Gość: Julka
IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl
15.11.02, 08:15
właśnie
dlaczego tak jest, że człowiek (chyba częściej kobieta) budzi się z rana
smutny???
nie lubię tego, ale sie zdarza
tak jak dziś...
najchętniej bym teraz płakała, ale nie mogę , jestem w pracy
mam antyludzki dzień, nie chcę dzis się do nikogo odzywać
bynajmniej dopóki nie przejdzie
mam wrażenie, ze siedzi coś we mnie, co mnie rozpiera wewnątrz
albo wybuchne, albo się uspokoje
nie lubię tego
mogę kogos tym skrzywdzić...
a nie chcę
nie lubię krzywdzić ludzi, chyba że tych , którzy mnie kiedys skrzywdzili....
może dlatego tak jest...
powracają złe wspomnienia
staram się żyć życiem obecnym, ale nie moge tak do końca
przeszłość zawsze doścignie w najmniej oczekiwanym momencie
nie mogę jeszcze zakończyć pewnego etapu w moim życiu i to bardzo boli
a to dopiero początek....
rozwód już trwa ponad 2 lata...
i co z tego?
to dopiro sąd
a musze jeszcze starać sie o unieważnienie ślubu kościelnego w Kurii
Biskupiej w koszalinie
będę walczyła
wiem, ze są marne szanse, ale muszę chociaż spróbować, żeby móc kiedyś
spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że zrobiłam wszystko , co mogłam, że
nic się już nie dało zrobić
mam godność, która kiedyś została poszargana
ale ją odzyskuję
ciężko jest to zrobić, bo na zawsze zostają rany
tego się nie da zapomnieć, można jedynie się przyzwyczaić i żyć z myslą, że
będzie le[piej
nie łatwo jest sobie ułożyć życie na nowo z kimś, kto czegoś takiego nie
przeżył
może starać się rozumiec, mówić, że rozumie, ale dopóki nie poczuje tego na
własnej skórze, nigdy nie bedzie wiedział jak to boli
ciężko komuś ponownie zaufac, zawsze jest wewnętrzna obawa, ze może się
zdarzyc to samo...
obserwuje się człowieka pod innym kątem
z kazdej możliwej strony
każdy szczegół zwraca moją uwage
dla niektórych jest to malo istotne, a ja jestem przewrażliwiona, na niektóre
zachowania
i nie mogę tego w sobie zmienić,
nawet jesli ktoś by się bvardzo starał mnie zapewniać, to i tak wiem swoje
z natury przestałam ufać
staram się, ale jest zawsze to "ale"
świat jest tak dziwnie skonstruowany, że nawet nie zdaję sobie czasem sprawy
jak to możliwe, że mam już 2.5 roczne dziecko
rozwodzę się 2 lata
a tak naprawdę w głębi duszy chciałabym byc jeszcze dzieckiem, które nie
martwi się niczym
dopiero teraz doceniam to, co straciłam
ale też dużo zyskałam
piekną córcię, którą kocham nad życie
mam rodzinę, przyjaciół
mężczyzne, który mnie przytuli
ale brakuje tej stabilizacji
peności
dopiero teraz zdaje sobie sprawę, ze tak naprawdę nigdy nie można być pewnym
pewność jest bardzo zgubna
można byż o czymś przekonanym, ale nie pewnym
i właśnie tego brakuje
przepraszam, jeśli kogoś zanudziłam
a może macie podobne problemy, przezycia
teraz jest mi troszkę lepiej
wyrzuciłam troszke problemow na swiatło dzienne
nie pisałam po to, aby byc pocieszoną itp
może jest wsród Was ktoś, kto mysli podobnie jak ja
także może nie jestem sama
pozdrawiam wszystkich