Śmiać się czy płakać

27.01.12, 18:08
26 stycznia 2012
Ach ta polska głupota!
Wysłaliśmy, jako jedni z pierwszych, wręcz na wyścigi, żołnierzy do Iraku, a potem do Afganistanu! Nie mając żadnych z tego korzyści. Dziś chcemy, znów jako jedni z pierwszych, podpisać ACTA! Widać Tusk ma takie same kompleksy jak Kaczyński! Za wspólne zdjęcie z Obamą gotów Polskę sprzedać! A Polak niemądry przed i po szkodzie!
Janusz Palikot (08:00)
    • amityr Re: Śmiać się czy płakać 27.01.12, 18:17
      25-ć przykazań.www.voila.pl/339/hdo35/
      • sagittarius954 Re: Śmiać się czy płakać 27.01.12, 19:54
        No tak , wiele tych "tez"było wymyslonych jeszcze w latach 80-tych na uzytek pocieszenia mas pracujących , możesz amityrku posmiać sie z nich bo tyle w nich prawdy ile , dziś , śmiechu w nas .
    • amityr Re: Śmiać się czy płakać 27.01.12, 18:31

      Poniższy tekst w niespotykany i zaskakujący sposób wyjaśnia definicje
      "Wiary" - świetne!!!! Warto przeczytać do końca

      Proszę koniecznie przeczytać do końca
      - Pozwólcie, że wyjaśnię wam problem, jaki nauka ma z religią.
      Niewierzący profesor filozofii stojąc w audytorium wypełnionym
      studentami zadaje pytanie jednemu z nich:
      - Jesteś chrześcijaninem synu, prawda?
      - Tak, panie profesorze.
      - Czyli wierzysz w Boga.
      - Oczywiście.
      - Czy Bóg jest dobry?
      - Naturalnie, ze jest dobry.
      - A czy Bóg jest wszechmogący? Czy Bóg może wszystko?
      - Tak.
      - A Ty - jesteś dobry czy zły?
      - Według Biblii jestem zły.
      Na twarzy profesora pojawił się uśmiech wyższości - Ach tak, Biblia!
      - A po chwili zastanowienia dodaje:
      - Mam dla Ciebie pewien przykład. Powiedzmy ze znasz chora i
      cierpiącą osobę, którą możesz uzdrowić. Masz takie zdolności.
      Pomógłbyś tej osobie? Albo czy spróbowałbyś przynajmniej?
      - Oczywiście, panie profesorze.
      - Wiec jesteś dobry...!
      - Myślę, że nie można tego tak ująć.
      - Ale dlaczego nie? Przecież pomógłbyś chorej, będącej w potrzebie
      osobie, jeśli byś tylko miał taka możliwość. Większość z nas by
      tak zrobiła. Ale Bóg nie.
      Wobec milczenia studenta profesor mówi dalej - Nie pomaga, prawda? Mój brat był chrześcijaninem i zmarł na raka, pomimo że modlił się do
      Jezusa o uzdrowienie. Zatem czy Jezus jest dobry? Czy możesz mi
      odpowiedzieć na to pytanie?
      Student nadal milczy, wiec profesor dodaje - Nie potrafisz udzielić
      odpowiedzi, prawda? – aby, dać studentowi chwilę zastanowienia, profesor sięga po szklankę ze swojego biurka i popija łyk wody.
      - Zacznijmy od początku chłopcze. Czy Bóg jest dobry?
      - No tak... jest dobry.
      - A czy szatan jest dobry?
      Bez chwili wahania student odpowiada - Nie.
      - A od kogo pochodzi szatan?
      Student aż drgnął:
      - Od Boga.
      - No właśnie. Zatem to Bóg stworzył szatana. A teraz powiedz mi
      jeszcze synu - czy na świecie istnieje zło?
      - Istnieje panie profesorze ...
      - Czyli zło obecne jest we Wszechświecie. A to przecież Bóg stworzył
      Wszechświat, prawda?
      - Prawda.
      - Więc kto stworzył zło? Skoro Bóg stworzył wszystko, zatem Bóg
      stworzył również i zło. A skoro zło istnieje, wiec zgodnie z
      regułami logiki także i Bóg jest zły.
      Student ponownie nie potrafi znaleźć odpowiedzi..
      - A czy istnieją choroby, niemoralność, nienawiść, ohyda? Te
      wszystkie okropieństwa, które pojawiają się w otaczającym nas
      świece?
      Student drżącym głosem odpowiada - Występują.
      - A kto je stworzył?
      W sali zaległa cisza, wiec profesor ponawia pytanie - Kto je stworzył?
      - wobec braku odpowiedzi profesor wstrzymuje krok i zaczyna się
      rozglądać po audytorium. Wszyscy studenci zamarli.
      - Powiedz mi - wykładowca zwraca się do kolejnej osoby - Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa synu?
      Zdecydowany ton odpowiedzi przykuwa uwagę profesora:
      - Tak panie profesorze, wierze.
      Starszy człowiek zwraca się do studenta:
      - W świetle nauki posiadasz pięć zmysłów, które używasz do oceny
      otaczającego cię świata. Czy kiedykolwiek widziałeś Jezusa?
      - Nie panie profesorze. Nigdy Go nie widziałem.
      - Powiedz nam, zatem, czy kiedykolwiek słyszałeś swojego Jezusa?
      - Nie panie profesorze.
      - A czy kiedykolwiek dotykałeś swojego Jezusa, smakowałeś Go, czy
      może wąchałeś? Czy kiedykolwiek miałeś jakiś fizyczny kontakt z
      Jezusem Chrystusem, czy tez Bogiem w jakiejkolwiek postaci?
      - Nie panie profesorze Niestety nie miałem takiego kontaktu.
      - I nadal w Niego wierzysz?
      - Tak.
      - Przecież zgodnie z wszelkimi zasadami przeprowadzania doświadczenia, nauka twierdzi ze Twój Bóg nie istnieje... Co Ty na to synu?
      - Nic - pada w odpowiedzi - mam tylko swoją wiarę.
      - Tak, wiarę... - powtarza profesor - i właśnie w tym miejscu nauka
      napotyka problem z Bogiem. Nie ma dowodów, jest tylko wiara.
      Student milczy przez chwile, po czym sam zadaje pytanie:
      - Panie profesorze - czy istnieje cos takiego jak ciepło?
      - Tak.
      - A czy istnieje takie zjawisko jak zimno?
      - Tak, synu, zimno również istnieje.
      - Nie, panie profesorze, zimno nie istnieje.
      Wyraźnie zainteresowany profesor odwrócił się w kierunku studenta.
      Wszyscy w sali zamarli. Student zaczyna wyjaśniać:
      - Może pan mieć dużo ciepła, więcej ciepła, super-ciepło, mega
      ciepło, ciepło nieskończone, rozgrzanie do białości, mało ciepła lub
      też brak ciepła, ale nie mamy niczego takiego, co moglibyśmy nazwać
      zimnem. Może pan schłodzić substancje do temperatury minus 273,15 stopni Celsjusza (zera absolutnego), co właśnie oznacza brak ciepła - nie
      potrafimy osiągnąć niższej temperatury. Nie ma takiego zjawiska jak
      zimno, w przeciwnym razie potrafilibyśmy schładzać substancje do
      temperatur poniżej 273,15stC. Każda substancja lub rzecz poddają się
      badaniu, kiedy posiadają energie lub są jej źródłem. Zero absolutne
      jest całkowitym brakiem ciepła. Jak pan widzi profesorze, zimno jest
      jedynie słowem, które służy nam do opisu braku ciepła. Nie potrafimy
      mierzyć zimna. Ciepło mierzymy w jednostkach energii, ponieważ ciepło
      jest energią. Zimno nie jest przeciwieństwem ciepła, zimno jest jego
      brakiem.
      W sali wykładowej zaległa głęboka cisza. W odległym kącie ktoś
      upuścił pióro, wydając tym odgłos przypominający uderzenie młota.
      - A co z ciemnością panie profesorze? Czy istnieje takie zjawisko jak
      ciemność?
      - Tak - profesor odpowiada bez wahania - czymże jest noc, jeśli nie
      ciemnością?
      - Jest pan znowu w błędzie. Ciemność nie jest czymś, ciemność jest
      brakiem czegoś. Może pan mieć niewiele światła, normalne światło,
      jasne światło, migające światło, ale jeśli tego światła brak, nie
      ma wtedy nic i właśnie to nazywamy ciemnością, czyż nie? Właśnie
      takie znaczenie ma słowo ciemność. W rzeczywistości ciemność nie
      istnieje. Jeśli istniałaby, potrafiłby pan uczynić ją jeszcze
      ciemniejszą, czyż nie?
      Profesor uśmiecha się nieznacznie patrząc na studenta. Zapowiada się
      dobry semestr.
      - Co mi chcesz przez to powiedzieć młody człowieku?
      - Zmierzam do tego panie profesorze, że założenia pańskiego
      rozumowania są fałszywe już od samego początku, zatem wyciągnięty
      wniosek jest również fałszywy.
      Tym razem na twarzy profesora pojawia się zdumienie:
      - Fałszywe? W jaki sposób zamierzasz mi to wytłumaczyć?
      - Założenia pańskich rozważań opierają się na dualizmie - wyjaśnia
      student - twierdzi pan, że jest życie i jest śmierć, ze jest dobry
      Bóg i zły Bóg. Rozważa pan Boga jako kogoś skończonego, kogo możemy
      poddać pomiarom. Panie profesorze, nauka nie jest w stanie wyjaśnić
      nawet takiego zjawiska jak myśl. Używa pojęć z zakresu elektryczności
      i magnetyzmu, nie poznawszy przecież w pełni istoty żadnego z tych
      zjawisk. Twierdzenie, że śmierć jest przeciwieństwem życia świadczy o
      ignorowaniu faktu, ze śmierć nie istnieje jako mierzalne zjawisko.
      Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, tylko jego brakiem. A teraz
      panie profesorze proszę mi odpowiedzieć - czy naucza pan studentów,
      którzy pochodzą od małp?
      - Jeśli masz na myśli proces ewolucji, młody człowieku, to tak
      właśnie jest.
      - A czy kiedykolwiek obserwował pan ten proces na własne oczy?
      Profesor potrząsa głową wciąż się uśmiechając, zdawszy sobie
      sprawę, w jakim kierunku zmierza argumentacja studenta. Bardzo dobry
      semestr, naprawdę.
      - Skoro żaden z nas nigdy nie był świadkiem procesów ewolucyjnych i
      nie jest w stanie ich prześledzić wykonując jakiekolwiek doświadczenie,
      to przecież w tej sytuacji, zgodnie ze swoja poprzednia argumentacja,
      nie wykłada nam już pan naukowych opinii, prawda? Czy nie jest pan w
      takim razie bardziej kaznodzieją niż naukowcem?
      W sali zaszemrało. Student czeka, aż opadnie napięcie.
      - Żeby panu uzmysłowić sposób, w jaki manipulował pan moim
      poprzednikiem, pozwolę sobie podać panu jeszcze jeden przykład – student rozgląda się po sali - Czy ktokolwiek z was widział kiedyś mózg pana profesora?
      Audytorium wybucha śmiechem.
      dokończenie w następnym poście
      • amityr Re: Śmiać się czy płakać 27.01.12, 18:32
        Dokończenie:
        - Czy ktokolwiek z was kiedykolwiek słyszał, dotykał, smakował czy
        wąchał mózg pana profesora? Wygląda na to, ze nikt. A zatem zgodnie z
        naukową metodą badawczą, jaką przytoczył pan wcześniej, można
        powiedzieć, z całym szacunkiem dla pana, ze pan nie ma mózgu, panie
        profesorze. Skoro nauka mówi, ze pan nie ma mózgu, jak możemy ufać
        pańskim wykładom, profesorze?
        W sala zapada martwa cisza. Profesor patrzy na studenta oczyma szerokimi z niedowierzania. Po chwili milczenia, która wszystkim
        zdaje się trwać wieczność profesor wydusza z siebie:
        - Wygląda na to, że musicie je brać na wiarę.
        - A zatem przyznaje pan, ze wiara istnieje, a co więcej - stanowi
        niezbędny element naszej codzienności. A teraz panie profesorze, proszę mi powiedzieć, czy istnieje coś takiego jak zło?
        Niezbyt pewny odpowiedzi profesor mówi – Oczywiście, że istnieje.
        Dostrzegamy je przecież każdego dnia. Choćby w codziennym występowaniu człowieka przeciw człowiekowi. W całym ogromie przestępstw i przemocy obecnym na świecie. Przecież te zjawiska to nic innego jak właśnie zło.
        Na to student odpowiada:
        - Zło nie istnieje panie profesorze, albo tez raczej nie występuje jako
        zjawisko samo w sobie. Zło jest po prostu brakiem Boga. Jest jak
        ciemność i zimno, występuje jako słowo stworzone przez człowieka dla
        określenia braku Boga. Bóg nie stworzył zła. Zło pojawia się w
        momencie, kiedy człowiek nie ma Boga w sercu. Zło jest jak zimno, które
        jest skutkiem braku ciepła i jak ciemność, która jest wynikiem braku
        światła.
        Profesor osunął się bezwładnie na krzesło.

        Jeśli udało Ci się dotrwać do końca tego tekstu i wywołał on na
        Twojej twarzy uśmiech podczas czytania końcówki, daj go do przeczytania również swoim Przyjaciołom i Rodzinie.
        PS.
        Tym drugim studentem był Albert Einstein. Einstein napisał książkę
        zatytułowaną "Bóg a nauka" w roku 1921.


        NIE LICZCIE DNI...
        SPRAWCIE ŻEBY TO DNI SIĘ LICZYŁY...
        • sagittarius954 Re: Śmiać się czy płakać 27.01.12, 20:02
          Miłe opowiadanko w dodatku w momencie kiedy podobno wiele tez naukowych bliskich jest upadku . I tylko jedna dalej trwa , wiara w Boga . Czego przebrzydłym, zatęchłym w swym uporze emerytom z wiarą, serdecznie gratukuję , wierzący sagibig_grin
          • natla Re: Śmiać się czy płakać 27.01.12, 23:15
            Fajne, ale podyskutowałabym ze studentem. Ewolucję można zbadać na innych organizmach, a i mózg pana profeseroa też, bo wiemy, gdzie się znajduje, wiemy na pewno.
            Światło można zwiększać do pewnych granic i prawdopodobnie ciemnność również, tylko nasze zmysły nie są zdolne do uchwycenia tego. Podobnie z ciszą i hałasem.
            Jeżeli Bóg istnieje, to po prostu nasze zmysły nie są w stanie go odebrać. Podobnie jak większą ciemność, większe światło, czy dźwięki. Jesteśmy ograniczeni zmysłami. Może jedynie matematyka przekracza zdolności zmysłów ( a może próbowano matematycznie udowodnić istnienie Boga? ).
            Pozostaje więc wiara.
            • filip505 Re: Śmiać się czy płakać 28.01.12, 04:58
              ...fajna opowiazdka,nic nie wyjasniajaca,teze,trzeba czyms uzasadnic,
              wiary niczym oprucz checi,a ze profesor ma mozg mozna udowodnic,
              na ostatnim wykladzie,nieskonczonosc to tylko brak naukowych
              mozliwosci potwierdzenia skali,ale niewiadomych jest nawet wiecej,
              np: na ilu planetach w naszej okolicy istnieje rozumne(w naszym
              pojmowaniu swiata) zycie,nasza okolica to droga mleczna,ktora jest
              niezauwazalna wielkoscia wszechswiata,i skoro jest ""nieskonczenie" duzo
              planet czemu bog i szatan nie podzielili sie nimi zamiast konkurowac,
              pytan bez odpowiedzi jest duuuzo,
              • amityr Re: Śmiać się czy płakać 28.01.12, 15:29
                U nas w Polsce trwa też walka pomiędzy Szatanem i Bogiem. Tylko who is who.
                • natla Re: Śmiać się czy płakać 28.01.12, 19:37
                  Ja tam nie widzę ani Boga ani Szatana. Widzę tylko głupich, mądrych, złych, dobrych, cwanych, pokrętnych, porządnych, opreratywnych, ciamajdowatych, zawistnych itp ludzi. Takich nas ktoś stworzył, a kto? Bóg czy przyroda? Pytanie ciągle otwarte.
                  • amityr Re: Śmiać się czy płakać 28.01.12, 20:10
                    Oj natli wymieniłaś dużo cech dobrych i złych . A więc przypisanych i Bogu i Szatanowi. Swoją drogą Pan Bóg swego czasu musiał mieć w niebie niezły bałagan a nawet i rewolucję .Wywalił po tym wszystkich aniołów i powstały z nich diabły. Kurcze nie mogę zrozumieć ,że Bóg wie wszystko, a o buncie nie wiedział. Chyba ,ze sam go sprowokował?
                    • misia007 Re: Śmiać się czy płakać 29.01.12, 11:22
                      Moim zdaniem stworzył co miał stworzyć i ,,,,róbta z tym co chceta.
                      • amityr Re: Śmiać się czy płakać 29.01.12, 12:21
                        misia007 napisała:

                        > Moim zdaniem stworzył co miał stworzyć i ,,,,róbta z tym co chceta.

                        Tak Misiu ale to jeśli chodzi o nas , a u siebie tam w wielkiej jasności? To Grasia robota.
                        • polnaro Re: Śmiać się czy płakać 29.01.12, 12:29
                          Amityr, nie sadzisz, że dzięki takiemu 'przymykaniu oka' i nam się co nieco 'upiekło'? To 'nam' piszę przez czystą kurtuazję big_grin.
                          • amityr Re: Śmiać się czy płakać 29.01.12, 15:26
                            No coś ty. To nie nam ,to misi.Oddaj misia misie.
                            • misia007 Re: Śmiać się czy płakać 29.01.12, 16:20
                              Ma jednego i nie dam.
                              • amityr Re: Śmiać się czy płakać 29.01.12, 19:30
                                Dzień dobry sąsiedzie
                                - Dzień dobry sąsiedzie. Czy mogę przejść przez pańską łąkę? Chciałbym zdążyć na pociąg o 6:40.

                                - Ależ oczywiście. Niech pan idzie, a jak pan spotka mojego byka, to zdąży pan nawet na ten o 6:15.

                                Papierosy
                                W londyńskim City stoi na chodniku bogaty przemysłowiec, cylinder na głowie, w zębach cygaro. Podchodzi do niego młody człowiek i mówi:

                                - Jestem z Młodzieżowej Ligi Antynikotynowej. Czy pan wie, że jeśli pan wypala dziennie nawet tylko 3 cygara po 1 funt sztuka, to dziennie marnuje pan 3 funty. Gdyby zamiast marnować te 3 funty konsekwentnie wpłacał je pan chociaż do banku lub inaczej zainwestował, to po dziesięciu latach mógłby pan sobie kupić o taki wieżowiec, jak ten przed którym stoimy. Biznesmen dmuchnął dymem, uśmiechnął się i spytał:

                                - A czy pan pali, młody człowieku?

                                - Nie, oczywiście, że nie!

                                - A czy ma pan taki wieżowiec?

                                - Nie...

                                - A widzi pan, bo to jest właśnie mój wieżowiec.

                                Debiut kulinarny
                                Młodzi małżonkowie zasiadają do pierwszego obiadu, który jest debiutem kulinarnym żony.

                                - A czym kochanie nadziewałaś tego pieczonego kurczaka?

                                - Jak to nadziewałam? Przecież nie był w środku pusty...

                                Jak mąż i żona
                                Kobieta i mężczyzna, którzy wcześniej się nie znali, dostali miejsca w tym samym przedziale pociągu sypialnego. Początkowo byli tym nieco zakłopotani, ale w końcu udało im się zasnąć – kobieta na górnym, mężczyzna na dolnym łóżku. W środku nocy kobieta wychyla się ze swojego posłania i budzi mężczyznę:

                                - Przepraszam, że przeszkadzam, ale jest mi strasznie zimno. Czy mógłby mi pan podać ten zapasowy koc?

                                Mężczyzna z błyskiem w oku odpowiada:

                                - Mam lepszy pomysł, udawajmy, że jesteśmy mężem i żoną.

                                - Dlaczego nie? - odparła wyraźnie zaintrygowana kobieta.

                                - Świetnie - ucieszył się mężczyzna. - No to weź sobie sama.

                                Symbol miłości
                                Na egzaminie końcowym z anatomii w akademii medycznej profesor zadaje studentce wydziału lekarskiego pytanie:

                                - Jaki narząd, proszę pani, jest u człowieka symbolem miłości?

                                - U mężczyzny czy u kobiety? - usiłuje zyskać na czasie studentka.

                                - Mój Boże! - wzdycha profesor i w zadumie kiwa głową. - Za moich czasów było to po prostu serce...
                                • filip505 Re: Śmiać się czy płakać 30.01.12, 18:14
                                  ...jak sie te czasy zmieniaja,to juz i
                                  "do serca przytul psa""nieaktualne,
                                  ale nasz kot na kolanach lubi,oj lubi,
                                  jak misi tez to jej wspolczuje,moze
                                  jakies listy zrobila,
                                  • misia007 Re: Śmiać się czy płakać 30.01.12, 19:46
                                    Spokojnie nie wszystkie na kolanach lubią .Dajemy radę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja