Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne

    19.09.07, 10:51
    Co jakiś czas rozsyłam dokumenty, mimo, że mam pracę, żeby sprawdzić jak tam
    się ma rynek pracy w mojej branży. W ostatnim tygodniu otrzymałam trzy
    telefony z zaproszeniami na rozmowy kwalifikacyjne.
    Pani nr 1
    -Dzień dobry firma sjkfbuawgfyagd (powiedziane tak szybko i niewyraźnie, że
    nie było szans na zrozumienie). Zapraszam Panią na rozmowę do naszego biura w
    piątek o 9:30.
    -Przykro mi, ale w piątek o 10 mam bardzo ważne spotkanie w pracy. Czy możemy
    umówić się na inny dzień, albo chociaż godzinę?
    -To ja się zastanowię i ewentualnie oddzwonię.
    (Pani nie oddzwoniła do dziś- 2 dni minęły. Czyżbym stawiała za dużo wymagań?)

    Pani nr 2
    - Dzień dobry firma XY, składała Pani do nas dokumenty 2 miesiące temu, czy
    jest Pani zainteresowana nadal tą pracą?
    - Co prawda dostałam pracę w konkurencyjnej firmie, ale jesli zaproponują
    Państwo lepsze warunki zatrudnienia, to mogę przemyśleć ofertę.
    - Niestety informacje na temat warunków otrzyma Pani miejscu. A więc zapraszam
    do naszej siedziby w XV (miasto oddalone od mojego o prawie 300km)

    Pani nr 3

    -Dzień dobry, składała Pani do nas podanie o pracę. Co prawda stanowisko o
    które się Pani ubiegała jest już zajęte, ale możemy zaproponować inne.
    (Pani oczywiście przez dłuższą chwilę nie chciała powiedzieć jakie i udzielić
    jakichkolwiek informacji, ale w końcu powiedziała- pół etatu za kwotę 7 razy
    niższą niż aktualnie zarabiam :/)

    Po takich rozmowach zaczynam kochać moją firmę.
      • ianna Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne 19.09.07, 14:51
        Albo pracodawcy do pierwszego kontaktu z potencjalnym pracownikiem
        wysyłają stażystów i nie instruują jak powinna przeiegać rozmowa
        Albo jeszcze żyją w epoce sprzed 5 lat kiedy prawie każdy kandydat
        był lub miał być na bezrobotnym więc miał dużo czasu ( z punktu
        widzenia oczywiście zapraszającego)

        Trudno pracodawcy przestawić się mentalnie - aż dziwne bo zapraszają
        nas przecież na rozmowy inni ludzie...
        • Gość: zosia Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: *.aster.pl 19.09.07, 15:00
          No własnie...przeież czesto gęsto CV jest napisane że jeszcze
          pracujemy a mimo to mamy być na zawołanie...
          Z drugiej strony osoba która wysyła CV a jeszcze pracuje musi liczyć
          się z tym, że dostanie kilka propozycji spotkań w nieodpowiednich
          godzinach...
        • 0tdr0 Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne 19.09.07, 15:10
          > Albo pracodawcy do pierwszego kontaktu z potencjalnym pracownikiem
          > wysyłają stażystów i nie instruują jak powinna przeiegać rozmowa


          To czesta sytuacja. Szczegolnie w agencjach posrednictwa pracy, ktorych spora
          czesc (m.in. Adecco, Manpower, Trenkwalder & Partner) tnie w ten sposob koszty.


          > Albo jeszcze żyją w epoce sprzed 5 lat kiedy prawie każdy kandydat
          > był lub miał być na bezrobotnym więc miał dużo czasu ( z punktu
          > widzenia oczywiście zapraszającego)

          Mentalnosc ciezko zmienic. A czasami tez organizacje firmy- rzadko ktora placi
          za nadgodziny popoludniowe osobom z dzialow HR. A tym sie nie chce za darmo
          czekac po godzinach na kandydata.


          > Trudno pracodawcy przestawić się mentalnie - aż dziwne bo zapraszają nas
          przecież na rozmowy inni ludzie..

          Znam sytuacje, gdy mloda, zdesperowana, sympatyczna i bezrobotna dziewczyna w
          ciagu 3 miesiecy zmienila sie w wredna zolze odpowiedzialna za nabor, ktora nie
          potrafila odpowiednio podejsc do ludzi ani znizyc sie do wykonania telefonu czy
          wyslania maila do kandydata odrzuconego po rozmowie kwalifikacyjnej. Typowy i
          nie odosobniony przypadek.
      • Gość: ingrid00 Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.07, 16:54
        Przyznam szczerze, że ja też mam problem z takimi zaproszeniami na
        rozmowę kwalifikacyjną. Zdarza się oczywiście, że jest to robione w
        sposób normalny, cywilizowany i kulturalny, ale nie zawsze,
        nietstety.
        Raz, gdy jeszcze byłam studentką zdarzyło mi się coś takiego: około
        13.00 telefon, że wysyłąłam jakiś czas temu aplikację i że chciano
        by mnie zaprosić na rozmowę. Kiedy? Najlepiej dziś. Może...na 15.00?
        Nie zdąży pani? (miałam zajęcia o tej porze) To na 16.00?...
        Kiedy indziej, również jeszcze jako studentka, wysłałam aplikację do
        pewnej firmy. W ogłoszeniu nie było wyszczególnione czy poszukują
        osoby na cały etat/na pół etatu/ czy też na przykład na zlecenie (a
        stanowisko było takie, że wszystkie te opcje byłyby uzasadnione).
        Postanowiłam więc wysłać CV oraz list motywacyjny, w którym
        zaznaczyłam wyraźnie, że jestem studentką piątego roku studiów
        dziennych i że interesowałaby mnie jedynie praca na pół
        etatu/zlecenie z nienormowanym czasem pracy. Zaproszono mnie na
        rozmowę kwalifikacyjną (skoro zaprosili to na pół etatu też chyba
        może być). Gdzieś w połowie rozmowy (kiedy podjęłam wysiłek dotarcia
        na tę rozmowę oraz poczekania godzinę, bo "mamy drobne obsunięcie
        czasowe") dowiedziałam się, że szukają kogoś na cały etat +
        nadgodziny (czyli codziennie 8-10 godzin). Taki mały apel: jeżeli
        wymaga się od kandydatów pisanie listu motywacyjnego to wypadałoby
        go PRZECZYTAĆ (zwłaszcza jeżeli CV "przeszło" i chce się kandydata
        zaprosić na rozmowę).
        Po roku, jak już studia skończyłam. Telefon z firmy pośredniczącej,
        że jest ciekawa oferta pracy jako asystentka prezesa. Ale w Kaliszu
        (jestem z innego miasta, dość odległego i znacznie większego niż
        Kalisz). Oferują ciekawe warunki pracy, niezłe zarobki itp.
        Powiedziałam wprost, że nie wiem, czy byłabym w stanie tak od razu
        przenieść się do Kalisza. (Nie mam tam ani rodziny, ani zanajomych i
        przeciez musiaąłbym mieć trochę czasu na znalezienie
        mieszkania...pomijając, że zarobki musiałyby być naprawdę ekstra,
        żebym zdecydowała się tam przenieść). Usłyszałam, że to na razie
        wstępna rekrutacja, i że nie mam się co tym na razie przejmować.
        Zresztą - firma dopiero rozpoczyna działalność. Więc zdecydowałam
        się pojechać na tę rozmowę licząc, że firma szuka kogoś, kto zacznie
        najwcześniej w przyszłym miesiącu. Na rozmowie wszystko szło bardzo
        dobrze, widziałam, że potencjalny pracodawca jest naprawdę
        zainteresowany...Aż nie padło pytanie "od kiedy mogłaby pani zacząć,
        od poniedziałku?" (...)
        • Gość: Dorcia Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: 212.76.38.* 19.09.07, 19:04
          Wniosek z tego taki, że rekrutujący nie czytają przysyłanych
          papierów i nie słuchają ze zrozumieniem, a oczywiście wymagają nie
          wiadomo czego.
      • Gość: iw Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.07, 20:32
        Dla mnie to logiczne, skoro wysylam cv to znaczy ze szukam pracy.
        Fakt ze szukam pracy oznacza ze jestem bezrobotna, fakt ze jestem
        bezrobotna oznacza ze mam czas.
        Po kiego szukasz pracy kiedy ja juz masz i to w dodatku bdb platna??
        Za dobrze masz? To siedz i nie narzekaj.
        W dupie sie niektorym poprzewracalo, maja prace, szukaja nastepnej
        zeby przeskoczyc bo kasiory ciagle MALO MALO MALO, z pyska kapie
        slina na mysl o wyzszych zarobkach, ale dyspozycyjnosci zero, za to
        wymagania ho hoooo! jak u gwiazdy conajmniej, kaprysy, to pora nie
        pasuje, to dzien, a wez sie do roboty obiboku, zamiast stawiac
        wymagania. Tez bym do takich hrabin nie oddzwaniala.
        1. Jestes nielojalna wobec obecnego pracodawcy knując za jego
        plecami.
        2. jestes pazerna, pomimo faktu ze duzo zarabiasz (skoro masz 7 razy
        wiecej niz ci proponuja to masz min 7 tys netto.
        3. Rżniesz gwiazde do ktorej trzeba dopasowac czas sztabu ludzi i
        caly proces rektutacji.

        • Gość: buub Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: *.chello.pl 19.09.07, 20:50
          jak możesz, nie znając dokładnie sytuacji wydawać takie osądy? Musisz być bardzo
          sfrustrowana.
        • agulha Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne 19.09.07, 21:55
          Jak świat światem, ludzie zmieniali pracę. Z różnych powodów. Finansowych też.
          Czasami również z powodu: godzin pracy, dojazdu, możliwości awansu lub rozwoju,
          atmosfery i setek innych powodów w różnych kombinacjach. Do pracy chodzi się
          przede wszystkim po to, żeby zarobić pieniądze. Wyjątek - działalność
          charytatywna. Najbardziej popularna (dziwnym trafem!) wśród osób z
          odziedziczonym majątkiem i dochodami niewymagającymi pracy (przykład: księżna
          Diana). Jeżeli ktoś poważnie traktuje pracę - obecną, poprzednią, a więc pewnie
          i następną - nie może jednocześnie być dyspozycyjny dla potencjalnego nowego
          pracodawcy, bo aktualne obowiązki mogą kolidować z terminem spotkania. Trochę
          nagiąć się trzeba (skoro wszyscy pracujemy w podobnych godzinach), ale kompromis
          potrzebny jest z obu stron. Uwagi iw są nielogiczne - "weź się do roboty,
          obiboku" do kogoś, kto właśnie pracuje - nie jest bezrobotny i załatwia ważne
          sprawy w obecnej pracy. Nie jest "logiczne", że skoro wysyłasz cv, to jesteś
          bezrobotna - w CV jest napisane, gdzie pracujesz i czy jeszcze aktualnie pracujesz.
          Osoby, które zmieniają pracę na lepszą, zwalniają dotychczasowe miejsca pracy
          dla innych - może np. dla bezrobotnych. Nowe stanowisko, lepiej płatne, często
          wymaga doświadczenia, zdobytego przez osobę, która się przenosi, a nie zdobytego
          jeszcze przez owego bezrobotnego (bo to np. jest absolwent).
          Nie wiem, na jakiej podstawie iw sądzi, że autorka wątku zarabia 7 tys. netto -
          skoro proponowali jej na PÓŁ ETATU siedmiokrotnie mniej, niż zarabia obecnie na
          CAŁYM, to równie dobrze może obecnie zarabiać 3500 zł. A nawet, jeżeli zarabia
          teraz 10 tys. netto, to wara komu od tego. Komunizm się skończył. Ile pracodawca
          chce zapłacić pracownikowi, tyle płaci. Za ile pracownik chce pracować, za tyle
          pracuje. Podatki nawet mamy progresywne, więc radzę powstrzymać swoją dziką zawiść.
          • Gość: iw Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.07, 10:09
            Akurat ty ostatnia powinnas wypowiadac sie na temat jakiejs "dzikiej
            zawisci" ktora sama prezentujesz. Nie tylko ja to zauwazylam,
            toksyczna babo :)
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23&w=69035528&a=69102486
            A wracajac do tematu... nikt nie bedzie dla krolewny ustawial godzin
            w procesie rekrutacji w ktorym uczestniczy wiele innych osob.
            Takim "gwiazdom" mowi sie: nie. I nie oddzwania.
            • Gość: Aggie Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.07, 10:47
              I w ten sposób traci się szansę na pozyskanie może świetnego pracownika.
              Rozumiem, że jesteś pracodawcą który w ten sposób traktuje swoich pracowników -
              pracuj, dziób na kłódkę, to może wypłacę Ci groszowa pensję w terminie?
            • agulha Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne 21.09.07, 08:56
              Ty masz chyba naprawdę jakiś problem. Zarzucasz mi zawiść na podstawie wątku, w
              którym niedawno się wypowiadałam - mogły Ci się moje wypowiedzi nie podobać, ale
              czy ja tam prezentowałam zawiść? Mowa była o kandydatkach na stanowisko
              sekretarki lub recepcjonistki. Nie ubiegam się o żadne z tych stanowisk i nie
              mam powodu do zazdrości ani zawiści wobec osób, które je zajmują.
              Co do godzin i dni rekrutacji - owszem, jeden raz spotkałam się z tym, że ktoś
              nie był w stanie zmienić dla mnie DNIA rekrutacji: ze strony pracodawcy
              przyjeżdżał ktoś z zagranicy, a ja byłam w delegacji służbowej. No cóż, nie było
              nam razem po drodze. W pozostałych przypadkach, a było ich wiele, ustalenie dnia
              i godziny odbywało się na drodze porozumienia, a nie narzucenia. Rekrutacja nie
              jest zwykle jedynym zajęciem osób, które ze mną rozmawiały, więc to, czy
              wstawiły sobie tę rozmowę w kalendarz w poniedziałek o 9:30 czy we środę o 12,
              nie miało dla nich aż takiego znaczenia. Zdarzyło mi się, że zaproszono mnie na
              rozmowę kwalifikacyjną do Niemiec - ze zwrotem kosztów, oczywiście. Różnie więc
              to z tymi rekrutacjami bywa.
        • odsrodkowa Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne 20.09.07, 10:57
          > Dla mnie to logiczne, skoro wysylam cv to znaczy ze szukam pracy.

          Oczywiście. CZy jest nakaz przepracować w jednej firmie całe życie?

          > Fakt ze szukam pracy oznacza ze jestem bezrobotna, fakt ze jestem
          > bezrobotna oznacza ze mam czas.

          Oczywiście tylko bezrobotni szukają pracy, bo pracujący nie mają prawa jej
          zmienić, prawda?

          > Po kiego szukasz pracy kiedy ja juz masz i to w dodatku bdb platna??
          > Za dobrze masz? To siedz i nie narzekaj.

          Bo jak piszesz "w dupie mi się przewraca". Chcę zarabiać jeszcze więcej, mieć
          bliżej i ciekawszy socjal. Pracowałam na swoją pozycję całe życie i będę z tego
          korzystać.

          > W dupie sie niektorym poprzewracalo, maja prace, szukaja nastepnej
          > zeby przeskoczyc bo kasiory ciagle MALO MALO MALO, z pyska kapie
          > slina na mysl o wyzszych zarobkach, ale dyspozycyjnosci zero, za to
          > wymagania ho hoooo!

          Nie obrażę się za wyższe zarobki. Mam bić się w piersi i przepraszać, że nie
          pracuję w markecie za najniższą krajową? WIem, że każdy kto zarabia więcej niż
          1200 bruto, to w oczach większości Polaków złodziej i oszust. Ale jakoś niewiele
          mnie to obchodzi :)
          A co do dyspozycyjności- jestem dyspozycyjna dla pracodawcy. Ale też stawiam
          wymagania- znam swoją wartość.

          jak u gwiazdy conajmniej, kaprysy, to pora nie
          > pasuje, to dzien, a wez sie do roboty obiboku, zamiast stawiac
          > wymagania. Tez bym do takich hrabin nie oddzwaniala.

          Czy prośba o zmianę terminu spotkania robi ze mnie gwiazdę? Świetnie, będę o to
          prosić częściej- zawsze chciałam być gwiazdą.
          A pracuję ciężko- ale dzięki za dobrą radę :)

          > 1. Jestes nielojalna wobec obecnego pracodawcy knując za jego
          > plecami.

          Mój pracodawca wie, że szukam pracy- nie jest w stanie zapewnić mi tego co bym
          chciała, więc odchodzę- on o tym wie. A nielojalnością byłoby opuszczenie
          spotkania zarządu i wystawienie wszystkich do wiatru.

          > 2. jestes pazerna, pomimo faktu ze duzo zarabiasz (skoro masz 7 razy
          > wiecej niz ci proponuja to masz min 7 tys netto.

          Gratuluję zdolności matematycznych.

          > 3. Rżniesz gwiazde do ktorej trzeba dopasowac czas sztabu ludzi i
          > caly proces rektutacji.

          Owszem- skoro chcą świetnego specjalisty, to niech coś dadzą od siebie. Choćby
          pytanie "kiedy Pani pasuje?"
        • Gość: ingrid00 Re: "Zaproszeia" na rozmowy kwalifikcyjne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.07, 02:15
          > Dla mnie to logiczne, skoro wysylam cv to znaczy ze szukam pracy.
          > Fakt ze szukam pracy oznacza ze jestem bezrobotna, fakt ze jestem
          > bezrobotna oznacza ze mam czas.

          Nie, masz spaczoną logikę i bardzo zawężony pogląd na sprawę. Jest
          wiele opcji, dla których osoba pracująca poszukuje innej pracy (poza
          zarobkami):
          -pracuje nie w zawodzie a szuka w zawodzie
          -pracuje na pół etatu, a chciałaby na cały/względnie odwrotnie
          -obecny pracodawca trzyma ją na umowie zlecenie już X czasu
          -ma daleki dojazd do pracy
          -mobbing w pracy
          -nieporozumienia z szefem
          i tak listę tę by można ciągnąć (część tych powodów zresztą już była
          podawana).

          > 1. Jestes nielojalna wobec obecnego pracodawcy knując za jego
          > plecami.

          To też tego nie musi oznaczać. Ja sama też parę miesięcy temu byłam
          w podobnej sytuacji - pracując szukałam innej pracy. W moim
          przypadku było to z tej prostej przyczyny, że byłam zatrudniona na
          umowę zlecenie i wiedziałam, że umowa ta nie zostanie przedłużona na
          następny okres (akurat z mojej strony nie było takiej woli). Wolałam
          więc zacząć szukać nowej pracy pd razu, wiedząc że i tak za miesiąc
          będę musiała szukać, żeby móc zachować ciągłość pracy. Mój szef
          wiedział, że rezygnuję, więc wszystko było w porządku, nikt nikomu
          łaski nie robił.
    Pełna wersja