Czemu kobiety nie odchodza poki jeszcze jest czas?

18.10.06, 18:57

torontosun.com/News/TorontoAndGTA/2006/10/18/2059310-sun.html
Jestem wstrzasnieta. Policja interweniowala wczesniej w tym domu juz 2 razy
przy tzw "domestic disputes". Tym razem nie zdazyli.

Co trzyma kobiety przy mezach oprawcach. Gdyby p. Zofia odeszla od swojego
meza po pierwszej interwencji jej dzieci nie mialyby dzis ojca mordercy.
Krytykujemy islam i zniewolenie kobiet a tutaj mamy przyklad z wlasnego
podworka. Zycie z oprawca. Krycie siniakow przed sasiadami, "upadki ze
schodow" itd.


Zal mi tej dziewczyny, ktora zostala. Postaram sie dowiedziec czy mozna jej
jakos pomoc.

Spinelli
    • sylwek07 Re: Czemu kobiety nie odchodza poki jeszcze jest 18.10.06, 19:15
      spinelli to zadam Ci pytanie a jesli odejdzie to gdzie sie uda,kto jej pomoze i
      poda pomocna dlon?czasami czlowiek boi sie prosic o pomoc aby nie uslyszec (to
      nie moja sprawa to twoja)a wiec wtedy zostaje sam ze swoimi problemami.

      Prawie kazdy z Nas po tej tragedi podal by reke ale czy wczesniej bylo by tak
      samo?

      Moim zyczeniem i modlitwa jest to aby kazdy dla kazdego byl dobry.
      • spinelli Sylwek, ja nie winie tej kobiety 18.10.06, 19:33
        ale rozpacz mnie ogarnia, kiedy czytam, ze takie rzeczy dzieja sie w Kanadzie.
        To nie Afganistan. Mam znajoma, ktora odeszla z dzicmi do Women's Shelter -
        zostala tam az stanela na nogi. Tu nie trzeba uciekac na ulice. Najubozsze
        schronisko lepsze jest niz smierc.

        Mam inna kolezanke, ktora od dluzszego czasu skarzy sie na meza, ktory bije
        dzieci (podejrzewam, ze ja takze), mowie jej - uciekaj a ona zaczyna go bronic:
        ze mial ciezkie dziecinstwo, ze co dzieci w szkole powiedza...
        Kiedy tylko moge staram sie pomoc, nie omijam, nie odwracam glowy, nawet jesli
        potem ktos uzna mnie za wroga.
        Pozdrawiam,
        Spinelli
        • sylwek07 Re: Sylwek, ja nie winie tej kobiety 18.10.06, 23:34
          ja tym bardziej takich kobiet nie winie ,,tak czasami jest i znam to ze swojego
          zycia zbyt dokladnie .
          • pikorpikor Re: Sylwek, ja nie winie tej kobiety 18.10.06, 23:46
            Tu nie chodzi o to aby kogoś winić czy nie.

            Sprawa jest prosta: zachowujesz się jak mąż/żona albo spadaj z mojego życia.

            Są na takich metody.

            pozdr.
        • pikorpikor Re: Sylwek, ja nie winie tej kobiety 18.10.06, 23:43
          Każdy kto przyjeżdża z niedemokratycznego kraju powinien poświadczać, że będzie
          się stosował do wartości kraju do którego przybył bo inaczej zostanie skazany
          na banicje np. zobowiązuje się nie zrzekać drugiego obywatelstwa i powrócić do
          swojego kraju jeżeli zostanie skazany za przestępstwa na tym tle z równoczesnym
          pozbawieniem kanadyjskiego czy innego.

          Np. islam żeruje na demokracji - u nich w krajach jej nie ma, my mamy szanować
          ich zasady, oni mogą manifestować swoje poglady. My swoich zasad w ich krajach
          manifestować nie możemy. Oni mogą nawet te, które ewidentnie kłócą się z naszą
          cywilizacją - spadać do swoich krajów jak źle!

          pozdr.
        • tora99 Re: Sylwek, ja nie winie tej kobiety 19.10.06, 00:36
          spinelli, to sie nazywa wspoluzaleznienie i nie kwestia afganistanu, polski czy
          kanady. to zdaza sie wszedzie.
          mniej wiecej to tak jak dla palacza rzucic fajki.
          pomoc dla takich osob, to jak najwiecej informacji o osrodkach terapeutycznych,
          gdzie wiedza jak trzeba sie zajac wspoluzalezniona osoba.
          a zgadzam sie, trudno siebie wyobrazic w takiej abstrakcyjnej sytuacji.
          • sylwek07 Re: Sylwek, ja nie winie tej kobiety 19.10.06, 08:38
            tora99 zgadzam sie z tym co napisalas bo widze to w moim zyciu ze jesli wiem na
            kogo moge liczyc i co moge zrobic wtedy moj lek,strach staje sie mniejszy i sam
            moge sobie poradzic.
    • sylwek07 Re: Czemu kobiety nie odchodza poki jeszcze jest 18.10.06, 23:56
      pewnie ze mozna takich usadzic bardzo szybko ale co zrobic z ta osoba ktora
      teraz wychodzi z takiego zwiazku?czasami taka osobe trzeba nauczyc od nowa
      zycia i postepowania.

      a wlasnie gdzie sie moze udac taka osoba o pomoc?
    • monika_a_b Re: Czemu kobiety nie odchodza poki jeszcze jest 19.10.06, 18:02
      Mnie też denerwuje niesamowicie fakt, że kobieta nie jest w stanie odejść od
      oprawcy zanim nie będzie za późno... Szkoda mi tej kobiety... sad
      Wiele kobiet jednakże - co jest dla mnie niepojęte - od początku małżeństwa
      decyduje się na rolę "pani domu", nie ma własnych zarobków, jako imigrantka być
      może nie zna (dobrze) języka kraju, w którym mieszka, dochodzi do tego brak
      wykształcenia bądź pracy zarobkowej, z której od biedy można było by się
      utrzymać... I w przypadku przemocy w rodzinie tak zahukane kobiety nie wiedzą
      nawet jak, ba, nie śnią nawet o tym, by się poinformować, w jaki sposób pozbyć
      się agresora...
      Też znam kilka takich przypadków... sad
      Moim zdaniem to policja powinna _wyrzucić_ z domu takiego agresora, a nie że
      kobieta wraz z dziećmi musi uciekać do "women shelters"... Dlaczego to ona musi
      rezygnować z dorobku życia, jeśli to ewidentnie jej ślubny ma problem z agresją?

      Raz udało mi się pomóc dziewczynie, która broniła się przed byłym chłopakiem,
      który nie chciał się pogodzić z jej decyzją o rozstaniu. Było to we Francji,
      mieszkałam tam w akademiku dla dziewcząt. Pewnej nocy obudził mnie wrzask na
      korytarzu (w takim lichym akademiku wszystko było słychać), okazało się że to
      to ten "były" kopał drzwi do pokoju swojej ex, a ona próbowała przez zamknięte
      drzwi odwieść go od tego zamiaru i uspokoić, bez skutku. Długo się nie
      zastanawiałam, gdyż słyszłam jak ona płacze, bo bała się, że tekturowe drzwi
      nie wytrzymają napięcia (rzeczywiście klamka już wisiała bezwiednie), więc
      wyszłam na korytarz i też zaczęłam uspokajać jej eksia. Nikt więcej na korytarz
      nie wyszedł, pomimo że było tam jakieś 50 zapełnionych pokoi, tyle że w nich
      same zastrachane dziewczyny. Któraś jednak zdołała zadzwonić po pomoc i po
      kilku minutach, gdy sama prawie bym oberwała od tego eksia za interwencję,
      przyszedł dozorca z jakimś innym facetem i wspólnie go wyprowadzili. Eksio był
      Marokańczykiem. W czasie mojego rocznego pobytu w tym mieście sama byłam
      trzykrotnie atakowana przez Marokańczyków (mają szczególne słownictwo i akcent,
      stąd wiem, bo wygląd to nie wszystko), całkiem bezpodstawnie. No cóż, jako
      blondynka o słowniańskiej rysach twarzy nie miałam szans... uncertain
      Agresji trzeba mówić "nie", i to tyle razy, do znudzenia, aż zaskutkuje... I
      przede wszystkim informować kobiety o ich prawach.
Pełna wersja