akermann
21.08.08, 22:45
W innym wątku na forum poruszałam temat stresu (Osobom które mi odpowiedziały mogę dziś powiedziec ze radze sobie lepiej i dziękuję za wsparcie :-) ) Ale dziś temat będzie lekki i przyjemny – dość stresu :-)
Mi osobiście romanse (cudze), podrywy i często niestety głupawe żarty o podtekście erotycznym nie przeszkadzają ale zauważyłam, że niektórzy bardzo niezręcznie czują się w takich sytuacjach.
Od razu zaznaczam, wychodzę z założenia że romansom w pracy mówimy NIE, broń Boże nie dlatego, że koledzy nie są przystojni i sympatyczni ;-), tylko dlatego, że po:
1)nie ma powodu aby wszyscy w pracy mieli wiedzieć jak mi się układa z partnerem
2)prędzej czy później wychodzi w pracy jakiś problem i wtedy sytuacja staje się niezręczna gdy partner stoi po „drugiej stronie barykady”
3)partner w domu, pracy i łóżku = szybkie zmęczenie sobą i wypalenie związku ?
Podrywy- hmmm? Nie wiem czy to mi się trafili tacy koledzy ale delikatnie mówiąc do wykazania się elokwencja, delikatnością i poczuciem humoru trochę im daleko. Dlaczego nigdy, nikt nie podszedł do mnie wprost i nie zaprosił na kawę jeśli ma ochotę spotkać się po pracy prywatnie? Przecież nie ugryzę, nie nakrzyczę i nie nawyzywam od zboczeńców :-) Zdarzały się za to prymitywne teksty połączone z potarganiem mojej fryzury, chyba w ramach sygnału „jestem zdesperowany, zwróć na mnie uwagę”.
Co gorsza gdy żartem, lub po prostu mówiąc, że nie mam czasu, daje koledze do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana nazwijmy to bliższą integracją to mam wrażenie, że robię sobie wroga :-( Mam na myśli, że później spotyka mnie chłodna, nawet bardzo, obojętność tak odmienna od przymilności z przeszłości. Nie zrozumcie mnie źle, tu nie chodzi o urażoną kobiecą próżność tylko że jak wchodzę do innego wydziału z uśmiechem na twarzy a spotyka mnie zimny wzrok to odczuwam taki smutek połączony z rozczarowaniem. Przecież zmuszeni jesteśmy ze sobą współpracować więc czemu nie zachować się jak dorośli ludzie i po prostu z dystansem i poczuciem humoru potraktować całą sytuację. Zaznaczam, że nikogo nigdy nie obraziłam mówiąc „jesteś brzydki, twój podryw prymitywny i używasz kiepskiej wody kolońskiej więc spadaj”
No i w końcu żarty. Temat sex'u był nagminny w każdej pracy, którą miałam :-) Fakt, w dużej mierze pracowałam z młodymi ludźmi ale trochę starsi też nie czuli się skrępowani. Teksty typu ”będę cie jutro molestował” + głupi chichot, czytaj kolega z pracy przyjdzie z jakimiś dokumentami do przejrzenia, są normą. Z jednej strony nie chciałabym abyśmy doszli do tego co ma miejsce w USA, do lęku aby nie dotknąć przypadkowo koleżanki/kolegi w obawie przed oskarżeniem o molestowanie seksualne. Z drugiej jak uszanować wrażliwość kolegów, którzy czasem są osobami bardzo wierzącymi albo po prostu nie lubią tego typu poczucia humoru.
No i co zauważyłam, nie tylko w pracy ale także poza nią, jak do kobitki podejdzie przystojny facet(nawet palant) to zostanie inaczej potraktowany niż choćby najsympatyczniejsza kobieta. Potraktowany znacznie lepiej. Działa to oczywiście również w drugą stronę. Koledzy którym się podobałam nigdy nie ignorowali moich mail'i, telefonów, próśb. Za to koleżanki znacznie częściej :-) Zaczepiali na korytarzu pod pretekstem rozmowy o pracy, za to koleżanki jakoś się z tym nie spieszyły choćby sprawa była dość pilna.
Ale jak to mówią „c'est la vie” :-)
Generalnie, panie i panowie, jak sobie radzicie z tego typu sytuacjami? Krępują was czy raczej wzbudzają jedynie uśmiech?
A jak wam się w pracy naprawdę ktoś podoba? gdy po prostu kolega/koleżanka zachwyca was urodą i miłym uśmiechem :-)? Mi skacze tętno gdy widzę taką osobę i co najgorsze czasem wyobrażam sobie co by było gdyby :-) Podczas gdy wiem, że alternatywnej wersji przyszłości nigdy nie będzie bo uważam, że zasada „nie łączymy przyjemności z obowiązkami” jest całkiem dobra. Tym bardziej gdy kolega nie okazuje się niestety singlem :-) ale to już inny temat.