Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej ...

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.07, 14:25
    Super ja tez sie wybieram do NZ nie zamierzam tu dłużej siedzieć w kraju bo
    mam ambicje na lepsze życie a takiego oczekuje w NZ.
    Obserwuj wątek
      • Gość: Radek1971 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 14:55
        Bo ten kraj obok Australii jest spelnieniem marzen dla kazdego Polaka. Obecnie
        mieszkam i pracuje w Australii, ale przez trzy lata jednak pracowalem w New
        Zeland i moge to tylko potwierdzic. Trzy cztery dni w tygodniu nurkowanie po
        pracy odmienia ludzkie zycie. Przyznam sie Wam, ze choc jestem tylko do konca
        wakacji w Pl na urlopie i odwiedzamy z zona znajomych i rodzine to juz tesknimy
        za antypodami. Przyjezdzajcie a sami sie przekonacie
        Radek Staszewski
        • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 21:16
          > Bo ten kraj obok Australii jest spelnieniem marzen dla kazdego Polaka.

          Bzdura, ja wyjechalem, tak jak Baska i Piter, jak Tomek i Gabryska, jak tysiac
          piecet innych ludzi bo mieli dosyc NZ...Spelnilo mi sie ino to zem zaplanowal ze
          opuszcze i zem opuscil...NZ nie jest moim marzeniem ani na troche, zona moja ma
          podobne koszmary po pobycie w tym dobrobycie...

          > Obecnie mieszkam i pracuje w Australii, ale przez trzy lata jednak pracowalem
          w NewZeland i moge to tylko potwierdzic. Trzy cztery dni w tygodniu nurkowanie
          po pracy odmienia ludzkie zycie.

          w NZ mieszkalem ponad 6 lat, na obu wyspach, zarabialem calkiem niezle ale to
          zeby ktos nurkowal po pracy cztery dni w tygodniu to pierwsze slysze, dosc
          kosztowna zabawa, no chyba zes na obiad lapal skorupiaki przy brzegu i to
          nazywasz nurkowaniem...czy mozesz napisac dlaczego pracujesz w Australii skoro
          NZ to takie marzenie?

          > Przyznam sie Wam, ze choc jestem tylko do konca
          > wakacji w Pl na urlopie i odwiedzamy z zona znajomych i rodzine to juz tesknimy

          Za czym? za tym ze w NZ sie nie lapia na takie banialuki bo sa rownie "obyci i
          swiadomi" czy tez dlatego ze kiwus ignoruje to co sie do niego mowi i przytakuje
          z usmiechem na twarzy a masz wrazenie jakby sluchal???? Moze tesknisz do
          Australii a nie NZ? Jakbym mial do czegos tesknic to niewatpliwie do
          Australii...szczegolnie do Melbourne bo tam jest dobre jedzenie...Obecnie jestem
          w PeReLu tak jak i Ty i wcale sie nie musze cichaczem przyznawac do tego, zadna
          ujma zem pozostawil dobrobyt i zamienilem na PeReLa, jestem nieslychanie
          zadowolony, a odpoczywam od NZ w sposob niewymierny tak psychicznie jak i
          fizycznie...lepiej nie moze byc...W Sopocie bardziej sie ubawilem wczoraj jak w
          calym Nz przez szesc lat a zareczam zem se nie zalowal ani czasu ani pieniedzy
          podczas mojej katorgi nowozelandzkiej...
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 04:26
            cashoob napisał:

            > w NZ mieszkalem ponad 6 lat, na obu wyspach, zarabialem calkiem niezle

            jesli zarabiales calkiem niezle, to czemu przez 6 lat nie dorobiles sie tej
            plazmy, wlasnych mebli i opowiadasz o kredytach, dlugach.. czy tego sprzetu do
            nurkowania?

            > ale to
            > zeby ktos nurkowal po pracy cztery dni w tygodniu to pierwsze slysze, dosc
            > kosztowna zabawa, no chyba zes na obiad lapal skorupiaki przy brzegu i to
            > nazywasz nurkowaniem...

            chcialbym Cie poznac z kilkoma osobami, ktore przyjechaly tu z Polski i czesto
            nurkuja (oczywiscie latem czesciej), wedkuja (a potem musimy jesc te biedne
            pstragi :)), uprawiaja sporty ekstremalne i nie ma weekendu, zeby siedzieli w
            domu. a po pracy? znam przypadki, ktore po pracy ida powisiec na scianie i nam
            przypadki, ze ktos nurkuje po pracy, jesli jest jasno. co jest kosztownego w
            piance, butli i kilku gadzetach, gdy ktos kocha nurkowanie?
            ja kocham kino i wydaje na to stosunkowo duzo pieniedzy (tylko w ostatnim
            tygodniu bylismy 3 razy w kinie, czesto tez kupuje filmy, pamietasz jeszcze
            ceny filmow w NZ? zauwazyles, ze nie ma filmow z "Pania Domu" czy innym
            czasopismem?)
            zona kolekcjonuje buty i tez jej nie powstrzymuje, gdy kupuje jakies moim
            zdaniem kompletnie niepotrzebne :) rob sobie to, co najbardziej lubisz, ale nie
            opowiadaj, ze nurkowanie jest drogie w NZ, bo w takim razie obracam sie wsrod
            bogatych imigrantow z Polski, ktorych stac na taki drogi sport.
            boje sie tylko, ze jesli napisze, iz w pracy organizowalismy zawody z
            minigolfa, to zaraz mi powiesz, ze nie mozna kupic kija za kilka dolarow w
            kazdym Warehouse i ze to sport dla snobow :)
            Jak bedziesz kiedys przypadkiem w Wellington, to zapraszam na kawe (nie musisz
            przynosic wlasnej butelki wina, cos sie znajdzie) - zorganizujemy dla Ciebie
            male spotkanie panelowe, zebys mogl zapoznac sie z mozliwosciami, jak znalezc
            czas i pieniadze, zeby robic to, co sie lubi i nie jesc przy tym "kielbasy dla
            psow".

            > Za czym? za tym ze w NZ sie nie lapia na takie banialuki bo sa rownie "obyci i
            > swiadomi" czy tez dlatego ze kiwus ignoruje to co sie do niego mowi i
            > przytakuje z usmiechem na twarzy a masz wrazenie jakby sluchal????

            OMG.. ja pracuje z ludzmi z calego swiata i nigdy mi sie nie trafilo, zeby ktos
            mnie tak traktowal. moze dlatego, ze zadbalem o to, zeby raz w tygodniu z
            kazdym porozmawiac. wiesz.. po jakims czasie nie gadasz o pogodzie, tylko
            okazuje sie, ze sa to bardzo otwarci i zyczliwi ludzie. dotychczas chyba raz z
            zona natknelismy sie na osobe, ktore nie ukrywala dezaprobaty wobec imigrantow,
            ale byla to wiekowa, podchmielona ekscentryczka, ktora robila rozne szopki, a
            ze widzielismy ja raz w zyciu na przyjeciu u znajomego, mozna to jakos przezyc,
            szczegolnie, ze bardzo nas przepraszal za jej zachowanie.

            > Jakbym mial do czegos tesknic to niewatpliwie do
            > Australii...szczegolnie do Melbourne bo tam jest dobre jedzenie...

            Melbourne czyli siostrzane miasto Auckland.. ostatnie, do ktorego wpuszczaja z
            wyzszymi punktami w Australii.. no ciekaw jestem, co bedziesz pisal za rok lub
            6 lat :) W PL jestes na wakacjach? Wracasz do Melbourne? czy tam tez bedziesz
            fotografowal smiecie w rynsztoku, zeby pokazac wszystkim, jaki to syf?

            > W Sopocie bardziej sie ubawilem wczoraj jak w
            > calym Nz przez szesc lat a zareczam zem se nie zalowal ani czasu ani pieniedzy
            > podczas mojej katorgi nowozelandzkiej...

            To wlasnie jest najwazniejsze. kazdy zyje, pracuje i bawi sie tam, gdzie
            docenia zalety zycia. ja np. w Sopocie nie bawilbym sie tak dobrze i wybralbym
            inna lokalizacje na zimowe wakacje :)
            • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 18:36
              ...powiem ci kolego przesympatyczny tak: pan AUTOR tez mnie prosil zebym sie
              pochwalil jak mi dobrze bylo w NZ ze zdjeciami wlacznie, podalem mu link do
              strony swojej i powiedzialem ze moze se zdjecia uzyc jakie mu sie podobaja,
              podalem tez emaile do ludzi ktorzy NZ opuscili dla rownowagi w
              tekscie...podalem imie KASZUB i zyczylem powodzenia...nie mialem ambicji zeby
              pokazywac swoja twarz w gazecie i opiewac dobrobyt jaki mam pod niebiosa, Mama
              moja by sie nie zachwycila czytajac te bzdury...nigdy nie bylem typem
              chwalipiety...nigdy tez nie mialem potrzeby zeby ludziom na sile udawadniac jak
              mi dobrze, nie nawidze pozerow, spiewcow piesni, klamcow, spolecznikow oraz
              czarownic sredniowiecznych, nie lubie Ryccyka i Kaczorow rowniez, szantazu
              emocjanalnego nie trawie tez...moje piania antyzelandzkie wziely sie z tego ze
              znam paru ludzi ktorzy stracili majatek na wyjezdzie do NZ, ci ludzie tez
              sprzedali majatek w Polsce tak jak ty to zrobiles i przyjechali do NZ...po roku
              lub dwoch kiedy juz nic nie mogli zrobic, wrocili do kraju zrujnowani czesto na
              ulice, znam tez tych co wiali do Australii jak pocisk i plakali ze szczescia ze
              NZ pozostaje za nimi...tez posiadam taki maly problem zyciowy ze nie zachwycam
              sie jak malpa swiecidelkiem i nie lykam psychologicznej reklamy i kitu
              pszczelego jaki mi sie leje na oczy, problemem mym tez jest to ze slucham
              Slayera i Vadera i kocham Mandaryne "z Sopotu"...patrze w miare trzezwo na swiat
              i rozumiem co widze, skoro widze ze w NZ wcale mi nie jest lepiej jak w PL to po
              kiego mam spiewac pod niebiosa ze mi dobrze? rodziny nie zachwyce a koleszkom
              nie musze sie chwalic...wiem ze wielu jednak Polaczkow ma takie potrzeby jak Ty
              i kochaja byc slawni...zycze wiec szczescia w NZ...powiem tez ze wcale nie
              zrobiles furory przed kolegami...po postach odnioslem raczej wrazenie ze teraz
              polewaja pod stolami a na stolowce podczas obiadu jestes punktem wieczoru...
              Kasy w NZ odbilem po szesciu latach i dlatego mnie juz tam nie ma...obiecalem ze
              wydoje nz jak ona mnie i w ten sposob zakoncze swoje meczarnie w tym
              miejscu...zeby bylo smieszniej gdybym do NZ wcale nie przyjechal to bym nie
              musial dlugu w PLu splacac latami...no i wtedy bym tak dlugo tam nie musial
              siedziec...dlug splacilem...odrobilem po kilkokroc co stracilem i wyjechalem...i
              w zyciu juz tam nie wroce...zeby uscislic z pracy na pensji w zyciu bym kasy nie
              zarobil...gdybym dvd kupowal to pewnie tez...i dziekuje bogu ze sie wycofalem w
              pore z nieruchomosci bo teraz bym mial po raz kolejny kosmiczny procet na
              kredycie na 30 lat...pozdrawiam...dam ci jednak dobra rade...nie rob tego bledu
              jaki ja zrobilem na samym poczatku bycia w NZ i "nie chwal dnia przed zachodem
              slonca"...milego dnia...
              • Gość: Obiektywizm Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 21:57
                Nie wiem czemu odnosze wrażenie, ze nawet ćwierć-inteligentna jednostka nabierze sporych podejrzeń co do obietywności tego tekstu. Całość jest w związku z tym średnio wiarygodna, choć nie twierdzę, że opisane doświadczenia tych konkretnych osób są nieprawdą. Proponowałbym dla równowagi opisać doświadczenia osoby, której się nie do końca udało.

                Jeśli podajecie koszty życia w dolarach NZ, to podajcie też w tychże zarobki. To trochę tak jakby mówić, że chleb w UK kosztuje 5 złotych, czyli około 90p. Strasznie dużo, tylko nie na warunki brytyjskie.
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:08
                  Gość portalu: Obiektywizm napisał(a):

                  > Nie wiem czemu odnosze wrażenie, ze nawet ćwierć-inteligentna jednostka
                  nabierz
                  > e sporych podejrzeń co do obietywności tego tekstu. Całość jest w związku z
                  tym
                  > średnio wiarygodna, choć nie twierdzę, że opisane doświadczenia tych konkretny
                  > ch osób są nieprawdą. Proponowałbym dla równowagi opisać doświadczenia osoby,
                  k
                  > tórej się nie do końca udało.

                  to znaczy co? promowac kogos, kto narobil sobie dlugow, bo wolal kupowac piwo
                  Zyciwec ($7 za butelke), niz importowane piwa z calego swiata, ktore kosztuja
                  od $1 do $5 za butelke? kogos, kto nie kupilby nic innego, bo tylko polskie
                  ptasie melczko za $25 daje mu szczescie? ja wolalbym isc na meksykanska Corone
                  do pubu za $6 i kupic sobie garsc innych slodyczy i nie wydac na to 1/3 tego,
                  co teskniacy kazdego dnia za Polska emigrant. jesli ktos 6 lat mieszka i
                  placze, ze sobi enie radzi, bo "rudera kosztuje $400 za tydzien", to ja sie
                  zastanawiam jak on to robi, bo a) widzialem mieszkanie Kaszuba i jego zony na
                  zdjeciach. jesli za to placili $400, to tylko pogratulowac b) gdybym wynajal
                  domek za $400 w okolicach Wellington i nazywal go rudera, to koledzy z pracy
                  zastanawialiby sie, jak nazwalbym ich mieszkania przy czynszu $200-300..

                  > Jeśli podajecie koszty życia w dolarach NZ, to podajcie też w tychże zarobki.

                  przeczytaj artykul. masz tam korelacje przykladowych cen i przykladowej pensji.
                  zarobki nie sa tajemnica w NZ. wystarczy, ze wejdziesz na www.seek.co.nz i
                  poczytasz oferty pracy. zobaczysz zarobki.

                  T
                  > o trochę tak jakby mówić, że chleb w UK kosztuje 5 złotych, czyli około 90p.
                  St
                  > rasznie dużo, tylko nie na warunki brytyjskie.

                  Prosze. Jeszcze raz. Np. zarabiasz $25 na godzine netto, a w Polsce 25 zl
                  netto - czyli na ile biletow do kina zarabiasz? W Wellington obejrzysz film za
                  9-14 dolarow, czyli w godzine zarobiles na bilet dla siebie, osoby
                  towarzyszacej.. i stac Cie jeszcze na lody. Idac do kina np. Embassy mozesz
                  wybrac drozsze miejsca po 14 dolarow i kupic sobie piwo lub lampke wina za
                  dodatkowe $5 i wejsc z nim na sale, ktora ma specjlane stoliki miedzy fotelami
                  (jesli w Warszawie bedzie tak fajnie, bede sie cieszyl, ze wreszcie i tam jest
                  normalnie). W innym kinie (paramount) za to samo masz dwuosobowe kanapy, gdzie
                  mozesz w parze ogladac film, jak w domu na kanapie, tez oddzielone stolikami,
                  gdzie postawisz talerzyk po ciastku albo kieliszek wina lub piwo.
                  Jesli masz ochote, mozesz tez isc do najdrozszego kina za 30 dolarow (golden
                  lounge w reading cinema), gdzie w malej kameralnej sali, w wygodnym fotelu
                  lotniczym z podnozkiem zjesz przekaske i wypijesz drinka, ktory jest w cenie.

                  a teraz mi powiedz, ile trzeaba w Warszawie zarobic, zeby dwie osoby poszly do
                  kina i obejrzaly film takich warunkach. moze sie myle, ale w Polsce nie
                  wpuszczaja do kina z alkoholem (wejdz na strone stadionu narodowego w
                  Wellington i poczytaj, w ilu miejscach NA KORONIE stadionu mozna kupic piwo lub
                  wino i nikt nie wyrywa lawek, nie ma szalikowcow, itp. mozna? mozna)

                  nie trzeba pytac o ceny i pensje, bo sa dostepne w internecie.
                  a wyszukanie ich zajmuje minute.

                  jeszze cos o "obiektywizmie". trudno, zeby osoby opowiadaly o swoich
                  doswiadczeniach "obiektynie". nie wszyscy beda mieli taki sam poziom, po tym
                  samym czasie. czasem trzeba sie pomeczyc rok czy dwa. wszystko zalezy od
                  indywidualnych warunkow. nasz budzet jest na srednim poziomie w stosunku do
                  znajomych, ktorych tu poznalismy czyli mozna sobie pozwolic na wiecej w
                  niektorych przypadkach i mozna wpasc w dlugi, jak Kaszub.
              • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 01:39
                > ...powiem ci kolego przesympatyczny tak: pan AUTOR tez mnie prosil zebym sie
                > pochwalil jak mi dobrze bylo w NZ ze zdjeciami wlacznie, podalem mu link do
                > strony swojej i powiedzialem ze moze se zdjecia uzyc jakie mu sie podobaja,

                rozumiem, ze pieklisz sie, iz nie zostales wydrukowany? moze dlatego, ze nie
                miales nic ciekawego do powiedzenia na temat pracy i zycia w NZ?

                > podalem tez emaile do ludzi ktorzy NZ opuscili dla rownowagi w
                > tekscie...podalem imie KASZUB i zyczylem powodzenia...nie mialem ambicji zeby
                > pokazywac swoja twarz w gazecie i opiewac dobrobyt jaki mam pod niebiosa, Mama
                > moja by sie nie zachwycila czytajac te bzdury...nigdy nie bylem typem
                > chwalipiety...

                to nie jest chwalenie sie, tylko opowiadanie, jak mozna sobie ulozyc normalne
                zycie w troche innej rzeczywistosci. szczerze Ci powiem, ze mialbym o wiele
                wiecej do opowiedzenia - ksiazke kiedys opublikuje, ale niekoniecznie w taki
                sposob.

                > moje piania antyzelandzkie wziely sie z tego ze
                > znam paru ludzi ktorzy stracili majatek na wyjezdzie do NZ, ci ludzie tez
                > sprzedali majatek w Polsce tak jak ty to zrobiles i przyjechali do NZ.. po
                roku
                > lub dwoch kiedy juz nic nie mogli zrobic, wrocili do kraju zrujnowani czesto
                na
                > ulice, znam tez tych co wiali do Australii jak pocisk i plakali ze szczescia
                ze
                > NZ pozostaje za nimi...

                przykro mi, ze nie udalo im sie odnalezc w NZ. czy w zwiazku z tym nalezy
                skreslic NZ z mapy swiata? ja znam przypadek czlowieka, ktory wyjechal z
                Polski, bo jako absolwent wyzszej uczelni zarabial kilkaset zlotych w Polsce, a
                juz najmniej wyobrazal sobie zycie wsrod wszechpatriotow ze swoja zona, ktora
                jest Chinka. kazdy ma swoje powody. moim powodem bylo brak wizji mieszkania w
                chorym kraju z choruym spoleczenstwem, ktore np. widzi cos "luksusowego" jako
                powod do chwalenia sie, ze ktos sobie urzadzil mieszkanie albo kupil pojazd, co
                ma 4 kola i pozwala zawiezc Cie, gdzie chcesz spedzic weekend. chwalenie sie?
                czym? jak bede na liscie 10 najbogatszych ludzi swiata, napisze bestseller,
                otrzymam jakas nagrode uznawana na calym swiecie, to moze bede mial powod, zeby
                sie pochwalic, ale to, ze urzadzilem sobie normalne zycie? ja chyba jestem z
                innego matrixa...


                > i rozumiem co widze, skoro widze ze w NZ wcale mi nie jest lepiej jak w PL to
                p
                > o
                > kiego mam spiewac pod niebiosa ze mi dobrze?

                to po co czekales 6 lat na ten kiwuski paszport, skoro Ci tak bylo zle? trzeba
                bylo wrocic i robic oszalamiajaca kariere w Polsce, a nie prowdzic propagande
                na rzecz skreslenia NZ z mapy swiata, bo narobiles dlugow. znam ludzi, ktorzy
                zarabiaj tu mniej, niz Ty i sa szczesliwsi tylko dlatego, ze nie musza mieszkac
                w kraju dresiarzy i rownania w dol.

                > rodziny nie zachwyce a koleszkom
                > nie musze sie chwalic...wiem ze wielu jednak Polaczkow ma takie potrzeby jak
                Ty

                buchacha.. moja rodzina pukala siw czolo, ze porzucam wygodne zycie w Polsce
                dla nieznanego. nie musze i nie mam sie czym chwalic, bo to o czym mowie, jest
                normalne, a nie luksusem. posiadanie samochodu z radiem, mebli czy pozwolenie
                sobie na hobby po godzinach nazywasz "chwaleniem sie". widze, ze nigdy nie
                wyjechales z Polski.. cialem moze tak, ale duchem nie bardzo.

                > i kochaja byc slawni...zycze wiec szczescia w NZ...

                slawni? hehe Ty chyba jestes slawniejszy patrzac na to forum :)
                dziekuje, szczescie juz mam. Tobie go najwyrazniej brakuje.

                > powiem tez ze wcale nie
                > zrobiles furory przed kolegami...po postach odnioslem raczej wrazenie ze teraz
                > polewaja pod stolami a na stolowce podczas obiadu jestes punktem wieczoru...

                o to na pewno. skoro mowili, ze jade zbierac owoce albo wypasac owce, mysle, ze
                tak samo maja to gdzies, jak fakt, co ja sadze o swiatku, ktory sobie zbudowali
                na swoich przekretach i gnojeniu ludzi.

                > Kasy w NZ odbilem po szesciu latach i dlatego mnie juz tam nie ma...obiecalem
                z
                > e
                > wydoje nz jak ona mnie i w ten sposob zakoncze swoje meczarnie w tym
                > miejscu...zeby bylo smieszniej gdybym do NZ wcale nie przyjechal to bym nie
                > musial dlugu w PLu splacac latami...no i wtedy bym tak dlugo tam nie musial
                > siedziec...dlug splacilem...odrobilem po kilkokroc co stracilem i
                wyjechalem...


                co ja mam Ci na to powiedziec? jestes doroslym facetem, odpowiedzialnym za
                siebie i swoja rodzine. to, jak sobie urzadziliscie zycie, zalezy tylko od was.
                jak sobie poscieliles, tak sie wyspales. czy to powod, zeby opowiadac, ze w NZ
                nurkowanie jest dla wybranych? :) czlowieku. naprawde mi przykro, ze nie stac
                Cie bylo na normalne zycie i kazdego dnia marzyles o Australii albo powrocie do
                Polski. widac NZ nie byla dla Ciebie.

                > i
                > w zyciu juz tam nie wroce...zeby uscislic z pracy na pensji w zyciu bym kasy
                ni
                > e
                > zarobil...gdybym dvd kupowal to pewnie tez...i dziekuje bogu ze sie wycofalem
                w
                > pore z nieruchomosci bo teraz bym mial po raz kolejny kosmiczny procet na
                > kredycie na 30 lat...pozdrawiam...dam ci jednak dobra rade...nie rob tego
                bledu
                > jaki ja zrobilem na samym poczatku bycia w NZ i "nie chwal dnia przed zachodem
                > slonca"...milego dnia...

                nie chwal dnia? ja juz przezylem tu 362 dni.. i powiem Ci, ze tui, delfinow,
                pohutukawa, glow worms, wai-o-tapu i wielu rzeczy, ktore tu w tym czasie
                zobaczylem, nie kupilbym na zadnej promocji w supermarkecie. nie kupilbym tez w
                Polsce faktu, ze w czasie lunchu moge isc na waterfront i zjesc kanapke z zona
                na swiezym powietrzu oraz tego, ze po pracy mozemy kupic cos na wynos i skoczyc
                do island bay na ogladanie zachodu slonca na niepolamanej lawce, przy placu
                zabaw, gdzie sa dzieci z rodzicami, a nie banda dresiarzy z wodka i gdzie jest
                grill publiczny, ktory w Polsce nie stalby ani minuty, szczegolnie, ze gaz w
                nim jest za darmo.

                raj? nie. normalnosc juz predzej.
                • Gość: Maz Chinki Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.dickerdata.com.au 01.08.07, 03:04
                  Heh, akurat ja jestem czlowiekiem, o ktorym MP napisal (tzn. ten zonaty z
                  Chinka). Artykul jest rzeczywiscie troche jednostronny, ale to chyba byl zamysl
                  jego autora. Kiedys pewien polski rezyser nakrecil film o Australii i
                  przedstawil Polakow, jako narod umeczony i zawsze ciezko pracujacy. Co ciekawe,
                  ten sam pan rezyser robil moje zdjecia w wielkiej korporacji i wypowiedzi na
                  ten temat, ale tego juz do filmu nie puscil. Wiec jak widac, takie szachowanie
                  informacjami to u dziennikarzy/tworcow rzecz normalna.

                  Mieszkam w Australii ponad 3 i pol roku, jestem bardzo zadowolony, a do NZ chce
                  sie w koncu wybrac (ale tylko na wycieczke), bo nigdy nie znalazlem na to
                  czasu. :) I potwierdzam - Australia to tez nie raj. To po prostu normalnosc -
                  cos czego nie ma w Polsce. Tyle mi wystarczy. Raju nie potrzeba.

                  Aczkolwiek zgadzam sie z jednym z wpisow, ze jeden bedzie szczesliwy siedzac w
                  PeeReLu, inny w Australii, jeszcze inny w Nowej Zelandii. Ile ludzi tyle
                  opinii.
                  • Gość: Maz Chinki Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.dickerdata.com.au 02.08.07, 02:15
                    > jesli za piec lat mi napiszesz ze masz kupiony
                    > dom za gotowke...masz wszysko w domu za gotowke...
                    >i masz dodatnie konto to uznam ze sie pomylilem...

                    Wy tam w Polsce zyjecie w jakims wyimaginowanym swiecie. Caly swiat kupuje domy
                    na kredyt, poniewaz banki robia wielki biznes na pozyczkach mieszkaniowych i
                    hipotekach. Nic wiec dziwnego, ze Polacy tego nie rozumieja, bo wam sie wydaje,
                    ze jest takie miejsce na swiecie, gdzie pojedziesz, odlozysz gotowke w ciagu 5
                    lat, w tym czasie ceny mieszkan nie pojda w gore i kupisz sobie super
                    mieszkanie.

                    Oczywiscie, moge pojsc taka droga - oszczedzac 5 lat tu w Oz i odloze okolo 120
                    tysiecy dolarow. Za to sobie kupie mieszkanie, ale daleko od miasta w arabskiej
                    dzielnicy, a to mnie nie interesuje. Wlasnie dlatego wezme kredyt, a jego
                    splata bedzie niewiele wyzsza od tej, ktora place za wynajem. Wezme kredyt na
                    30 lat, ale pokombinuje tak, aby splacic go w 10 - 12 lat. Dzieki temu, cena
                    mojej posiadlosci bedzie sie podobnie zachowywala, jak ceny innych posiadlosci
                    i po tych 10 - 12 latach odczekam powiedzmy ze 2 - 3 lata i zamienie sobie
                    mieszkanko na apartament drozszy o okolo 100 tysiecy. Niemozliwe? Chyba jednak
                    mozliwe i jakos nie widze tej wielkiej biedy i wielkich dlugow.

                    > ale jesli mi napiszesz ze masz dom na kredyt na 30 lat...masz
                    >5 kart Visa z dlugiem...zyjesz z tygodnia na tydzien...i placzesz
                    >jak nagle stracisz prace bo masz zero kasy na koncie i debet na
                    >1000 baksow to wtedy powiem zes nastepny patyk co do NZ
                    >przyjechal i dal sie zlapac na zludzenie dobrobytu...

                    Nie tylko, ze nie rozumiecie w Polsce kwestii brania kredytu mieszkaniowego,
                    ale jeszcze nie rozumiecie, jak sie uzywa karty kredytowej i wydaje wam sie, ze
                    kazdy jest glupi i zadluza sie ile wlezie. No ale czego oczekiwac od trzeciego
                    swiata (w kwestii gospodarki).

                    Jak korzystasz madrze z karty kredytowej, to tylko na niej zarabiasz. Robisz
                    zakupy na owa karte i w ciagu 'interest free period', ktora w Australii wynosi
                    55 dni splacasz caly dlug. Zatem nie ma zadnych odsetek, za to zarabiasz
                    punkty, ktore spokojnie kolekcjonujesz i np. mozesz uzbierac na jakis talon do
                    sklepu czy zamienic na punkty w Quantas Frequent Travel. Ale do tego trzeba to
                    rozumiec.

                    Oczywiscie, jak sie nie umie z tego korzystac, to sie popada w dlugi i
                    sytuacja, o ktorej piszesz, nastepuje. Dlatego wlasnie karta kredytowa i kredyt
                    mieszkaniowy sa jak Media Markt - nie dla idiotow.

                    >co smieszniejsze powiem ze jestes KIWI...

                    Lepsze to niz byc Polakiem. A zwlaszcza prawdziwym Polakiem, czyli
                    wszechpolakiem.
              • Gość: olej Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.core.lanet.net.pl 03.08.07, 13:38
                powiem ci kaszubie, że wszystko się zgadza, a mianowicie to że po prostu nie
                mogłeś tam zostać! jestes do bólu Polakiem w złym tego słowa znaczeniu. Nie
                pasujesz tami do wielu innych wyspiarskich klimatów. Każde, ale to każde
                pojedyncze Twoje zdanie świadczy o jakiejś głębokiej frustracji i braku
                akceptacji siebie i wszystkich dookola. Hodujesz jakąś urazę. Doceniam tu inne
                wypowiedzi ludzi którzy zapraszają i nie poddają się emocjom. Jeśli wolisz
                polski szynk z lepiącym się od piwa stolikiem to Twój wybór, ale naprodukowałeś
                się tych postów jak psychopata. Daj już spokój.
                Jaki Ty masz zawód, co Ty robisz? Może to jest powód?? Po co Ty tam jechałeś.
                No jak to po co. Po pieniądze!!! Gratulacje. To jest właśnie to sybirackie
                echo. Twoja ciekawość ludzi i świata ma w Twoich wypowiedziach poziom zero.
                Jestes dla mnie chodzącym negatywem. Odmianą Polaka który jadąc za granicę
                podnieca się WYŁĄCZNIE PORÓWNYWANIEM CEN. Ja mieszkałem w różnych miejscach i
                naprawdę nie miało dla mnie znaczenia że to piwo kosztuje 137,5% względem ceny
                polskiego i że tu pracując 12,7 dnia kupię sobie 10 par kaloszy.
                Rozumiem, że rodzinę trzeba utrzymać, ale jak ktoś ma jakieś przyćmione a
                zarazem rozbuchane "marzenia" że wyjade i sie dorobie to niech sobie kupi
                grę "eurobiznes" i sobie w to gra, ale niech ładuje negatywu pod przykrywką
                obiektywizmu. Z tonu wypowiedzi wyłania się przypadek kliniczny. Tyle.
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 03.08.07, 15:07
                  taka jest niestety prawda.. jesli Kaszub uzywa tych obrazliwych nazw na
                  Azjatow, wyspiarzy z Pacyfiku itp. to w jaki sposob mogl sie nauczyc zyc w
                  tyglu kultur?

                  jesli chodzi o ceny, artykul mial byc w dodatku "praca" i opowiadac historie
                  ludzi, ktorzy znalezli prace, co wiaze sie z placa i cena zycia. zatem jakies
                  porownanie musialo sie chyba znalezc. fakt jest taki, ze to tylko fundament
                  tego, co tu mozna zbudowac, jesli ma sie wyobraznie. nikt nie powinien kierowac
                  sie cena piwa czy lodowki.. ale niech pomysli, ze pije sobie to piwko patrzac
                  na skaczace delfiny w Kaikoura albo ma niebywala okazje skoczyc rano do ogrodka
                  po swieza cytryne z krzaka pod oknem (jak one to robia, ze nawet zima
                  owocuja? :)))
            • arius5 buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow 01.08.07, 00:17
              i bedzie kolejne wielkie rozczarowanie, czy ktos jeszcze wierzy w te bajki o
              cudach i latajacych smokach ?
              Tak, tak, swietnie platna praca, prosto z pracy idziesz nurkowac, obiadek na
              plazy a lokaj podaje drinki o zachodzie slonca.
              A wlasciwie to po co pracowac, przeciez tam pieniadze przysylaja od razu do domu.
              • Gość: MP Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:12
                nie. wrecz przeciwnie.
                96% Polakow mysli dokladnie, jak napisales i dlatego tak nie maja w Polsce,
                maja za to rzad, ktorego wiekszosc nie lubi, frekwencje na wyborach w okolicach
                40% i wyciagaja radio z samochodu, gdy ida kupic gazete w kiosku.

                po pierwsze kazdy jest odpowiedzialny za siebie i swiat, jaki sobie buduje.
                ani ja, ani autor artykulu nikomu nic nie obiecujemy. mowimy, ze mozna.
                w Polsce nikt nie wierzy, ze mozna, a w NZ po prostu mozna.
                  • Gość: Maz Chinki Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.dickerdata.com.au 02.08.07, 01:36
                    Kaszub - opowiadasz podobne historie do Polaczkow, ktorym sie nie udalo w
                    Australii. Mieszkam w Australii 3 i pol roku, a oni mi opowiadaja, ze tu Polak
                    zarabia $8 na godzinea zatrudniony legalnie (podczas gdy obecne minimum legalne
                    na full time czy part time to $14.91, a casual to $16 z kawalkiem), placi 10%
                    GST jako student (choc placi sie tylko jesli ma sie wlasna dzialalnosc
                    gospodarcza i ma obrot powyzej 75K), a inni ze jako admini zarabiaja po $200 na
                    godzine (co przy 20 godzinach pracy tygodniowo dawaloby zarobek 4 tysiace na
                    tydzien!!! suma z kosmosu!!!). Wiem, co mowia o NZ statystyki, nie znam jej
                    jednak z zycia, bo mieszkam w Australii. Z porownan wynika, ze jest troche
                    podobnie do Australii, a jak przegladam czasami www.seek.co.nz, to oferty pracy
                    sa bardzo dobre. Przypuszczam, ze przecietny Kiwi zarabia mniej wiecej 45 - 50K
                    NZD (w Australii przecietny Aussie zarabia 47 - 52K AUD).

                    Ale np. ceny mieszkan sa podobne w stosunku do zarobkow tzn. w NZ bardzo drogo
                    i w Australii bardzo drogo. Dlaczego? Chodzi oczywiscie o wielki biznes jakim
                    sa kredyty mieszkaniowe i tak z 95% Aussies na nich jedzie. Zamiast placic $300
                    p/w za wynajem, placisz np. $400 za tydzien splacajac kredyt mieszkaniowy.
                    Musicie sie tam w Polsce przyzwyczaic, ze w normalnych krajach mieszkania
                    kupuje sie na kredyt, a nie gotowka.

                    Czy tekst byl sponsorowany to nie wiem, ale jak pisalem - ukazal tylko jedna
                    strone medalu i faktycznie nie napisal wszystkiego (np. ja za bilet i wyjazd do
                    Australii kiedys na studencka zaplacilem cos z $6,500, potem jeszcze za
                    zdobycie rezydenta okolo $5,000, a Nowa Zelandia koszty ma podobne). Tylko ze z
                    wlasnego doswiadczenia w Oz wiem, ze wszystkie te historie w tekscie sa jak
                    najbardziej prawdziwe, a zawistne Polaczki, ktore musza z pedzlami zasuwac czy
                    na zmywaku patrza z zazdroscia i opowiadaja rozne historie, jak to ci ludzie,
                    ktorzy dobrze sie maja, klamia w zywe oczy. Boli, ze innym sie udalo, a tobie
                    nie, oj boli.
                    • Gość: MP Re: buhahaha, kolejna Ziemia Obiecana dla Polakow IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 06:50
                      Szczerze powiem, ze bylbym zawiedziony, gdyby w Australii byloby tak samo, a
                      nie choc troche lepiej niz w NZ, poniewaz Australia jest w troche innej lidze,
                      mieszka tam wiecej ludzi, kraj jest obszerniejszy (choc tez w 95%
                      niezamieszkany :)) i wiele firm w regionie Austral-Asia-Pacific wlasnie tam ma
                      swoje glowne siedziby oddzialu. Logiczne zatem jest, ze tam musi byc troche
                      lepiej.. czy jest tak kolosalnie lepiej, niz w NZ? Wszystko wskazuje na to, ze
                      zalezy to od indywidualnych przypadkow. Zatem wiele osob, ktore w Australii
                      widza wybawienie od "piekla" NZ, moze sie troche zdziwic, gdy okaze sie, ze
                      tygodniowy rent za mieszkanie.. wynosi tyle samo, tylko w AUD, zamiast NZD..
                      naprawde nie trzeba daleko szukac, zeby to sprawdzic. Wchodzimy na strone
                      Remaxa czy innej agencji sprawdzamy ceny mieszkan do wynajecia i domow na
                      sprzedaz. Potem ceny i warunki kredytow. Porowananie pensji na www.seek.co.nz i
                      www.seek.com.au tez nie jest trudne. Jednemu uda sie znalezc przepasc miedzy
                      tymi krajami, a inny zauwazy, ze szkoda zachodu, jesli nie ma innego powodu,
                      niz ekonomiczny. oczywiscie walory poznawcze i doswiadczenie bylyby moim
                      glownym powodem takiej relokacji, ale ekonomia? kolosalnej roznicy nie ma.

                      natomiast jest kolosalna roznica w wielu dziedzinach miedzy Polska a AU i NZ.
                      to bylo mysla przewodnia tego artykulu. gdybym ja go pisal, opisalbym oba
                      kierunki z Down Under (bo wiklanie nieswiadomych Polakow w rywalizacje obu
                      krajow to za duzo na poczatek), ale boje sie, ze wtedy wiele osob myslaloby, ze
                      kangury biegaja po ulicach w NZ, ktora oczywiscie nalezy do Australii, tak jak
                      biale niedzwiedzie chodza po ulicach Sztokholmu, ktory jest oczywiscie stolica
                      Norwegii :)

                      w innym poscie zacytowalem oferty prac fizycznych, gdzie Kaszub pisal, iz mozna
                      zarobic max. $15, a pensja w pierwszym lepszym ogloszeniu wynosila $18-$24..
                      zatem max Kaszuba kontra pierwsze, najprostsze ogloszenie po minucie szukania..
                      (ogloszenie, w ktorym, jak sie wczytac, nawet nie wymagaja wiele - glownie
                      szczerych checi do pracy w zespole).

                      jeszcze slowo o jednostronnosci. po pierwsze artykul pokazuje konkretne
                      pozytywne przyklady tych, ktorym sie udalo czyli jaka jest druga strona?
                      pokazac kilka przypadkow tych, ktorzy sie nie odnalzeli i wyjechali?
                      artykul ma zachecic tych, ktorzy szukaja takiego rozwiazania, wahaja sie lub
                      nigdy wczesniej nie wpadli na taki pomysl, a teraz otworza atlas i chociaz
                      sprawdza, gdzie jest NZ i czy owiec ma 70 czy tylko 30mln i co to jest
                      pohutukawa albo tui. jaka mialaby byc ta druga strona? pokazac kogos, kto
                      mieszkajac 6 lat nie zobaczyl tego wszystkiego, co mozna przez rok? trudy
                      emigracji? to sprawa indywidualna. jeden od pierwszego dnia bedzie tesknil za
                      schabowym albo nie tknie innego piwa, niz Zywiec, choc 5 razy drozsze niz litr
                      benzyny (czyli w Polsce to byloby ponad 20 zl za butelke), a inny zorganizuje
                      sobie wszystko tak, ze po roku zapomni, ze gdzies w ciagu roku sie
                      przeprowadzal, a szczegolnie na drugi koniec globusa.

                      koszty migracji sa rzecza osobista. 40 latek, ktory nazbieral w zyciu wiele
                      rzeczy, w polowie splacil M3 lub nawet M4, w ktorym biega gromadka dzieci ,
                      bedzie mial inne koszty, niz inna osoba.
                      nawet bilet. ja kupowalem 2-3 tygodnie przed wyjazdem w goroacym sezonie
                      mundialowym, gdy podrozowanie po Europie (z Warszawy przeciez nic bezposrednio
                      nie leci do NZ) troche kosztowalo.. ktos, kto zaplanuje to sobie inaczej, moze
                      zorganizuje sobie tansza lub drozsza migracje. ale.. moze sie tez okazac, ze
                      znajdzie sie specjalista, ktory odpowie na konkretne ogloszenie i firma
                      zasponsoruje mu wszystko. nie mierze wszystkich swoja miarka, jak Kaszub. Mam
                      odrobine wyobrazni i wiem, ze migracja jednej, dwoch czy 4 osob w roznym wieku
                      i z roznymi potrzebami powoduje inne koszty. dlatego trzeba zaplanowac, zrobic
                      resaerch, policzyc i wtedy mowic o kosztach podrozy.

                      Artykul mowi o konkretnych przypadkach, ich doswiadczeniach i nie daje
                      uniwersalnego przepisu na udana migracje. Dziwi mnie, ze takie oczywiste rzeczy
                      trzeba tlumaczyc ludziom takim jak Kaszub, ktorzy mowia, ze radza sobie w zyciu
                      i kilku lysych w ciemnej ulicy nie jest dla nich czyms strasznym, a chwila
                      rozsadnego planowania przyszlosci swojej rodziny, by sie nie rozczarowac, chyba
                      ich przeraza :)

                      Jesli ktos sobie wyobraza, ze po przeczytaniu kilku historii wie juz wszystko i
                      juz jest praktycznie spakowany, to tylko na swoja odpowiedzialnosc. Byle
                      pozniej nie plakac w stylu Kaszuba.
              • Gość: investor NZ to kompletne zadupie IP: *.dsl.wlfrct.sbcglobal.net 03.08.07, 04:49
                to kraj z GDP/osobe na poziomie Czech i Slovenii a czy
                ktos tam emigruje?
                To miejsce dobre dla kompletnych odludkow i tych co chce przezyc
                nadchodzaca 3 wojne swiatowa tym razem na atomowki..
                Zdaje sie dziki,antypolski,antyludzki kapitalizm,wiernopoddanczy hameryce, jaki zadomowil sie w 4RP ma na celu wypchniecie jak
                najwiecej rdzennej ludnosci polskiej za granice tylko w jakim celu..hm

                • abere8 Re: NZ to kompletne zadupie 03.08.07, 05:13
                  Gość portalu: investor napisał(a):

                  > to kraj z GDP/osobe na poziomie Czech i Slovenii

                  Male porownanie (USD - GDP per capita):

                  Polska: 14,300
                  Nowa Zelandia: 26,200
                  Australia: 33,300
                  USA: 44,000
                  Czechy: 21,900
                  Slowenia: 23,400

                  Wziete z CIA World Factbook:
                  www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/index.html
                  Moze i dochod jest na poziomie Czech i Slowenii (chociaz mimo wszystko troche
                  wyzszy), ale za to jak tu sie milo mieszka :-) Do tego ani czeskiego, ani
                  slowenskiego nie znam, a angielski tak :-)
        • Gość: Rysia1984 Radek1971 IP: *.gprs.plus.pl 30.12.07, 13:11
          powiem ci ze ciesze sie z tego ze wam sie udalo, ale powiem ci tez
          cos, jestem matka wychowujaca samotnie synka, pracuje 12 h dzienni
          to w godzinnach nocnych ( moja pensja nie przekracza 1500zl). Chce
          wyjechac z kraju bo nie widze tutaj przyszlosci dla mnie i synka, NZ
          byla by spelnieniem marzen ale powiedz mi jak oni podchodza do osob
          majacych dzieci????? znam angielski w formie komunikatywnej choc
          wiem ze on moze nie wystarczyc, chciala bym pracowac wiec jak wiesz
          to daj mi pare wskazowek. moj email misia214@wp.pl. dzieki jak sie
          odezwiesz
        • porque Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 16.07.10, 04:34
          Gość portalu: Radek1971 napisał(a):

          >Obecnie mieszkam i pracuje w Australii, ale przez trzy lata jednak pracowalem w
          New Zeland

          I jeszcze nie nauczyles sie pisac poprawnie nazwy kraju, w ktorym mieszkales
          przez 3 lata? Wstyd.
          --
          Z cyklu: Madrosci "autorytetow" Gazety.
          "Chinczycy mowiac Amerykanom - NIE, uwolniliby sporo rezerw, moze nawet odkupili
          od Amerykanow Alaske?"
          Jacek Tyszko
      • klaa Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. 30.07.07, 15:04
        > W jego polskiej firmie źle odbierało się pracowników,
        > którzy byli zbyt ambitni i chcieli coś więcej osiągnąć
        > lub byli lepsi od innych.

        Niech autor artykułu zapyta p. Marcina Płażewskiego dlaczego w jego polskiej
        firmie współpracownicy nadali mu ksywkę Johnny Dwa Palce.
        :)
            • Gość: byly st. analityk Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.07, 20:26
              Ja go znam, nie mozna chlopakowi nic zarzucic, mial ambicje i glowe pelna
              pomyslow. Tez pracowalem w tej firmie i jak ktos nie przytakiwal szefom to nie
              mial szans na awans, wspolne chodzenie calych dzialow na stolowke pracownicza,
              smianie sie z tekstow szefa, jedzenie obiadow w takt jedzenia dyrektora a
              niektorzy to nawet pytali szefa co je i to samo brali, zeby tylko awansowac. A
              chlopak dobrze zrobil ze stad uciekl bo tu sie nie dalo pracoawac. Ja odszedlem
              kilk atygodni pozniej i dzis mam wlasna firme. Do Nowej Zelandii bym sie nie
              przeniosl ale na wycieczke tak. Brawo ze chociaz Tobie sie udalo
              • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 21:43
                ...tutaj chcialem tylko nadmienic ze w 6 lat mojej pracy w nz zmienilem firmy 3
                razy, w pierwszych dwuch mialem ten sam problem i sie nie moglem "wybic" bo mnie
                zaraz szlifowano do poziomu, w pierwszej "doceniono" mnie po 2 latach pracy
                kiedy mym bezposrednim szefem zostal czlowiek z Iraku, dostalem wtedy podwyzke,
                wczesniej ludzie miejscowi traktowali mnie jako intruza co proboje wyskoczyc, a
                ja poprostu robilem co do mnie nalezy i to dobrze na dodatek, w drugiej kolejnej
                firmie musialem olac wszelkie zapedy do wybijania sie bo lizacze szefowego tylka
                juz sie uczepili spodnicy bosowej jak pijawki i miejsca nie bylo na moj jezyk, w
                trzeciej natomiast trafilem na ludzi normalnych w kierownictwie i tu dopiero
                mialem wolnosc ktora polegala na tym ze robilem rzeczy jak uwazalem za stosowne
                a nie jak mi kazano, kwestia profesji i profesjonalizmu, mialem spokuj nie
                dlatego ze robilem 110% normy a dlatego ze robilem to co mialem dobrze i szybko
                ze skutkiem wlasciwym...
                ...wcale nikomu nigdy tylca nie lizalem, nawet w PeReLu przed wyjazdem mialem
                dobre uklady z szefostwem bez lizactwa...
                ... ja se tak mysle ze wszedzie jest to samo ale jak sie pojedzie do NZ czy
                Anglii czy byle gdzie to sie w pierwszych okresach poczatkowych nie lapie polowy
                niuansow i sie czlowiekowi wydaje ze jest bajera tak jak MP sie wydaje po
                niecalym roku pobytu, ja wiem ze nie jest tak i jest tak samo jak w PLu. Trzeba
                pomieszkac jednak w danym miejscu latami zeby zrozumiec jaki jest styl lizania i
                jak gleboko trzeba polizac...

                ...po latach pracy w zawodzie tez zrozumialem co to jest polityka, takie cos
                istnieje w miejscu pracy, czasami jest ona bardzo zawila i byle mlokos lub
                niedojrzaly osobnik nie rozumie owych relacji i wydaje mu sie ze nikt go nie
                lubi...proponuje poczekac z 5 lat i wtedy zapytac kazdego potencjalnego MP jak
                mu sie wiedzie i czy ma juz LCD TV 100"...a potem jak juz bedzie mial to sie
                zapytac czy za gotowke czy na raty...na 99% w NZ kazdy potencjalny MP bedzie
                mial TV z LCD lub Plazmy, nie dosc ze na raty to jeszcze bedzie mial 5 kart
                kredytowych z dlugiem 30000+ baksow i bedzie mieszkal na wynajmowanym
                mieszkaniu, bedzie splacac karte karta i bedzie opowiadac jak mu sie super zyje
                w "Raju na Ziemi"...nie bedzie posiadal nic swojego, wsio bedzie na kredyt, nie
                bedzie mial funduszy na koncie i zawsze minusowy wyciag...tylu takich tam
                widzialem ze az zal bierze jak sie czyta takie artykuly...
                • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 23:15
                  Kaszub, trzy glebokie oddechy i nie zapominaj ze Twoje doswiadczenia to Twoje
                  doswiadczenia, a ze inni mieli inne - taki wyrok losu.

                  Ogolnie zgadzam sie ze artykul jest mocno przeslodzony i jezeli faktycznie
                  oferowales sie ze swoim punktem widzenia a nie zostal on uwzgledniony, to
                  wielka szkoda, bo poznanie dwoch stron medalu nikomu nie zaszkodzi.

                  Nowa Zelandia ma wiele wad przy ktorych fakt ze w lipcu jest srodek zimy to
                  male piwo. I kilka innych szczegolow wskazujacych na ogolnie mgliste pojecie o
                  tym o czym sie pisze. Jezdzi sie do Nowej Zelandii a nie na Nowa Zelandie, tak
                  jak nie jezdzi sie na Japonie i na Indonezje, ktore rowniez sa panstwami
                  skladajacymi sie z kilku wysp. Podawanie zarobkow w zlotych mija sie z celem,
                  bo nikt tych zarobkow nie bedzie wydawal w zlotowkach, w Polsce przypuszczalnie
                  tez nie. A jezeli zacytuje sie je w NZD i zestawi z cenami w NZD nie wygladaja
                  tak cudnie. Zwlaszcza jezeli uda sie nie zapomniec o stosunkowo wysokim
                  opodatkowaniu. Brak obowiazkowego ubezpieczenia OC bardzo prawdopodobnie juz
                  wkrotce bedzie nalezal do historii, a poki co polecam wszystkim zeby jednak je
                  sobie wykupili. Nie jest drogie, a jak sie kogos stuknie nie posiadajac go
                  albo placi sie z wlasniej kieszeni albo laduje w sadzie.

                  Tym niemniej nie znam nikogo kto bylby zmuszony jesc kielbase dla psow. Wielu
                  udaje sie zyc wygodnie i byc z zycia zadowolonym. Osobiscie nie chcialabym
                  mieszkac nigdzie indziej.

                  Wszystkim entuzjastom NZ polecalabym wyszukanie w necie blogow i innych zrodel
                  informacji o tym kraju (tych mniej zachwyconych rowniez) zanim spakuja zycie do
                  walizki i rusza na koniec swiata.
                  • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 18:48
                    ...nie mozliwe...osiagnolem swoj cel...juz nie musze sie meczyc bo zdrowy
                    rozsadek w koncu zapanowal na swiecie...byle tak dalej to bede mogl zapomniec
                    calkiem o forach i cieszyc sie browarem...co do kielbasy to pozdrow koleszke z
                    bylego zarzadu swojego stowarzyszenia...smakowala mu ta kielbasa i o ile wiem to
                    dalej sie nia zachwyca bo jest o polowe tansza od LUDZKIEJ...jest to ekstremalny
                    przypadek ale zamierzona "przenosnia" na realnym przykladzie jest bardzo
                    adekwatna do wielu sytuacji szczegolnie ludzi swierzo co przyjechanych do
                    nz...pozdrawiam...mniej pozerstwa i lukrowania i bedzie idealnie na swiecie...
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 02:08
                  cashoob napisał:

                  > ...tutaj chcialem tylko nadmienic ze w 6 lat mojej pracy w nz zmienilem firmy
                  3
                  > razy, w pierwszych dwuch mialem ten sam problem i sie nie moglem "wybic" bo
                  mni
                  > e
                  > zaraz szlifowano do poziomu, w pierwszej "doceniono" mnie po 2 latach pracy
                  > kiedy mym bezposrednim szefem zostal czlowiek z Iraku, dostalem wtedy
                  podwyzke,
                  > wczesniej ludzie miejscowi traktowali mnie jako intruza co proboje wyskoczyc,

                  czego sie spodziewals po roku pracy, ze zostaniesz prezesem?
                  nie miales nawet IELTS ani stalego pobytu. Twoja zona pisze na forum, ze
                  kiepsko mowiles po angielsku.. spodziewales sie kokosow?
                  mnie bardziej dziwi, ze po 6 latach dziwisz sie, ze ja, czy ktokowliek inny, a
                  znam wiele osob, ktore mieszkaja tu nawet dluzej, niz Ty, moglem do czegos
                  dojsc w rok.

                  > ja poprostu robilem co do mnie nalezy i to dobrze na dodatek

                  100% normy = 100% pensji (jest gdzies inaczej? pojedz do Indii, tam obcinaja
                  pensje za niewyrobienie normy)

                  > trzeciej natomiast trafilem na ludzi normalnych w kierownictwie i tu dopiero
                  > mialem wolnosc ktora polegala na tym ze robilem rzeczy jak uwazalem za
                  > stosowne
                  > a nie jak mi kazano, kwestia profesji i profesjonalizmu, mialem spokuj nie
                  > dlatego ze robilem 110% normy a dlatego ze robilem to co mialem dobrze i
                  > szybko ze skutkiem wlasciwym...
                  > i sie czlowiekowi wydaje ze jest bajera tak jak MP sie wydaje po
                  > niecalym roku pobytu, ja wiem ze nie jest tak i jest tak samo jak w PLu.

                  na czym polegalo przeszkadzanie Ci w wybijaniu sie?

                  > ...po latach pracy w zawodzie tez zrozumialem co to jest polityka, takie cos
                  > istnieje w miejscu pracy, czasami jest ona bardzo zawila i byle mlokos lub
                  > niedojrzaly osobnik nie rozumie owych relacji i wydaje mu sie ze nikt go nie
                  > lubi...proponuje poczekac z 5 lat i wtedy zapytac kazdego potencjalnego MP jak
                  > mu sie wiedzie i czy ma juz LCD TV 100"..

                  na razie 42" mi wystarczy, ale jestem zboczencem filmowym i na pewno sobie
                  kupie wiekszy :) ale do tego trzeba miec dom, troche wiekszy od M3 wielkosci
                  garazu z centrum Warszawy..
                  zaznaczam. nie kazdy tak bedzie mial. NZ nie jest rajem i pewnie wiele osob
                  sobie nie da rady - szczegolnie, jesli mentalnie nie wyjedzie z kraju.
                  NZ nie jest tez kierunkiem "zarobkowym", bo trzeba poswiecic koszty relokacji.

                  >a potem jak juz bedzie mial to sie zapytac czy za gotowke czy na raty...
                  na 99% w NZ kazdy potencjalny MP bedzie
                  > mial TV z LCD lub Plazmy, nie dosc ze na raty to jeszcze bedzie mial 5 kart
                  > kredytowych z dlugiem 30000+ baksow

                  plazma. za gotowke :) nie mam ani jednej karty (i nigdy nie mialem). mam
                  oszczednosci na koncie (zamrozone - lokata). nie jem kielbasy dla psow, nie
                  zbieram odpadkow.. wymysl cos madrzejszego, albo zastanow sie, gdzie popelniles
                  blad, ze nie masz tego po 6 latach. mieszkam w wynjamowanym, bo po kilku latach
                  placenia (jedynego dotychczas) kredytu mieszkaniowego w Polsce, nie spieszy mi
                  sie do takich decyzji.

                  > w "Raju na Ziemi"...nie bedzie posiadal nic swojego, wsio bedzie na kredyt,
                  nie

                  wiekszosc wyposazenia mieszkania jest nasza (jak wiesz, trudno znalezc
                  mieszkanie umeblowane). powtarzam, nie mam kredytow. nie mow, ze to jest raj na
                  ziemi, bo nie ma raju na ziemi, choc niektorzy Polacy wiedza, jak zrobic sobie
                  lub innym pieklo na ziemi.

                  > bedzie mial funduszy na koncie i zawsze minusowy wyciag...tylu takich tam
                  > widzialem ze az zal bierze jak sie czyta takie artykuly...

                  mam lokate na koncie i zawsze plusowy wyciag - nawet, gdy kupowalem meble i
                  samochod. ale to ja. kazdy prowadzi wlasne gospodarstwo tak, jak mu sie podoba.
                  elementarna matematyka i zdrowy rozsadek.

                  skoro pieniadze sa dla Ciebie takie wazne, ze kontynuujesz ten watek, to teraz
                  zalozmy, ze kupujemy komputer. okazuje sie, ze najtanszy tutaj jest Dell, ktory
                  reklamuje sie w TV - wczoraj za zestaw Dimension 9200 plus 22" Wide LCD chcieli
                  $1300.. a teraz popatrzmy na cene takiego w Polsce.. oj.. nie mozna kupic, bo
                  Dell obsluguje tylko firmy... a taki model kosztuje jakies 5600 PLN.. i co
                  kupujemy? skladaka w osiedlowym sklepie, jakich w NZ nie ma.. albo na raty w
                  MediaMarkt, gdzie doplacamy.. skoro drogi Kaszubie, tak wazne sa dla Ciebie
                  pieniadze, to zauwazysz chyba kolosalna roznice, no chyba, ze myslisz, iz w PL
                  zarobisz w dwa tygodnie na taki komputer.. jesli tak, zycze powodzenia :)
                  jestes od miesiaca w PL, pomieszkaj tam 6 lat i zobaczymy, czy dojdziesz do
                  tego samego w rok, do czego doszlismy z zona. BTW.. rok jeszcze nie minal -
                  mija pod koniec tego tygodnia :)

                  osobiscie uwazam, ze NZ ma o wiele wieksze walory, dla ktorych warto porzucic
                  wyzsze pensje z Europy Zachodniej, niz rozmowa o ekonomii.. przepraszam, ze
                  niektorzy musieli sie dowiedziec, jaki model DVD mam akurat w domu albo ile
                  litrow benzyny mam w baku, ale temat artykulu byl zwiazany z mozliwosciami
                  podejcia pracy i co z tego wynika. a inaczej, niz na konkretnych przykladach,
                  nie da sie czasem wytlumaczyc. nie gonie za takimi rzeczami, uwazam, ze jesli
                  stac mnie na godne zycie, fajne wakacje, poznanie tysiaca nowych rzeczy,
                  ktorych Kaszub nie dostrzegl przez 6 lat. to jest o wiele wazniejsze, niz model
                  DVD czy wielkosc plazmy. mnie cieszy, ze dzieki temu moglem zaprosic wiele osob
                  na wspolne ogladanie filmow czy pokazac film i zdjecia z wakacji na obu
                  wyspach. podkreslam. przede wszystkim inne zycie, inni ludzie i dzis podjalbym
                  te sama decyzje.
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 02:37
              Napisalbym wiele na temat pracy w firmie, ktorej poswiecilem 6 lat zycia oraz o
              stosunkach, jakie tam panuja, ale nie zamierzam prac brudow publicznie. Powiem
              kilka slow ogolnie.
              Wyjechalem z Polski i mam to za soba, a osoby, ktore to pisza, nadal (ile to
              juz zakurzonych lat?) pracuja na tych samych stanowiskach (czasem wykonujac te
              sama prace, ktora ja wykonywalem) i nadal wypominaja bledy ludzi (czesto za
              przyzwoleniem i z inicjatywa kierownictwa), ktorzy juz dawno ich przerosli
              wiedza i doswiadczeniem, awanasowali (i tu jest pewnie problem) i takich bledow
              juz nie popelniaja.. i nadal mijaja ich na tym samym korytarzu ze sztuczna
              kurtuazja.
              nie mam na mysli siebie, ale nigdy nie moglem zniesc, jak odnosili sie wobec
              osob, ktore nie pasowaly do ich "kanonu" - od nazywania niskiej osoby Dzokejem
              po smianie sie, ze ktos nie zna angielskiego, gdy przy gosciu zagranicznym
              okazywalo sie, ze wcale nie sa poliglotami.. Chcialbym takie zachowanie
              zobaczyc w mojej obecnej firmie i z jakim hukiem taki ktos wylatuje za
              jakakolwiek probe molestowania lub deprecjonowania w oczach innych.

              Widomosc dotarla - wiem, kto konkretnie uzywal takiej etykietki, kiedy i
              dlaczego. Moja odpowiedz jest taka: w mojej obecnej firmie nie ma Johnnych Dwa
              Place, Dzokejow, kierownik na oficjalnym spotkaniu dzialu nie zagaja rozmowy na
              temat osob nieobecnych, zeby reszta sie posmiala z tej osoby i przelozony nie
              kupuje sobie wyzszego modelu aparatu fotograficznego, zeby nie byc gorszym..
              nie widzialem tez, zeby ktos tak wil sie jak piskorz, zeby dostac
              ponadstandardowy monitor LCD, telefon "do testow", sluzbowa nagrywarke, ktora
              wypala hologramy, walki o ryczalt na paliwo (nawet, jesli ktos nie mial
              samochodu) albo opowiadal bajki o zyciu osobistym wspolpracownikow, zeby sie
              podbudowac. niestety czasem jeszcze czuje zew i ochote zrobienia tego samogo, z
              czym sie spotykalem, ale zawsze gryze sie w jezyk. tym razem tez zakoncze moja
              litanie, bo zaczyna mnie smieszyc, jak sobie przypominam :)

              dlatego wszystkim bylym wspolpracownikom, nawet jesli zle mi zycza, ja zycze
              powodzenia w zyciu osobistym i sukcesow w zawodowym. na szczescie poznalem tam
              tez wspanialych ludzi (wiele z tych osob juz tam nie pracuje) i ich przede
              wszystm pozdrawiam. oni wiedza, ze moja krytyka nie jest skierowana do nich.
              • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 06:55
                Witaj,

                Nazywam sie Adam, mieszkam w Auckland od 3 lat pracuje jako
                konsultant-kontraktor w jednym z duzych projektow telekomunikacyjnych.

                Znam i przechodzilem w swoim zyciu zawodowym przez pare firm, zarowno w PL jak i
                w UE. Widzialem wszystkie te patologie o ktorych piszesz, natezenie zmienialo
                sie w roznych firmach.

                Nie jest to jednak jakas Polska check. Takie same chore uklady widzialem w
                innych krajach 3-go swiata, np na Filipinach. Po prostu w slabych krajach gdzie
                ludzie nie sa w stanie wymagac rzadow by bronily ich przed wysyskiem duze firmy
                zaczynaja dzialac w taki sposob, i tolerowac takie zachowania.

                Cytat:
                "Dlaczego firmy zachodnie, które zainwestowały w Polsce, nie wniosły do nas
                swojej kultury organizacyjnej?
                Mam podejrzenie, że takie firmy wchodzą do Polski dlatego, iż liczą na tanią,
                dyspozycyjną, bardzo dobrze wykształconą i gotową na wszystko siłę roboczą.
                Wiedzą, że jest taki kraj, gdzie nie ma prawie związków zawodowych, form obrony
                pracowników, gdzie państwo przez długi czas było nieobecne, jest duże bezrobocie
                i nikt im nie będzie przeszkadzał. Polska jest krajem "pracy niechronionej".
                Pracownicy są pokorni, bo wiedzą, jak łatwo ich zwolnić i nikt się za nimi nie
                ujmie. Firmy zachodnie nie muszą myśleć u nas o kosztach społecznych
                eksploatowania pracowników, mogą ich wyżąć, a następnie pozbyć się niewielkim
                kosztem.
                Badania pokazują, że Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników
                solidarności w miejscu pracy i w miejscu zamieszkania. Okazuje się, że na
                przykład mamy bardzo małą szansę na znalezienie pomocy u sąsiadów. Dlaczego
                zatem w korporacji miałoby być inaczej?"

                Poczytaj ciekawa serie artykolow

                www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=14&ShowArticleId=46307
                Podobne uklady jak w NZ sa tez w innych cywilizowanych krajach o niskim
                bezrobociu lub dobrej opiece spolecznej.

                Jedyne co musze przeznac to ze Polacy zamiast bronc sie przed takim traktowaniem
                ktore jest ogromnie ponizajace to bardz chetnie biora udzial w takich biorowych
                gierkach jak podkopywanie innych, wysmiewanie, itd. Smutne to jest niestety. W
                NZ tego nie ma, to fakt.

                Pozdrawiam,

                Adam.


                • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:48
                  adamovski napisał:


                  > Wiedzą, że jest taki kraj, gdzie nie ma prawie związków zawodowych, form
                  obrony
                  > pracowników, gdzie państwo przez długi czas było nieobecne, jest duże
                  bezrobocie i nikt im nie będzie przeszkadzał. Polska jest krajem "pracy
                  niechronionej".

                  Bezrobocie nie na tyle duże,bo ciągle poszukują chetnych do pracy.
                  W Polsce tez sie zmienia ;)

                  > Pracownicy są pokorni, bo wiedzą, jak łatwo ich zwolnić i nikt się za nimi nie
                  > ujmie.

                  :) tylko sie uśmiechne :) i powiem,ze jak ich zwolnią to zaraz znajda prace
                  gdzie indziej

                  Firmy zachodnie nie muszą myśleć u nas o kosztach społecznych
                  > eksploatowania pracowników, mogą ich wyżąć, a następnie pozbyć się niewielkim
                  > kosztem.

                  Tak im sie zdawało,ale na przykładzie np.LG widac,ze to nei prawda

                  > Jedyne co musze przeznac to ze Polacy zamiast bronc sie przed takim
                  traktowanie
                  > m
                  > ktore jest ogromnie ponizajace to bardz chetnie biora udzial w takich
                  biorowych
                  > gierkach jak podkopywanie innych, wysmiewanie,

                  O cholerka,a to nowosc dla mnie :)


                  Dawno byłeś w Polsce na dłużej?
                • Gość: selekta Re: IP: 217.173.110.* 31.07.07, 12:38
                  > Po prostu w slabych krajach gdzie
                  > ludzie nie sa w stanie wymagac rzadow by bronily ich przed wysyskiem duze firmy
                  > zaczynaja dzialac w taki sposob, i tolerowac takie zachowania.

                  Mieszkam w Irlandii, pracuje w IT. Dzieki temu, ze kilkadziesiat lat temu rzad
                  pogonil zwiazki zawodowe, bezrobocie jest tu minimalne, a kultura pracy wysoka.
                  > Mam podejrzenie, że takie firmy wchodzą do Polski dlatego, iż liczą na tanią,
                  > dyspozycyjną, bardzo dobrze wykształconą i gotową na wszystko siłę roboczą.

                  Oczywiscie! I bardzo dobrze, ze tak jest. To niezbedny punkt wyjscia.

                  > Wiedzą, że jest taki kraj, gdzie nie ma prawie związków zawodowych, form obrony
                  > pracowników, gdzie państwo przez długi czas było nieobecne, jest duże bezrobocie
                  > i nikt im nie będzie przeszkadzał. Polska jest krajem "pracy niechronionej".
                  > Pracownicy są pokorni, bo wiedzą, jak łatwo ich zwolnić i nikt się za nimi nie
                  > ujmie.

                  Gdy stracilem pierwsza prace w Irlandii, bez problemu znalazlem nowa -
                  przebieralem w ofertach. Wlasnie dlatego, ze zwiazki zawodowe sa slabe, ze latwo
                  sie tu zwalnia, tak latwo o zatrudnienie. Z kolei w krajach, gdzie prawo i
                  zwiazkowcy dbaja o "job security" (Francja, Niemcy) jest najwyzsze bezrobocie.

                  > Badania pokazują, że Polska ma jeden z najniższych w Europie wskaźników
                  > solidarności w miejscu pracy i w miejscu zamieszkania. Okazuje się, że na
                  > przykład mamy bardzo małą szansę na znalezienie pomocy u sąsiadów. Dlaczego
                  > zatem w korporacji miałoby być inaczej?"

                  Jako remedium proponujesz odgorne wprowadzenie solidarnosci spolecznej? To
                  wlasnie przez wieloletni socjalizm tej naturalnej solidarnosci w Polsce brakuje.
                  • agaj.agaj Problem z emigracja 31.07.07, 21:53
                    Powszechny problem z emigracja jest taki, ze jak gdzies wyjezdzamy to
                    spodziewamy sie, ze ludzie sa tam piekni i madrzy, kraj jest super
                    zorganizowany i kazdy jest kazdemu przyjacielem. Wysokie zarobki, awanse, auta
                    i telewizory tylko na nas czekaja. Otoz takiego kraju. Emigranta musi wpierw
                    polubic kraj, a potem starac sie go zrozumiec (nigdy nie uda sie do konca).
                    Nie mozna tez spodziewac sie zbyt duzo.

                    Problem NZ - maly kraj zamkniety na dwoch glownych wyspach. Juz to warunkuje,
                    ze mozliwosci sa ograniczone, a ludzie o charakterze zasciankowym, bez polotu
                    i bez szerszego oddechu.
                    • poledownunder Re: Problem z emigracja 31.07.07, 22:59
                      agaj.agaj napisał:

                      > Problem NZ - maly kraj zamkniety na dwoch glownych wyspach. Juz to warunkuje,
                      > ze mozliwosci sa ograniczone, a ludzie o charakterze zasciankowym, bez polotu
                      > i bez szerszego oddechu.

                      Ludzi o charakterze zasciankowym, bez polotu i bez szerszego oddechu spotkasz
                      wszedzie, nawet w wielkim swiecie, czego Twoj post jest najlepszym dowodem.
                      Czy wyspa czy nie wyspa czy w srodku czy na koncu swiata nie gra tu wiekszej
                      roli. Zyj i daj zyc innym, tak jak im odpowiada, skoro umysl masz taki
                      otwarty. Kolejna madrosc kiwijska.
                      • agaj.agaj Re: Problem z emigracja 31.07.07, 23:18
                        Ludzie sa w ciaglym ruchu. Ci ambitni w NZ dusza sie zamknieci na dwoch wyspach
                        i wyjezdzaja - najbardziej ambitni do USA. Na ich miejsce przyjezdzaja osoby z
                        jeszcze bardziej zasciankowych krajow - np. Anglia, Niemcy, Polska, itp.
                        Powiedzmy sobie szczerze - coz mozna osiagnac w NW? Trudno o kraj bardziej
                        odsuniety od reszty swiata. W Polsce bylo podobnie, ale teraz chociaz jest UE.

                        Nie lekcewazmy problemu przestrzeni na psychike ludzka. To nie przypadek, ze
                        Australijczycy, Amerykanie, czy Kanadyjczycy (Rosjanie nie bo ci sa zamknieci)
                        maja inne spojrzenie na zycie i wlasny kraj niz zasciankowe kraje gdzie kazdy
                        sie kloci z kazdym (Polska to dobry przyklad).
                    • Gość: MP Re: Problem z emigracja IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:06
                      > Problem NZ - maly kraj zamkniety na dwoch glownych wyspach. Juz to warunkuje,
                      > ze mozliwosci sa ograniczone, a ludzie o charakterze zasciankowym, bez polotu
                      > i bez szerszego oddechu.

                      zascianek w NZ??? gdzie? ponad 80% spoleczenstwa mieszka w miestach i 3.2mln z
                      4.1lmn mieszkancow uzywa internetu czyli Kiwi nie stroni od kontaktow i
                      wiekszych skupisk ludzi. w restauracji nie ma problemu, zeby usiasc z kims, gdy
                      nie ma wolnych stolikow. ludzie chodza ubrani tak przedziwnie, ze ubierz sie
                      tak w Polsce i zobacz, czy ktos Cie tylko za to nie pobije, ze nie jestes
                      klonem dresa.

                      zascianek.. a to pewnie dlatego w NZ prawnie sa uznawane zwiazki de facto (nie
                      wazne czy tej samej plci czy dwoch innych) i nikogo nie interesuje, dlaczego
                      wczoraj nie byles w kosciele. dlatego wlasnie w NZ rodzic moze kupic swojemu
                      dziecku alkohol na wlasna odpowiedzialnosc i panstwo nie ma nic do tego w
                      granicach rozsadku i myslisz, ze po ulicach biegaja pijane 10latki?
                      BTW nie ma tez obowiazkowego ubezpieczenia samochodu i co? myslisz, ze ludzie w
                      zwiazku z tym wola wyzsze koszty odszkodowania brac na siebie?

                      mysle, ze dlatego w tej zasciankowej NZ nie zamyka sie skrzynek na listy na
                      klucz, drzwi do mieszkan sa oszklone i nikt nie slyszal tu o antywlamaniowych
                      wynalazkach takich jak pancerne metalowe drzwi i zamek tytanowy..

                      dlatego w zasciankowej NZ zostawiasz sprzet do golfa na tylnym siedzeniu,
                      pewnie po to, zeby jeden z drugim myslal, ze jestes snobem, ktory na pole
                      golfowe jezdzi 15letnim (choc sprawnym) samochodem.. w biednej Polsce zmienia
                      sie samochody na kredyt tylko dlatego, bo sasiad ma juz wyzszy model.
                      przeciez sam to przezylem, przelozony musial kupic wyzszy model aparatu
                      fotograficznego, niz moj.. choc na poprzednim nie zrobil 1% ilosci zdjec, ktore
                      zrobilem na moim albo podpuszczony pobiegl po wiecej paczkow na tlusty czwartek
                      dla pracownikow, niz jego odpowiednik z innego teamu.. i jeszcze sie
                      smiertelnie obrazil, bo nikt nie chcial jesc, choc go wczesniej podpuszczali,
                      zeby nie byl gorszy.

                      zascianek w NZ? hehe dobry dowcip
                      • agaj.agaj Re: Problem z emigracja 01.08.07, 03:56
                        Przeczytalem ten i kilka Twoich poprzednich postow. Problem z Toba jest taki, ze
                        bez przerwy piszesz o pieniadzach, jakis telewizorach i stronie materialnej
                        zycia. Teraz dorzuciles jakies informacje spoleczne, ktore mnie absolutnie nie
                        biora.

                        Jestem pewien, ze jezeli komus chodzi o w miare dostatnie i zasobne zycie bez
                        specjalnych wyzwan, ale tez i bez problemow to NZ to dobry kraj. Problem jednak
                        z tymi abitniejszymi, tymi ktorzy dusza sie na dwoch odizolowanych wyspach.
                        Skad to wiem - ja po prostu znam tych ludzi co wyjechali z NZ bo im bylo za
                        ciasno i bez wiekszych mozliwosci rozwoju.
                        • Gość: MP Re: Problem z emigracja IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 01:13
                          > Przeczytalem ten i kilka Twoich poprzednich postow. Problem z Toba jest taki,
                          z
                          > e
                          > bez przerwy piszesz o pieniadzach, jakis telewizorach i stronie materialnej
                          > zycia. Teraz dorzuciles jakies informacje spoleczne, ktore mnie absolutnie nie
                          > biora.

                          a mnie nie biora opowiesci, ze ktos nie moze zrobic kariery w NZ. jesli w ciagu
                          roku mozna awansowac od prostej asystentki do kogos, czyje (polskie) nazwisko
                          zobaczysz w napisach koncowych produkcji Petera Jacksona, to zastanow sie, o
                          jakim duszeniu sie mowisz. zycze powodzenia u boku polskich producentow
                          filmowych.

                          > Jestem pewien, ze jezeli komus chodzi o w miare dostatnie i zasobne zycie bez
                          > specjalnych wyzwan, ale tez i bez problemow to NZ to dobry kraj. Problem
                          jednak
                          > z tymi abitniejszymi, tymi ktorzy dusza sie na dwoch odizolowanych wyspach.
                          > Skad to wiem - ja po prostu znam tych ludzi co wyjechali z NZ bo im bylo za
                          > ciasno i bez wiekszych mozliwosci rozwoju.

                          jasne. mozliwosci jest pewnie mniej, niz w Europie, ale zanim ktos dojdzie w
                          swojej karierze do tego punktu, by moc wybierac miedzy ofertami na swiecie,
                          moze zrobic duzy odcinek kariery w NZ. jesli stwierdzi, ze potrzebuje wiekszych
                          wyzwan, na pewno wyjedzie i pewien procent wyjezdza.
        • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 20:56
          1. trzeba byc na tyle "zapartym"
          2. trzeba miec duzo kasy na wyjazd
          3. nalezy umiec sie zachwycac blaszkom jak murzyn i trzeba umiec angielski
          4. nalezy miec syndrom polaka z chicago zeby wystepowac potem w takich
          artykulach "sponsorowanych" przez firme "Jobfruwaj.pl"

          ...a tak na powaznie to takich 110% normy to widzialem juz w Nz, jedli kielbase
          dla psa i domu nie ogrzewali zeby se uciulac kasiore na koncie...mej zonie
          myster MP sie chwalil ze mieszka w "rezydencji" z chyba 9-cioma pokojami jak
          dobrze pamietam...zapomnial jednak dodac, co dopiero wyszlo po czasie, ze on w
          tej "rezydencji" mieszkal w jednym pokoju a reszta byla obsadzona przez podobne
          indywidua najmujace, pewnie to byl jakis hostel :)...
          ...my takich tam ludzi zwalismy "polaczki" czyli takiego co se robil zdjecia
          przy merasiu kolegi z pracy i wysylal rodzinie do plu ze to jego, albo
          fotografowal pokoje hotelowe jako rzekome mieszkanie a spal gdzies w koncie za
          grosze jak bezdomny...zawsze twierdzilem ze jak sie bylo dziadem w PLu to sie
          Panem nigdzie indziej nie bedzie i sloma bedzie szelescic pod gajerem z
          buta...MP tez zapomnial napisac ile kasy wydal na wizy i ze rok czekal az z
          laski mu ktos prace zaproponuje a zlewali go namietnie o ile pamietam, z gracja
          wrodzonom Kiwusom czyli milo i rzeczowo...a o zonie swej tez nie napisal ze
          wsciekla lazila bo zarabiala grosze i byla pomiatana jak pies z poczatku...no
          coz, nastepny polacki za granicem...
          ...czy ktos mi moze wytlumaczyc ile kosztuje DVD pioniera??? jako zem wrocil do
          PLu z NZtu dopiero miesiac temu to nie wiem ale mysle ze za 1000 to juz chyba
          cos kupie no nie? skoro MP nie mial kasy w PLu zeby kupic se DVD i kamery to
          gdzie on robil jako ten informatyk? w piwnicy jakiejs? 6 lat temu zanim
          opuscilem te kraine zarabialem ponad dwa kola o ile pamietam wiec cos mi nie
          pasi ze MP nie mial kasy na DVD i tak sie teraz cieszy...musze powiedziec na
          koniec ze wyjazd z NZ to bylo najlepsze co zrobilem w zyciu oczywiscie pomijajac
          wybor malzonki...dumny jestem z podjetej decyzji jak PAFFFF...
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 01:24
            cashoob napisał:
            > 4. nalezy miec syndrom polaka z chicago zeby wystepowac potem w takich
            > artykulach "sponsorowanych" przez firme "Jobfruwaj.pl"

            mi nikt nie zaplacil za udzial w tym artykule, a Tobie za udzial w tym forum?
            kto i ile placici Ci za prowadzenie kampanii antyNZ od 6 lat?

            > jedli kielbase
            > dla psa i domu nie ogrzewali zeby se uciulac kasiore na koncie...mej zonie
            > myster MP sie chwalil ze mieszka w "rezydencji" z chyba 9-cioma pokojami jak
            > dobrze pamietam...zapomnial jednak dodac, co dopiero wyszlo po czasie, ze on w
            > tej "rezydencji" mieszkal w jednym pokoju a reszta byla obsadzona przez
            podobne
            > indywidua najmujace, pewnie to byl jakis hostel :)...

            i kto to mowi? gdy Twoja zona (pracuje jeszcze w hostelu, pchly jeszcze ja
            gryza?) przyslala mi zdjecia waszego domu, az zaniemowilem, ze mozna w czyms
            takim mieszkac po 5 latach w NZ. czlowieku, mieszkalem tam przez 1.5 miesiaca
            (polecam na poczatek, to dobra lekcja zycia i wielokulturowosci, gdy rano w
            kuchni spotykasz Amerykanina lub Irlandczyka i rozmawiacie o zywczajach). Od
            tego czasu mieszkam juz w kolejnym, trzecim miejscu. Podnosze poziom, a Ty? nie
            mam ani jednego kredytu, nie domawiam sobie jedzenia, co ludzie mi wypominaja
            ogladajac moje zdjecia :), mam za to wlasne meble, wlasny sprzet RTV/AGD,
            imponujaca kolekcje filmow, ktorych w kazdym tygodniu przybywa, mam samochod i
            nie placze, ze place wysokie rachunki, ze haruje, ze restauracja czy kino za
            drogie.. przykro mi, ze przez 6 lat nie wyrobiles sobie takiego "luksusu", jaki
            ja mam po roku i nie potrafilbys docenic tego, ze mam godzine drogi do winnic
            Martinborough, gdzie moge spedzic spokojny sobotni dzien :) polaczkuj mi,
            przyzwyczajony jestem do deprecjonowani :)
            zapraszam do Wellington na kawe (a niech tam, ja stawiam) - gdy wreszcie
            ruszycie sie z tego Auckland.. zobaczysz, jak wyglada zycie po roku i porownasz
            ze swoim po 6 latach. opowiem Ci o miejscach, gdzie nie byles, a powinienes
            pojechac :)

            zeby czytac, trzeba umiec czytac ze zrozumieniem. po tym, gdy "wyjechales z
            PLu" ludzie zabijali sie o DVD no-name za 99zl w MegaAvansie lub MediaMarktach
            (27 kartek pogotowia w Lodzi, slyszales?) na promocyjnym otwarciu.. a tu jadlo
            sie kielbaski na otwarciu Harveya Normana w Lower Hutt, grala kapela rockowa i
            ludzie kulturalnie kupowali i nikt nie zabijal sie o DVD Philipsa za $60..
            kamere kupilem za gotowke z jednej dwutygodniowki i jeszcze starczylo na czynsz
            i przezycie.. taka sama w Polsce (jeszcze jako najnowszy model, choc ma rok) na
            stronie producenta wystawiona byla za grubo ponad 4300zl.. jesli kogos w Polsce
            stac na kupienie takiej za dwa tygodnie pracy w gotowce i jeszcze przezyc, to
            powodzenia. nie chwale sie, mowie tylko o zalecie GST 12.5%, a nie VAT 22% oraz
            korelacji pensji i cen. Jesli stac mnie na nalewanie pelnego baku i
            uzywanie "klimy", to mowie to po to, zeby uswiadomic kazdemu, kto w upalny
            dzien siedzi przy otwartym oknie w korku, ze nie musi. nie interesuje mnie, kto
            jaki sprzet sobie kupi, mowie, co mozna miec bez wiekszego wysilku. jelsi chces
            zmiec 14 calowy TV albo wcale, Twoja sprawa, ja lubie filmy i dlatego kupilem
            sobie duza plazme. i Tobie nic do tego.

            > Panem nigdzie indziej nie bedzie i sloma bedzie szelescic pod gajerem z
            > buta..

            nie lubie garniturow i nie nosze :) raz na komunie, raz do slubu i moze jeszcze
            kilak razy w zyciu. raczej unikam

            > MP tez zapomnial napisac ile kasy wydal na wizy

            440zl od osoby plus badania lekarskie. najdrozsze sa bilety. zainteresowanym
            chetnie podam cennik w wolnej chwili. mojego miala mozna znalezc w internecie.
            koszt emigracji dwuosobowej rodziny to ok. 15tys zl.

            > i ze rok czekal az z laski mu ktos prace zaproponuje a zlewali go namietnie o
            > ile pamietam, z gracja wrodzonom Kiwusom czyli milo i rzeczowo...

            a to dobre :) kilka faktow. o NZ pomyslalem w dniu wyborow w pazdzierniku 2005,
            do stycznia czytalem informacje. w marcu zaczalem wysylac CV. zamiast NZ, UK
            zaczelo sie odzywac i zawracac mi glowe funtami :) na poczatku maja zadzwonil
            do mnie EDS, pod koniec maja zadzwonil drugi raz, w czerwcu przyslal draft
            kontraktu w lipcu podjalem decyzje. rok nie minal od pierwszej mysli (wtedy
            jeszcze o NZ wiedzialem tyle, co wszyscy) wiec o czym Ty piszesz? BTW polecam
            aktywne szukanie pracy tak, zeby ona znalazla Ciebie, a nie Ty szukal jej..
            gdybym chcial czekac na rekruterow, to bym do dzis wnawet w Polsce nie mial
            pracy (przepraszam rekruterow, ale jestescie malo aktywni) :D

            > a o zonie swej tez nie napisal ze
            > wsciekla lazila bo zarabiala grosze i byla pomiatana jak pies z poczatku...no
            > coz, nastepny polacki za granicem...

            hoho.. usmialem sie :) zwazywszy, ze nie musiala pracowac i dlugo nie
            pracowala, a gdy wreszcie poszla do pracy, po dwoch miesiacach bez wiekszego
            proszenia dostala takie referencje, ze w ramke mozna oprawic :) i wiesz co? ani
            jednego dnia nie pracowala fizycznie, choc nie ma tak dobrej znajomosci jezyka,
            jaka chwali sie Twoja zona :)
            nie wymyslaj bzdur, choc wesole rzeczy wymyslasz :)
            • poledownunder Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 02:35
              Gentlemeni nie mowia o pieniadzach... troche zalosne i niesmaczne wydaja mi sie
              Wasze przepychanki a ja mieszkam tak, a ja mam taka bryke i tyle na koncie, nie
              mowiac juz o wywlekaniu co kto komu kiedys powiedzial przy piwie na forum
              publiczne. Trafil swoj na swego.

              Ja mieszkam w NZ od 7 lat, zarabiam nie za duzo i nie za malo, znam takich
              ktorzy zarabiaja duzo wiecej niz ja, jak rowniez takich ktorzy zarabiaja duzo
              mniej, i moge tylko powiedziec ze nie zawsze ci ktorzy zarabiaja duzo wiecej sa
              madrzejsi, dowcipniejsi, ciekawsi, spolegliwsi niz ci, ktorzy zarabiaja duzo
              mniej. Nie zapominajmy o innych aspektach czlowieczenstwa poza kasa. Moj
              dorobek po 7 latach to stara drewniana chalupka na 700m2 w ciaglym remoncie (na
              kredyt). Nie wstydze sie tego, jezeli ktos uwaza ze powinnam, to bardziej
              swiadczy o nim niz o mnie. To co inni wydaja na plasmy ja wydaje na ksiazki,
              zwiedzanie tego pieknego kraju, rozne frajdy dla dzieci... Dla mnie w NZ liczy
              sie to, ze moge co weekend wyskoczyc w gory lub nad morze, lub nad jezioro -
              jak zachce. Ze przez 11 miesiecy w roku wracam z pracy jak jest jeszcze
              jasno. Ze ludzie maja dla mnie czas a ja dla nich. Ze otaczaja mnie ludzie
              usmiechnieci, pozytywnie nastawieni do zycia, bez fochow i fanaberii. Wg mnie
              na tym polega "magia" nowozelandzkiego stylu zycia, nie na tym ile mozna
              zarobic i jak szybko sie dorobic. Pozdrawiam.
              • Gość: VP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 31.07.07, 02:49
                poledownunder napisała:

                > Dla mnie w NZ liczy
                > sie to, ze moge co weekend wyskoczyc w gory lub nad morze, lub nad jezioro -
                > jak zachce. Ze przez 11 miesiecy w roku wracam z pracy jak jest jeszcze
                > jasno. Ze ludzie maja dla mnie czas a ja dla nich. Ze otaczaja mnie ludzie
                > usmiechnieci, pozytywnie nastawieni do zycia, bez fochow i fanaberii. Wg mnie
                > na tym polega "magia" nowozelandzkiego stylu zycia, nie na tym ile mozna
                > zarobic i jak szybko sie dorobic.

                I to jest wlasnie piekne w Nowej Zelandii.
                To dlatego ludzie decyduja sie przeleciec 17 tys. km ... zeby zaznac innego
                stylu zycia.
              • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 07:11
                Bravo Poledownunder !

                Naprawde wstyd mi za Cashooba i MP. Udalo im sie ciekawa dyskusje sprowadzic do
                wypisywania jakis bzdurnych osobistych epitetow oraz informacji na temat
                pogryzzienia malzonek przez pchly. Wyzwali sie na pojedynek na to
                kto ma lepsze DVD.

                Wlasnie przez takie kretynizmy ktore w PLu sa czescia
                codziennosci to zaczyna znowu podobac mi sie w NZ.
                  • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:47
                    szkoda, ze Darek nie wybral innych przykladow roznic cenowych, o ktore mnie
                    poprosil. byloby zabawniej czytac, jak ktos zarzuca mi, ze kloce sie o cene
                    biletu do kina albo o cene butow.

                    dla mnie nie ma roznicy. kazdy wydaje na to, na co ma ochote. dla mnie mozesz
                    nie miec nic i mieszkac w pustych czterech scianach. mozesz nawet mieszkac w
                    przyczepie, jesli Ci sie podoba. poszukaj najpierw tego, co Kaszub i jego zona
                    pisza o swoich doswiadczeniach w NZ na strocnach internetowych, a pozniej
                    zastanow sie, dlaczego naskoczyl tak na przyklad, ktory troche odbiega od jego
                    schematu (przypominam: jedzenie kielbasy, ciulanie na rzeczy na kredyt, dlugi,
                    bieda i syf - zyjesz tak w NZ? zgadzasz sie z tym, jak on opisuje zycie Polakow
                    w NZ? nie znam takich Polakow. tylko Kaszuba i jego zone..).

                    moge podac przyklady ludzi, ktorzy maja mniej, niz oni, zyja godnie i nie
                    opowiadaja takcih bredni na forum, ze majac certyfikat z jezyka mozna tylko
                    pracowac fizycznie.. to jest po prostu zenujace.

                    artykul byl o pracy, placy i cenach i inaczej, niz podajac przyklady, nie da
                    sie napisac w dwoch zdaniach o roznicach. padlo na DVD, choc podalem rozne
                    przyklady. kogos to razi, ze mozna w ciagu roku sie urzadzic, nie miec dlugow i
                    jakos sobie radzic? chcialbym czytac o takich przykladach z innych popularnych
                    krajow emigracyjnych, a czytam o masach Polakow, ktorzy z reklamowka rzeczy
                    osobistych jada po zlote runo do UK i Irlandii. rozumiem, ze tylko taki obraz
                    emigracji jest jedynie sluszny?
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:37
                  rozumiem, ze mialem zostawic bez echa wymysly kogos, kto nigdy ze mna nie
                  rozmawial, a kto publikuje szczegoly o swoim pobycie w NZ od wielu lat, wiec
                  mozesz z nich wyczytac, jak z ksiazki. mialem zostawic bez echa jego
                  komentarze, w ktorych opowiada o moim zyciu, ktorego malenki fragment zostal
                  wlasnie opublikowany w gazecie?

                  moze mnie ponioslo, ale czlowiek po prostu pisze nieprawde, opowiada o jedzeniu
                  kielbasy dla psa, dlugach (ktore sam ma i mysli, ze opowiadalbym, ze jest mi
                  cudownie, gdybym mial dlugi..), o tym, ze niby mieszkam w fatalnych warunkach
                  mieszkaniowych w hostelu (gdy jego zona na innym forum pisze, jak to ja pchly
                  pogryzly w pracy.. w hostelu). czy ja mam czego mu zazdroscic alby czym sie
                  przed nim chwalic?

                  jesli o mnie chodzi, on moglby byc "bohaterem" artykulu, opowiedziec, jak jest
                  fatalnie w NZ, ludzie nie przyjezdzajcie, nie warto, wpadniecie w dlugi..
                  gdybym sie odezwal na forum, ze on pisze bzdury, tez napisalbys, ze Ci wstyd?

                  wiesz. wspolczuje mu i jego zonie, ale jaki wysilek wlozyli w to, zeby bylo
                  inaczej? oprocz tego, ze swoje bledy przypisuje mi? moja zona nie chwali sie na
                  forach internetowych, ze mowi wspaniale po angielsku, wrecz przeciwnie, trudno
                  jej wybic z glowy, ze radzi sobie calkiem niezle.. powiedz mi zatem, jakim
                  cudem zona kaszuba pracuje fizycznie i narzeka na pchly, a moja zona pracuje w
                  biurze miedzynarodowej firmy?
                  jaki wysilek powtarzam. ja wlozylem i zbieram plony. moja zona tez odwazyla sie
                  i poszla na rozmowe w sprawie pracy, choc bala sie bariery jezykowej.
                  narzekanie na pchly i opowiadanie o dlugach i kielbasie jest dla mnie bardziej
                  zenujace, niz podanie przykladu konkretnej ceny jakiegos tam produktu.

                  to nie jest skakanie sobie do gardla, tylko opowiadanie o doswiadczeniach.
                  niektorym ludziom taka rozmowa pomaga. ktos, kto boi sie, ze nie mowi za dobrze
                  po angielsku pomysli przez chwile, co go moze czekac.. z tych przykladow
                  wynika, ze majac certyfikat z jezyka najwyzej pchly, a nie majac certyfikatu..
                  praca biurowa..

                  zastanow sie. dla mnie to, jaki kto ma model czegostam wlasnie nie ma zadnego
                  znaczenia, ale dla wielu Polakow bedzie mialo znaczenie to, ze beda mogli sobie
                  pozwolic na troche inne zycie. jak bardzo? no trzeba podac jakis przyklad
                  czasem. jesli nie zobacza porownania golym okiem, nie podejma decyzji, zeby
                  przyjechac. moglem napisac, ile kosztuje cos innego (faktycznie podalem
                  znacznie wiecej przykladow roznic w jakosci normalnego zycia, ale autor wybral
                  ten). chyba latwiej jest rozmawiac o czyms, co mozesz sprawdzic idac do
                  najblizszego sklepu, niz prownanie z kosmosu.

                  powtarzam. artykul byl o pracy i zyciu, a nie o niewatpliwych walorach NZ
                  (szczegolnie turystycznych). to, jak wysoko wybucha gejzer w wai-otapu,
                  znajdziesz w kazdym przewodniku o NZ, ale o tym, ze nie ma badan lekarskich
                  przed egzaminem na prawo jazdy na odpowiednim formularzu czy obowiazkowego
                  kursu juz nie znajdziesz tak latwo.
              • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:15
                poledownunder napisała:

                Ze otaczaja mnie ludzie
                > usmiechnieci, pozytywnie nastawieni do zycia, bez fochow i fanaberii. Wg mnie
                > na tym polega "magia" nowozelandzkiego stylu zycia,

                Ja mam to w Polsce :)i nie wiem czy jest sens zmiany tego szczególnie,ze
                zgadzam sie z twoim zdaniem poniżej ;). Do NZ wybrałbym sie,ale turystycznie,
                lubie góry i morze.

                > nie na tym ile mozna
                > zarobic i jak szybko sie dorobic. Pozdrawiam.
                >
                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:53
                  > Ja mam to w Polsce :)i nie wiem czy jest sens zmiany tego szczególnie,ze
                  > zgadzam sie z twoim zdaniem poniżej ;). Do NZ wybrałbym sie,ale turystycznie,
                  > lubie góry i morze.

                  fajnie, to poszukaj dodatku o podrozach i turystyce (tez taki jest) i nie dziw
                  sie, ze w dodatku praca rozmawiamy o pracy, placy i cenach.

                  i podpowiem Ci.. przeczytaj dokladnie zdanie z artykulu dot. DVD, bo nie masz
                  tak samo w Polsce - masz 22% VAT, a nie 12.5% GST, wiec na to samo zarabiasz
                  kapke dluzej.. i to byla glowna, choc zgrabnie ukryta mysl :) rowniez w zdaniu
                  o restauracjach, bo nie wiem czy wiesz, w Polsce od stycznia przyszlego roku
                  VAT na potrawy w restauracjach rowniez wzrasta do 22%.

                  jesli mozesz tez sie pochwalic tym, ze w kinie lub na stadionie mozesz wypic
                  lampke wina, a kierowcy przepuszczaja Cie ZAWSZE na przejsciu dla pieszych, a
                  obcy ludzie mowia Ci "dzien dobry", to gratuluje. faktycznie nie warto bylo
                  wyjezdzac z Polski :)
                  • vazz Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 02.08.07, 09:16
                    Gość portalu: MP napisał(a):


                    >
                    > fajnie, to poszukaj dodatku o podrozach i turystyce (tez taki jest) i nie
                    dziw
                    > sie, ze w dodatku praca rozmawiamy o pracy, placy i cenach.

                    Oj a gdziez to ja sie dziwiłem?

                    > i podpowiem Ci.. przeczytaj dokladnie zdanie z artykulu dot. DVD, bo nie masz
                    > tak samo w Polsce - masz 22% VAT, a nie 12.5% GST, wiec na to samo zarabiasz
                    > kapke dluzej.. i to byla glowna, choc zgrabnie ukryta mysl :) rowniez w
                    zdaniu
                    > o restauracjach, bo nie wiem czy wiesz, w Polsce od stycznia przyszlego roku
                    > VAT na potrawy w restauracjach rowniez wzrasta do 22%.
                    >

                    Nie o zarobkach pisałem,zdaje sobieisprawe,ze NZ jako bogatszy kraj oferuje
                    lepsze zarobki.

                    > jesli mozesz tez sie pochwalic tym, ze w kinie lub na stadionie mozesz wypic
                    > lampke wina, a kierowcy przepuszczaja Cie ZAWSZE na przejsciu dla pieszych, a
                    > obcy ludzie mowia Ci "dzien dobry", to gratuluje. faktycznie nie warto bylo
                    > wyjezdzac z Polski :)

                    Do kina ide na film,a nie żeby sie napic czy najeść, na stdiony nie
                    uczęszczam,a z przejściem przez ulice nie mam problemu,z mówieniem dzien dobry
                    też nie narzekam.

                • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 04:30
                  posiadania czego przepraszam? artykulow codziennego uzytku? no chyba, ze DVD
                  jest dla Ciebie luksusem, po ktory trzeba "pedzic ku karierze"... rownajmy w
                  dol, tak bedzie cieplej w naszym malym wygodnym duck pond...

                  nie mam zamiaru wstydzic sie tego, ze kupilem sobie cos zwyklego, co uzywam
                  codziennie i to tanim kosztem i moge o tym powiedziec podajac jako przyklad
                  roznicy cenowej bo to interesuje czytelnikow dodatku praca bardziej, niz
                  czystosc wody w zrodlach lodowcowych (roznicy cenowej lub raczej podatkowej, bo
                  o to mi chodzilo) a Ty co bys napisala kazdemu potencjalnemu emigrantowi, ktory
                  waha sie, czy warto zrobic taki krok ekonomiczny, ktory pochlania jednorazowo
                  kilka(nascie)tysiecy PLN i nie kazdy sobie pozwoli na to, zeby przy relokacji
                  zabrac kilka ton rzeczy (wiesz ile kosztuje fracht? ja wiem)?

                  niektorzy w kontekscie pracy, placy i cen wezma to pod uwage, a nie tylko to,
                  ze moga zobaczyc na zywo delfina, tui czy pohutukawa (nie kazdy i nie wszedzie
                  tak dla scislosci - Kaszubowi sie nie udalo przez 6 lat).
                  BTW.. wiesz jaki VAT jest w GB i jaka jest roznica w cenie takiego sprzetu jak
                  DVD i dlaczego Polacy tam kupuja ostatnio, zamiast zabijac sie na promocjach
                  (jedna promocje widzialem na wlasne oczy, bo okna mojego biura wychodzily na
                  BlueCity w Warszawie. zawiedzionych ludzi bez zebow, zegarkow i portfeli..
                  zawiedzionych, ze nie kupili DVD za 99zl.. jak bardzo mozna sie ponizyc, zeby
                  kupic cos tak przyziemnego?)

                  powiem Ci.. bo za roznice moga isc do kina, restauracji i odetchnac od "pedu za
                  kariera".. BTW od stycznia w Polsce VAT na restauracje podniesiony bedzie do
                  22%.. to tez bedzie luksus? i ped za kariera?
              • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 03:17
                artkul byl o pracy, cenach, pensjach itp. w dodatku praca, a nie w dodatku
                podroznik-odkrywca.
                Zgadzam sie, ze rozmowa o rzeczach tak normalnych i przyziemnych, jak pieniadze
                jest niezdrowa, ale autor artykulu chcial uzmyslowic czytelnikom przyklady.

                Kaszub pisze bzdury o mnie i mojej sytuacji, wiec musze sprostowac. Czlowiek
                nigdy w zyciu mnie widzial, korespondowalem kiedys z jego zona, ktora pytalem o
                to samo, czego szukaja przyszli emigranci - informacji o zyciu. zeby bylo
                smieszniej w tym samym czasie trafilem na zdjecia smieci w rynsztoku, ktore
                Kaszyb publoikowal jak "prawdziwe oblicze NZ" i nie wiedzialem, ze maja cos
                wspolnego. po ponad roku korespondencji dowiedzialem sie duzo wiecej, niz
                chcialem i jeszcze przed wyjazdem wiedzialem, ze ich obraz jest przerysowany.
                intuicja mnie nie zawiodla. kaszub zawiodl sie na NZ, ale postanowil
                przeczekac, by splacic dlugi i na kiwuskim paszporcie wyjechac do Australii.

                gdyby nie pisal oszczerstw na temat moj i mojej zony, szczegolnie, ze nigdy
                wczesniej nie skrzyzowalismy ani jednego zdania (sic!), nie musialbym prostowac
                jego bajek.
      • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 21:52
        ...w dzisiejszym wydaniu gazety wyborczej w dodatku do pracy jest artykul o
        nz...pomine komentarz zlosliwy...wrazenie mialem natomiast takie ze Pan
        Dariusz Brzostek czyli pisak owego artykulu zgubil gdzies obiektywnosc
        pisaczom...czasem to smialem sie do rozpuchu z bzdor wypisanych np.
        krystalicznie czystej wody za darmo czy cen za leki...nie bede przytaczac
        gdzie owe bzdury sa wypisane...mam tez takie jakies przezabawne wrazenie ze
        Jobpilot.pl "posmarowalo po chlebie maslem tak ze az sie nie dalo
        jesc"...Gratulacje panie Dariuszu...zeby bylo smieszniej czesc z osob
        wymienianych i opstrykanych na stronie trzeciej znam tudziesz mialem, ja czy
        ma zona, z nimi przyjemnosc korespondowac i powiem tak ze wiekszego dowciapu
        nie czytalem..."polaczki som wszedzie" i nie wiem dlaczego na sile staraja sie
        pokazac innym jak im dobrze, lacznie ze zdjeciami, czy ktorys sie przyznal ze
        zrom kielbase dla psow i gotuja zupy na kosciach dla psow zeby odlozyc pare
        baksow na restauracje za "$15" albo mieszkaja w "Rezydencjach" nie swoich z 20
        innymi lokatorami po spolu? Notabene nie wiem gdzie takie restauracje som bom
        nigdy nie mial przyjemnosci po spelunach sie wluczyc, a fish'n'chips w moim
        pojeciu do restauracji sie nie zalicza...coz ja mam ten komfort psychiczny ze
        juz wrocilem do PeReLu i jest mi wesolo jak nigdy, nie wspomne tez o dosc
        sporej ilosci ludzi mi znanych ktorzy juz z nz wyjechali bo tak im dobrze bylo
        a dodam ze kolejni sie szykuja i niechybnie skieruja swe oczy na polnoc...Tez
        mnie interesuje Panie Dariuszu dlaczego Pan nie skorzystal z okazji
        porozmawiania z ludzmi ktorzy z nz wyjechali a namiary chcialem Panu przeciez
        podac, siebie nie wliczam bom nie wiarygodny...mial Pan dosc czasu zeby
        pokazac dwie strony medalu...cudownie jednak Pan pominol owa smutna kwestie w
        zyciu NZ czyli eksodus ludzi rozumnych...czyzby to nie pasowalo do wizji
        eldorado ktore Jobpilot preferuje??? moj ojciec podczas pobytu
        poltoramiesiecznego i na odjezndym skwitowal to jasno, w Hong Kongu widzial
        wiecej bialych ludzi jak na ulicy w Auckland, a ceny porownal do
        nieporozumienia, zarobki zas do zartu...powiedzial tez ze w NZ w zyciu tyle
        kasy nie zarobi co na wlasnym interesie w PLu robi, dodam od siebie ze DVD
        oraz pralke juz ma...wakacje natomiast sobie chwali...podobalo mu sie to ze
        meduze na plazy zobaczyl zdechlom oraz zachwycal sie rzeczka "smrudka" plynaca
        z oczyszczalni sciekow wprost na kompielisko w Auckland...Mam nadzieje ze za
        wielu ludziom Pan zycia nie zmarnuje owym artykulem, i bedzie Pan mogl spac
        spokojnie...

        Musze jednak sprostowac zarobki bo az mnie swierzbi, srednia wyplata to $13 na
        godzine, co daje nam 19% podatku plus koszty ACC (cos jak zus) i dodatkowe
        koszty jak za mundurki itd, zalezy od roboty (do 38000 jest 19% a potem juz
        hop leci 33% i wyzej)...$13 placi sie wykwalifikowanem pracownikowi w
        fabryce...$15 jako kierownik w hotelu Sky City naprzyklad...czyszczenie kibli
        natomiast to $12...koszty natomiast to srednio w Auckland $150 na miesiac za
        prunt, $410 placilem za mieszkanie klitke w centrum...$200 za wode co 3
        miesiace, $250 co 2 tygodnie na jedzenie, dodatkowo placi sie za windy, itd
        jesli jest w budynku, jak sie ma dom to jeszcze wiecej bo dochodzi rzadowy
        podatek za grunt i posesje, ale malo kto ma dom tudziesz go na niego stac wiec
        wiekszosc wynajmuje...$150 na internet i telefon, $100 za komurke plus
        rachunek, oraz paliwo itd...$25 na godzine jak pan informatyk zapowiedzial to
        i moze i owszem ale to jest juz bardzo dobra wyplata i malo kto ma takie kase
        a jak juz to na wysokim stanowisku po paru latach pracy....glownie w
        Auckalnd...mimo ze ze zonem mielismy kasy duzo okupione to bylo tyraniem jak
        wol i przywiazaniem do telefonu i dostepnoscia na kazde zawolanie...nikt nie
        placi za spanie i lezenie na boku jak to wszem i wobec "polaczki" usiluja
        pokazac i wmowic innym biedackim z PLu...

        Pozdrawiam
        Blazen Kaszub
        • abere8 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 30.07.07, 23:01
          cashoob napisał:

          $25 na godzine jak pan informatyk zapowiedzial to
          > i moze i owszem ale to jest juz bardzo dobra wyplata i malo kto ma takie kase
          > a jak juz to na wysokim stanowisku po paru latach pracy....glownie w
          > Auckalnd...mimo ze ze zonem mielismy kasy duzo okupione to bylo tyraniem jak
          > wol i przywiazaniem do telefonu i dostepnoscia na kazde zawolanie..

          $25 za godzine to nie tylko informatyk zarabia, zapewniam Cie. I nie tylko w
          Auckland. Jesli uwazasz, ze zarabianie $50-60k rocznie to kokosy dostepne dla
          specjalistow z doswiadczeniem, to miales pecha i tyle. Albo moze ja mam
          szczescie, jedno z dwojga :-)

          Aha, i nie tyram zbytnio - normalnie, robie wszystko, co do mnie nalezy, a
          pracodawcy sa zadowoleni, wiec chyba jest ok.
        • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.cable.telstraclear.net 30.07.07, 23:13
          mialem nie reagowac, ale Cashoob idzie na calego.. po pierwsze kompletnie nie
          rozumiem, skad tyle agresji? 6 lat nie wystarczylo, zeby nabrac dystansu do
          zycia?

          dla osob, ktore nie znaja Cashooba i jego zony, poznaja ich szybko, wertujac
          strony w poszukiwaniu informacji o NZ. ciekawie sie czyta ich historie od
          poczatku, gdyz na poczatku byli bardzo podekscytowani np. tym, jak to latwo
          udalo sie oszukac pracodawcow dyplomem technika, gdyz mysleli, ze to dyplom
          inzyniera.. gdy czytam takie rzeczy, smiac mi sie chce. To nie Polska. Tu sie
          liczy doswiadczenie, a nie papierek. DOswiadczenie lokalne dodam dla scislosci.

          .. i czego sie dowiedza. ludzie ci mieszkaja w NZ od 6 lat, najpierw w CHCH,
          potem w Auckland.

          Kaszub: odpowiem na Twoja agresje w ten sam sposob, gdyz z takimi ludzmi trzeba
          rozmawiac ich jezykiem. znam Twoja zone faktycznie i opowiadala mi duzo o
          waszej "przygodzie", choc wszystko mozna przeczytac z takich dlugich postow na
          wielu forach. nie oszczedzacie nikomu szczegolow, wiec pozwole sobie zebrac je
          w calosc. przyjechales do NZ nie znajac angielskiego, co mozna przecyztac na
          forum dot. porad jezykowych (gdzie na poczatku Twoja zona pisala, ze nie trzeba
          zdawac IELTS, wystarczy tak, jak Ty dostac papierek od pracodawcy, ze zna sie
          jezyk) i szybko znalazles prace. wtedy myslalem, ze nawet dobrze platna, teraz
          Ci powiem, ze nic rewelacyjnego, wiec nie dziw sie, ze nie awansowales przez 2
          lata. Twoja zona, ktora na tym samym forum udziela porad jezykowych (jak
          twierdzi, zna jezyk perfect), przez 6 lat pracuje fizycznie.. choc byla
          studentka UW i zastanawia mnie, czemu pracuje 10 dni w tygodniu.. naprawde
          przez dwa lata zachodze w glowe czemu nie poszla do jakiejkolwiek pracy
          biurowej, gdzie nabralby doswiadczenia i zarobilaby dwa razy wiecej. oczywiscie
          nic do tego nie mam, po prostu zastanawiam sie, jak mozna narzekac, jesli nie
          zrobilo sie nic, zeby bylo lepiej.
          smiejesz sie z czystej wody itp. rzeczy.. a opowiedz wszystkim, gdzie byles
          przez te 6 lat pobytu w NZ. z rozmow z Twoja zona wynika, ze dopiero w 6 roku
          byliscie w Wellington, Polnocnej Wyspy w ogole nie znacie, byliscie chociaz w
          Hamilton? 4 lata w Uackland, 2 lata w CHCH i smiejesz sie, ze czystej wody nie
          widziales? delfina albo chociaz tui widziales?
          Kolejna sprawa.. jesli placisz $400 za rudere, to przyjedz do Welly. Tu rudery
          sa po $200 :) zostanie Ci na zwiedzanie okolicy i docenianie faktu, ze nie
          musisz wyjmowac radia z samochodu, gdy idziesz po gazete :) najwiekszy zimowy
          rachunek za prad (w zimniejszym od Auckland Welly, gdzie trzeba sie wiecej
          dogrzewac) zaplacilismy $190, a latem $70.. kuchnia jest elektryczna, suszarka
          do ubran, ogrzewanie, woda podgrzewana elektrycznie, sprzet elektroniczny tez
          pradozerny.. wiec o czym opowiadasz? masz tam jakas fabryke w domu, ze placisz
          wiecej?
          za telefon, pakiet filmowy (kanaly z filmami bez reklam) i internet place $106
          i wszystkie rozmowy lokalne mam za darmo. znajdz mi taka oferte w Polsce za 106
          zl :)

          podalem przyklad 25 netto (tak latwiej Polakowi uzmyslowic roznice) czyli
          stawke, ktora zarobisz z palcem w nosie. Programisci zarabiaja dwa razy tyle,
          wiec na rachunek za prad maja przed lunchem.

          $15 za restauracje? Zapraszam do Welly mamy ich najwiecej na glowe mieszkanca
          na swiecie. Polecam meksykanska, indyjska, azjatycjka wszelkiej masci, co tylko
          chcesz. takie za $21 tez sa, jesli ta za $15 jest dla Ciebie za tania :)

          Kaszub.. nie opowiadaj, ze mieliscie z zona duzo kasy, bo jeszcze rok temu, gdy
          rozmawialem z Twoja zona, razem zarabialiscie mniej, niz ja zaraz po
          przyjezdzie. moze zamiast kupowac kolejne watpliwej wartosci nieruchomosci,
          trzeba bylo zainwestowac w doswiadczenie lub lokalne, wysokopunktowane
          wyksztalcenie?

          Mojej zonie oplacilem kurs jezykowy, bo nie czula sie pewnie z jezykiem, a gdy
          po kilku miesiacach poszla do pracy w biurze zastanawiala sie, czemu nie
          zrobila tego od razu, bo praca to najlepsza szkola jezyka.

          Macie juz te upragnione paszporty, wasza wymarzona Australia czeka.. czemu
          jeszcze prowadzisz kampanie antyNZ (najbardziej urzeklo mnie Twoje
          fotografowanie smieci w rynsztokach)? Wyjedz i oszczedz wszystkim tego jadu, bo
          Tobie sie akurat nie udalo. Znam tu dziesiatki osob, ktorym sie udalo i znajac
          Wasze wypociny na forach zachodza w glowe, jak dlugo jeszcze bedziecie narzekac
          liczac na to, ze tu bedzie tak, jak w Polsce. nie bedzie. na szczescie.

          PS nie zycze Ci nawet 10% tego, co mnie spotkalo w pracy w Polsce, ale pomysl,
          moze faktycznie te 6 lat masz w plecy i czas wracac do Polski?
          • cashoob Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 01.08.07, 11:56
            :) widzisz stary i tu nie rozumiesz, ja sie nie chwale jak mi bylo, wsio jest
            jak nie na forum u paihy to na mojej stronie, czepiasz sie ze zona pomagala
            ludziom a ja opisalem po krotce w paru stronach co widzialem i jak mi poszlo? to
            podaj ile zes smarowal do niej zeby przyjechac, co nie przydala ci sie wiedza,
            skoros taki orzel to trza bylo nie pytac ino wsiadac i leciec jak ja zrobilem a
            nie rok pitoliles z gola po mailach az mi babe szlak trafil!?
            ...to zem angielskiego nie znal to nie jest calkiem prawda aczkolwiek nie
            mowilem plynnie w tym jezyku to juz blizej, 7 lat szkolenia angola w pisaniu i
            czytaniu nie jest rownoznaczne z plynnym konwersacyjnym, a zareczam ci ze 60% w
            PLu taki wlasnie zna...jesli jednak ktos poczyta co ja wysmarowalem to zanim
            przyjedzie to sie zastanowi i potem nie bedzie mial pretesji, jesli natomiast
            poczyta co ty smarujesz to zaraz bedzie lecial, zastanow sie jednak nad tym ze
            nie kazdy trafia jak paczek w maslo i to jest raczej moje zamierzone dzialanie
            zeby ludzi uprzedzic co moze ich spotkac...co do naszego zycia to nawet nie
            znasz 1% tego co nam sie przytrafilo a wypowiadasz sie jak znawca mych gaci, co
            ty myslales ze zona ci opisze nasze stosunki seksualne?...nz nie jest rajem i
            takie jak powyzszy artykuly sa szkodliwe spolecznie...bo po pierwsze klamie jak
            fix a po drugie zero w tym przekladu na normalne zycie i problemy z tym
            zwiazane...co do watpliwych nieruchomosci to ciebie uczyc nie bede...zostaly ci
            pokazane w celu wyrobienia pojecia na temat cen i jakosci...chcesz mieszkac w
            welli to mieszkaj ja wybralem auckland, w afryce tez mozna jak sie chce albo na
            marsie co nie znaczy ze ceny sa zblizone w danych miejscach...zycze ci jednak
            zebys dlugo nie musial tyrac na te rudery, oby ci sie udalo choc jednom
            kupic...a jak pare se kupisz wlasnych to i wtedy pogadamy, jak narazie nie
            jestes konkurentem do dyskusji na temat nz bo po pierwsze jestes tam za krotko,
            po drugie bzdury gadasz niemilosierne z powyzszego powodu, odzywasz sie na temat
            ktorego dobrze nie znasz, piejesz z zachwytu ze malo sie nie posiusiasz, oby
            cie zycie nie doswiadczylo z powodu owej ignorancji, jesli bedziesz tam minimum
            piec lat to moze bedziesz konkurentem w dyskusji, na razie jestes chlopaczkiem
            co zajechal "na Nowom Zemlandie" i na sile usiluje pokazac jak mu dobrze, nie
            jestes pierwszy co to robi, wielu sie juz przewinelo po sieci i naszym zyciu
            osobistym, wielu przyjechalo i sie cieszy, wielu nie ale jesli nie maja
            doswiadczenia w temacie to nie dyskutuja, co do australii to lepiej sie wogule
            nie odzywaj bos panie tam chyba nie byl wcale, ja mialem przyjemnosc pare
            miesiecy balowac w OZie i se potem pojechalem do PLu bo o OZie juz opinie mam,
            ku dopelnieniu o niebo lepszom jak o NZ...wyjazd do nz to nie wyjazd do anglii,
            zapomniales o kosztach z tym zwiazanych i o tym ze jak ci nie wyjdzie i
            zostaniesz bankrutem to do domu nie bedziesz mial jak wrucic, zapomniales tez
            dodac ze wyrobienie wizy to koszt nie bagatela na polskie warunki, i zapomniales
            dodac o problemach zwiazanych z uzyskaniem takiej wizy bo nie kazdy jest w
            czepku rodzony...zanim zaczniesz pitolic to sie zastanow trzy razy...i kup se
            gazete bo teraz wszyscy znaja twa twarz a to niechybnie nie jest
            pochlebiajace...a zeby ci humor poprawic to dodam ze znam informatykow tysz co w
            nz byli i po roku spitolili bo sie cofali zamiast rozwijac...jako umysl scisly
            bo elektroniczno/informatyczny powiem ci tak...chesz zablysnac to na plocie se
            napisz DUPA i wtedy kazdy jeden bedzie kopal przechodzac obok, a co modrzejszy
            sie usmieje ale nie kopnie...
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 02:01
              > podaj ile zes smarowal do niej zeby przyjechac, co nie przydala ci sie wiedza,
              > skoros taki orzel to trza bylo nie pytac ino wsiadac i leciec jak ja zrobilem
              a
              > nie rok pitoliles z gola po mailach az mi babe szlak trafil!?

              juz odpowiadam. w pazdzierniku (dokladnie 24) wymyslilem sobie, ze warto sie
              zainteresowac NZ. zaczalem wertowac polskie strony. oczywiscie natrafilem na
              forum z Twoja zona. napisala, zeby odezwac sie do niej na GG. nie pisalismy
              nigdy maili. po kilku naprawde krotkich rozmawoach dowiedzialem sie, ze zna
              doskonale jezyk i zmienia posciel w hostelu. pomyslalem sobie, ze musi tam byc
              strasznie, skoro ktos ze swietna znajomoscia jezyka pracuje fizycznie 10 dni
              pod rzad. po kilku miesiacach znowu sie odezwalem. zazwyczaj odzywalem sie
              wtedy, gdy jej opis na GG wskazywal, ze jest jej bardzo zle w NZ albo
              znajdowala jakas glupote w mediach. zaczelismy wymieniac sie informacjami. ja
              wysylalem o glupotach z Polski (np. stacja za 3 mln zl, z ktorej nikt nie
              korzysta) itp. raz na jkis czas pisala, ze cieszy sie iz jest juz coraz blizej
              wyjazdu do cudownej Australii. raz przyslala mi zdjecia waszego WLASNEGO, a nie
              wynajmowanego mieszkania,ktore kupiliscie z mysla o zarobku.. to wszystko.
              wszystkie informacje znalazlem sam w internecie, bo mialem dosc czytania
              jej "porad" na forum ang.pl, gdzie pisala znajdz sobie w google. ja umiem sobie
              znalezc i znalazlem. nie musialem leciec do NZ w tym celu.

              > ...to zem angielskiego nie znal to nie jest calkiem prawda aczkolwiek nie
              > mowilem plynnie w tym jezyku to juz blizej, 7 lat szkolenia angola w pisaniu i
              > czytaniu nie jest rownoznaczne z plynnym konwersacyjnym, a zareczam ci ze 60%
              w
              > PLu taki wlasnie zna...jesli jednak ktos poczyta co ja wysmarowalem to zanim
              > przyjedzie to sie zastanowi i potem nie bedzie mial pretesji, jesli natomiast
              > poczyta co ty smarujesz to zaraz bedzie lecial, zastanow sie jednak nad tym ze
              > nie kazdy trafia jak paczek w maslo i to jest raczej moje zamierzone dzialanie
              > zeby ludzi uprzedzic co moze ich spotkac...

              czemu mialbym trzymac za raczke kogos, kto jest doroslym i odpowiedzialnym
              czlowiekiem. nie trzeba robic dlugow, zeby sprawdzic, czy jezyk jest
              wystarczajacym atrybutem czy nie. najprosciej, nie ruszajac sie z miejsca i
              bardzo tanio. zapoznac kogos przez internet, umowic sie na Skype i chwile
              pogadac. ruszajc sie zmiejsca, mozna isc np. na rozmowe kwalifikacyjna w Polsce
              na stanowisko wymagajace jezyka nagielskiego. jesli po godzinie zostajesz z
              poczuciem, ze sie jakos dogadales, czemu mialbys sie nie dogadac za granica.
              bilet do Londynu jest duzo tanszy, niz do NZ. wsiadasz w samolot i za godzine
              rozmawiasz z native speakerem. udalo sie znalezc wszystko, czego szukales,
              czemu mialoby byc dramatycznie gorzej w NZ? sam mowisz, ze miales problemy z
              jezykiem, ale jakos 6 lat wytrzymales, pracowales i zyles w anglojezycznym
              kraju. przed czym zatem chcesz przestrzegac innych? przed tym, zeby nie
              sprobowali wlasnych sil? nie obcinaj zywoplotu na wysokosci, ktorej sam nie
              przeskakujesz. sa ludzie, ktorzy IELTS zjadaja na sniadanie. czy ich tez
              uprzedzisz, zeby nie przyjezdzali, bo sie nie dogadaja?

              > co do naszego zycia to nawet nie
              > znasz 1% tego co nam sie przytrafilo a wypowiadasz sie jak znawca mych gaci,
              co
              > ty myslales ze zona ci opisze nasze stosunki seksualne?

              mam nadzieje, ze nie. natomiast od kilku lat publikuje dosyc szczegolowo wasze
              zycie w NZ na forach i nie tylko i z tych wypowiedzi mozna sie dowiedziec
              znacznie wiecej, niz Ty sobie wymysliles na temat moj i mojej zony.

              ...nz nie jest rajem

              nie jest. i podkreslalem to zawsze (przed wyjazdem, po zamieszkaniu tu i
              powtarzam to dzis)

              i
              > takie jak powyzszy artykuly sa szkodliwe spolecznie... bo po pierwsze klamie
              jak
              > fix a po drugie zero w tym przekladu na normalne zycie i problemy z tym
              > zwiazane...

              rozumiem, ze wiode nienormalne zycie, w zwiazku z tym nie jestem dobrym
              przykladem, ani nikt z moich znajomych, ktorzy mieszkaja tu.. uwazaj.. kilka
              razy dluzej, niz Ty. klamliwe? ktora czesc jest klamliwa? ze kilku osobom sie
              udalo i opowiadaja o tym, a jeden, ktoremy sie nie udalo piekli sie od lat, ze
              nabral sie na wlasne wizje raju? przykro mi i wiedzac, co piszecie o Australii
              (i biorac pod uwage instynkt, ktory mowi mi, ze tam tez nie ma raju, oraz moja
              wiedze o tym kraju od osob bardziej zorientowanych ode mnie) szczerze zycze Ci,
              zebys wreszcie po tych chudych latach w Oz znalazl swoj prywatny raj. najlepiej
              nie kosztem malenkiej NZ, bo Oz to juz inna liga w wielu kwestiach (chocby
              fakt, ze populacja NZ miesci sie w jednym miescie australijskim).

              > co do watpliwych nieruchomosci to ciebie uczyc nie bede...
              (...)
              > piec lat to moze bedziesz konkurentem w dyskusji, na razie jestes chlopaczkiem
              > co zajechal "na Nowom Zemlandie" i na sile usiluje pokazac jak mu dobrze

              nie prosze o nauki, bo a) nie jestem partnerem do rozmowy dla Ciebie b) ktos,
              kto robi dlugi nie bedzie mi opowiadal, jak tworzyc sobie ekonomiczne podstawy
              zycia.

              > wyjazd do nz to nie wyjazd do anglii,

              oczywiscie. to truizm.

              > zapomniales o kosztach z tym zwiazanych i o tym ze jak ci nie wyjdzie i
              > zostaniesz bankrutem to do domu nie bedziesz mial jak wrucic

              bilet w jedna strone do Europy kosztuje jakies $1500. jak przestaniesz byc
              agresywny, to powiem Ci, ktora azjatycka linia dolecisz jeszcze taniej, gdybs
              juz byla bardzo zdesperowany i zamkniety na wszystkie pomysly wyjscia z dolka.
              tak trudno zarobic $1500? gdybym byl zdesperowany, sprzedajac tylko te rzeczy,
              ktore kupilem w NZ, zarobilbym na znacznie wiecej, niz dwa bilety do Europy.
              odpowiedzialnosc. znasz takie slowo?

              > zapomniales tez
              > dodac ze wyrobienie wizy to koszt nie bagatela na polskie warunki,

              440zl plus badania lekarskie to majatek? bilet do Londynu moze wiecej
              kosztowac, gdy kupujesz kilka dni przed odlotem w tanich liniach.
              jakie koszty? powiedz.. moze ktos Cie niezle oszukal. robiles to przez jakies
              biuro?

              > i zapomniales
              > dodac o problemach zwiazanych z uzyskaniem takiej wizy bo nie kazdy jest w
              > czepku rodzony...

              jesli masz oferte pracy, dostajesz ja w ciagu tygodnia. w czepku urodzony?

              > zanim zaczniesz pitolic to sie zastanow trzy razy...i kup se
              > gazete bo teraz wszyscy znaja twa twarz a to niechybnie nie jest
              > pochlebiajace...
              > chesz zablysnac to na plocie se
              > napisz DUPA i wtedy kazdy jeden bedzie kopal przechodzac obok, a co modrzejszy
              > sie usmieje ale nie kopnie...

              nie badz wulgarny i agresywny. wyjechalem z kraju, zeby nie spotykac takich
              ludzi, jak Ty. teraz ciesze sie, ze wyjechales z NZ. NZ's win, Australian
              Paradise's loss :)
      • Gość: Kytie Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.drama.pl 30.07.07, 22:48
        Nowa Zelandia to fajny kraj, jednak to co opisano w GW to droga usłana różami.
        Nie prawda rzecz jasna.
        Mój kuzyn mieszka tam 10 lat, w Auckland. Jest nauczycielem angielskiego.
        Najpierw uczył jakieś kobitki w domu towarowym, potem chińskie dzieci. Mieszkał
        w domku, który u nas uchodzi za letniskowy (kraj wiecznej wiosny, bądź co bądź
        dom z leksza niestabilny...), potem po 5 latach harówki przeprowadził sie,
        mieszka w chińsko-koreańskiej dzielnicy, gdzie gazety po angielsku nie
        uświadczysz w promieniu 10km :), same korzonki w sklepie, dziwne warzywa w
        słoikach, ryż i "zgniła" kapusta pekińska.
        Przepis na zupę jarzynową: litr wody, brukiew, marchewka, dwie małe rybki.
        Super zupka :).
        Ale mieszka tam i nie wraca, hmmm, może nie ma na bilet dla swojej 4-osobowej
        rodziny????
        Osobiście mysle, że warto wyjechać jeśli ktoś się czuje w takiej roli dobrze,
        jednak zawsze i wszędzie będzie emigrantem, i dopiero jego dzieci będa miały
        lepiej.
        • Gość: eNZet Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.cable.telstraclear.net 30.07.07, 23:28
          a po co uczyc angielskiego w anglojezycznym kraju, gdzie najszybciej nauczysz
          sie jezyka.. rozmawiajac z ludzmi gdziekolwiek? kokosow na tym nie zbijesz, bo
          panstwo placi za szkolenie nowych rezydentow. idz na basen i ucz ludzi plywac :)
          zobaczymy, ile zarobisz :)
          Chinczycy jezyka sie nie ucza, bo nie musza, a Polacy mysla, ze jak skonczyli
          anglistyke, to bedzie im najlatwiej. za przeproszeniem kierowca autobusu tez
          mowi po angielsku, czemu nie jest dyrektorem?
          • Gość: VP Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.cable.telstraclear.net 31.07.07, 00:52
            Witam Wszystkich! Mieszkam w NZ (Wellington) od roku.
            Przeczytalam artykul, przeczytalam wszystkie opinie ...
            W dzisiejszych czasach wyjezdza sie z Polski z dwoch powodow:
            na zarobek, albo zeby zmienic styl zycia.
            Ci pierwsi nigdy nie powinni byc nazywani emigrantami, bo oni nigdy mentalnie
            nie opuszczaja Polski.
            Ja naleze do tej drugiej grupy i to wlasnie o niej chcialabym cos napisac.
            Wyjechalam z Polski, bo:
            1) moim zdaniem za malo zarabialam, a nie mialam wystarczajaco
            mocnych "plecow", zeby zarabiac wiecej (nie twierdze jednak, ze nie mozna
            znalezc w Polsce pracy bez "plecow" ... mojej siostrze sie udalo);
            2) mialam dosc biurokracji, urzedow (mimo, ze spotkalam na swej drodze wielu
            milych urzednikow);
            3) meczyly mnie obsrane trawniki, place zabaw, parki jak chcialam pograc w
            pilke z moja mala bratanica
            4) nie bylo mnie stac na samochod (moze bardziej na benzyne)
            5) itp itd
            Obstawialismy z mezem kraje anglojezyczne. Trafilo na NZ. Czy to dobry wybor?
            Tak. Pomimo wszystkich trudnosci, warto bylo tu przyjechac.
            NZ to nie ideal, bo idealu nie ma. Dla kazdego cos innego jest wazne ...
            dla jednych czysta woda, dla drugich dobre jedzenia, a jeszcze dla innych
            nurkowanie po pracy.
            NZ to bardzo rozny kraj od Polski i to wlasnie mi sie w nim najbardziej podoba.
            Mam na mysli strone mentalna. Tu ludzie spokojniej podchodza do zycia. Sa
            bardziej na TAK. Oczywiscie jak wszedzie trafiaja sie niemili i opryskliwi
            ludzie.
            Prawda o NZ jest taka (moim zdaniem), ze to bardzo przyjazny i piekny kraj.
            Nie brak w nim oczywiscie wad, np. brak centralnego ogrzewania w wiekszosci
            domow, drogie owoce, kiepskie budownictwo, drogie uslugi tj. szewc, zegarmistrz.
            Jesli ktos z Was chcialby przyjechac do NZ na stale, to proponuje jeszcze w
            Polsce zainwestowac w nauke j. angielskiego. Jesli go znasz, to naprawde nie
            problem znalezc tu prace. Zycze powodzenia !!!

            PS> Drogi Kaszubie, jednego nie moge zrozumiec, czemu nie wrocisz do Polski?
            Rozumiem, ze jestes rozgoryczony, ze miales inne oczekiwania ... czy to nie
            jest czas, zeby cos zrobic ze swoim zyciem? Jesli Ci sie nie podoba, to spakuj
            walizki i znajdz sobie inne miejsce! Mam wrazenie, ze Twoim najwiekszym
            problemem sa pieniadze. W zyciu jest tak, ze jesli nie umie pracowac sie glowa,
            to pracuje sie rekami. W cywilizowanych krajach jest tak, ze za prace rakami
            dostaje sie mniej niz za prace glowa. Powodzenia !!!
            • yvona73pol Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... 31.07.07, 02:20
              mala korekta, dzieci z Pahiatua to sa dzieci Polakow wywiezionych w czasie
              wojny na Syberie, cudem udalo sie je wywiezc z Rosji; po wojnie rzad polski
              zazadal powrotu dzieci, ale NZ sie nie zgodzila, mowiac, ze ustroj polski
              daleki jest od niezaleznosci; tylko nieliczne pelnoletnie wrocily (rodzin nie
              udalo sie znalezc z prostej przyczyny, rozstrzelani lub w zgineli w lagrach)
              • Gość: MP Re: Mój kuzyn mieszka tam 10 lat... IP: *.static.ihug.net 31.07.07, 02:42
                tak, ale te dzieci maja dzis zaawansowany (aczkolwiek krzepki) wiek i lubia
                opowiadac o swoich dzieciach i wnukach :) zatem mozna powiedziec, ze dzieci z
                Pahiatua mieszkaja tu wraz z rodzinami, ktore tu zalozyly :)
                faktycznie niektore zdania mozna w rozny sposob intepretowac.. piszac taki
                artykul trzeba liczyc sie z limitem miejsca, a skroty myslowe bywaja
                niebezpieczne :) pozdrawiam :)
      • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 06:24
        Witam,

        Mieszkam w Auckland ponad 3 lata, pracuje w branzy IT (Information technology)
        jako programista. Do NZ trafilem raczej przypadkowo przez agenta z UK.

        Niestety artykol ten jest (conajmniej) nieobiektywny (dyplomatycznie rzecz
        ujmujac).

        Nie chce zapytywac autora dlaczego nie wspomnial o braku dostepu do publicznej
        sluzby zdrowie przez 2 pierwsze lata pracy w NZ wlacznie z nieletnimi dziecmi
        (mimo ze placi sie podatki)?

        www.moh.govt.nz/moh.nsf/indexmh/eligibility-amieligible-workpermitholders
        My mamy prywatne rodzinne ubezpieczenie w firmie Southern Corss
        www.scti-online.co.nz/visitnz/public.aspx
        Zwykle placa ponizej polowy sumy o jaka sie wystepuje, choc raz z 400 NZ$
        zwrocili nam 1 NZ$.

        Nieprawdziwe informacje zawarte w artykole:

        Tak przy okazji bezrobocie w NZ jest oficjalnie 3,5 % do rzad NZ manipuluje
        statystykami jak rzad RP. Wg definicji jesli ktos 1 godzine w tygodniu to nie
        jest bezrobotny. Wg. tej definicji w Polsce bylo by 5% bezrobocia ;-)))))

        www.stats.govt.nz/statistical-methods/statistical-standards/labour-force-status/glossary-and-references.htm?print=Y

        Brak ubezpieczen OC przestanie sie szybko podobac gdzy dojdzie do zderzenia z
        nieubezpieczonym samochodem. Znam wypadki gdzie osoba poszkodowana musiala
        naprawic wszystkie szkody na wlasny koszt gdyz winna wypadkowi byla biedna i
        nie miala OC, ani tez srodkow na pokrycie strat ktore spowodowala. Podoba Wam
        sie to? Mi nie.

        Ceny - nie wiem gdzie udalo sie znalezc obiad za 15 NZ$ w restauracji. Pizza w
        pizzahut kosztuje 12 dolcow bez napoju.

        Obawiam sie ze nie rekomendowal bym pracy w NZ, chyba ze bardzo dobrze platnej
        ktora pokryje dodatkowe koszty.

        Nalezy brac pod uwage:
        - niskie place (w porownaniu do innych krajow zatrudniajacych obywateli z PL)
        - brak dostepu do opieki medycznej przez pierwsze dwa lata pobytu na wizie z
        pozwoleniem na prace
        - brak funduszu emerytalnego.
        - rosnace koszty wynajmu/kupna miejsca do mieszkanie, przy braku wzrostu pensji.
        - rosnace koszty kredytow mieszkaniowych
        - odplatne szkoly srednie dla dzieci

        (poza srednimi szkolami panstwowymi, ale do niektorych to sie policja boi
        zagladac w mniej niz 12 policjantow :
        www.nzherald.co.nz/topic/story.cfm?c_id=124&objectid=10437293 )

        - koszmarnie drodzy specjalisci (np ortodonta zaspiewal mi 8.000 NZ$ za
        trywialne ktore w polsce kosztowalo mnie okolo 4.000 PLN)

        W tym roku spodziewa sie zwyzki ceny nieruchomosci o 40% w Auckland. Jesli
        prognozy o katastrfalnych suszach w Australii w nadchodzacych latach sie
        sprawdza to masa ludzi z Australii bedzie staralo sie przezniesc do NZ co
        spowoduje dalszy wzrost cen.

        Z punktu widzenia gospodarki NZ to pracownicy z Europy sa przydatni.

        Generalnie tani pracownicy ktorzy cale zarobione pieniadze i tak musza wpompowac
        w gospodarke NZ (wynajem mieszkania, oplaty, jedzenie) powoduja ze de facto NZ
        ma za darmo sile robocza. Powoduje to rozwoj gospodarki, gdzy zagraniczni
        pracownicy w takim ukladzie nie sa w stanie odlozyc pieniedzy ani wyslac je do
        rodzin poza NZ. W dodatku mimo ze placa podatki jak zachoruja to nie trzeba ich
        leczyc.

        Jesli przywioza z soba pieniadze na dom czy mieszkanie to jeszcze lepiej, NZ
        zyska 300-900 tys dolarow. Jest to najczystsza forma eksportu.

        Bardzo chcialbym by rzad RP wykazywal chocby 10% tej pomyslowosci w dbaniu o
        wlasna gospodarke...

        Generalnie popatrzylbym na statystyki pokazujace ciagly odplyw wyksztalconych
        Nowozelandczykow do Europy (uwzgledniajace powroty). Zastanowil bym sie nad
        faktem ze tybylcy ktorzy znaja ten kraj najlepiej wola mieszkac i pracowac w
        Londynie.

        Pozdrawiam,

        Adam


        • abere8 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 06:50
          adamovski napisał:

          > Ceny - nie wiem gdzie udalo sie znalezc obiad za 15 NZ$ w restauracji. Pizza w
          > pizzahut kosztuje 12 dolcow bez napoju.

          Na przyklad tu:

          tulsirestaurant.co.nz/
          www.chow.co.nz/
          www.daawat.co.nz/
          www.onereddog.co.nz/
          www.jjmurphy.co.nz/
          www.monsoonpoon.co.nz/welcome.htm
          Jasne, to nie sa miejsca na romantyczna kolacje przy swiecach, ale na szybka
          kolacje w tygodniu, jesli akurat mi sie nie chce gotowac, albo na spotkanie ze
          znajomymi w weekend. Ile razy lacznie za mnie i za meza za kolacje placilismy
          nawet $10-12! Ale to moze dlatego, ze nie boimy sie probowac nowych smakow i
          niekoniecznie musimy chodzic do restauracji, ktore serwuja miecho, ziemniaki i
          surowke (na ogol przepyszne, ale ile mozna jest to samo), liczac sobie po $25-30
          za danie, np.

          www.menus.co.nz/flyingburritobrothers/index.html?RID=113
          www.menus.co.nz/juniper/index.html?RID=183
          www.thelastsupperclub.co.nz/
          • adamovski Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 07:21
            Hej!

            Dzieki za namiary, chetnie sproboje. Z kuchni Azji lubie bardzo Tajska.

            Zaluje ze zabralem glos w tej dyskusji nie czytajac najpierw wszystkich postow.
            Poziom dyskusjio z ciekawej zrobil sie zenujaco - zalosny.

            Osobiste wycieczki niektorych osob oraz pojedynki na DVD, prace zony i zarobki
            przypominaja mi o tzw. Polskim Piekielku od ktorego sie odzwyczailem.

            A.
            • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 05:35
              co tu poradzic. jeden robi dlugi i drugiemu zazdrosci (kwestionujac w ogole
              taka mozliwosc), ze calkiem bezbolesnie zbudowal sobie normalne zycie w czasie
              krotszym niz ten pierwszy. ja nie widze, to znaczy, ze nie ma?

              przepraszam, ze zbrukalem obraz Twojej NZ, wspominajac cene jakiegos tam DVD..
              gdy ktos liczy sie z kosztami przed wyjazdem, bedzie sia na pewno zastanwail,
              czy taniej bedzie zabrac swoje z Polski, czy kupic nowe na miejscu. ale
              oczywiscie to burzy Twoj porzadek wszechswiata, bo emigrant z Polski powinien
              tylko zachwycac sie pieknymi widokami w NZ (takimi, jak Kaszub fotografujac
              smiecie w rynsztoku?) i nie zajmowac sie tak przyziemnymi rzeczami, jak budzet
              rodziny.

              przed wyjazdem zdarzylo sie, ze niektore osoby wiedzialy lepiej, co sie dzieje
              w moim zyciu osobistym, choc nigdy nie poznaly nawet mojej zony.. wiec mam juz
              takie doswiadczenie i na posty kaszyba musialem zareagowac, szczegolnie ze znam
              jego zone. do tego artykulu nie upublicznialem mojego zycia tak, jak to robia
              Kaszub i Kasiul od lat np. tu:
              www.ang.pl/nowa_zelandia_8885.html i tu: www.cashoob.republika.pl/

              i kazdy, kto szuka informacji o NZ natknie si ena nich bardzo szybko.

              jesli juz sie zapoznasz ze zdjeciami smietnikow w NZ czyli Kaszuba "prawdziwe
              oblicze NZ" oraz opowiesci o pchlach, ktore pogryzly Kasiul, to moze
              zastanowisz sie kto komu i dlaczego skacze do gardla.

              przepraszam, z enie mieszkam na smietniku, nie jem odpadkow, nie tone w dlugach
              nie marze o powrocie do Polski.. to jest takie niezgodne z kanonem. przepraszam.

              gdyby o Twojej zonie napisal, ze ktos ja zle traktuje w pracy i ze Ty masz
              dlugi, kredyty i jesz kielbase dla psow, ale wystepujesz w artykule, zeby
              pochwalic sie komus (komu? moi znajomi maja DVD, to nie jest lzaden luksus,
              tylko przedmiot tak zwykly, jak pralka, toster czy papier toaletowy, wiec czym
              sie chwalic?)
              jak bys zareagowal? no chyba, ze sie znacie i faktycznie tak jest.. to
              przepraszam.

              Powtarzam. Nigdy wczesniej nie krzyzowalem slow z Kaszubem i nie zycze sobie,
              zeby pisal o mnie cos, czego nigdzie nie publikowalem i co nie jest prawda -
              tak, jak on i jego zona publikuja krzywy obraz NZ na podstawie swoich
              doswiadczen, a ktore ja tylko przytaczam. kazdy przeciez moze sam dotrzec do
              tych faktow i sie do nich odniesc.
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 05:11
            no wlasnie nie chcialo mi sie wklejac tylu linkow.. szczegolnie, ze w Welington
            jest najwiecej restauracji na glowe mieszkanca na swiecie i troche by mi to
            zajelo :) a teraz mala podpowiedz. te, ktor enie maja stron internetowych, moga
            byc nawet tansze.

            Adam.. pizze zamawiam przez internet (hell pizza), przynosza mi ja za 15 minut
            goraca i za $14 mam 8 skladnikow.. moja wyobraznia smakowa w Polsce byla
            ograniczana do 4 skladnikow za ok 30 PLN..
            czy w zwiazku z tym, ze podano cene usredniona dla ZWYKLEJ restauracji, a nie
            tej w Hiltonie (w Wellington oczywiscie mozna zjesc drozej, jesli ktos ma
            ochote), ale idac na zwykly obiad do Sphinxa czy innej niewybrednej restauracji
            w Warszawie czy 6 osob naje sie do syta za 100 PLN (porownujac do przykladu
            25PLN:25NZD w zarobkach)?
            W Wellington czesto spotykamy sie ze znajomymi w restauracjach indyjskich i 6
            osob naje sie wraz z drinkami i np. ryzem bez ograniczen donoszonym z usmiechem
            za $100. To daje $16.6 za osobe, gdy kazdy wzial danie glowne i drinka.
            przepraszam, ze pomylilem sie o prawie $2.. szczegolnie, ze nasz ostatni
            rachunek zaokroglilem w gore do 100. jasne, mozes zisc do Crazy Horse na Willis
            i wydac $50 na stek, ktory w innej kosztuje max. $26.. ale to nie jest normalna
            cena za stek. czy wolalbys zobaczyc w artykule ceny takie, jak z Crazy Horse na
            Willis, czy porownywalne np. do Sphinxa. oczywiscie mozna tez porownac ceny z
            tymi z La Boheme na placu teatralnym, gdzie kwartet smyczkowy przygrywa Ci do
            eskalopek cielecych, za ktore zaplacisz 3cyfrowa sume w PLN.

            w Welington zjesz na miescie bardzo tanio i duze porcje i roznorodnie.
            czasem "mala" porcja jest za duza.
            w Warszawie nie zjesz smacznie, tanio i duzej porcji. wiem to z doswiadczenia.
            polaczenie tych wyrazow nie zadziala. szczegolnie po nowym roku, gdy VAT
            restauratorom podskoczy do 22%.

            gdy przed wyjazdem nie chcialo nam sie gotowac, czasem wpadalismy dzies na
            jedzenie na miescie. Wizyta w Sphinxie to ok. 50 zl na dwie osoby (skromnie
            liczac). Nie da sie rozmawiac o cenach bez przykladow. najlepiej oczywistych.

            Duzy cwiercfunciak w zestawie w McZarciu kosztuje $8.. zestaw dla dwojga (6
            piersi kurczaka, dwie kanapki, dwie duze porcje frytek i 1.5l pepsi czyli
            jedzenia na tydzien) w KFC to $16, jesli sie spieszysz i jakims cudem masz
            ochote na takie jedzenie (raz nam sie zdarzylo, osobiscie nie widze sensu, gdy
            za $7, w normalnych warukach przy stoliku, a nie w budzie na miescie, moge
            zjesc cos Azjatyckiego smazonego na moich oczach), wydasz znacznie mniej, niz w
            Polsce. znacznie. jeszcze cos.. w NZ nalezy sie targowac - cena za dwa jest
            mniejsza, niz cena za jeden. tu juz si enauczyli kapitalizmu. a gdy
            przyprowadzasz kilka osob, 5% bonifikaty i usmiech wlasciciela masz jak w
            banku.. czesto bez wspominania :)

            jeszcze za drogo? znajde Ci miejsce, gdzie najesz sie do syta za $5, ale nie
            jestem zwolennikiem rowni pochylej w dol. za tanio? wskaze Ci drozsza
            restauracje, ale jak masz $15 powiem Ci, gdzie usiasc, zjesc, porozmawiac i nie
            martwic sie, ze kelner zaraz wyrzuci, bo nie ma wolnych stolikow.

            a w Chow podaja nawet Zubrowke, jak bardzo tesknisz.. i tez za mniej, niz $10
            za drinka.. a wiesz ile kosztuje piwo w pubie Warszawie? w Welington nie
            znajdziesz drozszego piwa z beczki, niz $5-$6.. dlatego, ze $7 kosztuje Corona
            z limonka z butelki :)

            denerwuje mnie juz ten temat pieniedzy.. nie sadzilem, ze znajda sie osoby,
            ktore najwyrazniej nie jadaja na miescie, ale maja duzo do powiedzenia na ten
            temat.

            i najwazniejsze.

            najfajniejszego - atmosfery niespotykanej w Polsce - nie kupisz nigdzie w
            Polsce i za zadne pieniadze.

            nie usiadziesz z butelka wina, deska serow czy truskawek do wina musujacego,
            jak mozna w Botanic Garden.. na trawie.. obok innych ludzi, ktorzy ciesza sie
            przyroda, bo a) w Polsce nie mozna deptac trawnikow, a juz na pewno nie w
            takich miejscach, jak ogrod botaniczny b) w Polsce wino i trawnik to zle
            skojarzenie c) w Polsce trawniki sa za przeproszeniem obsrane i wini sie za to
            psy d) w Polsce para lezaca na trawniku w parku z butelka wina musujacego i
            truskawkami narazalaby sie na smiech po prostu.

            Live and let live
        • mniklas5 Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe 31.07.07, 08:52
          dlaczego w tym artykule ciagle mowi sie o pieniadzach i otym co kto posiada,
          przeciez po pieciu latach pobytu w innym kraju, ten kraj staje sie swoim krajem
          i nie ma sie do czego porownac, i zaczyna sie porownywac do sasiadow i kolegow
          z pracy, i tu mozna sie nabawic frustracji, poza tym czlowiek zyje nie
          pieniedzmi tylko zyciem wsrod urodzonych w tym kraju tubylcow i nalezy sie
          zintegrowac i przyjac kulture i obyczaje zwyczaje tych ludz zeby poczuc sie jak
          usiebie , inaczej nie jestes szczesliwy, ani DVD ani BMW ani dom tego szczescia
          ci nie dadza jezeli szczescia nie znajdziesz w milosci do innych ludzi
          • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 05:47
            > dlaczego w tym artykule ciagle mowi sie o pieniadzach

            dlatego, ze jest to artykul o pracy, placy i cenach w NZ opublikowany w dodatku
            Praca do Gazety Wyborczej (wspominam o tym, bo niektorzy mysla, ze jest to
            dodatek podrozniczy albo jak widze poradnik milosnika ludzkosci)

            tak, rzeczy materialne szczescia Ci nie dadza, ale jesli w Polsce wciaz sa to
            rzeczy tak istotne, ze bulwersuje rozmowa o nich, choc kazdy z nich korzysta
            codziennie, to jak chcesz zaszczepic te milosc do innych ludzi?

            gdybym opowiadal o moich przezyciach dotyczacych stosunkow miedzyludzkich w NZ
            i prownal je do tych w Polsce, byloby to ciekawsze, czy tez okazaloby sie, ze
            nie zauwazam tej milosci w Polsce? tak, nie zauwazam, bo tylko w Polsce mozna
            zrobic burze w temacie o cenach i pensjach w kontekscie emigracji. dlatego
            Polacy zabijaja sie o promocyjne DVD w supermarketach, a tacy Kiwi takich
            doswiadczen nie maja. i to jest dla mnie szczescie najwieksze, ze do wczoraj
            nie mialem takich problemow, ze kupilem sobie akurat ten przypadkowy model
            konkretnego produktu.

            rzeczy materialne latwiej chyba ogarnac umyslem, niz cos tak ezoterycznego, jak
            szczescie czy milosc.

            przypominam jednak, ze tematem artykulu byly mozliwosci przeniesienia zycia
            zawdowogo i osobistego do NZ, dlatego wlasnie mowa w nim o cenach i pensjach.
            jak inaczej chcialbys rozmawiac o tych sprawach w kontekscie pracy (praca dla
            pracy? ja pracuje, zeby zyc i wazniejsze jest dla mnie to, co robie po pracy)
            bez podawania konkretnych przykladow?
      • Gość: mama Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowej .. IP: 84.215.75.* 31.07.07, 08:55
        Hei
        Mieszkam na drugim koncu swiata-kraj moj ma 4,5 ludnosci i od okolo 3 lat
        wloczacych sie tabunami polakow po naszych ulicach-brudni,owlosieni z puszkami
        piwa w reku ,polskie zlote raczki.
        W grudniu i styczniu spedzilam wakacje w NZ,pierwsze co spotkalam w sklepie to
        dwie polki ktore o godzinie 13-tej w poludnie wygladaly jak by przed chwila
        wyszly z pod latarni,
        Kraj taki jak polska powinien sie wstydzic ze propaguje dla swojch mieszkancow-
        czy obywateli wyjazdy za granice kraju,polacy sa kompletnie dzikim narodem a
        brednie o polskich specjalistach opowiadaja sobie sami polacy jak bajki do
        poduszki,nalezy tej dziczy nie wypuszczc wogole albo wyslac najpierw do obozow
        itegracyjnych.A artykul smieszny -obiad za 15 dolarow i inne brednie.
        I ci polscy klutliwi forumowicze.Polska i polacy to dziki kraj
        • cashoob Re: NZ ? OK - jest tylko jedno ale 01.08.07, 12:09
          ...raczej czteromilionowy zlepek narodowosci...polakow notabene wedle
          oficjalnych danych to ledwie 3000...4 miniony od lat bo tyle wyjezdza co nowych
          przyjezdza...gdyby to byl raj to by bylo ich 50 baniek teraz a nie raptem 4 z
          czego to najwiecej sa azjaci z chin, indiancy z indii, araby z pakistanu czy
          afganistanu czy iraku, brytowie, murzyni z somalii itd, wyspiaze z pacyfiku,
          potem ruscy, potem kiwusy orginalne a potem cala reszta, raj jak cholera
          normalnie :)
          a zeby jeszcze bylo weselej to jesli sie studiuje w nz ponad rok to sie uwazanym
          jest za rezydenta choc nie prawnie, wiec jak sie robilo statystyki to w
          granicach sporego bledu nalezy odjac studentow glownie z azjii, a wtedy by
          zostalo duzo duzo mniej zelandczykow, aktualnie wiecej wyjezdza z nz jak
          przyjezdza co tez swiadczy o kraju, nz naprowadza nabor w Ukeju, i innych
          krajach, reklamuje sie jak moze bo niedlugo jak tak dalej bedzie to zostanie tam
          ich 2.5 banki a reszta spitopi po okolicy lub do domu...a skoro ludzie uciekaja
          to dlaczego sie pytam?
          • Gość: MP Re: NZ ? OK - jest tylko jedno ale IP: *.static.ihug.net 02.08.07, 02:05
            tak trudno wejsc na strone CIA Factbook i zobaczyc wspolczynnik migracji i
            urodzen? oba sa dodatnie, co znaczy, ze ludzie sie rodza (a nie umieraja, jak w
            Polsce) i przybywaja (a nie uciekaja, jak z Polski). tak trudno to zobaczyc?

            dwa pokolenia temu NZ byla 3 razy mniej ludna, a owiec bylo dwa razy wiecej,
            niz teraz. to tez mozna znalezc, gdy sie tylko chce i zna angielski, bo polecam
            w oficjalnych zrodlach (takich jak dane ministerstw), a nie w ploteczkach
            opartych na stereotypach i opiniach zawiedzionych Polakow.
        • Gość: Singel Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.10, 00:54
          Peewnie,nie ma na kogo napaść,obić mordy na meczu,to się nudzą.Luuudzie mam 49
          lat,gdyby nie to,że jak byłem 20 latkiem i zamknęli mnie za żelazną
          kurtyną,uciekłbym gdziekolwiek od porąbanego narodu ,który gore zawiścią i
          nienawiścią do innych rodaków.Gdzie co sezon remontują świeżo wybudowane
          drogi,gdzie 70 % nędznego dochodu zabiera państwo,gdzie nie ma i nigdy nie było
          perspektyw.Jesteśmy tak denni,że tylko za rządów
          cudzoziemców(Chrobry,Jagiełło,Bona),Polska rozkwitała.Lepiej żeby Hitler wygrał
          wojnę,to dzisiaj o wiele lepiej by nam się żyło.Młodych proszę o nie zabieranie
          głosu,bo żeby cokolwiek wiedzieć o życiu w Waszej "ukochanej Polsce",musicie
          dostać tyle kopniaków od życia co ja i moi rówieśnicy.Skopiujcie sobie ten post
          i wydrukujcie.Przeczytajcie za 30 lat.I możecie nalać na mój grób,jeśli mówię
          nieprawdę.
      • Gość: lester Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.tpgi.com.au 31.07.07, 09:23
        Witam.
        Zanim ktokolwiek zdecyduje się na wyjazd do NZ niech dwa razy głęboko to
        przemyśli.Mieszkam i pracuję od dwóch lat w Australii.Wkrótce wracam do Polski.
        Przez ten okres spotkałem tutaj wielu ciekawych ludzi min.wielu Kiwi.
        Wszyscy oni przyjechali do Australii ze wgzl.na zarobki.Nie chcę pisać, iż są
        one niskie bo w porównaniu do Polski na pewno są lepsze ale trzeba posiadać
        dobrą znajomość angielskiego oraz odpowiednie kwalifikacje jeśli chce się
        naprawde dobrze zarabiać.Jest za to jeden podstawowy minus-prawie cały rok
        wieje i jest po prostu chłodno lub zimno.Ja tam nie lubie takiej pogody.
        • Gość: MP Re: Może by to wszystko rzucić i wyjechać do Nowe IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 06:01
          czemu wlasciwie?
          za slodko wyglada ten miodek, dorzucmy lyzke dziegciu, bo Polak nie uwierzy, ze
          moze byc lepiej? wiekszosc Polakow nie wierzy, ze moze byc lepiej albo, ze
          pewnych rozwiazan, ktore sa w NZ nie mozna wprowadzic. mozna. tu tez ich nie
          bylo, a 25 lat temu panstwo po prostu zbankrutowalo. przeprowadzono jednak
          reformy, ktore spowodowaly, ze wskaznik emigracji jest dodatni czyli ludzie
          przyjezdzaja i pracuja na ten sukces. sukces to puste slowo w Polsce.. nalezy
          je przyciac do wysokosci zywoplotu.

          czemu nie promowac tych, ktorym sie udalo? zeby ci starsi mowili, ze juz za
          pozno? znam osoby, ktore zdecydowaly sie na ten krok majac zaawansowana kariere
          w Polsce, zaawnasowany kredyt mieszkaniowy od lat i ekonomiczny brak powodow do
          narzekania. to sa ludzie z siwizna na glowie i gromadka dzieci na karku. pakuja
          sie i wyjezdzaja do gotowych miejsc pracy, ktore czkaja na ich krok. nic
          trudnego, gdy sie chce. czemu? chca placic nizsze podatki w innych krajach i
          nie martwic sie, ze ktos im wypomina model jakiegos urzadzenia dowmoego, tylko
          dlatego, ze w dyskusji o skutkach ekonomicznych emigracji chcial pokazac
          porownanie cenowe w dwoch krajach.

          wiecej pozytywnego myslenia.
          nigdy nie jest za pozno i wyspisz sie tak, jak sobie poscielesz. czasem jeszcze
          musisz uwazac na otoczenie, ale na szczescie nie wszedzie jest ono tak
          nieprzyjazne :)
      • frusto Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandia... 31.07.07, 09:35
        Czyli.. bajka o tym, jak w latach 80tych Nowa Zelandia pograzona byla w glebokim
        kryzysie.. Utracila dostep o tradycyjnych rynkow zbytu, ekonomia oparta o welne
        nie byla w stanie przezyc zmian - az w koncu ktos poszedl po rozum do glowy i
        wprowadzil typowe liberalne reformy - traf chcial, ze to byli socjalisci.
        Rozpoczeli reformy, ale byly zbyt male - redukcja podatkow, obciecie wszelkich
        wydatkow, Likwidacja subsydiow i dotacji. Pierwsze efekty - bezrobocie, upadek
        rzadu, nowy rzad kontynuowal jednak reformy, ale wciaz za malo. Trzeci z kolei
        rzad nieco sie cofnal - zwiekszyl nieco wydatki socjalne, ale gro reform
        pozostalo nienaruszone. Wszystko sprywatyzowane, zadnego kodeksu pracy -
        wszystko to sprawa miedzy pracodawca a pracownikiem. Jasne, krytycy mowia, ze
        moglo by byc lepiej, ale biorac pod uwage sytuacje w jakiej NZ byla, to naprawde
        moglo byc duzo gorzej. A efekt w tej chwili dla zwyklych ludzi jest, jak widac z
        artykulu, nie najgorszy. Wstretni kapitalisci, co?

        Kolejny dowod na to, ze wolny rynek + kapitalizm + liberalizm daje fantastyczne
        rezultaty. Aha, i jeszcze MMP - dosc skomplikowany system, ale w sumie cos jakby
        jeden okreg- jeden posel (plus nieco zmian by odzwierciedlic takze preferencje
        mniejszosci).

        Aaa i jeszcze chyba jeden z niewielu krajow na swiecie, gdzie partia
        libertarianska ma tak wielkie wplywy,
        • Gość: kiwus Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.07.07, 13:45
          > artykulu, nie najgorszy. Wstretni kapitalisci, co?

          to co w końcu socjalisci czy kapitaliści? znaczy sie w polsce glosowac na sld bo to niby socjaliści ale prowadzą liberalną polityke?? libertarian nam jeszcze brakowało
          ja myślę, że po prostu ludzie w nz mają pozytywną mentalność i to jest źródłem ich sukcesu. a dlaczego. pytanie do socjologa.
          powiem tylko jedno. nie liczcie w nz na coniedzielne chodzenie do kościółka. poza europą jest to kraj o największym odsetku ateistów i agnostyków co oznacza, że jak ktoś jest biały i przed siedemdziesiatką to raczej religia go nie interesuje. w takim społeczeństwie można wprowadzac rózne pomysły, które gdzie indziej (czytaj w polsce) absolutnie by się nie sprawdziły
          • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:41
            moze lepiej nie glosowac na etykietki, nazwiska, tego, bo go lubie, albo na ta,
            bo czas na kobiety.. tylko na ludzi, ktorzy nie wmawiaja, ze bedzie cudownie, a
            po prostu nie przeszkadzaja w realizowaniu tego.

            w kontekscie artykulu powtarzam - nie kazdy bedzie mial fajnie od razu, czesci
            na pewno sie nie spodoba, bo jak to np. mozliwe, ze nie ma obchodow Bozego
            Ciala albo masowego chodzenia na groby 1 listopada.. innym sie nie spodoba, bo
            1 maja lubia isc pomachac czerwonym sztandarem.. a tu swieto pracy w
            pazdzierniku i jeszcze na dodatek nie ma nic wspolnego z komunizmem, a jest
            swietem upamietniajacym skrocenie dnia pracy z 10 do 8h w polowie XIXw.
            a jeszcze inny powie, ze woli oddac wszystkie pieniadze panstwu i wierzyc, ze
            panstwo da mu wszystko, czego on oczekuje.
            NZ nawet mu to pozwoli, ale dobrowolnie i da alternatyny wolny rynek. np.
            KiwiSaver, ktory przypomina polski ZUS jest nieobowiazkowy i zawsze mozesz
            odkladac pieniadze tak, jak Ci sie podoba.

            ja sobie chwale to, ze w gruncie rzeczy wciaz socjalistycznej NZ, jest duzo
            wieksza swoboda gospodarcza, mniejsza biurokracja (praktycznie jej nie ma w
            porownaniu z Polska) i swobody obywatelskie, o ktorych mozna marzyc w Polsce.
            raj? nie. ale normalniej jest na pewno.
        • Gość: MP Re: Oszalamiajacy sukces Liberalow - Nowa Zelandi IP: *.static.ihug.net 01.08.07, 02:31
          to nic. reformy trwaja, choc zostaly zatrzymane, bo znowu za wygodnie sie
          zrobilo. ale trwaja i zrobiono przez ostatnie 15 lat duzo wiecej, choc dla
          pryzkladu powiem, ze 25 lat temu najwyzsza stawka podatku dochodowego w NZ byla
          na poziomie 66%!! i wszystko bylo panstwowe, lacznie z biurami podrozy.
          co ciekawe zwolniono wiele tysiecy pracownikow... i bezrobocie zaczelo spadac.
          obecnie waha sie w okolicach bledu statystycznego (3.6%) przy dodatnim
          wskazniku imigracji i urodzen.

          ale wystarczy przyklad poczty. podzial na telekomunikacje i poczte w tym samym
          czasie, co w Polsce, okresy ochoronne, stopniowa prywatyzacja.. jak jest dzis?
          na stronie internetowej mozna przeczytac, ze jest 30 firm, ktore konkuruja z
          gigantem, ktory moze pochwalic sie juz takimi sukcesami, jak wlasne linie
          lotnicze, wygrany przetarg na uslugi pocztowe za granica, nagrody za najlepszy
          biznes i polowa udzialow DHL... wynik? poczta jest tansza niz w Polsce - nawet
          po przeliczeniu ceny znaczka za list zwykly (45c), popularna (wiele firm tak
          komunikuje sie z klientami, nawet zeby powiedziec, ze technik od kablowki
          przyjdzie jutro rano.. i list przyjdzie przed technikiem!) poczta dochodzi
          kilka razy dziennie (zdarzalo sie, ze rano cos bylo w skrzynce i po poludniu)..
          i listonosz jezdzi furgonetka sluzbowa z wlasnym nazwiskiem namalaowanym na
          drzwiach, a nie ... dostaje doplate do wlasnego roweru.

          strajk, manifestacja? ludzie czasem wychodza z kobzami na ulice i ciesza sie,
          ze np. minelo kilka tygodni zimy.. nie rzucaja jajkami, nie demoluja parku
          przed siedziba rzadu, by dostac cos od rzadu. brzmi za pieknie?