Dodaj do ulubionych

pacyfikacja Borownicy 20 kwietnia 1945 roku

18.01.05, 12:57
Przeglądając dziś forum Rzeszowa zajrzałem do mojego ulubionego
wątku "Grekokatolicy w Rzeszowie".
Znalazłem tam link dotyczący zbrodni UPA - między innymi w Borownicy:
www.ipn.gov.pl/a_250603_ukraina_sowa.html
W odpowiedzi opisałem sytuację, która doprowadziła do tej zbrodni. Słyszałem
ją kilkakrotnie od starszych ludzi w naszej gminie.
O rzeź oskarża się między innymi mieszkańców Brzeżawy i Żohatyna. Może ktoś z
mieszkańców tych miejscowości posiada więcej informacji na ten temat ?
Obserwuj wątek
    • darino pacyfikacja Borownicy 20 kwietnia 1945 roku - opis 19.01.05, 01:31
      Opis pacyfikacji oraz wydarzen ją poprzedzających znalazłem w książce Grzegorza
      Motyki - "Tak było w Bieszczadach" str. 253-256:
      "Według relacji ukraińskich, tych (w Berezce i Bachowie)i innych mordów
      dopuszczały sie oddziały partyzanckie przybyłe za wschodu, milicja, "czerwone
      bojówki" oraz "cywilne bandy". Do tych ostatnich należeli m.in.
      mieszkańcy "wielkiej, ale biednej wsi Huta koło Birczy".
      Najgroźniejszą "cywilną bandą" była grupa niejakiego Kotwickiego "Ślepego",
      działającego w oparciu o wieś Borownica. Odpowiadała ona, według źródeł
      ukraińskich, np. za rozstrzelanie 27 osób w Jaworniku Ruskim.
      "W tamte dni - pisze I. Kriwucki - na odprawie Prowidu nadrejonu "Chołodnyj
      Jar" postanowiono zniszczyć jedną polską wioskę, która najczęściej brała udział
      w akcjach. 18 kwietnia otrzymałem zadanie przejścia w IV rejon (według naszego
      administracyjnego podziału) i po przeprowadzeniu zaplanowanej akcji na wybraną
      polską wioskę nie dopuścić do tego, żeby nasze zbrojne grupy mściły się na
      polskiej ludności cywilnej. Po drodze, w nocy 19 kwietnia, w wioskach Iskań,
      Piątkowa, Jawornik Ruski, Żohatyn, aż do Woli Wołodzkiej dowiedziałem się, iż
      wszędzie ludzie otrzymali ostrzeżenia od Polaków, że jeśli nie zaczną wyjeżdżać
      na Ukrainę, to do końca kwietnia spotka ich taki los, jak ludzi w Pawłokomie i
      Berezce. W domach prawie nikt nie spał."
      UPA na akcję odwetową wybrała Borownicę. Choć już wcześniej doszło do kilku
      potyczek z "czerwonymi bojówkami", to jednak planowana operacja miała mieć
      znacznie poważniejsze znaczenie.
      Do jej przeprowadzenia wyznaczono dwie sotnie SKW dowodzone przez "Hromenkę"
      i "Zruba", czotę SKW "Orskiego" (Dymitr Karwański) oraz lokalne grupy SB. W
      sumie około 300 ludzi. Całością sił dowodził "Konyk", a bezpośrednio
      szturmem "Chrin".
      21 kwietnia o godzinie 3 (lub 4.30) nad ranem, pod osłoną moździerzy rozpoczął
      się szturm. Opór grupy Kotwickiego został złamany po trzech godzinach, ale
      samemu przywódcy udało się zbiec. Według Kriwuckiego zabito 27 Polaków, ale
      biorący udział w ataku Omelian Płeczeń straty polskie oceniał na ok. 200 osób.
      Straty ukraińskie wyniosły 7 zabitych i 9 rannych. Wioskę całkowicie spalono,
      pozostałą część polskiej ludności ewakuowano później pod osłoną WP.
      Zdaniem "Chrina", "podczas boju wszystkie okoliczne nasze wioski wyszły na pola
      z cerkiewnymi procesjami, chorągwiami i krzyżami, dziękując Bogu za uwolnienie
      od tego bojówkarskiego gniazda, i błagając Go, abyśmy bez ofiar przeprowadzili
      akcję".
      Kilka dni po zniszczeniu Borownicy przybyły z Lwowskiego kapitan Dradan
      Sotirovicz "Draża" zaproponował UPA rozmowy pokojowe. Doprowadziły one do
      zawarcia wspomnianego już porozumienia w Siedliskach, które zatrzymało
      wzmagającą się falę rzezi".
      • besalel Re: pacyfikacja Borownicy 20 kwietnia 1945 roku - 19.01.05, 13:29
        Jestem byłym mieszkańcem wsi Brzeżawa i nigdy nie słyszałem aby ktokolwiek
        wspominał o uczestnictwie jej mieszkańców w pogromie sąsiadującej z nią
        Borownicy. A nie sądzę aby wydarzenie takie było utrzymywane aż w tak głębokiej
        tajemnicy. Poza tym, nic mi nie wiadomo aby NKWD albo SB kiedykokwiek
        prowadziła dochodzenie w Brzeżawie na ten temat. A gdyby w istocie tak było, to
        takie dochodzenie z całą pewnością miałoby miejsce. Dlatego bardziej
        prawdopodobne wydają mi się wersja inna jak np. opisana w książce pt "Tak było
        w Biszczadach".
        • kryzys_w_zimbabwe Re: pacyfikacja Borownicy 20 kwietnia 1945 roku - 20.01.05, 14:18
          besalel napisał:

          > Jestem byłym mieszkańcem wsi Brzeżawa i nigdy nie słyszałem aby ktokolwiek
          > wspominał o uczestnictwie jej mieszkańców w pogromie sąsiadującej z nią
          > Borownicy. A nie sądzę aby wydarzenie takie było utrzymywane aż w tak
          głębokiej
          >
          > tajemnicy. Poza tym, nic mi nie wiadomo aby NKWD albo SB kiedykokwiek
          > prowadziła dochodzenie w Brzeżawie na ten temat. A gdyby w istocie tak było,
          to
          >
          > takie dochodzenie z całą pewnością miałoby miejsce. Dlatego bardziej
          > prawdopodobne wydają mi się wersja inna jak np. opisana w książce pt "Tak
          było
          > w Biszczadach".
          Tylko ze po wysiedleniach akcji wisła mieszkaja tam pewnie nowi osadnicy.
          Autochtoni sa pewnie gdzieś w szczecińskim albo olsztyńskim. Stąd z pewnościa
          niewiedza obecnych mieszkańców. Tak sądzę ale moge sie mylic.
          • besalel Re: pacyfikacja Borownicy 20 kwietnia 1945 roku - 20.01.05, 15:57
            Tak nie było. Zaledwie chyba dwie rodziny, to nie mieszkańcy Brzeżawy. Są to
            byli żołnierze WP, którzy ożenili się z mieszkankami Brzeżawy i tam osiedli.
            Pozostali mieszkańcy to autochtoni. Prawdą jest, że ta ongiś ludna wieś na
            skutek akcji "Wisła" i wywozów w różne części Polski oraz Ukrainy a nawet do
            Kazachstanu, znacznie sie wyludniła. Niektóre przysiółki jak np. Bukowina,
            Klimetówka, wogóle przestały istnieć. W latach 60-tych część wywiezionych osób
            wróciła, często już nie do swoich włości bo te zostały zabrane przez PGR a domy
            albo spalone albo rozebrane. Ciężki był los powracających, musieli wszystko
            zaczynać od nowa, ale ich determinacja sprawiła, że dziś ich dzieci, nawet nie
            pamiętają tamtej gehenny.
    • darino pacyfikacja Borownicy 20 kwietnia 1945 roku 20.02.05, 12:25
      W wielu relacjach znalazłem opinię, że pacyfikacja Borownicy była odpowiedzią
      UPA na masowe pogromy ludności ukraińskiej mn. w Pawłokomie - 365 zabitych (1 i
      2 marca 1945) oraz w Brzusce i Bachowie - około 300 zabitych (11 kwietnia 1945).
      Potwierdza te opinie zbierzność dat oraz to, że po tych zajściach UPA zawarła
      porozumienie z polskim podziemiem w Siedliskach, i masowe mordy ustały !
      • darino pacyfikacja Borownicy oczami żołnierza UPA 25.04.05, 21:44
        Kilka dni temu wpadł mi w ręce czwarty tom książki "Zakierzonia - wspomnienia
        żołnierzy UPA". Znalazłem w nim esej pana Iwana Olijara z Sufczyny,
        pseudonim "Kum", żołnierza UPA. Opisuje on życie w przedwojennej Sufczynie,
        swoje wojenne losy, jak również mord na ukraińskich mieszkańcach Bachowa,
        Brzuski i Sufczyny, jak również krwawy rewanż w Borownicy.
        W relacji mogą wystąpić jakieś błędy stylistyczne, ponieważ tłumaczę na bieżąco
        z języka ukraińskiego, a nie znam go biegle.

        "Po tym wydarzeniu (chodzi o mordy w Bachowie, Brzusce i Sufczynie) napisałem
        meldunek o tym wydarzeniu prowidnykowi "Staremu" i komendantowi "Zrubowi". Po
        kilku dniach nasz Prowid wysłał listy do polskich władz komunistycznych z
        żądaniem, aby powstrzymały morderstwa i grabieże, a jeżeli tak się nie stanie,
        to nastąpi odpłata. Podobny list wysłano również do polskiego podziemia
        antykomunistycznego, ale odpowiedzi nie było żadnej, oprócz następnych
        zabójstw. Nastał czas odpłaty.
        Pewnego dnia przyjechał prowidnyk "Stary" i rozkazał w tajemnicy, abym ja i
        striłec "Mikołajewicz" z IV rejonu przygotowali żywność na dwa dni dla czterech
        sotni: 70 kg mięsa i 200 bochenków chleba, wziąść 2-3 krowy i dostarczyć to
        wszystko do borownickiego lasu w następny dzień. W IV rejonie znajdował się
        kurenny "Konyk". Zwołał naradę rejonowych prowidnyków, omówił sytuację i w
        terenie i powiadomił ich o przybyciu jednej sotni UPA z Karpat, która razem z
        jego sotniami weźmie udział w ataku na polską wieś Borownicę, aby zlikwidować
        to bandyckie gniazdo, skąd 70 milicjantów rabowało nasze wioski i zabijało
        ludzi. Borownica miała 13 przysiółków, była wsią wielką i dobrze zorganizowaną.
        Komendantem tamtejszej milicji był Kotwicki.
        Następnej nocy zrobiliśmy akcję przeciw Borownicy. W przeddzień ataku padał
        nieustannie deszcz, jednak akcji nie odwołano. Oddziały zbliżyły się do wioski
        i na sygnał czerwonej rakiety ruszyły do ataku. Mieli rozkaz nie strzelać do
        starców, kobiet i dzieci, a tylko do ludzi z bronią w rękach.
        Milicjanci próbowali się bronić, ale nie wytrzymali. Zawładnęliśmy prawie całą
        wioską. Żołnierze wchodzili do chat, nakazywali mieszkańcom pakować i zabierać
        się, bo wioska zostanie spalona, i tak się stało. Podczas akcji straciliśmy
        czterch striłciw, a milicjanci, którzy przeżyli, przedarli się do Birczy.
        Sotnie ruszyły na Wolę Brzeżawską, ale zostawiły w Borownicy jeden rój
        (drużynę), zablokowany ogniem z kościelnej wieży. O jego sytuacji zameldował
        komendantowi "Zrubowi" striłec "Pierec" (Konstanty Czubak z Sufczyny). "Zrub"
        nakazał swojemu oddziałowi zawrócić pod Borownicę, gdzie nasi otworzyli ogień
        do Polaków na wieży, a zablokowany rój dzięki temu mógł się wycofać.
        Po tej akcji polskie napady na nasze wioski ustały i zapanował na jakiś czas
        spokój".
    • darino przywódca polskich bandytów - Jan Kotwicki 07.05.05, 13:41
      Dowodził polskimi bandytami z Borownicy, był też "przy okazji" komendantem
      miejscowego posterunku MO. Nosił pseudonimy "Ślepy", "Groźny", "Orzeł".
      Po akcji UPA ba Borownicę tajemniczo zniknął.
      Poszukiwałem jego życiorysu, ale niestety nie udało mi się - znalazłem tylko
      jego zdjęcie w ukraińskiej gazecie "Nasze Słowo" nr 12/1992, str. 3.
        • darino Jan Kotwicki 17.07.05, 09:17
          Z wspomnień Mirona Paliwody umieszczonych w książce "1947" wydawnictwa "Tyrsa".

          "Jest jesień 1944 roku. W Jaworniku Ruskim stacjonuje czasowo bliżej nieznany
          mi oddział sowieckiego wojska, odpoczywa. Wraz z nim, a także z innymi
          oddziałami tego wojska w głąb kraju posuwają się agenci NKWD. W domu moich
          rodziców toczy się rozmowa. Oficer rosyjski pyta mojej mamy: "Ty, chaziajka, pa
          nacjonalnosti kto ? Polka ili Ukrainka ?"
          Mama odpowiada, że Ukrainka.
          "No to pasłuszaj. S nakaza gławnowo kamandirowanija wajennowo sawieta paliaki
          adierżali na Zapadnoj Ukraini swawolju wyrazat wsiech was do malieńkawo
          riebionka za eto, szto waszy bajcy paddierżywali Giermanca na wastocznom
          frontie. Ty bieri mużyka, etawo malczika i ubieżaj attuda, patamu szto pa nowom
          gadu zdies budiet balszaja paliticzeskaja pieriestrojka i zdies wam wsiem
          Ukraińcam budiet pizdiec".
          Dwóch ze wspomnianych "gości" (agentów) zostaje ulokowanych w polskich wioskach
          jako Polacy z Wołynia, mają zmienione nazwiska, mają na celu zorganizowanie
          zbrojnych polskich oddziałów do mordowania ukraińskiej ludności od starca po
          kołyskę. Przytoczę kilka faktów.
          W Borownicy mieszka moja ciotka, która wyszła za Polaka. Po mężu nazywa się
          Bacikowska. Bacikowscy przyjmują jednego z agentów jako Jana Kotwickiego,
          wygnańca z Wołynia. Kotwicki (późniejszy "Groźny", "Orzeł", nazywany
          też "Ślepym") organizuje niby samoobronę, która składa się z mieszkańców
          Borownicy i okolicznych polskich wiosek. Drugim takim "ptaszkiem", podobnym do
          Kotwickiego, był mieszkaniec Birczy, Ludwik Grodecki. Został okrutnym watażką,
          aby uniknąć walki na froncie. Trzeci został ulokowany we wsi Dylągowa, przyjął
          pseudonim "Wacław". "
          • darino Re: Jan Kotwicki 25.07.05, 07:06
            "Ksiądz Jan Kotwicki – parafia Sokół. Zginął 11 lipca 1943r. razem z wiernymi w
            czasie mszy św. w Chrynowie, gmina Grzybowica, powiat włodzimierski."
            myslpolska.icenter.pl/index.php?menu=kresy&parStrona=2&nr=2003123117046
            Może to jakiś krewny - wiadomo, że "nasz" Kotwicki pochodził z Wołynia ?!
            • darino ksiądz Jan Kotwicki 25.07.05, 07:09
              Znalazłem trochę więcej o księdzu Janie Kotwickim :
              "Kotwicki Jan (1898 1922 1943). Należał do diec. łucko-żytomierskiej, a nast.
              łuckiej. Święcenia kapł. otrzymał w Gnieźnie, gdzie czasowo znalazła się grupa
              alumnów z Żytomierza. Nielegalnie powrócił na teren diec. żytomierskiej i w
              latach 1922-1925 był wikariuszem w katedrze w Żytomierzu. Aresztowany tam
              4.11.1923 razem z ks. Andrzejem Fedukowiczem, został po kilku tygodniach
              zwolniony (25.12 tr.). Ponownie aresztowany 9.05.1924, ciężko zachorował i
              przebywał w szpitalu więziennym w Żytomierzu. Po paru miesiącach został wysłany
              do więzienia w Charkowie, a stamtąd prawdopodobnie do łagru na Sołówkach. W
              1927 był więziony na Butyrkach w Moskwie, a w r. nast. wymieniony do Polski
              razem z 3 innymi księżmi (Zygmunt Chmielnicki, Julian Cimaszkiewicz i Kazimierz
              Sokołowski). Pracował późn. w diec. łuckiej. W 1930 był wikariuszem par. Równe,
              w latach 1931-1934 proboszczem par. Zofjówka w dek. łuckim, w 1935 proboszczem
              par. Białozórka w dek. Krzemieniec, a nast. (1936-1938) proboszczem par.
              Wyszogródek w tym samym dekanacie. Nast. pracował w par. Sokul w pow. Łuck i w
              par. Chrynów w dek. Włodzimierz Wołyński, gdzie 11.07.1943 został zamordowany
              przez oddział UPA. Pochowany we Włodzimierzu Wołyńskim."
              www.kul.lublin.pl/dzwonkowski/k1.html#kotwicki
              • upowiec ksiądz Jan Kotwicki a Jan Kotwicki 13.04.06, 02:22
                Ciekawa sprawa z tym "Ślepym". Pochodził z Wołynia, nazywał się Jan Kotwicki i
                często przebierał się za księdza.
                Mam trzy hipotezy:
                1. Był to sam ksiądz Jan Kotwicki, który przeżył masakrę na Wołyniu (hipoteza
                mało prawdopodobna).
                2. Był to ktoś z rodziny księdza, stąd wykorzystywanie sutanny jako przebrania.
                3. Był to agent NKWD, który przyjął tożsamość księdza Kotwickiego.
          • konikgarbusek Re: a kogo pytasz ? 20.07.05, 04:54
            Ciebie pytam,

            Jestem bardzo zainteresowamy szzegolami napady UPA na Borownice w kwietniu 1945
            roku.
            Sprawa dotyczy mnie poniekad osobiscie. Moja Mama pochodzi z Borownicy i jako
            dziecko potrzyla na Jej rodzinny dom plonacy podpalony podczas napadu.
            • darino Re: a kogo pytasz ? 20.07.05, 07:46
              Część rodziny jest polska, a część ukraińska, a ja nie potrafię się określić
              narodowościowo.
              Co do cytowanej przeze mnie książki "1947", to są w niej wspomnienia
              przedwojenne, wojenne i powojenne osób wysiedlonych, napisane w języku
              ukraińskim. Z Jawornika Ruskiego są to Stefania Turczyk (Korosteńska), Taras
              Michno, Miron Paliwoda, a z Żohatyna Stefania Tchir (Metyk).
              Będę się starał przepisywać i umieszczać na forum te wspomnienia, ale trochę
              czasu to potrwa ...
      • darino z książki Jarosława Choliawki 07.04.06, 14:01
        Pisze on o 1944 roku w Uluczu:
        "W polskich wioskach zaczęła się organizować polska milicja i ORMO. We wsi
        Borownica zatrzymali się rosyjscy agenci, wśród nich wołyniak Kotwicki, który
        przyjął pseudonim "Ślepy".
        To on organizował w Borownicy milicję, która robiła napady na nasze wioski,
        takie jak: Jawornik, Żohatyn, Poręby, Rybne i inne.
        Zaczęli zabijać niewinnych ludzi, palić chaty i rabować. Do naszej wioski
        rzadko zachodzili, bo im przeszkadzał las, gdzie można było napotkać naszych
        partyzantów z UPA.
        Przypominam sobie, jak jednego jesiennego dnia przejeżdżały dwie furmanki,
        które pojechały za San. Wracając przed wieczorem, zatrzymali się na Kącie,
        przed naszą chatą.
        Wszyscy powyskakiwali z wozów, zostali tylko furmani i człowiek w sutannie
        księdza rzymskokatolickiego. Możliwe, że był to sam Kotwicki, który często
        przebierał się za księdza. Po krótkim czasie zobaczyliśmy, że milicjanci
        zaczeli znosić na wozy kury, gęsi i inny dobytek, zrabowany ludziom.
        Na szczęście do nas nie wstąpili, bo nasza chata stała za rzeczką. Obrabowawszy
        wioskę, bandyci pojechali do Borownicy.
        Tak jakoś przżyliśmy zimę 1944/45, a wiosną zaczęli wracać ludzie z Niemiec, z
        przymusowych robót.
        Jednego dnia wczesną wiosną 1945 roku dowiedzieliśmy się, że wieś Borownica
        była nocą spalona. Cywilna ludność musiała szukać przytułku. Widziałem, jak
        szli ludzie ze zwierzętami domowymi, i nieśli ze sobą to, co zdołali uratować z
        pożaru. Szli przez naszą wieś za San.
        Jak się później dowiedzieliśmy, to była zemsta za spalone wioski ukraińskie.
        Upa dużo wcześniej uprzedzało Kotwickiego ("Ślepego"), żeby zostawił w spokoju
        ukraińskie wioski. Ale to nie pomogło, więc upowcy dokonali zemsty.
        Sam Kotwicki uciekł do Przemyśla. Jakiś czas był spokój, nikt nie
        przychodził ..."



        • besalel Re: z książki Jarosława Choliawki 07.04.06, 17:45
          Opis zgadza się z relacjami osób pamiętających owe czasy. W Brzeżawie żyje
          jeszcze kilka osób, które pamiętają tamte tragiczne wydarzenia bowiem "Slepy" i
          jego kompani dali się we znaki i mieszkańcom tej wsi. Opowiadano mi, że
          niektórzy prosili UPA o ochronę przed okrutnym watażką. Skoro nie poskutkowały
          przestrogi, nieszczęsna Borownica przeżyła nie zawinioną tragedię.
      • darino Ludwik Grodecki 01.08.05, 20:39
        Znalazłem tylko krótką informcję we wspomnieniach pana Paliwody w wątku:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=18316251&a=26797080
        Jest też opis mordu dokonanego przez niego na mieszkance Jawornika Ruskiego:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=18316251&a=26801942
        Kupiłem ostatnio kilka książek ze wspomnieniami z naszych okolic, ale wszystkie
        są w języku ukraińskim, a powoli idzie mi tłumaczenie - ale postaram się już od
        dzisiaj codziennie zamieszczać jakiś fragment !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka