[GW] Sielec – mała wieś daleko od szosy

24.07.09, 22:05
Sielec – mała wieś daleko od szosy

Agnieszka Kępka
2009–07–22, ostatnia aktualizacja 2009–07–22 15:42

Sielec w gminie Goszczyn, raptem 336 mieszkańców. Do najbliższego przystanku PKS jest kilka kilometrów. A wystarczyłoby dosłownie jedno słowo, by miejscowość miała połączenie ze światem.

[img]https://bi.gazeta.pl/im/0/6847/z6847790X.jpg[/img]

Jak dotrzeć z Grójca do Sielca? Najpierw wsiadamy do autobusu PKS w Grójcu. Kupujemy bilet tylko do Goszczyna, bo tam autokar kończy kurs. Dalej dobrych kilka kilometrów trzeba przejść piechotą, bo do Sielca nie dojeżdża i nigdy nie dojeżdżał żaden rejsowy autobus. Ale zaraz, zaraz... po drodze mija nas jednak jakiś autokar i jest to ten sam, z którego przed chwilą wysiedliśmy. Tyle, że tym razem wiezie tylko dzieci i nikt poza nimi wsiąść do niego nie może. Bo dowóz dzieci został zorganizowany jako tzw. przewóz zamknięty, czyli taki, z którego może skorzystać tylko określona grupa – w tym wypadku uczniowie.

– Ten absurd trwa już kilka lat. Dlaczego ogłasza się przetarg na przewóz zamknięty, skoro w autokarze przewożącym dzieci jest zawsze co najmniej połowa miejsc wolnych? – pyta czytelnik "Gazety", który często sam piechotą musi pokonywać tę drogę. – Przez niektóre pobliskie miejscowości, gdzie mieszka nawet mniej ludzi niż w Sielcu, kilka razy dziennie jeżdżą autobusy PKS. Wystarczyło by ogłosić przetarg na przewozy otwarte i było by po problemie. Przecież skoro autobus i tak już jedzie, za co gmina płaci, to powinien przy okazji zabierać też mieszkańców miejscowości, przez które przejeżdża. Zwłaszcza, że nie mamy innej możliwości dojazdu - najbliższy przystanek autobusowy jest oddalony o 3–4 km. Najgorzej, gdy trzeba iść taki kawał w burzę, ulewę czy śnieżycę – opowiada mężczyzna.

Autobus z uczniami przejeżdża przez Sielec dwa razy dziennie: rano i po południu i to tylko w dni nauki szkolnej, ale gdyby wszyscy mogli skorzystać z tych kursów, było by to dla mieszkańców i tak dużym ułatwieniem. – Jeśli ktoś musiałby się wybrać do urzędu gminy, mógłby spokojnie pojechać rano, załatwić co trzeba i wrócić po południu. Za bilet można by zapłacić kierowcy i wszyscy byliby zadowoleni – tłumaczy czytelnik. I podaje za przykład gminę Odrzywół, gdzie właśnie w ten sposób zorganizowano miejscowej ludności dodatkowy transport.

– Jestem tu wójtem już siedem lat i do tej pory nikt nigdy mi nie zasygnalizował, że jest taka potrzeba. A przecież jeżdżę po zebraniach, spotykam się z ludźmi. Tu prawie w każdym domu jest samochód, albo dwa – mówi Sławomir Słabuszewski, wójt gminy Goszczyn. – Były takie przypadki, że ktoś do lekarza potrzebował jechać, to wtedy ja uzgadniałem z kierowcą, żeby tę osobę zabierał, ale powtarzam, że ogólnie takiego problemu nikt nigdy nie zgłaszał – podkreśla.

Ale jednocześnie wójt Słabuszewski zaznacza, że on nie jest przeciwny takiemu rozwiązaniu, jakie proponuje nasz czytelnik. – We wtorek rozstrzygamy przetarg na przewóz dzieci – mówi wójt. – Jak się zorientujemy, czy (i ile) będzie wolnych miejsc w autokarze, to wtedy zastanowimy się, jak tę sprawę rozwiązać – obiecuje.

agnieszka.kepka[@]radom.agora.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza Radom
Pełna wersja