wrzosowapolana
12.02.12, 15:35
No i już nie jestem czynną babcią. Może na razie.
4 stycznia połamał się mój ojciec. Po dwóch tygodniach "wrócił" do domu. 4 lutego połamał się mój syn. "Wrócił" już do domu. Jakbyście nie pamiętali to był okres największych mrozów, a ja AUTOBUSEM zapierniczałam do szpitala, potem do domu rodziców, potem znów do szpitala. Autobusy OCZYWIŚCIE nieogrzewane. Miałam na sobie zazwyczaj pół szafy, ale siedząc w temperaturze -20 st. niewiele to dawało, nawet stawy odmawiały posłuszeństwa. Ale wytrwałam. Miesiąc.
Wczoraj przywiozłam syna do domu, podałam mu obiad, opatrzyłam, zrobiłam zastrzyk (a jakże, szpital walczy z długami, więc jeśli tylko nie leje się posoka pacjent idzie do wypisu), pobiegłam do apteki, położyłam się, żeby odpocząć i obudziłam z temperaturą, kaszlem i katarzyskiem. Jaki ten skubaniec organizm mądry - wytrzyma, ile trzeba, a potem, kiedy chciałam się zająć w końcu swoimi sprawami...wrrrr...
Tak więc od dziecka kolejami losu jestem izolowana. A szkoda, bo Młoda już siedzi i jest rozkoszna!