Kiedy koniec polskiego kryzysu?

21.04.06, 17:15
Przypuszczam, ze jeszcze jakies 2 lata kryzysu a pozniej Polska zacznie sie podnosic. Takie przeczucie.

Wiec bedzie i szansa na godniejsze zycie i bez wyjazdu.
    • maciopa Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 21.04.06, 17:32
      ja natomiast słyszałem, że w 2012 będzie koniec świata -> więc po co się męczyć ...
      A tak serio - wskaźnik bezrobocia w Polsce spada - ponieważ wszyscy wyjeżdżają
      do pracy POZA Polską. Z tym że w długofalowym efekcie - z uwangi na fakt, iż
      spadają wpływy do budżetu państwa i systemu społecznych ubezpieczeń -> ponieważ
      to właśnie część pracująca wyjeżdża - przewiduje się raczej zapaść tegoż systemu
      i wydatków państwa co nijak się ma do Twojej tezy niestety... Pogłębiająca się
      ponadto niestabilnośc polityczna naszego kraju nie przyciąga prywatnych
      inwestorów... Ale fakt - zawsze można próbowac wygrać w LOTTO. wink
      • za_morzem Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 21.04.06, 19:13
        gdyby ci na gorze nie przeszkadzali byloby pewnie w pl calkiem ok.
        ostatni rzad jest wyjatkowy pod tym wzgledem, wyglada na to ze polska bedzie
        musiala go po prostu przeczekac. a szkoda czasu.
        te chece z samoobrona czy lpr to dowod ze polska polityka siegla dna.
        zreszta pozniej nie za bardzo jest nadzieja na kogos lepszego (PO?).
      • pikorpikor Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 21.04.06, 20:16
        Pogłębiająca się
        > ponadto niestabilnośc polityczna naszego kraju nie przyciąga prywatnych
        > inwestorów

        Na szczęście na razie mają to w tyłku i inwestują. I to duże w inwestycje.

        pozdr.
        • piciak76 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 21.04.06, 21:57
          Też kiedyś wierzyłem w Polskę i z tego powodu wróciłem po dwuletnim pobycie w
          Stanach. Tam za wodą wszyscy mówili, po co tam jedziesz, chyba masz cośz głową.
          Jeszcze wtedy nie miałem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Już lądowanie w W-
          wie mnie tak przytłoczyło, że nie mogłem się pozbierać. Gdyby niemoja żona, co
          z miłości, jak mniemam, podążyła w ślad za mną, pewnie wylądowałbymw
          psychiatryku i siedziałbym tam do dziś. Nie da się tego opisać, co przeżyłem. W
          życiu nie byłem tak zaskoczony, a potem zawiedziony. Jak bym nigdy w Polsce nie
          mieszkał. Podziwiam tych, którzy jeszcze wierzą w Polskę. Ja już nie, bo szkoda
          czasu.
          • pikorpikor Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 22.04.06, 09:48
            Ja też nie wierzę w Palskę (niestety).

            Z tymi inwestycjami to tylko stwierdzenie faktu.

            pozdr.
    • sylwek07 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 22.04.06, 09:55
      a ja wierze w Polske (nie mylic wiary w Politykow)ale w Polske jako Narod.
      • za_morzem Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 24.04.06, 04:35
        jaki narod tacy politycy.
        • soup.nazi Po latach doszedlem do wniosku, ze... 24.04.06, 04:55
          o ile jako indywidua mozemy odnosic nawet spore sukcesy i nie roznic sie niczym
          od innych nacji (a jesli to przewaznie na korzysc), o tyle jako narod czy
          spolecznosc jestesmy skonczonymi debilami - glupio-sentymentalno-romantycznymi.
    • soup.nazi To sie nie nazywa przeczucie 24.04.06, 04:16
      To sie nazywa "wishful thinking". Ale za to ma tak samo solidne podstawy i
      dlatego jest tyle samo warte. Klak (l z kreseczka).
      • blotniarka.stawowa Re: To sie nie nazywa przeczucie 24.04.06, 04:20
        To juz nawet nie funta klakow, tylko jeden, pojedynczy, mizerny klak? smile
        Ales pan dzis srogi w osadach (osondach), Zupny!
        • soup.nazi Mrugnalem porozumiewawczo... 24.04.06, 04:52
          krzywiac yape w nieszczerym, kanadyjskim usmiechu.
          • blotniarka.stawowa :)))..................n/t 24.04.06, 05:14
            • zdrugiejstrony jak moze byc lepiej w Polsce? 24.04.06, 16:25
              skoro nie ma obywatelskiego zrozumienia spraw narodowych?

              Taki sam balagan byl przed 40 laty,
              taki sam jest obecnie i taki sam bedzie za 40 lat...
              dopoki nie zostanie w 100% przeorana oraz zmieniona edukacja narodowa!
              [ np. chyba sie nie omyle, jesli nazwe Polske panstwem bez prawia ]

              Ale o to juz sie staraja sami rodacy w Polsce,
              zeby przeoranie edukacji narodowej nigdy nie nastapilo.

              Zycze przyjemnych snow!
    • pacynka151 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 29.04.06, 00:03
      jak bylam jeszcze w polsce to dorabialam sobie pracujac w agencji
      nieruchomosci. pamietam jak przyszla do mnie klientka kupic mieszkanie i od
      slowa do slowa zaczelysmy rozmawiac o emigracji. opowiadala mi jak jej znajomi
      dziesiec lat temu wyjechali do Australi. opowiadala mi ze watpila w powodzenie
      tego wyjazdu bo mieli juz czterdziestke. ona tez chciala wyjechac ale wlasnie
      wtedy byl w Polsce 1990 i myslala ze juz moze byc tylko lepiej. powiedziala ze
      jej znajomym dobrze sie powodzi w Australi, dzieci maja na studiach, sami
      pokonczyli jakies kursy i maja dobre prace. powiedziala ze zaluje ze nie
      wyjechala...ze sie ludzila.
      ja sie nie ludzilam, spakowalam manatki zaraz po studiach i nie zaluje.
      • pikorpikor Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 29.04.06, 02:40
        hej, nic więcej nie powiem...

        tu się już nie jedna generacja łudziła

        pozdr.
        • cad10 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 10.05.06, 00:22
          Zapytaj Leppera może on odpowie na to pytanie
    • cad10 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 10.05.06, 00:24
      artur737 napisał:

      > Przypuszczam, ze jeszcze jakies 2 lata kryzysu a pozniej Polska zacznie sie
      pod
      > nosic. Takie przeczucie.
      >
      > Wiec bedzie i szansa na godniejsze zycie i bez wyjazdu.
      Zapytaj Leppera może On odpowie na to pytanie


    • sunee Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 10.05.06, 03:13
      ...a prosze mi powiedziec kiedy na przestrzeni dziejow Polska nie przezywala
      kryzysu? Tylko nie wymieniac "zlotego wieku", bo ten slawetny okres w historii
      naszego kraju malo ma tak naprawde wspolnego z naszymi, narodowymi
      osiagnieciami. Jak to "mowil" Bareja w Misiu "przyroda byla zawsze przeciwko
      nam"; takze warunki geo-polityczne, nasze "wspaniale" cechy narodowe, krotka, w
      porownaniu z innymi cywilizacjami droga rozwoju - wszystko to stworzylo z nas
      narod nijaki, bezosobowy, za to obdarzony pokazna dawka pretnensji do calego
      swiata. Pytanie postawione na poczatku "kiedy koniec polskiego kryzysu"? jest
      oczywiscie pytaniem retorycznym i jak mi sie wydaje jedyna sensowna odpowiedz
      winna brzmiec - na koncu swiata,o ile jeszcze Polska jako Polska bedzie
      istniec.
      • bibliotekarz76 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 10.05.06, 03:59

        O, a nie zgodzę się. Lata dwudzieste, okres międzywojenny - kraj który ledwo co
        wrócił na mapę rozwija się gospodarczo, kulturalnie, a na dodatek daje odpór
        napaści o wiele silniejszego agresora. Początek lat dziewiędziesiątych - cud.
        Inflacja w dół o chyba 200%, błyskawiczne urynkowienie gospodarki, demokracja
        parlamentarna wprowadzona nie dość że niejako w biegu, to jeszcze bez ofiar.
        Jeszcze mi przychodzi na myśl początek unii polsko-litewskiej (to już trochę
        wcześniej).

        Pewno że nie mamy nigdy łatwo z takimi sąsiadami i talentem do narzekania. Pewno
        że inni mieli kolonie albo więcej złóż surowców. Ale nie zgodziłbym się z
        twierdzeniem że nasz kraj to chodzący kryzys; ba, nawet zaryzykowałbym
        twierdzenie że (zważywszy okoliczności) jako narodowi się nam udało.

        Bibliotekarz

        • sunee Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 11.05.06, 03:30
          Oczywiscie zgadzac sie ze mna nie musisz, pozwol wiec, ze i ja przyznam sobie
          to samo prawo i pokusze sie o mala polemike. Jako ze historia jest jednym z
          moich malych konikow, od samego poczatku zdumial mnie fakt, ze jako najlepsze
          lata dla Polski wymieniasz te, w ktorych bylismy pograzeni w najwiekszym
          kryzysie.
          Od poczatku: wrzucone razem i jak mniemam bez glebszego zastanowienia „lata
          dwudzieste, lata trzydzieste, w ktorych to Polska rozwija sie gospodarczo,
          kulturalnie...
          Owszem rozwija sie, przeciez nie ma innego wyjscia, ale to nie jest tak, ze pod
          wczesniej nie rozwijalismy sie. Tzw. kongresowka byla jedna z najbogatszych
          prowincji Rosji a na pewno najlepiej uprzemyslowionym regionem. Niemieckim
          wplywom zawdzieczamy to, ze zachodnie prowincje /do tej pory tak rozne od
          reszty kraju/ byly przyzwoicie rozwiniete, jedynie polaczona z bankrutujaca
          Austria – Galicja, byla prawidziwym zasciankiem. Sukcesy owszem, byly :
          wymieniono 5 walut obiegowych na marke, a nastepnie na zlotowke; skodyfikowano
          prawodawstwo, ustanowiono jednolita administracje dla wszystkich regionow, czy
          wreszcie wymioniono szerokie tory kongresowki na wezsze. Sukcesem bylo na pewno
          zwyciestwo w bitwie warszawskiej, po uprzednio poniesionych kleskach i malo
          chwalebnym odwrocie z Kijowa do Warszawy. Dodam, ze oczywiscie nie do konca
          umielismy wykorzystac zwyciestwo warszawskie, bo pokoj ryski /Pilsudski nazwal
          go aktem tchorzostwa rzadu polskiego/ i warunki jakie otrzymala Polska byly
          gorsze niz propozycje graniczne Lenina jeszcze sprzed wojny, . Dodam jeszcze,
          ze w tym czasie przewaga armii czerwonej nie byla az tak wielka. Dysponowali
          wprawdzie wiekszym stanem osobowym, natomiast przewaga w sprzecie i moralach
          wojska byla o niebo wyzsza po stronie Polski. Armia czerwona w tym samym czasie
          toczyla walki z armia bialych. Co warto podkreslic to rzeczywiste zjednoczenie
          spoleczenstwa polskiego, bo nawet czesc komunistow chwycia za bron, tworzac
          bataliony robotnicze.
          Ale mialo byc o kryzysach... Otoz do pierwszych w Polsce wyborow w rok po
          odzyskaniu niepodleglosci startuje juz 18 ! partii politycznych. Otoz, pierwszy
          polski prezydent zostaje zastrzelony przez pana, ktoremu nie podobala sie jego
          polityczna droga w 4 lata po odzyskaniu niepodleglosci. Otoz najepierw witamy i
          dajemy bulawe naczelnika panu Pilsudskiemu, by wkrotce go odsunac od wladzy, po
          czym on sam sobie ja przywraca -strzelajac /Polak do Polaka/ - 6 lat po
          odzyskaniu niepodleglosci. Otoz budujemy oboz koncetracyjny w Berezie dla
          przeciwnikow politycznych jedynie slusznej partii rzadzacej /co akurat nie bylo
          dla Polski takie zle, tzn. Ta partia, niekoniecznie oboz/. Rzad w ciagu 20
          lecia zmienial sie kilkadziesiat razy. Calkowita produkcja przemyslowa jesli
          przyjmiemy rok 1913 jako 100 – w roku 1938 wyniosla 98.7 (Boze igrzysko, str.
          882) /byl oczywiscie po drodze swiatowy kryzys, ktory u nas przedluzyl sie o
          dwa lata/. Warto te dane porownac np. z Czechami, ktore w tamtym okresie
          osiagnely prawdziwy sukces gospodarczy. Dwudziestolecie to okres nieustannych
          strajkow robotniczych, prostestow chlopskich i rosnacych w sile ruchow
          nacjonalistycznych zarowno polskich jak i mniejszosci zamieszkujacych nasz
          kraj. Owszem zbudowano COP, Gdynie, lecz w tym czasie jedynie 44% ludnosci
          umialo czytac i pisac. W ciagu dwudziestolecia doprowadzono do upadku stanu
          technicznego polskiej armi, oraz kompletnie zaniedbano rozwoj strategii
          wojskowych. Co z tego ze np. gen. Sikorski byl wykladowca w prestizowej akademi
          wojskowej w Niemczech, skoro w Polsce odsunieto go od sprawowania funkcji
          wojskowych i jego wiedza przydala sie glownie oficerom gen. Von Paulusa, ktory
          i tak ostatecznie przegral pod Stalingradem. Dodam na koniec najazd na Litwe i
          zabor Slaska Cieszynskiego, jako kolejne sukcesy polskiej polityki
          dwudziestolecia.

          Poczatek lat 90 –tych – cud, jak to nazywasz, nie byl zadnym cudem. Zahamowanie
          galopujacej inflacji w wyniku prostego manewru zamrozenia plac i wzrostu
          cen /skad Ci sie wzielo owe 200% i w jakim to bylo okresie?/ nie bylo zadnym
          cudem –bylo sukcesem Balcerowicza i spolki, ale bylo kolejna oczywistoscia w
          jaka wchodza kraje podejmujace ryzyko przejscia na gospodarke rynkowa. Tak
          blyskawicznie gospodarka urynkowionanie zostala, bo proces jej uwolnienia trwa
          do dzis. Wciaz jeszcze znakomita czesc gospodarki jest pod kontrola panstwa i
          co za tym stoi, jest centralnie zarzadzana. Z polskich sukcesow gospodarczych
          tamtego okresu pamietam ze bylismy na pierwszym miejscu w Europie w dziedzinie
          zakupu magnetowidow i telewizorow kolorowych, co znakomicie swiadczy o naszych
          preferencjach inwestycyjnych. Faktem jest, ze w wyborach z 1989 roku
          potrafilismy sie zjednoczyc i w Senacie zasiadl tylko jeden czlowiek z PZPR.
          Faktem jest, ze juz dwa lata pozniej potrafilismy dac wiecej glosow
          spadochroniarzowi z Toronto – Tyminskiemu, niz premierowi Mazowiecekiemu. I ta
          zabawa trwa do dzis, z tym, ze chyba coraz nizej upadamy. Ze obylo sie bez
          walki? A kto mial walczyc? SB, ktore rzadzilo krajem, milicja bylo zajete
          zdobywaniem majatku, wiedzac, ze bez wsparcia ze wschodu niczego nie moze
          osiagnac a na takowe nie mogli juz wtedy liczyc. To samo cala rzesza
          funkcjonariuszy partyjnych – oni wykorzystali swietnie okazje jaka im sie
          nadarzyla do uwlaszczenia i teraz moga z wdziecznosci wnosic toast za III
          Rzeczpospolita.
          Wspominasz jeszcze o poczatkach unii polsko – litewskiej. Przydaloby sie
          precyzyjnie okreslic ktory okres masz na mysli – czy ten od Jagielly, ale wtedy
          nie moze byc zadnej mowy o unii, bo jedyna unia jaka laczyla oba kraje to osoba
          krola; czy ten po sejmie w Lublinie 1569 rok, kiedy to formalnie zlaczono oba
          kraja, na czym rzeczywiscie zyskala Polska, a stracila litwa, co jednak
          paradoksalnie zapoczatkowalo powolny rozklad panstwowosci polskiej.

          Rozpisalem sie, ale jak masz ochote, mozemy polemizowac dalej




          • bibliotekarz76 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 12.05.06, 00:50

            Przeczytalem post z wielkim zainteresowaniem. Jestem pelen uznania dla Twojej
            wiedzy, a zwlaszcza obiektywizmu - mam na mysli ze zawsze wyliczasz zarowno
            osiagniecia jak i porazki.

            Chyba bym sie nie zgodzil z tym ze doprowadzono do upadku stanu technicznego
            polskiej armii: bo po pierwsze stworzono te armie od zera, po drugie powstalo w
            tym czasie w Polsce sporo nowoczesnych konstrukcji - np. bombowiec Los, czolg
            7TP, jeden karabin ktorego nazwy w tej chwili nie pamietam; fakt ze mielismy
            tego nowoczesnego sprzetu niewiele (nie bylo pieniedzy), ale ustepowalismy
            innym europejskim armiom glownie pod wzgledem tzw. doktryny wojennej, taktyki.
            Natomiast przecietny polski zolnierz byl calkiem niezle wyszkolony, a nasi
            kryptografowie zaliczali sie do scislej swiatowej czolowki (co udowodnili
            podczas wojny z bolszewikami).

            Z ciemnymi stronami II RP ktore wyliczasz nie sposob sie oczywiscie nie
            zgodzic, ale COP, Gdynia, reformy rolna, administracyjna i walutowa (ktore
            takze wyliczasz) to byly - jak na slabe, ledwo co odrodzone panstwo - olbrzymie
            sukcesy i i prawdziwie wizjonerskie reformy. Bardzo tesknie za taka odwaga u
            obecnie rzadzacych.

            Co do 200%, to uczciwie przyznaje ze rzucilem je z glowy. Poszukam dokladnych
            liczb. Nie zgodze sie natomiast z tym ze proces uwalniania gospodarki zaczal
            sie w 89 i trwa do dzis: przeciwnie, rzad Mazowieckiego wprowadzil rzad bardzo
            liberalnych, nowoczesnych, wolnoryknowych ustaw, ktore nastepne rzady w pocie
            czola unicestwialy, komplikujac system podatkowy, dokladajac wciaz nowe
            licencje i panstwowa regulacje kolejnych sektorow. Obecny rzad to chyba apogeum
            tego trendu.

            Masowe zakupy TV i magnetowidow wynikaly po prostu z tego ze wczesniej ten
            sprzet nie byl dostepny, to byla tylko konsekwencja otwarcia na swiat.

            Tyminskiego wypromowala Gazeta Wyborcza, mial byc taranem na Walese zeby
            zwiekszyc szanse Mazowieckiego. Niestety plan sie nie powiodl i taran zmiotl
            Mazowieckiego, czego do dzis bardzo zaluje.

            Pokojowe oddanie wladzy nadal uwazam za osiagniecie, frakcja betonu w PZPR byla
            silna do samego konca i gdyby ich ktos podjudzil do "zaprowadzania porzadku"
            mysle ze nie trzeba by ich bylo dlugo namawiac.

            Mialem na mysli Jagielle, XV wiek. Krol owszem, ale przeciez byla tez unia
            militarna!

            Wybacz chaos odpowiedzi, ale odpowiadam niejako na zywo smile Jesli jeszcze cos
            mi przyjdzie do glowy albo o czyms zapomnialem, dopisze pozniej.


            Pozdrawiam,

            Bibliotekarz



            • sunee Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 13.05.06, 05:24
              bibliotekarz76 napisał:

              >
              > Przeczytalem post z wielkim zainteresowaniem. Jestem pelen uznania dla Twojej
              > wiedzy, a zwlaszcza obiektywizmu - mam na mysli ze zawsze wyliczasz zarowno
              > osiagniecia jak i porazki.

              Bez przesady z tym podziwem, jestem bardzo przecietnym czlowiekiem ze
              szczatkami wiedzy w zapasie.
              > Chyba bym sie nie zgodzil z tym ze doprowadzono do upadku stanu technicznego
              > polskiej armii: bo po pierwsze stworzono te armie od zera, po drugie powstalo
              w
              >
              > tym czasie w Polsce sporo nowoczesnych konstrukcji - np. bombowiec Los, czolg
              > 7TP, jeden karabin ktorego nazwy w tej chwili nie pamietam; fakt ze mielismy
              > tego nowoczesnego sprzetu niewiele (nie bylo pieniedzy), ale ustepowalismy
              > innym europejskim armiom glownie pod wzgledem tzw. doktryny wojennej,
              taktyki.
              > Natomiast przecietny polski zolnierz byl calkiem niezle wyszkolony, a nasi
              > kryptografowie zaliczali sie do scislej swiatowej czolowki (co udowodnili
              > podczas wojny z bolszewikami).

              Moim zdaniem, to nie bylo tak, ze stworzono te armie od zera, bo po piewsze na
              terenie wszystkich trzech zaborow obowiazywala sluzba wojskowa, co za tym idzie
              szkolono rekrutow, a po drugie po 1 WS pozostalo na terenie kraju tyle broni i
              sprzetu, ze moglismy sobie pozwolic nawet na jej eksport a z tej nadwyzki ktora
              pozostala, wciaz jeszcze strzelano w II WS.
              Jesli mowisz o tym, ze musielismy stworzyc armie od zera, to co powinnismy
              powiedziec o Niemczech, ktore po przegranej wojnie praktycznie
              zdemilitaryzowano, a dopiero Hitler zaczal oficjalnie kraj zbroic i jak wiesz,
              udalo mu sie to doskonale w kilka lat, wykorzystujac do tego "poligon
              hiszpanski".
              Czolg 7TP byl niczym innym niz udoskonalona wersja angielskiego Vickera i choc
              mimo bardzo dobrej armaty, mial slaby pancerz i kiepska jak na lekki czolg
              predkosc. Prawda jest, ze nie ustepowal w tej klasie czolgom niemieckim.
              Dopiero projektowany czolg 9TP byl praktycznie polska w calosci mysla
              techniczna, szkoda ze podobnie jak z Losiami - spozniona. Karabin o ktorym
              mowisz, to pewnie pistolet maszynowy Mors, ale jego produkcje z prostej glupoty
              zaniechano, aczkolwiek byl naprawde nowoczesny. Mozna tez wspomniec o karabinie
              ppanc, ktory mimo calej skutecznosci, nie potrafil wyrzadzic wiekszych szkod
              niemieckim czolgom, aczkolwiek nalezy przyznac, ze po wrzesniu, Niemcy
              wzmocnili w czolgach pancerze. Bardzo szkoda, ze naprawde nowoczesne dzialka
              przeciwlotnicze, ktorych produkcja zaczela sie przed wojna zostaly w calosci
              wyeksportowane. To co Ty i ja wyliczylismy, to sa jedynie jaskolki, ktore nie
              mogly Polsce pomoc. Przy tym calym jak mowisz, dobrym wyszkoleniu polskiego
              zolnierza /naprawde nie wiem jaka skala zmierzyc owo wyszkolenie?/Co z tego, ze
              moze szybko kopal dolki, zakladal bagnet, biegal i spiewal - skoro wszedzie
              musial isc na piechote /nie mowie o strzelcach konnych i archaicznej acz
              niebywale pielegnowanej kawalerii/, z byle czego strzelac i byc na dobra sprawe
              pozbawionym komunikacji. Morale armii bylo wysokie; uwazano na przyklad, ze
              najstarszy z cywilow /prezydent/ powinien miec miejsce za ostatnim ciurem
              wojskowym, lecz rzeczywistosc okazala sie tak jak w "Lotnej" smutna i tragiczna.




              > Z ciemnymi stronami II RP ktore wyliczasz nie sposob sie oczywiscie nie
              > zgodzic, ale COP, Gdynia, reformy rolna, administracyjna i walutowa (ktore
              > takze wyliczasz) to byly - jak na slabe, ledwo co odrodzone panstwo -
              olbrzymie
              >
              > sukcesy i i prawdziwie wizjonerskie reformy. Bardzo tesknie za taka odwaga u
              > obecnie rzadzacych.
              >

              Wiesz, mysle, ze aby to dobrze ocenic nalezaloby porownac wymienione przez
              Ciebie cechy w krajami, ktore powstaly w tym samym czasie co Polska, ale na to
              potreba duzo czasu i checi, a z tym u mnie krucho. Ja pozostane przy zdaniu, ze
              wszystko co tworzy sie nowe jest dobre, moze nie doskonale, ale dobre i taka
              tez byla ta II RP.
              > Co do 200%, to uczciwie przyznaje ze rzucilem je z glowy. Poszukam dokladnych
              > liczb. Nie zgodze sie natomiast z tym ze proces uwalniania gospodarki zaczal
              > sie w 89 i trwa do dzis: przeciwnie, rzad Mazowieckiego wprowadzil rzad
              bardzo
              > liberalnych, nowoczesnych, wolnoryknowych ustaw, ktore nastepne rzady w pocie
              > czola unicestwialy, komplikujac system podatkowy, dokladajac wciaz nowe
              > licencje i panstwowa regulacje kolejnych sektorow. Obecny rzad to chyba
              apogeum
              >
              > tego trendu.
              >
              > Masowe zakupy TV i magnetowidow wynikaly po prostu z tego ze wczesniej ten
              > sprzet nie byl dostepny, to byla tylko konsekwencja otwarcia na swiat.
              >
              > Tyminskiego wypromowala Gazeta Wyborcza, mial byc taranem na Walese zeby
              > zwiekszyc szanse Mazowieckiego. Niestety plan sie nie powiodl i taran zmiotl
              > Mazowieckiego, czego do dzis bardzo zaluje.

              Och czyzbym mial do czynienia z kolejnym wrogiem GW? Dlaczego w takim razie
              jestes na jej stronach. Nie wiem tez jakimi dysponujesz dowodami w sprawie
              Tyminskiego i GW, przyznam ze to dla mnie kompletna nowosc, ale nie bardzo
              interesuje sie spiskowymi teoriami - zbyt wiele ichsmile
              >
              > Pokojowe oddanie wladzy nadal uwazam za osiagniecie, frakcja betonu w PZPR
              byla
              >
              > silna do samego konca i gdyby ich ktos podjudzil do "zaprowadzania porzadku"
              > mysle ze nie trzeba by ich bylo dlugo namawiac.

              Ja uwazam ze owa frakcja byla moze liczna, ale ciezka, nieruchawa, bierna tak
              jak kazdy "prawdziwy funkcjonariusz". Ci ludzie byli zwyklymi oportunistami,
              zdolnymi jedynie do "podwieszania sie". Liderzy pociagneli gdzie indziej i
              banda sie rozleciala. To samo bylo w Czechoslowacji. Oni nie mieli "okraglaka",
              parlamentu kontraktowego - wyszli na ulice, pokrzyczeli, kilka strzalow i po
              calej rewolucji. Moim zdaniem to samo byloby w Polsce.
              >
              > Mialem na mysli Jagielle, XV wiek. Krol owszem, ale przeciez byla tez unia
              > militarna!

              Tak militarna byla, nie zawsze to gralo jak trzeba, ale od czasu do czasu
              udawalo sie cos razem zawojowac.

              > Wybacz chaos odpowiedzi, ale odpowiadam niejako na zywo smile Jesli jeszcze cos
              > mi przyjdzie do glowy albo o czyms zapomnialem, dopisze pozniej.
              >
              >
              > Pozdrawiam,
              >
              > Bibliotekarz
              >
              > pozdrawiam rowniez
              >
              • bibliotekarz76 Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 15.05.06, 17:16

                Po pierwsze, bardzo nie lubię gdy ktokolwiek wygłasza opinie w tonie „nie
                znoszącym sprzeciwu”, a w taki właśnie niefortunny sposób zredagowała mi się
                wypowiedź o GW. Miałem na myśli że moim zdaniem do niespodziewanej popularności
                Tymińskiego przyczyniła się bardzo życzliwość GW w stosunku do jego osoby (na
                początku kampanii były chyba że trzy duże artykuły, wszystkie pochlebne), a
                swoich preferencji w wyborach prezydenckich (Mazowiecki zamiast Wałęsy) GW nigdy
                nie ukrywała. Myślę że mógł za tym stać plan żeby Stan odebrał głosy Wałęsie,
                ale coś poszło nie tak i na Tymińskiego przeszły głosy Mazowieckiego. Z
                perspektywy czasu jest oczywiste że plan (jeśli był) i tak był raczej nierealny
                bo Wałęsa miał zbyt duże poparcie, ale tego że Mazowiecki nie został prezydentem
                bardzo żałuję.

                Ja, liberał, przeciwnikiem GW? smile Ja o niej pisałem (między innymi) pracę
                magisterską smile

                Jeszcze wracając do mojego wpisu o 200% inflacji, to sprawdziłem i liczba była
                poważnie niedoszacowana. Między 1989 a 1991 rokiem inflacja spadła o ponad 450%
                (GUS, inflacja liczona rok do roku).

                Kiedy mówiłem o tworzeniu armii od zera, miałem na myśli raczej jej organizację
                niż wyposażenie. Hitler miał do dyspozycji weteranów którzy walczyli wcześniej w
                tej samej armii, a u nas trzeba było wszystkie struktury zbudować od początku –
                byłoby niemożliwe zapewnienie gotowości bojowej (współpracy) polu walki
                jednostek szkolonych w różnych armiach, w różnych językach i na różnym sprzęcie.

                Zdecydowanie natomiast nie zgodzę się z opinią że kawaleria była formacją
                archaiczną. Do dzisiaj się zastanawiam jak to się stało że od jednej sceny w
                „Lotnej” (gdzie kawalerzysta uderza szablą w pancerz czołgu) poszła w świat
                opinia że Polacy szarżowali konno na jednostki pancerne. Z 16 szarż polskiej
                kawalerii tylko trzy załamały się w ogniu niemieckim, a artyleria konna z
                powodzeniem stawiała czoła wojskom pancernym, oczywiście nie w polu tylko w
                „podjazdach”, gdzie przydawały się jej największe atutuy – mobilność i dużo
                mniejsze uzależnienie od zaopatrzenia. Kawalerię podczas II WW mieli też między
                innymi Niemcy, Francuzi, Rosjanie.

                Muszę jednak przyznać że miejsce kawalerii było na frontach I WW. Ale to
                wynikało z przestarzałej doktryny i braku pieniędzy na rozwinięcie nowoczesnych
                formacji.

                < Ja pozostane przy zdaniu, ze wszystko co tworzy sie nowe jest dobre, moze nie
                < doskonale, ale dobre i taka tez byla ta II RP.

                A ja powiem że szanuję Twoją opinię i uważam ją za bardzo rozsądną.

                Pozdrawiam,

                Bibliotekarz
                • skir.dhu Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 15.05.06, 19:15
                  Jedyna szarza polskich ulanow w 1939 roku, ktora moglaby stanowic odnosnik do
                  legendy o posylaniu konnicy przeciwko czolgom miala miejsce 2 wrzesnia 1939 pod
                  Krojantami w okolicy Chojnic. Tam to jednostki polskiej kawalerii skutecznie
                  (podkreslam - skutecznie!!!) odparly atak wojsk niemieckich wyposazonych
                  glownie w wozy pancerne (a wiec nawet nie czlogi!). Innych potwierdzonych (sic!)
                  szarz ulanow na czolgi badz wojska pancerne nie ma nigdzie udokumentowanych ani
                  w polskich, ani w niemieckich zachowanych raportach.
                  Pisze to tylko tak gwoli kronikarskiego obowiazku i zupelnie na marginesie
                  watku - mam nadzieje, ze zostanie mi to wybaczone smile
                  Skir Dhu
                • sunee Re: Kiedy koniec polskiego kryzysu? 16.05.06, 03:35
                  Hej; mysle ze i ja posunalem sie za daleko z moimi podejrzeniami, ale bardzo
                  czesto zdumiewa mnie ilosc wrogich i obrazliwych komentarzy wobec wyborczej,
                  ktore ludzie publikuja pod poszczegolnymi artykulami. Nie wiem skad sie bierze
                  w takim razie ich "zasiedzialosc" na tych lamach, ale widocznie nie maja innego
                  zrodla. Ja, jak czegos nie lubie, to sie tam nie pcham. Ciesze sie, ze do nich
                  nie nalezysz. Niestety, moja pamiec siega co prawda nr 5 GW, ktory kupilem jako
                  uczen szkoly sredniej, aby wreszcie to poczuc, dotknac ta "pierwsza,
                  oficjalna"; jeszcze byly wtedy rzeczy usuniete przez cenzure; ale nie jest tak
                  dobra by pamietac owe artykuly dotyczace Tyminskiego. Czy to mogla byc
                  promocja? Trudno pisac o czyms czego sie nie pamieta, ale mam wrazenia, ze
                  media ktore mnie wtedy interesowaly przedstawialy szanownego Stana jako typa
                  spod ciemnej, kanadyjsko - peruwianskiej gwiazdy. Nie wiem, moze to
                  rzeczywiscie moglo urzec, ale czemu sie dziwic, skoro i po tych wyborach widac
                  jaka w Polsce populisci ciesza sie popularnosciasmile. Wyborcza oczywiscie stala
                  za Mazowieckim.
                  Ja bede sie upieral przy stwierdzeniu o "archaicznosci" kawalerii. W poprzednim
                  tekscie napisalem, ze nie mam na mysli strzelcow konnych, bo to zupelnie inna
                  formacja byla. Owszem, ze wzgledu na fatalna infrastrukture drogowa, strzelcy
                  byli najbardziej mobilna formacja wojskowa, to samo lekka artyleria konna; ale
                  nie na Boga - kawaleria. Mozna sie zastanawiac np. czy nie nalezalo zwiekszyc
                  liczebnosci owych "plutonow kolarzy" kosztem jazdy. Mowisz, ze miejsce
                  kawalerii bylo w I WS, ja uwazam, ze i wtedy byla przestarzal. Przeciez na
                  dobra sprawe cala wojne trzymaly niemieckie karabiny maszynowe i artyleria, a
                  Niemcy przegraly wtedy wojne, dopiero kiedy Francuzi zdali sobie z tego sprawe
                  i zmienili strategie kolorowego hurra na mniej widowiskowa i szkodliwa, za to
                  bardziej skuteczna walke. Dla przypomnienia - samo Verdun /ponad milion ofiar/.
                  Przywolalem owa nieszczesna "Lotna" tylko i wylacznie w charakterze symbolu;
                  myslalem ze to sprawa na tyle oczywista iz nie musze podkreslac jej literackiej
                  fikcji, a tu sie mnie prostujesmile. Ja mysle, ze i Wajda wiedzial iz takie akcje
                  nie mialy miejsca, ale ten slynny cios szabla byl po prostu odzwierciedleniem
                  polskiej bezsilnosci w tamtym okresie. Moj dziadek, ktory zostal wtedy powolany
                  do wojska /choc byl Niemcem, ale obywatelem polskim/ opowiadal, ze
                  przetransportowano ich koleja na jakas stacje, pociag odjechal a oni dostali
                  rozkaz ewakuacji. Jedyne strzaly jakie oddal byly do niemieckich samolotow, a
                  pierwszego zolnierza wroga zobaczyl dopiero, kiedy jego oddzial szedl do
                  niewoli.
                  pozdrawiam
        • ertes Sukces??? 15.05.06, 21:43
          > twierdzenie że (zważywszy okoliczności) jako narodowi się nam udało.

          Przepraszam a co nam jako narodowi sie udalo?
          Jestem ciekaw.
          • sunee Re: Sukces??? 16.05.06, 03:39
            ertes napisał:

            > > twierdzenie że (zważywszy okoliczności) jako narodowi się nam udało.
            >
            > Przepraszam a co nam jako narodowi sie udalo?
            > Jestem ciekaw.
            >
            ...bigos; i smialo mozesz powiedziec, ze nie lubiszsmile
            >
Pełna wersja