Co byście zrobili...

06.02.13, 01:54
Masz przyjaciółkę od 40 lat. Ona ma męża chama, problem z nałogiem jedzenia i jest odrzucona przez dzieci, które się jej wstydzą (150kg). Stan przyjaciółki medycznie nieciekawy, ale do opanowania. Jeździsz przez całe miasto, robisz zakupy, sprzątasz, gadasz, załatwiasz pielęgniarki na opatrunki - to poza nałogiem jedzenia wspaniała osoba. posiadająca nadprzeciętną inteligencję, poczucie humoru, charyzmę.
Ad rem - dzwonisz w poniedziałek o 18 - wszystko ok.
We wtorek od rana zamieszanie - drzwi mieszkania zamknięta (mieszka sama , separacja od kilku lat). Tel do męża, który co jakiś czas tam bywa, klucze do mieszkania ma.
On twierdzi, że ona nie zyje i g..o cię to powinno obchodzić, dlaczego i kiedy pogrzeb, a to że nie żyje to twoja wina (?) i więcej tel nie odbiera.
Obdzwaniasz pogotowie i szpitale - okazuje się, że przyjaciółkę zabrało pogotowie w poniedziałek i leży na kardiologii.
Proszę, podajcie pomysły, jak zapłacić temu idiocie za głupi kawał, który przyjaciół (jest nas garstka), w pewnym sensie wyręczających go od kilku lat, tak potraktował i wpędził na kilka godzin w dołek.
Bicie w mordę odpada, niestety, nie mam potrzebnej mocy i za mała jestem - nie sięgnę .
Czasem wymyślenie rewanżu (zemsty?) wystarcza, bo kto by sobie czas marnował na głupkasad
    • izis52 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 08:53
      Hmmm, trudna sytuacja. Pomysł zemsty chyba też nie najlepszy smile, bo ani ostracyzm skoro nie masz z tym panem kontaktu, ani pogadanie "do rozumu". Ja po po prostu odwrócilabym się na pięcie, ale jest przyjaciółka.
      Wpadł mi do głowy pewien pomysł; a może namówić przyjaciółkę, aby wystąpiła o alimenty od męża ? Potrzebuje opieki, ma zwiększone wydatki na utrzymanie, leczenie itp, a skoro on jest sprawny fizycznie i warunek ma wyższe dochody - to pozew byłby zasadny. Takiego prostaka zabolałoby z pewnością.
      • sagittarius954 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 10:03
        Zorganizuj taką dramę jaka jest teraz na zachodzie modna na ulicy, wkręcenie gościa w wir wydarzeń , kilkunastu studentów i tak dalej, ze scenariuszem ktoż inny poradziłby sobie lepiej jak nie ty . Ale ostatnie zdanie z twego postu jest najlepsze . Zemsta była warunkiem dokończenia sprawy praczłowieka a w 21 wieku ?Zemsta ? Wszystkie siły na przyjaciółkę , to ona powinna być w środku zainteresowania , powinna czuć waszą siłę .
      • banitka51 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 10:56
        Izis, ona nie jest w trudnej sytuacji finansowej, a oficjalnie - od niego majętniejsza, to facet, który więcej zarabia "na czarno", a jej niczego nie brakuje, kasy teżsmile
        • polnaro Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 11:13
          ....machnij ręką na palanta, szkoda energii. Zakuta pała nie zdolna do żadnej refleksji.
          Chciałoby się takiego 'obstukać', fakt, ale to nie załatwia niczego.
          Przyjaciółkę należy ratować, może są jakieś sposoby, tym bardziej, że ją stać na terapię i leczenie.
          • polnaro Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 11:23
            big_grinbig_grinbig_grin Swoją drogą....jakaś skórka z banana ....
            • banitka51 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 11:28
              najlepszą skórką byłby donos do US, ale, cholera, brzydzę się donosem, więc staram się zdystansować. Wolę nie spotkać cwaniaka twarz w twarz.
          • banitka51 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 11:24
            niestety.... jest w szpitalu, mąż-cham lekarz i nie zgadza się na ratujące życie zabiegi. Z płuc trzeba wyciągnąć wodę, to nie jest bezpieczne, ale bez tego się udusi. Nic nie możemy, jest pod tlenem, niebardzo przytomna.
            • banitka51 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 11:33
              no i popatrzcie - małżeństwo nie istnieje od wielu lat, od 4 nie mieszkają razem, ona się wyprowadziła, on wprowadził do ich domu "zastępczynię". A jednak on jest dla lekarzy osobą decydującą o jej losie. uwniane papiery na "g".
              • polnaro Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 11:58
                Szkoda, że nie upoważniła innej /normalnej/ osoby do decydowania o swoich sprawach.
                Jak pomyśleć, że "ten" ma interes w jej szybkim odejściu, to nóż się sam otwiera.
                Lekarz nie wykona zabiegu /nawet koniecznego/ bez zgody pacjenta....., a tu....
                Można dziada do prokuratora??? Myślę, że to się może kwalifikować.
                • banitka51 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 12:06
                  Tak właśnie uważa druga przyjaciółka. Mnie nie stać na taką szarpaninę z sądami, szkoda mi czasu. Lekarze są kryci - mówią o stanie terminalnym. Wszystkie info mamy łańcuszkiem przez znajomych medyków, nam nikt nic nie mówi, bo mąż sobie zastrzegł. Nie jesteśmy stroną i właściwie (prawnie ujmując) nie mamy podstaw do jakichkolwiek oskarżeń.
                  • xy.5 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 13:11
                    Tak czy owak nie zostawiajcie jej a jak będzie z nią lepiej to niech poda go do sądu za takie traktowanie.
                  • polnaro Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 13:21
                    Skądś znam takie zachowania, 'solidarność' zawodowa w najgorszym ujęciu, a teraz jeszcze bardzo 'szczególna' sytuacja w służbie zdrowia, jak tylko można oszczędzają /kosztem pacjenta oczywiście/.
                    Ma kobieta pecha. Szkoda, że wcześniej nie zapobiegła ingerencji byłego w swoje sprawy, może nie byłoby tak beznadziejnie.
                    • izis52 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 14:46
                      Banitko, a dzieci przyjaciółki ? W takiej sytuacji powinny pomóc matce. Do zabiegów ratujących życie, teoretycznie zgoda nieprzytomnej nie jest potrzebna.
                      • misia007 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 17:27
                        Fatalna sytuacja.Myślę,że Wy, przyjaciele powinniście przy niej trwać skoro nawet na dzieci nie może liczyć.
                      • banitka51 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 17:28
                        Dzieci za daleko, albo za blisko - jedno za wodą, drugie trzyma sztamę z ojcem. Potrzebna zgoda rodziny właśnie. Może każdy taki zabieg w jej stanie rzeczywiście nie ratuje życia, nie wiem, ale reakcja męża dość dziwna.
                        • misia007 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 17:41
                          Banitko a może postraszcie męża,że nie darujecie....może to coś da.
                          • banitka51 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 18:10
                            Misiu, on się niczego nie boi.
                            Uwiera mnie, że może się na nas wyżywać, a my nie mamy pod ręką żadnego kija. Wszyscyśmy tacy spolegliwi, nieagresywnie i nie jesteśmy przygotowani na takie zachowania.
                            Jest projekt złożenia skargi na niego do Izby Lekarskiej, ale czy pomysłodawca wytrwa?
                            Osobiście zawsze walczę o coś, a nie przeciw komuś.
                            • filip505 Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 19:04
                              ....facetowi nalezy sie skopanie dupy jak psu buda,takie
                              psychiczne,jednak bez pomocy dzieci jest to prawie niewykonalne,
                              dziwi mnie postawa dzieci,w krytycznych mometach zazwyczaj staja
                              po stronie mamy,
                              --zastanawia mnie dlaczego w takiej sytuacji nie zabezpieczyla sie
                              prawnie,szczegolnie majac grono oddanych przyjaciol,mam nadzieje
                              ze to zrobi przy poprawie zdrowia,chyba ze z jakichs powodow
                              niechce,
                              • dwa-filary Re: Co byście zrobili... 06.02.13, 22:12
                                Chyba poprosila bym TV Interwencje o pomoc, zamknęli by kochanemu mężowi buzię, a i lekarze już by się bali i zaczęli działac poprawnie. Trudne sprawy, ale jak nie ma innego wyjścia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja