Gość: Ruda
IP: 193.109.226.*
09.10.03, 22:37
No to jestem od tygodnia ponad :) Akademce nam odmalowali, wykopali ogromna
piaskownice niszczac mi widok na zielem trawnika (bo to naprawde piekne
uczucie jak sie budzisz, siadasz na lozku i pierwsze co widzisz to soczysta
zielen WSPowskiego trawnika :)), nowe panie na stolowce nakladaja posilki na
talerze z taka predkoscia ze w kolejce mozna umrzec z glodu, ale przynajmniej
ciepla woda jest i nie trzeba sie na sile hartowac. W bibliotece na Grodzkiej
jak zwykle albo nie ma ksiazek ktore mnie interesuja albo sa wypozyczone
(polecam "Swiat wedlug Garpa" Irvinga, wlasnie wypozyczylam ale oddam w
poniedzialek :)), a w uczelnianej ilosc ksiazek jest wprost odwrotnie
proporcjonalna do ilosci osob chcacych je wypozyczyc...
W moim ukochanym akademiku nr1 w tym roku cisza, jakby pierwszy rok (w
przeciwienstwie do pierwszego roku sprzed roku) myslal ze esencja studiowania
zawiera sie w siedzeniu w pokoju tudziez panikowaniu na cztery miesiace przed
sesja...
Pieknie jest.
A temat wzielam z opowiesci znajomej ktora na praktykach zadala dzieciom
ulozenie wierszyka o swoim miescie :)