Gość: asfd
IP: *.moebius.pl
16.10.08, 21:53
No walsnie. Tak mam i powoli umieram. Przychodze do pracy, siadam do
komputera i robie. Robie. Robie. Robie. Ciagle to samo. Zawsze tak
samo. Od 8 lat dzien w dzien. Po 4 godzinach pracy stwierdzam, ze na
zegarze uplynalo dopiero 30 minut. Kawa. Spacer po budynku z plikiem
faktur dla niepoznaki. Herbata. Siadam, robie. Robie. Robie. Kolejne
4 godziny uplywa w kolejne 30 minut. Po godzinie pracy padam na ryj.
Kazdy kolejny mail to jak zaoranie pola. Kazdy kolejny telefon jak
rozladowanie TIRa. Tak mija dzien. Tydzien. Miesiac. Rok. Rutyna,
rutyna, rutyna. Ide do szefa, roztaczam wizje, planuje, wymyslam,
analizuje, proponuje - nie, nie ma potrzeby, a po co to, szkoda
czasu, bez sensu. No to marudze, ze ciezko, ze nuda, ze rutyna -
dobra masz tu podwyzke, rob dalej. No to robie, robie, robie...