akermann
13.07.08, 11:15
Witam,
Poniższy tekst zamieściłam na jedym z forów internetowych niestety bez zadnego odzewu. Czy naprawde tylko ja mam takie problemy w pracy i jest to jakis znak ze powinnam poszukac sobie innego pracodawcy?
Co o tym myslicie?
Chciałabym zapytać się was jak radzicie sobie ze stresem w pracy.
Wiem, że wiele zależy od osobistego charakteru, odporności danej osoby na stres ale nawet gdy staram się podchodzić do problemów w pracy z dystansem zauważylam, że i tak często przeżywam sprzeczki ze współpracownikami w domu.
Zdaję sobie sprawę, że moja praca i tak jest w miarę spokojna (bankowość - brak kontaktu z klientem, jedynie z kolegami z innych działów) ale problemy które mnie dotyczą wydają mi się dość uniwersalne więc może jednak ktoś ma jakiś patent na to żeby nie przeżywać po pracy wszystkich problemów z nią związanych. Niestety nie mam magicznego przełącznika który pozwoliłby mi zapomnieć o kolegach do następnego dnia rano.
A jakie są problemy:
- na pewno przestałam komukolwiek ufać po kilku nieprzyjemnych numerach jakie próbowali wykręcić koledzy. Staram się przed tym wszystkim obronić psychicznie podchodząc jedynie z chłodną uprzejmością ( a nie sympatią) do innych osób. Może jestem przez to postrzegana jako osoba niemiła i niechętna do pomocy ale z drugiej strony gdy komuś pomogłam to zazwyczaj ten ktoś tylko mnie potem wykorzystywał i czułam się jak ostatnia naiwna.
- roszczeniowa postawa ludzi zgodnie z zasadą że raz wyświadczona GRZECZNOŚĆ natychmiast staje się twoim obowiązkiem.
- próby zrzucania obowiązków innych na ciebie, nota bene obowiązków za które X bierze co miesiąc pieniądze bo "czy to nie jest za trudne dla X?" albo "oddaj to Akermann, ona sobie z tym poradzi". Czemu nikt mnie nie pyta czy dla mnie nie jest coś za trudne ? W tym przypadku X nie jest krewnym/na szefa, po prostu robi z siebie ciapę i bierze ludzi na litość
- rozmyta odpowiedzialność. Dostajesz opieprz zamiast kogoś innego tylko dlatego, że pracujecie nad wspólnym projektem a nie jest jasno wyznaczone przez szefa kto za co odpowiada
- kółka wzajemnej adoracji czyli pracujesz z kimś w jednym zespole kilka miesięcy a nie wiesz nawet gdzie mieszka, czy ma chlopaka/ dziewczynę, hobby itp itd. Ok, nie musimy sie zaraz przyjaznić na całe życie ale nawet jak stoimy przy automacie z kawą rozmowa sprowadza sie do pracy albo zalega niezreczna cisza (a może niezręczna tylko dla mnie?) Przy moich próbach podjęcia niezobowiązujacej rozmowy typu "gdzie jedziesz na urlop?" dostaje odpowiedź "nad morze" bez żadnego rozwinięcia typu "a gdzie ty jedziesz?" czy nawet "zawsze jezdze nad morze bo lubie sie opalac na plazy itd".
-brak pomocy ze strony kolegow w myśl zasady "mi nikt na początku nie pomagał to czemu ja mam komukolwiek pomóc"- na szczescie po kilku miesiacach pracy nie jest tak zle ale nigdy nie jest też tak ze znasz sie na wszystkim
-agresywność. Nie fizyczna rzecz jasna ale słowna - masz wrażenie,że za chwilę ktoś Cię pobije a już na pewno da dobitnie do zrozumienia, że jesteś niekompetentnym debilem. Sama staje się wtedy agresywna odpierając atak i słyszę potem "ale byłaś niemiła dla kolegi/koleżanki". Z drugiej strony gdy ktoś ględzi i spazmuje jak to źle pracuje ja czy zespół to nie mogę potulnie przyznać, że ma rację bo wtedy na pewno dowie sie o tym nasz dyrektor i dla zespolu nigdy nie bedzie premii ani podwyzek. Od razu zaznaczam, że w wiekszosci wypadkow chodzi o zrzucenie odowiedzialnosci na nasz zespol a nie o konstruktywna rozmowe jak naprawic jakis blad czy co zrobic aby wspolpraca lepiej sie ukladala. Potrafię czuć bicie serca po takiej kłotni jeszcze długo po jej zakonczeniu a czasami jak ktos mnie naprawde wkurzy to zauważyłam ze drża mi rece i zastanawiam sie czy to dzis norma czy tylko ja tak mam.
- zmienne normy. Z jednej strony slyszysz "nie spiesz się, zrób to dokladnie mamy czas" a następnego dnia "jak to zrobiłaś dopiero tyle" plus niezadowolona mina szefa. Nie mozna byc pewnym niczego ani ilosci pracy ani czasu na nia przeznaczonego. Wszystko jest na wczoraj a pracy multum tylko dlatego ze ktos brzydko mowiac olał sobie swoją pracę (i jej wyniki na których bazujesz) i nie tylko trzeba zrobic wlasna robote ale jeszcze poprawiac cudza. Na probe przedstawienia problemu (tzn. zbyt duzo pracy i za krotkie terminy) slyszysz "ale kogo to obchodzi, na zebraniu trzeba przedstawic wyniki a nie opowiadac o takich pierd**ach"
- hipokryzja,zawiść, snobizm,wścibstwo, obgadywanie, donosicielstwo, egoizm to już chyba jednak norma więc nie będę się nad tym dłużej rozwodzić
Oczywiście są jednak i dobre strony tej pracy: całkiem niezly szef, który potrafi być ludzki, dosłownie kilku sympatycznych kolegów z którymi można się pośmiać, praca od do gdzie spokojnie można zrobić sobie przerwe bez obawy,że przekroczysz ją o 3 minuty, a i płaca nie jest najgorsza. Uczę się tez nowych rzeczy i zdobywam doswiadczenie zawodowe więc na pewno chcialabym tam popracować jeszcze jakis czas.
Zaznaczam, ze mimo stazu w kilku firmach nie mam wieloletniego doswiadczenia i dopiero zaczynam swoje zycie zawodowe.
Najgorzej jednak znoszę własnie reakcje fizyczne organizmu tzn. wspmniane drżenie rąk, szybkie bicie serca, wypieki na twarzy, bóle głowy z przemęczenia (okien i doplywu świeżego powietrza niestety brak - działa klima), i generalnie zmęczenie. Nie wiem jak sobie z tym radzic, czy tez ktos tak ma?
Jak probujecie pracowac, wkurzeni po całym dniu uzerania sie z ludzmi, nie myslac o tym kiedy zbliza sie ostatnia godzina pracy i jak zasymulowac u lekarza zeby zdobyc L4 ? Nie mam jakos sil zeby sie usmiechac i zartowac a rano nastepnego dnia nie chce mi sie isc do pracy tym bardziej jesli wiem ze znow musze z kims omowic biezace problemy i czeka mnie nastepna klotnia.