Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Z emigracji na terapię

      • vomitorium1 Z emigracji na terapię 26.08.08, 04:45
        ku pokrzepieniu serc
        w pewnym mieście zagnieździł się smok i zjadał dziewice
        nikomu to nie przeszkadzało dopóki nie zaczęło brakować dziewic
        (smok zjadał po siedem dziewic tygodniowo)
        w pewnym momencie zebrał się cały magistrat i postanowił,
        że coś z tym trzeba zrobić
        tylko co ?
        radzili radzili w końcu ktoś zaproponował, że
        w sąsiedniej miejscowości jest taki rycerz co wszystkie turnieje
        wygrywa
        może on coś pomoże ?
        jak postanowili tak zrobili
        przychodzą do rycerza i mówią:
        panie rycerzu jest taka sprawa, że mamy smoka i ten smok wpieprza
        nam siedem dziewic tygodniowo
        rycerz się zadumał
        i pyta:
        dziennie jedną ?
        tak
        w tym momencie rycerz się zrywa się zza stołu
        dopada zbroji wiszącej na ścianie
        i zaczyna ją gorączkowo naciągaść
        krzycząc tarczę !, miecz !, konia !
        jeden z radych:
        panie rycerzu może by tak sprawę trochę przemyśleć ?
        rycerz :
        kochany tu nie ma co myśleć
        tu trzeba spie..ć
      • Gość: yakuza12345 Z emigracji na terapię IP: *.range86-143.btcentralplus.com 26.08.08, 07:46
        Co za bzdury!!!!!!!!! Moze co nie liczni maja problemy ale prosze nie
        uogolniac ze ''Polacy'' wracaja z depresja itp. bo to nie 100% prawdy!!!
      • raveness1 Z emigracji na terapię 26.08.08, 09:25
        Wiekszosc Polakow na emigracji jest tu tylko po kase. Robia po 12
        godz. dziennie albo nocnie a myslami buduja domy w Polsce, kupuja
        samochody, pija drinki na Karaibach. Ale to tylko iluzja, ktora
        ostatecznie prowadzi do frustracji bo nie ma nic wspolnego z
        rzeczywistoscia.
        Zycie odkladane na potem jest sprzeczne z natura swiata. Prowadzi do
        rozlamu - polowa ciebie jest tu, a druga polowa tam. Stad depresja
        murowana.
      • neopsycholog Z emigracji na terapię 26.08.08, 09:53
        ha ha ha - wasze komentarze są świetne - nie trzeba nic więcej pisać, opinię
        autorowi wystawiliście odpowiednią :)

        cieszę się że w narodzie tyle zdrowego rozsądku i odpowiedniego podejścia do
        życia :)

        zastanawia mnie jedno czy ten kto zatwierdza te pseudo "kontrowersyjne" artykuły
        robi to specjalnie by dyskusje były tak "żywe"? dużo w tekście jest błędów
        merytorycznych i to co chcą przekazać cóż - próbują wcisnąć nam do głów jakiś
        wąski wycinek rzeczywistości, który nie jest mniejszy niż 1% czyli jest w
        granicach błędu statystycznego ;) ale odpowiednio rozciągnięty i rozdmuchany
        powoduje tak żywą Waszą reakcję :)

        tak jak i u większości zapewne tak i kilku moich znajomych wyjechało i mam z
        nimi stały kontakt, jedni mieli trudniej inni łatwiej wszystko zależne było od
        tego jak potrafili się zebrać w garść i sami sobie tam życie zorganizować.
        siedzenie w kącie i chlipanie jak nic nie dawało tutaj tak tam tym bardziej nie da.

        Po tym jak się większość jakoś poustawiała, niektórzy zapraszają do siebie bo im
        tam dobrze, pościągali rodziny i mówią że tu nie wrócą, niektórzy wrócili i coś
        działają tu w kraju bo pojechali tylko po kasę. A niektórzy traktują to jak
        "misję" i pojechali tam bo niedaleko, bo da się szybko zarobić większą kasę niż
        u nas [to ich przekonanie, które dla nich stało się bieżącą rzeczywistością] i
        za tę kasę wyskoczyli sobie dalej w świat poznać nowe kraje, ludzi i porobić tam
        coś fajnego.

        Nie znam nikogo kto wrócił i miał depresję albo coś takiego co nazywają tutaj
        brakiem bądź przymusem przystosowania.

        różnica w tym jak ludzie postrzegają swój świat bezpośrednio wpływa na to jak
        się będą czuli, a wszystkich tych którzy wmawiają innym jacy to oni nie są
        zryci, zdepresjonowani, czy nieprzystosowani - wysłałbym na przymusowe szkolenie
        dokształcające by zaczęli ludziom pomagać i uwalniać ich z ograniczeń a nie
        wpychać w nie jeszcze głębiej i uzależniać od siebie. taka jest między nami
        różnica :P

        Pozdro,
        Neopsycholog
      • mojekontolalala Re: Z emigracji na terapię 26.08.08, 10:02
        hłehłę

        wracają i dostają depresji widząc polske feudalną i trzeci świat
        depresji dostają jak liznęli prawdziwego życia a tu znów , oops there comes
        gravity, oops there comes gravity

        a po za tym skoro wracają to "grupy wsparcia" muszą na nich zarobić i wyciągnąć
        od nich kase pod pozorem "masz depresje, daj nam kase to cie wyleczymy"

        wiele osób już pisało tu, poprostu to polska załamuje
        a że ileś lat ktoś żył w innej kulturze, wyrwany, to też odnosi skutek jakis
        negatywny
      • haslomizginelo Z emigracji na terapię - dlatego 19.09.08, 12:29
        wszystkim znajomym tłumaczę żeby 1000 razy się zastanowili nad powrotem do
        Polski. Skoro już zdołali odłożyć trochę pieniędzy, to niech ich nie oddają
        nowo utworzonym centrom psychologicznym w Polsce. Świetny sposób na
        wyciągnięcie pieniędzy swoją drogą. Polacy wiedzą jak wykorzystać sytuację :-)

        Kochani, zamiast gonić za mitem ojczyzny idźcie do swojego GP po
        antydepresanty, dostaniecie je i poczujecie się znacznie lepiej! I to za
        niecałe 8 funtów za receptę.

        Naprawdę nie ma sensu nabijać konta psychologom którzy 'dostrzegli z jak
        wielkimi problemami się borykacie'.
        Jesteście dla nich niezwykle łatwym celem, bezbronnymi ludźmi z jakimiś
        zasobami, które tym łatwiej wyciągnąć im gorzej się czujecie.

        I zastanówicie się 1000 razy nad powrotem...
      • Gość: wyspiarka Z emigracji na terapię IP: 91.109.100.* 14.03.09, 16:37
        Jezeli ktos doswiadcza prolemow natury psychologicznej, moze sie udac do lekarza
        rodzinnego (GP)a ten, skieruje go do psychologa badz innego specialisty (np.
        Mental Health Worker). W wiekszosci placowek istnieje mozliwosc tlumacza w
        jezyku polskim. Rozumiem, ze to nie to samo, ale lepsze to niz nic.
      • Gość: jagoda Z emigracji na terapię IP: 83.33.229.* 19.03.10, 19:13
        Wlasnie, ja po 10 laatch mam wrocic, zastanawiam sie coraz bardziej, na 100 %
        mam syndrom emigranta i nie mam o tym z kim porozmawiac, moze jakas poradnia
        . Mieszkam w Hiszpanii, z polakami nie mam zadnego kontaktu.
      • wasylzly Niestety -powrot do Polski to horror 06.04.10, 23:55
        W Polsce sie zyje dobrze, o ile nie zaznalo sie innego zycia -spokojnego i poukladanego -a to zapewnia emigracja. Fakt, ze bez znajomosci jezyka zachodniego -jest sie na zachodnim rynku pracy ANALFABETA - a wiec nie ma co rozrywac szat, ze przynajmniej na poczatku - otrzymuje sie prace adekwatna dla analfabety.
        Sukces na emigracji polega na spaleniu za soba wszystkich mostow w kraju - I TAK PO roku nikt juz tam na ciebie nie czeka, ale byc moze na twoja kase i plotki, jak to ci nie wyszlo i w kraju najlepiej. Boze Narodzenie i Wielkanoc z zawistna i msciwa rodzinka, dla ktorej wypluwasz sobie pluca harujac zagranica.

        Co chcesz im pokazac ? Chcesz komus zimponowac jeszcze jedna cyganska chatka z gankiem i bez piwnicy ? 2 tonowym humerem z silnikiem 1200 cm3 ?
        Co z tego bedzie za 10 lat, kiedy juz bedziesz dziadem wspominajacym lata w irlandii, szkocji, monachium ??

        To nie emigranci nie umieja dostosowac sie do Polski, to raczej Polska nie umie dostosowac sie do Europy, do ludzi z inicjatywa, szukajacych w swiecie nie tylko kasy na przezycie, ale i swiatowej kultury, poprawnych stosunkow midzyludzkich, szacunku dla obywatela ze strony panstwa.

        Tych wartosci w Polsce - nie bedzie nigdy - jak pamietam, taka mentalnosc polska byla zawsze, msciwa, zawistna, pogardzajaca - byle cham z kasa lubi pogardzac innym Polakiem, tym ktory np. woli czytac ksiazki Platona, jak stac z ciuchami na bazarze.

        Smrod, brud, zawisc, katolicka nienawisc - od takiej Polski trzeba uciekac, zostawic ja tym kapiacym sie raz na 2 tygodnie. Jedzmy nikt, ale to nikt na nas nie czeka, w bagnie -zdrowy czlowiek nie ma co szukac. NIE WRACAJCIE !!! BO NIE PRZEBACZYCIE SOBIE TEGO DO KONCA ZYCIA.


        • black_halo Amen 07.04.10, 09:44
          Nie mieszkam na wyspach tylko w innym kraju ale spostrzezenia mam
          podobne. Przyjezdzam do Polski kilka razy w roku, srednio co 2
          miesiace. Bilet na mojej trasie, jesli dobrze sie rozejrzec moze
          kosztowac 50 euro, w dwie strony. W Polsce nawet pociagiem pomiedy
          glownymi miastami jest drozej, jezdza glownie IC a raz na dzien trafi
          ci sie pospiech, nieco tanszy. Przyjezdzam i co widze?

          Na lotnisku kawa z automatu kosztuje wiecej niz w dobrej restauracji
          za granica, co tam, porownywalnie z podobna kawa na lotnisku
          zagranicznym. Od razu podlatuje do mnie pan z oferta zaniesienia mi
          walizki do taksowki i zawiezienia mnie na centralny za jedynie 150
          zlotych. Jestem swiadoma cen wiec za wiecej niz 35 w dzien nie
          pojade, pan sie obraza i wyzywa mnie od dz..ek dajacych dupy
          ciapatym. Skad mu sie to wzielo to nie wiem, przeciez jestem sama.

          Dojezdzam na centralny. Ceny zachodnie a jakze, za kanapke, sok i
          gazete place wiecej niz u siebie. Stoje w kolejce do kasy biletowej -
          kilometrowej bo oczywiscie nie mozna ustawic automatow do kupowania
          biletow prawda? Pani w okienku nie umie obslugiwac terminalu do kart
          platniczych wiec wola "wiesie". Wiesia mowi mi z wyrzutem, ze
          przeciez tam dalej stoi bankomat wiec dlaczego nie moglam sobie
          wczesniej pobrac pieniedzy zamiast teraz robic klopoty.

          Place. Cena - ok. 10 euro za trase 200 km czyli nienajdrozej w
          stosunku do naszych zachodnich sasiadow chociazby ale ... wagon jest
          brudny, dosiada sie matka z wrzeszczacycm bahorem i pan, ktory
          naprawde musi zapalic chociaz wagon jest dla niepalacych.

          Dojezdzam do mojego miasta. Poniewaz spod dworca oprosto pod dom
          rodzicow jedzie autobus to sobie kupuje bilecik i jade. Spotykam
          znajoma, ktora jest zdziwiona, ze zarabiajac w euro jezdze autobusem.
          Powinnam brac taksowke. Pare dni pozniej od innej znajomej dowiaduje
          sie, ze bylam ubrana w ten sam plaszcz co w zeszlym sezonie i mam
          buty z polski, do tego oszczedzam na taksowkach i chyba zle mi sie
          powodzi za granica. na spotkaniu w pubie to ja dostaje rachunek na
          400 zlotych bo co to dla mnie jest te 100 euro, chociaz sama wypilam
          dwa piwa. I dowiaduje sie, ze jestem skapa skoro od poczatku bylo
          wiadomo, ze to ja stawiam bo przeciez ja rzucilam pomysl pojscia do
          pubu. No tak ... i mnie oswiecilo dlaczego znajomi na potege
          zamawiali drinki, koktajle i najdrozsze piwo. Ze zlosci rzucam 20
          zlotych za piwo plus napiwek dla kelnera i wychodze bo jasna cholera
          - nie tak sie umawialismy.

          Potem siedze z rodzina przy swietecznym stole. Dlaczego latam tanimii
          liniami? Nie stac mnie na Lot? Stac ale po co skoro moge poleciec za
          1/4 tej ceny. Dlaczego wciaz chodze w tych samych butach co rok temu?
          Sa wygodne. Tak, a ty biedne dziecko masz za co zyc? Jakos schudlas i
          tak mizernie wygladasz. Dziadek teoretyzuje, ze pewnie tesknie za
          krajem. tesknie czasem za rodzina ale po wizycie zazwyczaj mi
          przechodzi na jakis czas.
          • Gość: Inny U mnie tez Amen IP: *.pools.arcor-ip.net 07.04.10, 10:43
            hehehehehe.....mam podobne doswiadczenia - do Polski jezdze spradycznie, na sluby i pogrzeby. Oczywiscie nigdy nie jade autem, aby sie nie dac zabic przez jakiegos pijaka albo okrasc. Ubieram najgorsze ubrania, aby sie nie odrozniac od tlumu na ulicy i tak specyficznie i dziwnie ubranego. Aby dostac sie do kraju -zawsze szukam najtanszego srodka transportu, ale na tyle wygodnego, aby przezyc ta wyprawe. Na poczatek biore szwargra do automatu z wymiana pieniedzy, wymieniam tyle ile wynosi jego emerytura - co oczywiscie psuje mu nastroj na nablizsze dni. W Polsce nic nie kupuje, wiekszosc delikatesow zachodnich przywoze na te pare dni z zachodu - no i rodzinka poznaje prawdziwy smak rzeczy , ktore maja w supermarketach, ale jakos inaczej smakuja:DDDD
            Co do sposobu zycia i spedzania czasu wolnego, to w kraju jest telewizja przez 24 h na dobe leca dwa telewizory -nawet mala plazma w kuchni. Miszakanka mojej rodzinki na blokach wookol ktorych latajaj szczury, ale w srodku w stylu bizantyjskim - luki, kafelki, kasetony, okna uginajace sie od firan zaslaniajacych dostep swiatla do srodka. Centrum zycia jest kuchnia - gdzie spala sie niemilosierna ilosc papierosow, o tak poprostu z nudow. Na sam tyton idzie juz niesamowita na polskie warunki suma.
            Zawsze zastanawia mnie jakimi musza byc artystami finansowymi, gdy majac dwie nedzne 350 EU emerytury w domu - moga wydawac 500 zl na papierosy, tankowac auto, w ogole zyc. Tajemnica jest niska cena mieszkania i srodkow energetycznych-mieszkanie wykupione za zlotowke - ma dzsiaj wartosc rynkowa przezszlo 50 tys. Euro - wiec my obywatele Unii, o takiej rozrzutnosci panstwa mozemy tylko marzyc. Czynsz ok. 250 zl, na miesiac, gdy na zachodzie placi sie lekko ok.700 EU.

            Poza tym, dostrzegalem, ze bardzo szwagier nie lubi gdy chce isc do Biedoronki, albo okolicznego Lidla - w sumie nie wiem o co mu chodzi, ale podejrzewam, ze juz wszystcy sasiedzi wiedza, ze przejechalem do Polski, a i on moze sie wstydzic, ze jako emigrant z kasa, bede widywany w sklepie dla biednych - a ja poprostu chce sobie poogladac asortyment w sklepach, bo i tak tam nie ma nic lepszego do roboty. Najczesciej kupuje ksiazki, drogie - co rodzina uwaza za wyrzucanie pieniedzy, sami posiadaja jakies stare zakurzone ksiazki, gdzie w zakamarku pokoju - tytuly, to lektury szkolne z komuny. Doslownie po 2 dniach pobytu w ciagle szarej i NUDNEJ Polsce, tesknie juz do mojego tarasu, pieknych kwiatow, czystego powietrza, gor i jezior mojej innej Ojczyzny. Dlatego bardzo, ale bardzo mi sorry dla rodakow - tu zyje skromnie ale stac mnie w moich granicach na wszystko, z sasiadami zyje bardzo dobrze - wyleczlem sie z szalonego materializmu - wszystkie auta, meble, elektronika -i tak wyladowaly juz wielokrotnie na zlomie i napewno wyladuje i nastepna partia tego chlamu, bo zyjemy w gospodarce, gdzie trzeba ciagla kupowac i wyrzucac dobre rzeczy.
            Mnie juz to nie dotyczy - nie chce -wole jechac statkiem dookola swiata, na ktora to wyprawe zbieram pieniadze - tylko czasami te wyjazdy do Polski na pogrzeby, czy sluby burza moje plany - bo trzeba tam cos dac, cos przywiezc, stracic czas cennego zycia - na tzw. odwiedzanie rodziny, a wpolnych tematow juz brak. Niby mowimy po polsku, ale juz sie nie rozumiemy.

            pozdro.

          • korkix78 Co emigrant ma 07.04.10, 12:41
            To o czym piszesz jesli chodzi o reakcje innych na Twoje przyjazdy,
            to doswiadczenie w praktyce zjawiska "z ktorej strony nie obrocisz
            to d**a z przodu"*.

            gdzie * - Obracanie pupy = dogodzenie Polakom.

            Sa bowiem dwie "strony" owej pupy:
            Pierwsza: A:

            [...] Przyjezdza prosty, zwykly ciezko pracujacy emigrant w
            odwiedziny do Polski.
            Pytany w knajpie jak mu tam jest, opowiada ze nie ma zle, fizyczna
            praca - ale
            za to wie za co sie pracuje, finansowo o niebo lepiej itp.
            Krapole oceniaja - wielki mi pan przyjechal, a sknera straszna.
            Plecie, ze niby
            dobrze zarabia, a nie moze tak byc, bo nawet flaszki, zapitki z
            zagrycha nie
            postawil na dzien dobry - pieprzy glupoty, ze kabrioletem jezdzi, a
            nawet
            zdjecia nie pokazal - dziaduje tam jak nic. [...]

            Z tego co piszesz tego powyzej doswiadczasz. A teraz druga strona
            medalu (d***), czyli informacja dla Ciebie "co by bylo gdyby": Druga
            B)

            [...] Przyjedzie drugi prosty, ciezko pracujacy emigrant w
            odwiedziny do Polski.
            Pytany w knajpie jak mu tam jest, opowiada, ze nie ma zle, fizyczna
            praca ale
            za to wie za co sie pracuje, finansowo o niebo lepiej itp.
            Ten jednak przyjedzie swoim kabrioletem, rodzicom fundnie nowy plot,
            izolacje
            domu i sfinansuje zakup silikonowej studni na pilota do ogrodu-
            nastepnie
            fundnie przed wyjazdem jedna kolejke calej frekwencji w piatkowy
            wieczor w
            lokalnej knajpie.
            Krapole oceniaja - tu byl nikim, tam jest nikim, a tu Wielkiego Pana
            zgrywa. Na
            pokaz jakies gadzety rodziom do gospodarstwa kupuje,zeby razily
            innych w oczy.
            Przyjezdza kabrioletem ze kto to on niby nie jest, i mysli,ze jak
            postawi
            kolejke to ma gest. Pokazuje tym jedynie swoje buractwo, sloma z
            butow, kawal
            zalosnego szpanera - przy pierwszej lepszej okazji nasrajmy rowno
            wzduz plotu
            domu jego rodziny, by pokazac swoja pogarde. [...]

            Zacytowalem siebie :) Fragment zaczerpniety z dyskusji:

            forum.gazeta.pl/forum/w,720,53895632,53897394,Re_Dlaczego_chca_palic_ludzi_w_beczkach_po_sledz.html

            z roku 2006, ale temat dla niekotrych jak widze nadal zywy


            Na szczescie to tez zalezy od grona znajomych, czy rodziny, z
            ktorymi sie w Polsce przebywa a nie od dzis wiadomo, ze sa ludzie i
            ludzie. Ja mam to szczescie, ze nie mam tego problemu ze znajomymi,
            i nikt nie ma zadnych dziwnych oczekiwan czy przesadnych wyborazen
            (pewnie dlatego ze tak wielu z nich sama spedzila pare miesiecy "w
            swiecie" to w Niemczech, to w USA). Gdy spotykamy sie to oni na
            szczescie widac, ze chca widziec sie ze mna, a nie z tym co
            przywiozlem lub czego nie przywiozlem i z "zobaczmy co z nim jest
            nie tak".

            Jedni patrza nieprzychylnym wzrokiem na emiracje jako zjawisko, bo
            tak po prostu chca, bo jakakolwiek zmiana w tej percepcji burzy ich
            poukladany obraz (w desen: my tu - cacy , emigranci - be). I powod
            zawsze sie znajdzie.
            Inni natomiast nie maja z tym problemu, i nie mozna o nich
            zapominac, bo to wcale nie taka mala grupa.

            Sprowadza sie to do oczywistej oczywistosci, ze ludzie sa rozni a
            generalizacja to mechanizm obronny takiego typu czlowieka, ktory nie
            chce zaakcpetowac tego, ze swiat jest bardziej zlozony niz ich umysl
            sobie zyczy.
      • Gość: bubusxx Z emigracji na terapię IP: 92.30.40.* 17.04.10, 21:24
        jestem w uk 6 lat..jakich bzdur sie naczytalam i nasluchalam przez
        te lata to szkoda slow.nie jestem tu z wyboru,ojciec w 'spadku'
        zostawil mi i siostrze tone dlugow i zobowiazan,w polsce bysmy nigdy
        nie splacily ani nie pomogly mamie w czymkolwiek - depresje leczylam
        2 lata. nie spalam tygodniami,kto nie przezyl-nie zrozumie.pracuje i
        studiuje,daje rade i czesto jestem swiadkiem,jak znajomi biora
        wszystko co maja i jada sie do polski pokazac-plus na kredyt w
        polowie przypadkow.chcilabym wrocic,ale nie moge.jest tak a nie
        inaczej,nie udaje kogos,kim nie jestem.majac swietny angielski
        zarabiam 1200f,wiekszosc znajomuch z aberdeen wmawia ludziom zarobki
        po 2000f na miesiac a ja znajac ich pracodawcow-poza-pracowniczo-
        wiem,ze klamia.jest malzenstwo w aberdeen, otworzyli polski sklep-
        nic tylko grozby porwania dziecka i inne karalne.jak sie komus
        powiedzie,to tylko noz w plecy.jak jestem tu tyle lat, unikam
        kontaktow jak moge a przyjaznie nawiazuje bardzo ostroznie. wstyd i
        hanba-nie wspomne,ze wiekszosc polakow nie mowi po angielsku!!to nie
        jest odwaga a glupota!!
    Inne wątki na temat:
    Pełna wersja