sagittarius954
20.06.12, 19:22
Nie wiem jak u was ,ale moim pierwszym zwierzakiem była kura . Oto zwierzę z którym próbowałem się zaprzyjaźnić , ale dopiero mój wujek który widziany był rzadko w domu , można powiedzieć sezonowo , tłumaczył mi zachowania kury . Zaczęło się to jednego dnia kiedy , siedząc nad talerzem zupy nijak nie mogłem go pochłonąc . MKój wujek był typem marynarza z pierwszego obejrzanego filmu radzieckiego , blondyn , silnie umięsniony , wytatułowany , na jego rękach piętrzyły się kotwice op;ecione wężami z sercami i napisami . Niemal z zaciśnięta stale pięśćią i zawsze w krótkiej koszulce w paski .Nie mogłem oderwać oczu od tych rysunków , włosów zaczesanych do tyłu i opadającego kosmyka gdy pochylał sie do przodu .
Widocznie nie mógł znieść mojego widoku marudera talerzowego i wjakiejś desperacji złapał za łyżkę i zaczął mnie karmić . Wkładał jedna łyżkę do moich ust za drugą , nie licząc się że moja obserwacja jego i wyławianie tego co mówi, nie ida w parze z połykaniem każdej napełnionej łyżki zupy .
- widzisz brachu , jak szamać nie będziesz - tu spojrzał sie na moja babcie która zmarszczyła brwi - Bedziesz miał taka mała głowę jak ta kura na podwórku , mała i nie pojmuje po co pcha do siebie całe to ziarno . Piach brachu , może tylko grzebac w piachu i nie zapieje jak kogut .
Mało mnie to już obchodziło , widziełem co mam zrobic . Zaprzyjaźnię się z kurą . Tego samego popołudnia zaraz po obowiązkowej drzemce wybiegłem w pospiechu w poszukiwaniu kury . Całe sześćdziesięciokilku drobiowe stadko kryło się w ogródku rozgrzebując babcine ziemniaki a dowodził nimi rozbójnik kogut . Tego obawiałem się najbardziej , bo o ile na podwóku nie darował mi skacząc na moją głowe i boleśnie dzibiąc, o tyle w puszczy warzywnej, tracił zainteresowanie mną i ganiał wszystko co się ruszało , mrówki , owady , jaszczurki i żaby . Wybrałem młoda kokoszkę siedząca pod krzakiem i goniąc ją kijkiem próbowałem zagonić do zagrody w celu przyuczenia do przyjaźni . Dobrze poinstruowany przez wujka , miałem kieszenie wypchane ziarnem ,ale dawać je mogłem jedynie w zagrodzie ,żeby cała banda kur nie wyjadła mi ich . I oczywiście tego dnia nie udało mi sie pouczyc kury . Ale chyba kilka dni później na drugie śniadanie kur była moja i ćwiczyłem ją z całym zapałem . Ziarna nie lubiła , za to za kluskami przepadała i juz po kilku dniach kura na mój widok przysiadała , ja łapałem ja na ręce chuchałem na jej łepek ta zasypiała na moment i budziła się otrząsając się niespokojnie . Jednak za wielkich wyników wychowawczych nie uzyskiwałem, więc porzuciłem swoją wychowankę pod nosem szepcząc - tylko szamiesz i kupe robisz .
cd może kiedys nastapi