kloss76
29.12.01, 10:49
Pamiętam, z nie tak znowu dawnych lat, że punktem kulminacyjnym każdej
sylwestrowej imprezy było wyjscie na mielecki Plac Czerwony, czyli obecnie AK :)
Co się tam działo nie muszę nikomu opowiadać. Wspomnę tylko taką historyjkę -
pani z kiosku, tego blizej "domu dziecka", postanowiła handlować całą
sylwestrową noc (ten kiosk w ogóle znany jest z tego, że handluje się w nim
nawet w największe święta). Rozbawione towarzystwo w postaci grupy "mocnego
chłopa" postanowiło kiosk rozbujać, nacierając na niego z różnych stron -
udało im się trochę nim zachwiać, towary zaczęły spadać z półek, a kioskarka
pospiesznie ewakuowała się jak z tonącego Titanica. No, ale dość wspomnień.
Jak jest dzisiaj? Dalej pijana, masowa dzicz robi co chce? czy władze miasta
starają się nad tym zapanować jakimis innymi sposobami niż kordony policji?