Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      feudalni pracoholicy

    07.07.03, 10:28
    Nie wiem czy to tylko moje spostrzeżenie, ale mam przemożne wrażenie że w
    przeciągu ostatnich dwóch lat, a szczególnie nasiliło się to w ostatnim roku,
    wiele firm przeszło na politykę feudalną wobec swoich pracowników, którzy
    muszą (bo nie mogą się zwolnić ze względu na recesję) pracować po kilkanaście
    gopdzin dziennie, bez możliwości zaplanowania czegokolwiek, są wysyłani z
    dnia na dzień na drugi koniec Polski, bo tak wymaga "potrzeba chwili", są
    ubezwłasnowolnieni i zdani na łaskę szefa pracoholika... Oczywiście nie wiąże
    się z tym wiernopoddańczym stosunkiem pracy żadna dodatkowo gratyfikacja za
    pracę w nocy i weekendy, ani nagroda za skończony u klienta, gdzieś daleko w
    kraju, projekt, ani nawet dobre słowo... Czy mi się tylko tak zdaje?
      • Gość: Kobieta Re: feudalni pracoholicy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.07.03, 00:01
        Nie, niestety, nie zdaje Ci sie :(... Moje spostrzezenia wskazuja na dokladnie
        to samo - trafiles w dziesiatke.
        • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 08.07.03, 08:39
          I co z tym zrobić?... Jasne jest, że jak tylko rynek pracy ruszy to większość
          tych pracodawców straci swoich wykorzystywanych obecnie pracowników, ale po
          pierwsze jak przetrwać sytuację obecnie i jak po drugie nie trafić na takiego w
          przyszości...
      • chaladia Re: feudalni pracoholicy 08.07.03, 08:39
        Niestety, nie zdaje Ci się - to fakt.
        Kryzys okazał się błogosławieństwem dla pracodawców. Dziś pracodawca może
        zrobić z pracownikiem WSZYSTKO pod pozorem kryzysu. W ten sposób pracownicy
        przejmują 100% kłopotów wynikających z recesji. Więcej, zaryzykowałbym
        stwierdzenie, że w warunkach szalejącego bezrobocia, pomimo spadku obrotów,
        przedsiębiorcy zwiększają zysyki, przynajmniej jednostkowe. Po prostu można
        pracownikowi nakazać pracę 12 godzin na dobę i w święta, zapłacić za to jak za
        8 godzin (albo i nie zapłacić), gdy niepotrzebny - zwolnić, zabrać świadczenia
        socjalne, ryczałt na samochód (oczywiście nadal wymagając jeżdżenia) itd itp.
        Popatrzmy w Warszawie na nowe samochody, jakimi jeździ Polski Biznes. To są
        zakupy z ostatnich 2 lat, gdy kryzys był już głęboki...
        • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 08.07.03, 09:43
          Jestem ciekaw co na takie dictum mają do powiedzenia super mądrale od HR :)
          Zapewne zaproponują żeby dbać o posadę i nie dać się zwolnić... ;)
          • chaladia Re: feudalni pracoholicy 08.07.03, 10:38
            HR to wierne psy Właściciela. Ich zwalnia się jako ostatnich (ktoś musi
            załatwić zwolnienie pozostałych przy minimalnych kosztach). O nich Pracodawca
            dba.
            Pozostaje czekać. Za parę lat wyż demograficzny przestanie napływać ze szkół w
            poszukiwaniu pierwszej pracy, otworzą się rynki pracy pierwszych krajów UE (a w
            ciągu 10 lat - wszystkich pozostałych), być może zacznie się odbudowa Iraku,
            być może i w Polsce zacznie się jakaś koniunktura i wtedy okaże się, że
            najlepsi wyjechali albo mają dobrą i przyjemną pracę gdzie indziej, absolwentów
            jest mało i mają wymagania większe nż obecnie doświadczeni pracownicy i HR-owcy
            staną wobec mission impossible, jak np. znalezienie chętnych do pracy fachowców
            dla np. ABB...
            Na koniec, może się okazać, że gdzieś w jakimś zakładzie pracy powstaną
            NORMALNE ZWIĄZKI ZAWODOWE nie polityczne, klasowe (jakoś nie mogę sobie
            wyobrazić związku zawodowego w którym jest 90% robotników walczącego o prawa
            kadry inżynieryjno technicznej) i gotowe walczyć z pracodawcę o lepszy byt
            swoich członków. Bo jak na razie Solidarność to partia polityczna i zaplecze
            prawicy, a OPZZ tak samo, tylko lewicy.
            • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 08.07.03, 10:52
              Za 10 lat to będę poza magiczną granicą wieku, powyżej której pracownik to
              złom, który nie nadaje się do zatrudnienia (obecnie według wszelakich ogłoszeń
              to nadal wiek 35 lat ;PPPP)
              A propos związków zawodowych - a co to takiego??? wszyscy moi pracodawcy to
              firmy prywatne i tam takie elementy jak związek zawodowy, dodatki stażowe i
              funkcyjne, nagrody jubileuszowe, nadgodziny czy inne trzynastki nie występują w
              przyrodzie... ;)
            • Gość: penelopa Re: feudalni pracoholicy IP: 143.93.229.* 08.07.03, 11:49
              mylisz sie. nawet jak sie rynki w ue otworza, to ono maja swoich bezrobotnych i
              o nich sie najpierw beda troszczyc. duze firmy wola sie przeniesc do azji (w
              zwiazku z globalizacja). sama studiuje HR i z tego co nam mowia, to wynika
              raczej "szykuj buty idzie luty". radze sie przygotowac na gorsze i przede
              wszystkim na niezla konkurencje zawodowa.
              • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 08.07.03, 12:50
                Jeżeli konkurencja na rynku pracy ma wyglądać tak jak teraz - tzn, albo się ma
                plecy i wtedy bramy otwarte, albo się jest tańszym, młodszym, który będzie
                dłużej pracował codziennie i choć nie ma doświadczenia, ale poświęci rodzinę...
                to ja osobiście wyjadę do wzmiankowanej Azji, albo Nowej Zelandii, merci.
              • chaladia Do Penelopy 08.07.03, 15:12
                Ja już dawno przekroczyłem wiek opisany tu jako "progowy", bo mam lat 47. Mój
                engineering staff jest około 30-tki. Dopiero w tym wieku inzynier ma jakieś
                doświadczenie i może cokolwiek robić samodzielnie. Póki co, nie zauważam
                zagrożenia utratą miejsca pracy na rzecz konkurenta, raczej boję się o kondycję
                firmy, która w dużym stopniu zależy od koniunktury (budownictwo).
                W Unii juz pracowałem. Opowiadanie o "bezrobociu w Nimemczech" jest dobre do
                straszenia osób, które tam nigdy nie były. W Niemczech bezrobocie tworzą:

                - absolwenci wydziałów "dziwnych i niepraktycznych" (np. bardzo
                popularne "studia nad pokojem", kulturą ludów Afryki, Australii i Polinezji
                oraz podobne). Nic dziwnago, że ci ludzie nie mają pracy w zawodzie i do tego
                bliko miejsca zamieszkania. Mają za to z reguły spore wsparcie rodziców,
                dziadków itp, którzy z samych odsetek od lokat mogą zapewnić godziwe życie
                swoim potomkom.

                - dzieci Gastarbeiterów (przeciętna rodzina Echt-deutsche to 2+1 lub 2+pies,
                przeciętna rodzina turecka to 2+8), z reguły kiepsko wykształcone i niezbyt
                chętne do pracy - co innego coś ukraść albo skorzystać z Socjalu.
                Póki co, ograniczeniu w zatrudnianiu pracowników spoza EU i wynikające z tego
                opłaty, czasochłonne procedury itp bardzo utrudniały pracę tam Polakom. Za to
                widziałem, jak w Nadrenii radzili sobie Irlandczycy i nie zauważyłem, by mieli
                jakiekolwiek problemy ze znalezieniem roboty.

                Ale dobrze się starasz, Penelopo. Będzie z Ciebie bardzo dobry pracownik HR -
                umiesz straszyć załogę bezrobociem i marnymi perspektywami. Jak trafisz na
                głupich (głuposzych od Ciebie), a zwłaszcza takich, co mają po kilkoro dzieci i
                chorych rodziców, to będziesz się mogła na słabszych wyżywać w imieniu szefa do
                woli.
                • 3telnick Re: Do Penelopy 08.07.03, 15:48
                  Zgadzam się absolutnie, że "young non-professionals" czyli poszukiwani obecnie
                  nagminnie z wiekiem maksymalnie 30-35 lat oraz doświadczeniem wieloletnim w
                  branży, pięcioma językami i szerokim "backgroundem" to jakaś chora utopia ludzi
                  z HR. Ale z drugiej strony lektura gazet i serwisów pośredników nie pozostawia
                  wątpliwości - firm chcących zainwestować w pracownika powyżej 30-stki, góra w
                  wieku 35 lat jest niewiele, praktycznie pojawiają się jak efemerydy.
                  Dla absolwentów wizja jest makabryczna - pracy nie ma, można ją uzyskać głównie
                  po znajomości, najlepiej przystać na każde warunki pracodawcy - byleby tylko
                  się załapać, a w końcu po 5-ciu, maksymalnie 10-latach po studiach jest się
                  osobą która nikomu (mówię o rynku pracy) na nic już się nie przyda... a do
                  emerytury zostaje jeszcze 25 lat... (słownie: dwadzieścia pięć)...
                • Gość: penelopa Re: Do Penelopy IP: 143.93.229.* 09.07.03, 11:45
                  a kiedy w tych niemczech byles. bo ja tutaj mieszkam i musze ci powiedziec ze
                  od roku sytuacja jest ciezka a zapowiada sie ze bedzie tragiczna. socjalne
                  zabezpieczenia i wymaganie zwiazkow zawodowych doprowadzily do sytuacji, ze
                  kraj przestal byc atrakcyjny dla firm (stad te przenosiny do azji).
                  co do zarzutow o fatalnych hr owcach to wasze subiektywne podejscie. poki co
                  ich zadaniem jes dzialanie na korzysc firmy i wybieranie najlepszych. jesli
                  wiec rynek pracy jest taki jaki jest, to pracuja tak a nie inaczej. nie moga
                  robic firmy mniej konkurencyjnej w stosunku do innych firm i stad te wymagania
                  wobec zatrudnianych ludzi.
                  • 3telnick Re: Do Penelopy 10.07.03, 11:16
                    jakie wymagania????
                    Znaczy chcesz powiedzieć że jako HRowiec wygenerujesz ogłosznie treści:

                    Poszukujemy wysoko wyspecjalizowanego pracownika
                    do działu robiącego bokami i lgoniącego w piętkę.
                    Wymagania:
                    pełna dyspozycyjność (24/7 włączając święta panstwowe i kościelne)
                    pełna relokowalność w czasie i przestrzeni
                    brak własnego zdania, lub pełna akceptacja poczynań szefa
                    Oferujemy:
                    Stałe zarobki (bez gratyfikacji za nadgodziny, nagród, prowizji i bonusów)
                    Stresującą atmosferę pracy bez szansy na rozwój pracowniczy
                    Dużo za dużo nieciekawych i rozgrebanych projektów u już mocno wkurzonych
                    klientów (ten co pracował wcześniej na tym stanowisku właśnie się zwolnił)

                    ????
                    • Gość: penelopa Re: Do Penelopy IP: 143.93.229.* 10.07.03, 14:14
                      nie wygeneruje takiego ogloszenia, poniewaz rekrutacja pracownikow nie jest
                      dzialka, ktora mnie zbytnio interesuje. w planach zawodowych widze siebie
                      raczej w dziale controllingu (wlasciwie na styku pomiedzy dzialem personalnym i
                      controllingiem). kierunki ktore wybralam na studiach to hr i controlling. majac
                      na uwadze ze przyszle organizacje beda dzialaly na zasadzie procesow, jest to
                      b. ciekawa dzialka. to o czym piszesz to chory ustroj i nie ma to nic wspolnego
                      z dobrze zorganizowana firma. pracownik powinien sie dobrze w firmie czuc i
                      miec za EFEKTY swojej pracy zaplacone. wiec jesli ktos siedzi i produkuje
                      nadgodziny poniewaz zajmuje mu to wiecej czasu niz innej osobie, ktora w tym
                      samym czasie ma dwa razy lepsze efekty to jest to zrozumiale, ze nie zarobi on
                      tyle co tamta osoba.
                      • 3telnick Re: Do Penelopy 14.07.03, 11:07
                        Chora firma mówisz :))))
                        No dziekuję za wypowiedź fachowca w tej działce! To wyobraź sobie że bardzo
                        dużo firm w Polsce tak właśnie działa...
                      • chaladia Re: Do Penelopy 14.07.03, 12:29
                        Manufaktura rzemieślnicza zamiast nauki na poziomie habilitacji...
                        Droga Penelopo, pozwolisz że jako praktyk napiszę Ci tak:
                        Człowiek to istota bardzo trudna do opisania wzorem matematycznym i wepchnięcia
                        do komputera. Osobiście pracowałem od początku mojego zawodowego życia w
                        kilkunastu zespołach. Te zespoły, które organizowali HR-owcy na bazie ofert
                        head-hunterów to był ZAWSZO horror. Natomiast zespoły "autorskie" organizowane
                        przez Project Managerów z ludzi, których oni znali i z którymi chieli
                        współpracować zawsze były sukcesem. Oczywiście taki zespół kosztuje co najmniej
                        10% drożej, bo tych ludzi trzeba było z reguły "wyrwać" od innych pracodawców,
                        podczas gdy head-hunterzy dostarczają w większości bezrobotnych lub takich,
                        którym grunt pali się pod nogami.
                        Dlatego zamiast pomysłu na hr jako naukę proponuję preferuję kadrowców z dobrą
                        znajomością prawa pracy i tyle.
                • Gość: penelopa Re: Do Penelopy IP: 143.93.229.* 09.07.03, 12:43
                  i jeszcze jedno: bardzo prosze ciebie nie pisz mi o tym ze w niemczech problem
                  bezrobocia to bajka i ze istnieje on jedynie u asocjalnych i studentow jakichs
                  dziwnych kierunkow. znam bardzo duzo osob (sama w koncu tutaj studiuje), ktore
                  skonczyly porzadne studia i teraz nie moga znalezc pracy. sa to zarowno
                  informatycy (bo okres hossy sie w tej chwili skonczyl), jak i ekonomisci.
                  zreszta nawet moj chlopak, absolwent najlepsego niemieckiego uniwersytetu z
                  bardzo wysoka srednia ocen bezskutecznie szuka pracy. skoro on jej nie moze
                  dostac, to nie chce wspominac o innych. firmy zwyczajnie nie chca zatrudniac
                  nowych osob gdyz jest recesja. jesli to do was nie dociera, i myslicie ze w
                  niemczech jest zawsze tak jak przed 3, 4 laty to snijcie dalej o karierze w tym
                  kraju. wedlug mnie oni jednak wola zatrudnic ludzi po swoich uniwersytetach niz
                  kogos z polskim dyplomem. na to mozecie jedynie liczyc gdy sie poprawi
                  koniunktura, a jak na razie nie zapowiada sie na to. ja nie chcialam wam
                  opowiadac bajki o zelaznym wilku, lecz oszczedzic zludzen.
                  • 3telnick Re: Do Penelopy 09.07.03, 13:23
                    Nadal jednak nie dajesz nam (jako przyszły HRowiec) odpowiedzi na zastane
                    feudalne stosunki pracy w Polsce. Czy to ma być standardem? A gdzie ta
                    lansowana przez HRy "wysoka kultura pracy" albo hasła w stylu "naszym kapitałem
                    są nasi pracownicy"? Ja się tylko pytam jak my mamy w takich warunkach
                    przetrwać, bo ludzie z top managenmentu to krzywdy sobie zrobić nie dadzą...
                    • chaladia Re: Do Penelopy 09.07.03, 13:46
                      W Niemczech pracowałem w końcu lat '90, czyli nie tak dawno. Jestem inżynierem
                      budownictwa i nie zauważyłem, by wśród moich niemieckich współpracowników
                      panowały jakieś obawy przed bezrobociem, choć istotnie inwestycje "siadały".
                      Obecnie pracuję w niemieckiej firmie, choć w Polsce.
                      Z tego, co widzę, to kłopoty mają w Niemczech (i gdzie indziej też) te firmy,
                      które przesadziły z ISO, kontrolą wszystkiego i wszystkich,
                      planowaniem "company policy" z dokładnością do tego, gdzie u prtacownika na
                      biurku ma leżeć długopis, a w szczególności "risk managmentem". Jeśli firma
                      budowlana prowadzona jest profesjonalnie i ze zdrowym rozsądkiem, to jakoś
                      sobie poradzi, nawet w kryzysie.

                      Na koniec - HR w Niemczech to nie HR w Polsce. Gdyby jakikolwiek kadrowiec
                      zaczął się w Niemczech zachowywać tak, jak to jest standardem w Polsce to
                      wywołałby strajk całej branży w Landzie, jeśli nie Bundesweit. Pomijając to, że
                      Duisburg dobrałby się pracodawcy do d... jeszcze wcześniej,
                      • Gość: penelopa Re: Do Penelopy IP: 143.93.229.* 09.07.03, 15:30
                        tez pracowalam w bilfinger berger (budowlana firma niemiecka), dobrze stoi w
                        przeciwienstwie do holzmana ktrory zbankrutowal. i myslisz ze oni tak
                        zatrudniaja nowych pracownikow.... problem jest glebszy niz ci sie to wydaje.
                        • chaladia Re: Do Penelopy 09.07.03, 17:23
                          Generalnie niemieckie firmy budowlane (PH najbardziej, ale Hochtief też) mają
                          gigantyczne przerosty administracyjne. Robót jakby nieco mniej, a ISO i Total
                          Management potworzyły jakieś gigantyczne struktury. Malejąca liczba projektów
                          nie jest w stanie udźwignąć tych struktur. Zwłaszcza gdy zarobki w Centrali są
                          o wiele wyższe niż na budowie, do tego dochodzą luksusowe biurowce itp...
                          Upiorny sen Geniusza z Guresney (CN Parkinsona - gdybyś nie wiedziała).
                          Polecam lekturę "Prawo Parkinsona".
                          • Gość: penelopa Re: Do Penelopy IP: 143.93.229.* 09.07.03, 18:47
                            znam prawo parkinsona i zgadzam sie z twoja wypowiedzia. ale to tylko
                            potwierdza moja opinie. w tych firmach reorganizacja goni reorganizacje i nic z
                            tego nie wynika. firmy takie jak deutsche bank wyciagnely z tego wnioski. przed
                            nami nowa przyszlosc, w ktorej trzeba bedzie sie jeszcze wiecej uczyc i
                            zdobywac jeszcze wiecej umiejetnosci. wlasciwie nie szefostwo bedzie w cenie a
                            eksperci (czyli generalisci z kompleksowa wiedza). obawiam sie jednak ze nie
                            zalatwi to problemu polskiego bezrobocia.
                            • 3telnick Re: Do Penelopy 10.07.03, 08:37
                              Oj dalece się z tym niezgadzam. Znam mnóstwo osób, które są
                              obecnie "overqualified", czyli są specjalistami wysokiej klasy, ale ich pozycja
                              nie jest wcale lepsza, a często poszukując nowej pracy muszą zatajać swoją
                              wiedzę i doświadczenie, bo takich jakimi są nikt nie chce... Obecnie,
                              powtarzam, pracownik ma być tani, gotowy do relokacji, dyspozycyjny 24/7,
                              maksymalnie do 35 lat... i najlepiej niech się cieszy że pracuje.
      • wkurzony1 Re: feudalni pracoholicy 08.07.03, 15:41
        chaladia, dzięki za wypowiedż. Moje spostrzeżenia z pobytu w kraju za Odrą są
        bardzo podobne.
        3telnicku: nie wydaje ci sie nic a nic. My w Polsce przy calej naszej recesji,
        transformacji i czy tam jeszcze borykamy sie też z tym, że kultura zarządzania
        jest mierna. Ci, którzy zarządzają innymi mają często mentalność kaprala: a
        teraz wam koty dokopię za wszystkie moje krzywdy! Następna dość duża grupa, to
        ci którzy kosztem własnej załogi chcą sie wykazać przed "górą". Awansują i od
        razu uważają, że w ich żyłach zaczyna płynąć błękitna krew a wszyscy niżej to
        niższy gatunek, który można i należy wykorzystać, ile sie da.
        Jaka rada na to? Zachować zdrowy rozsądek i starać sie patrzeć na wszystko w
        miarę obiektywnie. Jesteś - jak piszesz - jeszcze całkiem młodym człowiekiem,
        kiedy uznasz więc, że nie dajesz już rady w polskiej rzeczywistości, wierz mi
        za granicą da się zyć i to całkiem przyzwoicie. Sprawdziełem!
        • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 09.07.03, 08:05
          Czyli pozostaje emigracja.... ?
          • Gość: wkurzony1 Re: feudalni pracoholicy IP: 62.29.135.* 10.07.03, 08:31
            3telnicku pytasz czy biorąc pod uwagę polską idiotyczną rzeczywistość
            pozostaje ci już tylko emigracja. A pytasz tak, jakby decyzja o emigracji była
            czymś takim, jak sprzedanie swojej nerki. Za chwile wejdziemy do UE, miejmy
            nadzieję, że poukładamy sobie w niej tak stosunki, że będziemy mogli sie
            przemieszczać za pracą, wyjeżdżać i wracać, eksperymentować - jednym słowem,
            że nie będziemy tam musieli pracować i przebywać na czarno i czuć sie jak
            outsiderzy, którzy wpadli na chwilę, żeby trochę kasy wyrwać kapitalistom-
            krwiopijcom i jak tylko zarobią, od razu wracają do kraju, żeby trochę odżyć,
            bo za granicą są nikim, a u siebie mają normalnie.
            Zrób proszę optymistyczne założenia, bo jak będzie, nikt nie wie, a po co
            rysować przed sobą czarne wizje? Więcej szans na szczęście i powodzenie w
            życiu mają podobno optymiści, nawet jeśli to pesymiści obiektywnie mają rację.
            Jestem najlepszym przykładem na to, że można żyć i zarabiać za granicą -
            całkiem przyzwoicie jak na tamtejsze warunki, a jak na polskie warunki to już
            lux (kilka tys. na rękę, służbowe mieszkanie itp. nie będąc po wielu
            fakultetach i z super backgroundem - oczywiście super opanowanie języka jest
            b. wskazane o ile nie niezbędne). Dla "obiektywnych" dodam, że sztukę
            znalezienia sobie dobrej pracy tam powtórzyłem dwukrotnie, żeby nie było, że
            to, o czym mówię to bylo na zasadzie "trafiło sie ślepej kurze ziarno". W
            Polsce jestem znowu z powodu świadomego wyboru. Skoro wchodzimy do UE, to
            stwierdziłem, że tu zostaję. Przy czym zostaję, to znaczy, że tu jest moja
            baza, a pracować mogę i chce przez jakiś czas ot choćby w Irlandii, bo
            chciałbym poznać z bliska fenomen tego kraju i mentalność ludzi, którym sie
            udało. Gdyby referendum było na nie, z żalu chyba wyemigrowałbym na zawsze do
            Ameryki, bo świadomość że Rodacy-Polacy nie chcą choćby spróbować być w UE,
            chyba by mnie dobiła. No na szczęście mogę zostać;-) I to jest sedno sprawy:
            Po prostu spróbuj! Nie musisz od razu emigrować na całe życie!
            I jeszcze jedno: Jeśli myślę, kto z was ty czy penelopa ma większe szanse na
            jakie takie szczęście w zyciu, to wydaje mi się, że możesz ją "odsadzić" - jak
            to fajnie mowią HR-owcy. Biorąc pod uwagę, jak bardzo konformistyczne
            podejście do świata ma ta kobieta (na wskroś niemiecka;-)) i fakt, ze gdyby
            została w NIemczech i gdyby miała ochotę wziąć udział w ich wyścigu szczurów -
            to będzie się musiała troche nagimnastykować, a na końcu kto wie, czy nie
            dołączy do grona frustratów, ktorzy ani tu, ani tam, bo wszędzie niezadowoleni
            i niespełnieni... A ty co masz do stracenia, gdy opuścisz na jakiś czas
            polskie piekiełko już choćby tylko po to, żeby zaznać trochę przygody? O to mi
            chodzilo!
            • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 10.07.03, 09:54
              Emigracja jako taka mnie nie przeraża wcale i patrząc na polskie realia, jest
              dla mnie coraz bardziej jedynym sensownym wyjściem. Smuci mnie tylko, że ludzie
              którzy chca coś zrobić w naszym kraju, a nie koniecznie godzą się na układy i
              koneksje, chcąc bazowac na swoich umiejętnościach.
              • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 10.07.03, 09:55
                cd.
                nie są w stanie normalnie funkcjonować (ekonomicznie i mentalnie) w pracy.
            • Gość: penelopa Re: feudalni pracoholicy IP: 143.93.229.* 10.07.03, 13:22
              ale klepiesz bez sensu. daj sobie spokoj. poki co ja koncze drugie studia, mam
              sporo praktyki, znam jezyki (nie tylko niemiecki) i JESTEM JUZ TUTAJ, DAJE
              SOBIE RADE. znam tutejsze realia i nie jestem konformistka. wiele przeszlam aby
              to zdobyc i mam mase doswiadczenia. co ty o mnie koles wiesz. tylko dlatego ze
              sie z toba nie zgadzam odsadzasz mnie od czci i wiary. bez sensu.
              • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 10.07.03, 14:11
                przepraszam że się wtrącę w dyskusję o sytuacji w Niemczech...
                ale bardziej interesuje mnie obecnie sytuacja w Polsce i Twoja opinia jako
                HRowca :)
                • Gość: penelopa Re: feudalni pracoholicy IP: 143.93.229.* 10.07.03, 14:28
                  nie wiem dokladnie jaka jest sytuacja w polsce, poniewaz nie mieszkam tam juz
                  od dosc dawna. demoralizacja w pracy jest wdg. mnie spowodowana tym ze w polsce
                  nie ma spoleczenstwa obywatelskiego. po latach komunizmu kazdy chce byc wielkim
                  kapitalista kosztem innych, bez wkladania swojej pracy w to. dlatego
                  wykorzystywani sa ludzie. w moich oczach jest to nawrot do spoleczenstwa
                  feudalnego (oczywiscie w przenosni). tym niemniej nie oznacza to moim zdaniem,
                  ze polakom od razu sie polepszy, gdy beda mogli legalnie pracowac na zachodzie.
                  nie kryjmy sie, wyksztalcenie w dzisiejszych czasach zalezy od pozycji
                  materialnej. ciezko jest sie wydobyc z piekla o wlasnych silach (wiem o czym
                  pisze, gdyz sama mam juz czasami dosc tych barier). kosztuje to wiele wyrzeczen
                  i trzeba byc niesamowicie elastycznym. a to co nas otacza to nie jest lukrowana
                  bajka ale swiat niesamowitej konkurencji. nie wiem czy sobie sprawe z tego
                  zdajecie, ale zagraniczne wyjazdy dla niemieckich studentow to pestka. to jest
                  masowka i stac na to ich rodzicow. srednio zdolni ludzie nabywaja takich
                  umiejetnosci i doswiadczen o jakich zdolni polacy moga sobie pomarzyc. nie chce
                  was szokowac tym co robia b. zdolni. dla przykladu podam jednak mojego kolege,
                  ktory skonczyl elektrotechnike w monachium. wlasnie wyjechal do honkkongu gdzie
                  otworzyl wlasna firme swiadczaca uslugi dla wielkich koncernow. i moge cie
                  zareczyc ze jest w tym dobry. jak myslisz co on bedzie robil za kilka lat?
                  • 3telnick Re: feudalni pracoholicy 10.07.03, 16:20
                    czyli jednak emigracja...
                    no może przyda się koledze w HongKongu wysokiej klasy specjalista... :)
              • Gość: wkurzony1 Re: feudalni pracoholicy IP: 62.29.135.* 11.07.03, 09:03
                Pani rozkaz jest dla mnie życzeniem;-) Już sobie daję spokój i życzę
                szczęścia - tak w ogóle. Mam nadzieję, że to ma sens...
        • chaladia Re: feudalni pracoholicy 09.07.03, 13:52
          Ja jestem w Polsce na trochę innej zasadzie, choć zewnętrznie to nie wygląda,
          żeby się czykolwiek różniło. Jestem ME Expat, tylko czasowo "stranded", bo na
          ME od 1992 roku była generalna bryndza, a i ożeniłem się w międzyczasie. Może
          tak jednak wrócę... zew krwi, czy co?
          Zapraszam na expatriackie forum:
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10280
    Pełna wersja