monika2203
02.10.07, 17:10
Mam konkretne wykształcenie, konkretne doświadczenie, znam angielski. Szukałam
pracy 8 miesięcy. Wysłałam 65 aplikacji, 18 firm się nimi zainteresowało. A
skutek.....? Oto on...
1.
Dzwonią z biura pośrednictwa pracy z Łodzi. Jadę. Rozmowę przechodzę.
Zapraszają mnie do właściwej firmy na drugą rozmowę. Jadę. Tam dostaję bardzo
jasno do zrozumienia, że na to stanowisko szukają faceta. Ich prawo, tylko
dlaczego zainteresowali się mną? Przecież podałam jasno moją płeć.
Obiecują, że zadzwonią z informacją o podjętej decyzji. Nie dzwonią.
2.
Dzwonią z dużej łódzkiej firmy. Jadę. Na miejscu czuję, że firma, mimo
wszystko, za duża jak na moje doświadczenie.
Obiecują, że zadzwonią z informacją. Nie dzwonią.
3.
Dzwoni pan z firmy z północy Polski. Chce się spotkać ze mną "natentychmiast".
Ale, wyjątkowo, ja nie mogę "natentychmiast". Innego terminu pan nie ma. Nie
spotykamy się. Dodatkowo pan jest bardzo niemiły. Za kilka miesięcy ponownie
ukazuje się identyczne ogłoszenie. Pan miał za duże wymagania czy ktoś nie
wytrzymał z panem...?
4.
Dzwoni firma z Łodzi. Jadę. Rozmowa bardzo przyjemna.
Obiecują, że zadzwonią z informacją. Nie dzwonią.
5.
Dzwoni firma z Łodzi. Jadę. Na miejscu przeżywam szok. Takiego syfu nie
widziałam jeszcze nigdy, a widziałam już trochę... Nie mają nawet miejsca,
żeby ze mną pogadać, nie mam gdzie usiąść, nie mam co zrobić z kurtką. Zadają
pytania o teorię, o której sami mają mgliste pojecie. Na boku jedna
dziewczynka, która mnie po tym syfie oprowadza, ze łzami w oczach mówi, że ona
musi tu pracować, bo ma na utrzymaniu dwoje dzieci.
Obiecują, że zadzwonią z informacją. Nie dzwonią.
6.
Dzwonią z pośrednictwa pracy z Łodzi. Jadę. Rozmowę przechodzę. Na drugą jadę
do firmy w okolicach Łodzi. Pan, który miał ze mną rozmawiać, ma aktualnie
ważniejsze sprawy.... Rozmawia ze mną jakaś dziewczynka.
Dzwoni pani z pośrednictwa pracy z informacją, że nic z tego. Sama nie wie
dlaczego, więc nic więcej mi nie powie.
7.
Dzwonią z firmy z Kutna. Jadę. Rozmawiam z dwoma panami, z których jeden - HR
- w ogóle nie wie, o czym mówi. Żenada. Tak, Oni mnie chcą, ale za "jak
najmniej pieniędzy". Musiałabym się wyprowadzić. Mówią, że można w Kutnie
wynająć pokój za 400 zł, ale wtedy mieszka się z innymi ludźmi. Ale jest
taniej i wtedy mniej można zarobić.
Obiecują, że zadzwonią z informacją. Nie dzwonią.
Dzwonię sama do tego mądrzejszego pana. Znów mnie pyta o to, za ile najmniej
mogę tam przyjść do pracy. Podaję niewygórowaną propozycję, która jest dla
nich i tak kosmiczna.
Najwyraźniej nie znajdują nikogo chętnego na wspólne mieszkanie z obcymi
ludźmi za 400 zł, bo ogłoszenie ukazuje się ponownie.
8.
Dzwoni Pan z biura pośrednictwa z Tomaszowa Mazowieckiego. Ustalamy wszystko
telefonicznie, nie spotykamy się, chociaż na drugie rozmowie, w konkretnej
firmie, mam mówić, że się widzieliśmy. Druga rozmowa jest bardzo długa.
Panowie, którzy ze mną rozmawiali spóźnili się na nią prawie godzinę.
Dzwonią. Zapraszają mnie na kolejną rozmowę.
Jadę. Na miejscu padają konkretne propozycje. Może nie rewelacyjne, ale mogą
być. Rozmawiamy o szczegółach.
Za kilka dni dzwonią. Rozmyślili się, tzn. ponoć nie dostali zgody na to
stanowisko z zagranicznej centrali firmy. Szkoda, że nie zapytali ich o zgodę
przed daniem ogłoszenia. Mówią, że przekonają centralę i odezwą się za klika
tygodni.
Za kilka tygodni dają podobne ogłoszenie, do mnie nie dzwonią.
9.
Dzwonią z pośrednictwa pracy ze Szczecina. Jadę. Rozmowę przechodzę. Jestem
zaproszona na drugą. Znów jadę na drugi koniec Polski. Ponoć mam bardzo duże
szanse. Na finiszu okazuje się, że nie dostanę tej pracy, bo nie mam prawa
jazdy. Nigdy nie pisałam, że ja mam. Mówiłam, że nie mam. Te dwie wycieczki
kosztowały mnie (bezrobotną) 500 zł.
10.
Dzwonią z firmy z Tychów. Jadę. Firma podoba mi się bardzo. Rozmowa również.
Obiecują, że zadzwonią z informacją. Nie dzwonią.
Dzwonię sama. Dwa razy. Wciąż słyszę, że nie podjęli jeszcze decyzji, ale na
pewno otrzymam informację, mam spokojnie czekać.
Minęło kilka miesięcy, już nie czekam... Ogłoszenie ukazuje się ponownie.
11.
Dzwonią z firmy z Ożarowa Mazowieckiego. Jadę. Firma fajna, rozmowa miła,
odpowiedź odmowna bez podania powodu, ale z komentarzem, że wysoko ocenili
moje kompetencje.
12.
Dzwonią z wielkiej firmy z Poznania. Jadę. Wiem, że szanse mam niewielkie, ale
chce zobaczyć, jak będzie to wyglądało. Wygląda fatalnie, jestem za cienka w
uszach. Rozmowa miała być 2-etapowa. Mam dość już po pierwszym etapie, tzn. po
kilkugodzinnych testach.
Na drugi etap nie jadę, bo dokładnie w tym dniu mam też inną rozmowę i
teoretycznie większe szanse. Dzwonię i mówię, że nie przyjadę. Są bardzo
zdziwieni, chyba nikt do tej pory nie rezygnował u nich na tym etapie.
13.
Dzwonią z firmy z Bolesławca. Jadę. Firma - zgodnie z moimi oczekiwaniami -
super. Rozmowa również. I pani HR zupełnie inna niż większość HR-ów.
Ma zadzwonić. Nie dzwoni. Sama dzwonię. Nie dostanę tej pracy, bo nie mam
prawa jazdy. Nie pisałam, że mam, mówiłam, że nie mam, ale mogę szybko zrobić.
Nie wybierają nikogo. Dają ponowne ogłoszenie i jasno zaznaczają (dopiero
teraz), że wymagane jest prawo jazdy.
14.
Dzwonią z biura pośrednictwa pracy z Warszawy. Jadę. Rozmowa normalna, ale nie
przechodzę jej. Powodu nie podają.
15.
Dzwonią z biura pracy z Gorzowa Wielkopolskiego. Pani jest zachwycona moimi
papierami, ale mówi mi, że już za późno, żeby podali moją kandydaturę
pracodawcy. Jak to za późno? Przecież wysłałam dokumenty zaraz po ukazaniu się
ogłoszenia.
Mają zadzwonić. Nie dzwonią.
16.
Dzwonią z biura pośrednictwa z Torunia. Jadę. Przechodzę rozmowę i jadę na
kolejną do firmy. Ta podróż zajmuje mi dobę. Nie musiało tak być. Gdyby nie
pani HR, która zadawała te same pytania, co jej poprzednik, ale fachowiec, to
zdążyłabym na pociąg... Czasem (Szczecin) od razu wiadomo, że będzie to doba
(na hotele nie mam kasy), ale ten przypadek jest inny. Gdy Pani HR śpi, ja
spędzam 5 godzin na dworcu w Bydgoszczy, gdzie mam przesiadkę, odganiając się
od meneli.
Nie dzwonią. Sama dzwonię. Pracy nie dostanę (chociaż wysoko mnie ocenili), bo
"nie pracowałam dotychczas w tak dużej strukturze". Ale to jasno wynikało z
mojego CV...
Nie przyjmują nikogo. Ponawiają ogłoszenie.
17.
Dzwonią z firmy z okolic Warszawy. Termin mają jeden, a ja w tym dniu już jadę
gdzie indziej. Nie słuchają, są niemili, a na pytanie, jak można do nich
dojechać (nie autem) wręcz drwią..... odmawiam, nie jadę. Musiałabym tam
przecież odnaleźć się bez prawa jazdy nie tylko ten jeden raz.
18.
Dostałam pracę po 3 rozmowach!
Łącznie moje podróże w poszukiwaniu pracy to około 6000 przejechanych km i
około 2000 zł.