Kioto? A co to jest?

26.05.06, 03:42
Kanada nie mogac sobie dac rady z narzuconymi przez Kioto restrykcjami
wycofuje sie. I po co byly to czerwono socjalistyczne placze jacy to
Amerykanie zli bo nie podpisali. Ktos teraz zjada wlasna stope...
    • soup.nazi Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 16:10
      ertes napisał:

      > Kanada nie mogac sobie dac rady z narzuconymi przez Kioto restrykcjami
      > wycofuje sie.

      I bardzo dobrze. Dosyc rzadow swietpierdzacych liberalow. Nie moge sie nacieszyc
      za kazdym razem jak Harper im w cos przydzwoni i zaczynaja sie rzucac, hehehe.
      Posrany klamca McGuilty pozamykal elektrownie weglowe w ON bez zastanawiania sie
      skad wezmie prad i teraz torsyla ulotki zeby oszczedzac. Ceny oczywiscie poszly
      w gore. Nastepny swietopierdzacy debil. To jest chyba jeszcze wiekszy gnoj od
      Bobka McRae.
    • artur737 Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 17:10
      Od samego poczatku bylo widac, ze podpisanie Kioto to byla pomylka. I tak dobrze,ze sie wycofuja, bo w innych dziedzinach zycia, nawet jak byla duza pomylka to w niej tkwia i nie zmienia raz wybranego kierunku. Patrz: gun registry.

      Ci Kanadyjczycy to czasem takie glaby, ze rece opadaja. Maja lepiej niz w Polsce tylko dlatego, ze ich nikt nie napadl w 1939 i wszystkiego nie zniszczyl, nikt nie okupowal i wyzyskiwal przez 50 lat, no i maja duza ziemi pod ktora sa zloza mineralne.
      • ertes Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 19:06
        Glaby? hmm a to ciekawe..

        Znaczy sie Polska do 1939 roku to byla mlekiem i miodem plynaca bo tam same
        inteligenty zyja? A potem raptem ni stad ni zowad nas napadnieto i tera je bieda?

        Tylko ja mam takie pytanie jak to sie stalo ze ten super inteligentny narod DAL
        SIE NAPASC i co gorsza DAL SOBIE wszystko zniszczyc i jeszcze potem WYZYSKIWAC
        przez 50 lat?

        Ale glabami sa Kanadyjczycy bo ich nikt nie napadl ani nie wykorzystywal...
        Zaraz, zaraz cos tu nie gra... Moze ktos wytlumaczy...
        • artur737 Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 19:28
          Nie wiem czego tu nie rozumiesz bo pisalem prostym jezykiem.
          • ertes Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 20:24
            artur737 napisał:

            > Nie wiem czego tu nie rozumiesz bo pisalem prostym jezykiem.

            A tak, to zauwazylem.
          • soup.nazi Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 21:10
            artur737 napisał:

            > Nie wiem czego tu nie rozumiesz bo pisalem prostym jezykiem.

            Zgadza siem. Tak prostym, jak proste jest twoje wyobrazenie o swiecie. Zeby nie
            powiedziec - prostackie, hehehe
        • viiking Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 20:41
          Skad ta wiara w inteligencje Kanadyjczykow? Przeciez prawie wszyscy z nich to potomkowie najbiedniejszych i najslabszych grup, ktore za chlebem zdecydowaly sie emigrowac za wode. Kraj byc dziwiczy, mnostwo ziemi nigdy nie uprawianej to i nic dziwnego, ze sie troche wzbogacili. Ale teraz ziemia jest zaklepana i ci co przyjezdzaja to moga sie wykazywac co najwyzej w sektorze uslug: pilnowac dzieci, prowadzac psy na spacer, reperowac hydraulike lub klasc kafelki. Bez ciezkich milionow nie bedziesz mial farmy ani firmy. A tych milionow nie zarobisz pilnujac komus dzieci.

          Jeszcze 20 lat temu Kanada nie miala wlasnych porzadnych szkol i trudniejszych pracach musiala polegac na ludziach ksztalconych gdzie indziej, zwykle w Europie. Wtedy jeszcze w miare sie oplacalo emigrowac do Kanady bo te ukonczone szkoly dawaly pewna przewage nad tubylcami. Ale to sie skonczylo.
          Teraz maja juz tych swoich szkol pelno (zadna tam rewelacja a wiem bo jedna ukonczylem), ale innych szkol spoza Kanady nie uznaja.



          Moze troche nie na temat, ale jak w Polsce kladles kafelki i pojedziesz do Kanady klasc kafelki to jeszcze to moge zrozumiec. Niby to samo, ale wiecej pieniedzy. Ale jak ktos zrobil w Polsce magistra lub doktora i jedzie do Kanady klasc kafelki, to przepraszam, ale jest to recepta na katastrofe.

          • soup.nazi Hehehe, tepi Kanadyjczycy stwierdzili, ze jestes 26.05.06, 21:09
            jeszcze tepszy od nich i dlatego po latach pobytu w Kanadzie w dalszym ciagu
            kopiesz rowy operujac reczna koparka. I dlatego wyjesz jakby ci ktoras zrobila w
            pozycji na wilka. Rwij kapcie, szmoku, hehehe
            • xfafar Re: Hehehe, tepi Kanadyjczycy stwierdzili, ze jes 03.06.06, 06:33
              To juz kolejny post, ktory zadziwia mnie swa inteligencja a raczej inteligencja
              autora...
              Nie zauwazylem, by ktos tu opisal wlasna historie. Rozmowa byla o przecietnym
              czlowieku przyjezdzajacym tu w celu rozpoczecia nowego zycia. Jedni wybieraja
              ciezka fizyczna prace, gdyz zmusza ich do tego sytuacja, inni i moze bardziej
              pewni siebie ida za glosem swych ambicji.
              Z twoich komentarzy nie wynika nic, co by wskazywalo ze masz szacunek dla
              innych. Moze kryje sie za tym jakis kompleks?
              P.S.
              Zazdroszcze nicka!
              • soup.nazi Re: Hehehe, tepi Kanadyjczycy stwierdzili, ze jes 07.06.06, 05:33
                xfafar napisał:

                > To juz kolejny post, ktory zadziwia mnie swa inteligencja a raczej
                inteligencja
                >
                > autora...
                > Nie zauwazylem, by ktos tu opisal wlasna historie.

                To mial byc sarkazm? Try harder.

                Rozmowa byla o przecietnym
                > czlowieku przyjezdzajacym tu w celu rozpoczecia nowego zycia. Jedni wybieraja
                > ciezka fizyczna prace, gdyz zmusza ich do tego sytuacja, inni i moze bardziej
                > pewni siebie ida za glosem swych ambicji.
                > Z twoich komentarzy nie wynika nic, co by wskazywalo ze masz szacunek dla
                > innych.

                Powiedzmy sobie szczerze i bez ogrodek - nikt nie lubi sie scierac. Mocno
                skrocona historia swiata to historia dazenia jednych ludzi do osiagniecia
                zajecia lzejszego i bardziej intratnego od innych ludzi, w skrajnych
                przypadkach kosztem tych innych i za wszelka cene. Domaganie sie szacunku dla
                tak zwanej ciezkiej pracy, to prosba o nagrode pocieszenia skladana przez tych
                ktorym tak wypadlo, z racji okolicznosci obiektywnych, czy tez wlasnego
                lenistwa lub niezawinionionej niemoznosci (umyslowej, warunkow rodzinnych,
                zdrowia, etc.). Otoz mam szacunek dla (i wspolczucie), ktorym tak wypadlo z
                powodow od nich niezaleznych. Ludzie tacy przewaznie godza sie z wlasnym losem
                i ciesza sie tym co maja dla siebie i swoich dzieci, zazdroszczac innym, tym
                smielszym i bardziej przedsiebiorczym, cichutko i po ludzku "Szkoda, ze ja tak
                nie moglem". Tym, ktorzy w Kanadzie, mogli, nic nie zrobili, dzis zaluja,
                powiem "Coz ci poradze? Jak nie uwazales co robisz, to rob co uwazasz" jesli
                rozumieja na czym polegal ich blad i nie maja kretynskich pretensji do tych,
                ktorzy rozegrali sprawe nieco inaczej. Tym, ktorzy, mogli, a nic nie zrobili,
                oraz wszelkim tepym, agresywnym a zawistnym powiem "Poranna witaja zmiano - to
                zycie twe - z...j " i absolutnie nie mam dla nich zadnego szacunku, a nawet
                chichocze sarkastycznie gdy podskakuja tu i owdzie jak wszy na grzebieniu
                kolegi zamurzynami (ach, to swietny przyklad patologii imigracyjnej).

                Czy rzucilem nieco swiatla?

                Moze kryje sie za tym jakis kompleks?

                Nie tyle kompleks co alergia na durniow i polaczkow.
          • ertes Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 21:15
            Piszac to co powyzej sam wystawiasz sobie swiadectwo.
          • soup.nazi Re: Kioto? A co to jest? 26.05.06, 22:24
            viiking napisała:

            > Teraz maja juz tych swoich szkol pelno (zadna tam rewelacja a wiem bo jedna uko
            > nczylem)

            ESL standalone czy ESL for the illiterate combo polaczone z wakacyjnym
            internshipem w skladaniu kartonow sypialnych w ramach Habitat for Humanity project?

            , ale innych szkol spoza Kanady nie uznaj

            Wiesz, to przykre, ale musisz zrozumiec, ze to jest market economy, a ze
            niewiele osob w Kanadzie zbiera grzyby i dlatego zapotrzebowanie na absolwentow
            szkoly wyplatania koszykow im. Bartusia Obrochty w Starych Juchach jest minimalne.
    • papalek Re: Kioto? A co to jest? 27.05.06, 07:45
      Problem z Kioto jest dosc skomplikowany. Partia liberalna duzo na ten temat
      gadala, nic w tej dziedzinie nie zrobila i juz sie okazuje, ze Kanada nie
      bedzie w stanie tym wymoga sprostac i bedzie musiala kupowac kredyty, zeby
      dalej smrodzic. Kompletna hipokryzja. Teraz, nie nalezy zapominac, ze jeszcze
      pare lat temu pewni czlonkowie Aliance Party zaprzeczalo istnieniu efektu
      cieplarnianego (min pani Diane Ablonczy z Calgary). Teraz kiedy praktycznie
      udowodniono, ze ten efekt istnieje to nic sie na ten temat nie mowi. Zal mi
      Harpera, bo wydaje mi sie, ze jest wlasciwie uczciwy probojac sie Kioto
      wycofac. Co jednak zrobic ze srodowiskiem. Jezeli sie wszyscy wycofaja to sie
      ta planete zasmrodzi do konca. Liberalowie powinni sobie jednak wziac na
      wstrzymanie, bo Harpera krytykuja, ale sami zapieprzyli parelat, gdzie cos
      mozna bylo zrobic. Dla porownanie produkcja geenhouse gases w USA nie wzrosla
      procentowo tak wielce jak w Kanadzie. W ramach Kioto to redukcja ma nie
      obowiazywac Chin i Indii, ciekawe ile oni nasmrodza, bo nie wierze, ze sie beda
      tym przejmowac. Dla niech wzrost ekonomiczny liczy sie bardziej niz ich
      przyszlosc.
      • artur737 Re: Kioto? A co to jest? 27.05.06, 23:42
        Kanada jest odpowiedzialna za 2% efektu cieplarnianego.

        Glownie smrodza Chiny, USA, Europa i Indie.
        • artur737 Re: Kioto? A co to jest? 27.05.06, 23:47
          A liberalowm sie wydawalo, ze wystarczy poobtykac domy, by cieplo nie uciekalo i juz wychodzimy na prosta.

          A tu domy do ogrzania wielkie, kazdy jezdzi ciezarowka lub Suvem, ktore zlopia paliwo galonami, przez pol roku ciemno i trzeba oswietlac, odsniezac drogi przez 6 miesiecy w roku, transport publiczny w zarodku.

          Z czym to do Kioto?
          • soup.nazi Re: Kioto? A co to jest? 28.05.06, 07:10
            Facet, nie szyj sobie beretu publicznie. Jestes nastepnym gosciem z
            nieuzasadnionymi pretensjami do IQ 100. I jak to widac!
      • soup.nazi Re: Kioto? A co to jest? 28.05.06, 07:18
        papalek napisał:

        > Teraz kiedy praktycznie
        > udowodniono, ze ten efekt istnieje

        Gdzie udowodniono? Wiesz, ze nie mam zlosliwej intencji, przeto nie lekaj sie
        wink. Czytalem ostatnio "State of Fear" Crichtona. Niezla sensacja, ale
        argumentacja nie do odepchniecia. Tym bardziej, ze facet jest "z pochodzenia"
        naukowcem. Jesli nie wpadla ci w rece - polecam - wlasnie ze wzgledu na owa
        argumentacje. It'll make you think twice about global warming.
        • papalek Re: Kioto? A co to jest? 28.05.06, 08:39
          Stezenie C02 jest hyba najwyzsze od 35 milionow lat (potwierdzone przez badania
          stezenia CO2 w odwiertach lodowcow). Powieksza sie stopniowo od 1800 roku
          (rewolucja przemyslowa). Pokrywy lodowe na obu polkolach sie kurcza. Cykliczne
          dane klimatu sugeruja, ze powinnismy miec teraz oziebienie przynajmniej na
          polkolo polnocnej, a sprawy ida w druga strone. Oceany ulegaja stopniowemu
          zakwaszeniu (Scientific American)od zwiekszonego CO2. Jezeli mam opierac sie na
          opinii paru facetow ktorzy zaprzeczaja temu zjawisku, mimo ze wiekszosc uwaza,
          ze ono istnieje, to uwazam, ze praktycznie zmiany klimatyczne potwierdzaja
          teorie. Uwazam, ze lepiej sie troche bac i oszczedzac zloza mineralne niz sie
          tym w ogole nie przejmowac i obudzic z reka w nocniku. Miejsze zuzycie wegla,
          gazu i ropy na pewno nam nie zaszkodzi.
          • soup.nazi Re: Kioto? A co to jest? 30.05.06, 07:37
            papalek napisał:

            > Stezenie C02 jest hyba najwyzsze od 35 milionow lat (potwierdzone przez
            badania
            >
            > stezenia CO2 w odwiertach lodowcow). Powieksza sie stopniowo od 1800 roku
            > (rewolucja przemyslowa). Pokrywy lodowe na obu polkolach sie kurcza.
            Cykliczne
            > dane klimatu sugeruja, ze powinnismy miec teraz oziebienie przynajmniej na
            > polkolo polnocnej, a sprawy ida w druga strone. Oceany ulegaja stopniowemu
            > zakwaszeniu (Scientific American)od zwiekszonego CO2. Jezeli mam opierac sie
            na
            >
            > opinii paru facetow ktorzy zaprzeczaja temu zjawisku, mimo ze wiekszosc
            uwaza,
            > ze ono istnieje, to uwazam, ze praktycznie zmiany klimatyczne potwierdzaja
            > teorie.

            Moze maja do tego podstawy. Takie sprawy nie zaleza od zdania wiekszosci -
            raczej w ogole nie rozstrzyga sie ich przez glosowanie. Stanowczo za malo
            danych by autorytatywnie stwierdzac to czy tamto. W miare systematyczne pomiary
            temperatury prowadzi sie dopiero od polowy lat 30. Niewykluczone, ze zjawisko
            zachodzi, pytanie czy na pewno mamy z tym tak duzo wspolnego jak sie nam zdaje.

            Uwazam, ze lepiej sie troche bac i oszczedzac zloza mineralne niz sie
            > tym w ogole nie przejmowac i obudzic z reka w nocniku. Miejsze zuzycie wegla,
            > gazu i ropy na pewno nam nie zaszkodzi.

            Zgadza sie, ale nie sposobem Kioto - to gniot. Dalej polecam ci wczesniej
            wymieniona ksiazke. Nie po to zeby pouczac - dobra rozrywka i mozna spojrzec na
            sprawe z nowej perspektywy. Tym bardziej, ze autor podaje powazne zrodla na
            Necie i ciekawi moga sobie sami sprawdzic.
Pełna wersja