natla
24.09.12, 07:26
Z guzem na czole, z wrzodem na zadku, wróciłam po smutnym wypadku.
W Mielnie było jak zawsze cudownie. Towarzystwo rewelacyjne, pogoda murowana, jestem czarna jakbym wróciła z Egiptu, rozruszana i rozchodzona. Czar wakacji prysł, kiedy w przedostatnim dniu (szczęście w nieszczęściu) spadłam ze schodów. Wracałam mokra z basenu, kiedy to na schodach zerwał mi się pasek w japonkach. Mimo że uważałam, jednak się poślizgnęłam i spadłam. Rozorałam sobie goleń na długości ponad 10 cm, naderwałam mięśnie barku prawego!, więc ręka wyłączona z użytku ( nawet ledwo piszę i klikam), że o niesamowitych siniakach nie wspomnę. Jestem obolała i wściekła.
Żeby było weselej, to kilka dni wcześniej wlazłam na plaży na szkło ( po raz pierwszy od 5 lat chodzenia na bosaka ) i teraz to mi sie też rozjadziło.
Wczoraj przybyła odsiecz w postaci przyjaciółek, które mnie rozpakowały, wysprzątały mieszkanie, umyły "eb" itd. Nie wiem, jak dalej będę egzystować, bo spotkania ze służbą zdrowia mnie dobiły. Rana na goleniu nie zszyta, bo lekarze nie mogli sie dogadać czy szyć, czy nie, a potem było już za późno.
Pardon, że o chorobach piszę, ale jestem tą rzeczywistością załamana.