zwierzyna_slupska
15.02.09, 22:35
czyli zwierzenia zwierzyny
Chce opowiedzieć o pewnym sporcie?? grze towarzyskiej?? łowach ??
nie wiem jak to nazwać - sami uczestnicy tego procederu między sobą
nazywają wulgarnie „Mężatkę na pal” lub „Pożycz żonę”.
Proceder zdobywa popularność w Słupsku i ościennych.
Uprawiają go napakowani zwolennicy koksu, a sekundują ich własne
dziewczyny.
Prowadzący łowy powinien się poruszać bajernym autem, drugie auto
nie rzucające się w oczy, ale najlepiej van z przyciemnianymi
szybami.
Zwierzynę wyszukują na forach otwartych gdzie mogą się zorientować
w układach oraz jej sytuacji życiowej. Doskonała jest Nasza Klasa bo
mogą występować we własnej postaci, bo proceder nie łamie prawa a
jedynie ofiara łamie przysięgę małżeńską. Łowcy nie osiągają
korzyści materialnych i sami ponoszą koszty związane z procederem.
Zakładają podfora ukryte na które zapraszają tylko po jednej
ofierze. Myśliwi nie są błyskiem intelektu, posługują się gotowcami
z netu żeby oczarować niedocenianą i znudzoną domowym życiem
kobietę. Myśliwy jest cierpliwy jak w lesie. Wstawia wpisy, a jak ma
już ofiarę na swoim ukrytym forum następuje bombardowanie
komplementów przeniesionych z netu. Ofiara całkowicie się oddaje
kawalkadzie bajecznych słów. Godzi się na pierwsze spotkanie na
uboczu w bajernym aucie. Jest tak podniecona sytuacją, że wsiadając
do niego nie zauważa w pobliży stojącego van z przyciemnianymi
szybami, a w środku jurorzy i jurorki z klubu z przygotowanym
sprzętem utrwalającym. To, że wielbiciel nie jest jak Adonisem i
mówi mniej płynnie niż brzmiały gotowce, nie przeszkadza jej bo
liczy się chwila i napakowany gość. Wówczas van powolutku podjeżdża
i idą w ruch kamerki i dobre aparaty. Ofiara nic nie zauważa bo chce
żeby ta chwila trwała i trwała i widzi tylko to co chce widzieć.
Auto służy jeszcze jakiś czas, zależy od sytuacji, ale główny cel
jest żeby umówić się w hotelu lub na mecie na pełną noc lub najwyżej
punktowaną całą dobę - jest to trudniejsze bo oszalała i zauroczona
jednak chce utrzymać rodzinę. Najlepszym wyjściem jest urwanie
jednego dnia z delegacyjnego, rodzinnego lub innego wyjazdu. Noc w
zasadzie kończy przyjemną cześć łowów dla ofiary, ale podobno może
to trwać jeszcze jakiś czas tzw. igranie z mężem.
Z reguły jednak Główny łowczy już ma wystarczające materiały na
uzależnienie ofiary i wyrusza na ostatnia w tych łowach wyprawę.
Jedzie pod jej dom kiedy wie że są dzieci i mąż, telefonuje do niej,
że ma natychmiast zejść na dół bo on potrzebuję jej w tej chwili.
Ofiara jest przerażona, błaga w łazience że nie może teraz i
rozłącza się. Za moment dostaję mms-a z najbardziej intymnym
zdjęciem, gdzie widać nie tylko jej twarz ale i najbardziej
charakterystyczne cechy jej kobiecości do natychmiastowego
rozpoznania przez męża i wykluczające fotomontaż.
Mówi mężowi jakąś idiotyczna wymówkę i pędzi do auta gdzie łowca
teraz już władczo nakazuję zaspokojenie swojej męskości tu i teraz,
a niedaleko oczywiście jurorzy liczą punkty.
Na tym łowy się kończą, satysfakcja łowcy jest pełna, gra skończona,
ale fotografie i nagrania nie zostają zwrócone - czy to tylko ta
jedna fotografia czy jest ich więcej ofiara się nie dowie.
Pozostanie oszalała z niepokoju, ogłuszona swoim zauroczeniem. Łowca
występuje otwarcie, znają go uczestniczki forów, koleżanki widzą
podjeżdżające jego auto, nawet może męża poinformować że emabluje ją
ten gość - punktowane jest poznanie się z mężem i poinformowanie go
że jest zauroczony jego piękną żoną - sprawa jest legalna i
oficjalna tylko grzech jest po stronie ofiary.
Następną ofiarę wybiera kolejny napakowany myśliwy i zabawa trwa i
będzie trwać bo takie jest życie.
Nawet jak to przeczytają potencjalne przyszłe ofiary już będące w
polu ostrzału to nie uwierzą bo ich cud nad cudy tak pięknie mówiący
im komplementy i górnolotnie wyrażający miłość nie może należeć do
bractwa myśliwych, nie uwierzą też mężowie potencjalnych ofiar.
Punktacja jest skomplikowana, ale najwięcej jest za mężatkę
wielodzietną mającą za męża wojskowego lub policjanta, dalej inni
mundurowi, no i na koniec garniturowcy.
Unikają żon bogatych biznesmenów bo ci nie patyczkują się tylko
zlecają załatwienie sprawy szybko!
Jestem byłą ofiarą i jestem obserwatorem kolejnych łowów.
Moje życie rodzinne wisiało na włosku.
Myślę, że za jakiś czas osiągnę spokój i uzyskam swoje rozgrzeszenie.
Zrobię wszystko dla dzieci i męża żeby nasza rodzina była
najszczęśliwsza.
Nie rezygnuję Internetu i uczestniczeniu w jego życiu, wiem już kogo
się wystrzegać.
Podane szczegóły stamtąd znam od dziewczyny która wyłamała się z
tego bractwa i mnie odszukała - teraz jesteśmy prawie w przyjaźni.
Podobno w Internecie są strony zamknięte gdzie wstawiają zdjęcia,
filmiki, sprawozdania i punktację z łowów na mężatki z innych
regionów Polski i zagranicy, ale tego nie mogę potwierdzić.
Ufff - pierwszy raz to wyartykułowałam i jest mi lżej