halinka1234
25.07.07, 16:42
W swoim życiu odbyłam kilkadziesiąt rozmów rekrutacyjnych.
Jedne były pełne profesjonalizmu inne zaś - śmiechu warte.
Np. ostatnia z tego tygodnia.
Poważna placówka naukowa.
Przybyłam na umówioną godzinę, "panienka" z recepcji wskazała mi miejsce gdzie
moge poczekać, za kilkanaście chwil zaprosiła mnie do jednego z pokoi.
Jakież było moje zdziwienie kiedy okazało się, że to własnie ona z jeszcze
jedną dziuńdzią, ubrane w chińskie bluzeczki po 5 pln, będą mnie "przepytywać".
Cała rozmowa nie trwała dłużej niż 5 min. Zabrakło "Paniom" inwencji twórczej.
Parę lat temu, coś mi strzeliło do głowy i chciałam zostać kierownikiem
ekskluzywnego salonu z odzieżą.
Zaprosili mnie na rozmowe do jedynego sklepu tej marki w mieście. O umówionej
godzinie stawiłam sie pod owym sklepem i co ujrzałam? - kolejke jak po mięso w
PRL-u.
Widać takich co im odwaliło było więcej - pomyślałam sobie.
Tak więc ustawaiłam sie w tej kolejce, wreszcie przyszła moja kolej.
Tzn. usłyszałam tymi słowy: "next please", że nadeszła moja kolej.
Ok myśle sobie, brnijmy w tę komedię dalej.
Weszłam do środka, na wielkich sklepowych fotelach siedział równie wielki
właściciel marki (polak jak się później okazało) ze swoją świtą.
W gębie trzymał wielkie cygaro.
Cv czytał na "bieżąco" tzn. przy mnie, 2 standardowe pytania i "next please" :D
Jak się później okazało moj kumpel załapał się na to stanowisko. Harował
niemalże 24/24, a pieniądze były b. niskie jak na taką odpowiedzialność.
Jeśli macie podobne "przygody" napiszcie, pośmiejemy się przynajmniej :)