wielka przygoda.....

18.08.12, 16:57
......w poiedzialek sie szykuje,wziolem wolne,jedziemy na jezioro
ontarjo na lososie,wynajelismy lodz,to bedzie moj pierwszy raz z
lodzi,tylko jakis sztorm moze nam przeszkodzic ale narazie tam
pogoda w miare stabilna,choc rankami tylko ok +5 do 10C co w polaczeniu
z wiatrem i bryza goraca nie daje,tylko jak wytrzymac do niedzieli do polnocy,
godzina wyjazdu,dzisiaj wieczorkiem na lodke sie wybiore na nasze jezioro,
rano moze na pstragi,wszystkie oprucz "okazow" wroca do wody,to tak
zeby zabic czas oczekiwania na lososie,pozdrawiam,
    • hanusia_7 Re: wielka przygoda..... 18.08.12, 19:42
      Wow, filip - Ontario, łososie, łodź, w sumie jak to wszystko pięknie brzmi. Po cichu zazdroszczę Ci tak wspaniałej, zapewne męskiej wyprawy. Życzę łagodnej bryzy i duuuużych okazów łososi. Hmm, rozumiem ten stan nerwowego niepokoju i niecierpliwości przed wyprawą. Sprzęt zapewne już gotowy, kilkakrotnie sprawdzony itp. A tak z ciekawości zapytam, jak i na co łowi się łososie?
    • sagittarius954 Re: wielka przygoda..... 18.08.12, 19:57
      ostatnio kupiłem w auchanie takiego dwu kilogramowego , wspaniałe żarcie , mogę sobie tylko wyobrazic jaki był dopiero złowiony i rzucony na patelnię . Cały tydzień jadłem w Barcelonie tylko ryby . Ludzie, jakie wspaniałe żarcie , świeże , oprawione z przyprawami rzucone na patelnię mniam , ileż tracimy nie mając takich ryb i takiego morza z małżami krewetkami , krabami , dopiero tam widzi sie jak ubogi jest u nas rynek ryb , świezych ryb a nie odłowionych ponad tydzień temu.
      • filip505 Re: wielka przygoda..... 18.08.12, 20:59
        .....kazde spoleczenstwo ma swoja specyfike jadla,ale faktycznie
        z rybami nam do nich daleko,wydaje mi sie ze jednak azjaci z nad
        pacyfiku maja najlepsza morska kuchnie,oni nawet surowki z morskich
        roslin robia,jak ide do ich knajpy to najczesciej biore "talez roznosci",
        w formie smazonej,pieczonej badz gotowanej,mojej ulubionej,na szczescie
        nie wiem jak to wszystko wyglada na zywo,moze przez gardlo by nie przeszlo,
        ale slodka niewiedza nieraz najlepsza,
        • filip505 Re: wielka przygoda..... 18.08.12, 21:37
          ......hanka,lososi na jeziorze nigdy nie lowilem,ja nieliczac dziecinstwa
          na mazurach lowie od 3 lat,sa tam lososie krolewskie i jeszcze jakies
          ale ich malo,te krolewskie w 3,4 roku zycia wchodza do rzek na tarlo
          i po tarle gina,lowilem je wiele razy w rzekach,calkiem niewielkich
          nieraz,ze jak plyna to pletwy nad woda maja,jak ida na tarlo to przestaja
          jesc,wiec w zasadzie nie ma na nie przenety,na pusty hak lowic nie wolno,
          wiec najczesciej daje sie koralik,czerwony lub zielony,imitacje ikry,one ponoc
          uznajac je za nieswoja staraja sie ja zniszczyc aby swemu potomstwu
          zrobic wiecej przestrzeni zyciowej,jednak chyba najczesciej po prostu
          zylka wpada im w "gebe"i przesuwajac sie hak ja w koncu zachaczy,czesto
          tez hak wbija sie w cialo na zewnatrz,ale takie po bardzo ciezkiej walce
          trzeba wypuscic,wyobrazasz sobie ciagniecie 10 kilowej ryby bokiem,pod
          prad wody?,to prawie jak pociag ciagnac,pot lele sie strumieniami,a wypuscic
          musisz,w naturze zywia sie najczesciej rybami,sa tam takie male sledzie w
          wielkich ilosciach,krabami i wszystkim co plywa i nie jest roslina,ponoc
          nie gardza kaczka czy mewa,na co bedziemy lowic dokladnie nie wiem,
          wynajmujemy w 4 kuter,gdzie mamy wszystko do lowienia,wedki,przynety,itp,
          zabieramy tylko swoje dupy jak mowi kolega,wiecej po powrocie,
          • natla Re: wielka przygoda..... 18.08.12, 23:16
            Tylko nam Filipku nie wypadnij za burtę! big_grin
            • filip505 Re: wielka przygoda..... 19.08.12, 03:08
              .....bede sie mocno trzymal wedki,obiecuje,
              • hanusia_7 Re: wielka przygoda..... 19.08.12, 20:47
                • filip505 Re: wielka przygoda..... 20.08.12, 00:40
                  ....za poltorej godz ide spac,tylko jak to zrobic jak
                  slonce na niebie,za 7,5 wyjazd,na szczescie mlodziez
                  jak zwykle "powozi" wiec mozna troche podrzemac w
                  samichodzie,moze sie jakis losos przysni,o 6 wsiadamy
                  do lodzi,relacja jutro lub we wtorek,kciukow trzymac nie
                  musicie,jade dla przygody nie ryb,pa,
                  • bonafides1 Re: wielka przygoda..... 20.08.12, 11:46
                    Filip ssie mnie w żołądku wink
                    • misia007 Re: wielka przygoda..... 20.08.12, 13:56
                      Niezapomnianych wrażeń filipie. Zabawne ty nad Ontario a my spodziewamy się gościa stamtąd.Tyle,ze on żeglarz nie .....wędkarz.A co do ryb to owszem my tez swoje mamy i cudzoziemcy się nachwalić nie mogą.Nad Krutynią jadłam sandacze,sielawy,miętusy i to jak fikuśnie przyrządzone.A wędzona sielawa na ciepło, przecież to niebo w gębie.A nad naszym morzem ,król Bałtyku jak o nim mówią ....turbot,czy tez moje ulubione świeżutkie dorsze.Oj najadłam się ....do przyszłych wakacji.
                      • filip505 Re: wielka przygoda..... 22.08.12, 17:04
                        .....juz sa niezapomniane,przed wschodem na wodzie tak ze wschod slonca
                        z lodzi ogladalismy,jak na oceanie,slonce "wychodzi" z wody,woda zanyka horyzont,
                        wyraznie widac okrablosc globu,plyniemy z pol godziny szybko na lowiski,na ekranie
                        radaru szukamy ryb,wreszcie sa, po kilka duzych widac,malych jest duzo,kapitan
                        rozpuszcza wedki,mala predkosc ,holujemu,po ok pol godziny pierwsze branie,
                        kap zacina kol bieze wedke i kreci,po ok 15 min dociaga do lodzi,pot leje sie z niego,
                        lososie sa bardzo waleczne,podbierakiem biezemy ja do lodzi,oblewamy sukces,
                        umawiamy kolejnosc,nastepna ja bede ciagnol,po ok pol godzinie nastepne branie,
                        w zasadzie dwa jednoczesnie,kap zacina ja ciagze,drugiego kolega,najwazniejsze
                        nie skrzyzowac zylek wiec zaczyna sie taniec po lodzi,kap krzyczy my biegamy,
                        pot leje sie strumieniami,najpierw ja,potem kol dociagamy wredzcie ostatkiem
                        sil,boli wszystko,ramiona,nadgarstki,kolana,po tancu radosci i 2 glebszych jednak
                        mija,za jakis czas nastepna,kolega z kolejki jest z drinkiem w reku wiec ja chwytam
                        wedke,jakis okaz,on ciagnie zylke nie ja jego,mocno sie zapieram aby nie wyladowac
                        za burta,ryba z 300 metrow od lodzi,choc zaatakowala 150,wreszcie to ja go ciagne,
                        jak zostalo 100 metrow,nie mam sily krecic kolowrotka,prosze kol o zmiane,kap ciagle
                        krzyczy szybciej,najmniejszy luz na wedce i jest po rybie,kolega ja dociaga,ponad 20
                        minut to trwalo,losos wiekszy od tego co sagi kupil,ma ponad 16 kilo,znowu oblewanie,
                        ale symboliczne raczej,jest 10am,dwa kolejne brania,kolega chce sam zaciac niestety
                        gubi rybe,nastepna gubi drugi kol,zabraklo sily,poluzowal zylke,
                        --praca wzywa,
                        • natla Re: wielka przygoda..... 22.08.12, 23:51
                          Ja się tylko boję, czy przy tak dużej ilości łososi i ciągłym braniu, to Wy do domu nie traficie big_grin
                          Troszkę Ci zazdroszczę tego wschodu, ale ja też za 2 tyg. będę takie nad wodą oglądała ..... oczywiście z łososiem w ręce.
                          • filip505 Re: wielka przygoda..... 23.08.12, 16:09
                            .....trafilismy natlo,na "szczescie" lososie przestaly brac,od 10 do 12 nawet
                            brania,choc plywaly pod nami,czasem nawet po kilkanascie,ok 1 30 dobilismy do brzegu,
                            capitan wielkim nozem praktycznie dwoma ruchami pofiletowal nam dwa lososie,
                            oczyscil dwa pozostale,praktycznie to z 25% miesa na kregoslupie zostalo,wiec oszczednie
                            tego nie robil ale blyskawicznie,przerzucilismy ryby do naszego kulera,zastpalismy lodem,
                            wypilismy po jednym z capitanem,wczesniej nie chcial,i postanowilismy,.......pojechac
                            na ryby,w inne miejsce,na rzeke wpadajaca do ontario,ale z 30 mil odlegla,
                            lososi jeszcze w niej nie bylo,ale wedki rzucilismy,\,nie moglismy wejsc
                            do wody bo zmienily sie przepisy i aby to zrobic trzeba miec kamizelke ratunkowa,
                            tylko jeden z nas mial,wiec lowilismy z 10 metrow wysokiego nabrzeza,zabawa byla
                            swietna bo sumy braly jak glupie,cieszko bylo jednak wywindowac je te 10 metrow
                            w gore,nie mielismy dlugiego podbieraka,majwieksze nam sie urywaly,zlowilismy
                            ich z 20 zabralismy 12,ok 5pm pojechalismy do domu,
                            przed 8 pm bylismy u mnie w domu,pierwszy przystanek,kol maja dalej,jak zwykle chetnych
                            na ryby nie bylo wielu,wiec zabralem sobie dwa lososie i szesc sumow,jeden kol
                            jednego suma,drugi reszte,bo jeden nic nie chcial,
                            jakies jedzenie i zrobiebie porzadku z rybami i po nich zajelo mi do polnocy,
                            nawet nie nastawialem budzika,bylem padniety,do pracy spoznilem sie tylko poltorej
                            godziny,czego nikt nie zauwazyl,
                            • bonafides1 Re: wielka przygoda..... 23.08.12, 21:54
                              Masz jakieś zdjęcia z ?
                            • bonafides1 Re: wielka przygoda..... 23.08.12, 21:56
                              Cudo! Tylachna swieżutkich ryb ! Mniam,mniam!
                              • filip505 Re: wielka przygoda..... 24.08.12, 16:01
                                ....fakt,miesko z tych ryb jest czerwoniutkie jak wolowina,bardzo smaczne,
                                te chodowlane sie chowaja,
                                --z zasady nie wklejam zdjec na forach,choc sa one juz w internecie,
                                zdjecia to utrata anonimowosci,co sobie bardzo cenie,
                                ....podsumowujac wyprawe to byla bardzo udana,ale nie jezdzilbym
                                na takie lawienie za czesto,to takie troche socjalistyczne lowienie,
                                kapitan robi wszystko my tylko ciagamy ryby,ustalamy kolejnosc bo
                                wedki wspolne,czyli capitana,ale raz w roku bedziemy jezdzic,raz w
                                zyciu koniecznie trzeba,przygoda niezapomniana,moze jeszcze na
                                ocean na podobne lowienie wyskocze,jak nie w tym roku to w nastepnym
                                napewno,narazie szykuje sie na oceaniczne lowienie z brzegu,sprzent juz
                                skompletowany,
                                • kla-ra Re: wielka przygoda..... 24.08.12, 18:02
                                  Filipa podziwiam,zonie nie zazdroszcze.
                                  Misiu,kiedy piszesz o sielewie wedzonej to,zawsze moje slinianki pracuja jak zwariowane.
                                  A ze juz lososia dzisiaj zjadlam i eksperyment w kuchni przeprowadzilam to sie pysznym przepisem na doskonalego lososia podziele porcja na 3-y osoby :
                                  40 dkg lososia bez skory
                                  mozzarella
                                  suszone pomidory w zalewie 1-2 kawali w zaleznosci od wielkosci
                                  olej *
                                  sol morska z przyprawami*
                                  pieprz kolorowy*
                                  przyprawa do ryb firmy appetita*

                                  To wszystko co z gwiazdka do miski mieszamy , wkladamy kawalki lososia obtaczamy i zostawiamy na 1-2 godziny lub na 8 godzin.Ja robie to przed wyjsciem do pracy a po powrocie pieke.
                                  Wyjmujemy lososia z przypraw,naczynie zaroodpoene smarujemy maslem ,ukladamy porcje lososia .Na kazda porcje ukladamy plaster mozzarelli, po 2-3 kawaleczki suszonych pomidorow i do piekarnika,jesli zimnego to pieczemy okolo 1 godz. jesli piekarnik cieply 200 st. C to okolo 20-30 minut.
                                  Dzisiaj podalam z ryzem wymieszanym z jarzynami + pomidory . Bylo pyszne.
                                  • filip505 Re: wielka przygoda..... 24.08.12, 21:45
                                    .....dzieki klara,moze w niedziele zone na ugotowanie tego
                                    namowie,jak bym sam to zrobil to parowka bylay
                                    lepsza,jakos bozia mi taletu i checi do tego nie dala,
                                  • natla Re: wielka przygoda..... 24.08.12, 23:34
                                    Klara, sumienia nie masz, żeby o tej porze o takich pysznościach pisać. Dobrze, że nie mam łososia w lodówce, bo pewnie bym zaczęła pitrasić.
                                    • filip505 Re: wielka przygoda..... 28.08.12, 16:11
                                      ....natla wpadnij do mnie,lososia duzo,chetnych do
                                      pitrasznia wcale,
Pełna wersja