Dodaj do ulubionych

pomnik pomordowanych w Pawłokomie ?

22.05.05, 17:02
Lwów, Przemyśl. Po decyzji lwowskich radnych w sprawie Cmentarza Orląt

"GW", ag, 22-05-2005

Samorząd Lwowa zgodził się na kompromis w sprawie napisu na Grobie Nieznanego
Żołnierza na Cmentarzu Orląt. Ukraińcy liczą, że teraz otrzymają zgodę na
budowę pomnika pomordowanych w Pawłokomie

W ubiegłym tygodniu we Lwowie tamtejsi radni zgodzili się, żeby się na płycie
Grobu Nieznanego Żołnierza na Cmentarzu Orląt znalazł się napis "Tu leży
polski żołnierz poległy za Ojczyznę. Samorząd Lwowa zgodził się także na
odnowienie znajdujących się na cmentarzu pomników francuskich piechurów i
amerykańskich lotników "poległych w walce o Polskę 1919-1920". - To nie jest
jeszcze formalna uchwała, ale sygnał, że radni mają dobrą wolę. To
rzeczywiście jest krok do tego, żeby nastąpiło wreszcie oficjalne otwarcie
Cmentarza Orląt. A tak naprawdę, we Lwowie emocjonują się tym wąskie kręgi
ludzi - mówi Andriej Pawłyszyn dziennikarz "Lwiwskiej Gazety.

Z dystansem do decyzji radnych podchodzą Polacy mieszkający we Lwowie. - Dla
nas ten cmentarz nigdy nie był zamknięty. Nawet kiedy był śmietniskiem, kiedy
był ruiną, 1 listopada paliliśmy znicze - stwierdza Bolesław Sodomlak,
wiceprezes Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej.

Lwowscy radni niemal jednogłośnie przyjęli również apel, w którym wzywają
polską stronę do zbudowania pomnika ku czci Ukraińców ze wsi Pawłokoma w
gminie Dynów na Podkarpaciu, zamordowanych podczas polskiej akcji odwetowej w
1945 r. - We Lwowie zdania są podzielone. Część ludzi mówi, że nie powinniśmy
wysuwać swoich żądań w zamian za zgodę w sprawie Cmentarza Orląt. Natomiast
są za tym środowiska wygnańców z Polski - dodaje Pawłyszyn.

W Polsce Ukraińcy nie mają wątpliwości. - Pomnik upamiętniający mieszkańców
Pawłokomy powinien powstać. Byłby zadośćuczynieniem za mord na 366
ukraińskich mieszkańcach tej miejscowości. Zginęli w 1945 roku z rąk
żołnierzy AK z grupy Wacława - mówi Maria Tucka, przewodnicząca przemyskiego
oddziału Związku Ukraińców w Polsce.

Starania o wybudowanie pomnika trwają od wielu lat. Po wojnie ci, którzy
przeżyli, zostali przesiedleni z Pawłokomy. Część zamieszkała na ziemiach
zachodnich, część wyemigrowała do Kanady, spora grupa znalazła się we
Lwowie. - Lwowianie przygotowali projekt pomnika, przedstawiano go i w gminie
Dydnia, i w Rzeszowie. Za każdym razem okazywało się, że brak jakichś
dokumentów i pozwoleń. Ostatnią próba uzyskania zgody na budowę podjęto przed
wizytą prezydenta Juszczenki. Bez efektów. Może teraz coś się wreszcie
zmieni - mówi Tucka.

Jedyne, co dawnym mieszkańcom Pawłomy udało się zrobić - to ogrodzić
cmentarz, na którym pochowano zabitych.
Obserwuj wątek
    • upowiec Re: pomnik pomordowanych w Pawłokomie ? 25.05.05, 07:02
      Warszawa/Pawłokoma. Po decyzji lwowskich radnych

      "GW", Anna Gorczyca, 24-05-2005

      Sprawa Pawłokomy i innych miejsc, które Ukraińcy chcieliby upamiętnić w Polsce
      a Polacy na Ukrainie może się rozstrzygnąć w najbliższych dniach - zapowiada
      Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa

      W ubiegłym tygodniu, radni lwowscy zaapelowali do rządu polskiego o zgodę na
      zbudowanie pomnika ku czci Ukraińców ze wsi Pawłokoma, w gminie Dynów. W 1945
      r. ponad 300 mieszkańców tej miejscowości zostało zamordowanych. Potomkowie
      ofiar, liczna emigracja z Pawłokomy, od lat stara się o upamiętnienie tych
      wydarzeń. Dlaczego pomnik nie powstał do tej pory? Nie ma zgody wśród samych
      Ukraińców odnośnie tego, jak miałby wyglądać. Do Rady Ochrony Pomników Walk i
      Męczeństwa, która akceptuje budowę pomników, wpłynęło kilka wniosków w tej
      sprawie. Jednak najważniejszym powodem był opór miejscowej społeczności. -
      Wynika on z zaszłości historycznych. Jeżeli wydamy zgodę musi być ona
      społecznie akceptowana. Ludzie, którzy stracili swoich bliskich mają prawo
      oczekiwać, że będą mogli ich upamiętnić a już bezdyskusyjną sprawą jest to, że
      zostaną uporządkowane zbiorowe mogiły na zamkniętym cmentarzu. Do Pawłokomy
      musimy podejść bardzo odpowiedzialnie. Decyzję trzeba opracować merytorycznie,
      w oparciu o materiały IPN, bo sprawa budzi wiele emocji - mówi Andrzej
      Przewoźnik, sekretarz Rady.

      Był też inny powód, o którym Andrzej Przewoźnik nie mówi wprost -
      niesprzyjający klimat polityczny na ukraińskie pomniki w Polsce. Podobnie po
      stronie ukraińskiej niechętnie patrzono na polskie inicjatywy. W ostatnim
      czasie wiele się jednak zmieniło. Świadczy o tym decyzja lwowskich radnych,
      którzy zaakceptowali treść napisu na Grobie Nieznanego Żołnierza na
      Łyczakowie. - To, co się teraz dzieje to pokłosie rozmów w Kijowie. W
      najbliższych dniach spotkamy się z Ukraińcami po raz kolejny. Chcemy, bez
      emocji, ustalić listę swoich oczekiwań - tego, co jest do zrobienia po obydwu
      stronach granicy. Na liście jest również Pawłokoma - wyjaśnia sekretarz
      komisji. Andrzej Przewoźnik nie chciał jednak przesądzać, kiedy w tej sprawie
      zapadną decyzje.
    • upowiec wielkie odnawianie cmentarzy ? 09.06.05, 21:16
      miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2758353.html
      "Ukraińskie cmentarze w Pawłokomie, Gorajcu i kilkudziesięciu innych
      miejscowościach na wschodzie Polski oraz setki polskich mogił na terenie
      Ukrainy wreszcie zostaną uporządkowane

      Umowę o upamiętnieniu grobów Polaków na zachodniej Ukrainie i Ukraińców we
      wschodniej Polsce podpisano razem z umową o otwarciu Cmentarza Orląt
      Lwowskich. - Jeszcze w tym miesiącu powinny być znane zasady działania i
      współpracy. Ukraińcy mają kilkadziesiąt cmentarzy i miejsc pochówku we
      wschodniej Polsce: na Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie i Podkarpaciu. Szacujemy,
      że na samym Wołyniu jest około 700 miejsc do upamiętnienia, a są jeszcze
      polskie cmentarze i groby w rejonie lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim
      oraz groby z lat 20. - wylicza Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady
      Ochrony Pomników Walk i Męczeństwa.

      Dla Ukraińców z Podkarpacia miejscem szczególnym jest Pawłokoma koło Dynowa .
      Tu nie ma cmentarza. Szczątki ponad 300 mieszkańców tej wsi, zabitych w 1945 r.
      przez polskich żołnierzy, spoczywają w ziemi. O tym, że jest to miejsce
      pochówku, przypomina jedynie zmurszały krzyż. Rodziny zamordowanych od lat
      bezskuteczne ubiegały się o zgodę na ogrodzenie cmentarzyska. O Pawłokomę
      upomnieli się radni Lwowa, godząc się na otwarcie Cmentarza Orląt. -
      Oczekujemy, że teraz będzie jasno powiedziane, jakie dokumenty trzeba złożyć,
      żeby zrobić porządek na cmentarzu, że nikt nie będzie w nieskończoność odwlekał
      wydania decyzji w tej sprawie - mówi Maria Tucka, przewodnicząca Związku
      Ukraińców w Przemyślu.

      Miron Kertyczak, przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce, zapytany, czy
      strona ukraińska będzie domagała się, by na grobach znalazły się napisy
      informujące np. przynależności do UPA, odpowiedział: - Sądzę, że na pomnikach i
      w Polsce, i Ukrainie znajdą się napisy, które nie będą nikogo urażać, a oddawać
      pamięć i hołd ofiarom."
      • darino pomnik w Pawłokomie 17.06.05, 11:29
        "Na grobach ukraińskich mieszkańców Pawłokomy zabitych w 1945 r. staną krzyże i
        tablice z nazwiskami ofiar. Będzie również pomnik-krzyż, który ma upamiętnić 11
        Polaków zabitych przez Ukraińców.

        Jest porozumienie - powiedział z ulgą Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny
        Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, po czwartkowych rozmowach z
        mieszkańcami Pawłokomy w gminie Dynów. Przez kilka godzin przekonywał ich, żeby
        zgodzili się na upamiętnienie ponad 300 Ukraińców spoczywających w trzech
        zbiorowych mogiłach na starym cmentarzu. To dawni mieszkańcy wsi, którzy
        zostali zamordowani w marcu 1945 r. przez akowską partyzantkę. Przed wojną było
        tu ponad 200 rodzin ukraińskich i niecałe 100 polskich. Dziś nie ma tu już ani
        jednej rodziny ukraińskiej.

        Spór o to, czy Ukraińcy mogą postawić ma cmentarzu pomnik i wypisać na
        tablicach nazwiska zabitych, toczy się od kilkunastu lat. Kilka tygodni temu
        lwowscy radni, decydując o otwarciu Cmentarza Orląt Lwowskich, zaapelowali do
        strony polskiej, żeby zgodziła się na postawienie pomnika w Pawłokomie.
        Pawłokomę wymieniono na liście polsko-ukraińskich rządowych porozumień o
        miejscach upamiętnień w Polsce i na Ukrainie.

        Wczoraj, przez długi czas, wydawało się, że mieszkańców Pawłokomy nie obchodzą
        rządowe uzgodnienia. Poszło o 11 mieszkańców wsi, którzy w 1945 r. zostali
        zabici przez żołnierzy UPA. - Będzie zgoda jak Oni (Ukraińcy) powiedzą, gdzie
        są groby naszych. Moją siostrę zabili. 18 lat miała, wracała z robót w
        Niemczech. Przez trzy dni ją więzili w piwnicy i potem zabili - mówił jeden ze
        mieszkańców Pawłokomy. Jego sąsiadka straciła ojca. - Pojechał po mąkę do
        młyna. Zabrali jego, konia i wóz - opowiadała ze łzami w oczach.

        - Ukraińcy mają cmentarz, są mogiły, trzy krzyże. Przyjeżdżają, żeby się modlić
        i nikt im nie przeszkadza. My nie mamy takiego miejsca - mówi kolejny
        mieszkaniec wsi.

        Młodszych mieszkańców raził rozmiar pomnika, jaki miałby stanąć na cmentarzu. -
        Na cztery metry wysoki? To taki jak budynek straży - oburza się mężczyzna w
        średnim wieku. Zdarzały się i głosy przeciwne. - Nie rozdrapujmy już starych
        ran. Żeby nasze dzieci nie musiały przeżywać powtórki z historii - stwierdził
        Bolesław Szpak.

        W końcu ministrowi Przewoźnikowi udało się przekonać mieszkańców wsi. - Będą
        trzy krzyże na mogiłach zbiorowych i krzyż centralny. Nazwiska pomordowanych
        zostaną umieszczone na tablicach - poinformował Andrzej Przewoźnik. Przyznał,
        że to były trudne negocjacje. - Ale rozumiem, że mieszkańcy wsi chcą do końca
        wyjaśnić sprawę swoich bliskich. Jeśli miejscowa społeczność zdecyduje się na
        wystawienie pomnika Polakom zabitym przez Ukraińców, obiecuję swoją pomoc -
        dodał.

        - Co było robić? Zgodziliśmy się. Pewnie nie ma szans na to, żebyśmy
        dowiedzieli się, gdzie leżą nasi bliscy. Niech przynajmniej mają symboliczny
        pomnik - stwierdził po spotkaniu starszy mężczyzna. Ukraińcy zabili mu brata. W
        czasie spotkania ostro protestował.

        Mirosław Kertyczak, prezes Związku Ukraińców w Polsce jest usatysfakcjonowany -
        Wreszcie problemy upamiętnienie tych miejsc w Polsce i na Ukrainie będą
        rozwiązywane w duchu dialogu i porozumienia, przy stole rokowań, a nie na
        manifestacjach i wiecach. To dobra wiadomość, że potrafimy się wreszcie unieść
        ponad uprzedzenia osobiste i środowiskowe, że wreszcie zaczęto przełamywać
        historyczne stereotypy - stwierdził."
        miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2771041.html
        • darino będą pomniki, ale nie żołnierzy UPA 18.07.05, 15:35
          "Nie ma możliwości stawiania w Polsce pomników na cześć Ukraińskiej Powstańczej
          Armii - oświadczył dzisiaj Sekretarz Generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i
          Męczeństwa Andrzej Przewoźnik.
          Podkreślił jednak, że negatywny stosunek Polaków do tej formacji nie jest
          powodem do tego, aby uniemożliwiać Ukraińcom porządkowania grobów żołnierzy UPA
          na terytorium Polski.
          Przewoźnik, uczestniczący w II Sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i
          Ukrainy, podkreślił, że UPA "w świadomości Polaków, którzy doświadczyli wojny,
          mieszkali na dawnych kresach wschodnich RP, a także pograniczu polsko-
          ukraińskim, ukształtowanym po 1945 roku, jest postrzegana jednoznacznie
          negatywnie". Dodał, że Ukraińcy mają jednak prawo poszukiwać grobów żołnierzy
          tej formacji w Polsce, oznaczać je i porządkować.

          - Czym innym jest jednak sprawa stawiania pomników - podkreślił Przewoźnik.
          Wyjaśnił, że Polacy na początku lat 90. "w wyniku b. trudnej dyskusji ze
          środowiskami kresowymi" zdecydowali się na pewne samoograniczenie w tej
          kwestii. - Nie będziemy budować żadnych pomników, będziemy porządkować i
          upamiętniać groby i cmentarze wojenne, a także cywilne, które pozostały po
          Polakach na tamtym terenie - oświadczył.

          Jak podkreślił, w ocenie wydarzeń historycznych Polska i Ukraina pozostaną przy
          swoich stanowiskach. - Nie zamierzamy nikomu narzucać innej wizji, oceny
          wydarzeń - dodał. Wyjaśnił, że obustronne przyzwolenie na odnajdywanie i
          porządkowanie mogił Polaków i Ukraińców to "kwestia humanitarna, wynikająca z
          prawa międzynarodowego". Zdaniem Przewoźnika, nie powinna być ona przedmiotem
          sporu politycznego.

          UPA to formacja militarno-polityczna, działająca w latach 1943- 53. Jednym z
          jej zadań było całkowite usunięcie ludności polskiej z Wołynia, Polesia i
          Galicji Wschodniej."
          fakty.interia.pl/news?inf=647263
          • darino porozumienie w Pawłokomie 05.11.05, 03:07
            "W Pawłokomie koło Dynowa wszystko jest już gotowe do postawienia krzyża i
            pamiątkowych tablic na zbiorowej mogile ponad 300 -stu zamordowanych w tej wsi
            Ukraińców. To kolejna część realizacji polsko - ukraińskiego porozumienia. Tego
            samego dzięki któremu uroczyście otwarto Cmentarz Orląt.

            Już tylko nieliczni mieszkańcy Pawłokomy pamiętają dzień, w którym w samym
            centrum wsi oddział AK rozstrzelał i zakopał w kilku zbiorowych mogiłach ponad
            300-stu Ukraińców. Miał to być odwet za 11 Polaków zamordowanych wcześniej
            przez UPA. Temat ten powracał przez całe lata. Tym bardziej, że obecni
            mieszkańcy wsi w przeważającej większości Polacy aż do czerwca tego roku nie
            chcieli się zgodzić na umieszczenie na ukraińskich mogiłach tablic z nazwiskami
            zamordowanych. Teraz dzięki polsko-ukraińskiemu porozumieniu ten bolesny dla
            wszystkich problem został w końcu rozwiązany.

            Tadeusz Potoczny, sołtys Pawłokomy
            -„Byliśmy jakby osaczeni tym tematem, wydawało się nam, że nikt nas nie
            popiera. Że sprawa wymyka się spod kontroli. Dobrze, że doczekaliśmy się tego,
            że sprawa została wyjaśniona i że mamy to w końcu za sobą.”
            Cieszy się też pan Dionizy Radoń, który przez lata opiekował się tym miejscem a
            teraz pomaga w pracach ekip budowlanych. Do tej pory wyłożono kostką brukową
            alejki cmentarza i samo miejsce, w którym stanie krzyż i kamienne tablice z
            nazwiskami zamordowanych Ukraińców. Kilkutonowa przesyłka z Ukrainy ma dotrzeć
            do Pawłokomy w przyszłym tygodniu. A zgodnie z planem całe miejsce
            upamiętnienia zostanie uroczyście otwarte jeszcze w tym roku."
            tvp.pl/400,20051104264526.strona


              • darino Re: wreszcie ! 07.11.05, 07:00
                "Na Ukrainie powstaje krzyż, który upamiętni ponad 360 Ukraińców zamordowanych
                w 1945 r. przez oddział Armii Krajowej. Mieszkańcy wsi zgodzili się na jego
                postawienie.
                Krzyż stanie na cmentarzu w centrum wsi, gdzie w zbiorowych mogiłach spoczywają
                ofiary oddziału dowodzonego przez Józefa Bisa ps.,,Wacław”. Był to odwet za 11
                Polaków zastrzelonych wcześniej przez UPA. Obecni mieszkańcy Pawłokomy długo
                sprzeciwiali się budowie pomnika ku czci Ukraińców. Zgodzili się dopiero w
                czerwcu br., kiedy uroczyście otwarto Cmentarz Orląt Lwowskich.
                W pracach na ukraińskiej nekropolii pomaga m.in. Dionizy Radoń, który był
                świadkiem mordu dokonanego przez ludzi ,,Wacława”. Przez lata opiekował się
                grobami. Jeszcze w tym tygodniu z Ukrainy dotrze wykonany tam krzyż, który
                stanie w Pawłokomie. Nieopodal miejscowego kościoła upamiętnione zostaną
                również ofiary UPA."
                www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20051107/REGION00/51106014/-1/CALYREGION


    • darino mord w Terce 20.06.05, 06:17
      www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20050620/REGION00/50619006/-1/CALYREGION

      Ofiary czekają na pogrzeb

      "TERKA, gm. Solina Dawni mieszkańcy wsi domagają się ekshumacji ofiar mordu, do
      którego doszło 9 lipca 1946 r. Z rąk Polaków zginęło wówczas 33 Ukraińców.
      Tylko część zabitych pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu. Wciąż nie
      wiadomo, gdzie zakopano 8 ciał.
      O ekshumację wystąpił w 1998 r. do polskich władz Jarosław Wajda, dawny
      mieszkaniec Terki żyjący obecnie w Kanadzie. W 1946 r. był świadkiem mordowania
      Ukraińców. W sprawę zaangażował się także Związek Ukraińców w Polsce i dawni
      mieszkańcy Terki wysiedleni z ojcowizny podczas akcji „Wisła”.
      IPN prowadzi śledztwo w tej sprawie. Jej finał ma być za dwa miesiące."
      • wolika7 Re: mord w Terce 07.11.05, 08:02
        A jak wam się podoba wystawa o bestialskich mordach upowców na ludności polskiej
        , (wystawa jest aktualnie we Wrocławiu) jest okropna , jednokierunkowa,i nie
        mogę pojąć dlaczego teraz ktoś zgodził się na wystawienie czegoś tak
        obciążającego naród ukraiński. Jak wystawianie takich zdjęć ma pomóc w budowaniu
        jakichkolwiek mostów ? , obejżałam i jestem zdegustowana ,
        • zenta1 Re: mord w Terce 07.11.05, 09:45
          wolika7 napisała:

          > A jak wam się podoba wystawa o bestialskich mordach upowców na ludności
          polskie
          > j
          > , (wystawa jest aktualnie we Wrocławiu) jest okropna , jednokierunkowa,i nie
          > mogę pojąć dlaczego teraz ktoś zgodził się na wystawienie czegoś tak
          > obciążającego naród ukraiński. Jak wystawianie takich zdjęć ma pomóc w
          budowani
          > u
          > jakichkolwiek mostów ? , obejżałam i jestem zdegustowana ,
          ****...czym jestes zdegustowana ? Wystawa - Okropna ? Jednokierunkowa ?
          Ukrywanie takich faktów na pewno nie pomoże w "budowaniu mostów". Jest to cena
          za którą to my musimy zapłacić - zapłacić za grzechy naszych przodków.
        • darino wystawa :(((( 07.11.05, 14:03
          Nie wiem czy chodzi o tę samą wystawę - byłem na wystawie w krakowskim Pałacu
          Sztuki. Były tam wystawiane obrazy jakiegoś nawiedzonego malarza (niezbyt
          dobrego warsztatowo) z najdzikszymi scenami mordów - wyobraźnia się
          napracowała !!!!
          A wszystko to dodatkowo zbryzgane czerwoną farbą.
          Wystawa, jak zauważyłem, nie cieszyła się powodzeniem :))))
          • zenta1 Re: wystawa :(((( 07.11.05, 17:54
            darino napisał:

            > Nie wiem czy chodzi o tę samą wystawę - byłem na wystawie w krakowskim Pałacu
            > Sztuki. Były tam wystawiane obrazy jakiegoś nawiedzonego malarza (niezbyt
            > dobrego warsztatowo) z najdzikszymi scenami mordów - wyobraźnia się
            > napracowała !!!!
            > A wszystko to dodatkowo zbryzgane czerwoną farbą.
            > Wystawa, jak zauważyłem, nie cieszyła się powodzeniem :))))
            ***jeśli jest to, to o czym mówisz - to rzeczywiście powinno zakazać się takich
            ekspozycji. Trzecio-czy czwartorzędne "dzieła sztuki" traktujące o bestialstwie
            gatunku ludzkiego nie zasługują na upowszechnianie czy też epatowanie
            okrucieństwem. Inna sprawa, gdyby przedstawiono dokumenty (fotografie). Z tym,
            że i ja jestem sceptyczny co do sensu ich eksponowania bez wyraźnego powodu.
            >
            >
            >
          • wolika7 Re: wystawa :(((( 08.11.05, 10:02
            Wystawa we Wrocławiu- przedstawiono na niej zdjęcia niektóre orginalne niektóre
            w dużym formacie- koloryzowane,bardzo przemawiające do ludzkiej wyobraźni, ale
            nie w tym rzecz moje pytanie brzmiało po co taka wystawa ? gdzie cel bo odnoszę
            wrażenie że ta wystawa zamiast upamiętniać pomordowanych piętnuje żyjących ,
            całe życie słuchałam o tym jacy to ukraińcy są okropni i jacy byli może już dość
            może czas wystawić drugą stronę medalu może czas przedstawić ból drugiej strony,
            odpisuję koleżance
      • darino mord w Terce - śledztwo IPN umorzone 30.05.06, 01:46
        "Wciąż powracają ponure echa bieszczadzkiej historii. Rzeszowski oddział
        Instytutu Pamięci Narodowej umorzył postępowanie w sprawie wydarzeń, które
        rozegrały się w lipcu 1946 roku we wsi Terka. Polscy żołnierze zabili tam w
        odwecie 35 Ukraińców. Dziś wiemy już więcej na temat tej tragedii.

        Dzwony na przycerkiewnej dzwonnicy w Terce zamilkły, tak jak dziś chcą już
        milczeć niektórzy świadkowie tamtych wydarzeń. Są jednak tacy, którzy potrafią
        o tym mówić.
        Stanisław Pasławski, mieszkaniec Terki
        -”Banderowcy powieszali, a później wojsko się zemściło.”
        Jednym z najstarszych świadków jest pan Władysław Pasławski. Miał 22 lata, gdy
        9 lipca 1946 roku żołnierze WOP w odwecie za zabicie przez UPA trójki Polaków
        przeprowadzili we wsi egzekucję na Ukraińcach.
        Władysław Pasławski, mieszkaniec Terki
        -”Przyszło wojsko, tutaj zebrali do domu dzieci, kobiety, staruszki i dziecków
        też starszych.”
        Żołnierze spalili zakładników w opuszczonym budynku na skraju wsi. Jak ustalił
        IPN w środku zginęły 23 osoby, wcześniej, podczas wojskowego śledztwa,
        dwanaście. Rodziny zamordowanych domagały się wskazania winnych, ale wznowione
        w 2000 roku postępowanie w tej sprawie zostało umorzone. Między innymi z powodu
        nie wykrycia sprawców. Decyzja prokuratury jest nieprawomocna, bo złożył na nią
        zażalenie poszkodowany mieszkający obecnie za granicą. Sprawą zajmie się teraz
        prokurator Głównej Komisji Badania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Terkę
        trudno jest nazwać bieszczadzką Pawłokomą, choćby ze względu na skalę wydarzeń,
        które się tu rozegrały. Jednak i tam, i tu, jest to wciąż nie zagojona rana."
        tvp.pl/400,20060529349065.strona


      • darino pomnik w Brzusce/Berezce ? 07.11.05, 18:35
        Miło by było !!!
        Opisywałem na tym forum (i kilku innych) kulisy tej zbrodni i publikowane
        zeznania świadków, niestety bez rezultatu :(((
        Chyba, że poprze te starania jakaś organizacja - może Związek Ukrainców w
        Polsce ?
        • pogorzanin Re: pomnik w Brzusce/Berezce ? 21.12.05, 12:55
          W ten sposób całe Pogórze i Bieszczady zaroiłyby się od pomników, krzyży i
          tablic i to także tych upamiętniających zbrodnie dokonywane przez nacjonalistów
          ukraińskich na ludności polskiej. Z najbliższego tylko podwórka powinny one
          powstać m.in w Birczy, Sufczynie, Hucie Brzusce, Borownicy i wielu innych
          miejscach na terenie gminy. Wy Ukraińcy dużo piszecie na tym forum o swoich
          krzywdach, dlaczego więc milczycie o okrucieństwach dokonywanych przez UPA i
          ogarniętych rządzą mordu i rabunku ukraińskich chłopów? Ciszej nad tą trumną?
          • dymek25 Re: pomnik w Brzusce/Berezce ? 21.12.05, 15:01
            Drogi Pogorzaninie,
            Myślę, że nie ma się co licytować, a robić swoje.Jeśli ma się źródła lub zna fakty, to trzeba się nimi dzielić. Może warto dotrzeć do Pana Zenona Kozaka p.por.w stanie spoczynku z Rybotycz? Ja mieszkam za daleko a interesuje mnie raczej historia do I wojny światowej.
          • besalel Re: pomnik w Brzusce/Berezce ? 21.12.05, 15:37
            W wymienionej Borownicy istnieje juz pomnik z nazwiskami poległych w walkach z
            UPA, choć ich przwódca to człowiek winny tragedii zupełnienie niewinnych
            ludzi.Dość wspomnieć, że mieszkańcy okolicznych miejscowości (nie zawsze
            Ukraińcy) prosili o pomoc UPA przed jego bezprawnym działaniem, polegającym na
            rabunku i gwałtach a także morderstwach. Wystarczy zapytać o to choćby
            najstarszych mieszkańców Brzeżawy, Żohatyna innych wsi. I ta właśnie
            działalność doprowadziła do tragedii Borownicy (spalenia przez UPA) za
            udzielanie schronienia tej przestępczej grupie.
      • darino krzyże dla Pawłokomy 15.11.05, 00:52
        "Coraz bliżej do zamknięcia sprawy Pawłokomy. Kamienne krzyże, które mają
        upamiętnić ponad 300 ukraińskich mieszkańców wsi zamordowanych w 1945 roku są
        już gotowe i czekają na transport z Ukrainy.

        - Ta uroczystość powinna zakończyć okres historycznych rozliczeń. Chciałbym,
        żeby odsłonięcie cmentarza w Pawłokomie odbyło się jeszcze w tym roku - mówi
        Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
        Data uroczystości w Pawłokomie, w której mieliby wziąć udział prezydenci Polski
        i Ukrainy nie została jeszcze ustalona. Na cmentarzu nie ma jeszcze trzech
        kamiennych krzyży, które mają stanąć na miejscu trzech zbiorowych mogił. Na
        tym, który stanie w na centralnej mogile będą nazwiska i imiona i napis, że
        spoczywają tu tragicznie zmarli w marcu 1945 roku mieszkańcy Pawłokomy. -
        Wiemy, że krzyże są już gotowe, lada dzień powinny zostać przywiezione z
        Ukrainy - dodaje minister Przewoźnik.

        Pomnik w Pawłokomie, nazywany przez Ukraińców pierwszym pomnikiem pojednania,
        ma upamiętnić 366 mieszkańców wsi zabitych w marcu 1945 roku przez akowską
        partyzantkę. Wtedy w Pawłokomie mieszkało ponad 200 rodzin ukraińskich i 100
        polskich. Dziś we wsi nie ma ani jednego Ukraińca. O upamiętnienie ubiegały
        rodziny ofiar pogromu. Wiosną tego roku nastąpił przełom: radni lwowscy godząc
        się na otwarcie Cmentarza Orląt Lwowskich zaapelowali o zgodę Polski na
        uczczenie pomordowanych w Pawłokomie. Udało się również przekonać mieszkańców
        wsi, którym UPA zamordowała bliskich. Do dziś nie wiadomo gdzie są pochowani.
        Tych mieszkańców Pawłokomy upamiętnia krzyż, który stanął obok kościoła.

        Za krzyże, które staną na ukraińskim cmentarzu i wybrukowanie alejki pomiędzy
        nimi zapłacili Ukraińcy. Z budżetu obwodu lwowskiego przeznaczono 150 tysięcy
        hrywien, pozostałe 130 tysięcy - to pieniądze społecznego komitetu i
        sponsorów. - Wszystko jest już gotowe. Czekamy aż przywiozą te krzyże - mówi
        Dionizy Radoń, opiekujący się cmentarzem."
        miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3014552.html
        • upowiec głos z forum rzeszowskiego 16.11.05, 13:15
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=69&w=31976317&a=32005399
          "bardzo dobrze, że wreszcie zostanie zamknięty ten kolejny tragiczny rozdział
          w polsko-ukraińskich stosunkach. Wiem wszystko o Pawłokomie, choć nie jestem
          Ukraińcem, bo badam ten temat od 15 lat. To było jedno wielkie sku..syństwo i
          hańba na honorze AK, a raczej bandy "Wacława", która wzięła udział w tej rzezi,
          po której kazała nazwać wieś "Wacławówką". Rzezi nazywanej "akcją odwetową", a
          w rzeczywistości będącej perfidnie zorganizowanym ludobójstwem o podtekście
          wybitnie rabunkowym. Ten mord pociągnął za sobą "rewanż" UPA, która wymordowała
          uczestników zbrodni z Dylągówki, Borownicy, Bartkówki i kilku innych wiosek,
          których mieszkańcy, z siekierami i widłami przyszli mordowac do Pawłokomej
          niejednokrotnie swoich krewnych!Żyjący żonierze tego nauczyciela spod Kołomyji
          bronią się, że były tylko dwie mogiły zbiorowe, że nie brali w tym udziału, że
          stali tylko w "obstawie", że zginęło maksimum 120-140 osób. Gó.. prawda,
          poszło pood nóż 366 osób, mogił było trzy, mordowano - starców, kobiety i
          dzieci - przez trzy dni (z uczniów szkoły w Pawłokomie ocalało jedynie ... 2
          dziewcyznki!), a część ofiar zasypano żywcem.I taka jest prawda, narodzie
          wybrany!!! Znalazłem dwóch żołnieryz "Wacława" uczestników tego mordu, a w
          Pawłokomej żyje jeszcze kilku oprawców.Nie mam do nich pretensji,nie żądam
          kary,była wojna, mordowali Ukraińcy, mordowalismy i my, niewinni gineli po obu
          stronach, lało się morze niewinnej krwi. Miejmy jednak odwagę, my Polacy,
          skłonić w dół głowę przy ofiarach Pawłokomy. Przebaczmy Ukraińcom ich winy i
          prośmy o przebaczenie naszyhch zbrodni, bo to nasz moralny obowiązek wobec
          przeszłości i wobec nastepnych pokoleń Polaków i Ukraińców. W XVII wieku
          mielismy wspólne państwo,najwieksze w Europie - milion kilometrów kwadratowych,
          od Bałtyku po Morze Czarne i przez własna głupotę to wszystko przepier...
          Bądźmy mądrzy teraz: Jeszcze Polska nie zginęła, Szcze ne wmerła Ukraina!"


        • darino krzyże dla Pawłokomy już przyjechały 07.12.05, 22:03
          "Na ukraińskim cmentarzu w Pawłokomie rozpoczął się montaż krzyży, które mają
          upamiętnić 366 mieszkańców wsi zamordowanych przez akowską partyzantkę w 1945
          roku.

          - Chcielibyśmy zakończyć pracę w ciągu trzech dni, ale wszystko zależy od
          pogody - mówi Roman Kulikow z lwowskiej firmy Renesans. Kilka dni temu
          przywieźli do Pawłokomy płyty z szarego granitu. - Wszystkie płyty ważą ponad
          21 ton, ten granit pochodzi spod Żytomierza - informuje Kulikow. W środę trzech
          pracowników Renesansu rozpoczęło montaż pomnika.W miejscu, gdzie znajdowała
          największa mogiła, stawiali podstawę pod ponaddwumetrowy krzyż i dwie tablice,
          na których wyryto 366 nazwisk. Napis po ukraińsku i polsku będzie informował,
          że spoczywają tu mieszkańcy Pawłokomy tragicznie zmarli w marcu 1945 r. Na
          pozostałych dwóch zbiorowych mogiłach staną mniejsze krzyże.

          Pochodząca z Pawłokomy Lubomira Mudryk-Charkowska straciła 12 osób z rodziny, w
          tym siostrę i wujka. - Byłam wtedy małą dziewczynką. Przez wiele lat starałam
          się nie myśleć o tym, co się wtedy wydarzyło. Ale gdy człowiek staje się
          starszy, to te wspomnienia wracają. Cieszę się, że wreszcie ci ludzie będą
          spoczywać w spokoju, że nie będą już bezimienni. Bardzo bym chciała wziąć
          udział w otwarciu cmentarza - mówi.

          W zbiorowych mogiłach na cmentarzu w Pawłokomie spoczywa wielu bliskich
          Katarzyny Barbarzak, która mieszka teraz w Ekumenicznym Domu Pomocy Społecznej
          w Prałkowcach. - Gdy mówię o Pawłokomie, to samo mi się płacze. Mam 80 lat, ale
          przyjadę na cmentarz, gdy już będzie wiadomo, że zostanie otwarty - zapowiada
          pani Katarzyna.

          Uroczyste otwarcie i poświęcenie cmentarza odbędzie się prawdopodobnie wiosną
          przyszłego roku. - Sądzę, że organizowanie takiej uroczystości przed świętami
          Bożego Narodzenia czy Wielkanocy nie ma sensu. To nie jest czas na refleksje o
          tym, co się wydarzyło. Chcielibyśmy, żeby była to wspólna, polsko-ukraińska
          uroczystość, z udziałem obydwu prezydentów, uroczystość w duchu prawdziwego
          pojednania. Na przygotowanie takiej uroczystości też potrzeba czasu - mówi
          Miron Kertyczak, prezes Związku Ukraińców w Polsce.

          Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pomników Walk i
          Męczeństwa, stwierdza: - Gdy skończą się prace przy tym upamiętnieniu,
          zaczniemy rozmawiać o terminach i szczegółach uroczystości. Sądzę, że w tym
          roku już się nie odbędzie.

          * W marcu 1945 r. AK zabiła 366 mieszkańców Pawłokomy. Był to odwet za
          uprowadzenie i zamordowanie kilkunastu Polaków, także mieszkańców Pawłokomy i
          okolic. Wtedy w tej wsi mieszkało ponad 200 rodzin ukraińskich i 100 polskich.
          Dziś mieszkają tu tylko Polacy.

          O upamiętnienie tragedii Ukraińców od lat ubiegały się rodziny ofiar pogromu.
          Przełom nastąpił wiosną tego roku. Radni lwowscy, godząc się na otwarcie
          Cmentarza Orląt Lwowskich, zaapelowali o zgodę Polski na uczczenie
          pomordowanych w Pawłokomie. Udało się przekonać do tego mieszkańców wsi, którym
          UPA zamordowała bliskich; do dziś nie wiadomo, gdzie są pochowani. Tych
          mieszkańców Pawłokomy upamiętnia krzyż, który stanął obok kościoła. Za krzyże,
          które staną na ukraińskim cmentarzu, i wybrukowanie alejki pomiędzy nimi
          zapłacili Ukraińcy. Znaczną część pieniędzy przekazały władze obwodu
          lwowskiego, resztę wyłożyli członkowie społecznego komitetu i sponsorzy."
          miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3054105.html
          Napis na pomniku jest dość zachowawczy - co to znaczy "tragicznie zmarli". Może
          zgineli w wypadku samochodowym ?
          Tyle lat po wojnie, a prawda władzom polskim nie może przejść przez gardło.
          • darino zakończono montaż krzyży, otwarcie na wiosnę 28.12.05, 02:31
            "Zakończył się montaż wykonanego na Ukrainie pomnika mającego upamiętnić ofiary
            tragedii z 3.03.1945 r., gdy chłopskie samoobrony z tej i sąsiednich wiosek, z
            pomocą oddziału AK por. Józefa Bissa "Wacława", kierując się żądzą odwetu za
            wcześniejsze uprowadzenie 11 Polaków przez UPA, wymordowały ponad 340
            pawłokomian ukraińskiego oraz kilkunastu polskiego pochodzenia, w sumie 365
            osób. Ze względu na okres świąteczno-noworoczny, Ukraińcy przełożyli otwarcie i
            poświęcenie nekropolii (z udziałem prezydentów Polski i Ukrainy) wraz z
            pomnikiem na wiosnę, a Polacy już się modlą pod krzyżem, na którym wyryto
            nazwiska polskich ofiar UPA i NKWD.

            Pisząc niedawno o tragedii w Pawłokomie ("Groby pojednania" z 5 bm.) w oparciu
            o relacje świadków i dokumenty (polskie, ukraińskie, sowieckie), staraliśmy się
            zaprezentować obiektywne racje obu stron. Sporo wiedzy zaczerpnęliśmy
            uczestnicząc w sierpniu 1990 r. na spotkaniu w Pawłokomie (dużo bogatsze w
            fakty było późniejsze spotkanie w prywatnym domu, gdzie już bez ogródek obie
            strony mówiły: co, kto, dlaczego i jak), w którym rada sołecka uzależniała
            zgodę na upamiętnienie zamordowanych w marcu 1945 r. od wskazania miejsca
            pochówku 11 uprowadzonych dwa miesiące wcześniej Polaków, których nazwiska są
            obecne na wspomnianym wyżej krzyżu. Reprezentant Ukraińców, Jan Fedak (syn
            Ukraińca i Polki, uratowany podczas marcowej masakry przez sąsiada Polaka, po
            wielu tygodniach spędzonych w kryjówce w Piątkowej nawiązał kontakt z UPA,
            wstąpił do niej, co odkupił później karą 10 lat więzienia) mówił wówczas tak:

            - Klnę się na Boga,

            że nie mogę udzielić takiej informacji, bo naprawdę nie wiem, co się z nimi
            wtedy stało. Potępiam ten zbrodniczy czyn, niezależnie od tego, kto go dokonał:
            UPA, NKWD czy jakieś inne organizacje. Jeśli to sprawka UPA, to mogli ich zabić
            pewnie gdzieś w Jawornickim Lesie, ale nie żyje żaden z naszych dowódców, a my,
            zwykli żołnierze, nie o wszystkim wiedzieliśmy. Mogła to zrobić nasza służba
            bezpieczeństwa, która wydała także wyrok śmierci na moją siostrę, Polkę, za to,
            że wyjechała do Bytomia (...). Ludzie, jeśli tak walczę dziś, u schyłku swojego
            życia, o ten pomnik dla pomordowanych, to chyba powiedziałbym prawdę, gdybym ją
            znał...

            Pytany o to, skąd taki w nim "upór" w sprawie upamiętnienia ofiar marcowej
            tragedii 1945 roku, J. Fedak odpowiedział: - Jesteśmy winni to uczynić wobec
            naszych bliskich, których pochowano bez chrześcijańskiej posługi. Czekają na to
            45 lat, a są wśród nich także Polacy (...) nagrobek chcemy opatrzeć
            tablicą: "Wieczny spoczynek 365 ofiarom, które tragicznie zginęły w dniach 1-3
            marca 1945 roku". Obok chcemy umieścić napis w dwóch językach: "Niech ta
            niewinnie przelana krew będzie gwarancją, że nigdy nie powtórzy się tragedia
            pomiędzy Ukraińcami i Polakami". Być może znalazłoby się i miejsce dla: "Odpuść
            nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom"...

            Komandir

            Gdy pytaliśmy od czego tak naprawdę zaczęły się wojenne konflikty w Pawłokomie,
            usłyszeliśmy historię, której obecni pawłokomianie nie znają, a wielu świadków
            wydarzeń tamtych lat nie doceniło:

            - Już w 1939 roku mieliśmy we wsi placówkę NKWD, coś w rodzaju ichniej szkoły.
            Jako pierwsi do łagrów i na Sybir trafili nie Polacy, a Ukraińcy: Antoni Król,
            Piotr Potoczny i inni. Ruski komandir kazał nam wybrać selradę (radę sołecką –
            przyp. ZB), prosząc, aby znaleźli się w niej ludzie mądrzy i wykształceni.
            Wybraliśmy, poszli na spotkanie i ślad po nich zaginął. W styczniu 1940 r. w
            takich samych okolicznościach zabrano w głąb Rosji 7 spośród 27 osiadłych po
            wojnie 1919-1920 roku rodzin polskich kolonistów. To nie była nasza "zasługa",
            ale planowa akcja NKWD, która objęła też sąsiednie wioski. Gdy pytaliśmy
            sowieckiego komandira, gdzie nasi delegaci do selrady, odpowiadał: "Takich
            macie sąsiadów Polaków", a gdy Polacy pytali o swoich, usłyszeli - "Takich
            macie sąsiadów Ukraińców". Tak nas poróżniono, tak narastała nieufność i
            rodziła się nienawiść. Wszyscy padliśmy ofiarami strasznej prowokacji i
            tragedii, na którą nie mieliśmy żadnego wpływu...

            Z lektury akt wywiadu WiN okręgu przemysko-jarosławskiego, tj. organizacji,
            której trudno zarzucić brak obiektywizmu w ocenie konfliktu, w raporcie "akcja
            przeciwukraińska", poza Pawłokomą, o której była już mowa w artykule "Groby
            pojednania" czytamy m.in., że :

            (...) W okresie od 10 do 25 marca zlikwidowano jednostki ukraińskie we wsi
            Łubno, skąd Ukraińcy już wyjeżdżali. Zabito około 18 osób. W czasie akcji
            zaszły wypadki rabunku przez miejscowych i z okolicznych wsi (...) Partyzantka
            B.Ch. (Sęp) zlikwidowała wieś Skopów, około 150 osób, w tym kobiety i dzieci i
            tylko 2 mężczyzn oraz plebanię ukraińską. W najbliższym czasie planowana jest
            likwidacja Bachowa, w porozumieniu z Sowietami. W Bachowie jest załoga 26
            Sowietów, którzy zaproponowali Polakom likwidację wsi i rozdali broń,
            proponując swój współudział (...). Orły. Roman K. (...) działacz SL od
            pierwszych dni sierpnia 44 ukrywa się, jest nieostrożny, chodzi po wsiach, a
            jednak nie został aresztowany. Obecnie prowadzi akcje pacyfikacyjne na
            Ukraińcach powiatu przemyskiego, wywołując w tym czasie niepożądany ferment.
            Wygląda to niejasno (...).

            Utrwalacze

            "Niejasno" wyglądają też raporty WiN o cieszących się opinią płomiennych
            patriotów niektórych późniejszych "utrwalaczach" nowej powojennej władzy,
            którzy także mieli udział w "walce z reakcyjnym podziemiem" i "ukraińskimi
            nacjonalistami". Oto przykłady:

            " D. - kierownik stacji traktorów i maszyn rolniczych Pow. Urzędu Ziemskiego,
            dawniej ukraiński oficer (takim widziano go na zdjęciu). Włada słabo językiem
            polskim, jest na usługach NKWD. Jest poważne przypuszczenie, że to Rosjanin
            (...) A.J. – jest w kontakcie z najwyższymi władzami bezpieczeństwa w Warszawie
            (...) Pozostaje również w stałym kontakcie z władzami sowieckimi, które
            zaznajamia z terenem. Typ bardzo niebezpieczny (...) M.T. - były pracownik PUBP
            w/m, obecnie aresztowany, jest równocześnie konfidentem NKWD. Pozostawał w
            stałym kontakcie z wywiadem sowieckim, który mieścił się w Przemyśl, ul.
            Słowackiego 18 (...) W.W. – jest delegatem Rządu do spraw ewakuacji, typ bardzo
            niebezpieczny. Jest to wysłannik Rosji na powiat Przemyśl. Komuniści
            wystrzegają się jego (...)".

            Znicze pojednania

            Czytelnicy zareagowali na "Groby pojednania" z pełną powagą, traktując opis
            historii w Pawłokomie jako kolejny krok ku zbliżeniu obu narodów i zasypaniu
            ostatnich rowów nieufności i resztek (powiedzmy to uczciwie) obustronnej
            nienawiści, podsycanej często nie całkiem obiektywnymi relacjami uczestników i
            świadków tamtych wydarzeń.

            Wiele osób zadeklarowało, że odwiedzi Pawłokomę, aby zapalić znicze pojednania
            na grobie poległych Ukraińców i Polaków, także kobiet i dzieci, których miało
            tam nie być (o czym solennie zapewniali żołnierze "Wacława"), a były ("Proszę
            popatrzeć na fotografię z uczniami pawłokomskiej szkoły. Poza dwoma
            dziewczętami, reszta zginęła 3 marca 1945 roku" - to fragment jednego z listów
            w sprawie upamiętnienia ofiar tej zbrodni). Ci, którzy mówili o "tylko" dwóch
            grobach, nie zauważyli też trzeciej, największej zbiorowej mogiły ...

            Jeden wielki ból, który powinien połączyć wszystkich pawłokomian, także
            żyjących z dala od rodzinnej wioski, rozsianych po Polsce, Ukrainie i świecie.
            Jeden ból, wiele krzyży i marzenie wielu ludzi, których życie powoli dobiega
            już kresu:

            - Żebyśmy nad tymi grobami wspólnie powspominali zmarłych, zaświecili
            świeczki, podali sobie ręce i razem popłakali sobie nad tym wszystkim, co się
            wtedy stało. Łatwiej nam, starym, będzie wtedy odejść ... - marzy wielu z górą
            80-latków rodem z Pawłokomy."
            <a href="www.pressmedia.com.pl/sn/publicy
    • darino o wydarzeniach w Pawłokomie w "Supernowościach" 06.12.05, 13:51
      "W Pawłokomie (gm. Dynów), którą we wrześniu 1939 r. zamieszkiwało 898
      Ukraińców, 273 Polaków i 9 Żydów "Ukraińcy już od 1937 r. znajdowali się pod
      silnym wpływem OUN (...) Gdy przyszli Sowieci (...) komitet ukraiński
      sporządził doniesienie do NKWD, że Polacy, którzy zakupili ziemię są osadnikami
      wojskowymi i brali udział w wojnie w 1920 r., co było wierutnym kłamstwem (...)
      NKWD 10 lutego 1940 roku zesłało na Sybir 7 polskich rodzin" ("Pawłokoma - u
      źródeł akcji odwetowej" [w:] " Na rubieży" nr 80/2005).

      Takich macie sąsiadów ...

      - Kanalie były po obu stronach, ale to polska partyzantka od 1943 r. zaczęła
      likwidować ukraińską inteligencję a w marcu 1945 r. doszło do masakry naszych
      ziomków - mówił Jan Fedak, gdy 5 sierpnia 1990 r. przyjechał do rodzinnej
      wioski, aby prosić o zgodę na postawienie im nagrobka. Oficjalne spotkanie,
      pełne narodowościowych "wycieczek", zakończyło się fiaskiem, ale w domu, gdzie
      spotkali się "oficjalni" antagoniści z obu stron polały się łzy na wspomnienie
      tamtej tragedii. Poznałem okoliczności i motywy sprawców mordu (żyło ich we wsi
      jeszcze kilku), ale Fedak nazwisk nie ujawnił, pozostawiając je "Bogu pod
      osąd".

      Nie dali odpowiedzi ...

      "W styczniu 1945 r. oddział UPA uprowadził 10 mieszkańców Pawłokomy (...)
      Rodziny uprowadzonych (...) wystosowały apel do kierownictwa UPA, aby zwolniło
      uprowadzonych, lub wskazało miejsce pochówku (...) Ukraińcy nie dali żadnej
      odpowiedzi (...) strona polska podjęła działania mające wymusić wskazanie
      miejsca pochówku (...)W nocy z 1 na 2 marca w rejonie plebanii w Dylągowej
      dokonano koncentracji oddziału poakowskiego "Wacława" (...) i członków polskiej
      samoobrony z Dynowa, Bartkówki i innych miejscowości. (...) 3 marca wczesnym
      rankiem (...) oddzielono wszystkich mężczyzn w wieku od 17 do 75 lat (...)
      wszystkie kobiety z dziećmi pod eskortą wyprowadzono ze wsi w kierunku
      Piątkowej, tam zwolniono i kazano im iść na Ukrainę. Zatrzymanych pytano, kto
      uprowadził mieszkańców Pawłokomy i gdzie są zakopane ich zwłoki? (...) Brak
      pozytywnej odpowiedzi (...) spowodował, że dowództwo akcji odwetowej podjęło
      decyzję rozstrzelania wszystkich zatrzymanych mężczyzn" ("Pawłokoma - u źródeł
      akcji odwetowej").

      Uczepili my się nóg...

      Dionizy Radoń, syn Polaka i Ukrainki, przed 15 laty wspominał: - Straszne to
      były czasy. Matka chowała ojca przed UPA, on ją przed Polakami. Miałem 12 lat,
      gdy milicjant ciągnął matkę za włosy, aby "zrobić porządek z ukraińską k...".
      Gdy jej broniłem, dostałem kolbą...

      Dziennikarzowi "Gazety Wyborczej", Pawłowi Smoleńskiemu, D. Radoń wyjawił inne
      szczegóły marcowej tragedii: - Mamusi nie ruszyli, bo uczepili my się nóg (...)
      Tych bitych brali na ukraiński cmentarz, położyli w dołach, a gdy zasypali
      ziemią, to mogiła do góry się podnosiła, jakby te trupy na sam koniec jeszcze
      życia dostały (...) Kto rżnął? Pawłokomscy i z drugich wsi. I partyzanty, co
      spod Lwowa przyszły.

      Jan Fedak był jednym z nielicznych Ukraińców, który (dzięki Polakowi!)
      przeżył "makabryczną zbrodnię ludobójstwa, dokonaną 1-3 marca 1945 roku": -
      Kogo nie zabito przy kościele, ten ginął w domu i na starym cmentarzu, gdzie
      strzelano do mężczyzn, kobiet i dzieci nad wykopanymi dołami. Wśród 365
      pomordowanych byli też Polacy: Ignacy Potoczny z 5 synami w wieku 10-20 lat,
      Paweł Potoczny z synem i Antoni Kocyła (...) "Wacław" powiedział, że "Nareszcie
      przestało istnieć hajdamackie nasienie", a wieś kazał nazwać "Wacławówką"...

      "Partyzanty"

      - " Zorganizowane bandy otaczały Pawłokomę, chodziły po chałupach i rabowały,
      co popadło (…) zaczęto wieś niszczyć, a ludzi rozstrzeliwać (...) akcję tę
      ubezpieczał oddział por. Wacława" (Zeszyty Historyczne WiN 9/1991).

      - (...) Widziałem na cmentarzu świeży wykopany dół, w którym mogło się
      maksymalnie zmieścić od 60 do 70 trupów dorosłych ludzi. Mój kolega widział
      drugi dół (...) W obu mogło się zmieścić maksymalnie od 120 do 140/150 zwłok
      (...) Osobiście widziałem dużą grupę, może około 300 osób, kobiet, dziewcząt i
      dzieci w różnym wieku wyprowadzane z cerkwi i pod eskortą skierowane na wschód
      w kierunku Piątkowej i tam zwolnione ... - wspomina Tadeusz Hayduk,
      żołnierz "Wacława", a inny, Tadeusz Kowal dementuje: - Wymysły o biciu ludzi w
      cerkwi, wiązaniu drutem kolczastym, biciu cepami, wycinaniu nożem krzyży na
      piersiach, mordowaniu kobiet, dzieci i starców są wierutnym kłamstwem (...)
      Nacjonaliści ukraińscy chcą odwrócić uwagę od popełnionych okrucieństw i
      dokonanego ludobójstwa na ludności polskiej.

      - "Pawłokoma została zlikwidowana przez lwowską partyzantkę por. Wacława. Do
      cerkwi wpędzono ludność i zastrzelono ok. 600 osób" (WiN, okręg przemysko-
      jarosławski).

      Czas odpłaty

      W okolicznych wioskach Ukraińcy otrzymali ostrzeżenia, że jeśli nie zaczną
      wyjeżdżać do ZSRR "do końca kwietnia spotka ich taki los, jak ludzi w
      Pawłokomie". Sowieccy oficerowie mówią w Jaworniku Ruskim: "Wsiem Ukraińcam
      budiet pizdiec" (wspomina Miron Paliwoda). Wkrótce ginie ok. 300 Ukraińców w
      Brzusce, Sufczynie i Bachowie.

      – "Nasz Prowid wysłał list do władz komunistycznych, aby powstrzymały te
      morderstwa i grabieże. Podobny wysłano do podziemia antykomunistycznego, ale
      odpowiedzi nie było żadnej. Nastał czas odpłaty" (Iwan Olijar z Sufczyny,
      ps. "Kum"). - Postanowiono spacyfikować dużą polską wieś, aby powstrzymać
      pogromy ukraińskiej ludności. Wybrano Borownicę uchodzącą za "bandyckie gniazdo
      skąd 70 milicjantów rabowało nasze wioski i zabijało". Synonimem zła był
      komendant MO, Jan Kotwicki ("Ślepy", "Groźny"), któremu przypisywano mordy w
      Jaworniku Ruskim, Brzeżawie, Żohatynie, Jaworniku Ruskim, Lipie i Piątkowej.

      Żołnierze UPA " mieli rozkaz strzelać tylko do ludzi z bronią w rękach (...)
      wchodzili do chat, nakazywali mieszkańcom pakować i zabierać się, bo wioska
      zostanie spalona " – wspomina "Kum" dzień 21 kwietnia 1945 r. w Borownicy. -
      "Wszystkie okoliczne nasze wioski wyszły na pola z cerkiewnymi procesjami,
      chorągwiami i krzyżami, dziękując Bogu za uwolnienie od tego bojówkarskiego
      gniazda". Po Borownicy AK podjęła z UPA rozmowy (w Siedliskach), które
      powstrzymały obustronne rzezie.

      Jesienią 1945 roku, gdy podjęto zdecydowane akcje wobec przeciwnych wysiedleniu
      do ZSRR, UPA w odwecie za Pawłokomę rozstrzelała żyjących w Dylągowej sprawców
      zbrodni i zaczęła palić wysiedlone już ukraińskie wsie. Nękano osadników,
      ginęli sołtysi, wójtowie i inne osoby (także Ukraińcy) uczestniczące w
      wysiedlaniu. - "Na Pogórzu nastały straszne czasy. Jeśli w poniedziałek polskie
      wojsko spaliło ukraińską wieś, we wtorek i środę UPA puszczała z dymem polską,
      w czwartek palili Polacy, w piątek - Ukraińcy. Nakręcał się krwawy, fanatyczny
      kołowrót, śmierć za śmierć"(Paweł Smoleński " Pochówek dla rezuna").

      Można zręcznie prowokować ...

      Podobnie jak wcześniej na Wołyniu kościoły, tak i u nas płonęły cerkwie, a
      przelana wówczas krew obciąża żołnierzy różnych formacji, oddziały wiejskiej
      samoobrony, członków band rabunkowych i NKWD, która przy okazji piekła
      swoją "pieczeń". Było to na rękę władzom, zalecającym: "do wszelkich incydentów
      na pograniczu, między Ukraińcami i Polakami, należy zachować się obojętnie.
      Można nawet zręcznie prowokować incydenty " (tajna instrukcja KC PPR z 1945 r.).

      Żołnierz AK, ps. "Góra" ("bez nazwisk") pamięta o stacjonującym w Sanoku
      batalionie NKWD, który często występował w mundurach WP i UPA. - Ten oddział
      też był sprawcą wielu mordów, które Polacy przypisywali UPA, a Ukraińcy
      Polakom. - Potwierdzał to także J. Fedak:

      - Nieraz enkawudziści wnikali do UPA i mordowali na nasze konto. Nam też
      przypisywano wiele morderstw na ludziach wracających z przymusowych robót, a
      często zabijali ich zwykli rabusie obok stacji w Bachórzu, topili w Sanie,
      mordowali w lesie "Pod Parasolem"... Ani ja, ani wielu moich kolegów, nie
      mieliśmy
      • darino o wydarzeniach w Pawłokomie w "Supernowościach II 06.12.05, 13:54
        "- Nieraz enkawudziści wnikali do UPA i mordowali na nasze konto. Nam też
        przypisywano wiele morderstw na ludziach wracających z przymusowych robót, a
        często zabijali ich zwykli rabusie obok stacji w Bachórzu, topili w Sanie,
        mordowali w lesie "Pod Parasolem"... Ani ja, ani wielu moich kolegów, nie
        mieliśmy powodów, aby wstępować do UPA: mieliśmy swoje gospodarstwa, żyliśmy
        zasobnie. Tylko w Polsce mieliśmy szansę na godne życie. Nam nie marzył się
        Kraj Rad, w którym na wolną Ukrainę nie było żadnej nadziei. To "Wacław"
        wykopał topór wojenny.

        Nie powtórzcie naszych błędów ...

        Wojna deprawowała ludzkie uczucia i charaktery, a każda krzywda rodziła żądzę
        odwetu. Polacy mścili się za Wołyń, Ukraińcy za swoje ofiary. Wiele złego
        zrodziła repatriacja polskich Ukraińców do ZSRR, przy której nie obyło się bez
        osobistych tragedii i krzywd. Nie wiedzieć ile ofiar mają na swoim koncie
        politycy z tamtych lat, realizujący wytyczne Moskwy.

        - Musimy zapomnieć wzajemne urazy i wyrządzone sobie krzywdy, przebaczyć i
        prosić o przebaczenie, i modlić się obyśmy już nigdy nie byli obiektem
        manipulacji naszych wrogów. W imieniu gasnącego pokolenia apeluję do młodych:
        nie powtórzcie naszych błędów. Te groby na Wołyniu i te w Pawłokomej, muszą nas
        łączyć, nie dzielić ... – mówił przed 15 laty Jan Fedak. Nie doczekał się
        pomnika, o którym do końca życia marzył, ale pomnik stanie i będzie dla obu
        narodów symbolem przeszłości i cierpienia, które powinno je łączyć i wzmacniać."
        www.pressmedia.com.pl/sn/publicystyka/d2.asp?u_file=wczoraj/p%2ETXT

        • darino o krzyżach w Pawłokomie... 21.12.05, 06:49
          www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20051216/WEEKEND/51215005
          "Dziadek i pradziadek Tadeusza Potocznego, obecnego sołtysa Pawłokomy, chodzili
          do kościoła, bracia dziadka do cerkwi. Zasada była taka: jeśli rodził się
          chłopak, chrzcił go ksiądz, jeśli dziewczynka - chrzcił ją pop. Podziały
          religijne i narodowościowe przechodziły przez rodziny. Kto był Polakiem, a kto
          Ukraińcem?
          Ludwik Potoczny miał w chwili śmierci 54 lata. Zginął zastrzelony w drzwiach
          stajni, gdy wypuszczał bydło. Józef, jego syn (późniejszy ojciec Tadeusza)
          uciekł i ocalał. Jednak o śmierci swego ojca opowiadał synowi bez nienawiści.
          Do końca życia bał się gdy słyszał odgłos strzału.
          - To były straszne czasy. Wojna podzieliła ludzi. Przed wojną żyliśmy w
          zgodzie - powtarzał synowi Józef Potoczny - Hitler obiecał wolną Ukrainę i co
          poniektórzy zaczęli grzebać Polskę. Usypali nawet jej grób: to kopiec, który do
          dziś stoi między Pawłokomą a Sielnicą. Zarósł teraz trawą, obrósł ludzką
          niepamięcią.

          Żyjemy w próżni

          - Ludzie mają inne problemy: jak się utrzymać, jak wykształcić dzieci - mówi
          sołtys - Gospodarstwo przynosi coraz mniejsze dochody. Nie można sprzedać
          zboża. Co najwyżej da się wymienić pszenicę i jęczmień na inny towar, na
          przykład na węgiel. Syn chodzi do liceum w Dynowie i chce się dalej kształcić.
          Jak mu pomóc? Żyjemy w próżni, bo nie ma gdzie iść do pracy - kończy Tadeusz
          Potoczny.

          Historia żywa i martwa

          To nie znaczy, że nie interesuje go historia; wyciąga opracowanie o Pawłokomie
          dr Zdzisława Koniecznego z Przemyśla. Zna je dobrze, przytacza daty i fakty.
          Ale ta historia nie interesuje już dzieci. Nikt nie pyta kto Polak, kto
          Ukrainiec.
          - Chce pan posłuchać o historii? - pyta Tadeusz Potoczny - Dziś jest 13
          grudnia. W czasie stanu wojennego służyłem w wojsku. Już dwa dni wcześniej
          ogłoszono alarm, wydano broń i po 90 sztuk ostrej amunicji. Przewieziono nas do
          Warszawy i kazano ochraniać centralę telefoniczną. Pilnowaliśmy jej dzień i
          noc. Dziś połowa Polaków nie wie nawet w którym roku ogłoszono stan wojenny. A
          co mówić o tej historii sprzed 60 lat?

          Mam żal do mordercy
          Bolesław Szpak ukryty w krzakach olszyny nad rzeką patrzył jak pali się jego
          rodzinny dom. Miał wtedy 10 lat. Stało się to, co najgorsze.
          Pan Bolesław ochrzczony został w kościele. Jego ojciec Jan został zamordowany w
          Bachórzu jako Ukrainiec. Zwłoki znaleziono w Sanie. Miał przy sobie dużą sumę
          pieniędzy, bo właśnie zamierzał kupić konie. Handlował nimi i był znany jako
          dobry kupiec. Dlaczego zginął? Co interesowało morderców: jego narodowość, czy
          pieniądze? - zastanawia się pan Bolesław.
          - Przed wojną żyliśmy w zgodzie - opowiada - Sąsiedzi pomagali sobie w polu,
          odwiedzali się w czasie świąt (te grekokatolickie przypadały dwa tygodnie
          później). Ukraińcy byli pracowici, ale traktowano ich jak naród drugiej
          kategorii. Nie mogli kupić pola; grunty sprzedawano Polakom.
          Ci najbardziej zapalczywi już umarli - uważa pan Bolesław. - Nie mam żalu do
          tych, którzy mi ojca zabili - zapewnia - To był taki czas. Jestem Polakiem. Mam
          żal nie do Ukraińców, ale tylko do mordercy - mówi.
          Jego żona Anna: - Żeby z tego gadania jakiegoś nowego nieszczęścia nie było…
          Bolesław Szpak: - My boimy się już tylko śmierci.

          Historia kołem się toczy
          Pawłokoma, spalona jesienią 1945 r., jest dziś nową wsią. Najstarsze, drewniane
          budynki powstały zaraz po wojnie. W jednym z nich mieszka mężczyzna, który ma
          dzisiaj ponad 80 lat. Przyjmuje dziennikarza z rezerwą:
          - Dziś nie ma czego się bać. A jutro? Historia kołem się toczy. Widziałem i
          pamiętam wszystko, ale nic panu nie powiem. Byłem wtedy chłopcem. Uciekłem
          boso, w koszulinie, bez portek. Tułałem się z rodzicami po okolicznych
          wioskach. Od tego czasu żadna bieda mi niestraszna. Wojenna bieda nauczyła mnie
          więcej niż gdybym miał 10 lat studiów. Pochodzę z polskiej rodziny, ale moja
          kuzynka jest Ukrainką. Dziś mieszka w Gródku. Czasami ją odwiedzam, rozmawiamy
          o dawnych czasach. Nie żywię urazy. Ale im po tamtej stronie granicy jeszcze
          wiele lat trzeba żeby myśleć inaczej, żeby szukać pojednania. Po naszej stronie
          też byli nacjonaliści.

          Pomniki: polski i ukraiński
          Żeby dojść do kościoła trzeba minąć zarośnięty pagórek nad strumykiem. Zza
          drzew widać starą zrujnowaną dzwonnicę z baniastą kopułą. To jedyny ślad po
          cerkwi rozebranej po wojnie. Dalej jest nowy, duży kościół. Przed nim kamienny,
          niedawno poświęcony krzyż. Na krzyżu napis: "Pamięci Polaków mieszkańców wsi
          Pawłokoma, którzy w latach 1939 - 45 ponieśli śmierć z rąk ukraińskich
          nacjonalistów oraz zmarli na nieludzkiej ziemi”. Niżej kilkadziesiąt nazwisk.
          Lista zamordowanych na miejscu oraz druga: wywiezionych do łagrów. Poniżej
          słowa: "Gdzież są ich groby Polsko”.
          Cmentarz ukraiński jest kilkadziesiąt metrów dalej, po przeciwnej stronie
          drogi. Nad nielicznymi starymi nagrobkami góruje nowy kamienny krzyż postawiony
          nad zbiorową mogiłą. "Wieczna pamięć 366 ofiarom, które tragicznie zginęły we
          wsi Pawłokomie 1 - 3 marca 1945”- czytamy napis w językach ukraińskim i
          polskim. Na szarym granicie, przywiezionym z Żytomierza, rejestr 366 nazwisk.
          Obok dwa krzyże bez napisów nad dwoma pozostałymi mogiłami zbiorowymi. To tutaj
          na uroczystość poświęcenia pomnika mają w przyszłym roku przyjechać najwyższe
          władze Polski i Ukrainy.

          Musiałam zobaczyć te krzyże

          Na razie na grobach jest niemal pusto. 13 grudnia wybrała się tutaj 85-letnia
          Stefania Dajczer z Dynowa. W Pawłokomie mieszkała do 1942 r. Później została
          wysłana na roboty do Niemiec. Po wojnie mieszkała na Ziemiach Zachodnich. W
          rodzinne strony wróciła w 1968 r. Czyta uważnie listę nazwisk.
          - Musiałam tu przyjechać i zobaczyć te krzyże. Tutaj leżą moi znajomi - mówi
          Stefania Dajczer.
          Kilkanaście metrów od krzyża jest grób rodziny Łańczaków. Leży w nim Rozalia
          Łańczak - jej matka, Zofia - siostra i Jarosław - brat. Przy imieniu Jarosława
          napis: "zginął tragicznie 3.3.1945”, a niżej: "Wiczna im pamjat. Sochrani ich
          gospodi”.
          - Jestem Ukrainką. Miałam dwóch mężów. Obaj byli Polakami. Nazwisko noszę po
          pierwszym - Kaszubie z pochodzenia. Jestem grekokatoliczką. Chodzę do kościoła,
          bo w Dynowie nie ma cerkwi. Przywykłam. Ludzie mnie szanują - mówi. Później
          idzie w stronę kościoła - pod polski krzyż.
          Towarzyszy jej Dionizy Radoń, syn Polaka i Ukrainki:
          - Ojca Antoniego sowieci zesłali na Syberię. Ocalał, bo dostał się do polskiego
          wojska. Walczył pod Monte Cassino. Wrócił do kraju w 1947 r. Matka Anna z domu
          Wassarabow ukrywała ojca, gdy do wsi wkraczali nacjonaliści ukraińscy. Szatan
          wziął władzę nad ludźmi, którzy wcześniej żyli jak bracia - wspomina Dionizy
          Radoń, modląc się pod ukraińskim krzyżem. Czy oba narody powtórzą ten gest
          pojednania?"

            • darino panachyda w Pawłokomie 04.03.06, 20:25
              "Kilkaset osób modliło się w Pawłokomie nad zbiorową mogiłą ponad 360
              Ukraińców, zastrzelonych pod koniec wojny przez oddziały AK. Mówiono przede
              wszystkim o przebaczeniu i pojednaniu.

              Gęste rzędy liter i cyfr na pamiątkowej tablicy, to historia całych rodzin.
              Tragiczna historia która przez całe lata była tematem tabu i którą dziś
              pamiętają już tylko nieliczni. Między innymi ponad 80-letnia pani Katarzyna,
              która w marcu 1945 roku jednego dnia straciła wszystkich najbliższych. Pan
              Dionizy Radoń przyszedł dziś na cmentarz razem z wnukiem. Miał tyle lat co on
              gdy wydarzyła się tragedia. Cudem przeżył. Przez całe dorosłe życie robił
              wszystko aby ludzie nie zapomnieli o tym co się stało i aby na mogiłach
              pomordowanych stanęły te pamiątkowe tablice. W panachydzie w Pawłokomie wzięło
              udział kilkaset osób. Greckokatoliccy duchowni na czele z arcybiskupem Janem
              Martyniakiem modlili się za zamordowanych mieszkańców wsi, ale też w intencji
              polsko - ukraińskiego pojednania. Wszyscy Ci, którzy przyjechali dziś do
              Pawłokomy są przekonani, że najwyższy czas aby do końca załatwić wszystkie
              sprawy związane z często trudną, ale coraz bardziej odległą polsko-ukraińską
              historią. I zacząć żyć przyszłością."
              tvp.pl/400,20060304311057.strona


              • darino jeszcze jedna relacja 05.03.06, 21:26
                "Pawłokomie, na cmentarzu ukraińskim, po raz pierwszy oficjalnie odbyła się
                panachyda. Modlitwę za zmarłych odmówiono w 61. rocznicę mordu na ludności
                ukraińskiej, ale w czasie uroczystości padło wiele słów o pojednaniu,
                przebaczeniu, miłosierdziu.

                W sobotę na cmentarzu ukraińskim w Pawłokomie słychać było tradycyjne śpiewy i
                modlitwy za zmarłych, łopotały żółto-niebieskie flagi. Na uroczystość
                przyjechało kilkaset osób: byli to Ukraińcy ze Lwowa, Przemyśla, spod Sanoka. -
                Przyjeżdżaliśmy tu od 12 lat, każdego roku w rocznicę tych tragicznych
                wydarzeń, ale dopiero teraz możemy godnie pomodlić za naszych zmarłych - mówił
                wzruszony Wołodymyr Michajłowicz Fedak, były mieszkaniec Pawłokomy, dziś
                lwowianin.

                - Pawłokoma to symbol, takich miejsc jest jeszcze wiele. W człowieku jest
                dążenie do rozliczeń, do osądzenia. Ale nie ma sprawiedliwości bez
                miłosierdzia, miłości i wybaczenia - powiedział "Gazecie" metropolita przemysko-
                warszawski obrządku greckokatolickiego abp Jan Martyniak. Przypomniał słowa
                Jana Pawła II wypowiedziane przez niego we Lwowie: - Zasypmy rowy nienawiści.

                Metropolita powiedział także: - Tam, gdzie nie będzie poszanowania praw
                mniejszości, tam będzie zło i nienawiść. Trzeba zrobić wszystko, żeby Pawłokoma
                nigdy się nie powtórzyła.

                Arcybiskup Martyniak błogosławił zebranych krzyżem z dawnej cerkwi w
                Pawłokomie. - Ten krzyż miał tutejszy ksiądz Wołodymyr Łemcio. Gdy zabierano go
                z cerkwi na rozstrzelanie, zostawił go na ołtarzu. Jedna z dziewczynek, które
                były wtedy w świątyni, wzięła go ze sobą. Kilka lat temu oddała krzyż do
                przemyskiej katedry - opowiedział ksiądz Eugeniusz Popowicz z cerkwi
                katedralnej w Przemyślu.

                Gubernator Lwowa Petro Olijnyk stwierdził, że tak jak otwarcie Cmentarza Orląt
                było wyrazem pojednania, tak uroczyste otwarcie cmentarza w Pawłokomie z
                udziałem prezydentów obydwu państw będzie jego dopełnieniem. Podobnie uważa
                Piotr Tymy, prezes Związku Ukraińców w Polsce. - Przez całe dziesięciolecia
                żyliśmy ze świadomością ofiar po stronie polskiej. O Pawłokomie nie można było
                głośno mówić, choć mówiliśmy o tym w swoich domach. To wywoływało frustrację.
                Po 1989 roku również nie pozwolono o tym mówić. Jeśli więc teraz doprowadzimy
                tę sprawę do końca, to wtedy historię będziemy mogli zostawić historykom -
                stwierdził Tyma .

                Mieszkańcy Pawłokomy, poza Dionizym Radoniem, który od lat opiekuje się
                cmentarzem, nie brali udziału w uroczystościach. Nieliczni przyglądali się im
                zza płotów.- Nas tu nie było, jak to wszystko się wtedy działo - powiedziała
                jedna z kobiet. Na pytanie, czemu nie wejdą na cmentarz, inna rzuciła: - Niech
                powiedzą, gdzie leży tych 11 naszych.

                Dla Wołodymyra Seredy, członka komisji miejskiej ds. uczczenia pamięci ofiar
                wojny w lwowskim samorządzie, prawdziwe pojednanie nastąpi wtedy, gdy na
                cmentarzu będą się razem z Ukraińcami modlić mieszkańcy Pawłokomy. - Chciałbym,
                żeby bramę tego cmentarza przekroczył ksiądz z kościoła obok i razem z nami
                pomodlił się za tych, co tu leżą.

                Pod krzyżem i tablicami zapisanymi gęsto 366 nazwiskami modlili się dawni
                mieszkańcy wsi, młodzież z Ukrainy, przedstawiciele władz obwodu lwowskiego z
                gubernatorem Petro Olijnykiem na czele. Do Pawłokomy przyjechał również konsul
                Ukrainy w Lublinie Iwan Hrycak i polski konsul we Lwowie Wiesław Ossuchowski.
                Władze Podkarpacia reprezentował wicemarszałek Tadeusz Sosnowski oraz Jarosław
                Reczek z urzędu wojewódzkiego."
                miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3195817.html
                • arges Panachyda 11.03.06, 13:29
                  oupper.harazd.net/2bgal/disp_serie.php?id_album=39&stat=ok
                  Zdjęcia z Panachydy i poświęcenia pomnika ustawionego na zbiorowej moglie 366
                  Ukraińców poległych z rąk AK.
                  • darino kolejna panachyda w Pawłokomie 15.10.06, 20:20
                    "Ponad sto osób modliło się dziś na ukraińskim cmentarzu w Pawłokomie koło
                    Dynowa. Żałobne nabożeństwo zwane panachydą odprawiono w intencji zamordowanych
                    tu 61 lat temu Ukraińców - mieszkańców tej wsi.

                    Uroczystości odbyły się w miejscu w którym w marcu 1945 roku zginęło ponad 300
                    osób, i gdzie w ubiegłym roku postawiono pomnik upamiętniający tę tragedię.
                    Modlono się w intencji zamordowanych, ale też wszystkich dawnych mieszkańców
                    tej wsi.
                    Do 1939 roku w większości Ukraińców. Panachydę odprawiono, bo zgodnie z
                    juliańskim kalendarzem, który obowiązuje we wschodnim kościele w połowie
                    października obchodzone jest święto Matki Bożej Opiekunki. A nieistniejącą już
                    greckokatolicką cerkiew w Pawłokomie wybudowano właśnie pod takim wezwaniem.
                    W modlitwach najpierw na cmentarzu, a później przy ruinach dzwonnicy - jedynej
                    ocalałej części cerkwi wzięło udział ponad sto osób, wśród nich grupa Ukraińców
                    aż z Dnietropietrowska. Panachydę odprawił ksiądz Myron Michalyszyn - proboszcz
                    greckokatolickiej parafii w Rzeszowie."
                    tvp.pl/400,20061015408029.strona

      • upowiec obrońcy polskości 01.05.06, 07:40
        Zabawnym wydaje mi się to, że polskości Podkarpacia musi bronić gość z Ursusa,
        i to jeszcze z taką przeszłością :-)))
        W jego liście wymienionych jest poza tym 4-5 polskich oddziałów partyzanckich,
        a jakoś nie słyszałem o żadnej ich akcji przeciwko Niemcom.
    • darino mieszkańcy Pawłokomy gotowi na pojednanie ? 04.05.06, 00:59
      "Już nadszedł czas, żeby się pojednać z Ukraińcami. Każdemu człowiekowi należy
      się godne miejsce pochówku. Ludzie stąd pragną spokoju. Nie chcą ciągle
      słuchać, że są winni - mówią mieszkańcy Pawłokomy. To w tej miejscowości za
      kilka dni odbędą się uroczystości symbolizujące pojednanie między Polakami i
      Ukraińcami.

      Pawłokoma to miejsce, gdzie 61 lat temu oddział AK - w odwecie za uprowadzenie
      przez UPA i zamordowanie kilkunastu mieszkańców tej miejscowości - zamordował
      kilkuset Ukraińców. Przez lata greckokatolicki cmentarz, miejsce pochówku
      zamordowanych przez AK, był wiejskim śmietniskiem. Mieszkańcy Pawłokomy nie
      zgadzali się na upamiętnienie zabitych Ukraińców. Przełom nastąpił wówczas, gdy
      zdecydowano, że mieszkańcy Pawłokomy zabici przez Ukraińców będą mieć swój
      pomnik. Teraz w Pawłokomie stoją dwa krzyże: jeden upamiętania wymordowanych
      Ukraińców, drugi - Polaków.

      Czy mieszkańcy tej poddynowskiej miejscowości są rzeczywiście gotowi na
      pojednanie?

      Za dwa tygodnie w Pawłokomie odbędą się uroczystości, które będą odpowiednikiem
      otwarcia Cmentarza Orląt Lwowskich. Przyjadą prezydenci Polski i Ukrainy. - Czy
      pójdziemy na nie? Pewnie, że pójdziemy. Jeśli ma być prawdziwe pojednanie,
      niech zostanie powiedziana cała prawda. Niech powiedzą [Ukraińcy - red.], gdzie
      w lesie leżą ci, których zabili - mówi jeden z mężczyzn, którego spotykamy pod
      miejscowym sklepem.

      Inny dodaje: - Ludzie opowiadali, że ci, co strzelali do Ukraińców, mówili: "To
      za matkę, za siostrę...".

      - Chłopy, spokojnie! Przecież my wszyscy jesteśmy mieszańcy. W każdej rodzinie
      jak nie dziadek, to babka byli Ukraińcami. Mój ojciec był Ukrainiec, matka
      Polka. Gdy byłem dzieckiem, na piersi miałem znak tryzuba. Dopiero przed ślubem
      zmieniłem wiarę na rzymskokatolicką. Żeby nie ta wojna, ludzie dalej żyliby w
      zgodzie i między sobą się żenili - uspokaja Mikołaj Dańczak, z pobliskiej
      Bartkówki. Jedyny, który nie robi tajemnicy ze swojego nazwiska.

      Sołtys Tadeusz Potoczny mówi: - Mój dziadek został zabity przez Ukraińców, jego
      nazwisko jest na tym krzyżu pod kościołem. Myślę, że już nadszedł czas, żeby
      pojednać się z Ukraińcami. Każdemu człowiekowi należy się godne miejsce
      pochówku. Ludzie z Pawłokomy pragną spokoju, nie chcą ciągle słyszeć, że są
      winni. Mam 19-letniego syna, jego już nie obchodzi historia sprzed 60 lat.

      Sołtys tłumaczy swoich sąsiadów: - Ludzie długo nie godzili na postawienie
      pomnika na greckokatolickim cmentarzu, bo chcieli, żeby Ukraińcy powiedzieli,
      gdzie w lasach zakopano ofiary mordów, by mogli zapalić im świeczkę. To było
      również przeciwko Radoniowi. Ludzi ruszyło, że wszędzie opowiadał, że wieś
      zrobiła z cmentarza śmietnik - mówi.

      Niech będzie park

      Dionizy Radoń, mieszkaniec Pawłokomy, jako kilkuletnie dziecko był świadkiem
      mordu na Ukraińcach. Po latach to on pierwszy zaczął porządkować
      greckokatolicki cmentarz, który ma przed oknami swojego domu. Sąsiadom się to
      nie podobało.

      - Nizek [zdrobnienie od Dionizego] przez całe lata krowy pasał na cmentarzu. I
      sam śmieci tam wyrzucał! Nagle sobie przypomniał o Ukraińcach? A może na grób
      własnej matki Ukrainki zagląda? - mówi jeden z mężczyzn.

      Pytam, czy jak w czasie nabożeństwa podają rękę na znak pokoju Radoniowi. - A
      czemu nie? W kościele, w czasie mszy mu podajemy - słyszę.

      Potoczny: - Trzeba przyznać, że on pierwszy wziął się za robienie porządku na
      cmentarzu.

      Dionizy Radoń akurat czyści jeden ze starych kamiennych krzyży na cmentarzu,
      jego żona Danuta maluje ogrodzenie. - Myślałem, że tu kiedyś staną krzyże, tak
      jak na cmentarzu, a tu park teraz będzie. Dobrze, niech będzie - mówi Radoń,
      patrząc na cmentarz, który w ostatnich tygodniach zmienił się nie do poznania.
      Przy krzyżu i tablicach z nazwiskami pomordowanych mieszkańców Pawłokomy rosną
      żółte i niebieskie kwiaty. Wzdłuż alejek zielenią się krzewy, pracownicy firmy
      ogrodniczej plantują ziemię pod trawnik. - Chyba zdąży wzejść w ciągu tych
      dwóch tygodni - zastanawia się jedna z pracujących na cmentarzu kobiet."
      miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3321190.html
        • piotrzr Re: mieszkańcy Pawłokomy gotowi na pojednanie ? 06.05.06, 21:28
          varini napisał:

          > upowskie pomniki w Polsce !, żolnierze z AK bandytami i zbrodniarzami !,
          ludzie gdzie jest prawo i sprawiedliwość !!!
          Ano prawo i sprawiedliwość zbandyciało w kontaktach z lepperiadą - ot tco.
          A z tego postu wynika - że będę tu musiał kiedyś napisać o bandyckich
          wyczynach akowców z ich 14 pułku ułanów jazłowieckich na terenie Dynowszczyzny -
          będzie to temat i pouczjący i troszke krawy - ale chyba dalej jest potrzeba
          jątrzenia - niestety Darino :((
                  • darino przygotowania do uroczystości 10.05.06, 22:42
                    "Do Lwowa zjeżdżają już pierwsi goście z Kanady i Stanów Zjednoczonych, pod
                    Dynowem łatane są na szybko dziury w drogach, przy pawłokomskim kościele trwa
                    układanie 400 m kostki, które parafia dostała od prezydenta, a w Warszawie ważą
                    się losy programu uroczystości. Do spotkania w Pawłokomie zostały już tylko dwa
                    dni.

                    Do wtorku, do momentu zamknięcia "Gazety", nie znany był jeszcze oficjalny
                    program uroczystości w tej poddynowskiej wsi. To tu spotkają się prezydenci
                    Polski i Ukrainy, by uczcić pamięć pomordowanych mieszkańców Pawłokomy.
                    Wszystko wskazuje na to, że prezydenci oddadzą cześć Ukraińcom pomordowanym
                    przez Polaków i Polakom uprowadzonym i zamordowanym przez Ukraińców.

                    Wiadomo, że uroczystości rozpoczną się o godz. 11. Będą wystąpienia obu
                    prezydentów, prawdopodobnie także przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego
                    i greckokatolickiego, złożenie kwiatów. Na cmentarzu greckokatolickim
                    odprawiona zostanie także panichida, czyli tradycyjna modlitwa za zmarłych.

                    Scenariusz uroczystości, choć jeszcze nie do końca znany, zostanie
                    najprawdopodobniej ograniczony do minimum. Maria Tucka, prezes Związku
                    Ukraińców w Przemyślu, mówi o "ciężkich rozmowach o scenariuszu". -
                    Prawdopodobnie nie będzie możliwości wystąpienia świadków tego wydarzenia -
                    mówi Tucka. Nie wiadomo także, ile osób przybędzie do Pawłokomy. Strona
                    ukraińska mówi o 2 tys. Ukraińców, którzy z całego świata zjadą w tym czasie do
                    Polski. Nie wiadomo, ilu z nich będzie mogło uczestniczyć w uroczystościach w
                    Pawłokomie, które odbywać się będą w centrum wsi, na niewielkim i ograniczonym
                    terenie. - Takie ograniczenia są ze szkodą dla rodzin tych ludzi, którzy długo
                    oczekiwali na ten dzień - uważa Tucka, ale nie ma wątpliwości, że spotkanie -
                    choć trudne dla Ukraińców - na pewno jest potrzebne."
                    miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3336821.html
                    • darino Młodzież Wszechpolska protestuje ... 11.05.06, 08:15
                      "Prezydent Lech Kaczyński nie powinien przepraszać 13 maja Ukraińców w
                      Pawłokomie - apeluje krakowska Młodzież Wszechpolska. Wedle MW wcześniej
                      Ukraińcy powinni przeprosić za rzezie na Wołyniu.

                      Na środowej konferencji prasowej w krakowskim biurze wicemarszałka Sejmu Marka
                      Kotlinowskiego (LPR) wszechpolacy zaapelowali do prezydenta Kaczyńskiego, by
                      zmienił formułę planowanej na 13 maja uroczystości w Pawłokomie. Tam Kaczyński -
                      wspólnie z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką - ma oddać hołd około 300
                      ukraińskim mieszkańcom wioski zamordowanych w 1945 r. przez oddział partyzantki
                      postakowskiej i część mieszkańców wioski w odwecie za zamordowanie Polaków
                      przez UPA. Pomordowani spoczywają na niedawno odnowionym cmentarzu w Pawłokomie.

                      Zdaniem Młodzieży Wszechpolskiej prezydent nie powinien przepraszać za
                      wydarzenia w Pawłokomie, ponieważ "Ukraińcy nigdy nie przyznali się do
                      ludobójstwa na tysiącach Polaków". Lider krakowskiej MW Marcin Stroński
                      stwierdził, że UPA wymordowała ok. 500 tys. Polaków (w rzeczywistości polskie
                      straty ocenia się na 30-60 tys.). Stroiński zarzucił Juszczence, że
                      uważa "bandy UPA" za armię narodowowyzwoleńczą.

                      W rzeczywistości zbrodnie na Polakach potępił w 2003 roku prezydent Ukrainy
                      Leonid Kuczma, twierdząc, że ich sprawców nie usprawiedliwia fakt, że walczyli
                      o niepodległość.

                      MW zapowiada, że na uroczystościach w Pawłokomie będzie rozdawać ulotki
                      o "prawdzie historycznej na temat Pawłokomy, której oficjalnie się zaprzecza,
                      kosztem polityki".

                      Rzecznik prasowy prezydenta Maciej Łopiński powiedział wczoraj, że nie jest mu
                      znane oświadczenie Młodzieży Wszechpolskiej i nie jest planowana żadna zmiana w
                      scenariuszu uroczystości."
                      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3336752.html



                        • arges Arcybiskup Życiński kontra Wszechpolacy 12.05.06, 00:54
                          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3338865.html
                          Arcybiskup Józef Życiński skrytykował w czwartek ''próby wywierania presji'' na
                          prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby nie przepraszał za wydarzenia w Pawłokomie.
                          Z takim apelem wystąpiła do prezydenta Młodzież Wszechpolska.

                          czytaj dalej »

                          r e k l a m a





                          - Uważam, że podobne sugestie są niedopuszczalne - powiedział dziennikarzom
                          metropolita lubelski.

                          Abp Życiński przypomniał w tym kontekście postać prymasa Stefana Wyszyńskiego i
                          orędzie biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r. uważane za jeden z
                          ważniejszych etapów pojednania polsko-niemieckiego po II wojnie światowej.

                          - Wyobraźmy sobie, że wtedy, gdy powstawało orędzie biskupów polskich do
                          biskupów niemieckich, ktoś zachowałby podobną linię argumentacji, to znaczy
                          powiedziałby: nie wolno Polakom przepraszać, zanim nas Niemcy wcześniej nie
                          przeproszą. Gdyby w ten sposób rozumował prymas Wyszyński, nigdy nie powstałaby
                          słynna formuła +przebaczamy i prosimy o przebaczenie - powiedział abp Życiński.

                          - Niech więc w obecnej sytuacji wzorem do naśladowania będzie przesłanie
                          wielkiego Prymasa Tysiąclecia, a nie hasła powtarzane przez radykalne grupy -
                          dodał.

                          Zdaniem metropolity lubelskiego w procesie pojednania polsko-ukraińskiego
                          należy szukać przede wszystkim tego, co może zbliżyć oba narody. W dramatach
                          polsko-ukraińskich podstawową rolę powinna odgrywać dla chrześcijanina
                          modlitwa, szukanie tego wszystkiego, co łączy, co zbliża. Natomiast próby
                          wprowadzania szantażu, czy krzyku, odbiegają daleko od wzorców
                          chrześcijańskich - powiedział arcybiskup.

                          W sobotę w Pawłokomie prezydenci Polski Lech Kaczyński i Ukrainy Wiktor
                          Juszczenko oddadzą hołd 300 Ukraińcom zamordowanym tam przez Polaków w 1945 r.
                          Członkowie Młodzieży Wszechpolskiej zaapelowali do prezydenta Kaczyńskiego, aby
                          nie przepraszał za wydarzenia w Pawłokomie, w sytuacji, gdy Ukraińcy nie
                          przyznali się do ludobójstwa na setkach tysięcy Polaków. Według działaczy MW,
                          winni pawłokomskiej zbrodni są tylko nacjonaliści ukraińscy, gdyby nie ich
                          działania nie doszłoby do mordu.

                          MW przypomina o Polakach wymordowanych przez nacjonalistów ukraińskich w latach
                          40. w Małopolsce wschodniej i na Wołyniu.

                          Podaje, że według różnych szacunków zginęło tam od 120 tysięcy do pół miliona
                          osób. Byłoby daleko posuniętą nieuczciwością wobec tych ludzi i
                          niewdzięcznością, zachowywanie się tak, jak zachowuje się pan prezydent Lech
                          Kaczyński. Niech najpierw przeproszą Ukraińcy, o to apelujemy - powiedział w
                          czwartek na konferencji prasowej w Lublinie prezes okręgu lubelskiego MW Marian
                          Szołucha.

                          Szołucha podkreślił, że mord w Pawłokomie był akcją odwetową, będącą skutkiem
                          wieloletniej eksterminacji ludności polskiej dokonywanej przez sowieckich i
                          niemieckich okupantów przy udziale nacjonalistów ukraińskich.

                          Apel MW do prezydenta mają także otrzymać m.in. marszałek sejmu Marek Jurek,
                          marszałek senatu Bogdan Borusewicz, premier Kazimierz Marcinkiewicz oraz prezes
                          IPN Janusz Kurtyka
                            • darini Pawłokoma – wielki skandal!!! 12.05.06, 08:22
                              Pawłokoma – wielki skandal!!!
                              W najbliższą sobotę, 13 maja, odbędzie się skandaliczna w najwyższym
                              stopniu „uroczystość” – upamiętnienie 150 rozstrzelanych w marcu 1945 r. przez
                              polskie oddziały poakowskie członków i popleczników Ukraińskiej Powstańczej
                              Armii w miejscowości Pawłokoma. Do tej, przyznajmy, drastycznej akcji doszło na
                              skutek wieloletnich działań ukraińskich nacjonalistów począwszy od
                              kilkunastoletniej antypolskiej działalności prowadzonej w II RP, a zmierzającej
                              do oderwania tych ziem od Polski, aż po trwające przez cały okres II w. św.
                              rugowanie polskości w różny sposób, poprzez kolaborację, donosicielstwo aż po
                              niezliczone morderstwa.


                              Jaki jest cel tej „uroczystości”? Jak należy odpowiedzieć na całkowicie
                              bezczelne i brutalne kłamstwa rozpowszechniane przez niepolskie, polskojęzyczne
                              media, przez współczesnych nam wyznawców ideologii Bandery, wreszcie przez
                              polskich polityków, którzy w swojej bezprzykładnej naiwności pomylili interes
                              narodowy Polski z interesem, nawet nie całej Ukrainy, ale z interesem
                              szowinizmu ukraińskiego? Więcej…


                              AdamSmiech | 11.05.2006


                              www.jednodniowka.com/
      • m.cave Re: mieszkańcy Pawłokomy gotowi na pojednanie ? 12.05.06, 20:21
        W przeddzień uroczystości w Pawłokomie powiem, że cieszę się bardzo z tego
        faktu. Dziwnie jestem przekonany, że prezydent Polski nie będzie uciekał przed
        całą prawdą, której symbolem jest Pawłokoma. Nie ma sensu uciekać przed czymś,
        co wyzwala. Wyzwolenia chyba mało kto się obawia...
      • arges Pawłokoma - raport 14.05.06, 15:21
        serwisy.gazeta.pl/kraj/8,34308,3343355.html
        www.president.gov.ua/news/data/1_8263.html
        www.president.gov.ua/gallery/album/?paid=465
        www.president.gov.ua/gallery/album/?paid=466
        • arges Re: Pawłokoma - raport 14.05.06, 15:32
          Ukraińcy W Polsce. Pawłokoma

          Paweł Smoleński 28-02-1998, ostatnia aktualizacja 14-02-2001 00:00

          28.02.98. Stosunki polsko-ukraińskie w Przemyskiem. Walki polsko-ukraińskie
          1944-1947. Polskie podziemie w Przemyskiem. Ukraińska Powstańcza Armia.
          Ludobóstwo


          I

          Dom z białego suporeksu, oddzielony wąską, błotnistą drogą od żelaznego
          cmentarnego płotu pomalowanego czarną farbą antykorozyjną. Przed domem starsza
          kobieta, farbowane włosy, filcowe buty, na ciepły sweter wciągnięty nylonowy
          fartuch.

          - Nazywam się Radoń Danuta. Żona Dionizego jestem, rolniczka.

          Powiem, panie, że kiedyś dobrze było, cicho, spokojnie było. Mój na Wszystkich
          Świętych zawsze światło palił, pacierz zmówił, Wieczne Odpoczywanie, i tak
          każdego roku. Czemu? Wiem, panie, ale mój lepiej powie, widział wszystko, stara
          chałupa stała o tu, dziesięć metrów dalej, gdzie nowa, mój dwanaście lat miał,
          biegał między nimi albo nos o szybę rozpłaszczał. Tam jego dziaduś, jego
          babcia, wszystkie kuzyni z maminej strony. To on jest w prawie, żeby światło
          palić i cmentarz sprzątywać.

          Aż przyszła demokracja i ta wolność słowa. Ci, co za komuny cicho siedzieli,
          teraz głos podnieśli. Nastawiają innych, choć innym pewnie wszystko jedno, nie
          wszystkie ludzie zajadłe i złe. Ale wystarczy, że kilku się zmówi i jeszcze
          przynapije, to inne za nimi pójdą.

          Ciężko, panie, ciężko. Z tej złości, co jej wcześniej nie było. I z tego, że
          sprawiedliwość od pobitych odpychają. Ciężko. I jakiś strach.

          Ciasny pokój z wąskimi piwnicznymi oknami, pod ścianami dwa łóżka, niski
          stolik, krzesełka, blade światło żarówki, telewizor, święte obrazy, makatki. Na
          krześle potargany mężczyzna, siwy, z dwudniowym zarostem. Czarny sweter,
          robocze spodnie i uwalane błotem gumiaki. Język mu się nieco plącze, wrócił do
          domu po całym dniu pracy w lesie, więc albo jest potwornie zmęczony, albo po
          drodze zawadził o wiejską gospodę

          - Nazywam się Radoń Dionizy. Chłop jestem, z Pawłokomy od urodzenia.

          Kiedyś wieś moja inna była niż dziś, mieszana, ilu Polaków, ilu Ukraińców, nikt
          nie rachował. A na dole, za ukraińskim cmentarzem, tu, gdzie moja chałupa i
          gdzie stawiają nową szkołę, były polskie kolonie.

          Ojciec mój, Polak i rzymski katolik, przyszedł do Pawłokomy obcy i ożenił się z
          mamusią, Ukrainką i grekokatoliczką. Dom wystawili na kolonii, między Polakami.
          We wsi było tak, że jak mąż był Polak i rodził się syn, dziecko nieśli na
          chrzest do kościoła, a jak córka, a matka Ukrainka - chrzcił pop z cerkwi. A na
          kolonii jednako Polaki i Ukraińce nieśli dziecko do łacińskiego księdza. Ja
          całe życie na kolonii, więc Polak jestem, w rzymskim kościele chrzczony. I jako
          Polak robiłem to, com robił. I robić będę. Z szacunku dla pomordowanych.

          W gabinecie gminnego urzędu: czarny, półokrągły stół, czarne krzesła, na
          ścianie makatka tkana z barwnej wełny. Za stołem siwiejący mężczyzna; gdy
          zacznie chodzić po pokoju, okaże się, że kuleje na prawą nogę

          - Nazywam się Woźny Stanisław. Jestem z Bieszczad, byłem dyrektorem Spółdzielni
          Kółek Rolniczych, wielkiej, od Wetliny po Cisną. Teraz społeczeństwo gminy
          Dynów w województwie przemyskim wybrało mnie na wójta.

          Niech pan mi wytłumaczy, dlaczego w Krośnieńskiem, skąd pochodzę, nie ma sporów
          narodowościowych, a w Przemyskiem są. Ja panu powiem - pewnie komu na tym
          zależy. Najlepiej więc, żeby pawłokomska sprawa przyschła, żeby ludzie
          zapomnieli, żeby nie pisać.

          Chce pan? Dobrze. To, o czym panu opowiem, dowodzi naszej tolerancji. Bo gdyby
          tu byli, dajmy na to, Arabowie, to... Kamień na kamieniu.

          - Nazywam się Pudysz Tadeusz. Trzydziestkę już podeptałem, rolnik jestem,
          urodzony w Pawłokomie, gdzie mieszkam. A przewodzę radzie całej gminy Dynów.

          Uważam, jak pan wójt, że po co pisać. A jeśli już pisać, to prawdę.

          Pokój warszawskiego mieszkania, dużo książek, na ścianach fotografie, pod
          ścianą komputer, obok stołowej nogi śpi pies. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna
          siedzi za blatem zarzuconym kopiami dokumentów w dwóch językach, po polsku i
          ukraińsku

          - Nazywam się Eugeniusz Misiło. Jestem historykiem i wydawcą.

          365 ofiar mordu w Pawłokomie to dla Polaków wstyd, a dla wielu Ukraińców symbol
          narodowej martyrologii.


          II

          W początkach 1945 roku, koło Trzech Króli, kilkudziesięcioosobowy oddział
          zabrał z domów siedmiu mieszkańców Pawłokomy, Polaków. Dlaczego zabrał, jakie
          były i czy w ogóle były przewiny uprowadzonych, co się z nimi stało - nie
          wiadomo.

          Jedni twierdzą, że porywacze byli w różnorakich mundurach, więc może byli to
          leśni. Inni - że mieli sowieckie bluzy, a na czapkach granatowe otoki wojsk
          NKWD. Jedni mówią, że uprowadzoną siódemkę rozstrzelano w pawłokomskich lasach.
          Inni - że dalej, koło Jawornika. Miejsce kaźni i krój mundurów zależą od tego,
          kto opowiada o porwaniu - Polak czy Ukrainiec.

          Historię pawłokomskiego uprowadzenia powtarzają sobie we wsi pięćdziesiąt lat z
          okładem.

          Tadeusz Pudysz: - Było siedmiu - siedmiu nie ma. Tragedia. A przecież żyją ich
          dzieci, wnukowie, prawnuki. Mają prawo swoich pochować, ale nie wiedzą, gdzie
          leżą. Na nowym cmentarzu, na górce, jest tylko jedna tabliczka: takie skromne
          upamiętnienie, choć należą im się prawdziwe groby.

          Kto ich zabrał? Panie, pewnie, że bandy. Jakie bandy? Pewnie, że upowskie. To
          wie cała Pawłokoma. Po co Polak miał na Polaka nastawać?

          Restauracja przemyskiego hotelu, niklowane krzesła i szklane blaty stołów.
          Wąsacz, ciemne oczy, twarz okrągła

          - Nazywam się Mirosław Sydor. Jestem Ukraińcem. No i technikiem budowlanym, mam
          przedsiębiorstwo turystyczno-transportowe, linie autokarowe do Lwowa i
          Żytomierza, hotel. W Przemyślu byłem pierwszy, który się o Pawłokomę upomniał.

          Powiem panu, jak z tą siódemką było: za okupacji Niemcom służyli, zbierali
          podatki, kolczykowali bydło na kontyngent. Weszli Sowieci, to się z
          kolaborantami rozprawili. Polacy się wzburzyli, więc Ruskim dobrze było
          powiedzieć, że zabili Ukraińcy.

          Mówi pan, że Polacy łatwo uwierzyli Ruskim, bo szły wieści o UPA z Lwowskiego i
          z Wołynia. Jak tam było - ja nie wiem. Za to wiem, jak było tu. Tuśmy potulnie
          po wsiach siedzieli, aż Polacy zaczęli nas rżnąć. Pawłokoma to nie wyjątek. W
          Małkowicach zamordowali 156 osób, w Dobrej - 44 w sam Jordan, święto
          ochrzczenia Jezusa, i jeszcze, i jeszcze... szkoda mówić. Nie było innego
          wyjścia - żeby przeżyć, trzeba było brać karabin.

          Dionizy Radoń: - Siedmiu zginęło - fakt, a kto ich wziął, to ja nie wiem. W
          okolicy NKWD stało, ruskie i polskie wojsko stało i leśni, co przyszli spod
          Lwowa. Powiem tylko, że od tamtej pory, jak siedmiu wzięli, ktoś we Wszystkich
          Świętych, a czasami i latem, światła nagrobne po pawłokomskich lasach pali,
          kwiaty składa. Światła wszyscy we wsi widzieli, ale tego, co pali, nikt nie
          zobaczył.

          Eugeniusz Misiło: - Dokumenty polskie i ukraińskie wskazują, że pierwszy
          oddział UPA pojawił się na Rzeszowszczyźnie na przełomie sierpnia i września
          1944 roku, z dala od Pogórza Przemyskiego, w głębi Bieszczad. Naciskany przez
          wojska NKWD i wyniszczony tyfusem przeszedł do Czarnego Lasu na dzisiejszej
          Ukrainie.

          Do końca września '45 powiaty: sanocki, leski, przemyski wolne były od
          ukraińskich oddziałów partyzanckich. Działała tylko ukraińska samoobrona, zbyt
          szczupła i słaba, by prowadzić akcje zaczepne. Przemyski kureń UPA dowodzony
          przez majora Konyka powstał dopiero po napadach na ukraińskie wsie.

          Nie ma żadnych podstaw, by twierdzić, że siedmiu polskich mieszkańców Pawłokomy
          zostało uprowadzonych przez UPA. Jeśli ci Polacy rzeczywiście kolaborowali z
          Niemcami, mogli ich zabrać Rosjanie, mogło polskie regularne wojsko lub
          akowskie oddziały partyzanckie. Mogli wreszcie zwykli bandyci.

          III

          "3 marca 1945 roku o godzinie 4 rano (...) spędzali ludzi do cerkwi,
          straszliwie bijąc po drodze. W cerkwi zostawiali kobiety w ciąży i z dziećmi do
          czterech lat, resztę pędzil
          • arges Re: Pawłokoma - raport 14.05.06, 15:36
            na cmentarz, stawiali nad wykopanymi w nocy dołami, rozstrzeliwali i od razu
            zasypywali. Po drodze na cmentarz także niemiłosiernie bili. Jeszcze koło
            cerkwi owinęli drutem kolczastym gołego Sewerka od Waciaka i bili kołkami tak,
            że krew ciurkiem leciała (...) Przyszli do cerkwi i krzyczeli do popa
            błogosławiącego ludzi: >rzuć to, bo to nam i tobie nie jest już potrzebne<.
            Wyprowadzili go za cerkiew pod lipy, bili tam kołkami i cepami, potem wciągnęli
            na cmentarz i zastrzelili (...) Moich synów, którzy uciekli do babci, zabrali
            na cmentarz i tam zastrzelili (...) Męża odstawili pod szopę Waciaka. Tam go
            obszukali, a mnie, po wyprowadzeniu pozostałych ludzi na cmentarz, zagnali do
            cerkwi, gdzie już były kobiety z dziećmi. Jeszcze spod cerkwi widziałam, że
            mego męża dołączono do ostatniej grupy prowadzonej na cmentarz. Na czele tej
            grupy szedł Iwan Karpa, bez koszuli, z wyciętym krzyżem na piersiach, z którego
            leciała krew (...) Straciłam męża, matkę, pięciu synów i w ogóle 23 osoby z
            mojej rodziny."

            Tak w Nowym Jorku opowiadała nacjonalistycznemu ukraińskiemu
            wydawnictwu "Peremyszl - Zachidnyj Bastion Ukrainy" Aleksandra Poticzna, była
            mieszkanka Pawłokomy.

            "Mojemu skatowanemu ojcu wycięto krzyż na piersiach. Zrobiono to w cerkwi. A
            potem wzięto go za nogi i zawleczono do dołu wykopanego na cmentarzu. Wrzucono
            go tam razem z innymi ludźmi. Niektórych z nich dobijano kołkami, innych
            wrzucano i zakopywano jeszcze żywych."

            Tak wspomina Pawłokomę Seweryn Karpa, dziś mieszkający na Pomorzu.

            "Rankiem 3 marca zbudziła nas mama i kazała się szybko ubrać. Rodzice zebrali
            pierzyny i zamierzali już wychodzić z domu, kiedy rozległy się strzały,
            posypało szkło z rozbitych okien. Na ziemię padł śmiertelnie ranny dziadek
            Majcher (...) Wszystkich nas zapędzili do cerkwi. W cerkwi ksiądz odprawiał
            nabożeństwo, było dużo ludzi. Wtedy zaczęli nas rozdzielać. Mnie z babcią i
            młodszym bratem odprowadzili na lewą stronę, a moich dwóch braci na prawą.
            Nigdy nie zapomnę tego strachu i żalu, jaki widziałam w ich oczach.

            Bandyci byli ubrani różnie. Niektórzy byli w mundurach wojskowych, inni po
            cywilnemu. Były wśród nich dwie kobiety w wojskowych bluzach, uzbrojone, które
            chodziły po cerkwi i kopały ciężko pobitych mężczyzn, leżących we krwi na
            podłodze. Jeden z bandytów w wojskowym mundurze wyszedł przed ludzi i
            powiedział: >Na mój rozkaz wszyscy dzisiaj zginiecie<.


            Ludzie zaczęli płakać i modlić się, krzyczeli, że są niewinni. Na bandytach nie
            robiło to jednak żadnego wrażenia.

            Potem zabrali z cerkwi księdza. Była tam również jego żona w ciąży oraz dwóch
            synów - Andrijko i Lubko, a także mama księdza.

            Potem w cerkwi rozpoczęła się ogólna grabież. Z ludzi ściągano ubrania,
            chustki, buty i wszystko, co przedstawiało jakąś wartość. Wszystkie kobiety i
            dzieci ustawiono w dwuszeregu. Mężczyzn i starsze dzieci wyprowadzono z cerkwi.
            Mojej babci udało się uratować jedną dziewczynkę, Darkę Fedak, zakwalifikowaną
            do rozstrzelania, chowając ją pod spódnicę.



            Trzymano nas w cerkwi do wieczora. Było tam 40 osób: kobiet z małymi dziećmi.
            Pod wieczór wyprowadzono nas i pędzono przez wieś w kierunku lasu. Moja babcia
            była już staruszka, nie mogła szybko chodzić. Bandyci poganiali ją biciem.
            Jednego z nich rozpoznała. Był to mężczyzna z sąsiedniej polskiej wsi Dylągowa.
            Babcia zapytała go o swoją córkę, czyli moją mamę, czy ją może gdzieś widział,
            lecz on się nie odzywał. Babcia powtórzyła pytanie, mówiąc: >no powiedz,
            przecież znasz mnie, nieraz poiłeś konie w mojej studni<. Po tych słowach Polak
            cofnął się i strzelił babci w plecy. Chcieliśmy ją podnieść z młodszym bratem,
            gdyż babcia nadal trzymała nas za ręce, ale inne kobiety odciągnęły nas od
            niej. Obok babci zabito na drodze jeszcze dwie inne kobiety. Bandyci
            pozostawili nas w lesie i dalej już sami doszliśmy do wsi Siedliska (...)

            Potem dowiedziałam się, że mój tata kopał grób na cmentarzu i kiedy
            przyprowadzono tam moich starszych braci: Josyfa (14 lat) i Petra (17 lat),
            zemdlał i upadł na ziemię. Tam też został zastrzelony wraz ze swoimi synami.
            Mojego 20-letniego brata Włodzimierza, który nie wiedząc, co się stało, już po
            tej tragedii wrócił do Pawłokomy z przymusowych robót w Niemczech, Polacy
            złapali i utopili w studni."

            Taką relację złożyła w Toronto Natalia Kuźma, z domu Mudryk, była mieszkanka
            Pawłokomy.

            Dionizy Radoń (międli ciemny sweter, lekko rumiany, już wiadomo, że nim wrócił
            z lasu, zaszedł do baru): - Powiem, panie, że człowieka zastrzelić - bajka,
            nożem dźgnąć - bajka. Ale po co tak męczyć, tak okropnie bić, skoro potem i tak
            ciągli ich na śmierć?

            Mamusi nie ruszyli, bo uczepili my się nóg, a i sąsiedzi bronili: "Hanka dobrze
            się między Polakami sprawuje, zostawcie, przecież dzieci ma".

            Tych bitych brali na ukraiński cmentarz, położyli w dołach, a gdy ziemią
            zasypali, to mogiła do góry się podnosiła, jakby te trupy na sam koniec jeszcze
            życia dostały. To przejechali karabinem, ruskim, na kilkadziesiąt kul, aż się w
            dole ruszać przestało. Raz i jeszcze raz, i jeszcze.

            Kto rżnął? Ludzie, panie, ludzie. Pawłokomscy i z drugich wsi. Jeden nawet wuja
            zamordował, bo on do kościoła, a wuj do cerkwi chodził. I partyzanty, co spod
            Lwowa przyszły.

            Ja na to wszystko patrzyłem, krzyków słuchałem. Cud, że z tego, com oglądał,
            jeszcze na psychice zupełnie nie szwankuję. Już pamięcią błądzę, zabywam, co
            rano na śniadanie jem. Ale to, com na pawłokomskim cmentarzu widział, nigdy z
            serca nie zejdzie.

            Dokumenty wskazują, że za masakrę Pawłokomy odpowiedzialny jest oddział AK
            dowodzony przez Józefa B. "Wacława" (na zdjęciach z tamtego czasu okrągła, lecz
            szczupła twarz, gładko zaczesane włosy, wąsik).

            Był sierotą wychowanym w przytułku, potem wykształcił się na sklepowego
            subiekta, by wreszcie zostać wiejskim nauczycielem koło Kołomyi. Do konspiracji
            wstąpił w 1940 roku. W 1944 roku za obronę przed UPA wsi Siemianówka w okręgu
            lwowskim dostał stopień porucznika. Kilka miesięcy po masakrze ujęty przez NKWD
            i skazany przez wojskowy sąd rejonowy na pięć lat, odsiedzianych we Wronkach.
            Tuż po wyjściu z więzienia aresztowany ponownie, zwolniony wraz z gomułkowską
            odwilżą.

            W biografiach porucznika "Wacława" nie ma ani słowa, że uczestniczył w
            pawłokomskim mordzie. Tylko skromna notka w "Zeszytach Historycznych WiN" (nr
            9/91), napisana przez Jerzego Węgierskiego: "Zorganizowane bandy otaczały
            Pawłokomę, chodziły po chałupach i rabowały, co popadło (...) zaczęto wieś
            niszczyć, a ludzi rozstrzeliwać. Niestety, akcję tę ubezpieczał oddział por.
            >Wacława<".

            Józef B. "Wacław" zmarł przed 20 laty.

            Eugeniusz Misiło: - Pyta pan, czy mord w Pawłokomie był odwetem za Wołyń? Nie
            sądzę, choć o okrucieństwach popełnianych na Wołyniu wiedzieli wszyscy, to był
            jeden z głównych tematów prasy podziemnej.



            Więc dlaczego? Może dlatego, że w Przemyskiem pełno było repatriantów z
            Ukrainy, ciągle krążyły pogłoski, że polsko-sowiecka granica cofnie się na
            wschód, a oni wrócą do siebie. Więc czekali, tymczasem trzeba było dać im dach
            nad głową, wikt i opierunek. W polskich wsiach brakowało dla nich miejsca.

            Z Pawłokomy ocalała garść ukraińskich dzieci i kobiet. Według ich zgodnych
            relacji w masakrze uczestniczyli pospołu partyzanci i cywile z pobliskich wsi,
            często znajomi ofiar. Ich nazwiska kobiety przekazały oddziałom UPA. W
            październiku '45, w ramach odwetu, UPA rozstrzelała we wsi Dylągowa znanych z
            nazwiska uczestników masakry. W marcu '46, uznając odpowiedzialność zbiorową,
            spalono Dylągową, Bartkówkę, Borownicę.


            Na Pogórzu nastały straszne czasy. Jeśli w poniedziałek polskie wojsko spaliło
            ukraińską wieś, we wtorek i środę UPA puszczała z dymem polską, w czwartek
            palili Polacy, w piątek - Ukraińcy. Nakręcał się krwawy, fanatyczny kołowrót,
            śmierć za śmierć.

            Dionizy Ra
            • arges Re: Pawłokoma - raport 14.05.06, 15:38
              (błotnista droga przed sklepem; ludzie coś ładują na półciężarówkę): - Cerkiew
              pawłokomska stała ponad PKS-em, naprzeciw sklepu, piękna, z czerwonej cegły, w
              środku wymalowana. A pawłokomski pop miał monstrancję wartą tyle, co dwie
              cerkwie. Przepadła. Mówią ludzie, że gdzieś jest we wsiach, ale przerobiona. U
              grekokatolików Ciało chowają w wyciętym w monstrancji kwadracie, a u
              łacinników - w kółku. Więc kwadrat na kółko przerobili.

              A cegła z cerkwi poszła na dom kultury. Ostała się jeno dzwonnica.

              IV

              Mirosław Sydor: - Przez pół wieku nikt nie czcił ofiar pawłokomskiego mordu, bo
              nie można było. Ale jak nastąpiła demokracja, tośmy chcieli wspomnieć,
              panychydy odprawiać. W ukraińskim środowisku wszyscy wiedzieli o Pawłokomie.
              Zbieraliśmy się jechać, nie tak od razu, dopiero ze trzy lata temu. Chodziło o
              to, żeby konkretne miejsce kaźni odnaleźć.

              Dionizy Radoń: - W '45 świateł na mogiłach nie zapaliłem, bo bałem się. Jak z
              mamunią zjechali my do Dynowa, chcieli ją od razu zabić, alem ucapił spódnicę,
              mnie walnęli, przytomność żem stracił, alem mamuni nie puścił. No i tatuś z
              armii generała Andersa dał znać przez Czerwony Krzyż, więc się pomiarkowali.
              Ale od '46 to ja palił rok w rok.

              Przez bywsze lata tragedię chcieli przepomnieć. Nawet gadali, że na cmentarzu
              boisko zrobią.

              Jak pan Sydor przyjechał, taki duch z niego bił, żem mu zawierzył i pomyślał:
              co robię, to mało robię. Jak z panem Sydorem gadałem, to wstyd mnie zdjął, że
              tylko światło palę, a na cmentarzu śmietnisko, szmaty, blaszaki, ścieżka przez
              mogiły ciągnie, krowy, świniaki chodzą, trawa nie wykoszona. Wstyd, panie,
              przed Bogiem i ludźmi, którzy czasem aż z Kanady, z Ameryki zjeżdżali.

              Tom sobie postanowił, że wezmę cmentarz w jeszcze większą opiekę. Od pana
              Sydora pieniędzy żem dostał na światła i na kwiaty, ale swojego też dołożył i
              wcale mi nie żal.

              Stanisław Woźny: - Kilka lat temu przyszła prośba od Ukraińców z Przemyśla,
              żeby na starym cmentarzu (ja nim administruję, bo to własność komunalna)
              odprawić panychydy. Nie zwróciłem na to uwagi. Wtedy jeden z nich przyjechał tu
              prywatnie, umówił się z tym Radoniem, pewnie mu i co zapłacił. I zaraz dostałem
              doniesienie, że Radoń na gminnym gruncie, znaczy na cmentarzu, ścina drzewa.
              Musiałem wszcząć z urzędu postępowanie wyjaśniające. A i społeczeństwo włączyło
              się ostro.

              Ja jestem za cmentarzem. Na zebraniu wsi Pawłokoma powiedziałem: "Ludzie, nie
              wstyd wam, że pośrodku wsi, zaraz koło kościoła, takie śmietnisko?". A
              oni: "Panie wójcie, tam chodzą świnie tego, co dziś się Ukraińcem mieni".

              Ale że temat cmentarza poruszyłem, padło na mnie podejrzenie, że jestem
              rezunem, znaczy - Ukraińcem, jak to się mówi, mam czarne podniebienie. A że do
              Dynowa przyjechałem z Bieszczad - bajka była gotowa. Aż się musiałem tłumaczyć.

              Lecz niech pan sobie czegoś nie pomyśli. Dla mnie człowiek to człowiek - bez
              żadnej różnicy. Nawet Ukrainiec.

              Dziś wygodnie być Ukraińcem. Niech pan sobie wyobrazi, że synalek tego Radonia
              zamówił dotowane przez gminę kwalifikowane sadzeniaki. I nie odebrał ani worka,
              nie zapłacił, choć wzywałem do odebrania!

              Dionizy Radoń: - Pan Sydor pytał mnie, gdzie pobite leżą. Tom powiedział. Stąd
              u ludzi na mnie największa złość. Nie o panychydy, o światła. Ale za to, żem
              prawdziwe miejsce wskazał. A jak jest miejsce, nie ma dalej co się wypierać - w
              Pawłokomie zbrodnia na Ukraińcach była.

              V

              Pawłokomski cmentarz greckokatolicki ma kształt kwadratu. Bramę związano
              sznurkiem, żeby nie telepała na wietrze. Jest kilka przedwojennych nagrobków,
              dwa nowe pomniki z szarego lastryka (pod listą imion z rodziny Fedaków i Karpów
              napis: "Zmarli tragicznie"). Zaraz przy drodze, która oddziela cmentarz od
              obejścia Radonia, trzy kopczyki obsadzone barwinkiem i trzy brzozowe krzyże.

              Ani tablicy, ani daty, ani nazwisk. Ani słowa o tym, co się tu stało.

              Dionizy Radoń: - Śmieci uprzątłem, trawy wykosił, a że w miejscu, gdzie
              zakopali pomordowanych, porobiły się dolinki, tom ziemi nawiózł, kopczyki
              usypał, krzyże brzozowe wbił. Wójt mówi, że nielegalnie. Panie, każdy grób
              legalny, nawet największego zbrodniarza, a pawłokomskie niewinne.

              Więc żem kopczyki usypał, a tu ludzie idą, całe rodziny, młode i stare, a każdy
              łopatę trzyma, motykę. Nawet ta, co do ziemi przygięta, dobra kobieta, przez
              chorobę z chałupy nie wychodzi, też motyką kopczyki rozrzuca. To mówię: "Ty też
              taka głupia, że w mogiłach grzebiesz". A ona: "Przestanę, jak powiesz, gdzie
              twoi mojego tatusia zabrali".


              Danuta Radoń: - Tak żem się bała, że tymi łopatami mojego zatłuką. Stali dokoła
              niego i krzyczeli: "Powiesz, gdzie nasze Polaki". Jak mój ma wiedzieć, gdzie
              Polaki? Dzieciak był wtedy.

              Stanisław Woźny: - Radoń nieformalnie usypał kopczyki, społeczeństwo zrównało.
              Nie ma się co dziwić; ta siódemka zabrana ze wsi też kopców nie ma. Te kopce to
              w moim przekonaniu była próba trwałego upamiętnienia. Na trwałe upamiętnienie
              nigdy się nie zgodzę. Dość w Przemyskiem mamy już bandyckich pomników.

              Mówi pan, że tu leżą cywile, że zabili ich Polacy. A wie pan, że byli u mnie
              kombatanci z Przemyśla i powiedzieli, że Pawłokomę spacyfikowały bandy UPA?
              Nieprawda? Jak pan może rozstrzygać, kto zabijał, skoro historycy nie wiedzą?

              A dlaczego Ukraińcy tak zabiegają właśnie o ten cmentarz? Po lasach jest wiele
              cmentarzy greckokatolickich - zapuszczone, że bój się Boga, krzyże
              poprzewracane. Czy to nie dziwne, że im chodzi właśnie o Pawłokomę?

              Niech mi pan powie, z jakiej racji ja, wójt całej gminy Dynów, mam szczególnie
              dbać o ten właśnie cmentarz. Jak taki ważny - niech dbają Ukraińcy.

              A wie pan, że ten Radoń wchodził na pawłokomski cmentarz z papierosem i pijany?
              Kiedyś musiałem go nawet wyrzucić.

              VI

              Stanisław Woźny: - Z tego wszystkiego dobrze się stało, że sprawą
              zainteresowali się Kanadyjczycy. Ani z Sydorem, ani z Radoniem nie mają nic
              wspólnego. Czyż to nie symptomatyczne? Kanadyjczycy chcieli, żeby cmentarz
              ogrodzić. Powiedziałem - zgoda, ale za wasze, bo ja złotówki nie dam. Wysupłali
              350 milionów, w ratach, niektóre nierówno spływały.

              Kanadyjczycy chcieli płytę z tryzubem. Ja - nie. Chcieli tablicę po ukraińsku.
              Ja - nie. Sytuacja jest taka, że muszą respektować moje decyzje.

              Zgodziłbym się na tablicę po polsku, gdyby napisali "Tu leżą zmarli tragicznie
              mieszkańcy wsi Pawłokoma". Mówi pan, że zostali zamordowani. Na taki napis
              nigdy się nie zgodzę. Dlaczego? Bo od razu rodzi się pytanie: "Zamordowani
              przez kogo?". Po co takie pytania stawiać?

              Tu niepotrzebna żadna tablica upamiętniająca, ale plan zagospodarowania
              cmentarza. Kopce splantować, przedwojenne krzyże odciągnąć w bok, brzozowe
              usunąć, za to porządne alejki wytyczyć. Sami Ukraińcy muszą sobie zrobić.

              Dionizy Radoń: - Bój pan się Boga, ile oni milionów na te ogrodzenie wydali.
              Dostałby ja - i lepiej, i taniej by zrobił. Ale gdy wójt był akurat na urlopie,
              a majster ekipy, co murowała ogrodzenie, wziął wolne, przyniosłem butelkę
              wódki, pięćdziesiąt złotych, to mi robotniki pomogli. Pokleiliśmy betonem stare
              pomniki, ten krzyż drewniany jeszcze z przedwojnia wsadził ja w żelazną obejmę.

              Teraz wójt chce, żebym usunął, com zrobił, ale ja ręki na krzyż nigdy nie
              podniosę, choćby zrobili mi nie wiem co.

              Danuta Radoń: - Foliowy tunel nożami pocięli, pięć psów bez rok struli, stodołę
              spalili. W stracie wielkiej żyjemy, bo ubezpieczenie było na 30 miliony, a
              samych maszyn poszło z dymem na 60. Jeszcze drzewo na boazerię, eternit, słoma
              i siano. Wójt z gminnej pomocy grosza nie dał.

              Tadeusz Pudysz: - Akurat był pogrzeb, gdy stodoła się zajęła. Cała wieś w
              kościele stała, tylko nie Radoń. Zresztą policja powiedziała, że nie ma
              świadków, żeby ktoś podpalił.

              Danuta Radoń: - Bili mojego między PKS-em a sklepem, pośrodku wsi, drugie
              patrzyły, a oni lali i lali.

              Tadeusz Pudysz: - Eee tam.
              • arges Re: Pawłokoma - raport 14.05.06, 15:41
                Stanisław Woźny: - Zgodzi się pan ze mną, że w takiej ogólnej atmosferze
                najlepiej byłoby, gdyby na cmentarzu postawić tabliczkę z nazwiskami
                kanadyjskich darczyńców.

                VII

                W zimnej, białej, wielkiej sali parafialnej przy przemyskiej katedrze
                greckokatolickiej, pod łukowym, gotyckim sklepieniem. Pośrodku stół, za nim
                młody, czarnowłosy mężczyzna, pod kołnierzykiem biała koloratka


                - Nazywam się Bogdan Stepan. Jestem księdzem, sprawuję posługę w kilku
                ukraińskich parafiach.

                Wiem z doświadczenia, że między ludźmi jest dobrze, gdy do zgody zachęcają
                autorytety, a więc lokalna władza i proboszcz. Gdy jest inaczej - zgody nie ma.

                Pierwszy raz przyjechałem do Pawłokomy w 1996 roku, w rocznicę rzezi. Weszliśmy
                na cmentarz, pomodlili. Nikt się nie zorientował. Drugi raz zjechaliśmy w
                Wielkanoc - w cerkwi greckokatolickiej to święto wspominania zmarłych.
                Odprawialiśmy szybko: krótka homilia, ani słowa o Ukrainie, kilka pieśni, tylko
                kościelne, żeby, Boże broń, nikogo nie sprowokować. A dookoła cmentarza szum
                jak w ulu. Policja z psami, a za nią urągający tłum. Rok później już było
                spokojniej.

                Dionizy Radoń: - Naszego proboszcza, co mieszka w Dylągowej, prosili na
                panychydy. Nie przyszedł, choć pobite pod samym kościołem leżą. A w kazaniach
                mówił, że mamy teraz w Pawłokomie ruski cmentarz. Tom poszedł do niego i
                pytam: "Księże proboszczu, czy na tym świecie są dwa Bogi, nasz i ukraiński?".
                A proboszcz: "Cicho bądź". To jeszcze mówię, że chyba dobrze, że pobite krzyże
                mają. A on: "Cicho bądź".

                Proboszcz z Dylągowej: - Na te ich święto nie poszedłem, bo jak to tak -
                przyszli i powiedzieli "Niech ksiądz idzie"... Trzeba było uprzedzić, a nie
                stawiać w sytuacji podbramkowej. A panu Radoniowi powiedziałem, co o tym myślę,
                więc teraz pewnie na mnie obrażony. Co mówiłem z ambony, to mówiłem. Przeze
                mnie ludzie nic nie mają przeciw ogrodzeniu, no, może niektórzy.

                Na tę sprawę trzeba patrzeć ogólnie, jak ja, a nie z jednej albo z drugiej
                strony. Bo co się na tym cmentarzu przez lata działo? Krowy, kury chodziły. To
                skąd nagle pan Radoń taki ukraiński patriota?

                Z okolicy pochodzę, u mnie dwa takie cmentarze. I problemu nie ma. A w
                Pawłokomie jest, bo krzywda ludzi podzieliła.

                Za młody jestem, by takie sprawy rozstrzygać. Szczęść Boże.

                Stanisław Woźny (łokcie oparte o czarny blat, uśmiecha się, zawiesza głos,
                jakby mówił oczywistości): - W czasie panychydy podeszła do Ukraińców jedna
                mieszkanka. Oni się modlą, a ona: "Gdzieście mojego ojca wywlekli?". Niech pan
                się tak nie patrzy, to trzeba rozumieć. Ludzie w Pawłokomie są tolerancyjni.
                Nie wiedzą tylko, co się stało z siedmioma mieszkańcami.

                To nie my, Polacy, dopominamy się sprawiedliwości. To oni, Ukraińcy, zrobią
                wszystko, żeby udowodnić, że są skrzywdzeni. To nie w nas, Polakach, jest
                poczucie nacjonalizmu. To oni zrobią wszystko, żeby ich było na wierzchu.

                Tadeusz Pudysz (patrzy na wójta, szuka potwierdzenia): - W '80 byłem w
                internacie przy zawodówce, po czterech w pokoju nas mieszkało. Jeden zawsze po
                ciszy nocnej wychodził. Gdzie szedł, po co, nie wiem, bom z nim nigdy nie był,
                ale na pewno na tajne spotkania, bo gdy wracał, to pytał, którego nauczyciela
                ma zarżnąć. Albo ciął ręce i mówił: "Patrzcie na moją ukraińską krew". Ileśmy
                się namęczyli, żeby mu krew tamować, bo co by w internacie było, gdyby się
                wydało?

                Stanisław Woźny: - Organizacja ukraińska była, jest i będzie, a my jedynie
                możemy uważać. Jeszcze mieszkałem w Bieszczadach, gdy na pogrzeb jednego
                Ukraińca przyjechała taka z Ameryki. Trumnę do dołu złożyli, a ona na bok
                odeszła, z torebki wyciągnęła telefon, w sam raz taki jak pana, komórkowy. Ale
                20 lat temu komórkowców nie było! Były za to radiostacje wielkiej mocy i ona z
                taką radiostacją rozmawiała. Albo w listach słanych do mojej wsi pytali, kto w
                jakiej zagrodzie mieszka, gdzie posterunek milicji czy wojsko jeszcze stoi.
                Proszę pana, toż to prawdziwe pytania wywiadowcze!

                A da pan wiarę, że mój ojciec był na ukraińskiej liście proskrypcyjnej jeszcze
                w latach 70.? Za polskość! Nie wierzy pan! Jak można w takie rzeczy nie wierzyć?



                My, proszę pana, wiemy, jak było. Piłami cięli, topili w studniach, pasy darli,
                a potem solili. Taki naród. Dlatego póki ja tu jestem, żadnego upamiętnienia
                Ukraińców nie będzie.

                Tadeusz Pudysz: - W Dynowie jeden starał się o pozwolenie na rzeźnictwo. To mu
                powiedzieliśmy: "Po co się chcesz uczyć rzeźniczenia, przecież ty na Polakach
                ćwiczył się w szlachtunku".

                Albo ten Fedak z Pawłokomy, co jego rodzina ma mogiłę na ukraińskim cmentarzu.
                Po wojnie dziesięć lat dostał, a przecież dziesiątki za darmo nie dawali. Mówi
                pan, że dawali nawet karę śmierci. Jemu darmo nie dali - ciotka moja była
                świadkiem na procesie.

                Albo jednego roku, wcale niedawno, spaliło się siedem pawłokomskich stodół,
                choć mokre lato było. To kto je podpalił, jak nie oni?

                VIII

                Stanisław Woźny (opowiada już drugą godzinę, za oknami zmrok): - Jeśli pan musi
                pisać, to na koniec powiem, że ten Radoń to burzyciel i pieniacz. A co to, że
                on się teraz takim Ukraińcem zrobił? Tu takich jak on nie ma. Jeśli już
                Ukraińcy są, to zupełnie zasymilowani, grzeczni. Zresztą myślę, że Ukraińcy są
                na Ukrainie, a ci nasi... to jakieś przechrzty.


                To, proszę pana, jest Polska, a Polska jest dla Polaków. Tylko proszę mnie
                dobrze zrozumieć: ja wszystkie mniejszości szanuję, nikogo nie przeganiam. Już
                mówiłem, że dla mnie człowiek jest człowiek. Ale Polska jest dla Polaków,
                Niemcy dla Niemców, Francja dla Francuzów.

                Temat cmentarza w Pawłokomie to wielki sukces władz gminy. Potrafiliśmy dogadać
                się z Kanadyjczykami? Potrafiliśmy. Uniknęliśmy konfliktów? Uniknęliśmy.
                Społeczeństwo pokazało naszą polską tolerancję? Pokazało.

                Wszystko dzięki temu, że nie dopuściliśmy Ukraińców do głosu.

                Tadeusz Pudysz (wyprostowany, zaplata dłonie, jakby chciał wyłamać palce): -
                Kontrola nad cmentarzem musi być gminna, z zewnątrz nikogo nie wolno
                dopuszczać. Dlaczego? Wystarczy na chwilę przymknąć oczy, a coś postawią,
                wkopią, wymurują - i potem trudno będzie rozebrać.

                Dionizy Radoń (stoimy na pagórkach, gdzie kiedyś stała cerkiew; strugą płynie
                brudna woda, pod nogami wala się butelka po wódce Woda ognista): - Panie, ale
                ta ziemia przepłakana, przepłakana, aż w dołku boli. Czym one różne od nas, a
                my od nich, że taka nienawiść powstała? Ale zbrodnia nie będzie uciszona. Żebym
                kłamał - Bóg już by skarał. A że prawda komu w gminie niewygodna, to ja nie
                winien.

                Dawniej myślał, że gdy stare pomrą, młode złość porzucą. Ale póki ludzie dzieci
                będą chować jak w Pawłokomie - zgody nie będzie.

                Kiedyś wójt mnie wygnał z cmentarza - ustąpiłem, bo cmentarz jego własność.
                Alem powiedział, że sprzątywać będę, kosić będę, światła palić będę i nikt mi
                nie zbroni. Jak krzyż się zwali, to postawię, zasadzę kwiaty. Bo kwiat na
                cmentarzu to nie upamiętnienie, ale szacunek i przyroda.

                Napisali mi w anonimie, że przez okno wyciągną i łeb ukręcą albo załatwią, jak
                będę szedł do Dylągowej czy gdzie indziej. Boję się, bo już dwa razy obili...
                Ale czasem nic się nie boję, bo Pan Bóg widzi, żem źle nie zrobił.

                Patrz pan na ten dąb, ten tu, bliziutko, co za rogiem cmentarza stoi. Chcieli
                go ściąć, ja nie dałem, bo to przedostatni świadek w Pawłokomie. A ostatni ja.
                A jak świadków zbraknie, to i tak ludzie będą wiedzieć. Nawet wnuki tych, co
                cepami biły, bo sumienie nad taką zbrodnią nie zaśpi.

                Danuta Radoń (przed domem na betonowym chodniku, zapada zmrok, w oknach
                pawłokomskich chałup palą się żarówki, wielki księżyc oświetla bryłę nowego
                kościoła, przy drewnianej budzie szarpie się pies): - Jak tu teraz żyjemy?
                Człowiek idzie przez wieś, spotka kogo, powie "dzień dobry", ale żeby więcej,
                to nic. Z wieczora, jak tylko zmroczy, już nie wychodzi, w domu siedzi. Syn
                mówi, że wieś pośrodku, pół przeciw mojemu, połow
                • arges Re: Pawłokoma - raport 14.05.06, 15:57
                  połowie wszystko jedno, więc jakby byli za nim. Ale jaka prawda, to ja nie wiem.

                  A ty cichaj, Dionizy. No, cicho bądź. Wypiją, zmówią się, zrobią nam co.
                  Cichaj, Dionizy. Głos wieczorem niesie daleko.

                  serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34310,137980.html
    • arges zdjęcia 16.05.06, 21:52
      Na ledwo zipiącej stronie www.archidiecezja-gr.opoka.org.pl/ umieszczono
      zdjęcia z uroczystości w Pawłokomie.
    • arges Re: pomnik pomordowanych w Pawłokomie ? 16.05.06, 23:06
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3347495.html
      Czym Pawłokoma jest dla Ukraińców?






      Zenon Potoczny
      Fot. Krzysztof Koch / AG



      Stefania Fedak-Kogut
      Fot. Krzysztof Koch / AG



      Katarzyna Sirocka
      Fot. Krzysztof Koch / AG




      Agata Kulczycka 15-05-2006, ostatnia aktualizacja 15-05-2006 20:07

      Jedni przez lata walczyli, by upamiętnić miejsce tragedii w Pawłokomie. Inni
      czekali, by ktoś dostrzegł także cierpienia ich i ich rodzin. W sobotę wielu z
      nich mogło poczuć satysfakcję.


      13 maja w Pawłokomie, małej wsi pod Dynowem, spotykali się Lech Kaczyński i
      Wiktor Juszczenko, prezydenci Polski i Ukrainy. O tym, jak ważny był to dzień
      dla obu narodów, świadczyły nie tylko wypowiedzi hierarchów Kościoła i
      polityków. Świadczyła też liczba zebranych w Pawłokomie, którzy uczestniczyli w
      uroczystościach ze wzgórz otaczających cmentarz, z okien, balkonów pobliskich
      domów, oglądając to, co się dzieło tuż przy pomniku, na specjalnie zamontowanym
      telebimie. Na uroczystość przyjechali Ukraińcy z całego świata. Byli Ukraińcy z
      Kanady i wysiedleni podczas akcji "Wisła" na ziemie odzyskane. Byli uczestnicy
      tragicznego marca w Pawłokomie, ich potomkowie, ale i ci, których trudna
      historia obu narodów dotknęła w innych częściach Polski.

      Stefania Fedak-Kogut do Pawłokomy przyjechała z Kanady. - W ostatniej chwili
      udało się kupić bilet. Zwykle, gdy przyjeżdżamy do Polski, kupujemy je wiele
      miesięcy wcześniej, żeby było taniej. A data tego spotkania do końca się
      zmieniała - opowiada. Nie mogła jednak nie przyjechać. Jest świadkiem tragedii,
      która wydarzyła się tu 61 lat temu, kiedy Polacy w odwecie za swoich bliskich,
      wymordowali 366 mieszkańców wsi. - Miałam wtedy 11 lat. Szliśmy boso, do cerkwi
      byliśmy wpuszczani bocznymi drzwiami. Przed cerkwią była ogromna kałuża.
      Zabierano wszystkich. Pamiętam jednego z naszych. Był ciężko chory na suchoty,
      umierający. Upadł w tej kałuży, nie mógł się podnieść... Został mu tydzień albo
      dwa życia. Dlaczego nie dali mu spokoju? - jej wspomnienia są żywe, jakby od
      tamtych wydarzeń nie upłynęło wiele lat. - Dziś mam to wszystko przed oczami.
      Ale do Polaków żalu nie mam - mówi Stefania Fedak-Kogut.

      Fundacja, książka, pomnik

      To wspomnienia takich osób jak pani Stefania chce upamiętnić
      fundacja "Pawłokoma". Założył ją przed 15 laty Zenon Potoczny, biznesmen z
      Toronto, żonaty z Kanadyjką ukraińskiego pochodzenia. Z Pawłokomy pochodzą jego
      dziadkowie i ojciec, który w 1945 roku miał 15 lat. - Udało mu się przeżyć, bo
      się ukrył - opowiada Zenon Potoczny. Przodkowie Potocznego w ramach
      akcji "Wisła" zostali deportowani na Warmię. Później emigrowali do Kanady.

      Wyrastał karmiony wspomnieniami swojej babki, mieszkanki Pawłokomy. - Były to
      opowieści o dobrych czasach w Polsce i o tragedii, której była świadkiem. Tych
      o tragedii było więcej, bo bardziej bolały, bo dotyczyły najbliższych osób -
      wspomina. - Chciałem, by pamięć o tym wydarzeniu nie zaginęła. Nasi dziadkowie
      poumierali, rodzice są w podeszłym wieku, obowiązek spadł na nas - mówi.

      - W Kanadzie mieszka wielu byłych mieszkańców Pawłokomy. Wiedzieliśmy, że
      miejsce, gdzie leżą ofiary z 1945 roku, jest zaniedbane. Pierwszą rzeczą, jaką
      zrobiliśmy, było ogrodzenie cmentarza. Przecież na całym świecie obowiązuje ten
      sam zwyczaj - szacunku dla miejsca pochówku, bez względu na pochodzenie ludzi,
      którzy tam spoczywają. Postawiliśmy krzyże, które ze starości się
      poprzewracały, nikt o nie nie dbał - opowiada. Później udało się wydać
      historyczną książkę Petra Poticznego (stryja Zenona) "Pawłokoma", o
      dramatycznych wydarzeniach, które rozegrały się w tej wsi w marcu 1945 roku.

      Kolejna rzecz, o którą walczyła fundacja, był napis na cmentarzu, by wiadomo
      było, kto tu jest pochowany. - Wysyłaliśmy wiele listów do Rady Ochrony Pamięci
      Walk i Męczeństwa, ale pozostawały bez odpowiedzi. Sprawą zainteresowaliśmy
      stronę ukraińską, która wzięła na siebie negocjacje z Polakami - opowiada
      Potoczny. - Chcieliśmy, aby na pomniku znalazł się napis, o tym, kto jest tu
      pochowany i w jaki sposób zginął. Ten, który został umieszczony, nie
      satysfakcjonuje nas. Nie jest do końca właściwy, bo na polskim krzyżu jest
      informacja z czyich rąk zginęły ofiary - mówi Zenon Potoczny i dodaje: - Skoro
      chcemy pojednania, powinniśmy otwarcie pisać o tym, jak naprawdę było. Mam
      nadzieję, że jeszcze zostanie to naprawione.

      Potoczny nie ma wątpliwości co do liczby ofiar, których ciała leżą na
      ukraińskim cmentarzu: - 366 - tak podają dokładne historyczne źródła. Poticzny,
      przygotowując książkę, korzystał z różnych archiwów, są świadkowie, który znają
      ofiary: braci, siostry, rodziców, wiedzą, co się stało - argumentuje.

      Zaangażowany osobiście w upamiętnienie ofiar w Pawłokomie jest też Mirosław
      Sydor, przewodniczący stowarzyszenia Ukraiński Dom Narodowy w Przemyślu. Sam
      urodził się koło Giżycka, ale to nie były rodzinne strony jego rodziców -
      zostali tam wysiedleni z Zapałowa i Starego Sioła podczas akcji "Wisła". - 10
      lat temu zaczynaliśmy usypywanie tych mogił. To był bardzo ciężki i trudny
      czas. Pamiętam, że na kilka dni przed odbyciem pierwszej panichidy, mogiły były
      rozrzucone, a krzyże wyrwane - opowiada. W sobotę nie krył radości: - Tu widać,
      jak świat się zmienia i co potrafi zmienić czas w myśleniu i w mentalności
      ludzi.

      Ginęli nie tylko w Pawłokomie

      U Marii Nowik, emerytowanej pielęgniarki z Giżycka, która rodzinnie nie jest
      związana z Pawłokomą, sobotnia uroczystość uruchamia lawinę własnych
      wspomnień: - Mojego tatę aresztowali Rosjanie, a mamę zastrzelili Polacy, brata
      zamordowali. Miałam dziesięć lat, my z rodzeństwem zostaliśmy sami. Nie czuję
      nienawiści, choć nie wiem, jak zachowałabym się, gdyby stanęli przede mną
      mordercy. Może nic bym nie mówiła, może bym odeszła... Mama jest pochowana koło
      Lubyczy Królewskiej. Nigdy na pomniku nie napisaliśmy przez kogo została
      zamordowana, jest tylko, że zginęła tragicznie. Baliśmy się, że mieszkańcy
      zniszczą pomnik, tak jak zniszczyli nagrobek greckokatolickiego księdza, który
      leży na tym samym cmentarzu. Został zamordowany z całą rodziną. Na ich mogile
      zostało napisane kto ich zabił. Ale napis został wydrapany - opowiada.

      - Nie jestem związana rodzinnie z Pawłokomą, ale przyjechałam tu, bo jestem
      Ukrainką. Tu są nasi ludzie.

      Krzywd po obu stronach było dużo. Na Chełmszczyźnie tyle cerkwi niszczono, więc
      te niesnaski nie wzięły się z niczego. Ale teraz powinniśmy się pojednać, bez
      licytacji, kto bardziej wycierpiał. Może zmądrzejemy na przyszłość. Przecież
      jesteśmy skazani na siebie - uważa Maria Nowik.

      Dla Katarzyny Sirockiej ze Związku Ukrainek w Polsce to ważne wydarzenie, także
      osobiście: - Pochodzę z Mokrego k. Sanoka. Dla mnie spotkanie w Pawłokomie jest
      ogromnie ważne, bo całe życie mieszkam i pracuję dla Polski. Wiem, że UPA
      walczyło dla Ukrainy, ale po co tu się mordowano? Trzeba uczyć historii,
      przełamywać wzajemne stereotypy, budować nowe spojrzenie. Nie może być między
      nami wrogości, bo to prowadzi do wojen - uważa Katarzyna Sirocka.
      • darino śledztwo zbliża się do końca ... 24.05.06, 22:47
        "Do końca zbliższa się śledztwo prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej w
        sprawie zbrodni w Pawłokomie. Prokurator będzie musiał rozpatrzyć również
        wniosek o ekshumację ciał pochowanych na cmentarzu greckokatolickim w
        Pawłokomie.

        Rzeszowski oddział IPN od pięciu lat prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni z
        marca 1945 roku w Pawłokomie. - Wcześniej tą sprawą interesowała się Okręgowa
        Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Zbierano informacje,
        wycinki prasowe, jednak komisja nie mogła prowadzić śledztwa. Podjęliśmy je z
        urzędu, gdy powstał IPN - wyjaśnia prokurator Marek Sowa, szef pionu śledczego
        w rzeszowskim oddziale IPN .

        W ciągu kilku lat śledztwa prokuratorzy z IPN przesłuchali ponad 170 świadków,
        wielu z nich odnaleziono na Ukrainie i w Kanadzie. - Chcemy przesłuchać jeszcze
        kilkanaście osób. Na podstawie zebranych do tej pory dowodów raczej nie uda się
        postawić zarzutów jakiejkolwiek żyjącej osobie - mówi prokurator Sowa.

        Potwierdziło się natomiast, że mieszkańcy Pawłokomy zostali zabici w odwecie za
        uprowadzenie przez UPA dziewięciu lub jedenastu Polaków. Prokuratorzy nadal
        doprecyzowują, jaką rolę w tym, co się wydarzyło w marcu 1945 roku w
        Pawłokomie, odegrali żołnierze z oddziału Józefa Bissa "Wacława", a jaką
        mieszkańcy okolicznych miejscowości. - Na pewno niewłaściwe jest mówienie o
        oddziale "Wacława" jako o oddziale AK, bo wtedy Armia Krajowa była już
        rozwiązana - dodaje Marek Sowa. Według niego na wnioski końcowe trzeba poczekać
        do września.

        Wcześniej prokurator Sowa będzie musiał jeszcze zdecydować, czy wystąpi o
        ekshumację ciał ofiar zbrodni. Taki wniosek został złożony przez jednego z
        przesłuchiwanych. Częściową ekshumację przeprowadzono w 1952 roku, pozostały po
        niej nieliczne materiały. - Gdybyśmy zdecydowali się na ekshumację, będziemy
        musieli wziąć pod uwagę, że jest to stary cmentarz i że były tam wcześniejsze
        pochówki - mówi prokurator.

        Ekshumacja przybliżyłaby odpowiedź na pytanie, ile osób faktycznie zginęło w
        Pawłokomie: 366 - czyli tyle, ile nazwisk zostało wyrytych na krzyżu
        upamiętniającym zamordowanych - czy mniej. - Ustaliliśmy, że w marcu 1945 roku
        w Pawłokomie zabito co najmniej 80 Ukraińców. 65 osób udało nam się ustalić z
        nazwiska - wyjaśnia Marek Sowa.
        Decyzję o ekshumacji podejmie kierownictwo IPN."
        miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3368055.html

        • upowiec czy będzie ekshumacja ? 01.06.06, 08:36
          www.zycie.pl/index.php?go=tresc&id=06_22_04
          "Prezes IPN Janusz Kurtyka wyjaśnił w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową,
          że proces ustalania przebiegu wydarzenia i liczby ofiar na podstawie źródeł
          historycznych i relacji świadków jest bardzo trudny, są one bowiem
          niejednoznaczne. Uważa on, że najlepszym wyjściem byłoby przeprowadzenie
          ekshumacji ofiar. Instytut chciałby to zrobić jak najszybciej, jednak –
          wyjaśnił J. Kurtyka – decyzja w tej sprawie należy do prokuratora."

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka