danny
21.05.06, 13:11
hej
ja wyladowalem w Montrealu w 1986 roku z mysla pozostania tutaj n
stale,nienawidzac wtedy szarej i komunistycznej Polski(wtedy-jako nastolatek)
Bylem sponsorowany przez rzad Quebecu bez zadnych problemow (w wiedniu bylem
tylko 4 miesiace);oczywiscie nie mialem zadnego strachu,bylem mlody i otwrty
na wszystko;
na pocztku nalatwiono mi mieszkanko na Masson Ave ale nie lubilem tej okolicy
i zaraz sie przeprowadzilem do miasta(Westmount);wyslali mnie do szkoly
francuskiego
ale nie mogac sie opeddzic przed wietnamkami(szaleja za zielonymi
oczami)zostawilem ta szkole i zaczalem pracowac jak assystent coiffeur
w Town of Mount Royal przy glownie bogatej zydowskiej klienteli;
bylo fajnie pomimo ze spotkalo mnie cos strasznego,mialem menager salony
Sam,zyd ktory mial 65 lat i byl o mnie strasznie zazdrosny to tego stopnia ze
kilka razy zrobil mi scene nawet wyzywajac mnie o dziecka mordercow zydowskich
po prosty przy wszystkich w samym srodku salonu,tylko dla tego ze bylem
pupilkiem wielu najbogatszych klientek;to tk bylo nadzien dobry w
Montrealu,ale zignorowalem to ,ale plakalem pamietam;nikt sie za mna nie
wstawil poza taka wegierka Vivianne;
mialem reke do wlosow i szybko zalapalem zawod,pracowalem dla tegiego wrednego
francuza Jean-Claude,ktory byl najspapszym czlowiekiem,nic mi nie dawal
extra,a pracowalem po 12 godzin nieraz;
szybko wywachale ze ten switek nie dla mnie,za duzo zawiscie i zazdrosci;
wysalem swoje CV do uwczas istniejacej Quebecair--Intair
i o dziwo poznalem na interview jedna z najpiekniejszych osob w moich 20
latach w Quebecu-Rachele Fournier(dzisiaj podobno pracuje dla AirTransat)
To byla piekna kobieta,pelna dobroci i checi pomocy,wtedy jeszcze po francusku
byl tak sobie,ale wziel mnie i dala mi szanse;
a wiec dostalem prace jako Agent de Bord;
pmietm mordege w czasie kursu 4 tygodniowego,wszystko po francusku,jezyk
techniczny,kurde ale wkuwalem ale dalem rade na 95%;
zaczalem pracowac na pokladach ich samolotow;poznalem Que.bardzo
dobrze,ltalismy po wszystkich pipidowkach
(BlancSablon-MontJoli-LG2,3-SeptIles,Iles deLaMadelaine etc)
ale sie to skonczylo bo byl plajta Quebecair(podobno wszystko rozkrdli i
otworzyli Nationair)gdzie mialem pracowac ale nie lubilem jezdzic na koniec
swiata do Mirabel)
ach wiec po 4 latch w Canadzie nie mialem pracy-------hehe nie na dlugo
na kilka dni-chodzilem do Gymu w Bonavanture,i naprzeciwko byla recepcja
Viarail Canada,wydziaal Quebec,wstapilem aby sie spytac czy maja pokladowy
serwis,okazalo sie ze sa wlasnie w trkcie angzowani nowego personelu;
polecialem po CV mieszkalem wtedy na McGill Ghetto,wiec rowerkiem 5 min,
i na nastepny dzien doslownie interview ,testy rzadowe na dwujezycznosc
(native speaker)hehehehh
i w poniedzialek zaczalem kurs;
po 5 tygodniach,zaczalem pracowac na pocigac jako obsluga;
i tam wlasnie przepracowalem 16 lat;na poczatku to byla fajn firma,mialem
kilku fajnych i rownych menagerow,wtedy podobno o byl dobra praca,zycie bylo
duo tansze jak teraz,a zarabialem tyle samo (niby mi dawali jakies 3 proc
rocznie podwyzki ale inflacj jest 5 proc i wyzsze podadki coraz wiecej)
ale z czasem cos sie zaczelo dziac,powyzucali fajnych ludzi jako menagerow i
zaczeli angazowac ludzi podlizujacych sie,egoistow i karierowiczow(za kazda
cene)ni i atmosfera sie zaczela psuc,ludzie zaczeli sie bac o prace,coraz
wiecej egoizmu i (me myself and i) zasada;
zaczalem wtedy juz jezdzic d Polski jakos od 96roku,i coraz bardziec tesknic;
Po smierci Matki zostalo mi pozostawione mieszkanie ktorym musialem sie zaczac
i dbac;i tak ciagnalem to przez jakies 8 lat,przelewy,oplaty etc.
juz szczerze mialem tego dosyc,mialem dwa zycia jedno w Montrealu jedno we
Wroclawiu,na poczatku imponowalo mi to heheheheh(byle snobem)ale sie zmieniam
i skromnieje po przezyciach i msialem poprostu wybrac;
nie jest to latwe,wydoroslalem w Montrealu,ockalem sie z mlodzienczego snobizmu,
tam i musialem to zrobic dla wlasnego odnalezienia sie;
Gdyby jeszcze Quebec zaoferowal mi jakos kulture i tozsamosc godna uwagi to
byc moze,ale niestety tak nie bylo,wrecz przeciwnie tam jest,poprostu nie
modne juz jest miec jakakolwiek tozsamosc gdyz dla nich to juz exteremizm a
sami sa zadufani i oglupieni separtyzmem w ktory tak naprade wiekszosc i tak
nie wierzy,zostali oklamani przez wlasnych politykow i teraz sa w letargu;
General z Francji juz dwno umarl "Vive le Quebec Libre"i poczciwy Rene
Levesque a z nimi umarl separatyzm,to co sie tam teraz dziele to kpiny z
inteligencji podatnikow;
wsztko juz mnie denerwowalo w Montrale,te brudne ulice zaniedbane dzielnice etc.
ta obsluga (mozna sto razy przyjsc do sklepiku po to samo a oni dalej cie nie
rozpoznawaja);
ale pytaci sie co mnie napadlo;
a wiec________
szukal pretekstu jakiego aby juz wreszcie wyjechac;
podczas rutynowej podrozy w pierwsze klasie,mialem menagera na pokladzie z
inspekcja

byly moj koleg,ktory byl znany z lenistwa i kretactwa)
pracowalismy jak debile 2 osoby na 54 klientow,full service,
cos mnie zagadal,bylem zalatany,wiec powiedzialem ze pozniej,nie spodobalo mu
sie to,poszedl na druga strone wagony stanal doslownie jak jakos hitlerowiec z
rozkraczonymi nogami,i sie wpatrywal we mnie (intymidacja-na calego)
nie moglem sie skpic i uczono mnie zeby odrazu z jakas sprawa sie
rozprawic,wiec poszedlem do niego i powiedzialem mu ze to intymidacja,na co on
ze nie moge zakceptowac faktu ze on sie dorobil pozycji a ja dalej serwuje
etc.strasznie mnie to zdenerwoawalo gdyz ja nauczylem sie wszystkim dobrze
zyczyc;zagrozil mi ze mnie chce widziec w swoim biurze;
Na nastepny dzien bedac w biurze zgloscilem sie do szefowej(nad)i poprosilem o
spotkanie;Poskarzylem sie na sytuacje,ona zaproponowla spotkannie razem z nim;
wzialem swiadka i no sie stalo;
uszy mi zwiedly,kiedy usllyszalem ze to ja bylem agresywny;
jak mu powiedzialem ze klamie zaczal mi grozic ze tego tak nie zostawi,ze mi
sprawe wytoczy za znieslawienie(ci ludzie wszystko zrobia aby zostac na stolku);
nie chcialo mi sie wierzyc;w mojej Kanadzie gdzie tak wszyscy o tych prawch
czlowieka,pracownika nauczaja cos takiego mi sie wydarza;to byl szok;
Nawet nie wiedzieli jk mnie ta rozmowa niszcza,wszystko co wierzylem,co
myslalem o Knadziie okazalo sie mitem;
cdn.
zapraszam do pisania
danny