Gość: pracuś
IP: *.lezajsk.info / 213.199.192.*
17.12.03, 19:27
Pracuję już u drugiego pracodawcy, który również nieustannie prosi o
zrozumienie jego trudnej sytuacji finansowej. Rozumiem już czwarty rok.
Opóźnienia w wypłatach sięgały i 5-ciu miesięcy. Jestem zadłużona po uszy,
często nie mam nawet na chleb. Z pierwszejpracy (6 lat) odeszłam - oddałam
sprawę do sądu, zawarłam ugodę - spłata wynagrodzenia w terminie 2 miesięcy.
Spłacali mnie ponad 6 m-cy. Nie oddawałam sprawy do komornika, ponieważ
miałam nową pracę w której płacili, też na raty ale "mieścili" się w
miesiącu. Niestety trwało to tylko kilka miesięcy. Znowu zaległości w
wypłatach: ponad trzymiesięczne pobory. Święta... czy mam sobie i dziecku
narysować choinkę, świąteczne prezenty i potrawy? DLACZEGO? Przecież pracuję
naprawdę ciężko, nie liczę nadgodzin, pracy mam na półtora etatu. Jaką mam
motywację by być lojalnym pracownikiem. Nachodzą mnie już różne myśli.
Jeszcze walczę, jeszcze szukam. Ale pytam jeszcze raz DLACZEGO? Dlaczego
niewypłacanie poborów jest tylko wykroczeniem? Przecież to kradzież. Podła i
niegodziwa.
Rozmawiałam wielokrotnie z obecnym pracodawcą, jak widać - nieskutecznie.
Sytuację pogarsza fakt, że moja mama znalazła się w jeszcze gorszej
sytuacji. Pracodawca nie wypłacał jej pensji przez pełny rok. W czerwcu tego
roku oddała sprawę do komornika (sądowa ugoda) i do dziś dnia nie otrzymała
ani złotówki. Jak mamy żyć?
Nie chcę "włóczyć" się po sądach, chcę pracować. Straciłam już zaufanie do
pracodawców.
Co robić? Zmienić prawo. Większość pracodawców wykazuje w dokumentach
straty, niewypłacalność itp. A ja się pytam - za co oni w takim razie żyją?
Jak płacą rachunki za media, utrzymanie domu, samochody? Gdzie jest
U.Skarbowy? Zwłaszcza, że żony zazwyczaj nie pracują. Ciekawe studium
socjologiczno-społeczne.
Pozdrawiam