do sprzedających swoje łapkodzieła:)

18.01.05, 19:07
Tak przegladałam sobie różne galeryjki oraz allegro i zastanawia mnie jedna
rzecz. Skąd bierzecie swoje ceny? Macie konkretny narzut? Nie chce nikogo
obrazić ale niektóre rzeczy a raczej ich ceny są moim zdaniem grubo
przesadzone. Być może te osoby bazują na tym, że jest to rękodzieło jedyne i
niepowtarzalne stąd ta cena. Nie zauważyłam też większego zainteresowania
(przynajmniej na allegro). Może warto zejść z ceny a nie wydawać kase na
prowizje i opłaty...
    • across Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 19:36
      Mylisz sie w jednym, jeśli zejdiesz z ceny to dalej musisz zapłacić prowizję i
      opłaty.
      • katewalker Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 19.01.05, 12:45
        Ja to widze troche inaczej :jezeli zejdziesz z ceny to byc moze uda Ci sie cos
        sprzedac i prowizja nie koszt wystawienia aukcji nie pojdzie w bloto...
    • pepe27 Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 19:41
      Myślę, że " rękodzieło", jesli rozumiemy przez to naszą pracę, sprzedaje się w
      necie nie najgorzej. Sama jestem na allegro 0d 3 lat, na e-bayu od roku i mam
      jeszcze jedna galerię, z którą wspólpracuję i mogę mówić tylko za siebie, ale
      myślę, że nie jest tak źle. Mam też znajomą z Poznania która się wystawia w
      necie i w zasadzie głównie z tego żyje. Ale robi naprawdę fajne rzeczy.
    • dczeraniuk Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 20:25
      Moje ceny wynikaja z kalkulacji materialu, farb, czasu, podatku 19% i podatku
      VAT. Wszystko razem daje kwoty, ktore jedni uwazaja za bezcen jak za rekodzielo
      a inni za zbyt wysokie. Chociaz tych drugich ... w sumie jeszcze nie
      spotkalam smile w osobistej konfrontacji.
      • pepe27 Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 21:15
        Zgadzam się. Osoby które prowadzą DG muszą wzięć pod uwagę również podatki.
        Sprzedający na " dziko" często zaniżają sztucznie ceny. Ale gdyby i oni musieli
        doliczyć 38 -40% podatku to dwa razy zastanowili by się nad swoją ceną.
    • greglis Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 21:26
      Dla jednych za drogo,dla drugich za tanio.To jest rękodzieło tu nie można
      wyliczać ile kosztowały materiały,to nie kiełbasa.Jeśli chcesz kupić obraz
      przecież nie pytasz się malarza ile go kosztowały materiały i że jeszcze za
      robociznę sobie liczy.A może sobie policzyć i 10.000 jeśli znajdzie nabywcę to
      czemu nie, to no zna swoją wartość
    • kati_p Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 22:10
      ja nie uważam, żebym wystawiała za drogo.
      a na brak zainteresowania nie narzekam, co bardzo mnie cieszy smile
    • zagadkowo Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 22:38
      Myślę,że z wyrobami artystycznymi jest tak,że są warte tyle,ile gotów jest za
      nie zapłacić klient. Jeśli coś jest dla mnie za drogie to po prostu tego nie
      kupuję,co najwyżej myślę sobie jaka szkoda. Ale nigdy nie przyszłoby mi do
      głowy mówić sprzedajacemu,że ustalił złą cenę,bo pewnie dla kogoś innego jest
      ona w sam raz.

      Poza tym nie sądzę,żeby ktoś kto tylko tarci,wciąż wystawiał aukcje...
    • jolasek77 Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 22:59
      ja mysle, ze wrecz przeciwnie - wiekszosc rzeczy jest zbyt tanich jak na
      rekodzielo, miedzy innymi na allegro. sama nie sprzedaje, ale robie mnostwo
      rzeczy dla rodziny, czy przyjaciol. wiem ile kosztuja materialy /niestety sad /,
      bo na czas sie raczej nie przelicza - jesli robisz cos z serca. a chyba takie
      rzeczy wlasnie z serc naszych powstaja.
      nie mozna mowic, ze 'rekodzielo' jest za drogie, to nie jedzenie, ze musisz
      kupic - wiec narzekasz na cene. jesli wydaje ci sie za droga jakas rzecz to z
      niej rezygnujesz.
      recznie robionych rzeczy nie ma dwoch identycznych, kazda kryje w sobie czastke
      z nas samych /tworcow/ wiec ...
      czesto jest tez tak, ze zarobione w ten sposob pieniadze ida na nowe materialy.
      ale jak ktos nie zajmuje sie rekodzielem pewnie nad tym sie nigdy nie
      zastanawia... sad
    • marysiamarysia Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 18.01.05, 23:41
      hm, moze pani należy po prostu do "tajemniczje sekty sprzedawców -bezmarżowych-"
      którzy niedoliczają marży czyli nie muszą zarobić na swoim produkcie-towarze,
      ba! nawet dopłacają nabywcy! żeby tylko wziął jakąś rzecz do domu, pracują
      tylko dla idei! cąłują klienta w dupcie i natychmiast spuszczają z ceny gdy
      klient tylko zakwili ze drogo i on na stadionie czy w cerfurze to takie sztuki
      to on po dychu kupuje!
      brawo brawo brawo!
      • katewalker Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 19.01.05, 09:39
        No coż musze przyznać ze wiekszosc Pan trafila w sedno sprawy...ale o tym za
        chwile...
        Pani 2xmarysia jest zwyczajnie w błedzie...na allegro zdarza mi sie cos sprzedac
        badz kupic jednak nie sa to rzeczy zrobione przeze mnie. Nie jestem tak tworczo
        rozwinieta jak wiekszosc Pan czego im bardzo zazdroszczesmile i mam w sobie na tyle
        samokrytycyzmu, że nie wystawila bym swoich prac. Robie je dla siebie a co
        najwyzej jak komus znajomemu sie spodoba to moge podarowac.W tym temacie to tyle.
        Kontynuujac pierwsza mysl przyznaje, ze sztuka rękodzielnicza jest czyms
        niepowtarzalnym, unikatowych i dla jego autora bezcennym. Jednak rynek rzadzi
        sie zupelnie innymi prawami a wielu takich artystow nie przyjmuje tego do
        siebie... Nie mowie ze maja tylko pokrywac koszty materialow jakies marze
        itp.Trzeba przyznac ze zyjemy w takim swiecie gdzie dla ludzi cena jest wazna i
        faktycznie moga chciec kupic "aniolka" zrobionego przez chinskie dziecko w duzej
        fabryce niz dac 5 razy tyle za rekodzielniczego... Na szczescie sa ludzie ktorzy
        doceniaja cechy rekodziela ktore same wymienilyscie i zycze Wam zeby tylko tacy
        sie trafiali...
        • sigrun Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 19.01.05, 10:06
          Szanowna Pani, jak zdążyłam zaobserwować (jako kupująca i sprzedająca zarazem)
          fakt, rynek jest kapryśny, natomiast klienci dzielą się na podstawowe cztery
          grupy:
          1. Klienci nieprawdopodobnie zamożni - liczy się dla nich jak najwyższa cena i
          pseudofilozoficzny wywód usprawiedliwiający dzieło. Mogą wydać zawrotne sumy za
          byle badziewie zrobione na kolanie, ważne że zostało kupione w modnej,
          trendowej galerii i zrobił je równie modny i trendowy artysta.
          2. Klienci zamożni - lubią i rozumieją sztukę, posiadają zmysł artystyczny i
          dobry gust. Dla nich cena nie odgrywa roli, liczy się technika i merytoryka
          dzieła.
          3. Klienci niezamożni - uwielbiają i rozumieją sztukę. Mają dobry gust ale za
          mało w portfelu by go ucieleśnić. Wolą odłożyć więcej i kupić sobie raz na
          jakiś czas coś niepowtarzalnego. Zdają sobie jednak sprawę, że nie stać ich na
          wielkie dzieła, dlatego w ich mieszkaniach drobna sztuka użytkowa koegzystuje z
          reprodukcjami Klimta.
          4. Klienci nowobogaccy - robią zakupy w hipermarketach i galeriach handlowych
          wydajac przy tym kilka pensji przeciętnej osoby. I tak 2/3 z tych rzeczy gnije
          w lodówce lub zostaje pożywką dla moli w szafach i po trzech dniach ląduje w
          koszu lub w lumpeksie. Natomiast żal im 22 złotych na kolczyki czy 59 za
          obrazek - wolą kupić tandetę z bazaru czy katalogu wysyłkowego.
          Reasumując, jeśli chodzi o Allegro, najtrudniej jest sprzedać pierwsze dzieło.
          Niestety większość allegrowiczów podlega pod czwartą kategorię. Wolą kupić byle
          co u sprawdzonego sprzedawcy, niż super wyrób u początkującego kolegi
          (notabene, który sprzedaje za podobną lub w końcowym efekcie licytacji nawet
          mniejszą cenę). Pozdrawiamsmile
    • qlka_79 Krótko 18.01.05, 23:53
      Nie sprzedaję nic na allegro, ale bardzo spodobało mi się słowo w tytule:
      "ŁAPKODZIEŁA".
      Uwielbiam twórcze neologizmy.
      • sigrun Trochę mniej krótko 19.01.05, 08:46
        Może nie uda mi się streścic jak Qulce ale spróbuję.
        Po pierwsze, sztuka jest bezcenna;-P
        Po drugie, wolę sprzedać za mniej, niż nie sprzedać wcale, choć wolałabym
        sprzedać po opłacalnej cenie lub nawet (nie ukrywam) po skandalicznie zawrotnej
        cenie, a co. big_grin
        Po trzecie, cena końcowa to cena twórcy + marża galerii. Często to galeria
        podnosi marżę, gdy dany artysta się sprzedaje, natomiast część dla twórcy
        pozostaje niezmieniona. Niestety często klient obwinia artystę, że mu woda
        sodowa odbiła i zaczyna przeceniać swoje dzieła, jeżeli o jakiejkolwiek
        przecenie może być mowa. Rzecz pojmowania świata sztuki i świata w ogóle.
        Po czwarte, sztuka jest niezbędna dla duszy ale zbędna w życiu codziennym. To
        nie jedzenie, czynsz, obuwie, paliwo, lekarstwa, etc.
        Wiele z nas wkłada w swoje dzieła i dziełka wiele serca i pracy, pomysłu i
        kosztów (materiały, dojazd do dostawców, opłaty związane np. ze stronami
        aukcyjnymi).
        Weźmy takie kolczyki po 22,45 zeta. Spójrzmy na materiały: srebro najwyższej
        próby kupione w renomowanym sklepie (bynajmniej nie za 10 groszy kilo),
        przwdziwe kamienie szlachetne kupione u szlifierza (również nie za grosze),
        wymyślna zawiszka a nie byle jaki bigiel, do tego projekt, wykonanie, czas i
        paliwo na dojazdy na drugi koniec miasta po w/w materiały. 22,45 złotych, cóż
        to dzisiaj jest? Karton mleka, chleb, litr wody, masło, trochę sera, może i na
        srajtaśmę starczy i to w tanim hipermarkecie, bo w sklepie osiedlowym trzeba
        wydać znacznie więcej.
        Drodzy niedoszli klienci, pomyślcie chwilę zanim nas posądzicie o pychę,
        przecenianie naszej pracy i generalnie o zadufanie w sobie i bycie
        samozwańczymi artystami. Uwaga, niektórzy z nas mogą postraszyć papierami;-PPP
        Przepraszm innych "kolegów po fachu" za powyższą autoreklamę;-P
        • sigrun Re: Trochę mniej krótko 19.01.05, 08:55
          Ups, miało być "kamienie półszlachetne". Na pracę z kamieniami szlachetnymi
          powinnam, oprócz mojej ASP, ukończyć conajmniej dwa wydziały w polskich
          akademiach, być posiadaczem DG, regonu oraz normy ISO 1500-100-900, być
          członkiem ZPAPu, ZAIKSu i samorządu, znać conajmniej cztery języki (te dwa co
          znam to za mało nawet na pracę w warzywniaku), posiadać prawojazdy kategorii D
          i E oraz uprawnienia do obsługi wózka widłowegowink
          • loriaan Re: Trochę mniej krótko 19.01.05, 09:03
            smile) nic dodac nic ując. sama miałam zadatki coby sprzedawac zabezcen, ale
            zostałam uswiadomiona ,że oprocz kosztów typu srebrne elementy koraliki itp
            wydałam kase na bilety nie mówiąc juz o czasie. tak samo z decupagem niby ramki
            tanie i farby ale wałeczek się zuzywa co chwila, wydrukowanie strony a4 na
            drukarce to niestety koszt prawie 10 złsad coprawda moge jakis tandetny tusz
            kolorowy kupic tylko czy efekt bedzie wtedy dobry takiego wydruku? na razie
            reasumując moją przygode ze sprzedazą hihi powolli mi się zwraca za koszty,
            więc zarobek to żaden, ale zeby cwiczyc poprostu musze sprzedawac bo mnie nie
            stac na tak kosztowne hobby i myśle ,że większośc dziewczyn które zaczęły z
            tych pobódek sprzedajesmile( mówie o allegro)a ze często nie idzie? no cóż
            człowiek się wyrabia, cały czas uczy doskonali chyba wszyscy tak zaczynali, nie
            od razu przecież rzym zbudowane. najwazniejsze,że się cos robi to już pierwszy
            krok do sukcesusmilepozdrawiam
            • joasiiik25 Re: tez sie wypowiem 19.01.05, 10:19
              Moze moje kalendarze to nie rekodzielo(poniewaz wykonuje je na komputerze)ale
              przygotowanie projektu, wydruk i zakupienie materialow( dobrej jakosci papier,
              orginalny tusz Hp) sa dosc drogie.
              Kalendarz wydrukowany sprzedaje za 45zl (13-stornnicowy+gratis caloroczny)
              kiedys mialam klijenta, ktory wrecz mi kazal "obnizyc" cene bo kupowal dwa
              kalendarze i chcial ten drugi kupic za 15zl!!!!

              czasami ludzie nie wliczaja wszystkich kosztow, ktore sie faktycznie ponosi,
              sadza, ze to tak wszystko latwo i sprawnie idziesmile no coz..."klient nasz pan"
              ale nie zawsze ma racje.

              pozdr
    • caprice83 Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 19.01.05, 10:50
      hmm.. szczerze mówiąc nawet nie przyglądałam się cenom po ile sprzedawane sa
      tutejsze rękodzieła.. musze sprawdzićsuspicious

      jeśli chodzi o mnie to ja nie wystawiam swoj rzeczy na necie, tylko u rodziców
      w księgarni, mam taki mały kącik z ozdobamismile więc wszelkie opłaty za
      wystawienie odpadają.

      sprzedaję dosyć tanio bo robie te rzeczy dla własnej przyjemności. zaczeło się
      od robienia dla siebie, potem gdy spodobało się znajomym to dla nich, a od
      pewnego czasy stwierdziłam że chcę dostawać za to kasę i przynajmniej w ten
      sposób ludzie pomoga trochę zwierzętom.

      praktycznie u mnie koszt na materiały jest dość niski, bo wszelkie pudełeczka
      czy butelki miały niegdyś przeznaczenie spożywcze, więc i tak bym je kupowała.
      a zamiast lądować w koszu to są ładnie ozdabiane i wystawiane na sprzedaż.
      serwetki dostaję często od znajomych, którzy wiedzą jakie jest moje hobby.
      wydaję raczej na klej, lakier, bristol czy papier kolorowy, a to nie jest takie
      drogiesmile

      ale musze przyznac że jesli ktoś zajmuje się tym profesjonalnie i jest raczej
      nastawiony na zarobienie to po prostu to jest takie drogie. w końcu
      rzeczywiście jak chodzi się po sklepach to te drobiazgi zwykle są najdroższe.
      no i prawdą jest, przynajmniej u mnie, ze jest to jedyne dzieło w swoim rodzaju.

      pzdrsmile
    • chryzokola Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 19.01.05, 12:11
      Ja akurat mam firmę:więc wiadomo podatki itp. Muszę to w cenę wliczyć. Do tego
      dochodzi materiał (maluję porcelanę): porcelana, farby ceramiczne(niebotycznie
      drogie, bo sa prdukowane na bazie metali ciężkich, m. in. złota i srebra), oraz
      koszty dodatkowe:wypalenie(prąd, wypał w ponad 700 stopni, a do tego teraz nie
      mam jeszcze swojego pieca, więc muszę komuś płacić za wypalenie więcej)i
      transport. A jest jeszcze tzw. robocizna. Ja np. za filiżankę ze spodkiem mam
      cenę 50 zł i dla wielu ludzi jest to za dużo.A to cena już po zniżce, gdy ja z
      tej filiżanki dostaje raptem 3-5 zł, reszta to koszty. Jesli ktoś chce niech
      zajrzy na moją stronę: www. cezarion.pl, tam jest zdjęcie bombonierki, którą
      maluję około 17 godzin. Jesli liczyć, ze za godzinę powinnam mieć np. 8 zł, to
      ile musiałabym wziąc za taką bombonierkę?! A nie mogę bo nikt mi tego nie kupi,
      więc pracuję jak ten przysłowiowy Chińczyk w fabryce za parę groszy. A i tak
      dla kupujących ceny są za wysokie i chcą się targować. Dopiero jak zobaczą ile
      to czasu i precyzji wymaga to sie uciszają. Spotykałam się często z tym, ze
      ludzie myślą, że to jest malowane pędzlem, od szablonu albo wręcz to kalkomania
      więc rzecyzwiście w tym wypadku cena jest wysoka, bo to samo można kupić w
      markecie. Ale nie zdają sobie sprawy, ze ja to maluję piórkiem-stalówką i
      pochłania mi to dużo czasu i wymaga wielkiej precyzji, a zwłaszcza jeśli są to
      rzeczy duże np, wysokie wazony, wazy i pomaluj to w drobny wzór piórkiem.
      Dlatego ludzie powinni zdawać sobie sprawę, że takie rzeczy wymagają czasu i
      talentu i nakładu kosztów. Dlatego myślę, ze idealne sa te małe sklepiki w
      Zachodniej Europie. gdzie artysta rękodzielnik sprzedsaje a jednocześnie robi
      swoje rzeczy, tak by ludzie widzieli ile to pracy wymaga, wtedy by nie
      marudzili na ceny.

      pozdrawiam
      • katewalker Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 19.01.05, 18:49
        doprawdy podziwiam...takie cudeńka i takie grosze zarabiasz...Z ekonomicznego
        punktu widzenia to nie jest zaden interes...pozostaje chyba radosc tworzenia i
        bogata europa...
    • agata781 Re: do sprzedających swoje łapkodzieła:) 19.01.05, 19:18
      Kleję pudełka,wyszywam kartki...i wiele innych różnych rzeczy.Na razie robię to
      wszystko"na lewo" ale zaczynam myśleć o własnejDG.Narazie jednak też często
      słyszę teksty typu"za drogo".Ale ja osobiście mam na nich sposób:daję takiej
      pani:igłę,nici,kanwę klej papier,nożyczki i te wszystkie inne duperele
      potrzebne do zrobienia najprostszej kartki(przy moim zaawansowaniu-godzina
      roboty),i mówię jej :ma pani 15 minut.
      Z regóły w tym momencie słyszę że jestem absolutnie niepoważna,pogięta a nawet
      pop...na.Więc ja kończę krótkim zdaniem:Na drugi raz proszę(przynajmniej przy
      mnie) nie komentować mojej ceny.Na razie pomagasmile))
      Dla informacji:moje pudełka kosztują 5 zł.a kartki od 10-15 zł.To chyba nie
      jest dużo?Bo czasami to już sama nie wiem...
Pełna wersja