
        którzy zawsze idą sobie postać z palącą ekipą, bo zwyczajnie mogą sobie miło
        czas z nami spędzić.

        Pozdrawiam.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka