Podzielcie się pamięcią

13.02.12, 17:03
Mam prośbę do tych z Was, którzy dzieciństwo spędzili w małych miasteczkach lub na wsiach. Brakuje mi materiału nt, z własnej pamięci niczego takiego nie wykopię, bo skazano mnie na dorastanie w śródmieściu sporego miasta. Wiem jednak, że inaczej było "za rogatkami", więc jeśli coś możecie ze swoich wspomnień wygrzebać, będę wdzięczna.
Przedmioty, zwyczaje, co się jadło, co piło, jak się mieszkało - szukam czegokolwiek, czego duże miasto nie miało.
Oczywiście o tę pamięć z okresu wczesnego Gomułki mi chodzismile wiem, wiem, to przed Waszym urodzeniem, ale jeśli miało się starsze rodzeństwo lub słuchało się opowieści w zimowe wieczory...
    • ewa9717 Re: Podzielcie się pamięcią 13.02.12, 18:08
      Poszukaj tu:
      forum.gazeta.pl/forum/f,16256,Herbata_z_musztardowki.html
      • banitka51 Re: Podzielcie się pamięcią 13.02.12, 22:34
        mogę teoretycznie wszystko znaleźć, chodzi mi o bezpośrednie relacje i możliwość ew. dopytania się o szczegóły.
        np nie wiem, czy na wsiach były płoty, płotki (jak na fot sagiego) czy też poza ogrodzeniem sadu, podwórza nie były od siebie odgrodzone. Znam z wycieczek górskich z tego okresu opuszczone wsie w Kotlinie Kłodzkiej, ale to wsie martwe. Fotografie "skądś" z centralnej PL pokazujące otwarte podejście do domu - nie wiem, czy było to normą, czy wyjątkiem (brak ogrodzenia, furtki). Tak jak "sawojki" czy łazienki - jeśli ich nie było, to była balia, miska czy strumyk? Studnia na każdym podwórku? W małych miasteczkach - laźnia?
        Były kontyngenty, jak sobie radzono z tym, żeby jednak świnię dla siebie w kiełbasę przetworzyć?
        Ignorantka w pełnej krasie ze mnie.
        Poduczcie głupkasmile
        • wrzosowapolana Re: Podzielcie się pamięcią 14.02.12, 06:58
          Sławojki są do dziś...
        • polnaro Re: Podzielcie się pamięcią 14.02.12, 15:29
          Wioska w centralnej Polsce: zabudowania ogrodzone płotem drewnianym, połowa płotu należała do jednego gospodarza, druga połowa do drugiego /to boczne ogrodzenie/, duże podwórza, brama wjazdowa i furtka /to przód/. Bardzo często budynek mieszkalny od obory dzieliły tylko komórki na paszę, pomieszczenie na węgiel i sień z wejściem na strych. Bardzo to praktyczne w zimie, bo połączenie ułatwiało przechodzenie. Stodoła na zboże odsunięta była w głąb podwórza i zamykała go od tyłu.. Przed każdym domem był ogródek kwiatowy, warzywniak za stodołą.
          Domy w latach 60. stały już głównie murowane - dość ciekawe jest, że wykorzystano kamień wapienny oprócz cegieł - studnia była na każdym podwórzu, prawie wszyscy mieli tam sławojki, pamiętam dwa gospodarstwa z ubikacją w domu i wanną. Bywałam w wielu domach - wszędzie gdzie były dzieciaki m/w w moim wieku - wiem więc, że życie toczyło się wszędzie w kuchni: dużej, ze stołem drewnianym, ciepłej, z szorowaną co sobota podłogą z desek. Z tej kuchni dopiero przechodziło się do pokoju pierwszego, drugiego ...... Bogaci ogrzewali pokoje wysokimi piecami kaflowymi, biedniejsi np. trociniakiem albo wcale.
          Przed domem /zaraz za drogą/ z reguły był kawałek trawnika, a za nim sad, truskawki, połacie zbóż /głównie żyto/, ziemniaków, buraków.
          Pola rozdzielały miedze /nazywane 'granicami'/ - i niestety była to najczęstsza przyczyna kłótni między sąsiadami, bo co rusz jeden drugiemu trochę 'przyorał'.
          Kłócono się też o podbieranie sobie warzyw i owoców, bo nie wszystkie gospodynie były tak pracowite i zapobiegliwe żeby mieć własne, zawsze jakieś dwie rodziny szukały 'szczęścia' w cudzym warzywniaku, czy sadzie - plotkowanie przyjemniejsze jest niż sianie i pielenie.
          Pamiętam nawet jedno 'darcie pierza', do babci co wieczór schodziły się kobiety skubać gęsie pióra, pierzynkę z nich wyrzuciłam nie tak dawno, a i tak z żalem, bo kojarzyła mi się z tym co wysłuchałam przy jej powstawaniu. Na środku kuchni wokół dużego stołu zasiadały, brały pióra do garści i 'darły' wyrzucając twardy środek /nie pamiętam jak toto nazywano, chyba 'kotuchy'/. Była to prawdziwa skarbnica wiedzy - od receptur kulinarnych, przez tajemnice sercowe, przepowiednie królowej Saby i osobiste straszne 'widziadła' do wymiany ściegów na druty, szydełko, i tp. Nie pamiętam gdzie wtedy podziewali się mężczyźni, bo nie było ich na pewno. Najlepsze było zakończenie, bo tylko wtedy gospodyni miała obowiązek wszystkich ugościć i smakołykami częstować, był też akordeonista i kobitki w tany poszły co młodsze.
          Wioska nie była 'zabita dechami', bo miasto blisko i wkrótce większość jej mieszkańców pracę tam znalazła, gospodarstwa zaczęły podupadać, młodych najpierw do szkół zawodowych i średnich wywiało, a potem jeden po drugim w tym mieście zostawał. Ech, teraz nie ma już nawet połowy tamtych domów, wyburzone zostały i szklarnie głównie błyszczą w słońcu, jest trochę sadów. Żadne dziecko nie pasie tam już ani krowy, ani gęsi. Jedyny sklepik też zniknął, bo markety zaledwie o dwa km.
          Powinnam jeszcze napisać o pani, która leczyła. Była córką słynnego na całą okolicę znachora, który wtedy już nie żył, ale wszyscy o nim mówili jeszcze, ona sama nowoczesna była już znacznie bardziej i jakby 'czasu na zioła nie mająca', więc i leczyła bardziej nowocześnie: bańkami lub zastrzykami z penicyliny.
          Kto tam słyszał o jakimś uczuleniu big_grin.
          Był ośrodek zdrowia tylko trochę daleko i raczej na nagłe wypadki konieczny.
          • banitka51 POLNARO 14.02.12, 16:25
            Dziękuję Ci wielce za długi i wyczerpujący wpis, zdradź jeszcze, czy to była Wielkopolska czy Małopolska. Bo z pewnością nie wschód i na łódzkie też nie wygląda.
            Moja gazetowa poczta działa cały czas!
    • polnaro Re: Podzielcie się pamięcią 13.02.12, 18:23
      Byłam dzieckiem wychowywanym przez ojca /spore miasto/ i dziadków /wioska nie duża, 10 km od miasta/.
      Rozumiem, że tylko to Cię interesuje co na tej wiosce było.
      Sporo pamiętam.
      • sagittarius954 Re: Podzielcie się pamięcią 13.02.12, 19:27
        http://tinypic.pl/i/00161/a784i89c19hl_t.jpg
        co się jadło sagi jadł rosół z kury, która wczoraj czyli sobotę jeszcze chodziła po tym podwórku a dziś czyli w niedzielę mordowałem rosół dławiąc się i mając cofki , i tak nieraz trzy godziny , boszszszeeee....
        • wrzosowapolana Re: Podzielcie się pamięcią 13.02.12, 20:39
          Nie lubisz rosołu?
          • sagittarius954 Re: Podzielcie się pamięcią 14.02.12, 03:33
            Wtedy nienawidziłem nie tylko nielubiłem .
      • banitka51 Re: Podzielcie się pamięcią 13.02.12, 22:21
        a podzielisz się z tym co pamiętasz?
        • sagittarius954 Re: Podzielcie się pamięcią 14.02.12, 03:41
          Uhm . Ale zamiast mam opisywać ci co pamietam pytaj o konkretne sytuacje .

          http://tinypic.pl/i/00162/6c9b2hdu1iwg_t.jpg
          • sagittarius954 Re: był kiedys taki watek , pamiętam był rok ... 14.02.12, 03:52
            Po przerwie wakacyjnej warto wrócić do tematu zaczętego na wiosnę . Dziś rok
            1958. Zapraszam do wpisywania swoich zapamiętanych chwil i przeżyć.


            Rok wydarzeń rodzinnych . Mój wujek , biorąc przykład z mojej mamy ,
            postanowił powiększyć rodzinę . Na horyzoncie spotkań rodzinnych pojawiła się
            dziewczynka , odmiana dla męskich małych oczu . Nie zajęła zbyt dużo mojego
            czasu , natomiast ciocia ( osoba która na moje życie miała wpływ ogromny ) ,
            która ją przypchała, któregoś dnia, w bardzoooo głębokim kremowym wózku.
            Ciekawość moja była wielka i byłem wielce rozczarowany, bo nic tam nie zobaczyłem
            . Coś jednak piszczało w wózku . Na rękach cioci pojawił się jakiś tłumoczek.
            Oczywiście odczułem zainteresowanie rodziny na sobie , to ja byłem osobą
            najmłodszą korzystającą z wszelkich kolan , nagle - pustka ,żadnych kolan i
            małe zainteresowanie o ile pojawiła się ta osoba , podobno to była moja
            siostra . Ale nie chciała się bawić .
            Moją uwagę zwracało także radio babci . I jego zaczarowane podświetlone
            zielonkawe światło wydobywające się z z okrągłego lufcika . I te gałki ,
            czerwona kreska pośrodku poruszała się , a ja nie mogłem dojśc dlaczego ona
            się porusza . Jak przez mgłę wspominam hejnał z wieży Marjackiej i piosenkę "
            Umówiłem się z nia na 9" . Koniec roku podarował mi jeszcze jedna zaczarowana
            chwilkę, do której już co roku tęskniłem przez wiele lat . Święta Bożego
            Narodzenia . Pierwsza choinka , świerk przystrojony w małe jabłuszka ,
            cukierki, kolorowe łańcuchy i watę , bombek nie pamiętam a musiały być przecież .

            • sagittarius954 Re: był kiedys taki watek , pamiętam był rok ... 14.02.12, 04:34
              Pamiętam, był rok 1962.

              Dlaczego wracam do tamtych lat ? Odpowiedź jest bardzo prosta , dla bardzo wielu osób dzieciństwo i młodość to najpiękniejszy okres . Poza tym, dziwiłem się starszym mówiącym o cofaniu się w strefy pamięci i robiących szczególne podsumowanie swojego życia . Ja nie zamierzam niczego jeszcze zamykać, poprzez snucie jakowychś teorii . A że czasy , zmiana systemu politycznego, skok naukowy i techniczny szczególnie odbił się na naszym życiu , był bardzo ciekawy , może i dlatego staram się zachować je - wspomnienia, właśnie opisując . Wreszcie , gdy przedrukuję sobie ten blog i zostawię dla innych członków, chociażby rodziny , te drobiny czasu ukryte w mojej pamięci, wydobędę na powierzchnię . Już nie będą ukryte i niedostępne . Chciałbym tylko dodać ,że wcześniejsze lata od roku 1954 do 1961 opisałem w wątkach na forum "pięćdziesięciolatki to my" , dalsze części ukażą się już tutaj .

              Rok wcześniej, pierwsza podróż człowieka w przestrzeni kosmicznej rozpaliła małe umysły . Początek następnego roku znów zaowocował następną podróżą ( tym razem USA wysłały swojego podróżnika ), oczywiście odnotowałem ,że dorośli coś kombinowali śmiejąc się z ruskich . Jednak w szkole dalej walczyłem ze szlaczkami , dłuższe przerwy spędzałem w stołówce szkolnej popijając gorące mleko . Odprowadzał mnie do szkoły starszy brat , chodzący o trzy klasy wyżej . Rodzice pracujący na zmiany nie zawsze mogli to robić . Oswajałem się z nowymi twarzami , wymaganiami stawianymi nam . Lekcje dziadka przydały się wybornie i nie miałem żadnych kłopotów z przyswajaniem wiedzy . Bardziej zawodziła u mnie koordynacja ruchowa . Ilość strąconych kubków z mlekiem czy herbatą , wylanych talerzy zupy i zbitych naczyń była ponad wymiarową dla tego wieku . Do dziś na ręku noszę szramę zdobytą właśnie z takiego nadzwyczaj zaradnego ruchu łapiącego talerz spadający ze stołu . Dlatego wszelkiego typu kanapki rodzice robili dla mnie na zapas . Kontakt z nożem mógł być dosyć nieciekawy . I tak sam od czasu nie wytrzymywałem kroiłem sam chleb i zacinałem się . W szkole bałem się , tak bałem się dentysty . Zwykle po delikwenta przychodziła pielęgniarka wyczytując nazwisko , na początku tylko wyczytywała ,ale odkąd za moją sprawą ,musiała kilkakrotnie po mnie przychodzić , odtąd zabierała takiego malucha ze sobą . Jednego razu lekarz borujący mój ząb spaprał sprawę i tak mi go rozwiercił ,że musiałem z rodzicami jechać do lekarza w przychodni . Byłem już tak zmęczony bólem , nawet nie doczekałem zabiegu , zasnąłem na ławce w poczekalni a obudziłem się już po wyrwaniu zęba .
              W szkole niezliczona liczba akademii z przeróżnych okazji. I prawie na każdej wiersz Broniewskiego . Pod koniec zimy , pani wychowawczyni poprosiła mnie o przyniesienie śniegu w szklance z przed szkoły . Po stopieniu okazało się, ile w tym białym puchu było zanieczyszczeń . Wreszcie nadszedł upragniony okres wakacji . Bardzo zadowolony pojechałem na wakacje do Babci . Tam jednak nie cieszyłem się za długo wolnością ogródkową i smakiem czerwcowych czereśni . Na początku lipca wyjechałem z bratem na pierwsze w życiu kolonie . Miałem swoja walizkę , nota bene mam ją jeszcze do dziś z bombkami na choinkę , a podróż najpierw pociągiem kolonijnym do Bożego Pola przez Gdańsk rozpoczęliśmy z dworca centralnego z drewnianymi peronami i przynajmniej o przecznicę wcześniej usytuowanego niż dziś . Z całych koloni zapamiętałem niezliczone "lotniki" za źle posłane łóżko i dobrze, że starszy brat był ze mna na tych koloniach . Codziennie z rana miał co robić . Mieszkaliśmy w szkole podstawowej troszkę na uboczu położonej za wioską . Wycieczkę do Trójmiasta z widokiem na port oglądany z góry , spacer po plaży i zbieranie bursztynków odkładanych do małej papierowej torebki , przywiezionej do domu i podarowanej mamie . Spacery po lesie i zbieraniem grzybów , wreszcie mogłem pokazać się całemu kolonijnemu towarzystwu , inaczej zapamiętali by mnie jako niedorajdę nieumiejącego pościelić łóżka oraz piromana , który rozpalił ognisko po instruktażu przeciwpożarowym . Powrót i powitanie przez mamę i tatę i opowiadanie przygód trwało do samego zaśnięcia . Znów mogłem oglądać otwarte okno w kamienicy na poddaszu z dolatującym do uszu wieczornym gwizdem parowozów i turkotem kół pociągu . Drugą klasę rozpocząłem z radością bycia z rówieśnikami . Pierwsza tragedia podwórkowa , rozjechany pies Sławki , grzebanie go pod płotem i modlitwa po łacinie z położeniem na jego grobie białych drobnych kwiatuszków . Jako ministrant, całość pogrzebu przeprowadziłem gładko razem z odmówieniem Pater noster . Bym zapomniał w tv pierwsza dobranocka kukiełkowa Jacek i Agatka . To było znakomite zakończenie dnia ,od momentu ukazania się zawsze byłem przy telewizorze . Ileż to piłeczek pingpongowych poszło na zmarnowanie i jedne rękawiczki skórzane mamy, zanim samodzielnie zrobiłem swojego Jacka .
              O śmierci Normy Jean Mortenson Baker dowiedziałem się z Expressu Wieczornego , ale kto to i dlaczego zajmował tak facetów miałem dowiedzieć się kilka lat później oglądając jej film w tv .
              Podczas jazdy z mamą do Parku Łazienkowskiego nadal oglądałem kikuty domów , mama tłumaczyła mi dlaczego tak wyglądały domy ,ale zupełnie to do mnie nie docierało , wolałem dalej bawić się w wojnę z braćmi , osobiście dzisiaj uważam, że przesadzali zdobywając na Niemcach niesamowite ilości czołgów i samolotów . Niestety jako najmniejszy i najmłodszy w rodzinie pozostawało mi być szeregowcem z całym pakietem żalu do losu .
              I to wszystko co dziś zdołałem wysupłać z zakamarków pamięci .
              • sagittarius954 Re: był kiedys taki watek , pamiętam był rok ... 14.02.12, 11:42
                Re: Chrabąszcz za kołnierzem
                Autor: sagittarius954 ☺ 30.01.12, 20:07 Dodaj do ulubionych
                OdpowiedzZa kołnierzem może nie ,ale w starych bańkach po mleku tak . Wybiegalismy pod koniec czerwca na łąki i pod wieczór dla kur łapalismy zakąski . I te chrabąszcze to nic , pożeranie kur owadów też ,ale te łąki , ich zapach, smak, który wpełzał z lepkim goracym powietrzem do ust , kładłem sie rozporostowywałem ramiona i otulałem sie trawami , drobne kwiatuszki różnych ziół i chwastów zaczynały zwijac swoje łepki , jeszcze ostatnie motyle drgały w ciepłym powietrzu a juz swój koncert rozp-oczynały koniki polne pocierając swoje długie tylne odnóża i podrygiwały skrzydełkami . Odległe choinki stały rowno prężac się do nieba, ich żółte końcówki galęzi kwitły zaznaczając na ciemnozielonym pasmie swoją odmienność . Słońce jeszcze nad widnokręgiem powoli zmieniało barwę , ptaki wykonywały ostatnie loty , dudki , sójki, wszędobylskie wróble z wrzaskiem biegały po niebie , jakby szukając noclegu . Z pełnymi bańkami wracaliśmy do domu a przed domem na ławce czekała już babcia z miednica pełna ciepłej wody . Jeszcze kolacja , jeszcze radio , jeszcze ostatnie opowieści i wreszcie noc dosięgała wszystkich i te pola , i chrabąszcze ocalałe i pataki tylko świerszcze grały swe melodie do północy . Sen powoli wpływał na oczy i zasypialiśmy . Przez okno błyszczały gwiazdy a gdy obudziló się po północy droga mleczna zaznaczona biaława poświatą pokazywała drogę , gdzieś gdzie nasze sny nawet nie sięgały . Ale to było dawno...i juz nie wiadomo, czy bardziej prawdziwie zyło się wtedy czy dziś ...ech chrabąszcze...
                Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
                Poleć tę wypowiedź znajomemu

                Od: (wpisz swój adres e-mail)

                Do: (adresy e-mail znajomych oddzielaj przecinkiem; maks. 10 adresów)

                Treść wiadomości: (maks. 700 znaków)

                anuluj
          • banitka51 Re: Podzielcie się pamięcią 14.02.12, 16:22
            a jak mogę o konkrety pytać, jak nie wiem, jak było w ogólności?
            Jeśli masz jakiś wspomnienia o przedmiotach, zwyczajach - skrobnij na pocztę gazetową.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja