Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      psucie rynku przez młodych inżynierow

    01.08.08, 16:11
    Ciagle slysze i czytam na forach nt psucia rynku przez mlodych inzynierow,ktorzy godza sie pracowac za najnizsza kase. Moze w tym temacie wypowiedza sie "starsi wyjadacze", ktorzy proponuja te niskie stawki? Bo jak to mozna nazwac? Zmowa? Ludzie sie godza pracowac za jakakolwiek kase bo wcale tak rozowo po studiach nie jest,jak to lansuja w mediach hr'owcy,a za cos trzeba zyc. Moze w takim razie pracodawcy niech zatrudniaja sobie polonistow,czy dziennkarzy a nie inzynierow?
      • ing_greg Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 01.08.08, 16:52
        niewiem_niemam napisał:

        > Ciagle slysze i czytam na forach nt psucia rynku przez mlodych inzynierow,ktorz
        > y godza sie pracowac za najnizsza kase. Moze w tym temacie wypowiedza sie "star
        > si wyjadacze", ktorzy proponuja te niskie stawki?

        Ja starym wyjadaczem jeszcze nie jestem. Napiszę dość cynicznie: jak nim będę, to pewnie będę zadowolony, jeżeli będę miał do dyspozycji niewolników za pół darmo. Jak chcą nimi być, to ok, ich sprawa. To jest jedyny pozytyw w tej sytuacji.

        > Bo jak to mozna nazwac? Zmowa ?

        Znam trochę przypadków, gdzie nie jest to żadna zmowa.

        Przykład nr 1. Młody inżynier, dopiero co po dyplomie, dostaję propozycję pracy za 1300 netto. Naiwnie wierzy, że projektowanie jest tanie i za tyle się pracuje. Mówi się mu: "powinieneś na luzie zarządać przynajmniej z 2000 na rękę, to dostaniesz". I facet poszedł i dostał tyle bez problemu.

        Przykład nr 2. Inżynier z niedużym stażem, jakieś 2 lata po studiach robi projekt za jakąś śmieszną w stosunku do wielkości projektu kwotę 2000 czy 2500 zł, już nie pamiętam. Zmowa ? Wykorzystywanie przez firmę sytuacji na rynku ? Nie. Poszliśmy z kolegą do tej samej firmy i zażądaliśmy 7000zł za podobny projekt, ale nawet mniejszy o jakieś 20% ilości pracy. Albo dają za 7000, albo nie bierzemy zlecenia. I dali nam za taką cenę, za jaką chcieliśmy.

        > Ludzie sie godza pracowac za jakakolwiek kase bo wcale tak rozowo po studiach
        > nie jest,jak to lansuja w mediach hr'owcy,a za cos trzeba zyc.

        No właśnie za coś trzeba żyć. Ktoś, kto zarabia w dużym mieście 1500 zł netto chyba raczej nie jest w stanie samodzielnie żyć. Proszę znaleźć w dużym mieście kawalerkę poniżej 1000zł. Nie liczę opłat za liczniki, internet, jedzenia, ubrań i tysiąca innych wydatków.

        Podejrzewam, że problem tkwi w tym, że ci młodzi ludzie tylko pytają ile mogą dostać, zamiast stawiać warunki. Inżynierów brakuje i to jest fakt. Firmy mają kasę, żeby płacić przyzwoicie, to jest fakt. Więc problem musi być gdzieś indziej.
        • niewiem_niemam Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 01.08.08, 18:11
          po obserwacji rynku pracy dla inzynierow i mecyji ktore maja miejsce,to przy
          inzynierce trzyma mnie tylko i wylacznie pasja do tego.
          Nie dziwie sie ludziom,ze zaczynaja prace jako inzynierowie sprzedazy czy inne
          wynalazki,ktore nic w inzynieria wspolnego nie maja. Po co sie zażynac?
          • januszewicz909 Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 01.08.08, 19:55
            Szczerze mówiąc, to i ja się łamię, czy nie iść w drogę handlu :( a wcześniej
            zarzekałem się, że nie ma mowy.

            Wszystko w tym kraju chyba stoi na głowie, pojechałem podczas wczorajszego upału
            odpicowany w garniturze na rozmowę kwalifikacyjną (pierwsza praca). Z
            wykształcenia jestem mgr inż. elektrotechniki, średnio - zaawansowany ang,
            znajomość oprogramowania (zaznaczonego w ogłoszeniu o pracę) itp. Na rozmowie 10
            minut bardzo miłej gadki z prezesem. Potem dołączył do nas jakiś młody
            odżelowany kolega (na oko młodszy o 3-4 lata) w garniturze. Usiadł na przeciwko
            mnie.. po czym kazał mi sprzedać mu swój długopis. Odpowiedziałem grzecznie, że
            nie aplikuję na stanowisko inżyniera sprzedaży, a projektanta inst.
            elektrycznych i automatyki kontrolno - pomiarowej i raczej nie sprzedam mu
            swojego pióra, bo je lubię. Kolega puścił buraczka na twarzy, po czym wręczył mi
            3 ołówki prosząc o ułożenie z nich cyfry z zakresu od 3 do 4. No to sru, proste
            zadanie, przeprosiłem, odpowiedziałem, że znam rozwiązanie zadania z internetu,
            ale chodzi o ułożenie LICZBY, a nie cyfry Pi.. chłopak był lekko zażenowany całą
            sytuacją i dał mi już spokój pogrążając się w widoku za oknem.

            W efekcie Pan prezes zakończył rozmowę proponując mi 2500PLN netto, na
            stanowisku product - managera (aplikowałem na stanowisko asystenta projektanta).
            Pytając o możliwości rozwoju, gradacji stanowiska itp, dowiedziałem się, że
            tutaj wiele firma nie ma do zaoferowania. Wróciłem do tematu asystenta
            projektanta - jak mnie poinformowano, stawka 1800 netto! Poinformowano mnie też,
            że jako product - manager nie potrzebuję żadnych kursów, specjalistycznej wiedzy
            - miesiąc stażu i sruu do pracy, a projektowanie, to uprawnienia, to
            odpowiedzialność.. i po co mi to.
            Podziękowałem Panom za rozmowę, informując, że nie jestem zainteresowany po 5
            latach studiów zajmowaniem się czymś co mnie nie interesuje, nie daje możliwości
            rozwoju, a jedynie nieco większą satysfakcję finansową.. Trochę rozczarowany
            jestem, bo firma jest dość "ceniona"... albo dziwnie trafiłem, albo tak wygląda
            rekrutacja. Podsumowując.. w 20 minut mogłem dostać
            robotę za 2500PLN na stanowisku jakie mnie nie interesuje (płaca jest dla mnie
            Ok jak na pierwszą robotę). Myśląc przyszłościowo odrzuciłem ofertę.. teza
            kolegi o psuciu rynku przez młodych inżynierów jest niestety trafna. Mój kolega
            zaczął w dużej firmie sprzedawać sterowniki PLC - dostaje 1600 netto :( Smutne,
            ale prawdziwe, bo za 1600 PLN nie zapłaci za mieszkanie, nie kupi samochodu..
            może wyżywi się, ale to też chyba kiepsko?

            Proponuję wszystkim młodym kolegom nie dawać się robić w bambuko, bo rynek pracy
            wygląda dziś inaczej niż 10 lat temu! Mniej niż 2k PLN w pierwszej pracy dla
            absolwenta studiów wyższych, to moim zdaniem dymanie w 4 litery, a nie warunki
            dla których warto się uczyć 10 lat.
            Pozdrawiam :PPP
            • axx611 Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 01.08.08, 22:37
              W Polsce po zmianach 89 nastapila pelna degradacja zawodu inzyniera
              a budowlanego w szczegolnosci. Przejawia sie to innym zupelnie
              podejsciem do pracy przez mlodych inzynierow i technkow.
              Podzielono studia na zawodowe inzynierskie i magisterskie . Ten
              podzial byl i poprzednio ale obecny ogranicza uprawnienia
              budowlane.Technik budowlany zostal calkowicie wyeliminowany wiec
              nic wiecej nie pisze.
              Wprowadzono zawily system zdobywania uprawnien budowlanych
              wyjasniajac to checia poprawy jakosci. Uprawnienia podzielono na
              specialnosci a kazda specialnosc na ograniczone i pelne do
              wykonawstwa czy projektowania.
              Utworzono ogolnopolska organizacje o przymusowym zapisaniu sie do
              Izby. Wprowadzono dwustopniowy egzamin z dobrymi oplatami.
              W Izbie znalazlo prace wlasnie wielu starych wyjadaczy ktorzy
              doskonale wiedzieli co trzeba zrobic zeby mlodych inzynierow
              skutecznie wyeliminowac.
              Udalo sie to w pelni bo inzynier bez uprawnien jest po prostu niczym
              a prawo tego wymaga. Zatem pracodawcy moga zawsze dyktowac im
              swoje warunki. Warunki te to sa wlasnie najnizsze stawki. Inzynier
              w tej sytuacji musi pracowac pelny okres do uprawnien. Zatem
              naprawde nie potrzeba placic mu wiecej. Firmy maja pieniadze
              poniewaz kontrakty na roboty sa w Euro czy US $. Cena jest swiatowa
              i rzeczywiscie do przetargow startuja firmy zachodnie i czesto
              wygrywaja przetargi. Nie oznacza to w ogole ze beda placic zachodnie
              stawki. Wrecz przeciwnie beda placic niskie poniewaz chca zwiekszyc
              swoj zysk kosztem wlasnie wykwalifikowanej polskiej sily roboczej.
              Zatem co mozna i trzeba zrobic chcac zdecydowanie poprawic swoja
              sytuacje ekonomiczna i nabywac praktyke zgodna z wyksztalceniem.
              Trzeba po prostu sie spakowac i wyjechac do jednego z krajow
              zachodnich czy USA. Zaleta wyjazdu bedzie to ze mozna pracowac bez
              uprawnien poniewaz zadne uprawnienia nie sa wymagane. Od poczatku
              praca w firmie budowlanej za znacznie wieksze pieniadze.
              Wszystkie swiadczenia i mozliwosc dalszego zwiekszenia dochodu
              poprzez oddelegowanie do innego kraju (dochodzi obnizka podatkowa)
              Uprzednio trzeba zostac rezydentem powiedzmy Uk co nie jest trudne.
              Jezeli ktos chce zarobic wiecej i pracowac w Polsce to musi zostac
              oddelegowany do Polski jako rezydent powiedzmy UK. Wiadomo przeciez
              ze rezydent UK czy innego kraju za 2 tys ZL pracowac nie bedzie.
              Rozliczenie podatku w UK. Firmy polskie czesto uzywaja roznych
              trickow wysylajac ludzi do pracy w innych krajach jako obywateli
              Polski za nieco wieksze niz w Polsce wynagrodzenie. Reszte sprytnie
              przejmuja na wlasne konto. Zatem nalzey zamemu besposrednio zalatwic
              prace bez zadnych posrednikow.
              Zdobywanie uprawnien w Polsce nalezy po prostu olac. Mozna bedzie do
              nich startowac rowniez po zaliczeniu praktyki zagranicznej.
              Szkoda po prostu czasu i pytania na tym forum nic ale to absolutnie
              nic nie wniosa do sprawy.
              Jednostki ambitne same dojda a moze i doszly juz do tego i prosze
              sie nie przejmowac apelami ze brakuje inzynierow,ze polacy wracaja,
              ze trzeba wrocic bo to patriotyczny obowiazek itp.
              Zostawic i olac. Wyjechac i pracowac.Czesc inzynierow bedzie sie
              musiala pogodzic z tym losem w kraju ale na to nie ma zadnej rady.
              Biurokracja budowlana rozrosla sie niesamowicie i trudno bedzie ja
              zlikwidowac.
              Wracaja do czasow komuny ja np otrzymalem uprawnienia z urzedu bez
              zdawania zadnych egzaminow i bez zadnych ograniczen Zaliczono mnie
              rowniez praktyke jako technik budowy drog i mostow. pozniej
              ukoczylem politechnike.
              Prawie ze natychmiast mialem uprawnienia i dyplom. Dyplom i
              uprawnienia od komuny okazaly sie naprawde bardzo dobre bo pracuje
              bez zadnego problemu w USA a moge takze w UK jako CEng.
              Dodam ze lepiej jest pracowac na zachodzie niz w Polsce na jakiejs
              budowie gdzie nie mozna dojechac albo jedzie sie pol lub wiecej
              dnia. Samolotem jest o wiele szybciej i przyjemniej.
              Zatem powodzenia zycze.
              • ing_greg Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 16:05
                axx611 napisał:

                > W Izbie znalazlo prace wlasnie wielu starych wyjadaczy ktorzy
                > doskonale wiedzieli co trzeba zrobic zeby mlodych inzynierow
                > skutecznie wyeliminowac.
                > Udalo sie to w pelni bo inzynier bez uprawnien jest po prostu niczym
                > a prawo tego wymaga. Zatem pracodawcy moga zawsze dyktowac im
                > swoje warunki. Warunki te to sa wlasnie najnizsze stawki. Inzynier
                > w tej sytuacji musi pracowac pelny okres do uprawnien. Zatem
                > naprawde nie potrzeba placic mu wiecej.

                Skąd te dane ? Kiedy ostatnio byłeś w Polsce ? Inżynier bez uprawnień nie jest
                niczym i pracodawcy nie mogą go zmusić do pracy za najniższe stawki z bardzo
                prostej przyczyny. Obie strony są sobie potrzebne. Młody inżynier potrzebuje
                pracodawcy do odbycia praktyk, pracodawca potrzebuje inżynierów. Jak ktoś jest
                dobry, to z kilkuletnim doświadczeniem, a jeszcze przed zdobyciem uprawnień może
                zarabiać coś w przedziale 3000-5000 zł netto za normalny etat (dane - Górny
                Śląsk, Kraków). Jak ktoś jest kiepski, to i po zdobyciu uprawnień będzie
                zarabiał mało. Co da komuś papierek uprawnień projektowych, jak przez kilka lat
                praktyki kreślił tylko coś do obliczeń wykonanych przez kogoś innego ? Mimo
                uprawnień taki ktoś i tak nie podejmie się żadnego poważniejszego tematu, a
                nawet jak się podejmie, to będzie robił wolno. Z drugiej strony ktoś bez
                uprawnień, a z wiedzą i doświadczeniem jest dla firmy wartościowy, pieczątka się
                zawsze jakaś znajdzie...


                > Firmy maja pieniadze
                > poniewaz kontrakty na roboty sa w Euro czy US $.

                Skąd takie informacje ? Jakie kontrakty ?

                > Cena jest swiatowa
                > i rzeczywiscie do przetargow startuja firmy zachodnie i czesto
                > wygrywaja przetargi.

                Z tym się zgodzę jak najbardziej.

      • taki_i_owaki Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 08:14
        moze cos w tym jest, nie wiem tylko czy to psucie rynku czy sytuacja zyciowa
        zmusza coniektorych do tego. Ale od jakiegos czasu chodze na rozmowy w celu
        zmiany pracy i jak podaje, ze chce zarabiac pomiedzy 2500-3000 netto to pani z
        HR - robi wielkie oczy i tlumaczy ze tyle to nie da rady, a to, ze trzeba
        codziennie dojechac 50km do pracy w 1 strone lub wynajac mieszkanie to juz za
        pieniadze na drugim etacie chyba. (niestety teraz taka moda zeby zatrudniac
        przez agencje, gdzie mlode dupy nie maja pojecia o proponowanej pracy i pytaja
        tylko co chce robic za 5 lat, jakie mam ambicje itp glupoty). Nie chca czesto
        zdradzic co to za firma, co za budowa, gdzie ta budowa... zenada, a to przeciez
        same prestizowe firmy doradztwa personalnego.
        I to wlasnie takie osoby pozniej pisza do gazet, ze brakuje inzynierow, tylko
        nie dopisuja juz "za psie pieniadze", bo przeciez jak to mozliwe by ktos
        zarabial wiecej niz ona, pani zycia osob szukajacych prace.
        • jetbang Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 11:13
          taki_i_owaki napisał:

          > jak podaje, ze chce zarabiac pomiedzy 2500-3000 netto to pani z
          > HR - robi wielkie oczy i tlumaczy ze tyle to nie da rady, bo przeciez jak to
          mozliwe by ktos
          > zarabial wiecej niz ona, pani zycia osob szukajacych prace.


          hehehe no to jest akurat fakt, ja kiedyś usłyszałem od prezesa jednej z
          giełdowych spółek że jego nie interesuje czy będę miał dyplom polibudy
          warszawskiej czy z koziej wólki ... ma być inżynier ... odpowiedziałem mu, że ja
          nie widzę sie w pracy gdzie on jest prezesem ... ale niech w kadrach poleży moje
          cv bo skoro ta firma ma takiego prezesa to pewnie niedługo będzie miała nowego
          który być może będzie miał pojęcie o budowach...
          2 miesiace później zmienił sie faktycznie prezes ;-] a w międzyczasie dostałem
          lepszą

          A tak swoją drogą ... co to jest te 3 tys netto ??? jałmużna ???
          • taki_i_owaki Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 14:43
            > A tak swoją drogą ... co to jest te 3 tys netto ??? jałmużna ???

            no kokosy to nie sa gdy odliczyc rachunki, raty i wydatki codzienne jak chocby
            paliwo (i do auta i do gardla), ale praktyke do uprawnien jakos trzeba zaliczyc
            byle w miare w ludzkich warunkach.
            • jetbang Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 15:51
              tak na przetrwanie bez większych szaleństw w sumie wystarczy ... ale tak jak
              pisałem ... trzeba sie rozwijać a nawet bez papierów zawsze trzeba weryfikować
              swoja wartość na rynku pracy... i jak jest szansa to piąć się w górę...
          • ing_greg Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 16:29
            jetbang napisał:


            > odpowiedziałem mu, że ja
            > nie widzę sie w pracy gdzie on jest prezesem ...

            :)))

            I to jest odpowiednia postawa kogoś z dyplomem inżyniera. Z godnością i bez respektu.
      • jetbang Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 11:06
        powiem tak jak ja to widzę i jak to wygląda w moim przypadku ... ja w 2002 roku
        po skończeniu studiów za 3 tygodnie pracy dostałem na rękę ~1500 pln ... teraz
        nie siadam do roboty jak mniej niż 1500 wyjdzie na tydzień a i to sie
        zastanawiam (bo są lepsze propozycje). W sumie jakimś tam starym wyjadaczem nie
        jestem ale już zatrudniam w krytycznych chwilach młodszego kolegę. W sumie
        dostaje on ~50% tego co ja dostanę za dane zadanie. Układ jest chyba ok bo ja
        dostaje za to "fizycznego" który odwali za mnie sporą część fizycznego
        wklepywania i przygotowania, natomiast on dostaje pomoc i wiedzę jak to zrobić
        którą potem wykorzysta . Nie sądzę żeby to było psucie rynku ... po prostu
        kolega jest młodszy ma mniejsze doświadczenie, czegoś tam sie nauczy, a ja
        odpowiadam za robotę i tyle.
        Psuciem rynku jest to np. Startowałem do przetargu na zrobienie dwóch projektów
        moja wycena ~25 tys pln. i to w sumie taka realna cena rynkowa. Oferty : 1-
        27tys; 2 - 11,5 tys; i moja 25 ... rozumiem rozbieżności + - 20% ale kwota 11,5
        tys za tą pracę była kolosalnym nieporozumieniem. Jak sie potem dowiedziałem
        wygrał emeryt z jakiejś wsi, rysujący na kalce i używający kalkulatora a opisy
        do komputera wklepywał mu wnuczek i tyle... w sumie dla mnie za taką cenę była
        to robota charytatywna i tyle. i to jest prawdziwe psucie rynku.
        bo młody inżynier nabierze wprawy i potem będzie też sie cenił a starszy
        człowiek przyzwyczaja inwestorów do taniego projektowania i potem sie okazuje że
        są jaja.

        co do pracy na etacie to wiadomą rzeczą jest to że najgorzej jest jak sie jest
        totalnie zielonym absolwentem bez jakiegokolwiek doświadczenia i w sumie
        bardziej zdesperowane osoby czepiają sie czegokolwiek żeby sie zahaczyć... w
        sumie sie nie dziwie ... tylko tragedią jest jak nie dbają o siebie potem i jak
        tuż po studiach dostają 1200 i po 5 latach mają 1250 na miesiąc ...
        Zawsze będzie ktoś kto będzie chciał pracować żeby pracować ... a kasa nie
        będzie miała znaczenia i zawsze będzie ktoś kto nie da więcej niż 1200.

        Tak samo dla mnie jest psuciem rynku wprowadzanie robienia pseudoinzynierskich
        opracowań choćby najświeższy temat tych certyfikatów - czy po 50 godzinach
        pseudokursu można faktycznie być dobrze przygotowanym do tego żeby zrobić
        porządne obliczenia i żeby to miało wartość czy tylko po prostu kawałek
        zadrukowanego świstka. Nie mówię że sam chce to zagarnąć dla siebie ale uważam
        że to jest akurat praca dla inżynierów tuż po studiach gdzie mają mocne podstawy
        i chęć dorobienia np do marnej pensji w biurze projektów
        Pozdrawiam
        • ing_greg Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 17:00
          jetbang napisał:

          > Psuciem rynku jest to np. Startowałem do przetargu na zrobienie dwóch projektów
          > moja wycena ~25 tys pln. i to w sumie taka realna cena rynkowa. Oferty : 1-
          > 27tys; 2 - 11,5 tys; i moja 25 ... rozumiem rozbieżności + - 20% ale kwota 11,5
          > tys za tą pracę była kolosalnym nieporozumieniem. Jak sie potem dowiedziałem
          > wygrał emeryt z jakiejś wsi, rysujący na kalce i używający kalkulatora a opisy
          > do komputera wklepywał mu wnuczek i tyle... w sumie dla mnie za taką cenę była
          > to robota charytatywna i tyle. i to jest prawdziwe psucie rynku.
          > bo młody inżynier nabierze wprawy i potem będzie też sie cenił a starszy
          > człowiek przyzwyczaja inwestorów do taniego projektowania i potem sie okazuje ż
          > e
          > są jaja.

          Skąd ja to znam... Dawałem kiedyś ofertę na wykonanie projektu dla pewnej firmy wykonawczej. Żeby lepiej to opisać nie podam konkretnych kwot, tylko odniosę to do wartości inwestycji. Zaproponowałem im za projekt budowlano-wykonawczy konstrukcji cenę na poziomie ok. 0,6 % ÷ 0,7 % wartości inwestycji (na pewno nie zawyżonej). Wydaje mi się, że cena nie była zbyt wygórowana patrząc na te procenty, a i cena w odniesieniu do pracochłonności i w porównaniu do podobnych projektów wydawała mi się ok. Po czym otrzymałem od tej firmy informację, że wymagam strasznie dużo, że im jacyś ludzie robią takie projekty za 1/4 zaproponowanej przeze mnie ceny. Szczęka opada...
          • vlad4 Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 17:40
            powszechne zjawisko - szczerze powiem że sam negocjowałem kilka projektów w
            imieniu inwestora i powiem szczerze że cena nie była głównym kryterium ale
            referencje i doświadczenie poniewać różnica nawet kilkudziesięciu procent może
            nie niweluje ryzyka jakie ze sabą niesie nieodpowiedzialność..

            więc szanujcie się
            pobudujmy.pl
            vlad4.pl
            • jetbang Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 02.08.08, 18:22
              praktycznie 100% inwestorów typu gmina, KWP czy podobne ma jedno kryterium ... CENA
              spora część inwestorów przemysłowych i handlowych - prywatnych - ma swoich
              stałych projektantów gdzie generalnie negocjacje polegają na wiekszym lub
              mniejszym urwaniu kilku % całości wartości za prace projektowe tylko dla samej
              satysfakcji że udało sie taniej i żeby było w papierach że jest ktoś tam potrzebny

              nieliczni ale za to najwięksi inwestorzy zatrudniają całe biura lub firmy tylko
              do celów negocjacyjnych i płaca im z tego co urwą i tu trzeba się pilnować!!!
              heh przykład - inwestor zlecił opracowanie dość dużego projektu sieci
              ciepłowniczej prywatnemu biuru projektowemu - po pewnym czasie inwestor zwraca
              sie do PEC-u czy na chwilkę mógłby wypożyczyć dokumentacje ta która jest
              uzgodniona w PEC-u dotyczącą tej sieci ... i dobrze sie stało że "uzgadniający"
              i "projektant" znają sie i są w miare inteligentni - jeden telefon i okazało sie
              że inwestor nie zapłacił za projekt a pożyczając chciał mieć "gotowca" który po
              skserowaniu i naklejeniu tabelek na rysunkach z innymi nazwiskami posłużył by
              za podstawę do uzyskania pozwolenia na budowę ... a to własnie było działanie
              "wykwalifikowanych negocjatorów"
              • engineer2647netto Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 07.08.08, 11:59
                zgadzam się z tematem ale z drugiej strony sam na czwartym roku juz
                praktykowałem za 570 netto

                INŻYNIER TO NAJBARDZIEJ NIEDOCENIONY ZAWÓD W POLSCE

                pozdrawiam
                • ing_greg Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 07.08.08, 12:21
                  engineer2647netto napisał:

                  > zgadzam się z tematem ale z drugiej strony sam na czwartym roku juz
                  > praktykowałem za 570 netto
                  >
                  > INŻYNIER TO NAJBARDZIEJ NIEDOCENIONY ZAWÓD W POLSCE
                  >
                  > pozdrawiam

                  Pytanie co i ile robiłeś i kiedy to było ? Co innego praktyka 20godz./miesiąc,
                  co innego 200 godz. Co innego teraz czy rok temu, a co innego 3,4 lata temu,
                  kiedy sytuacja na rynku była zupełnie inna i sam pracowałem za bardzo małe
                  pieniądze.
                  • engineer2647netto Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 07.08.08, 13:27
                    ing_greg napisał:

                    > engineer2647netto napisał:
                    >
                    > > zgadzam się z tematem ale z drugiej strony sam na czwartym roku
                    juz
                    > > praktykowałem za 570 netto
                    > >
                    > > INŻYNIER TO NAJBARDZIEJ NIEDOCENIONY ZAWÓD W POLSCE
                    > >
                    > > pozdrawiam
                    >
                    > Pytanie co i ile robiłeś i kiedy to było ? Co innego praktyka
                    20godz./miesiąc,
                    > co innego 200 godz. Co innego teraz czy rok temu, a co innego 3,4
                    lata temu,
                    > kiedy sytuacja na rynku była zupełnie inna i sam pracowałem za
                    bardzo małe
                    > pieniądze.
                    >
                    >
                    to było 3,4 lata temu jak zaczynałem
                    na początku 3/5 etatu na 4 roku
                    a na piatym już 4/5 etatu

                    a teraz zarabim tyle - patrz login
                    • mhope Re: psucie rynku przez młodych inżynierow 07.08.08, 17:45
                      to jest k****a tragedia
                      az nie chce mi sie jutro wychodzic z domu do pracy;/
    Pełna wersja