Gość: nieprzystosowana
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.10.08, 16:28
w poprzedniej pracy mialam kolezanke, ktora znajac moje wynagrodzenie systematycznie mi przysr...la, probujac podlozyc swinie, albo wytknac jakis blad. Ryla pode mna non stop. Dziewczyna miala 10lat mnie ode mnie.
Podczas wyjazdu integracyjnego kolega, z ktorym sie pie..yla m.in.po imprezie firmowej probowal sila wlac mi alkohol do gardla.
A najlepsze bylo to, ze po jednym z ostatnich szwindli kolezanki szef zagail rozmowe w jej obecnosci na temat pewnej sytuacji w taki sposob, jakby stal po jej stronie choc wiedzial, jak bylo naprawde.
Mam pytanie: czy to juz jest w moim przypadku syndrom ofiary? Czy moglos byc we mnie cos, co prowokuje do takich zachowan wobec mnie?
No i rzecz ostatnia: czy powinnam byla dac koledze w leb ta butelka wodki, ktora chcial mnie napoic? Dodam, ze mialam na to ochote, ale nie chcialam, zeby firmowa impreza zakonczyla sie przyjazdem pogotowia, wiec nie bronilam sie w ten sposob /poza tym w pore ktos z grona firmy interweniowal wtedy i nie bylo potrzeby, zebym musiala sie bronic/. Dodam, ze to, co zrobil ten gosc nie zostalo przeze mnie odebrane jako dobry zart, i ja nie prowokowalam go wczesniej w zaden sposob.