Dodaj do ulubionych

spłonęła cerkiew w Komańczy !!!

13.09.06, 20:49
"W Komańczy spłonęła cerkiew z 1802 roku. Strażacy ratują jeszcze dzwonnicę -
poinformował PAP wieczorem rzecznik podkarpackiej Straży Pożarnej, Marcin
Betleja.

"W chwili przyjazdu Straży Pożarnej z Sanoka i Leska cała cerkiew była już w
ogniu. Aktualnie strażacy bronią przed spaleniem dzwonnicę" - powiedział
Betleja.

Zabytkową cerkiew w Komańczy zbudowano w 1802 r. W 1832 r. wzniesiono
dzwonnicę. Świątynia była wielokrotnie remontowana. Z dawnego wyposażenia
zachował się ikonostas z 1832 r. Cerkiew w Komańczy wraz z dzwonnicą stanowi
jeden z trzech zachowanych, obok cerkwi w Turzańsku i Rzepedzi, przykładów
wschodniołemkowskiego, tzw. osławskiego budownictwa sakralnego."

wiadomosci.onet.pl/1402625,11,item.html
Obserwuj wątek
        • darino dalsze informacje 14.09.06, 23:26
          "Nie ma już cerkwi w Komańczy, spłonęła. Z najpiękniejszej, XIX-wiecznej
          świątyni w stylu wschodniołemkowskim ocalała jedynie połowa drzwi wejściowych.
          Nabożeństwa będą się teraz obywać w uratowanej przed spaleniem zabytkowej
          dzwonnicy.
          - Wracałem z pracy na stacji benzynowej. Było po szóstej. Niedaleko cerkwi
          zobaczyłem dym. Pobiegłem do remizy i włączyłem alarm - opowiada pracownik
          stacji benzynowej, strażak ochotnik.

          Barbara Baj mieszka w domu naprzeciwko cerkiewnego wzgórza. Z jej okien widać
          cerkiew. - Każdego dnia patrzyłam na nią. Tego wieczora jak zerknęłam przez
          okno nie mogłam oczom uwierzyć. Nad kopułą snuł się dym. Narobiłam krzyku w
          domu. Mąż zaczął dzwonić, dzieciom kazałam biec po wsi i wołać ludzi, a ja
          poleciałam po sołtysa. Tak jak stałam, dopiero kawałek za domem zobaczyłam, że
          nie mam butów - opowiada kobieta.

          Czesław Hulicki zbierał siano na cmentarzu za cerkwią. - Jak zobaczyłem dym
          myślałem, że może ktoś pali trawę. Zszedłem niżej, dym szedł z kopuły, a po
          chwili w oknie pojawił się jęzor ognia. Nie miałem telefonu przy sobie,
          poleciałem wołać straż, ale oni już jechali.

          Brakło wody

          - Byłem w domu, gdy przybiegł do mnie jakiś chłopak. "Ojcze dymyt wasza
          cerkwa", krzyknął. Jak pobiegłem, straż już była, a parafianie stali przed
          cerkwią. Chcieliśmy wejść do środka żeby coś ratować, ale nam nie pozwolono.
          Najwięcej dymu było w środkowej części, tam się pojawił ogień. Najgorzej było
          jak strażakom zabrakło wody, wtedy ogień objął całą cerkiew. Płomienie były
          powyżej drzew. Ludzie gasili ogień oczami, nie było ratunku. Każdy płakał.
          Straż z Sanoka dojechała jak już nie było co ratować - mówi ze łzami w oczach
          Marek Gocko, proboszcz cerkwi w Komańczy. Dla niego to pierwsza w życiu
          parafia. Gospodarował tu dopiero od 17 lipca.

          To czego ksiądz nie mówi wprost, mówią mieszkańcy Komańczy. Mają pretensje do
          straży pożarnej. O to, że nie mieli tyle wody ile trzeba, że z Sanoka jechali
          tak długo i na dodatek też nie mieli wystarczającej ilości wody.

          Ochotnicza straż z Komańczy przyjechała ma miejsce po około 10 minutach od
          wezwania. - Co z tego, jak nie mieliśmy czym gasić ognia. Mamy 46-letniego
          stara, który bierze zaledwie 2 tysiące litrów wody. Wystarczyło na kilka minut.
          Zjechaliśmy do rzeki, ale zanim nabraliśmy wody, minęło kilkanaście minut -
          Aleksander Hulicki, dowódca strażaków w Komańczy, bezradnie rozkłada ręce.
          Mówi, że od lat na radach gminy domagał się zakupu lepszego sprzętu.

          Jakby nieszczęścia było za mało strażacy z pobliskiej Rzepedzi mają samochód,
          który może zabrać 10 tys. litrów wody, ale pechowo nie udało się go uruchomić.
          Przyjechali z małą pompą, która okazała się zupełnie nieprzydatna do ciągnięcia
          wody z potoka na wzgórze. A wozy strażackie PSP z Sanoka, na przejechanie
          czterdziestokilkometrowej trasy do Komańczy potrzebowały godzinę.

          Dlaczego spłonęła?

          Na to pytanie próbują sobie odpowiedzieć wszyscy. - Po południu była w cerkwi
          wycieczka. Zapalili świeczki, ale jak wyszli zgasiłem wszystkie. Trzy razy
          wracałem. Za każdym razem oglądałem się czy wszystko w porządku. Niczego nie
          zauważyłem- stwierdza z żalem ksiądz Gocko.

          Teodor Harhaj, który od 30 lat jest kościelnym mówi, że jak tylko mogli dbali o
          bezpieczeństwo. - Jak się z cerkwi wychodziło, to wyłączało się całkiem dopływ
          prądu. Tylko alarm przeciwłamaniowy miał zasilanie. Czyżby od niego zaczął się
          ogień? - zastanawia się kościelny.

          Wojewódzki konserwator zabytków, Mariusz Czuba mówi, że cekriew w Komańczy
          miała wzrowych gospodarzy. - Parafia dbała o świątynię, ale rzeczywiście nie
          było w niej alarmu przeciwpożarowego. To jest problem, który dotyka niemal
          wszystkich zabytków architektury drewnianej. Cerkiew w Komańczy została
          zaliczona do grupy obiektów, w którym powinny być zainstalowane takie alarmy,
          ale zabrakło środków - mówi wojewódzki konserwator.

          Od w czwartku przyczyny pożaru usiłuje ustalić policja pod nadzorem
          prokuratury.

          Żal, straszny żal

          - Dwie wojny światowe przetrwała, a teraz nie udało się jej uratować. Co
          niedziela przychodziliśmy tu się modlić. Tu braliśmy śluby, tu były pogrzeby.
          Niewiele nas było, 24 rodziny, ale to była nasza świątynia - mówi wzruszony
          Tedor Harhaj.

          Czesław Hulicki przychodził do cerkwi jako dziecko. - Matka była
          grekokatoliczką, ojciec Polak. Jak nie chciało mi się iść do kościoła, bo
          daleko, to tu przychodziłem się modlić - wspomina.

          - To był nasz największy skarb. My chodzimy do kościoła rzymokatolickiego, ale
          widok na tę cerkiew towarzyszył mi przez cały dzień. Patrzyłam na nią wiele
          razy. Jak się paliła, to tak strasznie się darłam żeby ją ratować, że dziś
          ledwo mówię - dodaje Barbara Baj.

          Wójt gminy Komańcza Stanisław Bielawka przyznaje, że obok kościoła to była
          największa atrakcja Komańczy.

          Będzie odbudowana

          Cerkiew w Komańczy podlega diecezji przemysko-nowosądeckiej. Ksiądz arcybiskup
          Adam, który w czwartek był na pogorzelisku zapowiedział: - Odbudujemy cerkiew.


          A do czasu znim na podwalinach starej cerkwi stanie nowa, msze będą odprawiane
          w ocalałej dzwonnicy. - Ocieplimy ją od środka. I już prosimy pana konserwatora
          o zgodę na tymczasową dobudówkę do dzwonnicy, taką żeby zmieścił się w niej
          ikonostas - mówi jeden z kapłanów.

          Konserwator zabytków wstępnie zgodził się małą dobudówkę. Nie będzie oponował
          przed odbudową świątyni w takim kształcie jak była. Obiecał również, że parafia
          będzie mogła korzystać z dokumentacji zgromadzonej przez służby
          konserwatorskie. Może w tegorocznym budżecie konserwatora uda się znaleźć
          pieniądze na wstępne projekty. - Nie ma co czekać, tylko trzeba się zabrać jak
          najszybciej do pracy. Przez zimę trzeba przygotować plany i drzewo. A teraz
          pieczołowicie gromadzić wszystko co ocalało - mówi Mariusz Czuba.

          Niestety ocalało niewiele. Trochę drewnianych gontów, połowa drzwi
          wejściowych. - Z wyposażenia ocałał jedynie krzyż, ma opalone ramiona.
          Uratowała się figura na krzyżu. Ewangelia jest nadpalona, ale udało się ją
          uratować. Ale tyle starych ksiąg spłonęło - żałuje ks. Gocko.

          - Pomożemy w uzyskaniu pozwoleń. Musimy pomóc parafii w zdobywaniu pieniędzy bo
          odbudowa cekrwi będzie kosztowna - obiecuje wójt Bielawka.



          Drewniana cerkiew w Komańczy została zbudowana w 1802 roku, a konsekrowana trzy
          lata później jako świątynia greckokatolicka. Ikonostas pochodził z 1832 roku. W
          1963 odebrano ją grekokatolikom i przekazano cerkwi prawosławnej. Ocała z
          pożaru dzwonnica o konstrukcji słupowej, zwieńczonej "kopułką" była
          równocześnie bramą. Pochodziła również z 1802 roku.

          Cerkiew w Komańczy była obok świątyń w Turzańsku i Rzepedzi jedną z trzech
          zachowanych budowli w stylu wschodniołemkowskim. W ostatnich latach wykonano
          przy cerkwi szereg prac remontowych."


          miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3619181.html
          • darino cerkiew będzie odbudowana ! 14.09.06, 23:30
            "Kiedyś greckokatolicka później prawosławna. Miała ponad dwieście lat. Ale
            oprócz wartości historycznej miała też ogromne znaczenie religijne. To
            prawdziwy dramat dla miejscowej wielowyznaniowej społeczności. Policja i
            prokuratura wciąż badają przyczyny pożaru.
            Pożar stojącej na uboczu cerkwi zauważyli mieszkańcy. Jako pierwsza przyjechała
            miejscowa ochotnicza straż pożarna. W ocenie świadków jej akcja była jednak
            chaotyczna i to przesądziło o losie cerkwi. Gdy na miejsce dotarli zawodowi
            strażacy z Sanoka cała świątynia była już w ogniu. Okazało się, że przy takim
            pożarze sprzęt jakim dysponowali ochotnicy z Komańczy, Turzańska i Rzepedzi był
            niewystarczający.
            Strażacy zajęli się dogaszaniem i rozbiórką zgliszczy. Udało im się też
            uratować stojącą zaledwie kilka metrów dalej drewnianą dzwonnicę. Doszczętnie
            spłonęło prezbiterium i nawa główna. Miejscowa społeczność prawosławna nie może
            otrząsnąć się po tragedii. Prawosławni mieszkańcy Komańczy nie wierzą w
            możliwość odbudowy świątyni.
            Ale decyzja w tej sprawie już zapadła. Podjął ją prawosławny arcybiskup Adam
            Dubec- metropolita diecezji przemysko nowosądeckiej i podkarpacki konserwator
            zabytków.
            Cerkiew w Komańczy była jedną z trzech zachowanych budowli w stylu wschodnio-
            łemkowskim. Zbudowano ją w 1802 roku."

            tvp.pl/400,20060914394907.strona
            • surowiczny Re: cerkiew będzie odbudowana ! 15.09.06, 00:51
              Zapadła decyzja o odbudowie…
              Zastanawiam, się czy warto… budować atrapę, w sytuacji, gdzie podstawowego
              zabezpieczenia wymaga kilkadziesiąt obiektów cerkiewnych…? Oczywiście uwaga ta
              dotyczy sytuacji, kiedy odbudowa finansowana będzie z budżetu WKZ.
              W Opace, kilkanaście lat cerkiew stała otwarta…. Wszyscy możni mieli ją w
              dupie. Po próbie pierwszego podpalenia nie zrobiono nic w celu zabezpieczenia
              jej … za drugim razem się udało – cerkiew spłonęła w nocy z 6 / 7 sierpnia 2003
              roku.
              W Komańczy oczywiście sytuacja jest inna. Cerkiew była użytkowana, zadbana, no
              i jako jedna z niewielu zachowanych cerkwi w tej części Karpat - ogromnie
              popularna – wręcz wizytówka. I jest dla kogo odbudowywać
              Nie chcę być złym prorokiem, ale lista cerkwi zagrożonych jest długa; można
              wymieniać….: Cewków, Żmijowiska, Wólka Żmijewska, Tyniowice, Miękisz Stary………
              itd. Za rok może dwa zawali się cerkiew w Kotowie. Nie tak dawno runęły dachy w
              cerkwi w Maćkowicach i Ujkowicach…….
              Pytanie – rekonstruować, czy ratować to co jest………?
    • darino obejrzałem wczoraj pogorzelisko 29.10.06, 16:30
      Jest już uprzątnięte, pozostały tylko fundamenty cerkwi. Dzwonnica ocalała,
      dobudowano do niej z obu stron małe pomieszczenia, w których odbywają sie
      nabożeństwa.
      Mam nadzieję, że parafianom uda się szybko odbudować cerkiew, lub przenieść
      inną w to miejsce !
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka