Gość: katherine
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.07.07, 21:00
W piątek oświadczyłam mojemu pracodawcy, że się rozstaniemy... Nie, nie
dostałam lepszej oferty. Właściwie, na dzień dzisiejszy zostałam bez środków
do życia z kredytem mieszkaniowym na 30 lat...
Pamiętam, jak dokładnie rok temu przyszlam do tej pracy. Jako "asystentka
dyrektora". Szczęśliwa, młoda, pełna zapału. Pilnie uczyłam sie systemu
firmy, jej zasad, sposobu działania. Poświęcałam cały swój wolny czas, nie
prowadziłam życia osobistego-wszystko po to, aby jak najlepiej i najszybciej
załapać "z czym to się je".Za 1000 PLN netto na miesiąc. Starczało na
opłacenie wynajmowanego pokoiku w mieszkaniu ze współlokatorką, telefon i
tanie żarcie na wyprzedażach. Do pracki miałam dwa eleganckie kompleciki-na
zmianę. Tyrałam jak wół-Prezes zauważył, że ze mnie to będzie żyła złota i po
4 miechach dostałam stanowisko Dyrektora Zarządzającego wszystkich oddziałów
jego firmy. Prezesik mój zaczął niepojawiać się w firmie a ja ciągnełam cały
biznes. Byłam na każde jego pierdnięcie, na każdy telefon. Potrzebował mnioe
w oddzialre w innym mieście - wsiadałam w pociąg i jechałam. Nagła sprawa w
firmie-potrafiłam się tam zjawić w 20 minut. Jak zabierał pieniądze z kasy a
w toaletach nie było papieru toaletowego-kupowałam za swoje pieniądze. Jak
nie dojechał z wypłatą dla reszty pracowników-jeśli to były niewielkie kwoty,
wypłacałam ze swoich. Moja pensja tylko raz na konto wpłynęła na czas. Brałam
udział w jego ciemnych inetresach, fałszowałam conieco. No dosłownie WSZYSTKO
dla niewgo i dla firmy. Za 1400 na rękę. W kmońcu Prezesikowi zaczęło odbijać-
powprowadzał jakies blokady na program obsługujacy nasza firmę,deklarował, ze
załatwi jakąś megaważna sprawę a potem okazało się że nie kiwnął nawet
palcem. Jak mu zgłaszłam, że komputer się dziwnie zawiesz - nie zrobił nic aż
spłonął dysk ze wszystkimi danymi. Nowe kopmpy kupił po miesiącu, nie
pojechał do informatyka odzyskać danych tylko ja kosztem swojego urlopu
zimowego wklepywałam wszystko do systemu. Po godzinach - za freeee. Nie
dostałam za to ani złotówki. Kiedy widzział, że powoli siadają mi baterie -
wyskakiwał z czymś miłym-mówił mi po prostu to, co chciałam usłyszeć. Żed
jestem super, jego Pani Dyrektor, że bede w firmie do końca życia, w ramach
systemu motywacyjnego zafundował mi 6000 wizytówek (że niby co ja mam się
nimi wyżywić?). Kupił karnet do ośrodka SPA na basen z siłownią i sauną - nie
wziął tylko pod uwagę, że po 1)nie miałam czasu z z niego skorzystac bo
zapier.... dnie i noce w firmie, po 2 ) w okolicach 20 każdego miesiąca
miałam światłow lodówce i nie stac mnie było nawet na bilet aby do owego
ośrodka dojechać. Ze współlokatorką też miałam przeboje, więc zaczęłam mu
napomykać, że potrzebuje mieszkania-słyszałam, że dużo firm wynajmuje
mieszkanka swoim pracownikom i wrzuca to w koszty. A on nic-zero reakcji,
nic. W międzyczasie poznałam fantastycznego faceta i na pół wzięlismy kredyt
na mieszkanie (pochłania połowę mojej pensji, a gdzie inne wydatki typu:
rachunki, żarcie, chemia, ubrania). Tyrałam nadal jak niewolnik, Prezesik nie
bywał w firmie, opóźniał sie z wypłatami ale nie z powodu kłopotów firmy z
ciągłością finansową trylkow związkuz budowa przez Prezesika domu wielkiego
600m2, którym chwalił się na prawo i lewo. Do tego wszystkiego dochodziły
konflikty w moim facetem że tylko firma żyję, że zero luzu, że zamykam drzwi
i nadal myślę i gadam o firmię, uprawiając sex i myślę i gadam o firmie i
ogólnie paranoja. Aż w tamtym tygodnie zapowiedziała się kontrola w związku z
pewnym projektem (dokumentacja sfałszowana przeze mnie na polecenie Prezesa),
Posrałam się totalnie ze strachu i stwierdziłam, że tego jush za wiele!!! NIE
ZA TAKĄ KASĘ!!! Powiedziałam mu o tym przez telefon, że się rozstaniemy.
Przez telefon, bop zapowiedział się, ze go znowu w firmie nie będzie bo cos
mu wypadło...Powiedziała - i co usłyszałam? "OK". Powiedział "OK". Jednak coś
go ruszyło, bo za 20 minut zajechał furą pod wrota firmy. Zaczął ciągnąc mnie
za język, że o co mi chodzi (a właściwie "nam", bo od wrzesnia 2006 z biur
firmy odeszło 10 osób) itede. Powiedziałam mu co mi lezy na duszy - jak
kumplowi, bo zalezy mi, aby jego firma funkcojowała jak nalezy. Bez stresu,
bez emocji wyrzuciłam wszystko z siebie. Znnów zaczął puszczać bakjer, mówić
to co chciałabym usłyszeć - ale sie nie dałam. Na koniec
powiedziałam: "Wiesz, P. (bo jesteśmy na "Ty"),dużym argumentem jest też
kasa - wyobraź sobie, że twoja pani dyrektor zarządzająca pod koniec miesiąca
nie ma co do gara włożyć." A wiecie co on nan to? Że o jejku, rzeczywiście,
że jak nie starcza to trzeba iśc tam gdzie mi zapłaca 2000-2500 na rekę.
Powiedzieliśmy sobie "cześć" a po weekendzie mieliśmy sie spotkac aby
rozwiązac ta sprawę. I krótka piłka - miesięczny okres wypowiedzenia, teraz
poszłam na urlop, wracam do pracy po urlopie na 9 dni aby wszystko mu
poprzekazywać i od 1 wrzesnia jestem bezrobotna.
Mój stan psychiczny jest fatalny. Nie szukam pracy bo nie chcę jush pracować
dla kogoś. Bo oddam znowu całe życie a nic nie otrzymam w zamian. Bo kiedy na
początku jako asystentka pracowałam po 14 godzin za 1000 netto to łudziłam
się, że to kiedyś się zwróci, że jest sens, że na pewno jestem warta więcej
tylko trzeba dać z siebie maxa. A tu lipa-czuje sie taka-przepraszam-
wyru..a... Na razie ciągle powtarzam sobie, że on był moim ostatnim szefem.
Nie wiem, co bedzie dalej, nie wiem. Boję się...Tak bardzo sie boję...