Dodaj do ulubionych

ABSOLWENCI =UWr => co robicie, gdzie jesteście [?]

27.02.05, 10:54
czyli Wasze migracje, plany etc...
CZEKAMY na ODZEW !!!
Obserwuj wątek
    • henrics Re: ABSOLWENCI =UWr => co robicie, gdzie jest 27.02.05, 21:17
      Mysle ze to jest odpowiedni watek do odpowiadania na pytania zadane mi w watku
      ?jak rozruszac to forum?. W koncu ja jestem absolwentem UWr (podwojnie). Ponizej
      przytaczam glos do ktorego ustosunkowuje sie.
      .......................
      siostra.kota.behemota napisała: nie obawialabym sie wody sodowej, przeniesienie
      tej dyskusji do tamtego watku bedzie przede wszystkim ulatwieniem. ale te
      decyzje pozostawiam Tobie, oczywisciwe nie nalegam-tylko sugeruje. czyli studia
      na UWr byly swoista przepustka do kanadyjskiej (i innych miedzynarodowych)
      uczelni? zatem poziom na UWr jest wysoki? jak to powinnismy interpretowac? czym
      rozni sie studiowanie poza granicami PL ( wlasciwie za Atlantykiem)? > co moze
      nas interesowac...mysle, ze prawie kazdego studenta UWr moze zainteresowac
      ewentualna mozliwosc studiowania np.w Kanadzie czy US. szereg pytan nasuwa sie w
      tym jednym zagadnieniu. czego uczelnie kanadyjskie i amerykanskie>>> ( nie wiem
      jak to jest postrzegane w Kanadzie czy US, ale mam znajomych w Am.Płn., jedni
      mieszkaja w Kanadzie drudzy w US-dla nich Kanada i US sa prawie ze jednym
      krajem, Kanadyjczycy ogladaja CNN tak jakby to byla telewizja kanadyjska, wiec
      nie czuja jakiejs olbrzymiej odrebnosci-szczegolnie w Ontario)>>> oczekuja od
      tzw. 'international students'. czy studiowanie w US,Kanadzie poszerzy
      kwalifikacje, czy eg. umiejetnosci i wiedza zdobyta w PL jest wystarczajaca aby
      zdobyc prace. oczywiscie pytania, ktore Tobie zadaje staram sie jakos uogolnic.
      kazdy z pewnoscia zapytalby o cos innego, dlatego czekam na inne osoby i
      zapraszam do dyskusji. w jakiej prowincji jest uczelnia, na ktorej pracujesz, a
      co za tym idzie jaka jest to uczelnia? mysle, ze pytania wraz z rozwijaniem sie
      tego dialogu beda sie nasuwac same, dlatego na razie pozwole Ci ustosunkowac sie
      do tego co sie 'wykluło'...


      > czyli studia na UWr byly swoista przepustka do kanadyjskiej (i innych
      > miedzynarodowych) uczelni?
      ................
      OK, zacznijmy od amerykanskiego (Stany i Kanada) szkolnictwa wyzszego. Jest
      podzielone na dwa stopnie: undergraduate i graduate. To pierwsze to skrzyzowanie
      jednego, dwoch lat polskiego ogolniaka i kilku pierwszych lat studiow. Konczy
      sie to z tytulem bachelor. Graduate to programy, ktore prowadza do tytulu
      magistra i doktora. Aby dostac sie do graduate programu trzeba miec bachelor.
      Mozna robic doktorat bez magisterium. Stopnie naukowe uzyskane w Stanach sa
      respektowane w Kanadzie i vice versa.

      Studia w Polsce sa pewna przepustka do uczelni za Atlantykiem. Jednak ta
      przepustka roznie pracuje w roznych przypadkach. Tytuly magistra w naukach
      scislych z reguly sa uznawane, ale specjalne organizacje sprawdzajace waznosc
      naszych dyplomow zycza sobie pewnych uzupelnien. Nieduzo tego; jedna, dwie
      klasy, ale trzeba sie liczyc ze strata jednego roku na uzupelnienie dyplomu.

      Z humanistami jest roznie. Z reguly magister z Polski rowna sie bachelor w
      Stanach (nie wiem jak to wyglada w Kanadzie). Tak wiec aby uzyskac amerykanski
      tytul 'master of arts'(MA) trzeba sie dostac do jakiegos graduate programu. Te
      programy sa przecietnie obliczone na dwa lata. Sprostanie wymaganiom programu i
      napisanie pracy magisterskiej to mieta dla absolwentow polskich uczelni,
      przynajmniej uniwerku wroclawskiego i warszawskiego.

      Jednak MA daje niewielkie mozliwosci zatrudnienia. Na przyklad, w psychologii
      nikt Cie nie dopusci do pracy jezeli nie masz Ph.D. (doktorat). Programy
      doktoranckie trwaja od 4 do 8 lat i mozna sie do nich dostac z polskim
      magisterium, traktowanym tutaj jako bachelor. Naprawde oplaca sie wejsc do
      takiego programu bo to i rozszerza horyzonty umyslowe i daje mozliwosci
      zatrudnienia.

      Moja wlasna droga. Mialem podwojnego magistra z Polski: pedagogika i
      bibliotekoznastwo. Te dwa dyplomy daly mi wstep do graduate programow w Stanach
      i Kanadzie. Pedagogika dala mi bachelor, bibliotekoznawstwo dalo mi prawie MA
      (kazali mi wziac jedna klase aby uzyskac amerykanski MA). Zamiast tracenia czasu
      na uzupelnienia poszedlem do programu doktoranckiego. Zabralo mi to 9 lat, nie
      dlatego ze UWr mnie nie przygotowal do doktoratu (przygotowal) ale nadzialem sie
      na problemy osobiste. Ph.D. to przepustka do interesujacych i dobrze platnych
      prac. Niestety, przez dlugi czas po zrobieniu dyplomu sa to prace okresowe (6
      miesiecy do 2-3 lat). Tak wiec pracuje sie przez pewien czas za dobre pieniadze
      a przez pewien czas zyje sie z oszczednosci. W koncu ktos zaoferuje Ci stala
      robote i jestes ustawiony na reszte zycia (chyba ze zrobisz cos naprawde
      skandalicznego i pracodawca musi Cie wyrzucic; to sie rzadko zdarza).

      Zatem, jaka jest najprostrza droga do programow graduate dla polskich
      absolwentow? (1) Utrzymywanie dobrych stosunkow z profesorami; przynajmniej
      trzech z nich musi napisac dobre listy polecajace dla Ciebie. Takie listy to
      podstawa wejscia do jakiegokolwiek programu. Warto przyjaznic sie z profesorami
      ktorzy publikuja na zachodzie bo wtedy komisja rekrutacyjna wie co nieco o
      autorze listu referencyjnego. (2) Znajomosc jezyka angielskiego. Aby dostac sie
      na jakiekolwiek studia gosc musi dobrze zdac test z jezyka angielskiego
      (TOEFEL). Podreczniki do tego testu sa dostepne w Polsce i test mozna zdac w
      Polsce. Trzeba skontaktowac sie z jakims konsulatem Stanow lub Kanady, oni
      udziela informacji co i gdzie trzeba robic. (3) Umiejetnosc logicznego myslenia.
      Aby dostac sie do graduate program trzeba dobrze zdac graduate record
      examination (GRE). Ten test jest dostepny albo w Polsce albo w Unii. Znowu
      konsulaty udzielaja informacji. Ten test sklada sie z trzech czesci. Polacy z
      reguly nie maja klopotow z czescia logiczna i matematyczna ale siekaja sie na
      czesci jezykowej. jezyk angielski do GRE jest duzo bardziej wyszukany niz ten do
      TOEFEL. Wiele szkol nie wymaga TOEFEL jezeli dobrze zdales GRE. (4) Znajomosc
      wymagan programu do ktorego chcesz sie dostac. uniwerki utrzymuja strony
      internetowe i z nich mozna sie dowiedziec czego konkretnie dany program wymaga.
      Warto takze nawiazac e-pocztowy kontakt z ludzmi pracujacymi w danej szkole. To
      pomaga w dostaniu sie do programu i pozniej w wyborze promotorow. (5) Srodki
      finansowe. Jako gosc - a nie immigrant, jak ja - nie kwalifikujesz sie do
      amerykanskich lub kanadyjskich pozyczek studenckich. Ludzie roznie obchodza
      wymagania wizowe, ale pamietaj ze musisz miec forse na przetrwanie pierwszego
      roku studiow z wlasnych srodkow. Po pierwszym roku Polacy nie maja klopotow z
      uzyskaniem stypendiow, pracy badawczej lub nauczycielskiej, ale na pierwszym
      roku musza polegac na wlasnych srodkach.
      .........
      zatem poziom na UWr jest wysoki? jak to powinnismy
      > interpretowac?
      Nie wiem czy poziom UWr jest wysoki czy niski, mysle ze to zalezy od kierunku.
      Nie ma znaczenia czy studiujesz w Koziej Wolce czy we Wroclawiu tak dlugo jak
      Twoimi nauczycielami sa ludzie z doktoratami i/lub badacze. Oni zmuszaja Cie do
      przejecia ich sposobu myslenia a ten sposob to przepustka do miedzynarodowych
      uczelni. Oczywiscie uniwersytet jagiellonski da Ci lepsze 'credentials' niz
      wroclawski ale to jest tylko jeden z elementow waznych dla uzyskania doktoratu
      za Atlantykiem. 'Credentials' niewiele znacza dla Twojego sukcesu. wazne jest to
      jak myslisz a tego mozesz sie nauczyc i we Wroclawiu i w Krakowie.
      ...........
      To tyle na dzisiaj. Pozostawiam sobie reszte Twoich pytan na inny dzien. Na
      razie zobaczmy co ta odpowiedz wygeneruje a ja, w miedzyczasie, zastanowie sie
      nad odpowiedzia na reszte Twoich pytan.
    • henrics Re: ABSOLWENCI =UWr => co robicie, gdzie jest 07.03.05, 23:11
      OK, moje dywagacje otrzymaly zero odpowiedzi. Albo byly nieciekawe albo
      jestescie zajeci innymi sprawami. Poniewaz obiecalem ze bede odpowiadac na post
      siostry behemota stopniowo, tutaj wklejam kolejna odpowiedz. Bez odzewu nie bede
      kontynuowac. Jezeli ktos jest zainteresowany tym co pisze to moze mnie znalezc
      przez poczte chociaz ja preferuje forum. Pozdrowienia.

      Czym roznia sie studia w Polsce i za Atlantykiem?

      Najwazniejsza roznica dotyczy srodkow finansowych. Kilka lat temu mogles widziec
      starszego od Ciebie faceta w bibliotece na Szajnochy noszacego wyraz cierpienia
      i zlosci na twarzy. To bylem ja. Polskie uniwerki, przynajmniej te we Wroclawiu
      i w Warszawie, cierpia z powodu braku przestrzeni i braku materialow
      drukowanych. Na dodatek maja kiepskie systemy katalogowania. To nie oznacza, ze
      ludzie tam pracujacy sa glupi lub nie odpowiedzialni. Oni po prostu nie maja
      srodkow finansowych na to aby sciagnac wiecej ksiazek lub programow komputerowych.

      Nasi studenci maja do dyspozycji biblioteki gdzie sa nie tylko ksiazki,
      komputery i stacje do podlaczania lap-topow ale takze miejsca gdzie mozna sobie
      pogadac lub podrzemac. Nasi studenci takze maja dostep do bibliotek wydzialowych
      i laboratoriow gdzie jest wiecej komputerow niz studentow pracujacych na nich.
      Nasi studenci maja wlasne miejsca odpoczynku (kawiarnie, miejsca spotkan na
      wydziale, specjalnie w tym celu utrzymywane skwerki itd). Nasi studenci
      (graduate) maja miejsca do pracy na wydzialach (biura mieszczace od dwoch do
      osmiu biurek) i wlasne skrzynki pocztowe. Od wczesnego ranka do poznej nocy nasi
      studenci maja wybor jedzenia i picia na kampusie. Kiedy o tym mysle (to zart) to
      wydaje mi sie ze graduate student moglby przetrwac na kampusie bez wynajmowania
      mieszkania (studenci maja klucze do drzwi wydzialow i do swoich biur). Sa tu
      korty tenisowe, plywalnie, sale gimnastyczne i cale talatajstwo potrzebne do
      utrzymania ciala w dobrej kondycji. Oplaty sa minimalne lub wliczone w tuition.
      Tyle o warunkach materialnych.

      Z drugiej strony, studenci maja dostep do praktycznie wszystkich zrodel
      informacji. Gazety w jezyku chinskim czy rosyjskim sa dostepne na polkach, to
      samo dotyczy ksiazek w roznych jezykach. Siec komputerowa uniwerku jest
      podlaczona do baz danych w roznych krajach i jezykach. Te bazy takze dostarczaja
      informacji o artykulach drukowanych w naukowych periodykach; czesto zamieszczaja
      te artykuly w calosci. Jezeli ktos ma zainteresowania nie uwzglednione w
      bibliotece to moze liczyc na otrzymanie potrzebnych materialow przez
      wypozyczenia miedzybiblioteczne. Sa tu kopiarki i przegladarki video dostepne
      bez stania w dlugich ogonkach.

      Ogonki istnieja tutaj w pierwszych dniach nowego semestru. Mozna je ominac przez
      zalatwienie wlasnych spraw wczesniej lub pozniej. Poza tym nie istnieje tutaj
      cos takiego jak tlok; moze przesadzam, tlok istnieje w restauracjach miedzy
      11:30 a 13:30, trzeba liczyc sie ze strata 10 -15 minut na uzyskanie zarcia. To
      byly pozytywy.

      Druga strona medalu sa doradcy naukowi. Niektorzy, szczegolnie ci starsi,
      probuja przychylic studentom nieba. Inni, i to jest wiekszosc pracownikow
      naukowych, maja studentow w dupie. Owszem, trzymaja otwarte drzwi w czasie
      oficjalnych konsultacji, czasami pogadaja o Twoich problemach, ale w sprawach
      thesis lub dysertacji jestes z reguly zdany na samego siebie i na kolegow w
      programie. Mozesz oczywiscie umowic sie na spotkanie ze swoim doradca, ale nie
      badz zdziwiony kiedy doradca oleje takie spotkanie lub kiedy nie bedzie mu sie
      chcialo z Toba rozmawiac. W sumie, masz tu duzo lepsze niz w Polsce warunki
      materialne ale duzo gorsze stosunki miedzy profesorami i studentami. W tym
      ostatnim jestes zdany na siebie.

      Ja wciaz pamietam braki materialne w latach 1980-tych, szczegolnie brak
      podrecznikow. Odwiedziny Wroclawia w 2001 uswiadomily mi ze te problemy ciagle
      istnieja. To nie jest problemem dla ludzi ktorzy znaja tylko polski system
      wyzszej edukacji ale jest problemem dla tych, ktorzy otarli sie o za-atlantyckie
      uczelnie. Braki materialne irytuja i zniechecaja do pracy.
        • henrics do tomek854 08.03.05, 07:05
          Dziekuje za odzew. Kiedys w taki sposob przysluchiwalem sie rozmowom emigrantow.
          Uwazalem ze to co mowili nie mialo znaczenia dla mnie bo nie zamierzalem
          wyjezdzac. Pozniej przydaly mi sie ich pogwarki.
          Pozdrowienia.
        • henrics Re: ABSOLWENCI =UWr => co robicie, gdzie jest 08.03.05, 10:55
          Nie bardzo rozumiem co oznacza 'roztrzesienie porzedkolokwialne'. My
          funkcjonujemy wedlug troche innego rozkladu: przedstawienie studentom planu
          semestru, wykonywanie planu i egzaminy. Egzaminy przypadaja na pierwsza polowe
          kwietnia wiec teraz po prostu 'ciagniemy plan'. Podobny system obowiazywal kiedy
          ja studiowalem na UWr, chociaz roznil sie czasowo. Jak juz Ci przejdzie to
          roztrzesienie to opowiedz o co tu chodzilo.
          --------
          Jak planujesz studia zagraniczne to proponuje abys mnie odszukal(a) przez
          poczte. Nie obiecuje pomocy ale mysle ze moje dywagacje moga Ci sie kiedys
          przydac. Podobala mi sie Twoja odpowiedz w sprawie Sokrates i nie widze powodu
          dla ktorego nie mialbym Ci sie zrewanzowac za pomoc kolezance (jezeli jej
          udzielile(a)s).
          ------------
          Nie wiedzialem ze Wroclaw jest zasniezony. Zazdrosze Wam. My tutaj (zachodnie
          wybrzeze Ameryki Pln.) cierpimy na wczesna wiosne. Mielismy kilka dni mrozow w
          styczniu a teraz ogladamy kwitnace drzewa i zastanawiamy sie czy mroz je
          zniszczy czy nie.
          ---------------
          Nie przesadzaj. Wroclaw jest piekny tylko albo pod czapa sniegu albo na wiosne,
          kiedy wszystko kwitnie. To miasto jest moja kotwica ale nie przypisuje mu
          piekna. Odwiedzisz kilka innych miast i bedziesz wiedziec o czym mowie. To
          jednak nie zmieni faktu ze Wroclaw to Twoje miasto i podejrzewam ze bedziesz za
          nim tesknic bez wzgledu na jego brzydote.
          ---------
          Ciagle nie wiem co oznacza siostra kota behemota. Powiedz mi kiedy juz
          wykaraskasz sie z 'roztrzesienia porzedkolokwialnego'.
          ----------
          Dziekuje za odzew. Pozdrowienia.
          • siostra.kota.behemota Re: ABSOLWENCI =UWr => co robicie, gdzie jest 08.03.05, 12:23
            mialo byc roztrzesienie przedkolokwialne-tzn.przed kolokwiami;) drobna literowka
            sprawila niemoznosc prawidlowego odczytania frazy;)bede dbala o poprawnosc moich
            nastepnych wypowiedzi...

            mammamia!!! ja jestem studentka;) myslalam, ze plec bezproblemowo mozna
            odgadnac-a jednak>
            nie jest to takie łatwe;)

            oj, nie zgodze sie z tym, ze Wrocław jest piękny tylko zasniezony tudziez na
            wiosne...mieszkam akurat w takiej okolicy, ze mam okazje obserwowac niesamowite
            przemiany w przyrodzie, mnostwo drzew etc. i piekno Wrocławia zauwazam wszedzie.
            to miasto o o wiele dluzszej, bogatszej historii niz Vancouver i
            inne...Mayflower przybyl na wybrzeze Am.Płn. wcale nie tak dawno...nie mamy
            potrzeby tworzyc Wenecji tak jak to zrobili Amerykanie w Las Vegas czy Los
            Angeles- pamiec co do nazwy zawodzi-bylo to w jednej lub w drugiej
            miescinie...Wrocław to miasto, za ktorym tesknie nawet wyjezdzajac calkiem
            blisko. ale to temat dosc kontrowersyjny, moze niekoniecznie pasujacy do tego
            watku;)

            och, siostra.kota.behemota...
            kot behemot- byl jednym z bohaterow "Mistrza i Malgoski".
            ten login moze byc szeroko interpretowany, dlatego pozwole sobie na
            nieujawnianie, przynajmniej na razie, niektorych spraw;)


            jak tylko znajde chwile-napisze na Twoj gazetowy email.
            pozdrawiam!
            • henrics do siostra.kota.behemota 08.03.05, 22:22
              Przepraszam Cie za uwypuklenie literowki. Bezmyslnie skopiowalem fraze nie
              zwracajac uwagi na literowke. Moim problemem bylo zrozumienie co oznacza
              'kolokwium' a nie sama fraza. Wszyscy popelniamy bledy w 'typing', ja na dodatek
              specjalnie nie zajmuje sie interpunkcja w jezyku polskim. Przy jakiejs okazji
              powiedz mi o co chodzi z kolokwiami. I nie przejmuj sie literowkami; od tego
              mamy zawod edytora.

              Rozpoznanie plci w jezyku angielskim jest problemem a ja glownie tym jezykiem
              operuje. Na dodatek, Polacy na innych forach mieszaja swoje 'nicki' tak ze
              czesto nie wiem czy mowie do kobiety czy mezczyzny. Mnie to obojetne, ale nie
              chce obrazac rozmowcow. Dziekuje za przedstawienie sie.

              Masz racje co do Wroclawia. Nie potrzebujemy nasladowac innych miast. Mamy
              baaardzo dluga historie i nawet wojny nie zniszczyly sladow tej historii. Dla
              mnie Wroclaw to uliczki, knajpki, mieszkania i domy przyjaciol. Dla mojej zony
              to architektura bo nie jest przywiazana emocjonalnie do tego miasta. Przyznajmy
              ze niemiecka architektura jest ciezka we Wroclawiu i troche go szpeci. Dodajmy
              do tego industrialna zabudowe mieszkaniowa z przelomu 19 i 20-tego wieku i
              mrowkowce epoki komunizmu (sam w takim mieszkalem). Nie jest to piekny widok i
              ladnie odbudowana Starowka (chwala wladzom miasta) uwypukla brzydote innych
              czesci miasta. To nie zmienia faktu ze Krzyki, Biskupin czy Sepolno to bardzo
              przyjemne miejsca; moj mozg je zakodowal zwazywszy na czeste sny umieszczone w
              realiach Wroclawia.

              Trudno porownywac Wroclaw do Vancouver. To drugie jest bardzo mlodziutkie i
              ksztaltowane przez wiele kultur. Centrum miasta to mieszanka roznych stylow
              architektonicznych. Nie wiem jak oni to robia ze ten eklektyzm jest ladny. Moze
              to sprawa krajobrazu... Dzielnice poszczegolnych nacji to rozne swiaty: solidne
              Chinatown, brudne Hinduland, zaniedbane dzielnice Polonii, itd. Jednak wszystko
              to trzyma sie kupy i daje sie lubic. We Wroclawiu niewiele trzyma sie kupy -
              popatrz na dziwne budowle miedzy Rynkiem a dawnym Placem Dzierzynskiego, teraz
              chyba Dominikanow - ale ja lubie Wroclaw nie ze wzgledu na jego piekno (w
              przeciwienstwie do Vancouver) ale ze wzgledu na moich przyjaciol.

              Domyslam sie ze siostra kota Behemota przypisuje sobie jego cechy: inteligencje
              i psotnosc. Lubie to.

              Zachecam Cie do e-maila kiedy bedziesz miala troche czasu.
              • tomek854 Re: do siostra.kota.behemota 10.03.05, 01:00
                A ja jestem ciekaw, czy siostra kota behemota jest prawdziwą siostrą forumowicza o nicku kot behemot ;)

                A co do Wrocławia - byłem w Paryżu, w Kolonii, w Zagrzebiu, w Pradze, w Krakowie, w wielu innych miastach i uważam, że naprawdę nie mamy się czego wstydzić - Wrocek jest ładny, i w ostatnich latach wciąż ładnieje. A po za tym jest jednym z bardziej zielonych miast jakie znam...

                Henrics: mam nadzieję nie wyjeżdżać :) Mój szatański plan to zostać dziennikarzem, a w naszym popieprzonym kraju na pewno będzie co opisywać :)
                • henrics do tomek854 10.03.05, 20:49
                  Wydawalo mi sie ze wyslalem Ci odpowiedz wczoraj. Musialem cos poknocic bo to
                  sie nie pokazalo. Dlatego powtarzam sie.

                  Dla mnie Wroclaw jest najpiekniejszym miastem na swiecie. Dla mojej zony nie i
                  stosujac jej kryteria musze sie z nia zgodzic. Jednak na pewno masz racje co do
                  'ladnienia' Wroclawia. Wladze miasta robia tu rzeczywiscie duzo. Oczywiscie
                  chcialbym aby poprawily tez drogi (w 2003 w sobote spedzilem 1.5 godziny na
                  przedzieranie sie samochodem z hotelu Wroclaw na Biskupin), jednak nie od razu
                  Krakow zbudowano.

                  Ja tez mialem nadzieje na pozostanie w Polsce. Wyjechalem jednak i jedyne o co
                  mam do siebie pretensje to to ze wyjechalem pozno. Mieszkajac w Polsce nie
                  mialem pojecia jak mieszkanie (a nie wycieczka do) w innym kraju wplywa na
                  poszerzenie horyzontow intelektualnych.
                  Dziennikarze na pewno beda mieli duzo do roboty w Polsce przez dlugi czas. Mysle
                  wiec ze Twoj szatanski plan jest racjonalnym planem na zycie.

                  Zostawmy Siostre Kota Behemota w spokoju, jezeli forumowicz o ktorym piszesz nie
                  uczynil nieczego skandalicznego. Jak ona zechce to nam powie o co jej chodzi.
                  Mnie cieszy ze Mistrz i Malgorzata jest wciaz czytana.
                  • tomek854 Re: do tomek854 11.03.05, 12:05
                    O, poltora godziny z hotelu wrocław na biskupin to wyczyn :) Nie wiem jak Ci sie to udalo. ja mieszkam na krzykach i kiedy studiowalem na astronomii (park szczytnicki) rzadko dojazd zajmowal mi dluzej niz 40 minut, a rano, nawet w godzinach szczytu jechalem 20, bo korek byl w druga strone... No ale jak sie codziennie jezdzi, to sie wie ktoredy trzeba...

                    Co do poszerzania horyzontów - też uważam, że podróże kształcą. Troszkę się po świecie zatem powłóczyłem i wszędzie się pcham, gdzie jest okazja, a jak okazji nie ma to sam sobie jadę w Europę stopem - to moja ulubiona metoda podróżowania i poznawania ludzi :) Mieszkać jednak nigdy nie mieszkalem na dluzej, wiec nie wiem - na pewno warto... Ale i podróżowanie daje wiele...

                    Co do szatańskiego planu to na razie robie wszystko inne, bo studiuje zupelnie cos innego niz dziennikarstwo (co akurat jest dobre) i pracuje w gleboko branzowej gazetce (co akurat jest takie sobie, bo sie boje zagniezdzic w tej niszy). Jednak jak skoncze moje obecne studia to sobie wezme jakies latwe - filologie jakas czy inne kulturoznawstwo i bede dazyl w kierunku realizacji mojego planu... Aczkolwiek moze najpierw poszerze sobie horyzonta pomieszkiwujac z pol roku w jakims innym kraju...

                    Mistrz i Małgorzata przeczytany przeze mnie byl nawet ostatnio, a o forumowicza kota behemota nie pytalem dlatego, ze jest skandalista czy cos a raczej dlatego, ze go lubie po prostu :) Choc dawno sie na forum nie udzielal :)

                    Pzdr
                    • henrics Re: do tomek854 14.03.05, 22:31
                      Udalo mi sie przez jakis dziwny korek na Pl. Grunwaldzkim. Wrajacac skrecilem w
                      Szczytnicka. Dokladnie dlatego ze sie domyslilem ktoredy trzeba...

                      Uwielbialem i auto-stop i rower jako srodki podrozowania po Europie Zach w
                      latach 1970-tych. Teraz bym sie nie odwazyl ale, mysle, ze to sprawa wieku
                      bardziej niz rzeczywistego niebezpieczenstwa.

                      Lubie siostre kota i ciesze sie ze sam kot z czyms sie nie wyglupil.

                      Kulturoznawstwo to teorie, nie szczegolnie latwe.

                      Jak czytujesz Bulhakowa to moze zechce Ci sie cos skrobnac o jego 'take' w
                      sprawie Jezusa i Pilata? Wiadomo, ze jest nie prawidlowy historycznie (mnie to
                      nie obchodzi), ale co myslisz o ogolnym podejsciu do zagadnienia, np.
                      stratyfikacja spoleczno-ekonomiczna w Judei i pomysl ze Pilat osobiscie
                      przesluchiwal Jezusa w sytuacji kiedy Bulhakow mieszkal w spoleczenstwie gdzie
                      roznice klasowe przestaly istniec. Na przyklad, czy myslisz ze pomimo generalnej
                      krytyki systemu sowieckiego Bulhakow przyjal jako wlasna (i nie egzaminowana)
                      idee spoleczenstwa bezklasowego? To jest prowokacja. jak Ci sie zechce na nia
                      odpowiedziec to dobrze dla mnie (dodatkowa stymulacja) a jak nie to nie.

                      Dzieki za odpowiedzi. Czy Ty i tomek 852 (lub cos w tym rodzaju) na forum
                      swiatowym to ta sama osoba?
                      • tomek854 Re: do tomek854 15.03.05, 03:31
                        Hm. Niestety z Bulhakowa na razie mam tylko MiM oraz Psie Serce zaliczone. Ale nadrabiam zaległości w wolnych chwilach (których jednak nie za wiele). Jakbym psie serce sobie przypomniał to moze bym powiedzial cos o stosunku Bulhakowa do Rosji ale raczej wole nie zabierac glosu zeby sie nie zblaznic. Bo to mi pospuje reputacje a nie moge sobie na to pozwolic, bo prowadze dluuuugi spor z przyjaciolmi "o wyzszosci jajka nad kura" czyli "Humanisci a Scislowcy" :) I na razie prowadze, bo ja o wszystkich pisarzach i poetach slyszalem przynajmniej a oni nie potrafią najprostszej całki policzyć :) Nawet mi się kiedyś felietonik z tego zrobił - jak jesteście ciekawi, to wkleję jak znajdę :)



                        Co do autostopu - masz racje - widze to swietnie po mamie mojej kolezanki wspolpodrozniczki ktora raz opowiada wszystkei swoje autostopowe przygody a innym razem krzyczy na nia, ze ona jezdzi stopem...

                        Z drugiej strony wiele zabierajacych tez kiedys jezdzilo - i ja jak pracowalem jako kierowca zawsze zabieralem jesli tylko moglem, wiec mysle ze to nei zginie...

                        Hm. Tomka 852 nie spotkałem, ale gwarantuję Ci że jestem one and only :)
                        Bywam przelotem tu i tam, jednak na stałe tylko Wrocław i Automobil (polecam i zapraszam - nie tylko samochodziarzy).

                        Co prawda to bardzo stary login, ale moja ksywka (oryś) jest juz zajęta, więc zostaję przy nim :)

                        Pozdrawiam.
                        • henrics Re: do tomek854 15.03.05, 11:05
                          Bulhakow to jeden z moich konikow (wsrod tych, Jacek Kaczmarski jest na
                          prowadzeniu). Uparlem sie zrozumiec jak Bulhakow skonstruowal te powiesc.

                          Ja odpuscilem sobie dyskusje miedzy nauka a naukami spolecznymi jakies 20 lat
                          temu. Pomogl mi w tym kolega socjolog ktory ma bardzo radykalne podejscie do
                          tego podzialu (zdaje sie ze on zamierza sie produkowac na dwoch forach edukacji:
                          rzeczpospolita szlachecka i forum watkow swiatowych, mozesz go tam zlapac pod
                          imieniem ghotir). Dobrze na tym wyszedlem.

                          Jak obawiasz sie zblaznienia na forum to skrobnij cos na moj e-mail. Na pewno
                          nie puszcze tego na forum ale chcialbym widziec co myslisz. Felietonik mnie
                          interesuje. Wklej go tutaj albo do poczty do mnie. Nie przeniose komentarzy z
                          poczty na forum i vice versa.

                          Podoba mi sie historyjka z mamuska-autostopowiczka. Ja czesto mam takie odpaly w
                          stosunku do moich dzieci. Glosy takie jak Twoj pomagaja mi w utrzymaniu rownowagi.

                        • henrics Re: do tomek854 15.03.05, 11:21
                          Ps.

                          Tworcze pisanie jest czesto porownywane do strip tease i ja uwazam ze to
                          porownanie jest jak najbardziej prawidlowe. Problem polega na tym aby znalezc
                          sobie odpowiedni poziom akceptacji naszego pisania. Najlepszym sposobem jest
                          przedstawianie wlasnych opinii ludziom ktorzy nie maja powodu do niszczenia
                          Ciebie i zycza Ci sukcesow; w sumie przyjaciol. Ja mam klopoty z nawiazaniem
                          'instant friendships' ale nie mam powodow do niszczenia Cie. Na dodatek, szukam
                          stymulacji na tym forum. Na dodatkowy dodatek, obiecuje nie przenosic Twoich
                          opinii do mnie na forum.

                          Na marginesie, dramaty Bulhakowa wydaja mi sie mialkie. Owszem, maja to co
                          powinne miec w sensie gatunku ale do mnie nie przemawiaja. Dla mnie Bulhakow to
                          autor jednej ksiazki.
                          • tomek854 Re: do tomek854 15.03.05, 18:18
                            Oj troszke żartowałem - dyskusje też nie są na całkiem poważnie :-)

                            Hm jeżeli chodzi o felieton to jeszcze nie poszedł, ale jak pójdzie to nie omieszkam wkleić ;-)

                            Na Bulhakowie po prostu sie nie znam - nie wiem, czy umialbym zajac jakies stanowisko. Ja jestem rozumek scisly ja sie nie znam na sztuce i poezji, moge najwyzej powiedziec kiedy cos mi sie podoba a kiedy nie :-)

                            To o tym zbłaźnieniu się, to był trochę taki żarcik. Jeżeli jestes ciekaw moich felietonów to podeślę ci linka do jednego starszego na mejla. Nie wkleję tutaj, bo tam jestem podpisany, a wolę sie nie ujawniac na tym forum kto ja jestem. Kto wie, to wie, a kto nie wie, to dobrze :-)

                            Pozdrawiam.
                            • henrics Re: do tomek854 17.03.05, 06:45
                              tomek854 napisał: 'ja sie nie znam na sztuce i poezji, moge najwyzej powiedziec
                              kiedy cos mi sie podoba a kiedy nie'

                              Nie myslisz ze wlasnie o to chodzi w sztuce (+ dlaczego, oczywiscie, ale tutaj
                              kryteria emocjonalne sa tak samo wazno jak teoretyczne)?
              • ladyblue Re: do siostra.kota.behemota 10.03.05, 19:04
                > Moim problemem bylo zrozumienie co oznacza
                > 'kolokwium' a nie sama fraza.

                to kiedyś kolokwium nie było powszechnie przyjętą formą zaliczania cwiczeń?
                żartujesz sobie z nas chyba ;)

                w szkole to sie sprawdzian/kartkówka nazywało a na studiach kolokwium - krótka
                pisemna forma zaliczania ćwiczeń (teoretycznie mniej ważne, mniej materiału i
                łatwiejsze niż egzamin, praktycznie - róznie, baaaardzo różnie)
                • henrics do ladyblue 10.03.05, 20:31
                  dziekuje za wyjasnienie. na moich studiach na uwr mielismy takie sprawdziany po
                  zakonczeniu dzialu na cwiczeniach. terminy byly rozne. to samo dotyczy mojego
                  departamentu teraz. ja z reguly staram sie wcisnac cztery takie sprawdziany w
                  semestr ale to zawsze zalezy od materialu nad ktorym pracujemy; metodologia
                  potrzebuje wiecej takich sprawdzianow, teoria mniej, reszta jest gdzies
                  posrodku. nie uzywamy tutaj slowa kolokwium wiec moglo mi wyleciec z glowy jego
                  znaczenie.

                  na moich studiach na uwr mielismy rozne formy zaliczen cwiczen. czasami byly to
                  kartkowki ale czesciej albo esej albo oralna prezentacja. wtedy pracowalismy w/g
                  zalozenia ze egzamin z przedmiotu byl ostatecznym sprawdzianem tego co robiles
                  na cwiczeniach i wykladach. moge sie mylic, ale wydaje mi sie ze tylko stopnie z
                  egzaminow liczyly sie do nagrod dziekanskich (forsa za dobre wyniki).
    • henrics Re: ABSOLWENCI =UWr => co robicie, gdzie jest 17.03.05, 01:21
      Czesc trzecia mojej serii.

      Wydaje mi sie ze odpowiedzialem na pytanie o kwalifikacje i nostryfikacje w
      mojej pierwszej poczcie. Teraz pozostaje mi pytanie 'w jakiej prowincji jest
      uczelnia, na ktorej pracujesz, a co za tym idzie jaka jest to uczelnia?'
      ---------
      Uczelnia jest panstwowa (wlasnosc prowincji), znajduje sie na zachodnim wybrzezu
      Kanady. Jej poziom jest porownywalny z ivy league uniwerkami w Stanach (mamy tu
      przeplyw i studentow i pracownikow z tymi uczelniami). Przewazajaca wiekszosc
      naszych undergraduate studentow to Kanadyjczycy. Nie odwazylbym sie powiedziec
      tego samego o graduate. Moj departament w duzej mierze korzysta z tego ze Stany
      nie wpuszczaja do siebie studentow z pewnych krajow (to moja opinia). Stad mamy
      na przyklad cala mase bardzo zdolnych Iranczykow, wielu z ktorych wyladowaloby w
      Stanach gdyby nie wspomniane trudnosci.

      Wstep na moj uniwerek zalezy w bardzo duzej mierze od wynikow w nauce w szkolach
      srednich dla undergraduate i na studiach w rodzimych krajach w przypadku graduate.

      Oplaty sa duzo nizsze niz w USA. Jednak, wiele uniwerkow w USA pomaga w placeniu
      za nauke przez oferte prac nauczycielskich i badawczych. My mamy tylko normalny
      system zatrudniania do tych prac i, na dodatek, oparte calkowicie na kryterium
      wynikow w studiowaniu 'fellowships'. Te ostatnie warto wlaczyc do cv bo to
      sprawa prestizu, ale mniej ambitni studenci nie maja szans na to wsparcie.

      Nasi graduate absolwenci nie maja problemow z zatrudnieniem. Z reguly pracodawcy
      czekaja na ich dyplomy (wlacznie z humanistycznymi kierunkami). Jednak problemem
      jest poziom i zakres nauczania tutaj. Poziom jest wysoki i wielu ludzi ma
      problemy z zalapaniem sie. Gorzej, zakres nauczania, przynajmniej na kierunkach
      spolecznych, jest duzo szerszy teoretycznie ale mniej skierowany na praktyke niz
      w Stanach. W sumie, jesli chcesz grzebac sie w teorii zapraszamy. jednak, jezeli
      interesuje Cie praktyczne podejscie do socjologii, lepiej zrobisz studiujac w
      Stanach. Z moich krotkich przygod z socjologia w Stanach moge powiedziec ze ona
      lepiej przygotowuje do przeprowadzania badan dla korporacji niz ta nauczana na
      moim uniwerku. Ale uczelnie Stanow (poza ivy league) nie przygotowuja do pracy
      teoretycznej.
      W drugiej sumie, jezeli planujesz studia spoleczne to zastanow sie o co Ci
      chodzi. Jezeli o teorie to przyjdz do nas. jezeli o badania w sprawach 'micro'
      to lepiej Ci bedzie w Stanach. Jezeli masz ograniczone srodki materialne to
      zapraszamy. Jezeli stac cie na wydanie ok $25-50 tysiecy w pierwszym roku
      (reszte okresu studiow pokryjesz z pracy na uniwerku i/lub stypendium) to szukaj
      wejscia na uniwerki w USA.

      Ja osobiscie jestem zainteresowany w niezaleznie myslacych studentach bez
      wzgledu na kraj ich pochodzenia. Jak ktos ma dobre listy polecajace od
      profesorow z wlasnego kraju i dobry wynik gre (nie wymagany u mnie ale
      spogladany na) to ma moje poparcie. Reszta to sprawa 'chemistry' doslownie.
      Jezeli ktos ma ciekawy dla mnie pomysl dysertacji to moge bronic tego pomyslu na
      komisji rekrutacyjnej nawet jezeli dotychczasowe wyniki kandydata nie sa
      szczegolnie interesujace (ale musza utrzymywac sie przynajmniej w granicach
      'dobry' w Polsce). Jak ktos ma wspaniale oceny i listy ale nie pobudzil mojej
      ciekawosci to najwyzej zgodze sie z kolegami w komisji.
      ---------
      Tyle o trzeciej, i ostatniej, serii moich odpowiedzi. Wiem ze nie odpowiedzialem
      na cala mase mozliwych pytan. Jezeli zechce sie Wam je zadac to ja na nie
      odpowiem. Jezeli nie to nie. Wasza sprawa. Dziekuje Wam za odzew. Podobaly mi
      sie pytania siostry benemota i rozmowa z Tomek85costam. Jak Wy i inni macie
      ochote na dalsza rozmowe to zapraszam i przez ten watek i przez moja poczte.
      Pozdrowienia.
        • henrics Re: ABSOLWENCI =UWr => co robicie, gdzie jest 17.03.05, 03:43
          tomek854 napisał: 'Kanada nie obawia się tak tych Irańskich studentów? I czy USA
          nie naciskają na Was co do przyjmowania ich do siebie?'
          ............................................
          Dobre pytanie. Kanada nie obawia sie studentow z trzeciego swiata bo udalo jej
          sie ukdztaltowac wlasny wizerunek od 1945; zauwaz ze teraz obywatele USA czesto
          pokazuja listek klonowy aby uniknac miedzynarodowych klopotow.

          Nie wiem o naciskach USA na sprawy studentow. Wiem o naciskach USA w sprawie
          zolnierzy Stanow szukajacych azylu w Kanadzie: w lecie ubieglego roku Kanada
          zobowiazala sie nie przyjmowac takich ludzi; stad pojawiaja sie klopoty z
          obywatelami Stanow ktorzy pomimo tej umowy probuja uzyskac azyl w Kanadzie.
          Kilka dni temu dowiedzialem sie ze sprawa dezercji z sil zbrojnych USA jest
          takze problematyczna; to jednak margines. Pewnie ta sprawa stanie sie duzym
          problemem po wprowadzeniu powszechnej sluzby wojskowej w Stanach (w/g the
          Manchester Guardian, koniec czerwca tego roku) ale ona nie dotyczy studentow z
          krajow uwazanych przez USA jako sponsorujace terroryzm.

          Wrocmy do naszych Iranczykow. Sa swietnie przygotowani we wlasnym kraju do
          podejmowania 'graduate' studiow w Kanadzie, wielu z nich ma klopoty z
          finansowaniem nauki nawet na naszych uniwerkach (wiec musza brac roboty
          nauczycielskie i badawcze) a to co oni oferuja jest bezcenne. W sumie, idealni
          graduate studenci.

          Wiem, przypomnisz mi o tym czlowieku ktory probowal cos tam przemycic z Kanady
          aby dokonac jakiegos ataku w LA. Pewnie tacy tez sa ale zwroc uwage ze celem
          tego przemytnika byly Stany, nie Kanada. Dlaczego zatem Kanada mialaby sie
          obawiac nawet takich ludzi (nie wspominajac ze nasi studenci z Iranu sa
          zainteresowani nauka a nie terroryzmem)?

          W sumie, przynajmniej zachodnia czesc Kanady pozostaje otwarta na studentow z
          krajow trzeciego swiata i, jak na razie, nie ma powodow do obawiania sie
          terroryzmu z ich strony. Mozliwe ze istnieja problemy na szczeblu
          miedzynarodowym ale, jak na razie, nasz 'letter of admission' rowna sie wizie
          studenckiej. Oby jak najdluzej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka