__jw
03.11.03, 19:09
W życiu, w biznesie, w stosunkach pomiędzy ludźmi tym co ważne i
często bezcenne, są wysokie standardy.
Wywiad, którego udzielił prezes polskiego oddziału ATKearney
Gazecie Wyborczej w dodatku "Praca", tym wysokim standardom
urąga.
Jan Maciejewicz mówi, iż jego konsultant pracował przez trzy miesiące
od godziny 8.30 do 4 rano. Nie mówi tego w oparciu o fakty, mówi to
aby wywołać u słuchacza (czytelnika) określone wrażenie. Myli się
jednak w tym, iż sądzi że to wrażenie jest pozytywne. Podobnie
dodając uwagi o tym że bał się, że żona się z nim rozwiedzie a po
wszystkim, że udzielił mu "aż" trzy dni urlopu. Wszystko to są słabe
efekciarskie zagrywki. Cały zresztą wywiad jest podszyty chęcią
zaszokowania, pokazania niezwykłości i wyjątkowości firmy, której
Jan Maciejewicz przewodzi.
Prawda jest inna. Złe świadectwo wystawia swojej firmie jej szef.
Gdybym był jego zwierzchnikiem to po prostu bym go z funkcji prezesa
odwołał.