Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      czy czas odejsc z tej pracy?

    13.07.08, 11:15
    Witam,

    Poniższy tekst zamieściłam na jedym z forów internetowych niestety bez zadnego odzewu. Czy naprawde tylko ja mam takie problemy w pracy i jest to jakis znak ze powinnam poszukac sobie innego pracodawcy?
    Co o tym myslicie?


    Chciałabym zapytać się was jak radzicie sobie ze stresem w pracy.
    Wiem, że wiele zależy od osobistego charakteru, odporności danej osoby na stres ale nawet gdy staram się podchodzić do problemów w pracy z dystansem zauważylam, że i tak często przeżywam sprzeczki ze współpracownikami w domu.
    Zdaję sobie sprawę, że moja praca i tak jest w miarę spokojna (bankowość - brak kontaktu z klientem, jedynie z kolegami z innych działów) ale problemy które mnie dotyczą wydają mi się dość uniwersalne więc może jednak ktoś ma jakiś patent na to żeby nie przeżywać po pracy wszystkich problemów z nią związanych. Niestety nie mam magicznego przełącznika który pozwoliłby mi zapomnieć o kolegach do następnego dnia rano.

    A jakie są problemy:

    - na pewno przestałam komukolwiek ufać po kilku nieprzyjemnych numerach jakie próbowali wykręcić koledzy. Staram się przed tym wszystkim obronić psychicznie podchodząc jedynie z chłodną uprzejmością ( a nie sympatią) do innych osób. Może jestem przez to postrzegana jako osoba niemiła i niechętna do pomocy ale z drugiej strony gdy komuś pomogłam to zazwyczaj ten ktoś tylko mnie potem wykorzystywał i czułam się jak ostatnia naiwna.

    - roszczeniowa postawa ludzi zgodnie z zasadą że raz wyświadczona GRZECZNOŚĆ natychmiast staje się twoim obowiązkiem.

    - próby zrzucania obowiązków innych na ciebie, nota bene obowiązków za które X bierze co miesiąc pieniądze bo "czy to nie jest za trudne dla X?" albo "oddaj to Akermann, ona sobie z tym poradzi". Czemu nikt mnie nie pyta czy dla mnie nie jest coś za trudne ? W tym przypadku X nie jest krewnym/na szefa, po prostu robi z siebie ciapę i bierze ludzi na litość

    - rozmyta odpowiedzialność. Dostajesz opieprz zamiast kogoś innego tylko dlatego, że pracujecie nad wspólnym projektem a nie jest jasno wyznaczone przez szefa kto za co odpowiada

    - kółka wzajemnej adoracji czyli pracujesz z kimś w jednym zespole kilka miesięcy a nie wiesz nawet gdzie mieszka, czy ma chlopaka/ dziewczynę, hobby itp itd. Ok, nie musimy sie zaraz przyjaznić na całe życie ale nawet jak stoimy przy automacie z kawą rozmowa sprowadza sie do pracy albo zalega niezreczna cisza (a może niezręczna tylko dla mnie?) Przy moich próbach podjęcia niezobowiązujacej rozmowy typu "gdzie jedziesz na urlop?" dostaje odpowiedź "nad morze" bez żadnego rozwinięcia typu "a gdzie ty jedziesz?" czy nawet "zawsze jezdze nad morze bo lubie sie opalac na plazy itd".

    -brak pomocy ze strony kolegow w myśl zasady "mi nikt na początku nie pomagał to czemu ja mam komukolwiek pomóc"- na szczescie po kilku miesiacach pracy nie jest tak zle ale nigdy nie jest też tak ze znasz sie na wszystkim

    -agresywność. Nie fizyczna rzecz jasna ale słowna - masz wrażenie,że za chwilę ktoś Cię pobije a już na pewno da dobitnie do zrozumienia, że jesteś niekompetentnym debilem. Sama staje się wtedy agresywna odpierając atak i słyszę potem "ale byłaś niemiła dla kolegi/koleżanki". Z drugiej strony gdy ktoś ględzi i spazmuje jak to źle pracuje ja czy zespół to nie mogę potulnie przyznać, że ma rację bo wtedy na pewno dowie sie o tym nasz dyrektor i dla zespolu nigdy nie bedzie premii ani podwyzek. Od razu zaznaczam, że w wiekszosci wypadkow chodzi o zrzucenie odowiedzialnosci na nasz zespol a nie o konstruktywna rozmowe jak naprawic jakis blad czy co zrobic aby wspolpraca lepiej sie ukladala. Potrafię czuć bicie serca po takiej kłotni jeszcze długo po jej zakonczeniu a czasami jak ktos mnie naprawde wkurzy to zauważyłam ze drża mi rece i zastanawiam sie czy to dzis norma czy tylko ja tak mam.

    - zmienne normy. Z jednej strony slyszysz "nie spiesz się, zrób to dokladnie mamy czas" a następnego dnia "jak to zrobiłaś dopiero tyle" plus niezadowolona mina szefa. Nie mozna byc pewnym niczego ani ilosci pracy ani czasu na nia przeznaczonego. Wszystko jest na wczoraj a pracy multum tylko dlatego ze ktos brzydko mowiac olał sobie swoją pracę (i jej wyniki na których bazujesz) i nie tylko trzeba zrobic wlasna robote ale jeszcze poprawiac cudza. Na probe przedstawienia problemu (tzn. zbyt duzo pracy i za krotkie terminy) slyszysz "ale kogo to obchodzi, na zebraniu trzeba przedstawic wyniki a nie opowiadac o takich pierd**ach"

    - hipokryzja,zawiść, snobizm,wścibstwo, obgadywanie, donosicielstwo, egoizm to już chyba jednak norma więc nie będę się nad tym dłużej rozwodzić

    Oczywiście są jednak i dobre strony tej pracy: całkiem niezly szef, który potrafi być ludzki, dosłownie kilku sympatycznych kolegów z którymi można się pośmiać, praca od do gdzie spokojnie można zrobić sobie przerwe bez obawy,że przekroczysz ją o 3 minuty, a i płaca nie jest najgorsza. Uczę się tez nowych rzeczy i zdobywam doswiadczenie zawodowe więc na pewno chcialabym tam popracować jeszcze jakis czas.

    Zaznaczam, ze mimo stazu w kilku firmach nie mam wieloletniego doswiadczenia i dopiero zaczynam swoje zycie zawodowe.

    Najgorzej jednak znoszę własnie reakcje fizyczne organizmu tzn. wspmniane drżenie rąk, szybkie bicie serca, wypieki na twarzy, bóle głowy z przemęczenia (okien i doplywu świeżego powietrza niestety brak - działa klima), i generalnie zmęczenie. Nie wiem jak sobie z tym radzic, czy tez ktos tak ma?

    Jak probujecie pracowac, wkurzeni po całym dniu uzerania sie z ludzmi, nie myslac o tym kiedy zbliza sie ostatnia godzina pracy i jak zasymulowac u lekarza zeby zdobyc L4 ? Nie mam jakos sil zeby sie usmiechac i zartowac a rano nastepnego dnia nie chce mi sie isc do pracy tym bardziej jesli wiem ze znow musze z kims omowic biezace problemy i czeka mnie nastepna klotnia.
      • zwierze_futerkowe Re: czy czas odejsc z tej pracy? 13.07.08, 13:18
        > - na pewno przestałam komukolwiek ufać po kilku nieprzyjemnych numerach jakie p
        > róbowali wykręcić koledzy.

        A jakie to były numery? Tzn. nie chodzi mi o szczegóły, ale czy koledzy, że tak
        się brzydko wyrażę, robili sobie z Ciebie jaja prywatnie, czy to był jakiś
        sabotaż typu niszczenie efektów Twojej pracy, celowe wprowadzanie Cię w błąd w
        sprawach służbowych itp.? W pierwszym przypadku, ogranicz kontakty z nimi do
        spraw służbowych i nie daj się prowokować. W drugiem przypadku, o sprawie
        powinien dowiedzieć się szef, dział HR czy inna stosowna komórka.

        > - roszczeniowa postawa ludzi zgodnie z zasadą że raz wyświadczona GRZECZNOŚĆ na
        > tychmiast staje się twoim obowiązkiem.

        Był tu wątek na ten temat:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=279&w=79653886
        > - próby zrzucania obowiązków innych na ciebie, nota bene obowiązków za które X
        > bierze co miesiąc pieniądze bo "czy to nie jest za trudne dla X?" albo "oddaj t
        > o Akermann, ona sobie z tym poradzi".

        Patrz wyżej. :)

        > - rozmyta odpowiedzialność. Dostajesz opieprz zamiast kogoś innego tylko dlateg
        > o, że pracujecie nad wspólnym projektem a nie jest jasno wyznaczone przez szefa
        > kto za co odpowiada

        Przy następnym projekcie należy poprosić szefa o wyraźne określenie zakresu
        odpowiedzialności każdej osoby.

        > - kółka wzajemnej adoracji czyli pracujesz z kimś w jednym zespole kilka miesię
        > cy a nie wiesz nawet gdzie mieszka, czy ma chlopaka/ dziewczynę, hobby itp itd.

        Kurczę, dla mnie to byłby raj upragniony!!! Nie znoszę wysłuchiwania o mężach,
        żonach, chłopakach, dzieciach, remontach i innych sprawach obcych ludzi (a
        powiedzmy sobie szczerze: współpracownicy to są obcy ludzie!). Zwłaszcza że w
        pokoju siedzi zawsze co najmniej parę osób, i jak tak każdy zacznie paplać...
        Jeśli z jakąś koleżanką z pracy mam bliższy kontakt, to możemy sobie poplotkować
        przy lunchu albo iść po pracy na drinka. Generalnie, staram się jak najmniej
        opowiadać w pracy o sobie. Jasne, że jak jadę na urlop i ktoś mnie zapyta,
        dokąd, to odpowiadam, ale czy jadę z facetem, siostrą czy przyjaciółką, to już
        wyłącznie moja sprawa.

        > -brak pomocy ze strony kolegow w myśl zasady "mi nikt na początku nie pomagał t
        > o czemu ja mam komukolwiek pomóc"

        Jeśli naprawdę potrzebujesz pomocy, to o nią poproś. Do skutku.

        > Sama staje się wtedy agresywna odpierając atak i słyszę potem "a
        > le byłaś niemiła dla kolegi/koleżanki".

        Nie myl agresji z asertywnością. Nie można być zbyt potulnym, bo na głowę Ci
        wejdą. A opiniami osób trzecich nie musisz się przejmować. To nie z nimi miałaś
        starcie.

        > Potrafię czuć b
        > icie serca po takiej kłotni jeszcze długo po jej zakonczeniu a czasami jak ktos
        > mnie naprawde wkurzy to zauważyłam ze drża mi rece i zastanawiam sie czy to dz
        > is norma czy tylko ja tak mam.

        Powiedz przy okazji lekarzowi. To może być nerwica.

        > - zmienne normy. Z jednej strony slyszysz "nie spiesz się, zrób to dokladnie ma
        > my czas" a następnego dnia "jak to zrobiłaś dopiero tyle" plus niezadowolona mi
        > na szefa.

        Domagaj się jasno określonego deadline'u dla każdego projektu. A jeśli nie
        możesz kontynuować pracy, bo czekasz np. na dane, których ktoś nie dostarczył Ci
        na czas, powiedz o tym szefowi. To nie jest donosicielstwo; szef musi wiedzieć,
        który trybik w maszynerii zgrzyta.

        > - hipokryzja,zawiść, snobizm,wścibstwo, obgadywanie, donosicielstwo, egoizm to
        > już chyba jednak norma

        Niestety. Na to nie ma rady, trzeba się po prostu opancerzyć i robić swoje.

        > jak zasymulowac u lekarza ze
        > by zdobyc L4 ?

        Uciekanie na L4 to nie jest dobry sposób. Jak piszesz, dopiero zaczynasz
        karierę; nie nabieraj od początku złych nawyków. O objawach fizycznych, o
        których wspomniałaś, powinnaś opowiedzieć lekarzowi, nie ukrywając, że mają one
        związek z pracą.
        Czy odejść z pracy... cóż, sama musisz rozważyć wszelkie za i przeciw i
        zdecydować, co przeważa. Niestety, nie masz żadnej gwarancji, że w nowej pracy
        będzie lepiej - może tak, a możesz wpaść z deszczu pod rynnę. Póki co, popracuj
        nad asertywnością, może naucz się jakiejś techniki relaksacyjnej...
        Pozdrawiam i życzę powodzenia.
        • akermann Re: czy czas odejsc z tej pracy? 13.07.08, 18:41
          Dzieki za odpowiedz.

          Wiec:

          - jeśli chodzi o numery wykręcane przez kolegow to chodzi raczej o celowe wprowadzanie w blad. Najczesciej slysze "Akermann podpisz to prosze, to nic szczegolnego". To nic szczegolnego okazuje sie najczesciej dokumentem zrzucajacym na mnie odpowiedzialnosc za jakas rzecz, ktora spiep...li koledzy a potem ja mam sie z tym bujac. Oczywiscie czytam co mam podpisac wiec zazwyczaj ide z tym problemem do szefa i slysze "Akermann wiem, ze oni tacy sa ale to nikogo nie obchodzi.Musisz sie hartowac.Po prostu NIE UFAJ NIKOMU".

          -przeczytalam watek, jest naprawde dobry. Ja tez postaram sie byc "nieuzyta" :-) Zastanawiam sie tylko skad sie taka życzliwość (czytaj naiwnosc) we mnie bierze. Od dziecka wpajano mi, że trzeba pomagac ludziom i wykazywac sie zrozumieniem dla ich problemow a tu okazuje sie ze jest to niezbyt przydatna cecha charakteru. Szkoda ze nie uczono mnie asertywnosci - z pretensjami zglosze sie do rodzicow :-) I jeszcze jedno a propos rodzicow. Rozmawialam z nimi na temat tego co sie dzieje w pracy i uslyszalam tylko ze kiedys ludzie rzeczywiscie byli milsi i bardziej zyczliwi a teraz zrobili sie pazerni i chamscy. Nie pracowalam w zadnej instytucji za czasow PRL wiec nie bede sie na ten temat wypowiadac ale jakos trudno mi w to uwierzyc ze wszyscy byli tacy chetni do pomocy jak 40Latek.

          -jesli chodzi o odpowiedzialnosc to szef kieruje nas do pomocy innym kolegom jesli akurat ktos moze przez pewien czas pomoc bo wyrabia sie ze swoimi zadaniami. Najczesciej jednak konczy sie to tak ze ktos cos rozgrzebie a potem musi nagle wracac do swojej pracy i nie tylko ci nie pomaga ale jeszcze musisz sie zabrac za jego niedokonczona prace. Rownie czeste jest oczywiscie wykorzystywanie cie przez pracową "pijawkę" ktora robi sobie godzinna przerwe na herbate a potem ze lzami w oczach opowiada szefowi ze przeciez sie stara jak najlepiej moze i chyba on nie mysli ze jest inaczej

          - co do kółek wzajemnej adoracji nie chodzi mi o zadrecznie innych swoimi chorobami itd. Zdarzylo mi sie raz ze kolezanka pokazala mi swoja dziure w zebie i zaczela opowiadac o czekajacej jej wizycie u dentysty - o to Ci chyba chodzi :-) Ja pisze po prostu a takich niezobowiazujacych, milych rozmowach o niczym (kino, ksiazki, gdzie najlepiej spedzic urlop itp itd) a w opisanej przeze mnie sytuacji nie ma najmniejszego odzewu emptii. To tak jakby zadawac pytania i slyszec jedynie tak lub nie. Chodzi mi o takie minimum wspozycia z ludzmi ktorego w tej firmie wielu osobom brakuje. Oczywiscie juz dawno zrezygnowalam z prob nawiazania rozmow i po prostu staram sie robic swoje a od czasu do czasu posmieje sie z kilkoma osobami z zespolu ktore lubie.
          Zlapalam sie tez na tym ze bardzo uwazam co mowie (patrz zasada NIE UFAJ NIKOMU) wiec nawet sie juz do "niezrecznej ciszy" przyzwyczailam.

          -prosze o pomoc (nie mam zreszta innego wyjscia jesli chce dobrze wykonac swoja prace) ale gdy widze te zirytowane twarze, slysze wzdychania i zmeczony glos ktory daje mi do zrozumienia ze Bog chyba pokaral moich wspolpracownikow takim natretem jak ja to robi mi sie przykro. Ja i tak nie mam zreszta zle, mi cos koledzy tlumacza innym mowia wprost "zajrzyj do odpowiednich procedur".

          - Niby widze roznice miedzy asertywnoscia a agresja a jednak mam wrazenie ze i ja nadmiernie sie emocjonuje podczas takich sytuacji. Poszukam za Twoja rada jakis technik relaksacyjnych i mam nadzieje ze pewnego dnia bede mogla kolegom asertywnie,ze spokojem i bez agresji, powiedziec ze ja sie tym nie zajmuje albo mam inny poglad niz oni mimo agresywnych atakow i spazmow z ich strony

          - z lekarzem porozmawiam przy okazji. Mam nadzieje ze nie zapisze mi prozac'u :-) Najpierw sproboje z technikami relaksacyjnymi

          -jasno okreslony deadline? Mialam taki i okazalo sie ze nagle dyrektor chce poznac okreslone rezultaty naszej pracy (czytaj chce abysmy skonczyli ja wczesniej) wobec czego nasz szef natychmiast prosi o skonczona prace. Nic go nie obchodzi ze mielismy dopiero ja konczyc a UKONCZONY wynik przedstawic za kilka dni. Wiec pracujemy na wszystkich obrotach ledwo sie wyrabiajac bo szef nie bedzie zostawal po godzinach aby wyslac wyniki dyrektorowi a i tak jest niezadowolony. Piszac o nim jako o ludzkim czlowieku mialam na mysli raczej to ze rozumie osobiste problemy pracownikow i potrafi w klopotliwych sytuacjach pomagac.

          Wiem ze w nowej pracy nie mam zadnej gwarancji na lepszych wspolpracownikow. Mialabym jedynie nadzieje ze trafie tylko na takich co rzetelnie wykonuja swoja prace i nic wiecej. Mam wrazenie ze znacznie zmniejszyloby to moj poziom flustracji. Niestety w obecnej firmie praktykuje sie "spychologię".
          • Gość: deidre Re: czy czas odejsc z tej pracy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.08, 20:25
            Akermann - ja mam mniej wiecej podobnie jak ty... z tą róznicą że mój team jest
            strasznie "towarzyski" w pracy (jak u zwierzę_futerkowe). Tzn jak tylko nie ma
            czegoś pilnego do zrobienia (a przeważnie tak jest 3/4 miesiaca), to slyszy sie
            tylko o chlopakach, męzach, a to gdzie kto w kinie na czym byl, a ile Kasia w
            sobote knajp zaliczyla, a Ania cała Europę w weekend obleciała, jak to się
            dziecko Patrycji pochorowało w nocy, czasem zdarza się też usłyszeć jak Kinga
            kłóci się z matka przez telefon - oczywiście przy całym teamie, przez firmowy
            telefon...
            Ja wychodzę z założenia że życia osobistego do pracy nie przynoszę i chyba tez
            dlatego nikt za mną nie przepada - bo nie szczebioczę cały poniedziałek jak to
            fantastycznie spędziłam weekend, w piątek od rana nie uszczęśliwiam wszystkich
            moimi planami na nadchodzący weekend, a w środku tygodnia nie opowiadam o moich
            dobrych/złych chwilach z mężem lub chorobie dziecka...

            Akermann - nie daj sobie wejść na głowę
            Weź sobie urlop, wyluzuj się, zapomnij o innych...
            Spróbuj z nowym, asertywnym podejściem, "zacząć" prace po urlopie jeszcze raz.

            Ja tak zrobiłam po tygodniowej L4, i naprawdę jest mi lepiej :)
      • a.nancy Re: czy czas odejsc z tej pracy? 14.07.08, 09:07
        > - próby zrzucania obowiązków innych na ciebie, nota bene obowiązków za które X
        > bierze co miesiąc pieniądze bo "czy to nie jest za trudne dla X?"

        nie zgadzac sie. i koniec. jakby nalegali, powinien pomoc tekst w rodzaju "moze
        powinnismy porozmawiac z szefem na temat zakresu naszych obowiazkow". wredne,
        ale czasami niezbedne.

        > - rozmyta odpowiedzialność. Dostajesz opieprz zamiast kogoś innego tylko dlateg
        > o, że pracujecie nad wspólnym projektem a nie jest jasno wyznaczone przez szefa
        > kto za co odpowiada

        j.w.
        jesli to mozliwe, ustalic obowiazki od poczatku i poinformowac o tym szefa.
        chocby nawet na pismie.

        > - zmienne normy. Z jednej strony slyszysz "nie spiesz się, zrób to dokladnie ma
        > my czas" a następnego dnia "jak to zrobiłaś dopiero tyle" plus niezadowolona mi
        > na szefa. Nie mozna byc pewnym niczego ani ilosci pracy ani czasu na nia przezn
        > aczonego.

        pytac. "na kiedy dokladnie ma to byc zrobione?"
        na wszystkie powyzsze problemy pomaga (jesli szef nie stosuje tej metody, trzeba
        dzialac oddolnie) przygotowanie na pismie opisu danego zadania z podzialem
        obowiazkow, etapami, czasem wykonania itp., pokazanie szefowi i trzymanie sie
        kurczowo owych wytycznych. ja w kazdym razie zaczelam tak postepowac, odkad
        jeden kolega, ktory zwalal na mnie cala robote (np. potrafil przesylac mi
        propozycje od potencjalnych partnerow z pytaniem, niby nieformalnym, co sadze i
        czy warto z nimi wspolpracowac; wreszcie okazalo sie, ze sam nawet tych pism nie
        czytal, a moje komentarze wlaczal do analizy), a kiedy spoznialismy sie ze
        wspolnym projektem (bo odmowilam wykonania jego czesci) podkablowal mnie szefowi.

        > - kółka wzajemnej adoracji czyli pracujesz z kimś w jednym zespole kilka miesię
        > cy a nie wiesz nawet gdzie mieszka, czy ma chlopaka/ dziewczynę, hobby itp itd.

        norma. olac.
        powiedzialabym, ze to, co opisujesz to dosc typowe stosunki w miejscu pracy ;)
        ale jesli masz opisywane psychofizyczne obajwy strsu, to dla wlasnego zdrowia
        warto zmienic prace. problem w tym, ze mozesz trafic jeszcze gorzej.
        • akermann Re: czy czas odejsc z tej pracy? 14.07.08, 13:15
          a.nancy slowa "czy to nie jest za trudne dla X?" uslyszalam niestety z ust szefa.

          Powoli zdaje sobie sprawe ze problemem w tej pracy jest chyba wlasnie moj szef i jego przelozeni ktorych NIC NIE OBCHODZI. Ciagle zreszta slysze "ale dyrektora to nie obchodzi" Wyniki po prostu maja byc a jakie to juz inna sprawa. W firmie juz zwolniono jednego dyr odpowiedzialnego za projekt nad ktorym pracuje, nastepny zwolnil sie sam, trzeciego nic nie obchodzi a wyniki maja po prostu byc. Jak widac odpowiedzialnosc rozmywa sie nie tylko na podstawowym szczeblu. Niestety w razie wpadki potrzebny jest jakis chlopiec do bicia i wlasnie dlatego zastanawiam sie nad odejsciem z pracy bo nie mam ochoty nim zostac.

          Moglabym tak jak sugerujesz okreslic na pismie etapy projektu ale co to da jesli nagle slysze ze MUSZE skonczyc projekt wczesniej i "dyrektora to nic nie obchodzi jak" wiec najczesciej jak to mowia stawia sie na ilosc a nie jakos i czasem wychodza potem niezle kwiatki a koledzy z innych wydzialow przychodza z awanturami

          Przerazasz mnie piszac ze sa to typowe stosunki w pracy :-) Na szczescie zanim deidre mi odpowiedziala wpadlam na ten pomysl aby wziasc sobie urlop i dzis moglam sie wyspac do woli. Boskie uczucie gdy nie musisz isc do pracy i sluchac kolegow-oszolomow :-)
          • Gość: Nythross Re: czy czas odejsc z tej pracy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.07.08, 23:16
            Akerman, mam kilkanaście lat doświadczenia w pracy w korporacjach i rozczaruję
            Cię - to co opisujesz jest normą i zmieniając TYLKO pracę nie zmienisz
            problemów. Jedyna rada to uczyć się.

            Skorzystaj z bardzo dobrych porad poprzedników, ćwicz cierpliwie i nabieraj
            doświadczenia. To tak samo jak jazda samochodem - po jakimś czasie nabierasz
            wprawy i reagujesz poprawnie bez wysiłku.

            I pamiętaj że Twój szef jest także pracownikiem. Tak samo jak Ty dostaje od
            swojego szefa, którego także "nic nie obchodzi" polecenia sprzeczne, niejasne,
            ponaglenia. Gdzieś na samej górze są inwestorzy, których obchodzi jedynie zwrot
            na inwestycji podobnie jak Ciebie oprocentowanie lokaty czy cena szynki a nie
            samopoczucie analityka czy kierownika sklepu.

            powodzenia !
            • akermann Re: czy czas odejsc z tej pracy? 17.07.08, 10:09
              Nythross,

              Na pewno skorzystam z rad Twoich i innych osob, ktore mi odpowiedzialy. Rozumiem tez ze moj szef ma nad soba swojego szefa a gdzies na koncu tego systemu sa inwestorzy, ktorych obchodzi jedynie zysk. Zreszta tak jak piszesz trudno zeby bylo inaczej, mnie tez nie obchodzilo jak sie pracuje w fuduszu inwestycyjnym w jaki swojego czasu zainwestowalam.

              Tylko, ze system ten nie dziala w jedna strone. Jako pracownik tez jestem swojego rodzaju "inwestorem". Po pierwsze nie pracuje przeciez charytatywnie tylko dla pieniedzy. Po drugie pracujac nabieram doswiadczenia jakie pozniej moge, powiedzmy sobie wprost, sprzedac innej firmie na rynku pracy.

              I w tym momencie zastanawiam sie po co siedze co jakis czas na spotkaniach z dyrektorem i slucham ze najwazniejsi w firmie sa ludzie - nie tylko klienci :-) ale i pracownicy poniewaz to niby oni sa najwiekszym kapitalem firmy. Mam wrazenie ze cala ta gadka o rodzinnej atmosferze to brednie. Oczywiscie, ze trzeba zachowac jakies pozory troski o pracownika ale w praktyce gdy zwracam sie z jakims problemem do szefa slysze "rozumiem ale nikogo to nie obchodzi" albo "ci co inteligentnie pracuja nie maja takich problemow" :-)

              Rezultat takiej strategii jest jeden - duza rotacja pracownikow, na czym firma oczywiscie traci bo znow przychodzi ktos nowy kogo trzeba uczyc wszystkiego od poczatku.

              Jesli choc przejrzales to forum to zauwazyles zapewne jakie wnioski mozna z tej lektury wyciagnac:
              - naczelna zasada : martw sie i mysl przede wszystkim o siebie
              - badz nieuzyty
              - w pracy nie ma sie kolegow czy przyjaciow sa jedynie znajomi
              - olewac wspolpracownikow i ich flustracje (od tego w koncu maja swojego szefa aby z nim o swoich problemach porozmawiac :-))

              A juz najbardziej "rozbraja" mnie gdy slysze, o zgrozo, o LOJALNOSCI wobec firmy. Wtedy mam sie ochote spytac o czym my w ogole mowimy skoro juz wiemy ze na linii pracownik-firma licza sie wylacznie pieniadze (rozumiane nie tylko jako pensja ale i kazdego rodzaju bonusy oferowane przez firme). Jesli konkurencja oferuje mi wiecej to nikt inteligentny nie bedzie przeciez siedzial w tej samej pracy tylko dla ideii.

              Skad wobec tego te wpisy na forum "wyszkolilam nowego pracownika a on odszedl i zostawil mnie ze swoja i moja praca - w firmie nikt tego oczywiscie nie docenil" czy " przejmowanie sie - jak sie wyleczyc ?" itd.

              Masz racje zmieniajac TYLKO prace nie zmienie niczego. Mam nadzieje ze ZMIENIAJAC SIEBIE uda mi sie wyeliminowac stres tak abym nie skonczyla z zawalem przed 40-stka.
      • nina-yoshi Re: czy czas odejsc z tej pracy? 06.09.08, 21:54
        ja mam taki sam problem, dostałam awans z nizszego stanowiska i niektórzy nie potrafią z się z tym pogodzić. Moze i nie mam największego doswiadczenia ale to co roie staram sie robic dobrze. Zaóważam u swoich współpracowników tenedncję do wprowadzania mnie w błąd (pracujemy w logistyce), bądz zwalania na mnie błędów (bo jestem nowa i mi to ujdzie). Ale najbardziej wkurza mnie brak kultury, chamstwo i donosicielstwo. Czas chyba zminić prace, tylko w poprzedniej pracy był super zespół ale marna kasa a tu odwrotnie.
        • akermann Re: czy czas odejsc z tej pracy? 07.09.08, 16:00
          nina-yoshi,

          Po pewnym czasie mogę powiedzieć, że ja czuję się już w swojej pracy lepiej. Glownie dlatego, że przestałam sie juz cala ta sytuacja przejmowac.
          Patrzac wstecz wydaje mi sie ze chyba chcialam (byc moze nieswiadomie) zbawic caly zly swiat. Tylko ze tak sie nie da a ja juz nie mam ambicji pomagania kolegom w rozwiazywaniu ich problemow.

          W kazdej pracy jaka mialam wczesniej czy pozniej wychodzi jakis problem. A co wazniejsze problemy zjawiaja sie periodycznie. Wydaje Ci sie ze z jednym sobie poradzilas a jutro pojawia sie nastepny. Wiec nie przejmuj sie kazdym bledem. Jesli starasz sie wykonywac swoja prace dobrze to TWOICH bledow na pewno nie ma wiele a jesli juz sa to na pewno nie sa powazne.
          Fajnie bylo by miec idealny zespol i idealne zarobki ale w zyciu bywa roznie. Zreszta ono ciagle sie zmienia i to co wydaje sie idealne dzis niekoniecznie musi byc takie jutro.

          Z dyskusji na forum i rozmow z rodzina/znajomymi moge wyciagnac klika wspomnianych juz wyzej wnioskow:
          - w pracy ma sie glownie znajomych, kolegow z ktorymi mozna isc na piwo ale nie przyjaciół
          (prawdziwa przyjazn w pracy pewnie nie jest niemozliwa ale wydaje mi sie ze zdarza sie rzadko. Pewnie dlatego ze ludziom priorytety szybko sie zmieniaja a w pracy latwo o konflikty)

          - trzeba myslec przede wszytskim o sobie, wiem ze to brutalne ale niestety tak jest

          -co do zasady bądź nieuzyty - dzis mysle ze trzeba byc czlowiekiem, jednoczesnie nie dajac sobie wejsc na glowe i to jest chyba definicja asertywnosci :-) Nie znizaj sie do poziomu ludzi ktorych opisujesz. Twoich problemow to nie rozwiaze a w Tobie pozostanie jedynie niesmak.

          Warto skorzystac z rad osob jakie mi odpowiedzialy. Co do stresu rzeczywiscie moga pomoc techniki relaksacyjne czy krotkie przerwy zeby choc na 5 min oderwac sie od monitora. Dbaj tez o swoje zycie osobiste poza praca. Spotykaj sie z przyjaciolmi, poswiec czas na hobby. Ja w pewnym momencie zlapalam sie na tym ze mowie tylko o pracy i to mnie przerazilo.

          Nikt tez nie zabroni Ci szukac sobie nowej pracy. Jesli wszystko ulozy sie w dotychczasowej nowa nie bedzie Ci potrzebna a jesli sytuacja bedzie nie do wytrzymania zawsze masz jakas alternatywe i nie zostajesz bez pracy.

          Co do ludzi to chyba wszedzie sa tacy sami. Juz nie biore do siebie osobiscie kazdej sprzeczki - musisz po prostu je olewac. Ale tez nie pozwalam kolegom sie na mnie wyzywac i mowie wprost co mysle o ich zachowaniu gdy przesadzaja. NIKT NIE MA PRAWA naruszac Twojej godnosci osobistej a praca to miejsce gdzie spotyka sie wbrew pozorom obcych ludzi i pewne zachowania sa niedopuszczalne. Sama staram sie nie przenosic zycia osobistego na prace ale wiele osob tak robi. Pamietaj, ze to niekoniecznie Twoja wina albo Twoich bledow, ze koledzy maja zly humor. Zazwyczaj to jest tak ze ktos poklocil sie z zona, inna osoba ma zle relacje z matka, dziecmi itd i wyrzuca z siebie zlosc w pracy. A na takie problemy nic nie poradzisz.
          W Twoim wypadku moze pojawia sie tez zazdrosc kolegow o Twoj awans.
          • zwierze_futerkowe Re: czy czas odejsc z tej pracy? 09.09.08, 00:10
            Akermann,
            Bardzo się cieszę, że poczułaś się lepiej i już się nie zadręczasz. Oby tak
            dalej, czego Ci serdecznie życzę. :)
            • akermann Re: czy czas odejsc z tej pracy? 14.09.08, 20:29
              Dziekuje zwierze_futerkowe.
              Czasem warto po prostu sie wygadac i wyrzucic z siebie caly stres zamiast go tlumic. Teraz juz nie biore tak wszystkiego na serio i zajmuje sie roznego typu pierd.łami, rzecz jasna oprocz obowiazkow w pracy :) Mam zdecydowanie mniej stresow.
              Jak to mowia "co cie nie zabije to wzmocni" :)
              Pozdrawiam serdecznie
              • Gość: gieniusia Re: czy czas odejsc z tej pracy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.08, 06:52
                Bardzo ciekawa i pouczająca ta Twoja historia. Patrzę na to wszystko z nieco innej strony - jako kierownik małego działu, w którym dzieją się - nic dziwnego! - podobne rzeczy. I choć nie ma u nas presji czasu i nacisku udziałowców na zysk, emocje i konflikty bywają podobne. Często zadaję sobie pytanie, co moge zrobić, by pomóc im zintegrować się, współpracować zamiast zwalać pracę na innych. I nie wiem. Przede wszystkim nie wiem, w jakim stopniu moge i powinnam ingerować, bo juz się zdarzyło, ze kiedy stanęłam w obronie moich współpracowników przed atakiem z góry, wszyscy oni wkrótce potem potraktowali mnie obrzydliwie. Od tej pory jestem uprzejma, życzliwa, ale nie angażuję się emocjonalnie. I jeśli trzeba, bez litowania się przeprowadzam selekcję. Niestety. A kryterium tej selekcji jest - oprócz jakości pracy - lojalność.
                Jeśli ufasz swojemu szefowi - wiadomo, nigdy do końca, ale przecież możesz ocenić, w ilu przypadkach Cię nie zawiódł - od czasu do czasu możesz poprosić go o rozmowę. Ja to robię. Przedstawiam swoje osiągnięcia, potem plany, na koniec problemy i proszę o wsparcie - czasem tylko moralne. Jak dotąd - działa.
                • akermann Re: czy czas odejsc z tej pracy? 15.09.08, 22:21
                  gieniusia,

                  Dzis wiem, ze moj szef stara sie tak jak Ty (bedac jednoczesnie tylko czowiekiem, ktory sam ma wady i daje sie poniesc emocjom) wprowadzic dobra atmosfere w zespole. Pytanie tylko co kto uwaza za dobra atmosfere i integracje. W ogole zastanawiam sie na ile bliskie powinny byc stosunki miedzyludzkie w pracy. W gruncie rzeczy pol dnia spedzam z obcymi sobie ludzmi. Jednych oczywiscie lubie mniej innych wiecej - jak to w zyciu. Jesli jednak chodzi o plaszczyzne zawodowa to w zespole nie jest jeszcze zle. Na poczatku gdy bylam nowa wzbudzalam irytacje ale po kilku miesiacach koledzy przyzwyczili sie do mnie, tym bardziej ze szybko sie uczylam i szef to docenial.
                  Nie wiem w jaki obrzydliwy sposob odplacili Ci sie Twoi podwadni wiec ciezko mi oceniac sytuacje w Twoim zespole. Piszesz ze " ... od tej pory jestem uprzejma, życzliwa, ale nie angażuję się emocjonalnie. I jeśli trzeba, bez litowania się przeprowadzam selekcję. Niestety. A kryterium tej selekcji jest - oprócz jakości pracy - lojalność..." i ja uwazam, ze jest to dobre podejscie. Normalne, ze jako szef oczekujesz od swoich ludzi lojalnosci. Chcialbym dodac, ze cokolwiek moge napisac na forum to oficjalnie bylabym lojalna wobec swojego szefa i popierala jego decyzje przed dyrektorem czy generalnie na zewnatrz zespolu. Dlatego, ze na osobnosci moge zawsze przedstawic przed nim swoj punkt widzenia. Mozemy sie nie zgadzac i do mnie nalezy wtedy decyzja czy chce dalej z taka osoba pracowac czy nie.
                  Sa oczywiscie sytuacje z ktorymi mozemy sie zwrocic "do wyzszej instancji" typu molestowanie seksualne, przemoc fizyczna czy psychiczna. Nikt nie ma prawa mowic Ci wprost "jestes debliem" i generalnie deptac godnosc osobista. Po to wybiera sie pewne jednostki na stanowiska kierownicze aby reprezentowaly soba pewien poziom kultury osobistej i profesjonalizmu (a przynajmiej w teorii). Mialam w obecniej firmie sytaucje, ze ze strony kolegi posypalo sie slownictwo rodem z placu budowy i szef zareagowal na to natychmiast. Gdyby bylo inaczej to juz chyba dawno ewakuowalabym sie z tej firmy. Wiec lojalnosc wobec przelozonego tak, lojalnosc wobec firmy niekoniecznie. I nie chodzi rzecz jasna o nielojalnosc jak konczy sie spotkaniem z prokuratura :-), raczej o dbanie o wlasny interes. Ja chce sie po prostu rozwiajc i na pewnym etapie mojego zawodowego rozwoju ta firma jest ok, ale juz na nastepnym niekoniecznie. Gdzie indziej zaoferuja mi lepsze stanowisko, pensje, bonusy, mozliwosc pracy jaka da mi wieksza satysfakcje i przykro mi ale jesli nie zaoferuja mi w obecnej firmie czegos co by mnie zatrzymalo to bez zalu sie z nia pozegnam.
                  Zdaje sobie tez sprawe, ze priorytety w zyciu szybko sie zmieniaja. Aktualnie nie mam rodziny, mieszkam w duzym miescie gdzie nie ma powaznych klopotow z bezrobociem, nie narzekam na finanse wiec konsekwencje swoich decyzji, dobrych badz nie, ponosze wylacznie ja.
                  Moze za zachowaniem Twoich podwladnych kryja sie motywy typu presja splaty kredytu, dziecko trzeba poslac na kosztowne kursy itp. itd. a wszystko kosztuje i ludzie postawieni pod sciana zrobia kazde swinstwo. Z gory zaznaczam, ze sa to tylko teorie. I tu pojawia sie problem życia osobistego przenoszonego na pracę. Chcac nie chcac wysluchujemy historii jak to czeka kogos wizyta u dentysty, ktos sie poklocil z rodzicami/zona/dzieckiem itd. Wiesz tez, ze komus bardzo zalezy na pracy bo to glownie jego pensja idzie na utrzymanie rodziny a ktos inny traktuje ja jak krotki epizod. Jakos powoli ci ludzie, choc nadal w gruncie rzeczy obcy, staja sie i do pewniego stopnia bliscy jeśli w ogole to slowo tu pasuje. I choc czasem wcale nie chce sie sluchac tych wszystkich banalow to gdy dowiadujesz sie nagle ze ojciec kolezanki ma raka wspolczujesz jej, pocieszasz i starasz sie pomoc. Dlatego to normalne, ze czasem nie wiemy jak sie zachowac. Nie jestesmy w koncu robotami. Ja przynajmniej nie chcialabym sie taka stac. Mysle, ze pewna doza bezwzglednosci jest w kazdym biznesie niezbedna. Sztuka polega na tym zeby pozostac czlowiekiem, zachowac klase i wlasne przekonania a jednoczesnie potrafic sie z kims pozegnac. Nie jest to latwe i osobiscie duzo mi jeszcze zostalo do nauczenia. Czasem mysle ze z tych wszystkich watkow na forum mozna spokojnie robic doktorat na psychologii.

                  Ok,dostatecznie sie rozpisalam. Mam nadzieje, ze moze moje wypociny pomoga Ci jakos zrozumiec sytuacje w Twoim zespole. Ale ile ludzi tyle punktow widzenia wiec doktorat z psychologii czeka ;-)
    Pełna wersja