hanusia_7
31.07.12, 23:00
Tak sobie myślę, że gdybym pobierała opłaty za pobyt cudzych dzieci w moim domu, to pewnie wyszłaby mi niezła pensja. Moje dzieci lub dom mają w sobie jchyba jakiś magnes. Odkąd pamiętam, to zawsze plątało się po domu mnóstwo dzieci, ale głownie rówieśników moich dzieci. Dzieci dorastają, ale goście są coraz młodsi. To jakiś instynkt opiekuńczy moich córek i synów. Co więcej, moi mali goście czują się jak u siebie w domu. Dom jak to na wsi, zwykle jest otwarty i tak np wchodzę do pokoju, a tam 5 latek leży i czyta bajkę. W pokoju obok z 5 chłopców w róznym wieku siedzi przed komputerem, pokój dziewczynek dzisiaj zamienił się w gabinet lekarski i sklep. Rany, ja na chwilę obecną mam tylko 2 dzieci w domu, a wychodzi na to, że jest całe przedszkole. Czasami nawet wyskakują z różnych miejsc, bo akurat bawią się w chowanego. Aż strach lodówkę otworzyć. Dzisiaj 2 letnia bratanica zięcia zniknęła z podwórka. Znalazła się u mnie w domu na piętrze( mieszkają obok) scena jak z trójkąta bermudzkiego. Zamykać dom na klucz? I tak będą dzwonić co 5 minut.