Gość: Bri-M
IP: *.chello.pl
15.10.08, 01:50
Witam,
Pracuję od paru miesięcy na uniwersytecie. Wydawało się, że będzie
to dobra opcja po latach pracy spędzonych u prywatnych pracodawców.
Błąd. W mojej komórce pracuje 9 osób. Średnia wieku 50+. Masakra.
Nigdy nie widziałam tak świetnie dobranych podłych charakterów, ale
OK., w pracy się pracuje, a nie szuka przyjaźni. Tyle że... Jedna z
tych osób, pracująca tam od ponad 20 lat uwzięła się, żeby mnie
wygryźć z pracy. Pomijam drobiazgi typu notoryczne obgadywanie i
interpretowanie wszystkiego co zrobię na moją niekorzyść. Osoba ta
została wyznaczona przez kierownictwo na mojego nazwijmy to
superwizora, sprawdza wszystko co zrobiłam. I oczywiście ocena jest
miażdżąca. Non-stop pisze na mnie donosy i paszkwile. Od czerwca
zaliczam nieustającą sekwencję awantur i pomówień. Wszystko co
zrobię jest źle. Doszło do tego, że ona sprawdza moją pracę, żeby
udowodnić swoją tezę. A teza jest taka, że jestem pracownikiem do
d**y i należy mnie zmusić do odejścia (bo zwolnić nie bardzo mają
jak ze względu na moje doświadczenie i to co tam robię).
Już nie wiem co robić. Tzn. wiem, muszę poszukać nowej pracy. Ale
tak mnie to wkurza. Pytanie retoryczne: dlaczego ludzie są takimi
skur**synami teraz? Dla zwykłej przyjemności? ;/ No i może jakiś
pomysł jak się odegrać na koniec?...
Dzięki, pozdrawiam, i nie życzę nikomu takich klimatów z piekła
rodem ;[