Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Fakty i mity o pracownikach biurowych

    18.07.08, 09:59
    studiowałem kiedyś w Olsztynie pisz wymaluj ten artykuł:)), a zazdrość jest w
    Polsce cechą narodową, zbyt długo tu żyję aby nie zauważyć faktu iż jak komuś
    się lepiej powodzi to "mi" jakoś humor nie dopisuje:).
    Pozd. wszystkich Olsztyników
      • Gość: Bilbo Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.brutele.be 18.07.08, 10:04


        Co do dziekanatow. Krazyl taki dowcip wsrod braci studenckiej:

        Przychodzi baba do lekarza ze studentem w d.pie. Lekarz pyta:
        -Co pani jest?
        -Dziekanat - odpowiada baba

        Panie z dziekanatu jakie sa - kazdy widzi. Z kolei seria powiedzonek z cyklu
        "twoja stara" podsunela mi pomysl. Skoro mozna popwiedziec komus:
        "... Twoja stara klaszcze u Rubika."

        To bardziej uwlaczajace powinno byc:

        "...a Twoja stara pracuje w dziekanacie."

        :]

        • Gość: student Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 10:43
          Nie mogę się zgodzic z tą opinią.
          Przez 5 lat studiowałem na UTP w Bydgoszczy i nigdy nie narzekałem na "panią w dziekanacie" i dziwiłem się jak inni mówili ze mają problemy z załatwieniem nawet najprostszej sprawy.

          Pozdrawiam
          • Gość: Bilbo Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.brutele.be 18.07.08, 11:27
            No tak. Skoro Ty jeden tak twierdzisz, to musze zmienic zdanie.
            • Gość: Go-Go Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.chello.pl 18.07.08, 12:18
              On był pewnie w typie tej pani z dziekanatu, a pozostali nie.
              • Gość: fg Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 13:09
                dajcie spokuj. kazdy ma swoje przezycia.

                u nas na polibudzie w krk babki ostre jak zylety

                ale ja przyszło co do czego to jak mama jedna z druga
                • Gość: g spokój IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 13:24
                  g
                  • sokolasty Re: spokój 18.07.08, 13:52
                    Osąd, że urzędnicy są nieuprzejmi / niekompetentni, bo mało
                    zarabiają, to mit. Jak ktoś chce pracować dobrze, to pracuje
                    niezależnie za ile, jak ktoś ma robotę między pośladkami, to i trzy
                    (czy więcej) średnie krajowe nie pomogą. Zresztą można to rozciągnąć
                    na wszytskich ludzi - czy policjantów, kierowców, górników,
                    prezesów, posłów, premierów etc. etc. etc.

                    Panie w dziekanatach bywają różne, choć w czasie sesji zdecydowanie
                    bardziej agresywne.
          • Gość: zarka Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.chello.pl 27.07.08, 11:44
            Ja tez sie nie zgadzam :)
            Na US byla rewelacyjna pani, pomagala jak tylko umiala i zawsze miala dobry humor, nawet w czasie sesji :P
            Nikt nie wiedzial kim jest opiekun roku, ze wszystkim szlo sie do Pani z dziekanatu :)
        • Gość: student Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 195.20.110.* 18.07.08, 14:50
          A ja przyjąłem inna taktykę - upatrzyłem sobie panią w dziekanacie i
          od razu zacząłem ją obdarowywać komplementami pomimo iż ani ładna a
          ni madra nie była. Efekt był taki że po 3-4 wizytach witała mnie z
          uśmiechem, znała mnie z nazwiska i wiele temató załatwiała szybciej
          i bez problemu (można powiedzieć że prawie na boku poza kolejnością)

          I tak przez kilka lat przetarłem sobie ścieżke w dziekanacie. I
          nawet po kilku latach zawsze realcja między nią a mną była per Pan i
          Pani.

      • pater1966 Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:04
        Jacy petenci tacy urzędnicy. Gdy obserwuję zachowanie ludzi na poczcie czy w
        banku gdy są kolejki to słyszę "miłych" ludzi wypowiadających chamskie obelgi
        na kasjerki. Gdybym miał pracować na poczcie w okienku i wysłuchiwać
        komentarzy zgryźliwych i złośliwych ludzi też bym był opryskliwy. Niech ktoś
        usiądzie przez kilka godzin wsłuchując się w komentarze i postara się być
        miły. Jakie społeczeństwo tacy ludzie. Stańmy sie milsi, a ludzie inni np.
        urzędnicy też będą milsi.
        • Gość: iza Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 91.197.155.* 18.07.08, 10:50
          pater, zgadzam się z Tobą jak najbardziej :) Pracuję w biurze i
          obsługuję klientów telefonicznie, jeśli ktoś jest miły dla mnie to
          nietrudno uśmiechnąć się do telefonu. Jeśli ktoś na dzień dobry Cię
          zwymyśla, to jest to trudniejsze. Na szczęście moja firma prowadzi
          szkolenia z obsługi klienta a to bardzo pomaga zachować spokój w
          różnych sytuacjach :)
          • Gość: Gosc Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 75.11.9.* 18.07.08, 13:07
            Nie zgadzam sie z Wami jestem w Stanach i nawet jak krzyczysz na
            kogos to ta osoba jest MILA i stara sie pomoc w mily sposob.
            • Gość: Galanteria Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.chello.pl 18.07.08, 13:18
              Raz w życiu widziałam, jak jakiś buc na poczcie krzyczał na młodą
              dziewczynę w okienku, o mało się nie popłakała. To był pierwszy i
              ostatni , kiedy nie zareagowałam jako solidarna kobieta. Następnym
              razem cham dostanie w papę. Nic nie usprawiedliwia darcia mordy. I
              jakoś dziwnie jest tak, że na ogół awanturują się obwieszone, jak
              choinka, identyfikatorami japiszony-wykształciuchy albo spocone
              grubasy z sygnetami na palcach, które straszą skargą do kierownika,
              zanim jeszcze przedstawią swój problem. Chamscy też bywają emeryci,
              którzy i tak mają dużo czasu, a przychodzą do urzędów zawsze w te
              dni, kiedy jest najwięcej petentów.
              • sokolasty Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 14:06
                jak na mnie krzyczą, to ja krzyczę.

                A może klient myśli tak samo? Mądry głupiemu ustępuje i emocje
                opadają. Sam kiedyś jako recepcjonista w hotelu nie mogłem opanować
                swojego kolegi, również recepcjonisty, który wdał się w kłótnię z
                gościem słusznie mającemu pretensje o brak wody (wodociągi klęknęły,
                kolega recepcjonista "tłumaczył", że nic nie możemy zrobić, wody
                brak w całej miejscowości). W ten sposób temperatura sporu niezdrowo
                się podniosła, a obie strony i tak nic nie osiągnęły.

                Może lepiej nie podbijać bębenka?
          • Gość: logika Niekompetentna urzędniczka zmarnowała mój czas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.08, 13:28
            Wymieniałam dowód osobisty. Złożyłam odpowiedni formularz i czekam na nowy dowód. Pewnego dnia telefon z urzędu - dzwoni urzędniczka w sprawie dowodu: mam przyjść wyjaśnić jak miała na imię moja matka, bo ja mam w metryce urodzenia imię matki "Gabriela", a matka ma w metryce urodzenie "Gabryjela". Tłumaczę pani urzędniczce, że te różnice wynikają ze zmiany pisowni i że w starym dowodzie mam Gabriela i tak powinno być wpisane. Urzędniczka nie przyjmuje żadnych wyjaśnień do wiadomości, każe mi przyjść, zgłosić się do niej, mam podpisać jakieś kwity, oświadczyć jak chcę, żeby matka miała na imię!
            Widzę, że się nie dogadam, jadę do urzędu, zgłaszam się do pokoju pani urzędniczki. Pani urzędniczka wyszła! Będzie za godzinę! Mówię, o co chodzi, inne urzędniczki wysyłają mnie do innego pokoju, gdzie przeprowadza się zmianę imion i nazwisk. Tam urzędniczka rozmawia przez telefon, (nie wiem, czy to była rozmowa służbowa czy prywatna), każe mi czekać na korytarzu, aż skończy rozmawiać. Czekam 20 minut, może nawet dłużej. Mówię, o co chodzi, zostaję wysłana do innego pokoju po metrykę - mam tamtejszej urzędniczce powiedzieć, o co chodzi, żeby mi dała wszystkie potrzebne dokumenty.
            Idę do kolejnego pokoju. Mówię starszej urzędniczce, o co chodzi i żeby mi wydała odpowiedni odpis aktu urodzenia. A ta urzędniczka zaczyna mi tłumaczyć, że niczego nie potrzebuję, bo imię mojej mamy wpisuje się wg nowej pisowni "Gabriela" i ja nic nie muszę zmieniać, oświadczać itp. Ja wyjaśniam, że ja to wszystko wiem, ale urzędniczka, która wypisuje mój dowód, nie przyjmuje tego do wiadomości. Pani w dziale wydającym metryki jest zdziwiona i zbulwersowana, postanawia pójść ze mną do urzędniczki, która kazała mi przyjechać do urzędu. Na szczęście okazuje się, że pani urzędniczka już wróciła (z zakupów?), urzędniczka od metryk bierze mój stary dowód i wchodzi do pokoju, ja zostaję na korytarzu. Po paru minutach wychodzi, oddaje mi dowód, mówi, że wszystko załatwione i mogę wracać do domu, jest wyraźnie zdenerwowana.
            Przez niekompetencję urzędniczki straciłam ok. 3 godzin (moja wizyta w urzędzie była zbędna), inna urzędniczka straciła ok. 30 min., najpierw kilkakrotnie wyjaśniając mi to, co doskonale wiedziałam (nie mogła uwierzyć, że moja wiedza jest lepsza niż wiedza jej koleżanki i sądziła, że to ja coś z tym imieniem kombinuję), a potem wyjaśniając sprawę niekompetentnej urzędniczce. Strach pomyśleć, co byłoby, gdyby i ta urzędniczka była niekompetentna.
            Działo się to w mieście wojewódzkim! Nowy dowód w końcu dostałam, imię mamy było wpisane prawidłowo.
            • sokolasty Re: Niekompetentna urzędniczka zmarnowała mój cza 18.07.08, 14:12
              zmarłem
            • Gość: hg Re: Niekompetentna urzędniczka zmarnowała mój cza IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 14:23
              no, mozna tez powiedziec ze uratowała cie kompetencja starszej urzedniczki.
              to wygląda cudacznie ale pomysl ze przez jedna literke babka musi byc moze wziąc
              od ciebie jakis tam podpisany dokument. tego byc moze wymaga od niej prawo i
              chciała zgodnie z nim działac, a starsza babka po prostu to olała,bo przeciez to
              nie ma zadnego znaczenia
              taki jest własnie polski system biurokratyczny w uk zyje sie bez zadnych
              dowodów. nazwisko po prostu mówisz i tyle
              • Gość: xxx Re: Niekompetentna urzędniczka zmarnowała mój cza IP: *.m-petfilm.de 18.07.08, 15:55
                > w uk zyje sie bez zadnych
                > dowodów. nazwisko po prostu mówisz i tyle

                Wlasnie... poprostu mowisz, nikt tego nie sprawdza i potem sie
                dziwisz gdzie sa twoje funty z konta... A zeby sie wylegitymowac
                musisz dostarczyc sterte poof of address, rachunkow, referencji i
                cholera wie czego jeszcze... Zaiste ulatwienie...
          • Gość: sprawiedliwa Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.08, 14:28
            Moi mili, pisząc taki artukuł utwierdzacie ludzi w przekonaniu że
            babiszony w okienku trzeba na dzien dobry zbluzgac. Nieraz mi się w
            ten sposób oberwało na wstępie, i po paru latach mam w du....zym
            powazaniu szanownych panstwa petentów... Pamiętajcie - jak ty komu
            tak on tobie. Nie pozwólcie żeby nam - młodym urzędnikom - się
            nazbierało i żeby utrwaliło się pokolenie chamskich babiszonów z
            okienka.
            A może poruszycie temat lekarzy? Że nic już nie można załatwić bez
            łapówki? Że są chamscy i aroganccy? I NIE udzielam im poparcia w
            walce o lepsze uposażenia. Napiszcie o tym artykuł - że medycyna z
            którą mamy do czynienia na co dzień to szarlataneria nieuków,, bez
            krzty przyzwoitości.
            Panu dziennikarzowi nie udało się czegos załatwić i postanowił
            naprawić swiat swoim artykułem? Niech poszuka gdzie indziej, z
            chamem przestajesz takim się stajesz. Zacznijcie od siebie. Buziaki
            od urzędniczki
            • zigzaur Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 25.07.08, 11:31
              Nie lubisz lekarzy? Lecz się przez oglądanie Kaszpirowskiego w TV.

              Są tacy, co nie ufali profesorowi Balcerowiczowi, za to bez zastrzeżeń
              zawierzyli Lepperowi.
            • Gość: zdddz Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.adsl.inetia.pl 29.09.08, 11:53
              Po pierwsze, to nie petentów. To Wy jesteście dla mnie, a nie ja dla Was. Klient
              to bardzo odpowiednie słowo, bo w urzędzie zawsze płacę za coś, co należy mi
              się, jak psu zupa (zaświadczenia, kwitek, cokolwiek). Jeżeli państwo pobiera ode
              mnie opłatę, to nie jestem żadnym petentem, niczego nie dostaję "z łaski". Temat
              lekarzy nie ma tu nic do rzeczy, bo akurat rozmawiamy o urzędnikach. Równie
              dobrze można by się przyczepić np. do kierowców autobusów itd.

              Nie chodzi też o to, czy panu dziennikarzowi nie udało się czegoś załatwić,
              tylko o ogólne podejście do klienta. Gdybym ja był chamski dla odbiorców moich
              usług, to wyleciałbym z interesu. Urzędnicy mogą być chamscy, bo nie ma na nich
              bata. Dlaczego mam być wyrozumiały, jak np. pani na poczcie nie chce się pójść i
              poszukać mojej paczki i każe mi przyjść "kiedy indziej" w sytuacji, gdy
              wystarczy wstać z krzesła i pójść po paczkę do innego pokoju?

              Nauczyłem się chodzić do wszelkich urzędów z uśmiechem na twarzy, ale czasem po
              prostu taki uśmiech znika. Pewnych zachowań po prostu nie da się tolerować.
        • Gość: Nika Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 13:15
          Zgadzam się w pełni, Skończyłam dobre studia, pracuję w Urzędzie , w
          obsłudze bezpośredniej mieszkańców. Można nie wiem ja się starać,
          ale nie dogodzi sie ludziom., muszą gdzies wylewać swoje frustracje.
          Zdarzają sie petenci śmierdzący, podpici, chamscy... Ileż trzeba
          znieść, ile wysłuchać. Przerażający obraz polskiego społeczeństwa...
      • net_friend Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:07
        Na poczcie, na której zwykle bywam, siedzi pani z czerwonymi włosami i miną
        jakby facet rzucił ją dla nastolatki. Nic się nie da, wszystko jest źle,
        wszystko jej przeszkadza. Obce dla niej jest 'dzień dobry', 'do widzenia',
        'dziękuję'. Metamorfozę przeszła tylko raz na kilka dni, gdy zmarł JPII.
        • Gość: ggg racja racja IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 13:22

          sam temat daje do wyobrazni ale artykuł przedstawia to dziwnie.
          jedna kasa na 20 tys ludzi tak jakby 20 tys w jednej chwili przychodziło na poczte
          a jak kolejka 30 metrowa to baba ma zapier..alec jak maszyna i 20 znaczków na
          raz przyklejac z usmiechem a drugą i trzecią reka wypisywac bloczki i wazyc paczki.
          mina ze " wszyscy na raz musieli wysłac list jak ja jem" na jej
          twarzy jest jaknajbardziej adekwatna do sytuacji

          najgorszy jest klimat z wymuszeniem na klijecie postawy skruszonej wyczekujacej
          ze srtrachem w oczach z zapadnientą klatka piersiowa i z zapartym oddechem
          to jest dobre

          a dziekanatowe przepychanki to juz klasyk 300 osób stłoczonych pod dzwiami jak
          w tramwaju czeka by oddac indeks bo ostatni dzien i póxniej skreslenie z listy
          studentów,a dziekanat czynny od 11.30 do 13 ,najsiliniejsza babka wpuszczajac
          po 1 osobie pcha dzwi,studenty nogi wpychaja w próg. w koncu wchodzisz tylnym
          wejsciem ja cie babki łaskawie nie zauwaza, okazuje sie ze musisz isc po podpis
          do dziekana i z podpisem znowu do kolejki, godz 13 zamykamy hehe
          no ale zawsze były sposoby jak to w "cywilizowanym " kraju
          polibuda krk ladówka
          • Gość: Pani z dziekanatu Re: racja racja IP: *.cnd.ar.wroc.pl 18.07.08, 13:45
            "czeka by oddać indeks bo ostatni dzień" - po co czekacie do ostatniego dnia???
            macie tyle czasu...
            • Gość: fh jezuuu. bo egzamin jest IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 13:55
              dzien wczesniej albo pan profesor dopiero wrócił z podrózy do usa i wpisywał
              jeszcze tego samego dnia rano oceny do indeksów.nie wiem na jakiej
              uczelni pani pracuje ale na duzych panstwowych uczelniach nie ma zwykłego tempa
              załatwiania wszystkich spraw tylko jest maxymalny harmider zamieszanie zmiany
              terminów sodoma i gomora niekonecznie z winy studentów, ale dziekanat niestety
              do tego jest nieprzystosowany
              i strasznie sztywny. no ale jeak cie zkresla to za 300 zł cie odkresla i na tym
              to polega chyba
            • Gość: dfa3 Re: racja racja IP: *.adsl.inetia.pl 29.09.08, 12:01
              Po pierwsze, bo może być egzamin. Po drugie, bo mogą. Termin jest do danego
              dnia, co oznacza, że wszyscy mogą tego dnia oddać, jeżeli mają takie widziimsię,
              a Wy jesteście od stworzenia warunków do oddania indeksu. Czasami chyba Panie z
              dziekanatu zapominają, kto ma obsługiwać kogo.

              PS.
              Ja akurat do pań z dziekanatu miałem szczęście, wiem, że zawsze trzeba miło i
              grzecznie. Problem polega na tym, że to powinno działać w obie strony, ale
              niestety nie działa.
        • Gość: an Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.konin.mm.pl 08.08.08, 18:31
          dobre!!!
      • Gość: Redzianka Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.85-237-173.tkchopin.pl 18.07.08, 10:08
        O rany, mieszkam obok tej poczty w Redzie a jak mam nadać list
        polecony to jestem chora. Oj tak znam tę Paniusię z opiusu, ona na
        prawdę tam "pracuje". Wrr. A co dzieje się w sądzie w pobliskim
        Wejherowie, gdzie załatwiałam zmainy w hipotece. Usłyszałam, że jak
        miałam kaprys zmianiać cokolwiek w umowie, to powinnam wiedzieć jak
        wypełnia się wniosek - odpowiedz na moje grzeczne zapytanie jak
        wypełnić dokumenty po zaistniałych zmianach w umowue o kredyt
        hipoteczny. Okropne i niegrzeczne wredoty.
      • Gość: Pani z dziekanatu Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.cnd.ar.wroc.pl 18.07.08, 10:14
        nie wiem kto pisał ten artykuł, ale niestety mało wie i w niewielu miejscach
        był... pracuje w dziekanacie kilka lat i nic co jest napisane nie jest
        prawdą!!! dziekanat otwarty jest dla studentów przez większość dnia i w każdą
        sobotę, w którą są zjazdy studentów zaocznych - niestacjonarnych. A jeżeli
        chodzi o to czy Pani w dziekanacie wszystko wie... no cóż, musi wiedzieć, bo
        niestety studenci są zbyt leniwi, żeby czytać regulamin studiów i przepisy,
        które ich dotyczą, więc przychodzą i zasypują nas tysiącem pytań, a my
        cierpliwie odpowiadamy na każde z nich...
        to prawda, że nie zawsze mamy wypisany uśmiech na twarzy, ale tak jak studenci
        mamy lepsze i gorsze dni... też jesteśmy ludźmi
        ja też byłam studentką i też chodziłam do dziekanatu, ale wierzcie mi wszystko
        wygląda zupełnie inaczej z drugiej strony lady...
        • Gość: JuzniePolak Polak zawsze będzie Polakiem IP: 212.106.22.* 18.07.08, 10:31
          Czy to w urzędzie, czy na ulicy, czy jako kierowca w samochodzie, wszędzie to samo chamstwo. Własnie przyjechałem z Anglii na dwa miesiące i juz liczę dni do wyjazdu. Wśród Polaków nie da się normalnie żyć.
          • Gość: j;ai Re: Polak zawsze będzie Polakiem IP: *.w193-251.abo.wanadoo.fr 18.07.08, 12:35
            zgadzam sie. wystarczy pomieszkac troche w innym kraju, zeby zobaczyc jak moze
            byc, a jak u nas nie jest. Trzeba zmienic mentalnosc calego narodu, bo to nie
            tylko ludzie z urzedow. Smiejemy sie z angielskiego "how are you?" czy
            francuskiego "ca va?", ze jest nienaturlne - ale jak to ma sie do tego ze
            wchodzac do sklepu nie mowimy "dzien dobry" a na zadkie pytania o samopoczucie
            opowiadamy o starej biedzie i chorobach! Ludzie czuja sie szczesliwsi, gdy
            atmosfera, nawet wsrod obcych jest mila i przyjazna. Musimy, jako polacy jeszcze
            duzo nad tym popracowac...a na razie boje sie powrotu do Polski, kraju dresem i
            zaszczuciem plynacego. Wystarczyl roczny pobyt wsrod "szczesliwego"
            spoleczenstwa i juz nie wyobrazam sobie zycia w moim wlasnym kraju
            • Gość: szmatan Re: Polak zawsze będzie Polakiem IP: 91.198.246.* 18.07.08, 13:41
              jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę.

              mnie też to mierzi, ale jakoś się z tym oswoiłem. nawet czasem czerpię
              perwersyjną przyjemność ze stosowania ostentacyjnej grzeczności w stosunku do
              znerwicowanych biurw (a jak to gasi kanarów to poezja)
            • phalaenopsis Re: Polak zawsze będzie Polakiem 18.07.08, 13:56
              > wchodzac do sklepu nie mowimy "dzien dobry" a na zadkie pytania o
              samopoczucie
              > opowiadamy o starej biedzie i chorobach!

              Może zacznijcie mówić? A choroby wyleczcie?
        • Gość: Bilbo Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.brutele.be 18.07.08, 11:37
          Kilka przykladow

          Uniwersytet Warszawski:

          Dziekanat administracji
          Dyżury Dziekanatu:

          Soboty zjazdowe 9.00 – 15.30

          Poniedziałki - dziekanat nieczynny

          Wtorek 12.00- 15.30
          dyżur w godz.16.00-18.00 II,III rok Licencjat

          Środa 12.00- 15.30
          dyżur w godz.16.00-18.00 I rok Licencjat, I rok Magisterski

          Czwartek 12.00-15.30
          dyżur w godz. 16.00- 18.00 II rok Magisterski

          Piątek 9.00- 12.00

          Uniwersytetr Lodzki

          Dziekanat Wydzialu Biologii


          biologia i biotechnologia - st. niestacjonarne 9:00-12:00 (sroda zamnkniete)


          UAM Poznan

          Dziekanat Wydziału Matematyki i Informatyki UAM
          W sprawach studenckich dziekanat jest czynny od poniedziałku do piątku w
          godzinach od 9.45-13.45.

          Dodatkowo dla studentów studiów niestacjonarnych w soboty od godz. 8.00-15.00.


          • Gość: hrt Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 13:31
            swieta racja

            na polibudzie dziekanat otwarty moze 8 godz w tyg

            a juz w sesji ze 6 kiedy jest najbardziej potrzebny
            a biurokracja jak sie patrzy tysiace formularzy trzeba latac

        • kiddo5 Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 12:20
          Droga Pani z dziekanatu, czy to nie tobie placi sie za obsluge studentow i czy
          to przypadkiem nie jest tak ze to ty jestes dla studentow a nie na odwrot?
          Popraw mnie bo moze sie myle, nikt nie oczekuje szczerzenia sie od pan z
          dziekanatu ale kompetentnej obslugi!!!!
          • kiddo5 Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 12:23
            Aha zapomnialam dodac ze (nie wiem jak to jest z innymi uniwersytami) cos
            takiego jak kontakt emailowy na uniwersytecie wroclawskim nie istnieje. w kazdej
            sprawie trzeba zjawic sie osobiscie. komputerow sie boja czy co???
            • Gość: szmatan Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 91.198.246.* 18.07.08, 12:30
              a ja mam kontakt mejlowy z moim dziekanatem we wrocku
          • Gość: Pani z dziekanatu Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.cnd.ar.wroc.pl 18.07.08, 13:35
            "Bo o paniach z dziekanatu mówi się różne rzeczy, ale rzadko pozytywne.
            Najbardziej znane powiedzenie to: "Bóg wie wszystko, ale pani z dziekanatu wie
            wszystko najlepiej"" - to cytat z artykułu i do nie się ustosunkowałam.
            Oczywiście, że to my jesteśmy dla studentów i dlatego właśnie zawsze staramy się
            odpowiadać na wszystkie zadawane pytania, więc czy to źle, że "wiemy
            wszystko"??? swoją drogą na naszej uczelni każdego roku w październiku studenci
            dostają kalendarz z regulaminem studiów po to właśnie, żeby na większość pytań
            tam znaleźć odpowiedź... ale prawda jest taka, że większości studentom poprostu
            nie chce się go przeczytać... a może było by łatwiej poprostu przeczytać niż
            stać w długiej kolejce i marudzić, że Pani w dziekanacie za wolno pracuje...
            pozdrawiam wszystkich Studentów :)
            • Gość: Bilbo Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.brutele.be 18.07.08, 13:38
              Sugerujesz, ze wszyscy studenci stoja w kolejkach, zeby sie od was dowiedziec
              cos o regulaminie?

              Prosze nie pisac bzdur!
              • Gość: Pani z dziekanatu Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.cnd.ar.wroc.pl 18.07.08, 13:56
                nie napisałam, że wszyscy!!!
                poza tym to Wy generalizujecie, że każda Pani która pracuje w jakimkolwiek
                urzędzie to zło najgorsze - a może by tak spojrzeć na siebie... czy Wy jako
                petenci zawsze jesteście w porządku?
                • Gość: Bilbo Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.brutele.be 18.07.08, 14:01
                  Dopoki jestesmy petentami, nie klientami zawsze bedziemy nie w porzadku.

                  W koncu to my przylazimy i czegos chcemy...

                  Tak niestety sie to odbywalo w dziekanatach wiele lat temu. Najczesciej
                  potrzebowalem zaswiadczenie, ze studiuje... Zawsze byla to ogromna laska.

                  POzniej historia lubila sie powtarzac w US, UM, ZUS, USC. Zawsze ten sam problem...
                  Popatrz Zocha! Znow ktos przylazl!
                  O spychologii nie wspomne...
                  • Gość: ggh ooo, zaswiadczenia hehhe IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 14:07
                    fajnie przypomniałes

                    kolejny schodek
                    u mnie trzebabyło sie zapisywac na zaswiadczenia hehehe
                    rozumiesz? stoisz 3 godz w kolejce zeby sie zapisac potem kolejne zeby odebrac
                    hehe na 3 roku pomysleli i wystawili skrzynke gdzie sie wrzucało
                    zapotrzebowanie, az sie łezka w oku kreci,
                    taki dziekanat to wiele człowieka nauczył, jak kombinowac
                  • zezun Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 28.07.08, 11:29
                    Gość portalu: Bilbo napisał(a):

                    > Dopoki jestesmy petentami, nie klientami zawsze bedziemy nie w
                    porzadku.
                    >
                    > W koncu to my przylazimy i czegos chcemy...
                    >
                    > Tak niestety sie to odbywalo w dziekanatach wiele lat temu.
                    Najczesciej
                    > potrzebowalem zaswiadczenie, ze studiuje... Zawsze byla to ogromna
                    laska.
                    >
                    > POzniej historia lubila sie powtarzac w US, UM, ZUS, USC. Zawsze
                    ten sam proble
                    > m...
                    > Popatrz Zocha! Znow ktos przylazl!
                    > O spychologii nie wspomne...
                    Bilbo a może w Tobie jest coś takiego, że jak wejdziesz z
                    odpowiednim nastawieniem i wyrazem twarzy to można stracić chęć do
                    życia a co dopiero załatwienia czegokolwiek
            • Gość: hfg własnie o to chodzi ze panie IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 13:47
              odsyłajha zawsze do regulaminu a jak wiemy
              w kazdej sytuacji studenta jest tyle kruczków i róznych mozliwosci tylko ten
              regulamin trzeba znac i dobrze zrozumiec.jak panie w dziekanacie
              zwykły student nie jest z reguły studentem prawa i ciezko mu sie połapac w
              zawiłosciach grubego regulaminu(bo jakies tam ogólniki to kazdy zna wiadomo) a
              panie wykonuja te same schematy na codzien wiec nie jest problemem powiedziec
              studentowi wypełnij to i to ,napisz to i to. zamiast "przeczytaj w regulaminie"
              panie w dziekanatach powinny byc troche konsultantkami a nie tylko osobami
              przyjmujacymi i zatwierdzającymi dokumenty. inaczej ten cały regulamin jest bez
              sensu. uczelnia dba o studentów przeciez,zapewnia mieszkanie,obiadki,czy nie
              moze równiez zapewniac mozliwosci skonsultowania sie w dziekanacie bez wielkiej
              łaski.

              ja swoje panie w dziekanacie nauczyłem człowieczenstwa, w koncu wychodziło na to
              ze nawet Pani Krysia dzwoniła do mnie jak potrzebowała zebym cos przyniósł
              zamaist wywiaszac mnie na liscie. ale przyznaje byłem studentem trudnym takze
              zawsze miałem duzo papierkowej pracy i konsultacji z dziekanem. ale na przykład
              inni bardzo nazekali na mój dziekanat. ja sie o pomoc i konsultacje potrafiłem
              wykłucic ale nie kazdy taki jest
              • Gość: kgj Re: własnie o to chodzi ze panie IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 14:16
                ja tez w koncu zacząłem bezposrednio chodzic do dziekana, albo babkom mówiłem
                jak mi robiły
                jakies trudnosci wyssane z palca, zeby sie nie przejmowały mna bo ja i tak sobie
                z dziekanem załatwie,i tak sie moze nauczyły mi pomagac, skoro dziekan
                pomagał(od tego jest)
                dziekan, co 2 lata nowy, tez nie robił jakichs
                regulaminowych problemów bo go po prostu nie znał(regulaminu) i wszystko
                tłumaczyłem na chłopski rozum, a ze dziekan niegłupi człowiek, wszystko zawsze
                pozytywnie załatwiał
        • Gość: ghf zwykły dziekanat to nic IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 13:37
          najgorsze są socjalne

          tam zeby sie dowiedziec jak wypełnic dokumenty trzeba zapytac kogos z
          doswiadczeniem.
          trzeba je przyniesc na czas babnka ci nie powie skad je brac jak wypełniac a
          kazdy ma indywidualna sytuacje, np ojciec emeryt matka rolnik, ojciec lekarz
          matka na zasiłku
          a babki wiedza jakie sa potrzebne bo je rozpatrzaja przeciez. po prostu
          chamówa totalna, spóxnisz sie 1 dzien juz nie mozesz dokumentów uzupełnic.
          przyniesiesz je babka ci mówi ze sa niepełne i czegos tam brakuje(oczywiscie jak
          pytasz wczesniej to ci nie powie co trzeba przyniesc)
          nigdy nie dostałem przez to zadnej stypy bo nie zdołałem złozyc dokumentów,
          taki metlik był
          • Gość: jtj Re: zwykły dziekanat to nic IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 14:00
            sory za błedy, dodam jeszcze ze jak mieszkasz na drugim koncu polski
            to ciezko zebrac dokumenty pojechac na uczelnie i wrócic spowrotem zeby je
            uzupełnic. w socjalnym tego nie rozumieja
        • Gość: herm Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.ibs.se 18.07.08, 14:22
          Jakie typowo polskie .. aby to docenić trzeba być
          kiedyś za granica i coś tam załatwiać:

          "no cóż, musi wiedzieć, bo niestety studenci są zbyt leniwi, żeby czytać
          regulamin studiów i przepisy,"

          - Nie jesteś od tego aby oceniać co kto i dlaczego ma problem - tylko aby
          pomagać najlepiej jak potrafisz klientowi / petentowi ten problem rozwiazać - za
          to masz płacone (z podatków lub czesnego).

          "to prawda, że nie zawsze mamy wypisany uśmiech na twarzy, ale tak jak studenci
          mamy lepsze i gorsze dni... też jesteśmy ludźmi"

          - A ciekawe czemu - bo w firmie prywatnej obsługa biurowa ma mieć profesjonalny
          uśmiech przyszyty do twarzy jak się spotyka z klientem. Jak nie potrafisz nad
          emocjami zapanować to poroponuję zmianę zawodu - naprzykład operator miotły.
        • soffia75 Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 28.07.08, 12:05
          Gość portalu: Pani z dziekanatu napisał(a):
          > to prawda, że nie zawsze mamy wypisany uśmiech na twarzy, ale tak jak studenci
          > mamy lepsze i gorsze dni... też jesteśmy ludźmi

          A co mnie to obchodzi, jako klienta? (nie "petenta"!) Jak najbardziej rozumiem,
          że ktoś może mieć gorszy dzień, zły humor, nie lubić swojej pracy i za mało
          zarabiać - ale nie życzę sobie, żeby ktoś ostentacyjnie okazywał mi, jak mu źle
          i jak to fatalnie, że do tego wszystkiego musi jeszcze załatwić moją sprawę.
          Pracowałam kiedyś w dziale obsługi klienta, gdzie trzeba było każdą sprawę
          załatwiać grzecznie i z uśmiechem lub lądowało się na dywaniku u przełożonego.
          Znaczy - można... A okazywanie humorów w pracy jest zwyczajnie nieprofesjonalne.
      • Gość: Michu Fakty i mity o pracownikach biurowych / @dziekanat IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 10:18
        eh wspominam czasy kiedy bylem pol roku na wloskiej uczelni, w
        dziekanacie przyjmowala mila, ladna pani, ktora wszystko zalatwiala
        szybko i z umiechem:] - o ile trzeba bylo do niej isc bo wiekszosc
        dokumentow mozna bylo samemu wydrukowac w jednym kilkunastu
        automatów:]
      • Gość: Liliputka Syndrom biurwy IP: *.chello.pl 18.07.08, 10:19
        Przypadłość ta dotyka, tu się zgodzę, głównie kobiety, które z
        jakiegoś powodu czują się niedowartościowane. Ja miałam najwięcej
        problemów na swojej uczelni, co z tego, że prywatnej, skoro w
        dziekanacie pracowały (pracują???) wredne żmije. A że baba z babą
        się nie dogada, to zdarzały się sytuacje, że człowiek z błahostką
        mógł oczekiwać dużych kłopotów, podczas gdy facet, ewidenty leser ,
        przychodził, ściemniał, aż miło, bajerował panie, a one mu
        załatwiały kolejną poprawkę, zaliczenie, mimo że powinien już dawno
        wylecieć na mordę ze studiów. Robiły to ostentacyjnie, traktując z
        pogardą płeć żeńską, jak niebezpieczną konkurencję. Tylko kobiety
        miały u nich przechlapane, a w beznadziejnej sytuacji były te ładne.
        A tu kwitesencja biurwy: www.joemonster.org/article.php?
        sid=4844
        • Gość: bro Re: Syndrom biurwy IP: *.cable.ubr05.shef.blueyonder.co.uk 18.07.08, 10:53
          coz, takie zycie. jesli mozna zaczac jakiekolwiek negocjacje z lepszej pozycji to glupota byloby tego nie wykorzystywac. a pomyslalas moze, ze ci leserzy, jak ich nazwalas, mieli byc moze lepsze argumenty? nie przychodzili do dziekanatu z wymalowana na twarzy swiadomoscia, ze maja do czynienia ze zmijami, tylko z normalna pracowniczka dziekanatu, u ktorej chca cos zalatwic. poza tym, nie narzekaj na niesprawiedliwosc, bo kobiety za to maja zawsze przewage u profesorow. zwlaszcza te inteligentne. ;)
          • Gość: Liliputka Re: Syndrom biurwy IP: *.chello.pl 18.07.08, 11:30
            O tak, dlatego też przez profesorów załatwiałam sprawy w
            dziekanacie. I o dziwo, ten czy tamten wiedział doskonale, że
            ta "gruba, ruda" z pokoju nr 8 to wredna suka, więc okazywał
            współczucie, a mój mąż, jak miał za mnie załatwić formalności (bo
            akurat rodziłam i nie mogłam się pojawić osobiście), to szedł od
            razu do rektora albo innej tego typu fiszy, z paniami nie chciało mu
            się dyskutować, bo miał na nie alergię po tym, jak kazały mi z 2-
            dniowym dzieckiem przyjechać i udowodnić, że rzeczywiście z powodu
            porodu musiałam przesunąć egzamin. Bo wypis ze szpitala im
            oczywiście nie wystarczył. No to w tył zwrot i władza wyżej nie
            miała takich wątpliwości. Tylko nie trzeba się bać, że jak już
            rektor, to się nie można do niego odezwać. Mój mąż takich obaw nie
            miał. I zawsze mile witano go kawą, bo w sekretariacie rektora
            siedział kwiat inteligencji i uprzejmości. Uczelnie dobrze wiedzą,
            kogo zatrudniają w administracji. A paniom w dziekanacie nie
            wystarczyło "dzień dobry" i "przepraszam", one się wyładowywały dla
            zasady. Kiedyś słyszałam nawet taki tekst "tylu tu ludzi, taki
            zaduch, aż śmierdzi" - jak można tak powiedzieć w obecności osób,
            które przyszły złożyć indeksy, co jest nieuniknione po zakończeniu
            sesji? Może to nie syndrom, tylko zwykłe chamstwo generowane przez
            brak wychowania i przeświadczenie, że i tak nikt takiej pani nic nie
            zrobi, bo nie ma na jej miejsce chętnych? U nas na uczelni mawiało
            się, że w dziekanacie panuje nieustanna atmosfera klimakterium.
            • Gość: bro Re: Syndrom biurwy IP: *.cable.ubr05.shef.blueyonder.co.uk 18.07.08, 12:50
              podoba mi sie z tym klimakterium. ale przyznaje ci racje. zalezy od typu osoby. poza tym mysle, ze baby ktore doswiadczenie zdobywaly jeszcze w poprzednim systemie nigdy sie juz nie zmienia. ale co fakt to fakt- zawsze zostaje rektor. po to ma te cotygodniowe dyzury, zeby pomagac studentom, co nie? pozdrawiam.
              p.s. az przeszly mnie dreszcze kiedy czytalem o tym dowodzeniu, ze bylas na macierzynskim.
              • Gość: Liliputka Re: Syndrom biurwy IP: *.chello.pl 18.07.08, 13:10
                Dodam, że podróż z noworodkiem dwoma autobusami komunikacji
                miejskiej w mróz (styczeń) powinna odbywać się jedynie w sytuacjach
                naprawdę skrajnych , czemu mnie to dziwi, skoro wielokrotnie
                widywałam w naszym dziekanacie dziewczyny z nosidełkami...
            • Gość: b to był swietny numer przyznaje IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 14:12

              tez zacząłem bezposrednio chodzic do dziekana, albo babkom mówiłem jak mi robiły
              jakies trudnosci wyssane z palca, zeby sie nie przejmowały mna bo ja i tak sobie
              z dziekanem załatwie, a dziekan, co 2 lata nowy, tez nie robił jakichs
              regulaminowych problemów bo go po prostu nie znał(regulaminu) i wszystko
              tłumaczyłem na chłopski rozum, a ze dziekan niegłupi człowiek, wszystko zawsze
              pozytywnie załatwiał
            • Gość: kowianeczka Re: Syndrom biurwy IP: *.lodz.msk.pl 22.07.08, 22:57
              Gość portalu: Liliputka napisał(a):
              > kazały mi z 2-
              > dniowym dzieckiem przyjechać i udowodnić, że rzeczywiście z powodu
              > porodu musiałam przesunąć egzamin. Bo wypis ze szpitala im
              > oczywiście nie wystarczył.

              Swoją drogą to żaden dowód - można przecież przynieść na okazanie cudze dziecko, np. koleżanki czy znajomej. Zwłaszcza, jak to noworodek, który jeszcze nie widzi, nie słyszy, nie mówi;) Bo już takie dziecko kilkuletnie to inaczej się zachowuje w stosunku do rodziców, a inaczej w stosunku do obcych i oszustwo mogłoby wyjść na jaw, jakby np. podczas okazania dziecko zaczęło beczeć, że "chce do mamy", a teoretycznie studentka powinna być jego mamą.
      • sherman-doberman Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:21
        nie ma sensu zwalać wszystkiego na miniony ustrój,
        Na początku lat70tych studiowałam na UW.germanistyka, Panie w dziekanacie były przemiłe, sympatyczne i [adnych wstrętów nie czyniły. A może to ja byłam miła?
        Noemiłych ęurzędasówę w okienkach i urzędach spatkać można pod każdą szerokością geograficzną, Przykład: jak ognia unikam poczty w sąsiednim miasteczku /francuska prowincja". w mojej wsi w ramach usprawniania systemu pocztę zamknięto, W miasteczku nie tylko panie ale i panowie tam pracujący /tu "rzędują" też mężczyźni, może to jest ta różnica między Polską a innymi krajami?/ są bardzo niemili. ciągle wychodzą na zaplecze i mają coś ważniejszego do zrobienia niż obsługa kolejski. więc numerki i tak nie wiele dają i w dodatku cokolwiek wyślę z tej poczty z reguły nie dochodzi w ogóle albo doiero po licznych interwencjach.
        Czyli urzędolenie jest chyba chorobą jako taką i nic wspólnego z systemem nie ma.
        Pamiętam też, że w Niemczech mnóstwo ludzi skarżyło się na urzędników w urzędzie, gdzie wydawano pozwolenie na pracę.
        Jak tam poszłam. osłupiałam, Wszystko na luzie: dowcipy, prawie mnie zaprosili na herbtę - słowem rewerencje, A może to dlatego, że przeciwnieństwie do pozostłych interesantów byłam uprzejma i dobrze mówiłam po niemiecku?
        Mity chodziły o nieuprzejmości pracowników konsulatu w Lyonie i w Chicago. W obu zdarzało mi się załatwiać dość istotne dla mnie sprawy i zawsze byli uprzejmi i faktycznie mi pomogli.
        Wnioski z powyższego chyba łatwo wyciągnąć
      • Gość: Maksio Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 10:21
        Przyjedź do Gdańska Jasienia na Pocztę. Tam chyba skumulowały się wszystkie
        nadęte urzędniczki polskie. A nauczyciele, też mówią, ze są urzędnikami i
        pracują tylko 18 godzin tygodniowo. Czy to nie skandal !
        Nauczyciele to patologia w szkolnictwie. Tak kiedyś nie było.

        • Gość: komnen3 Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.bmj.net.pl 18.07.08, 12:32
          18 godzin to lekcje.
          trzeba oprócz tego:
          - przygotować się do zajęć
          - zrobić konspekty zajęć itp
          - organizować wywiadówki
          - sprawdzać prace domowe
          - układać kartkówki, klasówki itp
          - sprawdzać kartkówki, klasówki itp
          To tak, jakbyć powiedział, że reporterzy pracują tyle, ile trwa ich
          reportaż
          • kretynofil Jezu jak mnie te brednie o nauczycielach irytuja.. 18.07.08, 13:46
            Ile mozna pieprzyc o przygotowywaniu sie do zajec?

            > - przygotować się do zajęć

            Tak, bo przeciez program jest radykalnie modyfikowany co rok, prawda?

            > - zrobić konspekty zajęć itp

            Heh, konspekty zajec - co to takiego? Bo wiesz, ja pamietam swoich nauczycieli i
            tylko polonistka miala cos takiego. Konkretnie to byly jej notatki ze studiow -
            a to leciwa baba byla, te kartki sie prawie rozsypywaly :))))

            > - organizować wywiadówki

            O w morde, rzeczywiscie, one przeciez sa co tydzien.

            > - sprawdzać prace domowe

            Co takiego? Ponownie - cokolwiek takiego poza lekcjami robila tylko polonistka,
            ale zdarzalo sie to moze trzy razy w semestrze.

            > - układać kartkówki, klasówki itp

            A co tu ukladac? Bez przesady...

            > - sprawdzać kartkówki, klasówki itp

            Ile razy w semestrze?

            Moja propozycja dla wszystkich biadolacych nauczycieli jest taka: zebyscie nie
            narzekali, ze wszyscy Was opluwaja za te 18h pracy, ze musicie w domu pracowac,
            to wystarczy proste rozwiazanie:

            SIEDZCIE W SZKOLE PO 8h DZIENNIE I ROBCIE WSZYSTKO WTEDY - SPRAWDZAJCIE
            KLASOWKI, PRZYGOTOWUJCIE SIE DO ZAJEC ITD. JESLI WAM CZASU NIE STARCZY MOZECIE
            TO ROBIC PRZEZ 2 MIESIACE WAKACJI - BO OCZYWISCIE URLOPY DOSTANIECIE JAK WSZYSCY
            INNI, PRZEZ RESZTE CZASU BEDZIECIE SIEDZIEC W PUSTEJ SZKOLE I "PRZYGOTOWYWAC SIE
            DO ZAJEC" :)

            To jak, pasuje?

            ----------------------------------------------

            Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
            internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
            perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
            lektury :)
            • Gość: Bilbo Re: Jezu jak mnie te brednie o nauczycielach iryt IP: *.brutele.be 18.07.08, 13:56
              jA MAM LEPSZY POMYSL.

              Moze zamiast zazdroscic nauczycielom malej ilosci godzin dydaktycznych zatrudnij
              sie jako nauczyciel i korzystaj w pelni z benefitow.
              • kretynofil Ale ja im niczego nie zazdroszcze... 18.07.08, 14:04
                Tak jak Ty, siedze w Belgii i dobrze mi tu.

                Problem jest zupelnie inny - nauczyciele sie obijaja, poziom edukacji w Polsce
                spada, a jakiekolwiek propozycje reform sa przez nich torpedowane, bo "oni duzo
                w domu pracuja".

                Ja nie mam nic przeciwko temu zeby nauczyciele dostali spore podwyzki, zwlaszcza
                ze (biorac pod uwage ich role w spoleczenstwie) im sie to nalezy - ale nie za
                nic. Jesli nauczyciel twierdzi ze te 18 godzin to nie przywilej, bo drugie tyle
                musi odsiedziec w domu nad papierami - to ja mam proste rozwiazanie.

                Niech robi 40h jak kazdy inny, przez 11mcy w roku (a nie 9,5, jak teraz), to
                wtedy nie bedzie musial, biedaczek, roboty do domu nosic, i nikt mu nie bedzie
                zarzucal nierobstwa.

                Problem w tym, ze nauczyciele, jak wszystkie w Polsce darmozjady, doskonale
                zdaja sobie sprawe z tego, ze tej calej "pracy w domu" to jest moze 3h
                tygodniowo - i dlatego domagaja sie utrzymywania fikcyjnej sytuacji.

                Domagaja sie plac jak za 40h, ale zycza sobie zeby 22h z tych 40 (ku*wa, to jest
                wiecej niz polowa!) nie bylo przez nikogo rozliczane. Ja sie na to nie zgadzam i
                stad moja propozycja.

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                lektury :)
                • Gość: herm Re: Ale ja im niczego nie zazdroszcze... IP: *.ibs.se 18.07.08, 15:26
                  > Domagaja sie plac jak za 40h, ale zycza sobie zeby 22h z tych
                  > 40 (ku*wa, to jest wiecej niz polowa!)

                  Źle liczysz - dolicz jeszcze że 2 miesiące w roku nie pracują -
                  - kiedyś liczyłem - nawet jak doliczyć 3h tyg pracy dodatkowej
                  to wychodzi że pracują 40% przeciętnego czasu pracy normalnego
                  pracownika.

                  I to by się zgadzało - bo przecież ilu z nich pracuje na dodatkowym
                  CALYM etacie (człowiek jest w stanie zrobić 1.5 etatu bez uszczerbku
                  na zdrowiu psychicznym) ...

                  A teraz pensja - coś słyszałem o 2000 brutto dla przeciętnego
                  nauczyciela .. teraz .. 2000 to 40% z 5000 brutto .. myślę
                  że to niemało.

                • Gość: Delfina Re: Ale ja im niczego nie zazdroszcze... IP: 83.220.192.* 18.07.08, 16:03
                  Byla kiedys taka propozycja, zeby nauczyciele mogli swoja prace pozalekcyjna
                  wykonywac w szkole. Ale okazalo sie to nierealne, bo musieliby miec jakies
                  osobne pokoje, w ktorych mogliby w ciszy i skupieniu popracowac. Niestety,
                  szkoly takowymi nie dysponuja. Wiekszosc nauczycielek z malymi dziecmi woli
                  posprawdzac sprawdziany w szkole, bo w domu, gdy sie ma male dzieci, za wiele
                  ciszy nie ma:) Ale gdy robi sie to w szkole w pokoju nauczycielskim, po ktorym
                  przewalaja sie setki ludzi, to raczej tez nie jest komfort. Mysle, ze nie ma co
                  az tak zazdroscic nauczycielom - naprawde jest co robic a pensje sa zenujace.
                  Dobrze. ze czesc z nas sobie dorabia bo byloby ciezko. Nie mozna tez porownywac
                  pracy np. polonisty do wuefisty. Itp., itd. Ale gdy ktos nigdy nie mial do
                  czynienia z edukacja z drugiej strony to tak naprawde nie zna tematu
                  • Gość: hmm Re: Ale ja im niczego nie zazdroszcze... IP: 217.153.102.* 18.07.08, 20:58
                    Znam temat, znam, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Prawda
                    jak zwykle leży po środku, ale ja odeszłam ze szkoły, bo nie lubię
                    lenistwa w pracy. Pracuję dużo ciężej, ale i zarabiam dużo lepiej.
                    Pozdrawiam.
                  • agulha Re: Ale ja im niczego nie zazdroszcze... 19.07.08, 22:19
                    Ale gdy robi sie to w szkole w pokoju nauczycielskim, po ktorym
                    > przewalaja sie setki ludzi, to raczej tez nie jest komfort.
                    Ajajaj. Przyjdź do nas do biura na open space i spróbuj się skupić na pracy co
                    najmniej 8 godzin w tygodniu, to pogadamy.
            • Gość: komnen3 Re: Jezu jak mnie te brednie o nauczycielach iryt IP: *.jsn.osi.pl 19.07.08, 18:35
              > Tak, bo przeciez program jest radykalnie modyfikowany co rok, prawda?

              Program bywa zmieniany. To raz. Po drugie, trzeba dać uczniom możliwość
              korzystania z podręcznika i przygotowywać lekcje pod tym kątem, a podręczniki
              się zmieniają. Problemem dużym jest to, że materiału przewidywanego jest za
              dużo. Trzeba dokonywać selekcji. A nawet, jak się dokona, to jest wycieczka, są
              jakieś wagary, jest choroba i od razu wszystko się wali i trzeba wszystko
              przemodelowywać, by ten sam materiał zmieścić w mniejszą liczbę lekcji.

              > Heh, konspekty zajec - co to takiego? Bo wiesz, ja pamietam swoich nauczycieli
              > i
              > tylko polonistka miala cos takiego. Konkretnie to byly jej notatki ze studiow -
              > a to leciwa baba byla, te kartki sie prawie rozsypywaly :))))

              Trochę się to zmieniło. Ja nie jestem nauczycielem, ale jestem (oj, boli) na
              specjalizacji nauczycielskiej i musiałem robić konspekty porządne. To naprawdę
              nic łatwego. trzeba porządkować, przerabiać materiał, dopasowywać do poziomu
              klasy, wymyślać metody dydaktyczne, mieć rozpisaną i rozplanowaną całą lekcję.
              Kiedyś tego rzeczywiście nie wymagano chyba.

              > O w morde, rzeczywiscie, one przeciez sa co tydzien.

              A kto mówi, że są? Chodzi o to, że wymagają porządnego przygotowania. W klasie
              jest 25+ uczniów, a o każdym trzeba wszystko wiedzieć, być przygotowanym na
              rozmowę o nim. A klas jest wiele.

              > A co tu ukladac? Bez przesady...

              Przecież trzeba to zrobić tak, by zbadać wiedzę, ale i umiejętności ucznia, by
              nie było za trudne, by było tylko to, co rzeczywiście zostało przerobione na
              zajęciach, by rodzice nie narzekali, że jest tego za dużo lub, że jest to za
              trudne. By przygotowywało to do matury.
              To się tylko wydaje łatwe. To nie jest (już) tak, że daje się polecenie, by
              dziecko zapisało na kartce pierwszą zasadę dynamiki czct. trzeba ułożyć do tego
              zadania. W przypadku fizyki, o której teraz wspomniałem, to może nie jest
              jeszcze specjalnie trudne, ale by np uczyć dzieci korzystania ze źródła
              historycznego, trzeba na początku znaleźć odpowiedni tekst, co wcale nie musi
              być łatwe, bo musi być możliwie krótki, treściwy i dający się wykorzystać,
              trzeba zadać odpowiednie pytania, jeszcze raz podkreślam, na poziomie danej
              klasy. Trzeba stworzyć zasady oceniania. trzeba, by zadania były różnorakie: by
              uczyć wykorzystywania i mapy, i źródła, i wiedzy zdobytej na zajęciach.

              > Ile razy w semestrze?

              Szczerze mówiąc, ja mam zamiar robić małe kartkówki na każdych zajęciach, ha ha ha

              > SIEDZCIE W SZKOLE PO 8h DZIENNIE I ROBCIE WSZYSTKO WTEDY - SPRAWDZAJCIE
              > KLASOWKI, PRZYGOTOWUJCIE SIE DO ZAJEC ITD

              Gdzie? Znajdź tam jakiś pokój dla nauczyciela, jakiś cichy kąt, jakiś komputer,
              jakąś bibliotekę porządną...

      • Gość: xena Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.ztpnet.pl 18.07.08, 10:21
        "pracownika ze średnia krajową trafia szlag" a co mają powiedzieć ludzie z
        minimum krajowym?? Średnia krajowa to blisko 3000 zł a minimum to jego 40%. Za
        mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć. Ot nasza polska rzeczywistość.
        • asdf401 Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:35
          O poziomie pracy naszej administracji świdaczy to, że na "głupi" list, podanie,
          świstek rezerwują sobie 30 DNI na odpowiedź. 30 dni!!!
          Rozumiem, że przychodzi list i ktoś go gdzieś musi na właściwe biurko dostarczyć
          (1 dzień, 2dni). Ktoś spogląda,klasyfikuje sprawę (1 dzień), powiedzmy są zajęci
          innymi sprawami i nie muszą rzucać się do odpowiedzi (2, 3 dni) ale w końcu po
          tygodniu powinni odpisać i nadać list. NIE
          Procedura pracy jest taka, że urzędnik zabiera się do wstępu po 10 dniach, utyka
          w środku odpowiedzi i wysyła zapytanie o interpretację do innego urzędnika. Ten
          sygnalizuje, że potrzebuje aż tydzień aby dać swoją odpowiedź. Po tygodniu o
          sprawie zapomnieli. Po dwóch urzędnik pierwszy dopomina się telefonicznie
          odpowiedzi od urzędnika drugieg. Ten udziela odpowiedzi telefonicznie w 2 dni.
          Pismo z odpowiedzią do petenta wreszczcie jest zredagowane ale nie można wysłać
          bo nie ma pisemnej odpowiedzi od urzędnika drugiego. Po kilku dniach jest pismo
          ale urzędnik drugi wycofuje się z brania odpowiedzialności i informuje urzędnika
          pierwszego, że właściwym do udzielenia odpowiedzi będzie jednak inne biurko.
          Inne biurko skontaktowane telefonicznie odpowiada, że odpisze w
          tydzień.........itd itd
          • mojekontolalala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:43
            asdf401 napisał:
            > ....

            30 dni, nie masz pojęcia, KPA tyle daje, bo są sprawy, które urzędnik obrabia i
            daje do prawników, prawnik parafuje lub każe przerobić, czasem wymagane są
            sprawdzenia w innych organach, po za tym 30 dni wynika z kolejki zgłoszeń,
            innych osób które wystąpiły z pismami, a nie że tylko każdy siedzi i czeka jak
            złożysz wniosek/podanie/zapytanie, bo spraw jest wiele
            • Gość: xyz Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 11:18
              A Urzędy to o godz. 10.43 jeszcze nie pracują czy zajmujemy się internetem w
              pracy... ;-)
              Pozdrawiam
              • mojekontolalala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 11:27
                > A Urzędy to o godz. 10.43 jeszcze nie pracują czy zajmujemy się internetem w
                > pracy... ;-)

                to zależy od sprawności , bo jedni co są powolni muszą coś pisać godzine, inni
                umieją pisać bezwrokowo z prędkością stenotypistki :P
                zależy czy jest jakaś interwencja, czasem sie pracuje np. od 7 bo dzień
                wcześniej czynności są przewidziane, czasem sie jedzie pół polski by gdzieś
                spędzić godzine lub pół dnia i wraca o 22, zależy od rodzaju sprawy,
                nie każdy sie zajmuje rutynową działalnością, tak jak karetka sie zajmuje gdy
                jest wypadek a policja gdy kogoś napadną , pracownik kasy w banku też nie
                pracuje jak nie przychodzi klient, sklepowa też siedzi jak nikt nie przyszedł
                oglądać bluzke, a strażak siedzi na krześle, gdy nikomu sie krzywda nie dzieje,
                lekarz sądowy siedzi spokojnie gdy nie ma sekcji, im mniej ja mam pracy, tym
                bardziej to oznacza że w pewnych miejscach jest spokojniej :P
                są różne specyfiki organów państwowych i różne sprawy, czasem są dni że do kibla
                nie ma czasu skoczyć, o mnie sie nie martw :P
                • Gość: xyz Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 11:30
                  Nie martwię się w takim razie, grzecznie zapytałem.
                  Pozdrawiam raz jeszcze
                  • mojekontolalala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 11:51
                    wiesz, że są osoby co piszą jednym palcem, hehe, albo osoby co drukują, przez
                    plik>drukuj, zamiast klawisza skrótu, są osoby co wstawiają paragraf przez
                    wstaw>symbol, a są tacy co zaczynają od konfiguracji klawiatury , są tacy co
                    justują spacjami, szybkość pracy zależy od umiejętności w posługiwaniu sie danym
                    narzędziem
                    i tu nie ma różnicy urząd czy nie urząd, bo ja pracowałem w prywatnej firmie
                    gdzie w magazynie były papierowe kartoteki magazynowe a raport sporządzało sie z
                    kalkulatorem w ręku spisując stany zakupów do zeszytu, a gdy ja wsadziłem to w
                    excel i w pare sekund filtrując dane miałem wynik to było wielkie zdziwienie, bo
                    wcześniej ktoś robił to cały dzień z długopisem i kalkulatorem :P
                    niedawno kupowałem coś w firmie gdzie pracownica ręcznie przepisywała numery
                    konta , uprzednio drukując z innego pliku, zamiast użyć "kopiuj-wklej" pomiędzy
                    aplikacjami :P
          • Gość: Karnawałowa Lala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.chello.pl 18.07.08, 11:18
            Te matoły często gubią dokumenty. Przykład: dział geodezji w Gminie
            Warszawa Bielany. Pracował tam mój (już na szczęście były) mąż.
            Przychodzi petent (kazali mu wcześniej odczekać 3 tygodnie na wypis
            z rejestru gruntów), prosi grzecznie o swój dokument, a tu
            konsternacja. Nikt nic nie wie, jak w czeskim filmie. Dokumentu nie
            ma. No to raz i dwa, wypisali mu w 10 minut nowy. Dało się? Owszem,
            ale, jak to tłumaczyły te biurwy, koleżanki mojego ex, petenta
            trzeba krótko trzymać, ma znać swoje miejsce, a od ręki to może
            najwyżej w ryj dostać, a nie papierek. Ale jak do pokoju wlazł im
            kiedyś Cejrowski, to mu papierek od ręki przygotowali, bo się panie
            podnieciły, że taki "VIP" do nich się pofatygował. Dał im w
            prezencie kubek z logo "WC-Kwadransa" i się panie ze szczęścia
            prawie posikały. Panie sobie w tym pokoju swego czasu zupki gotowały
            i hodowały rybkę, każde imieniny to było zamykanie się przed
            petentami (zresztą 1 dzień w tygodniu tak robią "obligatoryjnie" i
            nazywają to dniem bez interesantów). Kiedyś weszłam tam bez
            zaanonsowania mnie przez portiernię i usłyszałam o jednej tłustej
            biurwy: "Gdzie?", a potem mnie przepraszała, bo nie wiedziała, że
            jestem żoną jednego z pracowników tego kołchozu. Czyli petenta można
            obrażać, ale rodziny i znajomych biurw - już nie. Oni nie mają
            poszanowania dla obywateli, myślą, że im wszystko wolno, a
            kierownictwo i tak im się zmienia wraz z nową opcją polityczną i
            żaden kolejny szef, który wpada "na chwilę" nie ma szans na
            zapoznanie się z kadrą, która ceni tradycję...PRL-u.
            • Gość: szmatan Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 91.198.246.* 18.07.08, 13:31
              pewna grupa ludzi zawsze się będzie tak zachowywać w obliczu najmniejszej swojej
              przewagi nad kimkolwiek.
              grupę tę szacowałbym na co najmniej 70% polaków
          • Gość: hanabanana Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 80.54.175.* 18.07.08, 12:48
            asdf401 napisał:

            > O poziomie pracy naszej administracji świdaczy to, że na "głupi" list, podanie,
            > świstek rezerwują sobie 30 DNI na odpowiedź. 30 dni!!!"

            potwierdzam! procedury, i czasy oczekiwania na byle świstek są idiotyczne! przykład:

            przychodze do sądu, potrzebuję wypis z księgi wieczystej. wypełniam druczek - co tam mi akurat potrzeba. A pani (miła, ale co z tego) wypełnia swój świstek i odsyła mnie do domu, każe przyjśc za tydzień, z tym małym papierkiem co to mi go dała.
            przychodzę po tygodniu. tez jest miła, ale co z tego :D daję jej wypisany przez nią swistek, a ona obraca się na krzesle obrotowym za siebie, gdzie stoi drugie biurko i na nim komputer, wstukuje na klawiaturze nr księgi wieczystej, drukarka drukuje ( w 5sek. bo tam są raptem 4 linijki napisane), pani stawia pieczątkę i bazgrze i tak nieczytelny podpis własny. i podaje mi druk. oto mam! wypis z kasięgi wieczystej.
            i szlag mnie trafia, bo na obrót krzesła o 180stopni i wklepanie numeru czekałam tydzień. niech ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi! istny cyrk!
            • mojekontolalala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 13:09
              > z kasięgi wieczystej.
              > i szlag mnie trafia, bo na obrót krzesła o 180stopni i wklepanie numeru czekała
              > m tydzień. niech ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi! istny cyrk!

              bo księga w tym czasie mogła być skanowana, wprowadzana, bo wcześniej jej nie
              było w formie elektronicznej tylko papierowej, to może być jedno wyjaśnienie,
              drugie wyjaśnienie, przez ten czas ktoś sprawdzał czy wnioskodawca ma prawo do
              dostępu do danych (choć chyba księgi są jawne??) albo w tym czasie księgują
              wpłatę, bo np. prawo mówi że najpierw sie wnosi opłate a potem wydaje
              zaświadczenie (to akurat chore)

              są sprawy które urzędnikowi zajmują godzine a cała wierchuszka musi sie podpisać
              i stąd tyle trwa, lub wierchuszka lubi poprawiać w pismach szyk w zdaniu i pismo
              chodzi 4 razy zanim jaśnie dyrektor przeprawia "również" na "oraz", "Państwa" na
              "Waszej firmy" itd...
              • Gość: hanabanana Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 80.54.175.* 18.07.08, 13:21
                ok, zwracam honor!
                w głowie mi się to po prostu nie mieściło, jak to mozliwe!
                pozdrawiam
        • mojekontolalala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:37
          > "pracownika ze średnia krajową trafia szlag" a co mają powiedzieć ludzie z
          > minimum krajowym?? Średnia krajowa to blisko 3000 zł a minimum to jego 40%. Za
          > mało żeby żyć, za dużo żeby umrzeć. Ot nasza polska rzeczywistość.


          a jak GW napisała że trzydziestoparoletni policjant na emeryturze wcześniejszej
          ma 2000 netto to też wierzyłaś ?
          a jak GW napisze że księżyc jest kwadratowy to też to przyjmiesz za pewnik ?
          pensje w urzędach są znacznie poniżej średniej , plasują sie od 1000-1500 netto
          dla typowego urzędnika, nie kierownika, więc do poziomu 2000-2200 czyli średniej
          dużo brakuje
      • Gość: Magda Panie z GWSH IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 10:23
        Studiowałam w Gdańskiej Wyższej Szkole Humanistycznej w latach 2001-2004 i o
        paniach z dziekanatu wydziału politologii złego słowa nie powiem, jak ktoś był
        uprzejmy Panie nigdy nie robiły problemu i wiele spraw można było załatwić od
        ręki.
        • Gość: malibut Re: Panie z GWSH IP: *.cable.ubr05.shef.blueyonder.co.uk 18.07.08, 10:45
          tez studiowalem w tych latach i tez odwiedzalem ten sam dziekanat. panie z dziekanatu byly bardzo pomocne i mile. zwlaszcza te mlodsze. i ostatnia rzecza ktora mozna o nich powiedziec, to ze zachowywaly sie jak biurwy.
          • Gość: jtj a czy to prywatna uczelnia IP: *.range86-142.btcentralplus.com 18.07.08, 14:02
            bo te wszystkie jaja dzieja sie na duzych panstwowych raczej. prywatne uczelnie
            to nie ten klimatgh
      • Gość: kinga Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 87.204.210.* 18.07.08, 10:24
        Szczególnie bardzo wkurzające i napuszone są panie w Urzędach Pracy.
        Myślą że nie wiadomo kim są i robią łaskę że rozmawiają. A to proste
        baby są, bez wykształcenia.
        • Gość: Fellina Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.chello.pl 18.07.08, 10:34
          Z tymi paniami z UP ktoś powinien zrobić porządek, bo takiej pogardy
          okazywanej petentowi nigdzie indziej nie widziałam. One jeszcze
          bardziej dołują i tak już zdołowanych i przygniecionych problemami
          ludzi. A im kto grzeczniejszy, mniej nachalny i nie za bardzo
          zorientowany w zawiłościach systemu rejestracji bezrobotnych, tym
          bardziej po nim jadą, zero szacunku i współczucia, tylko ta chora
          satysfakcja, że z perspektywy biurka mogą popatrzeć sobie
          na "nieudaczników".
        • Gość: Jarek Dziubek Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 162.27.161.* 18.07.08, 10:44
          Myślę, że akurat ten urząd można spokojnie zlikwidować bez szkody
          dla kogokolwiek oprócz ostatnich leni, czyli pracowników i petentów
          tego urzędu :-)
      • Gość: tender Ja załatwiam wszystko w urzędzie na tzw. " matoła" IP: *.chello.pl 18.07.08, 10:32
        Wchodzę, udaję, że nic nie rozumiem i oczekuję pomocy. Ponieważ w
        urzędzie pracuje większość kobiet, w sytuacjach kiedy
        spotykają "matoła", "sierotę bożą", "safandułę" budzi się w tych
        Paniach instynkt macierzyński i działają tak sprawnie jak nigdy.
        Kiedy jednak spotkam faceta za biurkiem, to trzeba najpierw dokonać
        rozpoznania czy jest to samiec alfa czy beta i w zależności od tego
        przyjąć własny symbol. Przeważnie spotyka się samców alfa (lubią
        rządzić) no to ja w tej sytuacji jestem samcem beta i wszystko jest
        załatwione na najwyższym poziomie.
        To naprawdę działa. Polecam!
        • antidotumm Ten facet jest genialny! 18.07.08, 12:33
          Tender, jestes geniuszem!

          Gość portalu: tender napisał(a):

          ... udaję, że nic nie rozumiem i oczekuję pomocy. Ponieważ w
          > urzędzie pracuje większość kobiet, w sytuacjach kiedy
          > spotykają "matoła", "sierotę bożą", "safandułę" budzi się w tych
          > Paniach instynkt macierzyński i działają tak sprawnie jak nigdy.
          > Kiedy jednak spotkam faceta za biurkiem, to trzeba najpierw dokonać
          > rozpoznania czy jest to samiec alfa czy beta i w zależności od tego
          > przyjąć własny symbol. Przeważnie spotyka się samców alfa (lubią
          > rządzić) no to ja w tej sytuacji jestem samcem beta i wszystko jest
          > załatwione na najwyższym poziomie.
          > To naprawdę działa. Polecam!
          • Gość: Kaszalot Re: Ten facet jest genialny! IP: *.chello.pl 18.07.08, 12:36
            Dobrze też udawać wdowę/wdowca w żałobie. Ubrać się na czarno i coś
            tam zapodać o nieboszczyku lub pogrzebie. Szybko załatwiają takich
            petentów, bo psują im dobry nastrój i obrzydzają smak porannej kawki.
        • Gość: Monarchista Re: Ja załatwiam wszystko w urzędzie na tzw. " ma IP: *.mas.airbites.pl 18.07.08, 13:47
          Gość portalu: tender napisał(a):

          > Wchodzę, udaję, że nic nie rozumiem i oczekuję pomocy. Ponieważ w
          > urzędzie pracuje większość kobiet, w sytuacjach kiedy
          > spotykają "matoła", "sierotę bożą", "safandułę" budzi się w tych
          > Paniach instynkt macierzyński i działają tak sprawnie jak nigdy.
          > Kiedy jednak spotkam faceta za biurkiem, to trzeba najpierw
          dokonać
          > rozpoznania czy jest to samiec alfa czy beta i w zależności od
          tego
          > przyjąć własny symbol. Przeważnie spotyka się samców alfa (lubią
          > rządzić) no to ja w tej sytuacji jestem samcem beta i wszystko
          jest
          > załatwione na najwyższym poziomie.
          > To naprawdę działa. Polecam!

          Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i
          durnowaty, tak by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.
          (ukaz cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 roku).

          To się odnosi też do petentów i urzędników.
        • Gość: takiebuty Re: Ja załatwiam wszystko w urzędzie na tzw. " ma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.08, 14:44
          naprawdę super sposób, ale tak ponieważ jestem kobietą to w
          rywalkach nie wzbudzam instynktu macierzyńskiego, a jeśli
          urzędnikiem jest pan to nie traktuje mnie poważnie :( AAle na słodką
          idiotkę udało mi sięparę spraw załatwić ;]
        • korkix78 :) Super 22.11.08, 13:53
          Jakbym widzial siebie, zanim z Polski wyjechalem :-)

          I potwierdzam, ze skutecznosc jest (przynajmneij byla) bardzo wysoka,
          pozdrawiam
      • Gość: Marek Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.08, 10:34
        To znacznie szerszy problem dotyczący funkcjonowania administracji
        samorządowej i państwowej oraz jej roli w nowoczesnym państwie.To
        także kwestia oceny jej znaczenia przez przeciętnego obywatela. Otóż
        nie widzi on z reguły związku pomiędzy sprawnym państwem w którym
        chciałby bez watpienia żyć a jakością kadr administacyjnych
        najniższego szczebla z którą styka się na co dzień. Chciałoby się
        przecież za klasykiem powtórzyć truizm ,że kadry decydują o
        wszystkim. Jakie są owe kadry i co sprawia , że są one takie a nie
        inne? Prawda niestety jest banalna. Praca w administracji państwowej
        i samorządowej podstawowego szczebla nie przyciąga najlepszych bo i
        nie ma czym. Wymagania są wysokie, z reguły minimum to tytuł
        magistra, doświadczenie, znajomość języka bądź języków obcych a
        płaca na poziomie sprzątaczki bądź jeszcze niżej. Pobory 1500 zł
        netto po trzydziestu latach pracy to bardzo słaba motywacja dla tych
        najlepszych. Dlatego chcąc czy nie chcąc jesteśmy skazani na owe
        przysłowiowe panie w dziekanatach i smutnych panów za biurkiem.
        • Gość: Były urzędnik. Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 213.180.137.* 18.07.08, 11:34
          Zgadzam się w zupełności z tym co mówisz, ale:

          > Praca w administracji państwowej
          > i samorządowej podstawowego szczebla nie przyciąga najlepszych bo i
          > nie ma czym. Wymagania są wysokie, z reguły minimum to tytuł
          > magistra, doświadczenie, znajomość języka bądź języków obcych

          Hm. No cóż. Jakby to powiedzieć, z autopsji wiem że tego rodzaju problem raczej
          w ogóle NIE ISTNIEJE. Fakt - ktoś, kto chce zarabiać przyzwoite pieniądze, nie
          będzie się pchał do administracji. Ale czy faktycznie jest tak, że dla młodych
          ludzi po studiach płaca budżetówkowa to psie pieniądze? Nie sądzę. Wbrew
          kolportowanej w mediach "propagandzie sukcesu" na temat płac polaków (np.
          studenci zarabiający 2tys. zł, a po studiach minimum 3 tys.), sytuacja nie
          wygląda tak różowo. To wszystko kłamstwa. Mnóstwo młodych ludzi wiele by dało za
          pracę za biurkiem, szczególnie w mniejszych miastach i gminach, gdzie tego
          rodzaju praca jest jedną z najatrakcyjniejszych. I tu należy sobie zadać
          pytanie, dlaczego przeciętny człowiek NIE MA ŻADNYCH SZANS dostać się z naboru
          do pracy w administracji? Czy naprawdę chodzi o te kosmiczne wymagania? Nie.
          Tylko i wyłącznie znajomości. I tu niestety ludzie mniej bądź w ogóle
          niekompetentni wygrywają z wykształconymi walkę o pracę. Jeśli ma się wujka
          posła, znajomego radnego, czy ciocię, której siostra chodziła do podstawówki z
          burmistrzem... I właśnie ta NIEKOMPETENCJA urzędników to RAK toczący nasz kraj.
          To ONA sprawia, że sprawy w urzędach tak się wloką, że petenci odsyłani są z
          miejsca do miejsca itp. Żyjemy w kraju, w którym JAKOŚĆ KADR ADMINISTRACYJNYCH
          JEST NA POZIOMIE ŻENUJĄCYM. Nie wiem jak wielkiej skali dotyczy ten problem.
          Podejrzewam jednak, że ogromnej. Tu chodzi o dziesiątki tysięcy ludzi - na pewno
          90% wzwyż. A sytuacja, w której pewna kobieta daje za pracę 5 tys. zł. łapówki
          miejscowej divie, mającej powiązania (przez łóżko) z lokalnymi samorządowcami
          nie jest pewnie sytuacją odosobnioną. Za pracę, gdzie pensja wynosi 950zł netto!!

          Ile w Polsce jest takich załatwień?
          • antidotumm Praca po znajomosci u urzedzie to przeszlosc 18.07.08, 12:36
            Tak bylo w urzedach jeszcze 2, 3 lata temu. Obecnie sie zmienilo- w moim
            /duzycm/ miescie MNOSTWO ludzi odeszlo z urzedow, i obecnie dostaja sie ludzie z
            OGLOSZEN, co dawniej bylo ewenementem.

            Gość portalu: Były urzędnik. napisał(a):

            Mnóstwo młodych ludzi wiele by dało za pracę za biurkiem, szczególnie w
            mniejszych miastach i gminach, gdzie tego rodzaju praca jest jedną z
            najatrakcyjniejszych. I tu należy sobie zadać pytanie, dlaczego przeciętny
            człowiek NIE MA ŻADNYCH SZANS dostać się z naboru do pracy w administracji? Czy
            naprawdę chodzi o te kosmiczne wymagania? Nie.Tylko i wyłącznie znajomości. I tu
            niestety ludzie mniej bądź w ogóle niekompetentni wygrywają z wykształconymi
            walkę o pracę. Jeśli ma się wujka
            > posła, znajomego radnego, czy ciocię, której siostra chodziła do podstawówki z
            > burmistrzem... I właśnie ta NIEKOMPETENCJA urzędników to RAK toczący nasz kraj.
            > To ONA sprawia, że sprawy w urzędach tak się wloką, że petenci odsyłani są z
            > miejsca do miejsca itp. Żyjemy w kraju, w którym JAKOŚĆ KADR ADMINISTRACYJNYCH
            > JEST NA POZIOMIE ŻENUJĄCYM. Nie wiem jak wielkiej skali dotyczy ten problem.
            > Podejrzewam jednak, że ogromnej. Tu chodzi o dziesiątki tysięcy ludzi - na pewn
            > o
            > 90% wzwyż. A sytuacja, w której pewna kobieta daje za pracę 5 tys. zł. łapówki
            > miejscowej divie, mającej powiązania (przez łóżko) z lokalnymi samorządowcami
            > nie jest pewnie sytuacją odosobnioną. Za pracę, gdzie pensja wynosi 950zł netto
            > !!
            >
            > Ile w Polsce jest takich załatwień?
            • Gość: Były urzędnik. Re: Praca po znajomosci u urzedzie to przeszlosc IP: 213.180.137.* 18.07.08, 12:50
              Pozazdrościć :) W moim (małym) mieście, jeszcze ub. roku niektórzy zabijali się
              o posady, nie szczędząc w środkach (nie wiem tylko czy występowało zjawisko
              seksu za prace). W innym moim mieście (b. dużym) również bez zmian, z tego co
              słyszałem od ubiegających się znajomych. Cały czas - myślę - jest sporo
              nieudaczników mających jednak znajomości... gdzieś muszą się zahaczyć.
          • Gość: Karnawałowa Lala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.chello.pl 18.07.08, 13:04
            Sugerujesz, że ty też złapałeś tę pracę po znajomości? Generalnie
            niby się oburzamy, ale każdy chciałby mieć te znajomości, a wśród
            bliższych znajomych to nawet takich znajomości nie potępiamy. Mój ex
            dostał taką pracę w wydziale geodezji, załatwiła mu znajoma, która
            pracowała w innej gminie, ale znali się z osiedla i ze szkoły. On
            nie miał wtedy nawet matury, skończył tylko studium po szkole
            średniej, na szczęście kolega namówił go na jej zdawanie , a na
            studia geodezyjne na Politechnice nie trzeba było zdawać egzaminów,
            a i z ukończeniem też nie było większych trudności, jak ktoś
            uczęszczał i lubił przedmioty ścisłe. W ten sam sposób jego kolegą z
            pracy został też świeżo upieczony magister-inżynier, którego tatuś
            przyprowadził za rączkę i kazał zatrudnić, bo był znajomym zastępcy
            burmistrza czy też innej grubej ryby, która wtedy miała coś do
            gadania w gminie. W takich miejscach pracuje się, bo się zna kogoś,
            kto zna z kolei kogoś innego, "znajomego znajomego krewnego teścia
            wujka babki ciotki", stąd też taka, a nie inna atmosfera pracy. I
            jeszcze jedno, aż boli, jak się widzi, jak te niższe urzędasy włażą
            w tyłek ludziom z wyższego szczebla. Jak to mawiał cieć Anioł,
            dobrze jest być pod kogoś podwieszonym.
            • Gość: Były urzędnik. Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 213.180.137.* 18.07.08, 14:39
              > Sugerujesz, że ty też złapałeś tę pracę po znajomości?

              Absolutnie nie. Pracowałem sezonowo. Potem mieli niektórych z nas zatrudniać.
              Byłem jednym z lepszych pracowników, ale p. Kierownik (która nb. skończyła
              ceramikę na AGH) miała swojego człowieka - niedouczonego ciula, który NIE UMIAŁ
              NAWET MÓWIĆ (nie żartuję), unikał spotkań z petentami JAK OGNIA, najczęściej
              zaszywał się w archiwum i ZMIENIAŁ KOSZULKI W DOKUMENTACH. To była jego praca.
              Każdy z nas, przez 3 miesiące pracy przyjmował średnio 5 beneficjentów i wysyłał
              dziesiątki wezwań do kolejnych. On przez ten czas wysłał DWA WEZWANIA, a kiedy
              wezwani mieli przyjść do niego, WZIĄŁ SOBIE URLOP i ja to musiałem odwalać...
              Dziś tej lekko niepełnosprawny pan jest inspektorem zatrudnionym na czas
              nieokreślony. Cały czas siedzi w archiwum nie wiem... może wyciera kurze? Petent
              raczej go nie spotka.

              > Generalnie niby się oburzamy, ale każdy chciałby mieć te znajomości,

              Pewnie że tak jest. Ale taką postawę generuje tylko i wyłącznie ta chora,
              korupcyjna sytuacja. Bo skoro mam zerowe szanse na dostanie tej pracy, to co
              mogę zrobić?

              Na szczęście nie mam już z tym nic wspólnego i na pewno nikt nigdy mi niczego
              nie "załatwiał".
          • Gość: Urzęniczka Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.um.warszawa.pl 18.07.08, 14:52
            W sumie to zgadzam się z zarzutami, bo nie tylko jestem urzędniczką,
            zdarza mi się być także "petentem" (brzydko mówiąc).
            Ale do urzędu nie trafiłam po znajomości. Najpierw byłam na stażu
            przez 5 miesięcy (staż dostałam z urzędu pracy) a dopiero później
            wygrałam konkurs.
            Więc nie każdy jest "z polecenia".
            Przyznam, że jak na prace prawie zaraz po studiach to jest całkiem
            niezłe rozwiązanie: płaca nie jest taka zła (nie wierzę w 3000 zł od
            razu po studiach), dają szansę dalszej nauki. Jeśli się dobrze trafi
            (tak jak ja), można poznać naprawdę ciekawe i inteligentne osoby,
            które chcą coś zmienić w tym mieście (mówię o Warszawie). Na
            nieszczęście durne prawo i biurokracja często wiążą ręce.
            Poza tym, młodzi ludzie, zamiast tak narzekać na urzędy, trzeba coś
            z nimi zrobić, a samo gadanie nie wystarcza. Jestem młoda,
            skończyłam studia, mam zamiar dalej się kształcić i nie uważam, że
            praca w urzędzie robi ze mnie gorszą albo mniej wartościową osobę.
            Może i nie jest to praca moich marzeń, ale nie mogę tez narzekać,
            ponieważ regularne godziny pracy (8-16) dają mi czas na drugą pracę,
            która jest moim hobby.
            Więc zamiast ciągle psioczyć na "biurwy" i "urzędasów" sami
            zatrudnijcie się w urzędach i starajcie się cos zmienic, jeśli
            zastąpicie te "wedne jędze", na pewno będzie lepiej.
            • Gość: ksoęgowa Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.centertel.pl 19.08.08, 17:14
              zgadzam się
              wystarczy jedna młoda osoba w biurze, przyjaźnie nastawiona do
              ludzi, a już inaczej jest postrzegana cała jednostka.
      • Gość: prawdziwy polak Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 149.226.255.* 18.07.08, 10:36
        Strasznie mi się podoba to określenie "prawdziwy Polak"....idealnie
        oddaje sens tego typu charakterów :)


        Pozdrawiam z biura ;)
      • Gość: godzio Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.adsl.inetia.pl 18.07.08, 10:40
        urząd marszałkowski w kielcach: w każdym pokoju do którego
        wchodziłem minimum 3 osoby-zwykle dwie rozmawiały ze sobą nie
        zwracając uwagi jak wchodzę i nie odpowiadając na dzień dobry, a
        trzecia najmłodsza odsyłała mnie do kolejnych pokoi. W trzecim
        pokoju było 5-6 osób, ale pani która zajmowała się moją sprawą nie
        było (chodziło o fundusze EU), więc nic nie załatwiłem. Następnego
        dnia już była ale zajęta po urlopie i miała mało czasu. Generalnie
        wszystko źle, nie da się, przepisy niejasne itd itp.
        szkoda że wróciłem ale na szczeście wolnych etatów w szpitalach w
        anglii jest dużo.
        • Gość: xyz Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.08, 11:22
          Heh jak to mówią "przyganiał kocioł garnkowi", akurat kontakty z personelem
          medycznym i z lekarzami w szczególności przyjemniejsze nie są mimo, że co do
          zasady są to ludzie lepiej wykształceni i zarabiający.
          Ot po prostu taka mentalność, wymagać od innych, od siebie mniej...
          Pozdrawiam
      • Gość: gocha Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.cpe.marton.net.pl 18.07.08, 10:41
        ja jestem pracownikiem biurowym i mam naprawdę dużo roboty, a
        niemiłych klientów obsługuję oschle, natomiast jak ktoś wchodzi
        uśmiechnięty ja również jestem miła, ale chamy potrafią być, a
        największe to ci co w życiu nie podjęli sie żadnej roboty i uważaja,
        że im wszystko się należy.
      • Gość: malibut Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.cable.ubr05.shef.blueyonder.co.uk 18.07.08, 10:43
        a ja sie nie zgadzam z ocena GWSH w Gdansku. w dziekanacie politologii pracowaly/uja najbardziej mile i przystepne panie. wszystko mozna zalatwic tzn dogadac sie i nie raz pomogly dobra rada. a jedna nawet bardzo mnie podniecala. nie pamietam imienia, a jak pamietam to nie podam.
      • mops111 Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:44
        w tym miesiacu rejestrowalam spółkę z o.o. we Wrocławiu. Musiałam odwiedzić
        kilka urzędów by skompletować dokumenty i tak zarówno w Urzędzie Statystycznym
        przy Oławskiej jak i Urzędzie Skarbowym-Fabryczna spotkałam się z bardzo
        miłymi urzędniczkami. Ponieważ po raz pierwszy wypełniałam te dokumenty,
        spokojni emi tłumaczyły co i gdzie. Z zupełnie innym przyjęciem spotkałam sie
        W Sądzie Gospodarczym przy Poznańskiej. Dokumenty przyjmują dwie niemiłe
        kobiety, wymalowane, zajęte sobą i plotkami. Wchodząc do pomieszczenia ma sie
        wrażenie ze po prostu cie nie widzą...

        • mojekontolalala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:48
          > spokojni emi tłumaczyły co i gdzie. Z zupełnie innym przyjęciem spotkałam sie
          > W Sądzie Gospodarczym przy Poznańskiej. Dokumenty przyjmują dwie


          bo sąd i urząd to 2 inne instytucje, sąd to miejsce rozpuszczonych znajomków
          przekonanych o własnej pozycji , otoczonych przez mających immunitet i
          nieomylnych i niepodważalnych sędziów, którzy jak Ziobro powiedział, mogą
          stwierdzić w swojej niezawisłości , że 2+2=6

          to mówił urzędnik, co z sądami ma nieraz do czynienia, nieprzerwanie od kiedy
          pracuje w urzędzie
      • Gość: hiway1 Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.lodz.agora.pl 18.07.08, 10:48
        No cóż...a ja się zgodzę z opinią,że lenistwo i opie..ctwo
        niektórzy urzędnicy wynieśli"z tamtej epoki". Wiem, jak pracują i
        jak mogą pracowac urzędnicy bo sama przez 5 lat pracowałam w
        znienawidzonym chyba przez wszystkich ZUSie. Młodzi ludzie,jeszcze
        pełni werwy i zapału do pracy traktowani tam byli troszkę
        jak :"przynieś , wynieś..." .Ze śmieszną pensją, z koniecznością
        (obowiązek!!!)wypracowywania nadgodzin,z absolutnym brakiem
        perspektyw na awans większy, niż ustawowy...Żałosne,naprawdę.Stara
        gwardia pieszczaca się wzajemnie-awnse na kierownicze
        stanowiska,premie uznaniowe zdecydowanie wyższe niż takiego zwykłego
        referentka czy inspektorka...a mam niestety wrażenie,że pracy jakby
        znacznie mniej... A najgorsze w tym wszystkim,że cięzko jest się
        pogodzić z faktem,że stanowisko kierownicze w państwowej instytucji
        często piastują ludzie nie posiadający wyższego wykształcenia...I
        może nic dziwnego by w tym nie było(ważne by osoba była kompetentna)
        gdyby nie fakt,że od pracowników niższego szczebla takiegoż
        wykształcenia się oczekuje...
        I te bzdurne przepisy wiążące urzędnikom ręce...Stosy niepotrzebnych
        dokumentów...Nic jednak nie jest w stanie usprawiedliwić braku
        uśmiechu i cierpliwości w stosunku do petenta-nawet,jeśli trafi się
        cham i prostak...Teraz sama jestem petentem...Oj, straszne babska
        siedzą w większości urzędów, straszne :-)
        • mojekontolalala Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:51
          > I te bzdurne przepisy wiążące urzędnikom ręce...Stosy niepotrzebnych

          ktoś te przepisy wydaje, taka izba, co ludzie głosują na nich i ich wybierają i
          tacy co utrzymują korporacje i ustalają takie przepisy by wiecznie mieć
          zapewnione dobre utrzymanie, urzędnik ma dość niewdzięczną role w tym bajzlu
      • carpediem00 Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 10:52
        OiO Gdańsk (Oceanotechnika i Okrętownictwo na Politechnice Gdańskiej)
        Dziekanat, a na jego czele p. Szalewska jest nastawiony przeciwko
        studentowi. Odpowiedz NIE, BO NIE pada zanim student wypowie pytanie!
        Pani Szalewska (ze względu na wysoko postawionego męża w strukturach
        uczelnianych) często zmienia decyzje podjęte przez samego Dziekana
        wydziału i co ciekawe uchodzi jej to na sucho. Obsługa Dziekanatu
        już dawno zapomniała że jest DLA STUDENTÓW, a działa bezwzględnie
        przeciwko nim, dbając przy tym o wszystkie swoje wygody. Przykłady
        można mnożyć ale po co?! Prywata, łamanie praw studenta i podważnie
        decyzji dziekana, pomimo upływu lat jest nie zmienna, tak jak
        niemodna fryzura, przesadny makijaż i niesmaczna biżuteria Dowódcy
        Dziekanatu wydz. OiO w Gdańsku Pani SZALEWSKIEJ.
        • Gość: wikary Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: *.chello.pl 26.07.08, 23:43
          znam tą babe , ostatni strzeliłem ją pysk swoimi pytongiem!
          BAba zamarła i sciągnęła gacie przez łeb !
          Niesamowite co nie ?
      • Gość: Xx Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 213.227.99.* 18.07.08, 11:01
        Myślę, że nie można generalizować, że wszystkie panie z dziekanatu
        itp. są "bee". Sama pracuję w rektoracie, na co dzień współpracuję z
        wieloma rektoratami i dziekanatami uczelni w całej Polsce i
        zazwyczaj moje odczucia w relacjach z ich pracownikami są pozytywne.
        Sama uważam się za całkowite porzeciwieństwo opisywanych tutaj pań.
        Każdego petenta traktuję jednakowo, spokojnie, tłumacze czasem kilka
        razy jak nie rozumie, zawsze staram się być miła i grzeczna i powiem
        więcej, mając do czynienia z nerwowym często niemiłym petentem moje
        spokojne podejście nieraz go przywołuje do porządku (choć to nie
        reguła) i zmienia swoje bojowe nastawienie. A to, że zdarzają się
        bardzo "ciężkie przypadki" w dziekanatach czy urzędach to
        potwierdzam... samabyła studentką... Ale to nie jest reguła i tacy
        zdarzają się wszędzie, choć mam wrażenie, że aktualnie jest ich
        coraz mniej a ich miejsce zajmują osoby, które kontaktu z innym
        człowiekiem nie traktują jako zła koniecznego...
        pozdrawiam wszystkich miłych pracowników dziekanatów, rektoratów
        itp. :-))
        • Gość: hanabanana Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 80.54.175.* 18.07.08, 13:10
          Gość portalu: Xx napisał(a):

          > Myślę, że nie można generalizować, że wszystkie panie z dziekanatu
          > itp. są "bee".

          no pewnie że nie można! robiłam licencjat, to panie z dziekanatu były względnie uprzejme (dzien dobry z łaski albo wcale, ale co miały robić robiły, ja im się uśmiechać do każdego nie każę, moze akurat mają zły dzień albo je coś boli)
          magisterskie uzupełnające robiłam już gdzie indziej. i tam jedna pani przesympatyczna, prawdziwe zjawisko! miła i uprzejma, usmiechnięta, kompetentna, zawsze służy pomocą, aż się chciało cokolwiek załatwiać!

          >na co dzień współpracuję z
          > wieloma rektoratami i dziekanatami uczelni w całej Polsce i
          > zazwyczaj moje odczucia w relacjach z ich pracownikami są pozytywne.
          bo zauważ, trochę inaczej odnosi się pani z dziekanatu do wykładowcy, czy innej pani z dziekanatu co to dzwoni albo musi coś załatwić, a inaczej do studenta.
          juz tu ktoś podał przykład urzędowy: jak petent to można po chamsku "gdzie", ale jak rodzina pracownika, to usmiech niemal dookoła głowy (gdyby nie uszy) i już pani "rozpływa się" w wyliczaniu mozliwych usprawnień/załatwiania wszystkiego.
          te co lepsze "urzędowe przypadki" właśnie tak mają.
      • kakens Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 11:01
        U mnie na studiach była rewelacyjna Pani w dziekanacie. Jak matka dla nas
        wszystkich.

        A co do urzędów, to jeszcze nigdy (poza administracją) nie spotkałam się z jakąś
        nadętą biurwą.
        Ale to chyba kwestia podejścia, wchodzę uśmiecham się, mówię dziękuję, proszę,
        przepraszam, kilka żarcików i jest milutka atmosfera. A z tego co widzę,
        niektórzy petenci to po prostu buraki które od razu wchodzą do pokoju z mordą.
        Ci sami frustraci wyżywają się potem na obsłudze w sklepach, telemarketerach,
        • Gość: hanabanana Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych IP: 80.54.175.* 18.07.08, 13:16
          kakens napisała:
          > Ale to chyba kwestia podejścia, wchodzę uśmiecham się, mówię dziękuję, proszę,
          > przepraszam, kilka żarcików i jest milutka atmosfera.

          ja też jestem uprzejma, znam wszystkie "magiczne słowa" :D i ich używam, staram się zrozumieć, że na mojej poczcie one czasem tak wyglądają jakby je kto walcem przejechał, założę sie ze marzą o tym żeby im ktoś klimatyzację założył, żeby nie musiały się dusić z sosie własnym/ pewnie jak jest dużo petentów to nie mają czasu, zeby do WC wyjśc i już od siedzenia dostają płaskod.pia
          ale mimo to nie raz zdarzyło mi się, że dzien dobry odpowiedziało mi "echo" a pani spojrzała na mnie z nieukrywanym wyrzutem "i po co tu przylazła, hę?"
          spotkałam się też z taką sytuacją kiedy pani była ewidentnie nastawiona na NIE, ale uprzejmym zachowaniem własnym udało mi się złagodzić jej nastawienie, i jak wychodziłam to już się uśmiechnęła serdecznie.
          nie ma reguły.
          • kakens Re: Fakty i mity o pracownikach biurowych 18.07.08, 13:50
            > ale mimo to nie raz zdarzyło mi się, że dzien dobry odpowiedziało mi "echo" a
            > pani spojrzała na mnie z nieukrywanym wyrzutem "i po co tu przylazła, hę?

            Pewnie była tak zaskoczona, że zaniemówiła. Serio to nie jest żart. Jak widzę
            jak się ludzie zachowują to jakaś masakra. Czasem mam okazję stanąć za ladą
            wspierając znajomego w jego raczkującej działalności ;) i mam wyrobione
            spojrzenie z drugiej strony. Koszmar, zwłaszcza wśród nuwopoli.
      • Gość: bella96 Oto Polska właśnie. IP: 91.123.211.* 18.07.08, 11:09
        "Bo jak przychodzi 25-letni facet i rejestruje sobie nowego
        mercedesa, albo wyrabia pozwolenie na budowę domu nad morzem, to
        każdego "prawdziwego Polaka" ze średnią krajową trafi z zazdrości
        szlag i zrobi wszystko, by utrudnić mu życie - dodaje."

        Wszystkim myślącym tak i podobnie polecam film "7 lat w Tybecie", a
        w szczególności scenę z mottem "szczęście mojego przyjaciela jest
        moim szczęściem". Jeśli są podejrzenia co do legalności kapitału ->
        doniesienie do odpowiednich instrumentów, ale takiej bezinteresownej
        zawiści to nie rozumiem. Może czas zacząć się zastanawiać, jak zbić
        kapitał na swojej wiedzy / doświadczeniu, a nie zazdrościć innym?

        P.
    Pełna wersja