Gość: nostromo20
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.11.08, 12:39
piszę z desperacji... wiem, że takich jak ja jest wielu, może nawet w gorszej
sytuacji, dlatego chciałabym, żeby ktoś mnie pocieszył i przekonał, że w końcu
się uda... od ponad roku bezskutecznie szukam pracy. mam wyższe wykształcenie
(nauczyciel j.niemieckiego), oprócz tego znam jeszcze dobrze angielski, no ale
okazuje się, że 2 języki to za mało;( nie jestem już w stanie wymienić, gdzie
szukałam, bo byłam chyba wszędzie. głównym problemem jest to, że mieszkam w
wiosce (podejrzewam, że gdybym mieszkała w mieście - już dawno bym coś
znalazła...). niestety przeprowadzka nie bardzo wchodzi w grę. powiedzcie, czy
to jest normalne i sprawiedliwe, że wykształcony człowiek musi się płaszczyć i
prosić, aby go łaskawie zatrudniono? czy ja po prostu nie umiem się "sprzedać"
na rozmowie kwalifikacyjnej? (tylko patrzę, jak co chwilę wybierają kogoś
innego) a może zwyczajnie nie mam szczęścia? w połowie roku miałam prawdziwą
chwilę zwątpienia i zwyczajnie pojechałam do pracy za granicę - całkiem sama,
nie znając nikogo. wydawało mi się, że to jedyne wyjście. niestety - nawet tam
mi nie wyszło, więc wróciłam i szukam dalej... nie wspomnę nawet, na ilu
oszustów i naciągaczy natrafiłam podczas ostatniego roku. niech mi ktoś powie
- czy ja wydziwiam, zmyślam, czy naprawdę dla uczciwych, wykształconych ludzi,
którzy naprawdę chcą pracować - nie ma w tym chorym kraju normalnej, godnej
pracy??? czy naprawdę człowiek po studiach musi harować za granicą na zmywaku
lub przy taśmie, żeby godnie żyć i zarabiać lepiej niż w ojczystym kraju??
desperatka;(