agulha
26.06.08, 21:20
Okazuje się, że coś takiego istnieje. Poszłam sobie, jak zwykle w
delegacji, do restauracji w hotelu - sporej i zawsze pustawej. A tam
przy jednym stoliku idzie pełną parą (podobno cały dzień)
rekrutacja. Pani i pan przepytywali kandydatów. Pierwszy (za mojej
kadencji) mówił dość głośno, więc mimo sporej odległości i szczerego
braku zainteresowania dowiedziałam się, że jest managerem, ma
ambicję jak najszybciej być jeszcze większym managerem. Kieruje
majstrami, a oni operatorami. Długo ględził o motywacji i
odpowiednim systemie motywowania. Zapamiętałam również pytanie "jaką
firma ma wizję". Mocne, trzeba zapamiętać. O firmie dowiedziałam
się, że jest to firma rodzinna, prowadzona przez już trzecie
pokolenie. Pan kandydat opowiadał o swojej pracy w czasie
teraźniejszym, co sugerowałoby, że pracuje. I tak się zastanawiam,
jak można człowieka zaprosić w miejsce publiczne na taką rozmowę? Na
której opowiada o czterech składnikach premii w swoim zakładzie?
Przecież ktoś może go zobaczyć i puścić plotkę, że szuka roboty,
albo donieść, że jest nielojalny wobec firmy (skoro opowiada o jej
metodach działania).
I co to za firma, że kiwa się cały Boży dzień przy stoliku w
restauracji. Zapytałam - w tymże hotelu (raczej drogi, *** w dużym
mieście) wynajęcie najmniejszej sali konferencyjnej na 20 osób
kosztuje 580 zł dziennie. Skoro żałują, to ciekawe, ile tym swoim
managerom będą płacić...
Druga sztuka została na rozmowę przyprowadzona zaraz po pierwszej,
więc chyba mogli się konkurenci zobaczyć (fajnie). Drugi mówił już
ciszej i mogłam się skupić na swoim jedzeniu...