Forum Praca Praca
ZMIEŃ

      Czy warto się szkolić?

    25.05.09, 19:16
    Jak zwykle. Podstęp, bezczelność, brak przyzwoitości. Wykopali z
    pracy, często po 20-30 latach pracy. Twój problem. Nikt nie przyjmie
    osób w tym wieku. Twój problem. Trzeba zmienić zawód, doszkolić
    się.Twój problem. Państewko utrzymywało się z podatków, ze składek
    ZUS-u. Kolejni ministrowie, posły i inni ,, elyta,, fałszywie się
    śmieją, gęby zafrasowane, przychylne i przejęte. Niestety
    rzeczywistość skrzeczy. Niejaka Fedak Jolanta na stronie 4 opowiada
    bzdury o kwotach pomocowych. Bzdury na co mam dowody. Teraz kopa i w
    przepaść , jak w starożytnej Sparcie.
      • Gość: anka5310 Czy warto się szkolić? IP: 81.210.76.* 27.05.09, 16:12
        Przepisy szkoleniowe są krzywdzące, ale bez prawa odmowy. Przeszłam w ubiegłym
        roku dwudniowe szkolenie (jestem bez prawa do zasiłku)Firma kateringowa
        dostarczyła kanapki, ciastka i kawę, ale kosztów podróży nikt mi nie zwrócił,a
        CV i bez tego szkolenia potrafiłam napisać. Takie kursy są karą za to, że się ma
        30 lat pracy już nie tą figurę i zdrowie, a sztucznie stworzona frekwencja
        (odmowa równa sie ze skreśleniem z listy bezrobotnych) to biznes osób
        prowadzących takie szkolenia i to wszystko zgodnie z obowiązującymi ustawami.
        • Gość: glonojad Re: Czy warto się szkolić? IP: *.as.kn.pl 27.05.09, 16:46
          A zgadza sie, zgadza. We wroclawiu w PUP widzialem super oferte: "ABC dobrego
          sprzatania". No ja przepraszam ale ktos na tym kokosy zbija bo jak by inaczej.
          Co to jest za kurs/szkolenie. Ja zglosze oferte wlasna moze "ABC celowania do
          sedesu". Zreszta mam ukonczone 3 kursy i na nic to. Takze kieszen zapychaja
          sobie znajomki i kretacze pieniedzmi z budzetu i tyle.
      • Gość: Mariusz Re: Czy warto się szkolić? IP: *.olsztyn.vectranet.pl 01.06.09, 08:26
        A jak może być inaczej w załganym systemie, który zmusza choćby do płacenia
        podatków od nieotrzymanych pieniędzy...Z PRL-owskiego jaja w 1989r. wykluła się
        jakaś paranoja.
        • Gość: Liberał Szkolenia to szwindel IP: *.sta.asta-net.com.pl 01.06.09, 08:55
          Jest tajemnicą poliszynela, że szkolenia prowadzą nierzadko firmy i osoby powiązane z pracownikami danych urzędów pracy. UP dają po prostu zarabiać SWOIM za PAŃSTWOWE pieniądze! Byłem na jednym szkoleniu dotyczącym umiejętności posługiwania się programem Microsoft Excell. Okazało się, że to jakiś krewniak jednej z pań z UP. Koleś ODBĘBNIŁ ileś tam godzin, a ja jak nie umiałem się posługiwać tym programem PRZED kursem, tak po kursie nadal NIC nie umiałem! Oczywiście, dostałem papier, że kurs ZALICZYŁEM. Wróciłem do domu tak wściekły, że od razu to podarłem i wyrzuciłem do kosza!!!
          Teraz chcę uruchomić własny biznes, ale oczywiście urząd pracy przy udzielaniu kredytów dla bezrobotnych NIE HONORUJE szkoleń odbytych POZA firmami wyznaczonymi z urzędu pracy! Czyli znów mam stracić czas na szkolenie, które NIC mi nie da poza papierem?!!! Mam w d....ie takie "szkolenia"! Jeśli chcę się czegoś uczyć to tak, by się NAUCZYĆ! Ktoś wreszcie powinien skontrolować, kto takie szkolenia prowadzi, czy ma ku temu KOMPETENCJE i jakie są ich REZULTATY. Co komu po papierze, że zaliczył szkolenie, skoro potencjalny pracodawca stwierdzi, że ta osoba nic z tego nie umie?! To JA powinienem wybierać GDZIE chcę się szkolić, a szkolić się chcę tam, gdzie FAKTYCZNIE mnie czegoś nauczą. Urzędy Pracy skazują nas jednak na różne miernoty, które niczego nie umieją uczyć za to do perfekcji opanowały wyciąganie łap po publiczne pieniądze!
          Tak właśnie wygląda "pomoc" dla bezrobotnych przez socjalistów - pomagają tak, by za wielu nie pomóc. Bo kto będzie na nich głosował? Ja jednak tego już nie robię i NIE ZAMIERZAM! To banda niekompetentnych matołów i złodziei publicznych pieniędzy!
      • Gość: Monika Re: Czy warto się szkolić? IP: 93.179.216.* 01.06.09, 08:48
        W lutym 2009 straciłam pracę w związku z likwidacją firmy. Zarejestrowałam się w
        PUP jako osoba bezrobotna. Przysługuje mi zasiłek, który stracę w sierpniu 2009.
        Oczywiście szukam pracy na własną rękę, ponieważ na pewno nie ma co liczyć w tej
        kwestii na PUP. Ale dużo by o tym mówić. W związku z tym, że jest możliwość
        wzięcia udziału w organizowanych przez PUP szkoleniach/kursach, aby podnieść
        swoje kwalifikacje i być może łatwiej znaleźć pracę, zapisałam się na takowy
        kurs (jeden jedyny, który z listy aż 10 nadawał się w ogóle dla kobiet). Nikt
        nie raczył mnie o postępowaniu dotyczącym kursów poinformować, więc na kolejnym
        wyznaczonym terminie zgłoszenia do PUP udałam się do pokoju gdzie właśnie
        szkoleniami się zajmują. Okazało się, że "odpadłam" a decydującym był jeden
        argument: otrzymuję zasiłek!
        Pytam i co z tego? Przecież zasiłek otrzymuję, ponieważ sobie to wypracowałam.
        Pracę straciłam nie ze swojej winy. Kiedy w sierpniu dostanę ostatni raz
        zasiłek, kursów nie będzie bo i pieniądze zostaną teraz wydane.
        Chciałam zatem spróbować z indywidualnym skierowaniem na kurs. Nie ma szans.
        PUP nie dysponuje dobrymi a nawet jako takimi ofertami pracy. Te co są, to albo
        nieaktualne, stare, a nawet zdarzyło się kilku moim znajomym otrzymać z PUP
        ofertę pracy do firmy, która już od jakiegoś czasu nie istnieje. Nikt tego nie
        raczy sprawdzić.
        Poza tym panuje wśród urzędników PUP, że skoro ktoś jest bezrobotny (tzn. nie
        zajmuje się zawodowo pracą na umowę o pracę), nie ma nic innego do roboty, tylko
        spędzić pół dnia w tej instytucji. Najpierw trzeba swoje wyczekać przed
        odpowiednim pokojem, potem w środku poczekać, aż znajdzie się właściwa teczka,
        potem złożyć na 3-4 różnych papierach podpisy, dowiedzieć się, że niestety nic
        Nam nie mogą zaoferować (jakby było inaczej), poczekać aż osoba obsługująca
        wklepie coś w komputer co trwa kilka dobrych minut i do następnego. Do zeszłego
        miesiąca było jeszcze tak, że najpierw trzeba było wyczekać i "zaliczyć" ten
        jeden pokój i całą ww. procedurę, by potem musieć przejść piętro niżej - tam
        wyczekać przed kolejnym pokojem kilkadziesiąt minut by znowu po wyciągnięciu
        przez pracownika PUP swojej teczki złożyć podpis, który świadczy, że pieniądze
        zostaną przelane na konto za ten miesiąc.
        Ilekroć próbuję się czegoś w PUP dowiedzieć - nie posiadają informacji, niczego
        na ten temat nie wiedzą. Chyba jakaś nadgorliwa jestem.
      • raveness1 Re: Czy warto się szkolić? 01.06.09, 09:15
        PUP to panstwowa, skorumpowana instytucja obsadzona przez
        karierowiczow i ich znajomkow. Strata czasu i nerwow. A slynne
        szkolenia? - heheh !! no comment
        Chyba wieksze szanse juz sa w prywatnych agencjach pracy. Musza sie
        martwic o klienta, bo inaczej umra smiercia glodowa. PUP jest
        niesmiertelny, bo finansowany z podatkow obywateli.
        Job Center, odpowiednik polskiego PUP w GB, jest jeszcze bardziej
        absurdalny - przy wejsciu stoi 3 czarnoskorych,
        nadgorliwych "ochroniarzy" i obcinaja cie takim wzrokiem, jakbys
        dopiero co wyszedl z konserwy po 10 latach odsiadki...
        Dlatego polecam prywatne agencje, w GB jakos tam one dzialaja, jedna
        lepiej, druga gorzej. Nie wiem dokladnie jak w Polsce. ;)
        • ninorr Re: Czy warto się szkolić? 01.06.09, 11:17
          raveness1 napisał:

          > PUP to panstwowa, skorumpowana instytucja obsadzona przez
          > karierowiczow i ich znajomkow. Strata czasu i nerwow. A slynne

          > Job Center, odpowiednik polskiego PUP w GB, jest jeszcze bardziej
          > absurdalny - przy wejsciu stoi 3 czarnoskorych,
          > nadgorliwych "ochroniarzy" i obcinaja cie takim wzrokiem, jakbys
          > dopiero co wyszedl z konserwy po 10 latach odsiadki...
          > Dlatego polecam prywatne agencje, w GB jakos tam one dzialaja,
          jedna
          > lepiej, druga gorzej. Nie wiem dokladnie jak w Polsce. ;)
          >

          Porownywanie Job Center do PUP to stanowcza presada
          Na wejsciu zawsze stoi ochroniaz i tyle z czy muzyn to chyba bez
          znaczenia.
          Masz ekran dotykowy i co najwazniejsze oferty pracy!!!
          Szukasz co cie interesuje drukujesz i dzwonisz za darmo bo tuz obok
          telefony sa zapewnione.
          A prywatne agencje to jakos dzialaja ale w dobie kryzysu pracowac
          dla agencji to bym nie polecal....
          Z kolei prace z job center to bezposredni pracodawca i tyle w
          temacie


          • raveness1 Re: Czy warto się szkolić? 01.06.09, 11:40
            > Masz ekran dotykowy i co najwazniejsze oferty pracy
            To wszystko prawda, tylko co z tego wynika? Niewiele, zeby nie
            powiedziec nic.
            Ludzie stoja nad terminalami, drukuja tuziny ofert, potem dzwonia,
            czekaja i nic z tego nigdy nie wychodzi. Wracaja nastepnego dnia i
            caly ten cyrk powtarzaja od nowa.
            Hmm, moze w ogromnych mistach jak Londyn sa jakies powazniejsze
            oferty, ale w malych maisteczkach to tylko gra pozorow.
        • Gość: Jonek Re: Czy warto się szkolić? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.09, 12:03
          Tylko, że prywatne pośredniaki aby wyżyć muszą brać pieniądze za pośrednictwo
          pracy a w Polsce to jest zabronione. Ogólnie wygląda to tak, że bezrobotny nie
          ma pieniędzy na takie rzeczy i nie wolno od niego brać kasy. Ale wiele
          pośredniaków obchodzi to prawo biorąc zapłatę od pracodawców za umieszczenie ich
          ofert np. na stronach internetowych. Faktycznie jest wiele miejsc szukania
          pracy: znajomi, internet, ogłoszenia na słupach i przystankach aż do PUP.
          Problem polega na tym, że ci którzy notorycznie unikają znalezienia pracy i tak
          jej "nie znajdą" nigdzie a ci co chcieli by ją dostać maja poważnie utrudnione
          życie przez takie przepisy odbierające prawo do zasiłku na czas szkolenia.
      • Gość: Jonek Bezpartyjny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.06.09, 09:47
        Ja nie będę tutaj wnikał czy to pis czy po czy sld. Dla mnie każdy polityk
        wymyślający takie ustawy i przepisy jest wrogiem publicznym i zdrajcą narodu.
        Łatwo narzekać na bezrobotnych, że żyją sobie za pieniądze z podatków osób
        pracujących. Ale zastanówmy się jakie ma rozwiązanie osoba, która nie ma
        żadnych innych dochodów niż zasiłek. Żona mająca pracującego męża może sobie
        odpuścić zasiłek i iść na szkolenie ale osoba samotna albo mająca również
        niepracującego współmałżonka już tak łatwo nie odpuści zasiłku dla paru
        lekcji, które wcale nie muszą gwarantować znalezienia pracy. Ale politycy z
        każdej strony sejmu uważają za najważniejsze czy do Brukseli ma lecieć premier
        czy prezydent. Nie wiadomo, który ma lecieć? Powiesić obu i kłopot będzie z głowy.
      • Gość: Tichy62 Czy warto się szkolić? IP: *.83.230.24.76.debacom.pl.e-zabrze.pl 01.06.09, 11:16
        Pani Małgorzato ! Naprawdę, Pani nie rozumie o co "biega" ? Chodzi o to, żeby; dzielić, mnożyć, przeliczać, indeksować, przyznawać, odbierać, kontrolować, ewaluować, pisać rozporządzenia, wysyłać okólniki, itp. Innymi słowy; POSIADAĆ WŁADZĘ. Na dodatek za nic nie odpowiadać, odbębnić te swoje 8 godzin i do domu.
        • Gość: wsiok Re: Czy warto się szkolić? IP: 85.219.198.* 01.06.09, 13:17
          Gość portalu: Tichy62 napisał(a):

          > Pani Małgorzato ! Naprawdę, Pani nie rozumie o co "biega" ? Chodzi
          o to, żeby;
          > dzielić, mnożyć, przeliczać, indeksować, przyznawać, odbierać,
          kontrolować,
          > ewaluować, pisać rozporządzenia, wysyłać okólniki,
          itp. Innymi
          słowy; POSIA
          > DAĆ WŁADZĘ. Na dodatek za nic nie odpowiadać, odbębnić te swoje 8
          godzin i do d
          > omu.

          Na dodatek roztrwonić około 80 groszy z kazdej przyznanej
          złotówki.Mornotrastwo mienia publicznego jest przerażajace.
      • Gość: Karlowewary Urzędniczy raj IP: *.chello.pl 01.06.09, 11:55
        Po co urzędnik ma się starać, skoro i tak nie istnieje sprawiedliwe
        kryterium oceny ich pracy (poza akurat zmieniającą się opcją
        polityczną, która wysadza ze stołków znajomch i pociotków
        przedstawicieli odchodzącej władzy, a wsadza własnych pupilków),
        które dzieliłoby pracowników na dobrych i złych. Mój były narzeczony
        pracował w urzędzie gimny (teraz to urząd dzielnicy) w Warszawie.
        Praca w takim miejscu wygląda tak, że przychodzi się na 8.00, dzień
        pracy zaczyna od wypicia kawki lub herbatki, a potem czeka, aż te 8
        godzin jakoś zleci. Ktoś, komu naprawdę zależy na rozwoju zawodowym
        i zachowaniu poczucia przyzwoitości, nie zabawi w takim miejscu
        długo. Poza tym, z opowieści byłego wnioskuję, że nie można tak po
        prostu dostać się do pracy w urzędzie. Nie ma czegoś takiego, jak
        uczciwy nabór, każdy kolejny kolega mojego byłego trafiał do pracy z
        polecenia lub na zasadzie znajomości burmistrza, vice burmistrza lub
        naczelnika z jego mamą, tatą, wujkiem, ciocią albo znajomym
        znajomego, grunt, żeby był pod kogoś podwieszony. Osoby zdolne i
        chętne do pracy, jeśli już takie się trafiły, odchodziły same i to
        po krótkim czasie, mimo znajomości, które im tę pracę zapewniły.
        Reszta, czyli miernoty albo lenie, czują się dobrze w swoim
        towarzystwie i póki nie zmieni się opcja polityczna, nie muszą się
        niczego bać. Petent jest w tym całym układzie na ostatnim miejscu.
        Inny przykład urzędniczego grajdołka to mój szwagier, który pracuje
        w kancelarii premiera i pierdzi w stołek 8 godzin za 5000 PLN-ów na
        miesiąc, a na pytanie, czym się dokładnie zajmuje, nie jest w stanie
        konkretnie odpowiedzieć. Grunt, że na swój ślub zaprosił "elyty"
        władzy, rzecz jasna, z odpowiedniej na tę chwilę opcji politycznej,
        bywa na bankietach i zadaje się z poprawnym ideowo towarzystwem.
        Jego dziadek rzekomo walczył z komuną, ale teraz toruje wnusiowi
        drogę kariery, używając znajomości z ministrami i śmietanką
        towarzyską zwaną (czy słusznie) spadkobiercami Solidarności. Trzeba
        wiedzieć, z kim trzymać, żeby się dobrze w życiu ustawić. Wtedy i
        praca będzie, i bezprawnie zabrana za komuny kamienica szczęśliwie
        do rodziny powróci bez nadmiaru formalności, a jak będzie jakiś
        problem, to zawsze można zmienić opcję polityczną, w końcu cel
        uświęca środki. Nie trzeba się przy tym specjalnie starać. Zawsze
        można powiedzieć, że się ma dziadka kombatanta albo tatusia, co go
        kiedyś internowali, więc się należą apanaże, jak psu micha.
        Przypominam, że pojęcia "nieudacznicy" lub "przegrani życiowo"
        powstały już w "wolnej Polsce", nie jest to wymysł systemu
        komunistycznego, to ma być raczej oznaka liberalizacji poglądów z
        naciskiem na kopanie leżącego.
        • Gość: kasiulek Re: Urzędniczy raj IP: *.netis.net.pl 01.06.09, 12:10
          Tyż prawda:((
          • 1salem1 Re: Urzędniczy raj 01.06.09, 13:10
            W UP skierowano mnie do pracy w recepcji hotelowej (jakiś zajazd na
            wsi pod Płockiem). Byłam przerażona, bo mam maleńkie dziecko. Jak
            isć do pracy zmianowej? Z corką przy piersi? Spytałąm jak to,
            przecież ja na tej recepcji nie zarobie wystarczająco duzo, żeby
            ktoś został z córką w nocy (wychowuję ją sama). Urzędniczka na to,
            że pzrecież UP zwraca za opiekę nad dzieckiem. Pokuszona spytałam
            ile. Połowe najnizszego zasiłku, koło 250 zł miesiecznie. Ręce mi
            opadły. Przecież nawet przedszkole jest droższe, a co dopiero opieka
            prywatna na noc. Co usłyszałam:
            Ma pani tam iśc i koniec. Urzędu dziecko nie obchodzi. Dla Urzędu
            posiadanie dziecka nie jest wytłumaczeniem.


            Dodam, że nie pobieram zasiłku. Państwo mnie nie wpsiera, ale hasła
            polityki prorodzinnej słyszę co i rusz.
      • Gość: MK Re: Czy warto się szkolić? IP: 170.194.32.* 01.06.09, 13:30
        Idz kobieto na dwa kursy jeden 46 godzin i jeden 150 godzin to
        bedziesz miala wiecej kasy i kwalifikacji. Moze taki byl zamysl
        ustawodawcy????
        • troll_bagienny Puknij się w łeb 01.06.09, 15:20
          Nie da się iść na dwa kursy jednocześnie. W tym problem. Urząd robi
          łaskę, że skieruje na jakikolwiek. To stado biurw i darmozjadów o
          wrednych gębach. Dla mnie wizyta tam była traumą, oni traktują ludzi
          jednakowo - każdy dla nich to potencjalny menel. Powinni ich
          zlikwidować i dać ten interes w prywatne ręce rozliczając z
          efektywności działania czyli świadczenia pomocy w szukaniu pracy
          potrzebującym. Niestety, każdej kolejnej władzy jest na rękę kolejna
          nieprzydatna instytucja, w której można upchnąć krewnych i
          znajomych, żeby przebimbali do emerytury bez nadmiernego wysiłku
          włożonego w pracę. Prawda jest taka, że państwowe urzędy to
          przechowalnie leni i obiboków, którzy w żadnej normalnej firmie
          (czyt. prywatnej) nie zagrzaliby długo miejsca, bo im się nie chce
          solidnie przyłożyć do powierzonych zadań.
      • Gość: <<<<<<<<<<<<<<< te ich kursy o kant rozbić IP: *.ver.airbites.pl 01.06.09, 14:40
        kończyłem kurs z UP w Krakowie (operator koparko-ładowarki), mam piekny papierek
        i zero umiejętności, szkoda mojego czasu i pieniędzy społecznych
      • Gość: sdf Czy warto się szkolić? IP: *.alcatel.de 01.06.09, 15:04
        heh, byłem kiedyś się zapisać w urzędzie w Bydgoszczy... spodziewałem się
        jakiejkolwiek pomocy w poszukiwaniu pracy. Jednak jedyne co oni robią to
        zbierają "ankiety". Stałem 2 godziny w kolejce tylko po to by się
        zarejestrować jako bezrobotny, żadnego innego powodu nie było. Tylko po to by
        ekstremalnie nie miłemu Panu oddać formularz. Jak się spytałem czy mogę liczyć
        na jakąkolwiek pomoc w poszukiwaniu niemiły Pan odburkoł, że mogę sobie
        ogłoszenia poczytać. heh paranoja
    Pełna wersja