misia007
29.10.12, 10:32
Chcę Wam napisać o moim nieżyjącym już przyjacielu.Poznałam go zaraz po maturze, prawie jednocześnie z miśkiem bo był jego kolegą ze szkoły.Szybko staliśmy się sobie bliscy.Był bardzo interesującym chłopakiem ,przystojnym, inteligentnym i w jakiś sposób innym.Ubierał się bardzo spokojnie w ubrania chyba szyte przez matkę,pachniał dobrą wodą i miał takie staroświeckie maniery .....normalne u mężczyzny sporo starszego.Nigdy się nie nudził chodzeniem po sklepach, ba uwielbiał mi doradzać co kupić.Po naszym ślubie bywał u nas prawie codziennie,bawił się godzinami z naszą Karoliną i w sumie stal się członkiem rodziny.Gdy byłam w ciąży z Andre założyli z miśkiem firmę i wcale nieżle im szło.Taa, tyle ,ze po 4 latach misiek miał dość i tyrania w firmie i Jego.Wrócił do poprzedniej pracy a W ...wdał sie w politykę. Dość skutecznie bo został nawet radnym.Cóż życie nas rozdzieliło, to znaczy wpadał jeszcze czasami ku radości dzieciaków ale to już nie było to.My mieliśmy innych znajomych ,dzieciatych a on wieczny singiel ...jakoś nie pasował.
Przez lata nawet o nim nie myślałam aż doszła nas wiadomość o Jego chorobie.Cóż życie nie jest sprawiedliwe.Nie pił, nie palił, nie imprezował, ba dbał niesamowicie o swoje zdrowie a tu rak i to taki najgorszy.Misiek biegał do niego do szpitala w te dni ostatnie i nie chciał żebym z nim poszła. W był bardzo zmieniony ,strasznie cierpiał.Może i dobrze bo pamiętam Go dzięki temu młodego,pięknego ,tryskającego radością życia ....jak w dniu w którym się poznaliśmy.Minęło już ładnych parę lat od Jego śmierci a ciągle czuję smutek i tęsknię.