kwiaty i kot

15.01.06, 11:37
Witam,

Podczytuję, ale się odzywam pierwszy raz, więc wszystkich pozdrawiam :o)

Tak się zastanawiam, czy kot w mieszkaniu ma coś wspólnego z marniejącymi
kwiatami. I nie chodzi mi o bezpośrednie działanie tego użyszkodnika :o)

Mam w domu sporo kwiatów od lat - od tropikalnych, po zwykły bluszcz i jakoś
intuicyjnie wyczuwałam, jak je pielęgnować. Było i lepiej i gorzej - ale
kwiatki tylko sporadycznie mi padały, przeważnie z mojej winy - z przelania
bądź przesuszenia.
A teraz, od miesiąca (odkąd wzięłam kotkę do domu) po prostu zaczęły mi
marnieć. Schnąć, żółknąć, więdnąć, plamami się okrywać.
Oczywiście podejrzenie padło na kota :o) Ale trudno kota bezpośrednio winić,
że bluszcz, który stoi od lat w tym samym miejscu (wysoko na szafie) marnieje.
Gdzie jak gdzie, ale tam kot na pewno nie wlazł.

I tak sobie kombinuję, czy to zbieg okoliczności, środek zimy, suchość
powietrza (ogrzewanie centralne) czy też samo 'jestestwo' kota tak zadziałało.

Dla przykładu miałam :o( piękne łosie rogi. A teraz, każdy nowy liść ma
brązowe plamy, a te stare żółkną i jakby gniją... A nic nie zmieniłam w
sposobie pielęgnacji...

pozdrawiam :o)
    • mazumo Re: kwiaty i kot 15.01.06, 13:11
      Z tego co piszesz,kochasz roślinki i masz sporą kolekcję,ale trudno powiedzieć
      czy to obecność kota sprawiła że twoje piękności zaczęły marnieć,jest sporo
      czynników powodujących choroby,sprawdż czy nie ma szkodników,czy nie rozwijają
      się jakieś choroby,kiedy w mieszkaniach zimą jest ciepło i sucho to może zacząć
      się coś zaczynać na roślinach,kiedy niedawno miałam kota to obgryzał mi
      końcówki np.filodendrona,draceny,juki wyglądało to brzydko ale trudno.pozdrawiam
      • bastille Re: kwiaty i kot 16.01.06, 00:03
        mazumo napisała:

        > Z tego co piszesz,kochasz roślinki i masz sporą kolekcję,ale trudno
        powiedzieć
        > czy to obecność kota sprawiła że twoje piękności zaczęły marnieć,

        Zgadza sie :o) Kocham kwiaty, nawet jesli 3/4 z nazwy jest mi obca ;o)
        A na kotach to ja sie w ogole nie znam, psiara jestem :o)
        I tak wlasnie pomyslalam, ze moze kot - prosze sie nie smiac z mojego
        teoretyzowania :o)) - wydziela cos, co powoduje, ze w malym, ciasnym mieszkaniu
        ma to wplyw na kwiatki :o))

        Bo sikac mozna do doniczki, ale nie tej, ktora jest na szafie i spadlaby od
        kazdego machniecia lapka :o)

        > jest sporo
        > czynników powodujących choroby,sprawdż czy nie ma szkodników,czy nie
        rozwijają
        > się jakieś choroby,kiedy w mieszkaniach zimą jest ciepło i sucho to może
        zacząć
        > się coś zaczynać na roślinach,

        Obejrzalam wszystkie i zadnego robala, nic nie znalazlam. W ziemi tez
        pogrzebalam, i tez nic. Na szczescie, ale...

        > kiedy niedawno miałam kota to obgryzał mi
        > końcówki np.filodendrona,draceny,juki wyglądało to brzydko ale
        trudno.pozdrawia

        No moj mi podniszczyl kilka - wygladaja teraz jak salata :o) Ale dam rade -
        jestem stanowcza - ja wygram :o)

        Dziekuje za odpowiedz i pozdrawiam :o)
        > m
    • zettrzy Re: kwiaty i kot 15.01.06, 19:25
      jedyny wplyw kota na rosliny to ogryzanie, jedynie kaktusy o bardzo
      nieprzyjemnych kolcach sa bezpieczne, moj kot potrafi zezrec galazke araukarii i
      poprawic lisciem gloksynii, sama salatka, prawda?
      bardzo maly kotek moze tez pomylic doniczke z kuweta, ale wiekszy sie po prostu
      nie zmiesci, wiec posadzanie kota o szkody na tym terenie tez nie jest sluszne
      mam kota dluzej niz rosliny, nigdy nie sprawial zadnych klopotow poza
      podjadaniem (ale kiedys tam, jak nie dopatrzylam, zezarl mi cala malutka
      palemke, haha - tylko pieniek zostal w doniczce)
      • bastille Re: kwiaty i kot 16.01.06, 00:05
        zettrzy napisała:

        > jedyny wplyw kota na rosliny to ogryzanie, jedynie kaktusy o bardzo
        > nieprzyjemnych kolcach sa bezpieczne, moj kot potrafi zezrec galazke
        araukarii
        > i
        > poprawic lisciem gloksynii, sama salatka, prawda?
        > bardzo maly kotek moze tez pomylic doniczke z kuweta, ale wiekszy sie po
        prostu
        > nie zmiesci, wiec posadzanie kota o szkody na tym terenie tez nie jest
        sluszne
        > mam kota dluzej niz rosliny, nigdy nie sprawial zadnych klopotow poza
        > podjadaniem (ale kiedys tam, jak nie dopatrzylam, zezarl mi cala malutka
        > palemke, haha - tylko pieniek zostal w doniczce)


        To sie usmialam :o)))
        No moj, jak na ten moment, to azurek robi na lisciach, ale juz niedlugo :o)
        Walcze z nim i szkody fizyczne sa coraz mniejsze :o)

        Ide - pogrzebie w archiwum, moze znajde cos, co ominelam dotychczas. Moze
        znajde rozwiazanie na swoje bolaczki, bo nie moge patrzyc, jak mi kwiatki
        marnieja :-/

        Pozdrawiam :o)
    • geronimo28 Re: kwiaty i kot 17.01.06, 11:48
      bastille napisała:

      > Oczywiście podejrzenie padło na kota :o) Ale trudno kota bezpośrednio winić,
      > że bluszcz, który stoi od lat w tym samym miejscu (wysoko na szafie) marnieje.
      > Gdzie jak gdzie, ale tam kot na pewno nie wlazł.

      O, Bastille, nie łudź się:) Dla kota nie ma miejsc niedostępnych:) To, kiedy
      się znajdzie na szafie lub w innym - wydawałoby się niedostępnym - miejscu,
      zależy tylko od inteligencji, sprytu i uporu kota. A są wytrwałe w pokonywaniu
      przeszkód:) Nasz kotek ma czasami zakusy nawet na wiszącą u sufitu lampę:) A
      szafy to spenetrował już dawno wszystkie!
      Rzeczywiście, zestaw: kot i kwiaty może się początkowo wydawać nieszcząśliwy i
      kłopotliwy. Największy problem to, faktycznie podgryzanie i obrywanie liści
      łapkami. Szczególnie młode koty są zainteresowane tym procederem. Nasz obgryzał
      skutecznie np. dracenę. Przeżyła i dobrze się ma, bo po pewnym czasie kot traci
      zaintersowanie roślinką, która stoi w tym samym miejscu. Z doświadczenia wiem,
      że najbardziej interesujące są rośliny nowe, bądź przestawione w inne miejsce.
      Nasz kot, kiedy był maluchem, maltretował okrutnie krotona, obrywając mu
      pazurkami liście. Potem jego zainteresowanie przerzciło się na skrzydłokwiat.
      Ten, jak wiadomo, jest bardzo wrażliwy, więc wychodził z tych "zabaw"
      poturbowany. Zdarzało się też kotu zaczepiać też fikusa:)Wszystkie roślinki
      jednak wyszły zwycięsko:) Teraz kot interesuje się tylko tymi nowymi roślinami
      i to tylko przez jakiś czas.
      Co do kaktusów, to rzeczywiście one raczej nie leżą w kręgu zainteresowań
      kotów, prawdopodobnie z powodu niemiłych doświadczeń z kolcami. Kotki moich
      rodziców skutecznie omijają kaktusy z obopólnym pożytkiem:)
      Niektóre rośliny mogą być szkodliwe dla kota, ze względu na trujący sok.
      Decydując się na mieszankę "kot i kwiaty" musimy o tym pamiętać.

      Pozdrawiam
      ger
      • pxm Re: kwiaty i kot 04.02.06, 23:28
        ciekawe mogłabyś napisać jak to się skończy czy to wina kociambra czy jakieś
        inne czynniki
        mi kiedyś ukochany kotunio połamał parolętnią jukę, na szczęście ją ukorzeniłam
        traktował ją jak pal do ostrzenia pazurków
        a poza tym kotunio potraktował dwie skrzynki z kiełkującymi nasturcjami na
        balkon jako kuwetę, szkodnik wredny.

        alice_79@wp.pl
    • sylwia183 Re: kwiaty i kot 05.02.06, 20:41
      Witam,
      równiez lubię poczytać , ale głos zabieram po raz pierwszy.
      Podobnie jak inni miłośnicy kwiatów nie uważam aby biedne kocię mogło
      spowodować aż takie szkody w roślinności całego domu. Myślę, że główną
      przyczyną może być jakiś szkodnik, który pasożytuje wewnątrz roślny, są one
      zupełnie nie zauważalne gołym okiem ( one mają jakąś fachową nazwę ale na
      śmierć zapomniałam), mogłaś go przynieść do domu z innymi roślinami, ziemią
      itd.. Warto zabrać jednego chorego liścia do sklepu ogrodniczego gdzie powinni
      od razy określić przyczynę. Ponadto pragnę zauważyć, że tegoroczna zima w
      porównaniu z innymi latami jest dosyć długa i morożna, co za tym idzie wieęcej
      i dłużej ogrzewamy mieszkania, co nie pozostaje bez wpływu na znacznie mniejszą
      wolgotność w pomieszczeniu (czego kwiaty nie znoszą). Proponuję choćby
      nawilżacze ceramiczne na kaloryfer, co na pewno pomoże kwiatom i ich
      właścicielom. Jednocześnie możesz kwiaty, które lubią opryski pryskać o jeden
      raz więcej niż do tej pory.
      Z nadzieją, że biedne stworzonko zostanie oczyszczone z tak poważnych zarzutów
      Sylwcia
    • ollus Re: kwiaty i kot 22.02.06, 13:10
      problem mam kwalifikujący się pod Twój temat, ale u mnie kwiaty padają z
      ewidentnej i udowodnionej winy kota.
      nie jakieś tam podgryzanie, na to byłam przygotowana, ale kot skacze na kwiaty,
      poszturchuje, trąca łapami, ciąga, zrzuca co lżejsze doniczki...
      jedynym pocieszeniem jest odpowiedź geronimo28, że kotu się znudzi.
      Natomiast jestem prawie pewna, że samo 'jestestwo' kota nie działa
      destrukcyjnie na kwiaty. w kilku zaprzyjaźnionych domach z kotami kwiaty rosną
      jak wszędzie indziej
Pełna wersja