wrzosowapolana
29.03.11, 09:06
Panuje takie przekonanie, że jak życie nas cieszy, jesteśmy pogodni i radośni, to znaczy, że z nami wszystko w porządku. Jeśli natomiast pojawia się smutek, cierpienie i zniechęcenie, to trzeba z tym coś zrobić, najlepiej natychmiast, bo to nienormalne. Zupełnie nie rozumiem takiego podejścia. Na życiowe posiłki składa się nie tylko kawior i ostrygi. Bywa, że trafia nam się serek topiony lub pasztetowa, a czasem, i to wcale nie tak rzadko, coś, co nam zaszkodzi i struje. Nienormalne byłoby, gdybyśmy wtedy, kiedy nas mdli i goni

, tryskali euforią i pozytywnym myśleniem. Jest czas na radość i czas na smutek. To wszystko bardzo ludzkie uczucia. Czy można być w pełni człowiekiem, kiedy przeżywa się tylko
zdrowe uczucia, bo tak nakazuje dobry ton i moda? I czy to faktycznie zdrowe, jeśli w niesprzyjających, trudnych okolicznościach nakłania się nas do poprawy nastroju? A może to normalne właśnie, że kiedy np. ktoś nas zranił, oszukał, kiedy odszedł ktoś bliski lub kiedy nie opuszcza nas obawa z czego opłacimy czynsz, martwimy się, smucimy i cierpimy?
Bardzo bym chciała, żeby moje życie przypominało pełną kwiatów łąkę, skąpaną w słońcu, ale tak nie jest. Potykam się o kretowiska, kaleczę przedzierając się przez chaszcze i nie mam zamiaru liżąc rany, suszyć zębów