Odejść od rodziny

28.05.12, 14:53
taka myśl mnie prześladuje ostatnio i kusi.
Czy człowiek aż do usr....j śmierci,
ciągle wykonywać te żmudną i bezsensowną robotę musi?
    • polnaro Re: Odejść od rodziny 28.05.12, 16:41
      Pogoda jakaś taka depresyjna dzisiaj.

      Zasady funkcjonowania w rodzinie można chyba zmienić. Można też szukać rozwiązania problemów /w rodzinie lub u specjalistów/, zanim o radykalnych cięciach zdecydujesz.
      Nie znam osoby, która czasem nie ma ochoty wszystkich i wszystkiego posłać do diabła smile.
    • sagittarius954 Re: Odejść od rodziny 28.05.12, 18:11
      No. Niewątpliwym sukcesem feministek jest wzmocnienie odwagi w podejmowaniu decyzji u kobiet. I by było.
      • izis52 Re: Odejść od rodziny 28.05.12, 18:43
        <Człowiek rozsądny dostosowuje się do otoczenia, nierozsądny próbuje naginać otoczenie do swoich potrzeb> G.B. Shaw. Próbować należy, ale często brak odwagi przekonać siebie do przekraczania własnych barier.
        • sagittarius954 Re: Odejść od rodziny 28.05.12, 18:53
          No właśnie, cały problem w dostosowaniu się
          • filip505 Re: Odejść od rodziny 28.05.12, 19:15
            ....nie wiem jak to jest u kobiet,ale facet zmieniajac
            kobiete niewiele zmienia,poza pierwszym okresem,
            ...sagi,wystarczy troche powstrzymac emocje,
            i.....powoli ale skutecznie(do konca chyba niemozliwe)
            u partnerki,
            • eurytka Re: Odejść od rodziny 28.05.12, 23:01
              Za mało podróżuję, kiedyś więcej mobilności było,
              ot...grusza, kamyk zielony,
              pociąg byle jaki, się przypomniał...

              Dziś to u nas naprawdę, nawet pociągi byle jakie aż strach jechać.
              Tak rzuciłam hasło, nigdy sama nie byłam na wczasach, zawsze z kimś i oby tak było zawsze.
              Nie umiałabym pewnie sama żyć, ani tym bardziej zaczynać od początku....
              Najgorsze jest to, że ja mam coraz mniej sił fizycznych,
              pewnie na weganizm przejdęsmile
              • natla Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 09:35
                Gorzej, kiedy rodzina od nas odejdzie.
                Życie skutecznie mnie skonfrontowało z tą sytuacją.
                • eurytka Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 11:24
                  Odeszli, że niby co?
                  Byłaś wredna?
                  Masz za to wolność i samodzielność, nie?
                  a nie ciągłe zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie opieką nad powiedzmy chorym(i), niesamodzielnym(i),
                  i jeszcze finansowo trzeba to dotować.
                  Przecież nie miałam tu na myśli umierania, gdyż to normalna kolej rzeczy.
                  Stanem nienormalnym i uciążliwym jest mieć ludzi chorych w domu
                  i czasem ze zmęczenia i zgorzknienia łezkę uronić po kryjomu.
                  Po co komu byle jakie życie?
                  • misia007 Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 11:50
                    A ja tęsknię za rodziną ....czasem.Kiedyś było nas dużo a teraz nasza dwójka i koty.Czasem Natalię podrzucą ,tak jak jutro o d rano do nocy.Fajnie jest ,wesoło ale wieczorem...cóż dobrze,ze mieszkamy sami.
                    • eurytka Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 12:03
                      Przez jedynie chwilę, na wcześniejszej emeryturze,
                      cieszyłam się niby wolnością i własnym pokojem,
                      którego mi zawsze brakowało.
                      A to internat 10 a potem 3 osoby na sali,
                      albo akademik,
                      cztery osoby,
                      nade mną, na piętrowym łóżku baba gruba i się wiercąca.
                      Potem to ciągłe się dorabianie,
                      m-2 i m-4 no i sypialnia małżonków...
                      Za wolnością i samodzielnością choćby w najmniejszym pokoiku
                      przez całe życie zawsze tęskniłam....
                      Teraz dzielić się muszę i przebywać to w jednym pokoju czy drugim,
                      to tu, to tam,
                      zawsze z chorą osobą...

                      Jak się ma już te 60 lat, to człowiek powinien mieć tylko dla siebie świat
                      choćby przez krótką chwilę i wreszcie wolność, po latach ciężkiej pracy, no nie?
                      Jestem dumna i szczęśliwa, że choć jedno moje dziecko, prawdziwie usamodzielniło się.
                      • eurytka Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 12:18
                        Bym chciała być taka "puderniczka",
                        tu fryzjer dziś potem n.p.kosmetyczka...
                        • eurytka Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 12:23
                          Potem, często wczasy solo w jakimś kurorcie..
                          niestety w bylejakości życia tkwię up(o) rciesmile
                          niczym Wam tu nie zaszpanuję,
                          więc póki co, za gościnę dziękuję.
                          Taka ze mnie sztuka, że bratnich dusz szukam,
                          politowania nie potrzebuję.
                          Ładnie się różnimy, tak? tak?tak?
                          po nowomodnemu przytakujęsmile
                          • polnaro Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 13:56
                            Nie przesadzaj zanadto, nie jesteś jedyną osobą borykającą się w domu z chorobą.
                            Najgorzej mają osoby mieszkające na wsiach, małych mieścinach, które najczęściej zostawione są same z problemem. W większych miastach można otrzymać wsparcie i konkretną pomoc. Jesteś osobą operatywną i na pewno wiesz co to MOPS, grupa wsparcia, ośrodek dziennego pobytu itp.
                            Najgorsze co możemy zrobić w tak trudnej sytuacji to rezygnować z pomocy, bo samotne borykanie się z problemem na pewno doprowadzi do depresji, każdego, nawet tych wymądrzających się, a prawie zawsze, problem znających jedynie z opowieści innych.
                            • misia007 Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 17:02
                              Moja przyjaciółka niedawno straciła męża.Ostatnie 12 lat spędził w łóżku ,po udarze.Ona praktycznie przykuta do tego łóżka na 12 lat.....Wszyscy myśleli,że po jego odejściu poczuje ulgę a poczuła ...pustkę i nie może się odnależć.
                              • polnaro Re: Uzaleźnienie 29.05.12, 17:55
                                Misiu, nie tu miejsce do tłumaczeń, ale sama dałaś przykład jak wygląda sytuacja kiedy nie ma się własnego życia.
                                Nie może być tak, że zupełnie zatraca się siebie, rezygnuje ze wszystkiego - to nie jest dobre nawet dla tej chorej osoby, bo wcześniej, czy później nerwy puszczają. Trzeba ułożyć i zorganizować opiekę tak, żeby osoba chora nie była ciężarem ponad siły. Tylko wtedy i ona jest szczęśliwsza.
                                • misia007 Re: Uzaleźnienie 29.05.12, 18:50
                                  Taa,tylko to proste nie jest.Mojej przyjaciółce owszem puszczały nerwy , miała gorsze i lepsze dni ale nie chciała pomocy.Ona z niczego nie rezygnowała , ona uważała,że to jest jej życie.Tak się złozyło i tyle.
                                • natla Re: Uzaleźnienie 30.05.12, 08:04
                                  Zgadzam się z Polnarką w 100%. Tłumaczenie i przykłady nie dają nic, jeżeli osoba opiekująca się nie przyjmie swojej sytuacji jako normalnej i podda się nastorjom, będzie się porównywać z życiem z okładek kolorowych gazet i będzie jedyną pokrzywdzoną. Mam taki przykład w rodzinie. Z częścia rodziny pomagamy jej ile się da.........wyjazdy, spotkania, wyrwanie z domowego więzienia na zakupy, organizowanie róznych przyjemności, godziny rozmów, nie tylko "prostujących", ale też na zasadzie "łóżka psychoterapeuty". I co?
                                  I właściwie nic. Ona nadal jest najbiedniejszą, biadoloącą osobą na świecie. Życie ją -naprawdę w ostsnich latach doświadcza (wcześniej było super) - choroba męża, tragiczna śmierć córki, problemy z innymi członkami jej najbliższej rodziny, źli ludzie, jej choroby naszego wieku. Jednak najgorsza jest jej umiejętność dołoowania siebie i podsycania złych emocji. Na to nie ma mocnych.
                                  Natomiast każdy z nas potrzebuje czasem sie wygadać, wyżalić nawet w lżejszych sytuacjach życiowych. Tak po prostu. Anonimowość na forum daje tę możliwość i to jest cudne.
                                  Niektórzy z Was może pamietają, że ja też miałam takie chwile żalenia się, marzeń, choć moja sytuacja była o niebo lepsza, niż inne tu opisywane. Ja sie nie czułam nigdy pokrzywdzona przez los. Przyjmowałam jego wyzwania za normalne, dostosowywałam się, bo chodziło o najbliższych. A jednak pobiadolenie na forum dawało mi wiele. Was mogłam obciążyć sprawami, o których nie mówiłam w realu, aby innych nie dołować i nie stawiać w głupiej sytuacji. Z rozmów z Wami miałam tylko korzyści - wygadałam sie będąc w dole, a Wy pomagaliście mi ten dól zasypywać. Nie raz skorzystałam z Waszych mądrych stwierdzeń, przykładów, ugruntowałam też swoje podejście do życia. Mijało kilka dni, a nawet czasem godzin i dół znikał, wracałam do życia pełna energii i optymizmu.

                                  Tak więc biadolcie sobie (byle nie w kazdym wątku big_grin) dla własnej higieny psychicznej, ale też czytajcie innych ze zrozumieniem i wyciągajcie z tego, co Wam jest potrzebne.

                                  Eurytko, nie byłam wredna wink, uchodziłam za "anioła", choć sama sobie wiele niedociągnięć zarzucałam. Pustka po śmierci najbliższych jest o wiele gorsza, niż opiekowanie sie nimi i tzw.
                                  "domowe więzienie". Ale doskonale Cię rozumiem. Staraj sie tylko dla własnego dobra i dobra chorego i nie popaść w stan chronicznej niedyspozycji psychicznej. Dlatego pisz tutaj, bo to bardzo pomaga.
                                  Amenttttttttt big_grin
                                  • eurytka Re: Uzależnienie 30.05.12, 09:12
                                    Można być w najgorszej sytuacji,( ocena wedle postronnych osób, powiedzmy,)
                                    jeść ziemniaczek zasalany i być szczęśliwym.
                                    Można z opieki nad chorymi, zrobić swoje powołanie życiowe i czerpać z tego radość,
                                    jak to robią siostry Urszulanki.
                                    Czasami jednak, nie wszystkim to daje skrzydła,
                                    wieloletnie pogorszenie jakości życia, musi jakoś odcisnąć swoje piętno,
                                    nie ma mocnych.Zapłaczesz nieraz człowieku,
                                    i to bardzo dobrze móc zapłakać,
                                    wyżalić się, wyciągnąć ten kłujący kolec.
                                    To nie jest tylko jojcenie i pesymistyczne patrzenie,
                                    to po prostu wydaje mi się najnormalniej ludzkie.
                                    Właściwe rozpoznanie sytuacji, wyciągnięcie wniosków,
                                    i zaradzenie w jakiś sposób pogarszającemu się nastrojowi,
                                    który w sumie prowadzi do depresji, a to już ciężka choroba,
                                    nic się nie chce...
                                    Nikt tego nie lubi, smutnych, przygnębiających spraw.
                                    Staram sie ze wszystkiego żartować.
                                    Dziękuje za wiele cennych słów i uwag i zrozumienie problemu.
                                    Nigdzie indziej bym tak sobie szczerze nie pogadała z właściwym odzewem i zrozumieniem.
                                    • eurytka Re: Uzależnienie 30.05.12, 09:35
                                      Spostrzeżeń jeszcze kilka:
                                      -Urszulanki robią to jakby zawodowo, szkoda się porównywać,
                                      dodatkowo dołować,
                                      poza tym pazerne na kasę i materialne posiadłości i włości,

                                      -czcze gadanie o wszystkim, jest dobre do czasu,
                                      a w ogóle słowa, słowa, nic nie znaczące słowa w tv czy książkach?
                                      nie wynikające z doświadczenia, ma się ich dość...
                                      • misia007 Re: Uzależnienie 30.05.12, 09:57
                                        Eurytko myślę,że ...doszłaś do ściany.Jakbyś mogła wyjechać, na czas jakiś,odpocząć , nabrać dystansu i...sił, jakbyś mogla.
                                        • eurytka Re: Uzależnienie 30.05.12, 10:21
                                          Oj tak, doszłam do ściany...nawet płaczu,
                                          cieszę się, że to Misiu rozumiesz.
                                          Wyjechać?
                                          Bardzo dużo mnie by to kosztowało i w sensie psychicznym
                                          i materialnym...nie za bardzo mnie stać.
                                          Nie potrafię, nie dam rady.
                                          Na szczęście mam swoje ucieczki, uciekam w moje hobbysmile
                            • eurytka Re: Odejść od rodziny 29.05.12, 17:16
                              Tak, tak Polnaro, zawsze są tacy, którzy maja gorzej,
                              niech napiszą, może im ulży.
                              Piszę tak po prostu co mi leży na sercu i wątrobie,
                              jak bym chciała żeby było a jak jest.
                              Ośrodek pobytu dziennego jest pod nosem
                              ale co z tego kiedy chory się nie godzi by tam chodzić.
                              Pochodził kiedyś dwa tygodnie i na tym koniec.
                              Robię sobie jeszcze w inną stronę porównania,
                              moja matka wcześnie zaczęła i potem już wolna była,
                              po sanatoriach co roku jeździła...
                              Ja niestety trochę sie tak czuje uwiązana.

                              Jakoś moje czy nasze pokolenie dość późno tę rodzinność zaczęło.
                              Przyznam, że norma jakaś jest by już w wieku powiedzmy 60 lat
                              mieć wolny od dzieci świat.
                              No tylko obiadki, odwiedziny, chrzciny, imieniny,
                              to najbardziej tak.
                              Zawsze może być lepiej i może być gorzej,
                              ot tak sobie szczerze tu gaworzęsmile
                              p.s.
                              Trochę sie jednak w niedzielę zasmuciłam,
                              gdyż przy mojej parafii się ostatnio zawiązała rodzina przyjaciół RM.
                              Skoro ci w rodzinie własnej źle,
                              to może do niej zapiszesz sięsmile
                              Tak sobie pomyślałamsmile
                              kiedy ogłoszenie o pielgrzymce usłyszałamsmile
                              I śpiewać tam bym musiała "Ojciec ...eusz jak Prometeusz",
                              no pewnie bym się popłakała.smile
                              Ale ze mnie kot, co chodzi własnymi ścieżkami....surprised
                              • kla-ra Re: Odejść od rodziny 03.06.12, 13:11
                                Eurytko,Bardzo Cie rozumie.I ja mialam krzyz Panski z chorym czlonkiem rodziny.Rodzina pomagala ale to ja bylam z Nim 24/24. Dostalam dobra szkole zycia i po latach stwierdzam,ze NICZEGO nie zaluje,wrecz przeciwnie.Trzeba czasu.Pisz,zal sie.W stanach zalamania puszczalam na okraglo piosenke Edyty Geppert "kocham cie zycie..." Cholera - pomagalo !!!
                                I pamietam ja na pamiec i fragmet dla Ciebie:

                                Chce spotkac w tym dniu
                                czlowieka co czuje jak ja
                                chce powierzyc mu swoj niepokoj
                                Dojrzec to swiatlo,ktore sprawi
                                ze on powie jak ja

                                Uparcie i skrycie och zycie kocham cie,kocham cie nad zycie
                                jem jablko winne i mysle ech ty zycie lez mych winneNie zamienie cie na inne..

                                Polecam robi sie lzej na serduchu.
                                • polnaro Re: Odejść od rodziny 03.06.12, 15:35
                                  Musi coś być w tej piosence, bo też ciągle ją puszczałam kiedy zginął tragicznie 20-letni syn przyjaciółki, genialny chłopak / jeszcze teraz po latach nie mogę z tym się pogodzić/.
                                  Pomagała i ta piosenka, i litry wylewanych łez.
                                  Teraz kiedy chandra mnie dopada biegnę do ludzi, jacy by nie byli pod ręką, zawsze lżej kiedy zagada się kłopoty i wymiesza z innymi.
                                  • eurytka Re: Odejść od rodziny 03.06.12, 20:13
                                    Jakby kto chciał tylko słuchaćsmile
                                    Zazwyczaj kończy się licytacją ....a ja miała(e)m gorzejsmile
                                    Każdy przypadek jest inny.
                                    Dziś mam dobry humor, chorzy szczęśliwi i ja też.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja